Otrzymane komantarze

Do wpisu: Miedzy mitem a rzeczywistością
Data Autor
mjk1
Poruszasz bardzo ważny i trudny temat Droga Aniu: relację między historią a teraźniejszością. Masz rację, że sama znajomość historii nie wystarczy, jeśli nie potrafimy wyciągać wniosków z bieżących wydarzeń. Ale historia, ta prawdziwa, niespłycona do symboli, to nie jest tylko "patrzenie do tyłu". To narzędzie do zrozumienia mechanizmów władzy, błędów systemowych, manipulacji społecznych i skutków decyzji podejmowanych kiedyś, które dziś wyglądają bardzo podobnie. Bo dzisiejsza bezradność i rozczarowanie nie biorą się znikąd. To właśnie dlatego, że jako społeczeństwo nie odrobiliśmy lekcji z historii, nie umiemy dobrze reagować na bieżące wydarzenia. Przerabiamy te same schematy: oczarowanie, rozczarowanie, obojętność. Historia to nie przeszłość, to lustro, w którym odbija się nasze "tu i teraz". A jeśli się do niego nie zagląda, łatwo uwierzyć, że wszystko zaczęło się dopiero wczoraj.
sake2020
Braki w znajomości historii nie świadczą o tym ,że nikt nie jest nią zainteresowany. i że jest objawem nieumiejetności kształtowania i budowania. Trzeba nam wreszcie patrzeć na to  co ,,tu i teraz'',umieć wyciągać wnioski z bieżących zdarzeń,z każdego posunięcia władzy, a nie tylko patrzeć do tyłu. Upłynęło 1,5 roku nowych rządów i dopiero teraz widzimy nieudolność, brak zainteresowania państwem  a nawet złą wolę?. To co żeśmy jako społeczenstwo robili przez ten czas,wszystko było wtedy dobre? Jeżeli jako społeczeństwo nie potrafimy wyciagnąć wniosków z bieżących problemów to jak ma to się zrobić siegając do historii?
mjk1
Pełna zgoda Mazurze. Bez wolności gospodarczej i przewidywalnych, przejrzystych reguł gry, żaden potencjał, ani ludzki, ani kapitałowy, się nie rozwinie. Jednak sama wolność to za mało. Potrzebne są jeszcze trzy rzeczy: Zaufanie do instytucji – bo to ono przyciąga inwestycje i pozwala ludziom planować. Regulacje chroniące rynek, nie blokujące go – tak, by uczciwa konkurencja była możliwa, ale spekulacja, korupcja i monopole nie rozkładały systemu od środka. Zdyscyplinowana polityka pieniężna – bez niej kończy się to zawsze tak samo: nierówności, inflacja, utrata wartości pracy i oszczędności. To, że ten model nie mieści się dziś w ramach systemu polityczno-finansowego, nie znaczy, że jest nierealny. Po prostu jeszcze nie wygraliśmy walki o jego wdrożenie. Ale to nie powód, by się poddać. Chyba, że masz inne propozycje?  
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 I tu się z tobą zgadzam. Wolność gospodarcza, madre prawo, które nie ogranicza uczciwej konkurencji, ale gdy trzeba chroni tez rynek i kontrola kreacji pieniądza - to sposób na wykrzesanie potencjału ludzkiego. To nie jest do zrealizowania w tym systemie .
Silentium Universi
Tak, niszczy się szybko. A zaufanie trzeba odbudowywać latami. Wydaje się, że próbuje zaufać dopiero kolejne pokolenie
mjk1
To prawda, że ludzka motywacja i determinacja potrafią góry przenosić – w Japonii, Korei czy Polsce. Ale różnica tkwi w tym, czy państwo wspiera tę energię, czy ją tłamsi. W Polsce po wojnie przez kilka lat ta energia miała przestrzeń – ludzie odbudowywali, zakładali firmy, wierzyli, że mogą coś zbudować. Dopiero później to zniszczono politycznie. Nie chodzi o to, że "ludzie są jacyś inni", tylko czy pozwala im się działać. To właśnie różnica między rozwojem a przymusem.
