Otrzymane komantarze

Do wpisu: Droga do suwerenności
Data Autor
mjk1
Wiele tez zawartych w Twoim wpisie Viva dotyka realnych problemów, które Polska odczuwała i nadal odczuwa po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Warto jednak zachować pewne proporcje i precyzję, by nie wpaść ani w naiwny entuzjazm, ani w bezrefleksyjne potępienie. Emigracja zarobkowa, faktycznie, po 2004 roku z Polski wyjechało kilka milionów młodych ludzi, głównie do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec. Dla nich była to szansa na wyższe zarobki i szybszy start. Dla Polski, strata kapitału ludzkiego, który trudno odbudować. To zjawisko ma jednak głębsze przyczyny niż sama Unia, kluczowe były niskie zarobki, wysokie bezrobocie i słabe perspektywy dla młodych, które istniały już w latach 90. UE stworzyła możliwości, ale decyzje o wyjeździe wynikały z krajowego marazmu. Likwidacja przemysłu, tak, proces „przystosowywania się” do UE często oznaczał realną deindustrializację. Huty, stocznie, kopalnie czy zakłady chemiczne były likwidowane lub sprzedawane za bezcen. Problem polegał jednak na tym, że decydowali o tym nie „urzędnicy z Brukseli”, ale polskie "elity" polityczne, które uznały, że szybka integracja za wszelką cenę jest kluczem do „dogonienia Zachodu”. Brak strategii przemysłowej i ochrony strategicznych sektorów to wina Warszawy, nie Brukseli. Unia nie zabroniła nikomu wspierać własnego przemysłu – Niemcy, Francuzi, Czesi czy Węgrzy to robią. My – zrezygnowaliśmy z tego świadomie. Zielona transformacja i emisje CO₂ – dziś opłaty za emisję CO₂ (ETS) rzeczywiście obciążają polską energetykę i przemysł, a zwłaszcza odbiorców końcowych. Tyle że Polska zgodziła się na te mechanizmy, podpisując pakiet klimatyczny i Zielony Ład. Zgoda została wyrażona przez rząd PO-PSL, ale kontynuowana przez kolejne ekipy, również PiS. Trudno więc zrzucać winę wyłącznie na „Brukselę”. Mieliśmy możliwość negocjacji warunków, zabrakło siły, konsekwencji i odwagi. Rynek stali. dane mówią same za siebie. Likwidacja hut przy braku realnych działań osłonowych otworzyła rynek dla importu, nie tylko z UE, ale też z Chin, Turcji czy Indii. W efekcie Polska przestała być producentem, stała się importerem. Ten mechanizm powtarza się w wielu sektorach. Trafnie diagnozujesz skutki, ale kluczowe pytanie brzmi: kto za nie odpowiada? UE daje ramy, ale to polskie rządy – od SLD po PO, PiS i wszystkich pomiędzy – podejmowały (lub nie podejmowały) decyzje kluczowe dla interesu narodowego. Suwerenność to nie slogan, to umiejętność powiedzenia „nie” wtedy, gdy trzeba, i „tak”, gdy to naprawdę służy Polsce. I właśnie o tym powinna dziś toczyć się debata.
