Otrzymane komantarze

Do wpisu: Pan Prezydent mówi. Ja słucham. Ale notes mam otwarty
Data Autor
Siberian Dog Husky
Dzisiejsze orędzie Prezydenta Karola Nawrockiego nosiło nazwę "Gruzowanie Tuska i jego bandy"
Mrówka
@mjk1 - raczej się nie zawiedziesz. W parlamentarnym systemie sprawowania władzy Pan Nawrocki może zrealizować wszystkie swe obietnice poprzez inicjatywy. Te nie będą go wiele kosztowały. Gorzej z ich realizacją, tych obietnic. One bowiem muszą przejść przez procedurę legislacji, a przy obecnym rządzie sterowanym z Berlina większość nie przejdzie. Wyczuwam jednak, że ta koalicja zaprzaństwa nie dotrwa do końca kadencji. A wtedy, kto to wie?
sake2020
,,Dialog z ludźmi nie elektoratem.''     No ale ten nieelektorat nie chce dialogu,ani wspólnoty.Nieelektorat nie był obecny razem z zebranymi ludźmi.W odróznieniu od tych cieszących się pokazywali publicznie swoje niezadowolenie,pogardę i wrogość. Posełek Giertych już złożył protest do Marszałka na fakt zaprzysiężenia, Tusk jatrzy i zapowiada odsunięcie prezydenta od wszelkich decyzji, a Lelum -Polelum chwali się sukcesami rządu w którym jest żałosnym wicepremierem.To też warto już zapisać w notesie,bo od tych zachowań nieprzyjaznych i chamskich będzie zależała nie tylko praca i pozycja prezydenta,ale i co najważniejsze  sprawy polskie..
Alina@Warszawa
O reparacjach dla Niemców - podpowiedź:  niepoprawni.pl;
u2
"niekiedy uśmiech...nie w porę." Marudzisz. Nic się tobie nie podoba u polskich patriotów. Jakoś nie widziałem twoich wpisów, w których podkreślałeś posępność i widoczną udrękę Tuska, który nigdy sie nie uśmiecha,  o ile nie widzi Niemki Leyen. Dla niego bycie na Wiejskiej to koszmar, który nie tylko dla jego dobra powinien się jak najszybciej skończyć, tylko jego mocodawcy mu nie pozwalają. Prezydent Nawrocki prezentuje styl amerykański. Ludzie i tak nie zapamiętają, że mówił ważne rzeczy, ale zapamiętają że był pogodny, że się uśmiechał i nie był posępny jak jakiś komtur krzyżacki na komturii :)
Siberian Dog Husky
Po dzisiejszym wystąpieniu Pana Prezydenta Karola Nawrockiego jedno jest pewne -  Tusk i spółka zatęsknią za Prezydentem Dudą
Ijontichy
Daj spokój...dopiero kilka godzin mamy nowego prezydenta,który całe swoje wystąpienie powiedział bez pomocy kartki,czy tego ekranu na pulpicie. Ja się zająłem nie treścią mowy,ale samym mówcą...z racji skrzywienia zawodowego. Mowa ciała...za dużo machania rękami, spoglądania na Dudę,kierowanie słów i twarzy od lewej do prawej strony...i niekiedy uśmiech...nie w porę...nie wiadomo po co i do kogo! Musi zatrudnić fachowca o wizerunku [mowa ciała] i ekspresja wypowiedzi,dziś to była amatorszczyzna. Weźmy USA,tam sie tego uczą na Uniwersytecie i później prywatnie jak chcą startować w polityce. Media "nasze" hłe,hłe hłe...wPosce24.pl na 3 minuty przed rozpoczęciem transmisji DAJĄ DEBILNE REKLAMY!!!  Moja żona rozkazała: daj Trwam,bo mnie szlag trafi.Dałem... Republika jak zwykle...musi dyskutować...a telewizja braci Karnowskich,to podarunek od Grzesia Hajdarowicza...portal,gazeta...geszeft! Ja poczekam z trzy tygodnie...niech Pan prezydent się rozglądnie po lokalu i poszuka jakie trupy zostawił w szafach Duda....  
Do wpisu: Dlaczego polityka mieszkaniowa w Polsce to skansen.
