Otrzymane komantarze

Do wpisu: Pan Prezydent mówi. Ja słucham. Ale notes mam otwarty
Data Autor
mjk1
Trafny komentarz Panie Kaziu, z pewnością nie z poziomu scrollowania „nagłówków”. Rzeczywiście, system był perfidny, działał metodą powolnego podgotowywania żaby. Nie da się temu zaprzeczyć. Ale też – i tu pozwolę sobie na upór, nie zwalnia to ludzi z odpowiedzialności za własną głowę. Nawet w zakłamanym systemie człowiek ma wybór: może się wyłączyć, ale może też szukać, pytać, uczyć się i nie godzić się na bylejakość. Co do mentalności zbiorowej – pełna zgoda. Sam pisałem, że lud woli wygodę i widowisko niż odpowiedzialność. Ale historia nie raz i nie dwa pokazała, że ten „lud” można wybić z letargu, pod warunkiem, że pojawi się nie tylko przekaz, ale i siła, organizacyjna, kulturowa, często też polityczna. W 1918 roku rzeczywiście nie wygrali marzyciele, tylko twardzi gracze, często z biografią pod prąd. I dziś też nie wystarczą tylko „gadające głowy” i moralne apele. Potrzeba struktur, liderów, edukacji, ale i determinacji, która będzie potrafiła wypchnąć społeczeństwo z jego wygodnej strefy komfortu. Tak, to proces na lata. Ale jeśli nie zaczniemy go teraz, to za chwilę nawet nie będzie już od czego zaczynać.
Kazimierz Koziorowski
diagnoza i teza co musialoby sie stac zeby sie odmienilo w zasadzie sluszne, ale: 1. @"nie system został zabetonowany, to myśmy sobie zabetonowali łby"  lby zostaly zabetonowane przez perfidny system metoda padgatovki=podgrzewania zaby, a nie lud sam sobie lby zabetonowal 2. tzw spoleczenstwo jest jakie jest i samo z siebie sie NIE ZMIENI w pozadanym kierunku @ "nic się nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność zbiorowa" lud, en masse, zawsze wybiera swiety spokoj i zabawe, nie ufa "ekstremistom".  mentalnosc zbiorową da sie zmienic, przykladow chocby w XXw. az nadto. zmiana mentalnosci, jezeli w ogole bedzie mozliwa, to proces na lata. same gadajace glowy w slusznej sprawie sa warunkiem niewystarczajcym. zawsze konieczne byly jeszcze dzialania i zastepy ktore wymusily okreslone zachowania ludu, czy to kijem czy marchewka. Polska by sie nie odrodzila w 1918 bez udzialu awanturnikow, przestepcow wg prawa zaborcow.  Wtedy tez wiekszosc stanowili milosnicy swietego spokoju.
