Otrzymane komantarze

Do wpisu: Morawiecki i robot, którego nikt nie zauważył.
Data Autor
Ijontichy
Ej przeleciał robot,wydał cichy chrobotwszystkie śrubki na nim zadrżaly...rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrI co ten robot powiedział? Że trzeba mieć starą gąbkę zamiast mózgu ,która zasysa całe gówno z rzeczywistości.Morawiecki...podwójny niemiecki agant,odpowiada za wszystkie sprawy unijne + covid!! Ale kumpel z farmy trolli,kumpel grzesia i zbyszka....ma TU ZADANIE...ROZSIEWAC GÓWNO AEROZOLEM Ale admin ma też biznes...bo nie podejrzewam,ze pomimo monitów...trzyma tych osobników.
mjk1
Słuszna uwaga Esie i przyjmuję ją, bo sam od początku moich analiz programów partyjnych domagam się konkretów, a nie haseł. Kiedy analizowałem program KO, pojawiały się głosy, że piszę laurkę dla Tuska. Kiedy analizowałem program PiS, zarzucano mi krytykę PiS. Tymczasem stosowałem te same kryteria: co proponują, jak chcą to zrealizować, ile to będzie kosztować i skąd wezmą na to pieniądze. Nie interesuje mnie ani wystawianie laurek, ani pisanie krytyki dla samej krytyki. Interesuje mnie rachunek. I dokładnie o to samo pytam w przypadku Morawieckiego. Jeżeli zapowiada obniżenie kosztów energii, to chciałbym wiedzieć, jak zamierza to osiągnąć, jakie zmiany są konieczne, kto za nie zapłaci i jakie będą konsekwencje dla gospodarki oraz odbiorców. Samo hasło nie wystarczy. Tym bardziej że Morawiecki współtworzył wcześniejszą politykę gospodarczą i powinien również odnieść się do jej skutków.Kondycja PGE czy przyszłość Turowa dodatkowo pokazują, że energetyka to nie tylko cena na rachunku, ale również stan przedsiębiorstw, bezpieczeństwo dostaw i koszty transformacji. Nie chodzi mi więc o to, żeby Morawieckiego pochwalić albo skrytykować. Chodzi o to, żeby jego propozycje poddać takiej samej próbie jak propozycje wszystkich pozostałych. Polityka zaczyna się od obietnic, ale jej wiarygodność sprawdza się dopiero w rachunku: co, jak, za ile i na czyj koszt. I właśnie takiego rachunku oczekuję - niezależnie od tego, kto składa obietnice.
Es
No tak, ale nie udzielasz jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie o sposob obniżenia cenę energii. To jest ten mankament ktory wytykasz innym: jakie zmiany, jak to zrobic i jak sfinansować. Tu jest dokładnie to samo: rzucić hasło - nic prostszego. " Co szkodzi obiecac" tak to jakoś było? A Morawiecki powinien naprawdę ważyć tu słowa i obietnice. Sam jest w dużej części autorem tych orbitujących cen. Dodatkowo kolejny smaczek: grupa PGE  szoruje po dnie i grozi nam przyspieszone zamknięcie Turowa chociażby. 
Do wpisu: PiS: jedni mają płacić, drudzy mają wierzyć.