VivaPalestina
W 2004 roku Polska przystąpiła do Unii Europejskiej. Zapewnienia Brukseli sprzed ponad 20 lat, że Polska skorzysta na członkostwie w Unii Europejskiej, okazały się prawdziwe ale w drugą stronę. Ci, którzy mogli na tym zarobić, to ci, którzy „eksportowali” siebie wraz z siłą roboczą po wejściu Polski do strefy Schengen. Doprowadziło to do wchłonięcia przez zachodni rynek pracy dużej liczby Polaków, zwłaszcza młodych, z których większość zdecydowała się nie wracać do ojczyzny i prawdopodobnie już nie wróci. Przypomnę, że na początku XXI wieku bezrobocie w Polsce wynosiło prawie 20%. Procesy „adaptacji” Polski do UE, przed akcesją, polegały na likwidacji znacznej części polskiego przemysłu. W rzeczywistości członkowie polskiego rządu, wspierani pieniędzmi z zagranicy, eliminowali konkurencję dla zachodniego kapitału. A media, w dużej mierze będące własnością zachodniego kapitału, stosowały masową propagandę, sugerując, że wszystkie problemy zostaną wyeliminowane dzięki możliwościom, które „otworzą się” przed Polakami po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Już wtedy Polacy bali się dziury ozonowej, co dało powód do twierdzenia, że wszystkiemu winne są lodówki, uwalniające freon, który miał się przyczynić do pogłębienia tej dziury. Nikt jednak nie powiedział wtedy Polakom, że z tego powodu będą musieli płacić coraz wyższe rachunki. Obecnie nakładanie dodatkowych opłat za emisję CO₂ prowadzi do likwidacji całych sektorów polskiego przemysłu. Kluczowym sektorem zniszczonym w ramach „adaptacji” do UE był polski przemysł stalowy. To przykład konsekwencji, jakie czekają społeczeństwo w wyniku decyzji podjętych w Brukseli w celu zadowolenia zagranicznych interesów. Kiedy w Polsce zaczęto zamykać huty, społeczeństwo zostało poinformowane o problemach wynikających z wysokich cen energii i kosztów związanych z Europejskim Systemem Kontroli Emisji. A teraz polski rynek jest zalewany tanią stalą z krajów spoza UE. Uleganie mitowi braku alternatyw w polityce doprowadziło do tragicznych konsekwencji. Ale Polskę czekają jeszcze gorsze czasy. Obecnie 80% stali trafia do kraju z zagranicy, a w przypadku blachy odsetek ten sięga 95%. Jednak urzędnicy w Brukseli raz po raz przypominają Polakom, jak dobrze jest być wolnym od rosyjskich źródeł energii i być w „zielonym” systemie Unii Europejskiej.
mjk1
Przykro mi ale, "koło się nie zamyka" Viva. Ja Ci ten tekst, zanim wleciał do piwnicy, dokładnie zrecenzowałem. Wystarczy przeczytać. Pod tym wpisem z kolei w jednej z odpowiedzi napisałem, kto tą elitą jest i co należy zrobić, aby te elity się uaktywniły. Przeanalizuj te wpisy, wtedy zrozumiesz. Jeżeli jednak nie zrozumiesz, napisz. Szczegółowo wyjaśnię w kolejnym wpisie, ale dopiero jutro, bo teraz idę spać. Dobranoc.
VivaPalestina
mjk1 "Polska to nie jest kraj drugiej kategorii. Musimy zacząć o tym głośno mówić i na forach, i przy stole, i w przestrzeni publicznej. " Niestety jest. Mówieniem nie zmienimy tego stanu rzeczy, potrzebne jest działanie. Ale żeby działać to trzeba mieć polskie elity a tych nie mamy. I koło się zamyka. Można przeczytać o tym szerzej w piwnicy. naszeblogi.pl
mjk1
Zgadzam się, jeśli chcemy być poważnym państwem, musimy zachowywać się poważnie, zwłaszcza w sprawach kluczowych. Gdy marszałek Sejmu publicznie mówi o „zamachu stanu”, to nie może być temat do pamiętników ani politycznych metafor. To albo było coś realnego, wymagającego działań prokuratury i służb, albo przejęzyczenie i trzeba to jasno wyjaśnić. Nie da się tego zostawić „w zawieszeniu”, bo niszczy to zaufanie obywateli i ośmiesza instytucje państwowe. Jeśli taka rozmowa miała miejsce, marszałek powinien złożyć zeznania, opisać wszystko i przekazać to do prokuratury. Jeśli nie, powinien to jasno powiedzieć. Inaczej tworzy się niebezpieczna sytuacja: niby coś groźnego miało miejsce, ale nikt za to nie odpowiada. Tak nie buduje się państwa, które jest traktowane poważnie, ani wewnątrz, ani za granicą. Dziś Polska potrzebuje spokoju, odpowiedzialności i jasnych zasad. Potrzebujemy ludzi, którzy nie tylko krzyczą, ale potrafią działać i brać odpowiedzialność za słowo. Inaczej zostaniemy w bałaganie narracji, w którym każdy mówi, co chce, a nikt nie ponosi konsekwencji. Druga część wypowiedzi o niemieckich policjantach w Gdańsku, wypowiedziach w mediach czy absurdach historycznych, to niestety też część naszej rzeczywistości. Tolerujemy za dużo: przekłamywania historii, kpiny z własnego narodu i rozmiękczania naszej tożsamości. To nie tylko irytujące, to niebezpieczne. Tracimy kontrolę nad tym, jak się o nas mówi i myśli, nie tylko w świecie, ale i u nas. Nie chodzi o to, by reagować histerycznie. Chodzi o to, by wreszcie powiedzieć: „dość”. Polska to nie jest kraj drugiej kategorii. Musimy zacząć o tym głośno mówić i na forach, i przy stole, i w przestrzeni publicznej. To nie „bieżączka”. To nasza przyszłość. Jeśli chcemy mieć państwo traktowane poważnie, musimy je takim uczynić. Przez konsekwencję, uczciwość i wspólny wysiłek. Inaczej znikniemy w hałasie, i sami przestaniemy siebie traktować serio.