mjk1
Cieszę się, że zabrałaś głos Droga Aniu. To znaczy, że jednak nie wszystko stracone, bo jeśli ktoś reaguje emocjonalnie i merytorycznie, to znaczy, że jeszcze czuje się częścią wspólnoty, a nie tylko jej biernym pasażerem. Jeśli jednak mówisz: „Społeczeństwo nie dorosło – ano nie dorosło, ale dlaczego?” – to odpowiedź, choć nieprzyjemna, jest brutalnie prosta: bo nie chciało. Nie chciało być obywatelskie, nie chciało być krytyczne, nie chciało rozliczać, edukować się, organizować, głosować rozumnie. A to, że elity były marne, skorumpowane, zepsute? Tak, zgoda, ale kto je wybierał? Kto patrzył z zachwytem, gdy polityk z TV mówił gładko i rozdawał obietnice? Kto nie rozliczał ich kadencja po kadencji? Oczywiście, że nie każdy mieszkaniec wsi, małego miasteczka, czy metropolii, to „plebs”, podobnie jak nie każdy doktor z Warszawy to elita, ale proszę rozejrzeć się wokół. Kultura polityczna w Polsce to wciąż festiwal banałów, uprzedzeń, memów i krzyku. Co gorsza, większość właśnie takiej polityki oczekuje. Nie mądrej, nie trudnej, nie wymagającej. Tylko prostej, efektownej i dostosowanej do scrollowania między serialem a zakupami. Piszesz: „Po co społeczeństwu konstytucja, skoro i tak nikt jej nie przestrzega?” – to pytanie brzmi jak wyrok na demokrację. Bo skoro tak, to niech rządzi silna ręka, kijem, dekretami? To jest fatalne założenie. Owszem, prawo bywa łamane, ale właśnie dlatego społeczeństwo powinno znać Konstytucję. Nie po to, by zdać test z rozdziałów, ale by wiedzieć, kiedy władza robi nas w balona i umieć zareagować. Nie twierdzę, że „wszyscy są winni”, bo nie są. Ale nie zgodzę się na wieczne zrzucanie odpowiedzialności z ludzi na „onych”. Państwo nie jest czymś z zewnątrz. Państwo to my. I jak długo my będziemy oczekiwać tylko, że ktoś nas „poprowadzi”, „naprawi”, „nauczy”, „załatwi”, tak długo nic się nie zmieni. I tu właśnie wracamy do słowa „plebs”, którego użyłem jako mocnej figury stylistycznej, tak, celowo. Bo jeśli nie potrząśniemy sobą nawzajem, jeśli nie przestaniemy głaskać społeczeństwa po głowie, to dalej będziemy trwać w tej narodowej drzemce. Czy się to komuś podoba czy nie, czas wziąć odpowiedzialność. Nie tylko za głosy w wyborach, ale za poziom debaty, za to, co czytamy, co wiemy i jak rozumiemy państwo. To nie jest zbyt wysoka poprzeczka. To jest podstawowy obowiązek.
sake2020
@mjk1....Szanowny panie! Nie zgadzam się na tak bezrefleksyjne uzywaniem słowa ..plebs'' rozciągając to na całe społeczeństwo Ja w każdy  razie nie czuję się plebsem. Społeczeństwo nie dorosło do odpowiedzialności za państwo.Ano nie dorosło ale dlaczego? Co zrobiono żeby dorosło i jak? Nazywaniem społeczeństwa kołtunami ,prostaczkami z małych miast i wsi. Zwijanie Polski lokalnej jakby tam mieszkali ci gorsi i głupsi. W zasadzie to do czego było dorosnąć? Do afer, korupcji elit nawet nie ukrywanej i chronionej przez Neumanna, Kto miał nas edukować? Celebryci ,aktorki, piosenkarze wymądrzający się przed kamerami? Propagandyści, posłowie  z kupowanymi dyplomami?  Pisze pan,że społeczeństwo nie czuje potrzeby zmian, nie chce być współautorem żadnych zmian i woli ciepłą wodę w kranie bo tak to mu wygodniej.,nie zna Konstytucji. A po co społeczeństwu ta znajomość skoro i tak widzi ,że łamie ją się bezkarnie a prawo obowiązuje tylko ten ,,plebs''?  
u2
"plebs niestety jest za głupi" Nie mają co jeść? To niech jedzą ciasteczka :) Takiego rodzaju POrady dawał Bredzisław. Jak wyszedł na ulicę to nie było co z Bredzisława zbierać. I to są elyty w Bolanda :) :) :) youtube.com Bronisław Komorowski i specjalista od kur. 10 lat temu "Skubany" na wiece przychodzi pijany. Dawać wincej, mam zakwasy na brzuchu, czekam na więcej wystąpień. 
mjk1
A plebs niestety jest za głupi, żeby to zrozumieć i koło się zamyka. Pytanie tylko: czy zawsze musi się zamykać?