Data Autor
mjk1
Dziękuję za ciekawy i bogaty w historyczne obserwacje komentarz U2. Rzeczywiście, porównania stylów budownictwa są fascynujące, ale warto spojrzeć na to przez pryzmat nowoczesności i funkcjonalności. Dziś największym wyzwaniem nie jest już czy budować szybko, ale jak budować mądrze. Nowoczesne technologie dają możliwość wznoszenia domów: - szybciej, - taniej, - bardziej energooszczędnie, - przy zachowaniu trwałości i komfortu. W przeciwieństwie do przeszłości, gdzie brak piwnicy oznaczał oszczędność na fundamencie kosztem trwałości, dziś często rezygnuje się z piwnic świadomie, w imię efektywności cieplnej i kosztowej. A fundamenty punktowe w systemach szkieletowych są projektowane precyzyjnie, to nie wada, lecz nowoczesna optymalizacja. Nowoczesność to też elastyczność: systemy prefabrykowane, lekkie konstrukcje szkieletowe, energooszczędne przegrody i mądre zarządzanie przestrzenią – nie potrzebujemy już monumentalnych piwnic, by dom był solidny. Potrzebujemy rozwiązań odpowiadających naszym realnym potrzebom i możliwościom, a nie ciężaru tradycji za wszelką cenę. Budowanie "na jedno kopyto" w PRL może i było masowe, ale niekoniecznie dobre. Dziś mamy szansę na różnorodność i innowację o ile tylko państwo przestanie ją ograniczać przepisami i barierami administracyjnymi.
u2
***Budowa tradycyjna to często: - ciężkie fundamenty, wymagające więcej betonu, zbrojenia, robocizny*** W mojej okolicy mam porównanie stylu budownictwa rosyjskiego, niemieckiego i polskiego. Niemcy budowali ładnie z cegły i czerwonej dachówki. Dachówka to wyróżnik niemieckich domków. Ale ich fehler to brak porządnych fundamentów. Szybko stawiali domki dla bauerów, ale bez podpiwniczeń i te ich mury to trzymały się na słowo honoru. Nie tyczy się to zamków krzyżackich, które mają solidne mury i co za tym idzie solidne fundamenty. To pozwoliło im przetrwać kilka ładnych wieków.  Rosjanie budowali z cegły. Dachy zwykle płaskie, bo widocznie nie wiedzieli jak robić dachówkę. Cegłę często kradli z rozbiórki polskich dworków i pałaców. Tak rozebrali np. Pałac Paca w mojej Dowspudzie i przeznaczyli cegłę na koszary w Suwałkach. Rosjanie również jak Niemcy mieli marne fundamenty i bez piwnic. Polacy obecnie też szybko budują bez piwnic, ale w nowoczesnej technologii, z garażami. Po drodze mam wiele nowych domków, bardzo szybko postawionych. Choć pojedyncze budowle stoją w stanie surowym od kilku dekad, bo np. właściciel umarł. To już inna technologia niż masowa produkcja domków jednorodzinnych w PRL-u na jedno kopyto.  
mjk1
Również trafna uwaga Pana z prowincji.. Ustawa o ochronie lokatorów, choć miała chronić najsłabszych, w praktyce często zniechęca do wynajmu mieszkań. Właściciele boją się patologicznych lokatorów, których trudno eksmitować, więc wolą nie wynajmować wcale albo windują ceny. Efekt? Mniej mieszkań na rynku, wyższe koszty życia i szara strefa wynajmu. Potrzebna jest nowelizacja, która zrównoważy prawa lokatora i właściciela – chroniąc uczciwych ludzi po obu stronach, zamiast generować kolejne patologie.
mjk1
Przynajmniej raz coś mądrego Dżabe. Poruszyłeś jeden z kluczowych problemów. Koszty budowy w Polsce często są sztucznie zawyżane: przez biurokrację, nieefektywne technologie, absurdalne przepisy i marże na materiałach. Inwestorzy są nierzadko wpychani w najdroższe rozwiązania już na starcie, zamiast mieć dostęp do prostych, tańszych systemów. Gdyby uprościć procedury, dopuścić alternatywne technologie i zdjąć z ludzi presję kredytową, wiele budów mogłoby być znacznie tańszych i bardziej dostępnych. To jednak wymaga reform systemowych, nie tylko „zaciskania pasa” przez inwestora.