sake2020
@mjk1  @Rolnik.....Mamy szansę,może da się wylrzesać odwagę,ale musimy walczyć o poważne państwo i za poważne uważane na zewnatrz.Trochę trudno w to uwierzyć obserwując ostatnie wydarzania i fakty.Priorytetem powinna być sprawa wypowiedzi marszałka Hołowni w Sejmie o zamachu stanu. Tak wstrząsająca sprawa powinna ieć swój bieg w reakcji polityków i obywateli.Marszałek powinien opisać przebieg rozmów,zdeponować w skrytkach i kancelariach prawniczych opisy i zeznanie oraz zgłosić to do prokuratury.  Nie może być tak,że marszałek chce utajnić sprawę i przekazać w pamiętnikach tłumacząc zamach nie w kategoriach prawnych  tylko jako diagnozę opisu sytuacji w której dochodzi do destabilizacji państwa. i podważania zasad demokracji. To w końcu zamachu nie było ,a tylko przejęzyczenie? Społeczeństwo czeka co może nastąpić 6-go sierpnia i nie wie czy zaprzysiężenie w ogóle nastąpi. Premier jak gdyby nigdy nic tokuje w Pabianicach, gdzie jakaś idiotka apeluje by edukować polską wieś a w Gdańsku już patrolują niemieccy policjanci a z Niemiec co rusz płyną rozkazy. Jak mamy być uważani za poważne państwo jeśli na polskich portalach pisze się,że Hitler był dobrym człowiekiem tylko stracił  cierpliwość do polskich arogantów, jeśli w debacie w TVP  antypolska dziennikarka w rozmowie z antypolskim  historykiem twierdzi, że okupacja niemiecka i napad Rosji w 1939 roku to najlepsze co się mogło Polsce  zdarzyć i uchroniło nas od degrengolady jak stwierdziła synowa zbrodniarza. To ostatni dzwonek by zamiast hasła na NB -,,żadnej bieżączki''  zacząć  rzeczywistość dostrzegać i o niej mówić na forach, wśród znajomych.
mjk1
Nie, nie jesteśmy całkiem bez szans. Nawet w tym zabetonowanym systemie są ludzie młodzi, zdeterminowani i ideowi, którym naprawdę zależy na Polsce, choć niekoniecznie pochodzą z tej samej bajki politycznej. W obozie PiS są tacy jak Sebastian Kaleta, Marcin Romanowski czy Michał Woś, mimo związków z układem, mają silne poglądy, umieją mówić własnym głosem i nie boją się tematów trudnych. Patryk Jaki, choć już bardziej medialny, także nie rezygnuje z suwerennościowej retoryki. W obozie Ziobry byli i są tacy, którzy realnie rozumieją, czym jest interes narodowy, jak np. Jan Kanthak czy Jacek Ozdoba, politycznie może kontrowersyjni, ale ideowo niesprzedajni. Z drugiej strony, choć z innego kręgu, Paulina Matysiak z Lewicy Razem pokazała, że można być uczciwym, merytorycznym i niezależnym, nawet jeśli ma się inne spojrzenie na gospodarkę czy kulturę. Są też w Konfederacji młodzi jak Jakub Kulesza, Grzegorz Płaczek czy (momentami) Krzysztof Bosak, którzy potrafią mówić sensownie o państwie, choć pogubili się w partyjnych grach. To są ludzie, którzy mogą, a nawet powinni się kiedyś spotkać ponad podziałami, by odbudować przestrzeń do myślenia państwowego. Ale do tego potrzeba impulsu, presji społecznej, ruchu obywatelskiego, który nie tylko patrzy, ale wymaga i wspiera tych, którzy rokują. Zaczątki są. Potencjał też. Pytanie nie brzmi więc: „kto?”, tylko: czy im pomożemy wyrosnąć ponad układy, czy zostawimy ich, by stali się kolejnym trybikiem w tej samej maszynie.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1, Sami się nie odważymy? Czyli kto w tym zabetonowanym systemie - bez autorytetów i jasno określonych celów?