u2
"plebs wybiera raz po raz populistów, krzykaczy i cyników" Bo elyty działają tylko w swoim wąsko POjętym interesie. Nam dajecie worek ziemniaków, a dla was idzie cała reszta frykasów:) Dlatego wygrywają politycy głoszący pro-społeczne hasła, pro-narodowe hasła. Co elyty nazywają faszyzmem i rasizmem. Bo to elytom ma być dobrze, a nie jakiemuś plebsowi :) :) :)
mjk1
Pełna zgoda Panie Kaziu – Konstytucja z 1997 roku nie jest idealna. Ale nie ona jest dziś największym problemem. Problemem jest to, że społeczeństwo -  z bardzo nielicznymi wyjątkami, nie rozumie, nie zna i nie interesuje się ani Konstytucją, ani państwem, ani tym, jak naprawdę działa władza. To nie system został zabetonowany, to myśmy sobie zabetonowali łby. Nie ma się co łudzić: żadne elity, choćby najbardziej światłe, niczego nie zrobią, jeśli społeczeństwo nie widzi potrzeby zmian, nie czuje się ich współautorem, nie rozumie ich mechanizmów i nie potrafi ich egzekwować. A dziś? Dziś przeciętny głąb nie odróżnia kompetencji prezydenta od premiera, ministra od marszałka, a Trybunału Konstytucyjnego od sądu okręgowego. To nie wina konstytucji, że plebs wybiera raz po raz populistów, krzykaczy i cyników. To nie spisek służb sprawia, że miliony głosują bez refleksji, na podstawie emocji, uprzedzeń i telewizyjnych banałów. Państwo to nie teatr kukiełkowy, w którym winni są zawsze „oni”. To także, a może przede wszystkim, lustro naszej zbiorowej dojrzałości. Prawda jest bolesna: społeczeństwo nie dorosło do odpowiedzialności za państwo. Brakuje wiedzy, dyscypliny, zainteresowania, chęci rozumienia. Jest za to wieczna pretensja – że wszystko źle, że winni „oni”, że „nie da się nic zrobić”. Otóż da się, ale trzeba najpierw chcieć zrozumieć, a potem wymagać – nie tylko od władzy, ale od siebie. I dlatego właśnie, niezależnie od tego, jaką konstytucję mamy, nic się nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność zbiorowa. Od żmudnej pracy u podstaw, przez edukację obywatelską, aż po odpowiedzialne uczestnictwo w debacie publicznej. Innej drogi nie ma.
Kazimierz Koziorowski
@"Ustawa zasadnicza z 1997 roku była kompromisem" o Sancta Simplicitas! nie tylko nie byla kompromisem ale wpuszczeniem naiwnego suwerena w maliny przez sluzby. mozesz oczywiscie wierzyc ze ten dokument zrodzil intelekt omc. magistra. autorzy nie byli idiotami, wbudowali bezpiecznik w postaci niemozliwosci jej zmiany. musieli miec analize ze nie ma takiego potencjalu w tymkraju zeby w dajacej sie przewidziec przyszlosci zebrac wystarczajace kworum a inne mechanizmy funcjonujace w cywilizowanym swiecie, jak np. referendum, przyzwolili na zasadzie niezobowiazujacej rozrywki dla ludu. symulacja prosperity dla autorow konstytucji kwasniewskiej i ich potomkow napewno przewidywala ze maja bezpieczne 30-50 lat, po czym niech sobie lud zostawiony w zanarchizowanym panstwie z dlugiem dla entych pokolen, doprowadzony do granicy wytrzymalosci proboje cos zmieniac.  