mjk1
To bardzo dobre pytanie Mazurze i zupełnie uzasadniona wątpliwość. Jasne, że wojna była katalizatorem: zniszczenia wywołały silną potrzebę odbudowy, a ludzie mieli motywację, energię i doświadczenie wyniesione z przetrwania. Ale warto zauważyć coś więcej: ten zryw nie był tylko reakcją na ruinę. To była realna, oddolna inicjatywa, wsparta racjonalną polityką państwa (przynajmniej na początku). Polska wtedy rozwijała się najszybciej w Europie. Wszystko działało dlatego, że nie wtrącano się jeszcze zbyt mocno w mechanizmy rynkowe, pozwalając funkcjonować prywatnym firmom, spółdzielniom i lokalnym inicjatywom. To właśnie ten pluralizm gospodarczy był siłą napędową. Motywacja po wojnie była iskrą, ale struktura, w której ludzie mogli działać, była już decyzją polityczną. A co do historii, nie musimy się zgadzać. Wystarczy, że wszyscy będziemy jej chcieli naprawdę słuchać, nie tylko tej głośnej, ale i tej cichej, zapomnianej, która nie mieści się w podręcznikach. Ja nie chcę się z nikim licytować i nikogo pouczać. Chcę tylko pokazać, że nie zauważamy tego co dzieje się tuż obok nas. Ta sama czerwona banda po zaledwie czterdziestu latach okradła nas jeszcze bardzie i na nieporównywanie większą skalę,. Mogli sobie na to pozwolić bo nie wyciągnęliśmy z tej pierwszej kradzieży żadnych wniosków. Z drugiej też nie, więc okradną nas kolejny raz bez sentymentów a my znowu nic z tym nie zrobimy. Udowodnię to w kolejnych wpisach.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Znajdź kogoś kto z zapałem i autentyczną wiarą zechce zbudować choćby ścieżkę na wsi juz nie mówiąc o CPK. Również w Korei płn za miskę ryżu i wiarę w wodza zbudowano potencjał jądrowy. Japonię po wojnie odbudowywali zmotywowani do lepszego życia zwykli ludzie, którzy żarli  myszy, szczury i jaszczurki. To nie historia to mentalność ludzka. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Czy byłby ten zryw możliwy, gdyby nie te wojenne zniszczenia i chęć odbudowy? Przypuszczam, ze wątpię. Co do znajomości historii to nie mam zamiaru się z toba drogi mjk1. 
mjk1
Dziękuję za komentarz Mazurze, ale pozwolę sobie sprostować. Nigdzie nie twierdzę, że wojna była potrzebna czy że zniszczenia miały jakąkolwiek wartość rozwojową. To był dramat, nie start do sukcesu. To, co nazwałem „cudem” (a raczej – społecznym zrywem), to nie efekt wojny, tylko efekt ogromnej determinacji i energii zwykłych ludzi, którzy, mimo traumy, bez kapitału, często z pustymi rękami, zbudowali coś z niczego. I robili to nie „za kromkę chleba”, ale często z autentyczną wiarą, że odbudowują normalne życie. Nie porównuję tego też do radzieckiego NEP-u (Nowej Polityki Ekonomicznej), choć podobieństwa w otwarciu na prywatną inicjatywę rzeczywiście są. Z tym że w Polsce nie było to celową polityką partii, tylko przypadkowym okresem swobody, zanim system się skonsolidował i wszystko zniszczył. Jeśli coś warto z tej historii zrozumieć, to właśnie to: jak szybko Polacy potrafią stanąć na nogi i jak łatwo ten potencjał można zmarnować, gdy jedni próbują wszystko kontrolować, a inni zbyt łatwo zapominają, co naprawdę się wydarzyło. Twój komentarz dowodzi też tego, że nie masz pojęcia o historii swojego kraju. Pocieszę Cię jednak. Ty przynajmniej jesteś w jakiś sposób zainteresowany. Brak komentarzy świadczy o tym, że nikt, nie tylko, nie ma o tym bladego pojęcia, ale dodatkowo historia i to nieodległa, nikogo, tak naprawdę nie interesuje. Jak więc mają wyciągać wnioski na przyszłość i tę przyszłość kształtować i budować?  
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 NEP - rozumiem, że należy zbombardować połowę Polski a potem dzięki zapałowi jej mieszkańców dzielnie odbudować za przysłowiową kromkę chleba. I to będzie ten cud gospodarczy zwany też NEP.
Do wpisu: „Polska 2050, czyli powrót do przeszłości z uśmiechem”
Data Autor
Silentium Universi
Tak, to tylko bardziej udana wersja Nowoczesnej. Notka prawie pomija sedno sprawy
VivaPalestina
sake3 "o ile pamiętam zawsze zarzekał się pan ,że nie chodzi na głosowanie. " Nigdy się publicznie nie zarzekałem ale faktycznie, nie chodzę. Nie będę przykładał do tego ręki. "tego zaplecze medialne a kasa raczej nie zastąpią." Oczywiście, że nie. Ale dzięki temu poparciu mogli błyskawicznie zaistnieć w polityce. Inna sprawa, ze lekcji nie odrobili i pójdą do lamusa.
sake2020
@Viva....Potencjalny wyborco ,o ile pamiętam zawsze zarzekał się pan ,że nie chodzi na głosowanie. Natomiast Polska2050 dlatego teraz pada na nos,bo nie zaliczyła własnie długiego marszu w którym nabiera się oświadczenia politycznego. Tego zaplecze medialne a kasa raczej nie zastąpią.