mjk1
W pełni zgadzam się z pytaniem Mazurze: „kto nam na to pozwoli?” To fundamentalna kwestia. Rzecz w tym, że nie możemy dłużej czekać, aż ktoś nam „pozwoli” być suwerennym państwem. Suwerenności nie dostaje się na kredyt ani w prezencie. Suwerenność się bierze, buduje i broni, każdego dnia, także poprzez kulturę, gospodarkę, edukację i debatę publiczną. Nikt tego za nas nie zrobi. Jeśli chodzi o elity – tak, mamy z tym ogromny problem. Po 1989 roku zrezygnowaliśmy z budowy autentycznych elit państwowych na rzecz celebrytów, karierowiczów, oportunistów i „młodych wilków” z partyjnego nadania. Efekt? Brakuje dziś ludzi, którzy myślą kategoriami długo- i średnioterminowego interesu Polski, a nie tylko sondażu czy własnego stołka. Ale to nie znaczy, że takich ludzi w ogóle nie ma. Są, tylko jeszcze nie mają siły przebicia. Dlatego potrzebna jest presja społeczna, środowiska opinii, oddolna inicjatywa i konsekwentne żądanie nowej jakości w życiu publicznym. Elity bowiem nie powstają same — elity się wyłania, tworzy i wspiera. W skrócie: nikt nam nie pozwoli, jeśli sami się nie odważymy.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Pełna zgoda! Tylko kto nam na to pozwoli i gdzie te elyty, które to rozumieją?
mjk1
Myślałem, że to wystarczająca odpowiedź Viva, ale jeżeli nie zrozumiałeś, muszę wyjaśnić w dłuższym wpisie. Zacznijmy od pytania najważniejszego: czy mamy udawać, że Rosja nie istnieje? Oczywiście, że nie. Rosja istnieje, jest wielkim sąsiadem, potęgą atomową, członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i jednym z kluczowych graczy globalnych i tak pozostanie. Traktowanie jej jak „wroga absolutnego”, z którym nie wolno rozmawiać, to droga donikąd. Z drugiej strony, zamykanie oczu na jej działania również byłoby błędem. Co do „agresywnej polityki Rosji wobec Polski”, tu trzeba być precyzyjnym. Rosja nie prowadzi otwartej agresji militarnej przeciw Polsce, ale nie znaczy to, że nie podejmuje działań wrogich. W ostatnich dekadach mieliśmy do czynienia z cyberatakami, dezinformacją, próbami wpływania na debatę publiczną, a także z prowokacjami militarnymi (np. przy granicy NATO). To nie jest wojna w klasycznym sensie, ale jest to forma presji, podobnie jak energetyczna zależność, którą przez lata sami wzmacnialiśmy. Pawlaka pamiętasz? Ale tu dochodzimy do sedna: to nie oznacza, że mamy Rosji nie zauważać, wręcz przeciwnie. Polska potrzebuje trzeźwej, realistycznej polityki wschodniej. Nie opartej ani na rusofobii, ani na naiwności. Rosja, jak każde mocarstwo, działa w swoim interesie. Jeżeli go rozpoznamy, możemy z nią rozmawiać z pozycji państwa podmiotowego, nie petenta, ale też nie fanatycznego wroga. Traktujmy Rosję tak, jak poważne państwa traktują poważnych przeciwników – z ostrożnością, ale i ze świadomością, że nie da się jej ignorować ani pokonać w emocjonalnym sporze ideologicznym. Nie chodzi więc o „sympatię do Rosji” ani o jej demonizowanie. Chodzi o interes Polski. A ten wymaga zimnej głowy i gotowości do rozmowy z każdym, również z tymi, z którymi się nie zgadzamy.