mjk1
Rozumiem rozczarowanie konstytucyjnym układem sił Hornblower, ale trzeba oddzielić fakty od emocji. Rozdział V Konstytucji RP jasno określa kompetencje prezydenta, a choć system jest parlamentarny, głowa państwa ma realne narzędzia działania. Czy dochodzi do napięć między rządem a prezydentem? Tak, ale to nie jest cecha „bantustanu”, tylko demokracji. Wiele zachodnich państw ma podobne konflikty, to cena równoważenia władz, nie efekt spisku. Ustawa zasadnicza z 1997 roku była kompromisem, nie idealnym, ale uchwalonym w wolnej Polsce, przez wybranych demokratycznie przedstawicieli. Z jednego powodu, o którym często wspominam, tę właśnie Konstytucję uważam z najlepszą w nasze historii, ale teraz nie o to chodzi. Zamiast wrzucać wszystko do kosza, lepiej sprawdzać, jak ten prezydent wykorzysta realne kompetencje i gdzie rzeczywiście napotka ścianę. Krytyka jest potrzebna, ale warto, by była oparta na faktach, nie wyłącznie na podejrzeniach co do złych intencji autorów konstytucji.
mjk1
Takie słowa, jak „gorszący spektakl”, wypowiedziane w dniu zaprzysiężenia prezydenta, rzeczywiście budzą sprzeciw Droga Aniu. Można mieć inne poglądy, ale minimum szacunku dla instytucji państwa powinno obowiązywać wszystkich, niezależnie od opcji politycznej. Krytyka – tak. Pogarda – nie. Szczególnie jeśli wypowiada ją ktoś, kto sam pełnił najwyższe funkcje w państwie. Ale z drugiej strony, czego się spodziewać po starych, tępych komuchach o IQ betoniarki?
Hornblower
Mam wrażenie, że autor nie czytał rozdziału V konstytucji naszego bantustanu. Podobnież jak i zaprzysiężony dzisiaj pan prezydent. Przecież stworzona przez komunistów konstytucja z założenia wprowadza chaos i nieunikniony konflikt pomiędzy rządem i prezydentem. W sytuacji, gdy rząd i prezydent reprezentują skłócone obozy polityczne, to wszelkie bajanie o realizacji czegokolwiek sensownego można wrzucić do kosza. Po to właśnie opracowano i uchwalono taką a nie inną konstytucję. To nie przypadek przecież.
mjk1
Masz rację Mrówka, że w systemie parlamentarnym prezydent nie rządzi, ale ma realne narzędzia wpływu: inicjatywę ustawodawczą, weto, możliwość kierowania ustaw do Trybunału, udział w polityce zagranicznej czy obronnej. Może też inicjować ważne debaty, wyznaczać cele i kształtować klimat wokół kluczowych spraw. Twoja obawa, że „większość nie przejdzie” w Sejmie, jest zrozumiała, ale tu właśnie widać, jak ważna będzie umiejętność prezydenta do działania ponad podziałami. Trudno liczyć na współpracę z rządem, ale jeśli prezydent zdobędzie społeczne poparcie dla sensownych propozycji – presja może działać także na niechętną większość. Zgoda, wiele z jego propozycji może utknąć. Ale od tego, jak będą przygotowane i przedstawione, zależy, czy przyniosą efekt. Nawet przy trudnym Sejmie prezydent może być skuteczny – jeśli nie zamknie się w politycznej kontrze. Co do słów o „zaprzaństwie” czy „sterowaniu z Berlina” – rozumiem emocje, ale warto trzymać się konkretów. Bo to, co najważniejsze, to nie kto kogo przetrzyma, ale co prezydent, mimo przeszkód, zdoła zrobić dla ludzi. I tego właśnie mam zamiar uważnie i uczciwie pilnować.
sake2020
@mjk1......My jednak nie możemy przemilczać takich zachowań.Dla mnie dziś najbardziej ohydną wypowiedzią było nazwanie zaprzysiężenia  przez Millera  gorszącym spektaklem''. To mówi Polak? 