Data Autor
mjk1
Przypisywanie całej odpowiedzialności Morawieckiemu jest trochę zbyt wygodne Panie Zbyszku. Nie wiemy, czy decyzję o zaakceptowaniu celu redukcji emisji o 55 proc. podjął sam, czy była ona uzgodniona z kierownictwem PiS i całym rządem. Premier nie jeździ na szczyty jako prywatna osoba, lecz reprezentuje rząd i państwo.Warto też pamiętać, że w grudniu 2019 r. Polska nie zgodziła się na przyjęcie celu neutralności klimatycznej do 2050 r. na takich samych zasadach jak pozostałe państwa, a rok później rząd Morawieckiego zaakceptował unijny cel redukcji emisji o 55 proc. do 2030 r. To są fakty. Pozostaje jednak pytanie, co dałoby utrzymanie sprzeciwu. Sam PiS argumentował, że przy wielu szczegółowych przepisach klimatycznych decyzje zapadają większością kwalifikowaną, a więc Polska nie ma możliwości zablokowania ich samym wetem. Nie oznacza to, że sprzeciw byłby bez znaczenia, ale też nie daje podstaw do twierdzenia, że jego utrzymanie rozwiązałoby problem ETS.Moim zdaniem warto więc rozliczać PiS z tego, na co się zgodził, jakie warunki wynegocjował i jakie skutki tych decyzji ponosimy. Tyle że uczciwie trzeba rozliczać całą ówczesną władzę, a nie zrzucać wszystko na jednego człowieka, kiedy robi się to politycznie niewygodne. Jeśli Morawiecki działał w porozumieniu z własnym obozem, to odpowiedzialność była wspólna. Jeśli  jednak działał wbrew niemu, to warto zapytać, dlaczego partia przez lata nie wyjaśniła tego. Samo wskazanie nazwiska nie zastępuje odpowiedzi na pytanie, co rzeczywiście można było wtedy osiągnąć.
Zbyszek
Każda walka z ETS jest dobra. Ale nie wiadomo, czy do całego problemu nie przyczynił się pan MM. Polska bowiem złożyła w Radzie Europy weto do Zielonego Ładu. Ktoś to weto ponoć wycofał.Tak, jest to prawda. Mateusz Morawiecki, pełniąc funkcję premiera, wycofał drugie polskie weto podczas szczytu Rady Europejskiej w grudniu 2020 roku, zgadzając się na zaostrzenie celu redukcji emisji CO2 do 55 proc.  do 2030 roku.Warto jednak doprecyzować kontekst historyczny i prawny:W grudniu 2019 roku Morawiecki zablokował jednomyślne przyjęcie celu neutralności klimatycznej do 2050 roku, ale ostatecznie odpuścił ten sprzeciw na tym samym szczycie, nie uniemożliwiając przyjęcia ogólnej strategii Zielonego Ładu. Weto z 2020 roku było kluczowe, ponieważ dotyczyło konkretnego celu redukcyjnego (pakiet "Fit for 55"). Wycofanie go oznaczało akceptację zaostrzenia tych celów przez Polskę w zamian za uzyskanie dodatkowych funduszy unijnych.Morawiecki i politycy PiS argumentują, że Polska nie zawetowała samego Zielonego Ładu w 2019 roku (choć opóźniła decyzję), a w sprawach szczegółowych dyrektyw nie miała rzeczywistej mocy weta ze względu na mechanizm większości kwalifikowanej w Radzie UE. Co do sugerowanej pogardy polityków w stosunku do ludności, to jest ona wątpliwa, a jeśli już, to prawdopodobnie obustronna. I co śmieszniejsze, może mieć pewne uzasadnienie w obie strony :)
spike
czeka, na propozycję, co z tym ETSem zrobić, wg mnie wyrzucić do kosza, spodziewam się histerii POlszewii i oczywiście UE, tam lewactwo przebija wszystkie sufity, pomyśleć że to tylko garstka ludzi decyduje o setkach mln ludzi, nie dla ich dobra, a dla tej garstki, a Chiny rączki zacierają, za dobrze zainwestowane pieniądze w łapówki.
mjk1
Nie twierdzę Spike, że ETS nie jest problemem. Jest i trzeba szukać sposobu, żeby ograniczyć jego koszty dla polskiej gospodarki i społeczeństwa. To co proponuje PiS to nie są dwa rozwiązania, jak piszesz. Pokrywanie kosztów z budżetu oznacza przerzucenie rachunku na podatników, a wyjście z ETS wymaga nie tylko uchwalenia polskiej ustawy, lecz także zmierzenia się z prawem unijnym i konsekwencjami takiej decyzji. Samo ogłoszenie wyjścia nie oznacza jeszcze, że problem został rozwiązany.Są też inne propozycje. Rząd chce negocjować zmiany w systemie ETS, m.in. większą ochronę przemysłu i ograniczenie kosztów transformacji. Wiem, że w tym momencie zarówno Ty jak i ciemna blondynka uznacie to za laurkę dla Tuska, ale to nie zmieni faktu, że takie rozwiązania są przedmiotem konkretnych działań. Przedstawiono również propozycje ze strony prezydenta, dotyczące m.in. limitu cen uprawnień i ograniczenia spekulacji. Z Twojego komentarza wnioskuję, że nie są Ci znane, bo sam zarzucasz innym, że nie mają żadnych rozwiązań. Nie przesądzam, które propozycje są najlepsze. Każdą trzeba ocenić pod kątem skuteczności, kosztów i możliwości prawnych. I dokładnie tego samego wymagam od PiS-u.A swoją drogą, zainspirowałeś mnie do bliższego zajęcia się tym problemem. Spróbuję przygotować osobny wpis z własną propozycją rozwiązania sprawy ETS, bo samo krytykowanie cudzych pomysłów nie wystarczy. Jeśli zapomnę, przypomnij. Chętnie wrócę do tematu, bo warto porozmawiać o konkretach, a nie tylko o tym, kto ma rację.