VivaPalestina
mjk1 "Jednak w kwestii Rosji nie możemy udawać, że problemu nie ma ani ignorować realnych zagrożeń, jakie wiążą się z jej agresywną polityką" A jakie to jest jej  "agresywna polityka" wobec Polski? Nie odpowiedziałeś na pytanie czy mamy udawać, że Rosja nie istnieje.
mjk1
Viva&Mazur. Polska powinna prowadzić dialog z szerokim spektrum partnerów na całym świecie — Turcją, Indiami, Ameryką Łacińską czy Chinami, oczywiście z rozwagą i świadomością wyzwań. Polska nie może ograniczać swojej polityki zagranicznej do wyboru między Berlinem a Waszyngtonem. Jednak w kwestii Rosji nie możemy udawać, że problemu nie ma ani ignorować realnych zagrożeń, jakie wiążą się z jej agresywną polityką. Rusofobia to słowo nadużywane, ale zdrowa ostrożność i troska o bezpieczeństwo to konieczność. Trzeba działać pragmatycznie, unikać konfliktów, ale nie rezygnować z własnych interesów i wartości. Co do przyszłości Polski na Wschodzie, jest tam ogromny potencjał, zwłaszcza w relacjach gospodarczych i kulturalnych. Jednak rozwój wymaga równowagi i partnerskiej polityki, nie jednostronnych zwrotów. Dobrobyt Polski zależy od mądrego łączenia różnych dróg, a nie od stawiania wszystkiego na jedną kartę.
mjk1
Proszę wybaczyć, jeśli poczuła się Pani urażona moim tonem. Mój styl bywa cięty, ale nie wymierzony w porządnych ludzi, takich jak Pani. Pani głos, nawet jeśli się różnimy, jest potrzebny, bo wychodzi z autentycznej troski o Polskę. A to dziś coraz rzadsze. Ma Pani absolutną rację w jednym: Nasze Blogi są rzeczywiście odbiciem naszego społeczeństwa. Zamiast rozmowy – szarpanina. Zamiast konstruktywnego sporu – etykietowanie. Zamiast prób budowania – rozbijactwo. Jedni wyśmiewają PiS, drudzy KO, inni Konfederację. Nikt nikogo nie słucha, bo każdy już „wie lepiej”. W efekcie mamy narodowy zgiełk, w którym ani argument, ani wizja, ani potrzeba naprawy państwa nie mają szans przebić się ponad pianę emocji. Ale tu pozwolę sobie na jedną różnicę zdań: nie zgodzę się z opinią, że nie potrzebujemy wizjonerów. Wręcz przeciwnie, Polska potrzebuje ich jak tlenu. Potrzebuje ludzi, którzy wyjdą poza codzienny jazgot, poza kalkulację partyjną, poza najbliższy sondaż i powiedzą: dokąd zmierzamy jako państwo, jako wspólnota, jako naród? Bo nawet najlepszy kierownik bez mapy i celu błądzi, kręci się w kółko, albo, co gorsza, prowadzi ludzi w przepaść. Pani krytyka obecnej władzy, trafna, ale to nie zwalnia poprzednich z odpowiedzialności. Ani nie daje przyszłym prawa do politycznego kabotyństwa. Wszyscy dzisiaj grają pod siebie. Nawet gdyby Kaczyński, Mentzen i Kosiniak mieli po jednej stronie usiąść, nie powstanie z tego plan, tylko lista wzajemnych zastrzeżeń. Nikt nie mówi ludziom: będzie ciężko, ale trzeba wziąć się do roboty i coś wspólnie zbudować. Nie, lepiej się przerzucać winą i liczyć na kolejną falę rozczarowania. Rozumiem, że drażni Panią nieustanna krytyka PiS. Ale proszę też spojrzeć uczciwie: czy to, co PiS dziś proponuje, daje Pani choćby promil nadziei na realną zmianę? Bo jeśli nie, to czy naprawdę warto takiej formacji dawać kolejną kartę „na kredyt”? Nie twierdzę, że Prezes wszystko zawalił. Twierdzę tylko, że stracił słuch społeczny i polityczny kompas. I nie on jeden. Bo dziś, Pani Aniu, największym dramatem Polski nie są spory – tylko to, że żadna ze stron nie ma siły powiedzieć: „dość tego, siądźmy i zróbmy plan”. A naród? Naród tylko patrzy, kto ładniej zagra emocjami. Pani ma rację, że warto mówić o rzeczywistości. I niech Pani mówi. Ale niech Pani też słucha tych, którzy widzą tę rzeczywistość inaczej. Wspólny dom zbudujemy nie z monologów, ale z mostów. PS. I proszę się nie gniewać o tę Anie, to naprawdę dużo ładniejsze i milsze niż jakaś "skośnooka" gorzała.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1  Dokładnie. Trudno znaleźć światło w tunelu niemożności. Tym niemniej trzeba się starać 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ sake Niech tylko Polakom nie rzucają kłód pod nogi to sobie poradzimy. I tu nie chodzi o krytykę PIS, bo oni w miarę się starali. Trochę z mniejszym skutkiem niz oczekiwałem ale zawsze. 