mjk1
Ma Pan rację Panie Kazimierzu, że przedwojenna Gdynie to favela po polsku i przykład jak państwo gubi człowieka Gdynia miała być symbolem nowoczesności, polskiego snu o mieście idealnym. Port, modernistyczna zabudowa, rozwój, wszystko na pokaz. Ale za tym obrazkiem istniała druga Gdynia: ta biedna, chaotyczna, spontaniczna. Slumsy – Meksyk, Pekin – rosły, bo państwo nie nadążało z realizacją potrzeb mieszkaniowych. I zamiast dać ludziom dach nad głową, pozwoliło im budować „na dziko”. To była samopomoc obywatelska w czystej formie, bez kredytu, bez planu miejscowego, ale za to z determinacją. I choć przez dekady te miejsca funkcjonowały, nagle w III RP, stały się solą w oku urzędników i deweloperów. Bo ziemia zyskała wartość. Zamiast wspierać legalizację tych zabudowań i poprawiać warunki życia, ruszono z ofensywą: nakazy rozbiórek, wywłaszczenia, nowe przepisy. Czyli klasyka – państwo przypomniało sobie o człowieku nie po to, żeby mu pomóc, tylko żeby go usunąć z „atrakcyjnej lokalizacji”. Ten przykład to nie tylko lokalna historia. To modelowy przypadek patologii państwa, które samo nie działa, a gdy człowiek poradzi sobie sam, przeszkadza. I to właśnie takie sytuacje są punktem wyjścia do cyklu moich wpisów o naprawie państwa. Bo nie chodzi tylko o Gdynię, ale o całą Polskę o każdą działkę, każdy dom, każdą próbę budowy, która kończy się w biurokratycznym piekle. Czego tu brakuje? Po pierwsze – przejrzystego prawa własności, które chroni zwykłego człowieka, nie tylko interes dewelopera. Po drugie – prostych narzędzi do legalizacji, modernizacji i rozwoju, zamiast sankcji i zakazów. Po trzecie – systemowego myślenia o budownictwie jako prawie obywatelskim, nie towarze dla klasy średniej z kredytem. I wreszcie, w szerszej perspektywie – reformy systemu pieniądza dłużnego, który dziś sprawia, że dostęp do mieszkania zależy od zdolności kredytowej, nie od realnych potrzeb czy pracy. To ten system wymusza spiralę zadłużenia, zależność od banków, a w rezultacie – wzrost cen nieruchomości. Deweloperzy nie budują dla ludzi, tylko dla rynku finansowego. A państwo im na to pozwala. Dlatego naprawa państwa musi zacząć się od podstaw: prawa do ziemi, prawa do dachu nad głową i prawa do życia bez kredytu na 30 lat. To nie utopia. To fundament sprawiedliwości społecznej.
mjk1
cd. Problem nie tylko technologiczny, ale mentalny Największą barierą nie jest technologia – tylko mentalność inwestorów i wykonawców, a także brak realnego wsparcia systemowego dla innowacji. I tu wchodzimy w obszar polityki. A co z partiami politycznymi? Żadna z głównych sił politycznych w Polsce, ani rządząca, ani opozycyjna, nie przedstawiła spójnej wizji taniego, innowacyjnego budownictwa mieszkaniowego. Lewica mówi o prawie do mieszkania, ale skupia się głównie na najmie publicznym, nie na budowie. KO i Trzecia Droga używają gładkich fraz o „taniej ziemi” i „planach miejscowych”, ale bez konkretów. PiS przez 8 lat nie zreformował planowania przestrzennego ani technologii budowy (program Mieszkanie Plus okazał się farsą). Konfederacja apeluje o „wolność budowania”, ale nie proponuje realnych zmian technologicznych ani systemowych. Czy ktoś proponuje program budowy prefabrykowanych mieszkań na dużą skalę? Czy ktoś mówi o wsparciu dla systemów szkieletowych, jak to robi się w Austrii czy Holandii? Czy ktoś mówi o szkoleniu fachowców do nowoczesnych technologii? Nie. A co z inwestorem? Inwestor – szczególnie indywidualny – często: - nie ma wiedzy technicznej, - jest zdany na wykonawcę, - zaczyna budowę z kredytem i marzeniem, a kończy z długiem i frustracją. Zbyt często wybiera się drogie technologie, bo „tak się zawsze budowało”, albo bo firmy wciskają materiały z marżą. A prawdziwe oszczędności nie są w tym, co na fakturze, tylko w: - krótkim czasie budowy, - tańszym fundamencie i mniejszym ciężarze budynku, - braku kosztownych przeróbek, - niższych kosztach ogrzewania przez 30 lat. Reasumując, tak – budowa w Polsce jest droga, nieefektywna i konserwatywna. Ale nie dlatego, że nie ma alternatywy. Tylko dlatego, że nikt nie promuje realnych, systemowych zmian – ani rząd, ani opozycja, ani lobby branżowe. Jeśli chcemy tanich mieszkań: - potrzebujemy odwagi technologicznej, - nowych standardów szkoleniowych, - programów publicznych promujących prefabrykację i systemy szkieletowe, - i inwestorów, którzy będą pytać: "dlaczego tak, a nie inaczej?".