mjk1
Poruszasz bardzo ważny problem Droga Aniu – rozjechania się oczekiwań wobec prezydenta i rzeczywistego układu sił w państwie. Rzeczywiście, to nie prezydent kieruje rządem ani nie odpowiada za codzienne sprawy państwa. Z punktu widzenia konstytucji, to rząd ma realne narzędzia do sprawowania władzy wykonawczej. A jednak... to właśnie prezydent staje się symbolem, na który nakładane są projekcje nadziei lub gniewu. Taki los urzędu. A w czasach kryzysu zaufania – tym bardziej. To prawda, że już od pierwszych godzin kadencji Karola Nawrockiego widać potężną presję i gotowość części środowisk do delegitymizowania jego prezydentury. Używasz ostrych określeń, i jakkolwiek nie użyłbym niektórych z nich, zgadzam się, że styl niektórych wypowiedzi (np. Lisa czy Millera) rzeczywiście zasługuje na krytykę. Ale tu właśnie wracamy do sedna – co z tym wszystkim może zrobić prezydent? Nie wszystko. Ale coś na pewno. Może zachować powagę w obliczu pogardy. Może odpowiadać treścią, a nie tylko kontrnarracją. Może unikać taniej symboliki wojny i nie stawać się częścią spektaklu nienawiści – nawet gdy zostaje do niego wciągany. Nie ma wątpliwości, że współpraca z obecnym rządem będzie trudna, może chwilami niemożliwa. Ale to właśnie w tym kontekście prezydent będzie testowany nie z lojalności wobec obozu, lecz z jakości instytucjonalnej – czy umie pełnić funkcję arbitra, rzecznika interesu państwa, a nie tylko jednego jego obozu. I tak, zapowiadam, że działania prezydenta będą pod lupą. Ale to nie jest zamach na jego pozycję. To standard demokracji – weryfikować nie tylko słowa, ale i efekty. I wierz mi – w cyklu o naprawie państwa rząd także będzie rozliczany. Tylko że prezydent właśnie objął urząd, a rząd, jest u władzy od miesięcy.  Obaj, prezydent i rząd, mają przed sobą trudne czasy. Ale jeśli teraz zamienimy każdą próbę debaty w plemienny okrzyk: „nie dotykać naszego!”, to nie tylko niczego nie naprawimy. Wrócimy do punktu wyjścia. A przecież wszyscy wiemy, jak on wygląda.
mjk1
Pytasz Droga Aniu, czy możliwy jest dziś dialog z tymi, którzy nie chcą dialogu? Zacznijmy od tego, że istotnie, część środowisk opozycyjnych przyjęła inaugurację Karola Nawrockiego w sposób otwarcie krytyczny, a czasem pogardliwy. Poseł Giertych złożył protest, Donald Tusk zapowiedział ograniczanie roli prezydenta, inni politycy w tonie lekceważącym mówili o „figurancie”. To wszystko fakty. Ale właśnie dlatego warto wrócić do sedna idei prezydentury – jej misją nie jest dialog łatwy, ale trudny. Nie z klakierami, ale z krytykami. Prezydent ma być gwarantem ciągłości władzy, a nie jej frakcyjnym przedstawicielem. Kiedy zatem ktoś odrzuca dialog, obowiązkiem głowy państwa nie jest się obrażać, ale zostawić drzwi otwarte, nawet jeśli druga strona trzaska nimi za każdym razem. To nie gest naiwności, to element siły instytucji. Czy prezydent ma być bezbronny wobec agresji? Nie. Ale jego siłą jest opanowanie, nie odwet. Owszem, Tusk „jątrzy”, Giertych prowokuje, część opinii publicznej nie daje nowemu prezydentowi szansy. Ale jeśli będziemy odpowiadać tym samym językiem, to pogłębimy tylko chaos, z którego później każda strona będzie chciała się ratować na własną rękę. I w końcu znów nikt nie będzie miał większości zdolnej naprawić państwo. Dlatego właśnie napisałem, że dialog z ludźmi, nie elektoratem, jest dziś próbą najtrudniejszą. Bo obejmuje także tych, którzy szydzą i nie chcą słuchać. Ale państwo nie może być „dla swoich”, bo wtedy przestaje być państwem. Jeśli chcemy obronić realny wpływ prezydenta, musimy pokazać, że to nie on zamyka się w bańce. Że mówi do wszystkich, nawet do tych, którzy dziś stoją pod Sejmem z ironicznym banerem. W notesie warto zapisać nie tylko chamskie reakcje opozycji, ale też to, jak nowy prezydent na nie odpowiada. Czy zachowa format, czy ulegnie politycznemu instynktowi odwetu. Od tego zależy coś ważniejszego niż jego osobista pozycja – zależy wiarygodność instytucji prezydenta. A to, bez względu na sympatie, leży w interesie „spraw polskich”.