mjk1
Znam ten ból, też wiele razy pisałem i mówiłem rzeczy niewygodne, z nadzieją, że ktoś usłyszy. Odpowiedź? Cisza. Czasem ironia. Czasem tępe „niedasie”. I tak już mamy: jak napiszesz laurkę ku czci, najlepiej ze wzruszeniem i obowiązkową martyrologią, to jesteś „patriota pełną gębą”. Ale jak tylko odważysz się pomyśleć o przyszłości, to nagle jesteś „oderwany od rzeczywistości”, „utopista” albo w wersji hard – „debil”. To nie jest przypadek. My, jako społeczeństwo, od dawna czcimy groby, ale nie umiemy stawiać fundamentów. Mamy odruch klękania, ale nie odruch budowania. Dlatego łatwiej nam wzruszyć się losem żołnierza z 1944 niż zauważyć, że dziś ktoś próbuje, bez karabinu, za to z tekstem, zawalczyć o coś więcej niż tylko kolejną rocznicę. I tak, wiem: lepiej się sprzedaje mit niż projekt, poezja niż analiza, męczeństwo niż odpowiedzialność. Ale jeśli chcemy czegoś więcej niż tylko wspominków, to musimy przestać traktować każde wyjście poza ramy jako herezję. Pamiętajmy: ci chłopcy z AK, których tak chętnie dziś wspominamy, oni też byli uznawani przez część „elit” za naiwnych marzycieli, szaleńców, ludzi „oderwanych od realiów”. A jednak poszli. Więc niech dzisiejsi „realni patrioci” przestaną się obrażać na tych, którzy myślą o Polsce za 10–20 lat. Bo jeśli nie zaczniemy rozmawiać o przyszłości, to nie będzie już czego wspominać.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ Viva Przyszłość i dobrobyt Polski i Polaków leży na wschodzie. Zachod ma nas w d.... 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 Ok. To zacznijmy się modlić i liczyć na cud, ze Polacy nagle zmądrzeją. Nie wierzę w cuda
VivaPalestina
mjk1 "Zamiast wisieć między Berlinem a Waszyngtonem, Polska powinna zacząć rozmawiać z całym światem: - z Turcją, - Indiami, - Ameryką Łacińską, - także z Chinami – z zachowaniem ostrożności, ale bez kompleksów." A co z naszym największym, potężnym sąsiadem - Rosją? Mamy dalej hodować rusofobię czy udawać, że takie państwo nie istnieje?
Do wpisu: Polityka realna – fundament suwerennego państwa
Data Autor
sake2020
Znów się wcinam w dyskusję,więc poprzestanę przy punkcie 4 o rozliczeniach. Nawet nie chodzi mi o rozliczanie z obietnic wyborczych  a o bieżącą  kontrolę  efektów pracy rządu z ostatnich miesięcy. W wyniku powodzi ucierpiały wsie miasta ,infrastruktura, spóznione akcje ratunkowe, spóźniona uwaga rządu zajetego wyłacznie walką z opozycją. Teraz w wyniku opadów  sytuacja powodziowa sie pogarsza. Samorządy ,sołtysi alarmują ,że od poprzedniej powodzi do teraz nic nie zostało mimo ich monitów poprawione,nie ma żadnego planu na przyszłość by zapobiec tragedii i znowiu nie ma żadnego zainteresowania. .Oczywiscie skala obecnych podtopień,zalań,jest o wiele mniejsza niż poprzednia .alei tak znaczna.Czy było jakieś rozliczenie rządu wtedy? Niestety nie. Czy widać teraz jakieś ruchy rządu,też nie. Natomiast premier na spędzie w Pabianicach  dramatycznie  razem z paniusią z KO walczą o edukację na wsi pod kątem usuwania propagandy pisowskiej ,nauczania jak i na kogo ,,słusznie'' głosować i pokazywani uroków UE..Czy naprawdę to jest najbardziej potrzebne rolnikom którym woda zalała zbiory? Kto ma rozliczyć odpowiedzialnych za zaniedbania ,brak planów? Rozliczenia to nie tylko tych z wysokiej półki,rozliczać trzeba za brak efektów czy nieudolność a nie za bycie PiS-em. 