spike
Zabawne, PiS ma dwa warianty rozwiązania tego problemu, inne partie nie mają żadnego, znaczy będziemy płakać i płacić, a o samym problemie jak go rozwiązać, możesz kolego cokolwiek napisać, a może to nie jest problem.
juur
Zawsze wierni przewodniej linii okrągłostołowo/hanukowej. Sternicy mogą się zmieniać a nawet powinni ale kurs musi być stały.
Do wpisu: Braun: od buntu do rządzenia droga daleka.
Data Autor
spike
Kolego, że jest rozłam w PiS, to fakt, kiedyś był z Ziobrystami, prawdopodobnie będzie i teraz z Morawieckim, wszyscy po powiedzmy prawej stronie wiedzą, że ich programy mają jakąkolwiek szansę wejść do realizacji, muszą się dogadać, inaczej czeka ich unicestwienie, Tusk do tego dąży i tego nie ukrywa, mówi otwarcie o delegalizacji nie tylko PiSu, Konfie też robi koło pióra, a Brauna chcą wsadzić do paki, jak Tusk znowu zdobędzie władzę, a robi wszystko by to osiągnąć, wciągając w to sądownictwo z TK włącznie, zalegalizuje prawo, jak on i jego przewrotowcy rozumieją, czyli zalegalizują bezprawie, skutecznie na początek ubezwłasnowolnią Prezydenta, co też nie ukrywają, więc nic nie stanie im na drodze do dyktatury, a Polska wpadnie w niemieckie łapy. Obecnie nie będzie to tylko bitwa, nadchodzi wojna o Polskę, Tuska gra va bank i o "życie", co też przypomniał swoim przydupasom. - - - - jak chcesz coś pożytecznego pisać, to pisz kolego o tym co nas czeka, jak Tusk zdobędzie władzę, to jest najważniejsze, nie programy itp. drapanie się po głowie, Polska płonie !
mjk1
Stawiasz dość poważną tezę Uboot, że Tuska wybrali wyborcy wywodzący się z ORMO, MO i SB. Tylko na jakiej podstawie? Masz dane pokazujące, ilu takich ludzi głosuje na KO i jaki rzeczywiście mają wpływ na jej poparcie? Na razie to nie jest wyjaśnienie wyniku wyborczego, lecz wygodne założenie, które ma zastąpić analizę. Jeśli każdemu niewygodnemu wynikowi wyborów będziemy dopisywać odpowiednio podejrzane pochodzenie wyborców, to rzeczywiście nie będziemy musieli się zastanawiać, dlaczego przegrywamy.Ilu właściwie tych byłych funkcjonariuszy ORMO, MO i SB głosuje na KO? I skąd wiadomo, że jest ich na tyle dużo, by tłumaczyć nimi poparcie dla tej partii? Jeśli KO nadal utrzymuje wysokie poparcie, to może warto zadać trudniejsze pytanie: dlaczego głosują na nią również ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z PRL-owskimi służbami? Przedsiębiorcy, pracownicy, emeryci, młodsi wyborcy. Czy wszyscy oni również są spadkobiercami ORMO i SB, czy może mają własne powody, dla których głosują tak, a nie inaczej? Można oczywiście uważać, że Tusk skutecznie wywołuje polityczne konflikty i potrafi mobilizować swoich zwolenników. Tyle że to nie wyjaśnia wszystkiego. Trzeba jeszcze zrozumieć, dlaczego ta metoda działa na tak dużą część wyborców i dlaczego sama krytyka Tuska nie wystarcza jego przeciwnikom do odebrania mu poparcia.I tu dochodzimy do pytania, które chyba jest ciekawsze od kolejnego przypominania o SB: co sprawia, że ludzie wybierają jedną partię zamiast drugiej? Program, interes