spike
Prawdopodobnie widziało to niewiele osób w Polsce, zobaczcie a się przekonacie. zapodaj.net
sake2020
Zapewne zaraz zacznie się sprawdzanie i rozliczanie prezydenta. Co zrobił,czego nie zrobił,a co powinno wyglądać inaczej Chyba ci oczekujący zmian zapomnieli.że istnieje rząd,który powinien nie tylko rządzić ale i ponosić odpowiedzialność. Rząd potraktowany zostanie ulgowo a cały gniew spadnie na prezydenta .Już dziś widać,że współpraca na linii prezydent- rząd będzie bardzo trudna a nawet chwilami niemożliwa. Jeśli takie indywiduum jak Żurek nawet nie doczekawszy zaprzysiężenia przedstawiał w TVN24 plan B odsuniecia prezydenta z urzędu. Giertych również nie doczekawszy końca zaprzysiężenia złożył do marszałka protest przeciw objęciu urzędu przez Karola Nawrockiego. Swoje chamskie wypowiedzi prezentują Miller i Lis. Stary odrażający aparatczyk nazywa zaprzysiężenie ,,gorszącym widowiskiem''  a Lis brunatną imprezą .Jutro zacznie się prawdziwy spektakl nienawiści.   
Do wpisu: Zapomniany model: wspólne budowanie bez długu
Data Autor
u2
"Pomysłu na rozwiązanie - żadnego!" Poniżej zapodaję komentarz świetnego Jana Śpiewaka, który walczy nieustraszenie z patodeweloperką, alkoholizmem i złodziejską reprywatyzacją. Szacun Panie Janie! :) youtube.com Wielka płyta bije na głowę deweloperkę!
jawsiowy
Witam! To co, od czego zaczynamy?
mjk1
Trafne uwagi U2. Faktycznie, autentyczna spółdzielczość mieszkaniowa została w Polsce systemowo rozmontowana, głównie na początku lat 2000., kiedy w imię „wolnego rynku” deweloperzy uzyskali przewagę nie tylko finansową, ale i legislacyjną nad wspólnotowymi formami budownictwa. Dziś młodzi Polacy często nie marzą o domu, ale o kawalerce na kredyt na 30 lat, bo tylko to umożliwia im system oparty na długu i spekulacji. I nie jest to wynik „niewidzialnej ręki rynku”, lecz bardzo konkretnych decyzji politycznych – niezależnie od barw partyjnych. Masz rację – okres PRL-u miał swoją patologię, ale w kwestii dostępu do mieszkań był znacznie bardziej sprawiedliwy społecznie. Wyż demograficzny lat 70. to właśnie efekt mieszkaniówki opartej na dużych inwestycjach publicznych i spółdzielczych, nie na zysku. I dziś te mieszkania nadal służą – nieraz lepiej niż współczesne „apartamenty” o wysokości 2,40 m. Jeśli naprawdę chcemy Polski przyjaznej młodym rodzinom, to odbudowa zdrowej spółdzielczości, tej bez patologii z lat 80. i bez uwłaszczenia działaczy z lat 90., powinna być kluczowym punktem każdego programu politycznego, który mówi o „suwerenności” czy „patriotyzmie społecznym”. Bo nie ma suwerenności bez dostępu do dachu nad głową. I nie ma silnego państwa bez bezpiecznych rodzin. Jak na zawołanie, akurat pięciu głąbów, każdy z innej opcji politycznej, przekrzykuje się w TV Republika w temacie polityki mieszkaniowej. Jeden wytyka drugiemu, kto gorzej zarządzał budownictwem mieszkaniowym. Pomysłu na rozwiązanie - żadnego!