mjk1
Zgadzam się Viva z tezą, że „trzy jaskółki wiosny nie czynią”. Ale z drugiej strony, bez tych pierwszych jaskółek żadna wiosna się nie zacznie. Wójcik, Woś, Matysiak, to przykłady, może z różnych stron politycznego spektrum, ale pokazujące, że w polityce da się jeszcze znaleźć ludzi, którym chodzi o coś więcej niż stanowisko czy występ w „szkle kontaktowym”. Oczywiście to za mało, by dziś zbudować stabilne, alternatywne państwowe zaplecze, ale od czegoś trzeba zacząć. Stalin miał rację: „o wszystkim decydują kadry” i właśnie dlatego trzeba o nie zacząć zabiegać, ich szukać, wspierać, szkolić i przede wszystkim – dawać im szansę. Dopóki Polska żyje w systemie, gdzie kandydatury do parlamentu ustala wąska grupa partyjnych oligarchów (czy to Kaczor, czy Donald), nic się rzeczywiście nie zmieni. To nie tylko kwestia twarzy, ale całego systemu rekrutacji politycznej. Dlatego tak istotne jest tworzenie presji społecznej na zmianę modelu: na otwarte prawybory, lokalne komitety obywatelskie, niezależne media, a nawet oddolne inicjatywy samorządowe, które z czasem budują trwałe zaplecze. Kiedyś ludzie mówili: „Wałęsa sam nic nie zrobi”, „Solidarność to mit”, „komuna jest nie do ruszenia”. Historia pokazuje, że pozornie niemożliwe rzeczy dzieją się wtedy, gdy ktoś zaczyna działać, mimo że „nic się nie da”. Nie roszczę sobie prawa do zmiany systemu w pojedynkę, to mrzonka. Ale wierzę, że potrzeba uświadamiania, zachęcania do działania, tworzenia przestrzeni na myślenie długofalowe, nie oparte na kalkulacjach medialnych, to nasz wspólny obowiązek. Dlatego choć zdaję sobie sprawę z ograniczeń obecnego systemu, nie poddaję się. Bo jeśli się poddamy, to „matołami” rzeczywiście zostaniemy wszyscy. I jeszcze jedno: bardzo dziękuję za kibicowanie. Nie czuję się nieomylny, ale wiem, że każda myśl, każdy głos, nawet sceptyczny, pomaga lepiej zrozumieć, co i jak trzeba zmieniać. Zapraszam więc do dalszej wymiany. Kadry może jeszcze nie mamy, ale bez wspólnego działania nie będzie ich nigdy.
VivaPalestina
mjk1 "Kto to może zrobić? Wbrew pozorom nie jesteśmy bezsilni. Jest nowe pokolenie działaczy, którzy myślą o państwie, a nie tylko o mediach. To m.in. Wójcik, Woś, Matysiak, a być może także młodzi działacze lokalni, którzy jeszcze nie trafili do telewizji, ale mają kompetencje i czyste karty." Drogi kolego, doceniam twoje wysiłki ale muszę cię rozczarować - trzy jaskółeczki wiosny nie czynią. Jak mawiał, bardzo słusznie zresztą, niejaki Stalin - "o wszystkim decydują kadry". A tych nie mamy i w najbliższej dającej się przewidzieć przyszłości mieć nie będziemy. Dopóki o kandydaturach do Sejmu, Senatu i rządu będą decydować takie kreatury jak Kaczor Donald nie zmieni się NIC! Pisałem o tym, starczy zajrzeć do piwnicy naszeblogi.pl W każdym razie kibicuję ci gorąco w tym zbożnym dziele uświadamiania matołów.
Do wpisu: Rzeczpospolita albo chaos. Czas na prawdziwe odrodzenie
Data Autor
mjk1
Dopisz to jako jedenasty punkt stratega z Żoliborza. Pasuje jak ulał. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 I to i to. Trzeba czerpać z roznych źródeł