VivaPalestina
TW Tezeusz Ty nie zauważyłeś kapusiu, że wszyscy cię ignorują? Próbujesz się wciąć a tu ciepły mocz na łeb.
Tezeusz
Ruszkiewicz nie świruj palancie viva izrael
Tezeusz
Ruszkiewicz nie świruj palancie
VivaPalestina
sake3 "Proszę spróbować załozyć własną partię.Tak łatwo bowiem pan nawija o bezjajecznikach. " Jestem potencjalnym wyborcą więc mam prawo krytykować każdą partię, nie muszę zakładać swojej. " Partię nie buduje się w 5 minut. To lata powolnego marszu do tego by się liczyła,wyszła z cienia ,miała program i udział w sondażach." Niekoniecznie. Taki twór jak ta 2050 nie potrzebowała lat "powolnego marszu". Starczy mieć solidne zaplecze medialne i kasę a sprawy toczą się dużo szybciej.
spike
@mjk -"O reszcie tej "klasy" politycznej, też napiszę." czyli wypisz, wymaluj Hołownia-bis :)))) Co do samego tekstu, OK, brakuje mi sedna tej notki, dlaczego i po co Hołownia wszedł do polityki, a to jest sens jego istnienia, bo z całą pewnością nie naprawa Polski, czy polskiej polityki, ja się domyślam, ale po kolei.
sake2020
@VivaPalestina.....Proszę spróbować załozyć własną partię.Tak łatwo bowiem pan nawija o bezjajecznikach. Partię nie buduje się w 5 minut. To lata powolnego marszu do tego by się liczyła,wyszła z cienia ,miała program i udział w sondażach. W przeciwnym razie stanie się partią kanapową albo  wchłonietą. Na htbcika ro się buduje sojusze i dlatego są z reguły nietrwałe. Sojusż  Hołowni z Kosiniakiem-Kamyszem z góry jest skazany na porażkę w rywalizacji na przydupasa tuskowego. co jest okreslane jako pojęcie ,,języczka u wagi''. Stary wyjadacz PSL  nie dopuści do  koryta nawet koalicjanta. 
VivaPalestina
mjk1 "O reszcie tej "klasy" politycznej" Żeby należeć do jakiejś klasy to trzeba mieć klasę a to jest raczej kasta.
mjk1
Ja to napisałem, żeby nikt mnie nie oskarżył, że "jade tylko po PiS". O reszcie tej "klasy" politycznej, też napiszę.
VivaPalestina
mjk1 Słusznie prawisz. Mam nadzieję, że te bezjajeczniki znikną z polskiej polityki. Tylko, że one nie znikną, rozpełzną się po innych antypolskich partiach. Ich rola jako odrębna siła polityczna już się skończyła.
Do wpisu: Polityka realna – fundament suwerennego państwa
Data Autor
mjk1
To, co dzieje się dziś wokół sytuacji powodziowej i reakcji władzy Droga Aniu, to nie tylko dowód chaosu, to świadectwo upadku odpowiedzialności w polityce. I nie, nie jest tak, że winni są tylko „ci sprzed chwili”, czyli obecna ekipa z Tuskiem na czele. Ale to właśnie dziś oni rządzą i ich zaniechania są najbardziej rażące. Tusk zachowuje się, jakby był tu od wczoraj. Zamiast zarządzania państwem mamy PR, zamiast planowania – pogadanki, a zamiast decyzji – walka z wyimaginowanym „pisizmem”. W czasie, gdy polska wieś walczy z wodą, a ludzie tracą plony i dobytek, premier objeżdża kraj z teatralnymi apelami o „edukację ludności”, bo ponoć to jest teraz największy problem, nie zalane gospodarstwa, nie infrastruktura, nie brak planów przeciwpowodziowych, tylko „mentalność rolników”. A w tle, milczenie o braku jakiegokolwiek sensownego programu naprawczego. To pokazuje, że dla Tuska i jego ekipy Polska realna to nie jest temat. Liczy się tylko walka polityczna, poklask w zachodnich mediach i spełnianie unijnych wytycznych, nawet jeśli oznacza to dalsze niszczenie rolnictwa, przemysłu i własnego potencjału. To już nie jest brak wizji, to cynizm. Ale Kaczyński też nie jest bez winy. Miał osiem lat, by odbudować struktury państwa, postawić na kompetencje, uniezależnić się od partyjnych układów. Zamiast tego PiS rozrósł się w machinę lojalności, gdzie decydują