mjk1
Rozumiem emocje Tomaszku, temat budowy domu to temat osobisty, kosztowny i często traumatyczny. Ale właśnie dlatego wymaga rzeczowego podejścia, a nie powtarzania utartych schematów i dogmatów w stylu „wszyscy tak budują, więc tak ma być”. Owszem, domy jednorodzinne i niskie budynki wielorodzinne tradycyjnie buduje się w Polsce z cegły lub pustaka. To system dobrze znany, z dużą ilością wykonawców i przyzwyczajeń. Ale czy to znaczy, że jest najlepszy, najtańszy i najefektywniejszy? Nie. Technologia szkieletu żelbetowego – tylko dla wieżowców? To mit. Żelbetowe konstrukcje szkieletowe są powszechnie stosowane nie tylko w wieżowcach, ale i w nowoczesnych osiedlach mieszkaniowych w wielu krajach. Przykłady? Austria, Niemcy, Skandynawia – wiele nowoczesnych bloków o 3–5 kondygnacjach to szkielet z żelbetu, z wypełnieniem lekkimi ścianami. Prefabrykacja żelbetowa zyskuje na popularności także w Polsce, choć jeszcze bardzo powoli. Modernistyczna Gdynia, Sopot i Warszawa międzywojenna, już wtedy stosowano te systemy z powodzeniem w niskiej zabudowie. Dlaczego więc dzisiaj nie są standardem? Bo branża budowlana w Polsce nie lubi zmian, a producenci materiałów murowych oraz firmy wykonawcze zbudowały wokół tego systemu silne lobby. Koszty – naprawdę mury to „najtańsza część”? To częsty argument: „Mury to tylko mały procent kosztów – nie ma sensu oszczędzać”. Tylko że: To prawda dla dewelopera, który buduje hurtowo. Ale dla inwestora indywidualnego każdy tysiąc złotych ma znaczenie – zwłaszcza jeśli pochodzi z kredytu. Budowa tradycyjna to często: - ciężkie fundamenty, wymagające więcej betonu, zbrojenia, robocizny, - długi czas budowy, co zwiększa koszty nadzoru i wynajmu mieszkań na czas inwestycji, - niewykorzystany potencjał termiczny – bo grube mury nie zawsze oznaczają dobrą izolację. System szkieletowy (nawet stalowy lub prefabrykowany żelbet) daje z kolei: - mniejszy ciężar - tańszy fundament, - szybszy czas budowy - niższe koszty pośrednie, - elastyczność projektową - łatwiejsze przebudowy, adaptacje.
