|
|
mjk1 Dziękuję za ciekawy i bogaty w historyczne obserwacje komentarz U2. Rzeczywiście, porównania stylów budownictwa są fascynujące, ale warto spojrzeć na to przez pryzmat nowoczesności i funkcjonalności.
Dziś największym wyzwaniem nie jest już czy budować szybko, ale jak budować mądrze. Nowoczesne technologie dają możliwość wznoszenia domów:
- szybciej,
- taniej,
- bardziej energooszczędnie,
- przy zachowaniu trwałości i komfortu.
W przeciwieństwie do przeszłości, gdzie brak piwnicy oznaczał oszczędność na fundamencie kosztem trwałości, dziś często rezygnuje się z piwnic świadomie, w imię efektywności cieplnej i kosztowej. A fundamenty punktowe w systemach szkieletowych są projektowane precyzyjnie, to nie wada, lecz nowoczesna optymalizacja.
Nowoczesność to też elastyczność: systemy prefabrykowane, lekkie konstrukcje szkieletowe, energooszczędne przegrody i mądre zarządzanie przestrzenią – nie potrzebujemy już monumentalnych piwnic, by dom był solidny. Potrzebujemy rozwiązań odpowiadających naszym realnym potrzebom i możliwościom, a nie ciężaru tradycji za wszelką cenę.
Budowanie "na jedno kopyto" w PRL może i było masowe, ale niekoniecznie dobre. Dziś mamy szansę na różnorodność i innowację o ile tylko państwo przestanie ją ograniczać przepisami i barierami administracyjnymi. |
|
|
u2 ***Budowa tradycyjna to często:
- ciężkie fundamenty, wymagające więcej betonu, zbrojenia, robocizny***
W mojej okolicy mam porównanie stylu budownictwa rosyjskiego, niemieckiego i polskiego. Niemcy budowali ładnie z cegły i czerwonej dachówki. Dachówka to wyróżnik niemieckich domków. Ale ich fehler to brak porządnych fundamentów. Szybko stawiali domki dla bauerów, ale bez podpiwniczeń i te ich mury to trzymały się na słowo honoru. Nie tyczy się to zamków krzyżackich, które mają solidne mury i co za tym idzie solidne fundamenty. To pozwoliło im przetrwać kilka ładnych wieków.
Rosjanie budowali z cegły. Dachy zwykle płaskie, bo widocznie nie wiedzieli jak robić dachówkę. Cegłę często kradli z rozbiórki polskich dworków i pałaców. Tak rozebrali np. Pałac Paca w mojej Dowspudzie i przeznaczyli cegłę na koszary w Suwałkach. Rosjanie również jak Niemcy mieli marne fundamenty i bez piwnic.
Polacy obecnie też szybko budują bez piwnic, ale w nowoczesnej technologii, z garażami. Po drodze mam wiele nowych domków, bardzo szybko postawionych. Choć pojedyncze budowle stoją w stanie surowym od kilku dekad, bo np. właściciel umarł. To już inna technologia niż masowa produkcja domków jednorodzinnych w PRL-u na jedno kopyto.
|
|
|
mjk1 Również trafna uwaga Pana z prowincji.. Ustawa o ochronie lokatorów, choć miała chronić najsłabszych, w praktyce często zniechęca do wynajmu mieszkań. Właściciele boją się patologicznych lokatorów, których trudno eksmitować, więc wolą nie wynajmować wcale albo windują ceny. Efekt? Mniej mieszkań na rynku, wyższe koszty życia i szara strefa wynajmu. Potrzebna jest nowelizacja, która zrównoważy prawa lokatora i właściciela – chroniąc uczciwych ludzi po obu stronach, zamiast generować kolejne patologie. |
|
|
mjk1 Przynajmniej raz coś mądrego Dżabe. Poruszyłeś jeden z kluczowych problemów. Koszty budowy w Polsce często są sztucznie zawyżane: przez biurokrację, nieefektywne technologie, absurdalne przepisy i marże na materiałach. Inwestorzy są nierzadko wpychani w najdroższe rozwiązania już na starcie, zamiast mieć dostęp do prostych, tańszych systemów. Gdyby uprościć procedury, dopuścić alternatywne technologie i zdjąć z ludzi presję kredytową, wiele budów mogłoby być znacznie tańszych i bardziej dostępnych. To jednak wymaga reform systemowych, nie tylko „zaciskania pasa” przez inwestora. |
|
|
mjk1 Ma Pan rację Panie Kazimierzu, że przedwojenna Gdynie to favela po polsku i przykład jak państwo gubi człowieka
Gdynia miała być symbolem nowoczesności, polskiego snu o mieście idealnym. Port, modernistyczna zabudowa, rozwój, wszystko na pokaz. Ale za tym obrazkiem istniała druga Gdynia: ta biedna, chaotyczna, spontaniczna. Slumsy – Meksyk, Pekin – rosły, bo państwo nie nadążało z realizacją potrzeb mieszkaniowych. I zamiast dać ludziom dach nad głową, pozwoliło im budować „na dziko”. To była samopomoc obywatelska w czystej formie, bez kredytu, bez planu miejscowego, ale za to z determinacją.