u2
"autentycznej spółdzielczości mieszkaniowej?" O odtworzeniu spółdzielni mieszkaniowych mówiła prof. Joanna Senyszyn na debatach prezydenckich. Choć to kobieta nie z mojej bajki. Posiada sama 6 mieszkań, ale jest za przyjmowaniem nielegalnych imigrantów. Ale popieram wszelkie inicjatywy prowadzące do zdobycia tanim kosztem mieszkań dla młodych rodzin. To powinien być priorytet dla polskich patriotów. Aby Polska była Polską. Aby chciało się tutaj żyć i pracować. :) Deweloperzy dostali ustawową przewagę na spółdzielniami na początku 21 wieku. Pewnie za czasów rządów AWS/UW. O tym mówiła prof. Senyszyn. Od tamtej pory mieszkanie, nawet w patodeweloperce, stało się szczytem marzeń młodych Polaków. PRL pod tym względem był dużo lepszy. Świadczy o tym wyż demograficzny z lat 70-tych. Wcale nie tuż po wojnie. Dzieki 5 milionom mieszkań z wielkiej płyty, które jeszcze mogą służyć Polakom z pół wieku, jeśli nie więcej.
Do wpisu: Dlaczego polityka mieszkaniowa w Polsce to skansen.
Data Autor
u2
"Już się cieszę na jazgot Konfederatów i sekty od Brunatnego." Jako że to austriacko-niemieckie potomki to nic dziwnego. Zawsze będą ujadać na Polskę. Pisałem już kilka razy, że najgorsi są Niemcy z odzysku, oni starają wykazać swoją "niemieckość" za wszelką cenę. Historia uczy, że historia niczego nie uczy. Dlatego jednak warto uważać na tych potomków, bo zgodnie z wizjami Mariana Węcławka z Leszna, który miewał prorocze sny, podczas 3WŚ Niemcy ponownie zaatakują Polskę. Co ma się skończyć tragicznie nie tylko dla Polski, ale i dla Niemiec. Co prawda Polska ma wyjść zwycięsko. Ale ma to być okupione wielkimi stratami. No nie wiem czy to warto, dla obu krajów, ale pewnych spraw nie mogę zastopować. Warto jednak dać nauczkę dla tych "Niemców" z odzysku :)
mjk1
Zrób o tym artykuł. to większość Cię tu zje na surowo U2. Ja proponowałem zaledwie przejście z technologii XIX-to wiecznej na XX- wieczną i zrobili ze mnie totalnego głąba. Zarówno Ty jak i te filmy zainspirowały mnie jednak do fajnego wpisu na temat wyższości socjalizmu nad kapitalizmem.  Już się cieszę na jazgot Konfederatów i sekty od Brunatnego.  
u2
Zapodaję dwa filmiki, które obrazują budownictwo, nie tylko mieszkaniowe, w ChRL oraz w USA: youtube.com Ten Kolosalny Projekt Budowlany Pokazuje, Że Chiny Są 100 Lat AHEAD! USA Zszokowane! youtube.com STAŁO SIĘ! Dom Elona Muska za $10,000 WRESZCIE TRAFIA NA RYNEK PS. Drugi filmik pokazuje jak się rozwinęło budownictwo modułowe. W pierwszym też jest o nim, ale o wszystkim decyduje KPCh, a nie wolny rynek jak w USA.