Kazimierz Koziorowski
Gdynia powstawala owszem w "amerykanskim" stylu ale rownoczesnie w stylu poludniowo-amerykansko-afrykanskim. w  r. 1937  jedna trzecia mieszkancow mieszkala w ok. 10 slumsach-favelach. niektore z tych dzielnic wciaz maily sie dobrze do lat 90 i nadal istnieja w szczatkowej formie - Meksyk, Pekin. Mieszkancy - inwestorzy nie interesowali sie kredytami, urzedami deweloperami, i z powodzeniem 2-3 pokolenia mieszaly w samowolach budowlanych. dopiero w III rp sojusz urzedniczo-deweloperski zainteresowal sie nimi jako ze zajmowali lakome kąski inwestycyjne   
Tomaszek
Jezuu A już miałem od NB odpocząć . W konstrukcji szkieletowej żelbetowej  nie buduje się budynków mieszkalnych o dwóch trzech kondygnacjach , chyba że przemysłowe i komercyjne . Ale tu znów trzeba wiedzy , nie dyplomu inżyniera . a standardem to jest w wieżowcach lub wysokich blokach . I tak było w Gdyni . A domki obojętnie jakie czy bloczki po trzy cztery kondygnacje to cały świat muruje lub prefabrykuje bez szkieletu . Chyba że kanadyjskie chatki albo inne skróty techniczne . Do rozkuwania zakutych łbów wysyłałem do ślusarza , a z betonem trudno o fachowca do polecenia .  
jawsiowy
Witam! A może wystarczyłoby zmienić ustawę o ochronie lokatorów? 
Jabe
A może wystarczyłoby nie rozdymać kosztów?
Do wpisu: Dostęp do ziemi – przywilej wybranych.
Data Autor
mjk1
Twoje z pozoru naiwne pytanie Mazurze, pokazuje, jak absurdalnie ukształtowany jest w naszym kraju stosunek państwa do obywatela i jego własności. Z jednej strony, mówi się, że własność prywatna jest święta. Z drugiej, jeśli ktoś chce coś realnie zbudować, zagospodarować lub zmienić na swojej działce, musi prosić o zgodę urzędnika, który często: - nie zna lokalnych warunków, - nie ponosi żadnej odpowiedzialności za odmowę, - kieruje się przepisami oderwanymi od rzeczywistości, albo co gorsza – „uznaniowością”. Owszem, planowanie przestrzenne jest potrzebne, bo chroni przed chaosem. Ale u nas system nie został zbudowany dla obywatela, tylko dla administracji i lobbystów. To nie planowanie, to często blokowanie, przeciąganie, zniechęcanie. W efekcie: - działek jest mnóstwo, ale nie można na nich nic zbudować, - młodzi nie mogą się budować, a ci, co próbują, często się poddają, - gminy wolą sprzedać działkę deweloperowi niż dać komuś prawo zabudowy. To nie jest problem planowania. To jest problem systemowy: braku zaufania państwa do obywatela i przerostu biurokracji. Tak więc, to nie Ty nie rozumiesz Polski. To Polska od dawna nie rozumie własnych obywateli.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 W każdym szaleństwie jest metoda. Nie łapię dlaczego jakiś urzedas wie lepiej co ja chcę na swojej działce zrobić? Ale to byc może mam jakiś problem, gdyż zbyt długo zylem poza Polską.
mjk1
A ja Mazurze uważam, że to urzędowe przyklepanie, zostało dodatkowo dość słono przyklepane.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 Masz oczywiście rację. Wielokrotnie przeżyłem sytuację gdy samowolki budowlane po kilku latach starań zostały urzędowo przyklepane . I weź tu szanuj prawo.
mjk1
Rozumiem frustrację Mazurze. Wielu ludzi słusznie czuje się wypchniętych poza system. Gdy przez lata nie możesz uzyskać warunków zabudowy, działka rolna leży odłogiem, a obok deweloper stawia osiedle z pomocą gminy, trudno się nie zdenerwować. Ale choć lex obora (czy lex stodoła) daje faktycznie pewne furtki, to nie jest to trwałe rozwiązanie problemu i może przynieść więcej szkody niż pożytku. Owszem, dziś prawo pozwala postawić stodołę czy budynek gospodarczy bez pozwolenia czy zgłoszenia, ale nie do zamieszkania. Jeśli ktoś zdecyduje się tam zamieszkać, to: łamie prawo budowlane (czyli naraża się na nadzór budowlany i nakaz rozbiórki), - nie ma szans na odbiór budynku ani uzyskanie adresu czy meldunku, - nie podłączy legalnie mediów (woda, prąd, kanalizacja), - nie ubezpieczy domu, bo to "nie dom", - a bank nie udzieli kredytu hipotecznego, bo nie ma czego zabezpieczyć. Co więcej, takie obchodzenie prawa tworzy precedens niebezpieczny dla nas wszystkich: skoro jeden obywatel "kombinuje", to inny może kombinować przeciwko niemu. Zaczynamy żyć nie w państwie prawa, tylko w kraju cwaniactwa i wzajemnej nieufności. Dlatego nie chodzi o to, by "olać urzędników", tylko zmusić ich do działania w interesie obywateli. Dom to nie luksus, tylko podstawowe prawo człowieka. To państwo powinno ułatwiać budowę na swojej ziemi, nie ją utrudniać. Potrzebujemy prawdziwej reformy: - zmiany ustawy o planowaniu przestrzennym, by nie blokowała działek przez dekady, - uproszczenia zasad przekształcania działek rolnych pod zabudowę indywidualną, - automatycznych decyzji, a nie uznaniowości urzędnika, - jasnych terminów i konsekwencji za brak działania administracji. Dziś nie trzeba obchodzić prawa, trzeba naciskać, by działało uczciwie i równo dla wszystkich. Tylko wtedy nie będziemy musieli „udawać stodoły”, by móc zamieszkać na własnej ziemi.