I choć przez dekady te miejsca funkcjonowały, nagle w III RP, stały się solą w oku urzędników i deweloperów. Bo ziemia zyskała wartość. Zamiast wspierać legalizację tych zabudowań i poprawiać warunki życia, ruszono z ofensywą: nakazy rozbiórek, wywłaszczenia, nowe przepisy. Czyli klasyka – państwo przypomniało sobie o człowieku nie po to, żeby mu pomóc, tylko żeby go usunąć z „atrakcyjnej lokalizacji”.
Ten przykład to nie tylko lokalna historia. To modelowy przypadek patologii państwa, które samo nie działa, a gdy człowiek poradzi sobie sam, przeszkadza. I to właśnie takie sytuacje są punktem wyjścia do cyklu moich wpisów o naprawie państwa. Bo nie chodzi tylko o Gdynię, ale o całą Polskę o każdą działkę, każdy dom, każdą próbę budowy, która kończy się w biurokratycznym piekle.
Czego tu brakuje? Po pierwsze – przejrzystego prawa własności, które chroni zwykłego człowieka, nie tylko interes dewelopera. Po drugie – prostych narzędzi do legalizacji, modernizacji i rozwoju, zamiast sankcji i zakazów. Po trzecie – systemowego myślenia o budownictwie jako prawie obywatelskim, nie towarze dla klasy średniej z kredytem.
I wreszcie, w szerszej perspektywie – reformy systemu pieniądza dłużnego, który dziś sprawia, że dostęp do mieszkania zależy od zdolności kredytowej, nie od realnych potrzeb czy pracy. To ten system wymusza spiralę zadłużenia, zależność od banków, a w rezultacie – wzrost cen nieruchomości. Deweloperzy nie budują dla ludzi, tylko dla rynku finansowego. A państwo im na to pozwala.
Dlatego naprawa państwa musi zacząć się od podstaw: prawa do ziemi, prawa do dachu nad głową i prawa do życia bez kredytu na 30 lat. To nie utopia. To fundament sprawiedliwości społecznej. |
|
|
mjk1 cd.
Problem nie tylko technologiczny, ale mentalny
Największą barierą nie jest technologia – tylko mentalność inwestorów i wykonawców, a także brak realnego wsparcia systemowego dla innowacji. I tu wchodzimy w obszar polityki.
A co z partiami politycznymi?
Żadna z głównych sił politycznych w Polsce, ani rządząca, ani opozycyjna, nie przedstawiła spójnej wizji taniego, innowacyjnego budownictwa mieszkaniowego.
Lewica mówi o prawie do mieszkania, ale skupia się głównie na najmie publicznym, nie na budowie.
KO i Trzecia Droga używają gładkich fraz o „taniej ziemi” i „planach miejscowych”, ale bez konkretów.
PiS przez 8 lat nie zreformował planowania przestrzennego ani technologii budowy (program Mieszkanie Plus okazał się farsą).
Konfederacja apeluje o „wolność budowania”, ale nie proponuje realnych zmian technologicznych ani systemowych.
Czy ktoś proponuje program budowy prefabrykowanych mieszkań na dużą skalę?
Czy ktoś mówi o wsparciu dla systemów szkieletowych, jak to robi się w Austrii czy Holandii?
Czy ktoś mówi o szkoleniu fachowców do nowoczesnych technologii?
Nie.
A co z inwestorem?
Inwestor – szczególnie indywidualny – często:
- nie ma wiedzy technicznej,
- jest zdany na wykonawcę,
- zaczyna budowę z kredytem i marzeniem, a kończy z długiem i frustracją.
Zbyt często wybiera się drogie technologie, bo „tak się zawsze budowało”, albo bo firmy wciskają materiały z marżą. A prawdziwe oszczędności nie są w tym, co na fakturze, tylko w:
- krótkim czasie budowy,
- tańszym fundamencie i mniejszym ciężarze budynku,
- braku kosztownych przeróbek,
- niższych kosztach ogrzewania przez 30 lat.
Reasumując, tak – budowa w Polsce jest droga, nieefektywna i konserwatywna. Ale nie dlatego, że nie ma alternatywy. Tylko dlatego, że nikt nie promuje realnych, systemowych zmian – ani rząd, ani opozycja, ani lobby branżowe.