układy, a nie efektywność. Gdyby państwo działało, nie byłoby dziś samorządowców błagających o reakcję i rolników zostawionych samym sobie. PiS dał ludziom nadzieję i w wielu kwestiach pokazał, że można, ale jednocześnie zawiódł, bo nie uporządkował fundamentów. Tu nie chodzi już o obietnice wyborcze. Chodzi o to, że żadne ugrupowanie, ani Platforma, ani PiS, nie potrafiło zbudować państwa, które działa w kryzysie. To właśnie dlatego rozliczanie musi być codziennym standardem, nie tylko od święta. Rozliczać trzeba nie tylko za przynależność partyjną. Trzeba rozliczać za brak efektów, brak reakcji, brak kompetencji. Premier, który udaje, że problemu nie ma, bo mu się nie wpisuje w przekaz dnia, musi ponieść polityczne konsekwencje. Ale poprzednicy, którzy przez lata ignorowali konieczność reform, też nie są bez winy. Suwerenność zaczyna się od tego, że państwo stoi po stronie swoich obywateli, a nie tylko własnych mediów i sondaży.
Do wpisu: Droga do suwerenności
Data Autor
mjk1
Wiele tez zawartych w Twoim wpisie Viva dotyka realnych problemów, które Polska odczuwała i nadal odczuwa po przystąpieniu do Unii Europejskiej. Warto jednak zachować pewne proporcje i precyzję, by nie wpaść ani w naiwny entuzjazm, ani w bezrefleksyjne potępienie. Emigracja zarobkowa, faktycznie, po 2004 roku z Polski wyjechało kilka milionów młodych ludzi, głównie do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec. Dla nich była to szansa na wyższe zarobki i szybszy start. Dla Polski, strata kapitału ludzkiego, który trudno odbudować. To zjawisko ma jednak głębsze przyczyny niż sama Unia, kluczowe były niskie zarobki, wysokie bezrobocie i słabe perspektywy dla młodych, które istniały już w latach 90. UE stworzyła możliwości, ale decyzje o wyjeździe wynikały z krajowego marazmu. Likwidacja przemysłu, tak, proces „przystosowywania się” do UE często oznaczał realną deindustrializację. Huty, stocznie, kopalnie czy zakłady chemiczne były likwidowane lub sprzedawane za bezcen. Problem polegał jednak na tym, że decydowali o tym nie „urzędnicy z Brukseli”, ale polskie "elity" polityczne, które uznały, że szybka integracja za wszelką cenę jest kluczem do „dogonienia Zachodu”. Brak strategii przemysłowej i ochrony strategicznych sektorów to wina Warszawy, nie Brukseli. Unia nie zabroniła nikomu wspierać własnego przemysłu – Niemcy, Francuzi, Czesi czy Węgrzy to robią. My – zrezygnowaliśmy z tego świadomie. Zielona transformacja i emisje CO₂ – dziś opłaty za emisję CO₂ (ETS) rzeczywiście obciążają polską energetykę i przemysł, a zwłaszcza odbiorców końcowych. Tyle że Polska zgodziła się na te mechanizmy, podpisując pakiet klimatyczny i Zielony Ład. Zgoda została wyrażona przez rząd PO-PSL, ale kontynuowana przez kolejne ekipy, również PiS. Trudno więc zrzucać winę wyłącznie na „Brukselę”. Mieliśmy możliwość negocjacji warunków, zabrakło siły, konsekwencji i odwagi. Rynek stali. dane mówią same za siebie. Likwidacja hut przy braku realnych działań osłonowych otworzyła rynek dla importu, nie tylko z UE, ale też z Chin, Turcji czy Indii. W efekcie Polska przestała być producentem, stała się importerem. Ten mechanizm powtarza się w wielu sektorach. Trafnie diagnozujesz skutki, ale kluczowe pytanie brzmi: kto za nie odpowiada? UE daje ramy, ale to polskie rządy – od SLD po PO, PiS i wszystkich pomiędzy – podejmowały (lub nie podejmowały) decyzje kluczowe dla interesu narodowego. Suwerenność to nie slogan, to umiejętność powiedzenia „nie” wtedy, gdy trzeba, i „tak”, gdy to naprawdę służy Polsce. I właśnie o tym powinna dziś toczyć się debata.