mjk1
W pełni się z Tobą zgadzam Droga Aniu, że bez prawa nie da się naprawić państwa, ale równie niebezpieczna jest sytuacja, w której prawo istnieje tylko na papierze, a w praktyce jest martwe, selektywnie stosowane lub służy silnym kosztem słabszych. Dziś obywatel nie ma pewności ani swojej własności, ani swoich praw. Rolnicy słusznie skarżyli się na działania agencji rolnych, które nie działały w interesie narodowym. Podobnie drobni właściciele ziemi, blokowani latami przez samorządy czy urzędników, widzą, że deweloperzy mają w tych samych gminach zielone światło. To nie jest państwo prawa. To państwo układu. Przytoczony przez Ciebie przykład wypowiedzi prof. Sadurskiego jest kontrowersyjny, ale pokazuje, jak desperacko środowiska prawnicze szukają sposobów na wyrwanie się z obecnej pułapki. Jednak droga na skróty, nawet w imię przywracania prawa, prowadzi w końcu do chaosu. Nie można przywracać ładu prawnego metodą "na Herkulesa", bo wtedy prawo staje się narzędziem siły, a nie sprawiedliwości. Wtedy każdy rząd może uznać, że "tymczasowe bezprawie" to metoda reformy i tak właśnie kończymy z bezprawiem sankcjonowanym. Dlatego potrzebna jest reforma instytucjonalna i mentalna, a nie tylko „nowe przepisy”, bo dziś przepisów mamy aż nadto. Problem w tym, że: - urzędnicy ich nie stosują lub robią to wybiórczo, - sądy są niewydolne, a sprawiedliwość opóźniona jest sprawiedliwością zaprzeczoną, - władza wykonawcza instrumentalizuje prawo, aby karać przeciwników i premiować swoich. W takich warunkach prawo traci autorytet, a obywatel staje się petentem i w tym sensie zgadzam się: jesteśmy w stanie cywilizacyjnej zapaści państwowości. Jak to zmienić? Trzeba stworzyć kodeks nowoczesnego państwa obywatelskiego, którego filarami będą: 1. Niezależność instytucji, nie podlegająca bieżącej władzy, 2. Prosta, jasna legislacja, zrozumiała dla obywatela, 3. Realne narzędzia kontroli społecznej nad urzędnikami i politykami, 4. Priorytet dla interesu obywatela, a nie układów korporacyjno-deweloperskich, 5. Prawdziwa decentralizacja, ale z mechanizmami rozliczalności. Prawo nie może być wymówką dla opresji ani alibi dla bierności. Musi być tarczą obywatela, a nie mieczem władzy. I tu tkwi sedno: nie trzeba odrzucać prawa, trzeba je odzyskać, dla obywateli, nie przeciw nim. Tylko wówczas możliwa jest realna naprawa państwa, także w obszarze tak podstawowym, jak dostęp do ziemi i mieszkania.
Do wpisu: Urzędnicy kontra obywatele. Czas zburzyć mur systemu
Data Autor
Alina@Warszawa
Realizacja planu podmiany narodów Europy. Władza lewicowych wariatów.  dakowski.pl;