Jeśli chcemy tanich mieszkań:
- potrzebujemy odwagi technologicznej,
- nowych standardów szkoleniowych,
- programów publicznych promujących prefabrykację i systemy szkieletowe,
- i inwestorów, którzy będą pytać: "dlaczego tak, a nie inaczej?". |
|
|
mjk1 Rozumiem emocje Tomaszku, temat budowy domu to temat osobisty, kosztowny i często traumatyczny. Ale właśnie dlatego wymaga rzeczowego podejścia, a nie powtarzania utartych schematów i dogmatów w stylu „wszyscy tak budują, więc tak ma być”.
Owszem, domy jednorodzinne i niskie budynki wielorodzinne tradycyjnie buduje się w Polsce z cegły lub pustaka. To system dobrze znany, z dużą ilością wykonawców i przyzwyczajeń. Ale czy to znaczy, że jest najlepszy, najtańszy i najefektywniejszy? Nie.
Technologia szkieletu żelbetowego – tylko dla wieżowców?
To mit. Żelbetowe konstrukcje szkieletowe są powszechnie stosowane nie tylko w wieżowcach, ale i w nowoczesnych osiedlach mieszkaniowych w wielu krajach. Przykłady?
Austria, Niemcy, Skandynawia – wiele nowoczesnych bloków o 3–5 kondygnacjach to szkielet z żelbetu, z wypełnieniem lekkimi ścianami.
Prefabrykacja żelbetowa zyskuje na popularności także w Polsce, choć jeszcze bardzo powoli.
Modernistyczna Gdynia, Sopot i Warszawa międzywojenna, już wtedy stosowano te systemy z powodzeniem w niskiej zabudowie.
Dlaczego więc dzisiaj nie są standardem? Bo branża budowlana w Polsce nie lubi zmian, a producenci materiałów murowych oraz firmy wykonawcze zbudowały wokół tego systemu silne lobby.
Koszty – naprawdę mury to „najtańsza część”?
To częsty argument: „Mury to tylko mały procent kosztów – nie ma sensu oszczędzać”. Tylko że:
To prawda dla dewelopera, który buduje hurtowo.
Ale dla inwestora indywidualnego każdy tysiąc złotych ma znaczenie – zwłaszcza jeśli pochodzi z kredytu.
Budowa tradycyjna to często:
- ciężkie fundamenty, wymagające więcej betonu, zbrojenia, robocizny,
- długi czas budowy, co zwiększa koszty nadzoru i wynajmu mieszkań na czas inwestycji,
- niewykorzystany potencjał termiczny – bo grube mury nie zawsze oznaczają dobrą izolację.
System szkieletowy (nawet stalowy lub prefabrykowany żelbet) daje z kolei:
- mniejszy ciężar - tańszy fundament,
- szybszy czas budowy - niższe koszty pośrednie,
- elastyczność projektową - łatwiejsze przebudowy, adaptacje. |
|
|
Kazimierz Koziorowski Gdynia powstawala owszem w "amerykanskim" stylu ale rownoczesnie w stylu poludniowo-amerykansko-afrykanskim. w r. 1937 jedna trzecia mieszkancow mieszkala w ok. 10 slumsach-favelach. niektore z tych dzielnic wciaz maily sie dobrze do lat 90 i nadal istnieja w szczatkowej formie - Meksyk, Pekin. Mieszkancy - inwestorzy nie interesowali sie kredytami, urzedami deweloperami, i z powodzeniem 2-3 pokolenia mieszaly w samowolach budowlanych. dopiero w III rp sojusz urzedniczo-deweloperski zainteresowal sie nimi jako ze zajmowali lakome kąski inwestycyjne |
|
|
Tomaszek Jezuu
A już miałem od NB odpocząć . W konstrukcji szkieletowej żelbetowej nie buduje się budynków mieszkalnych o dwóch trzech kondygnacjach , chyba że przemysłowe i komercyjne . Ale tu znów trzeba wiedzy , nie dyplomu inżyniera . a standardem to jest w wieżowcach lub wysokich blokach . I tak było w Gdyni . A domki obojętnie jakie czy bloczki po trzy cztery kondygnacje to cały świat muruje lub prefabrykuje bez szkieletu . Chyba że kanadyjskie chatki albo inne skróty techniczne . Do rozkuwania zakutych łbów wysyłałem do ślusarza , a z betonem trudno o fachowca do polecenia .
|
|
|
jawsiowy Witam!
A może wystarczyłoby zmienić ustawę o ochronie lokatorów? |
|
|
Jabe A może wystarczyłoby nie rozdymać kosztów? |