ekonomiczny, stosunek do Unii, obawy przed powrotem poprzedniej władzy, ocena rządów, a może po prostu brak przekonującej alternatywy? Jeżeli chcemy zrozumieć politykę, musimy próbować odpowiedzieć na te pytania, a nie wyjaśniać wynik wyborczy pochodzeniem części elektoratu, którego liczebności nawet nie znamy. Jest tu pewna ironia. Jeśli każdą porażkę własnego obozu tłumaczymy tym, że przeciwnicy to postkomuniści, esbecy albo ludzie ogłupieni propagandą, to zwalniamy własnych polityków z odpowiedzialności za to, że nie potrafią przekonać większej liczby wyborców. A może zamiast wciąż pytać, co jest nie tak z wyborcami, warto zapytać, co robią nie tak politycy, którzy chcą ich głosów zdobyć?Etykietką można obrazić przeciwnika, ale nie da się nią wyjaśnić, dlaczego wygrywa wybory.
mjk1
Chyba pierwszy raz potraktowałeś mnie poważnie Spike, więc pozwolisz, że się odwdzięczę. Jak konkretnie wyobrażasz sobie to poparcie dla PiS? Z Twojego komentarza wynika, że wystarczy wyczyścić pole z konkurencji i wszyscy rozsądni wyborcy powinni ustawić się za Kaczyńskim. Tylko polityka to nie grabienie liści, a wyborcy nie są workami z piaskiem, które można dowolnie przesuwać.PiS miał ponad 30 procent poparcia, a mimo to zamiast poszerzać zaplecze, urządził we własnych szeregach rozłam i to z przytupem. Morawiecki i grupa około 40 polityków znaleźli się na bocznym torze, notowania partii spadły o połowę, a nam próbuje się wmówić, że to wszystko odbyło się na życzenie samego Morawieckiego. Naprawdę mamy uwierzyć, że partia, która pozbywa się ludzi mogących pomóc jej odzyskać wyborców, właśnie w ten sposób buduje większość?Braun, jak sam zauważasz, nie ma dziś szans na samodzielne rządzenie, a jego środowisko coraz ostrożniej wypowiada się o braniu odpowiedzialności za władzę. Konfederacja musiałaby z kolei zapłacić wysoką cenę za wejście do rządu z PiS, bo straciłaby część wiarygodności, jako alternatywa dla obecnego układu. Zostaje więc pytanie, z kim PiS ma tę większość zbudować.Morawiecki mógłby być jednym z ludzi zdolnych do szukania porozumienia, ale właśnie jego pozycję w partii osłabiono. To jak w końcu? PiS chce odzyskać władzę, czy przede wszystkim uporządkować partię tak, żeby nikt nie zagroził obecnemu kierownictwu?Nie kwestionuję, że PiS jest realną siłą polityczną ani że ma doświadczenie rządzenia. Tylko doświadczenie to nie to samo co zdolność do zdobycia większości a samo przekonanie, że inni są gorsi, nie przyciąga wyborców, ale ich odpycha, co widać po sondażach.Dlatego pytam całkiem serio: jaką konkretnie drogę do większości parlamentarnej widzisz, skoro PiS odpycha część własnego zaplecza, Braun dystansuje się od odpowiedzialności za rządzenie, a Konfederacja musiałaby ryzykować politycznym samobójstwem, wchodząc do rządu z PiS?Nie gniewaj się, ale na razie wygląda to tak, że mamy wskazać jedyną partię zdolną rządzić, ale nie bardzo wiadomo, z kim miałaby to robić. Wyczyszczenie pola z konkurencji nie jest jeszcze planem zdobycia większości. To najwyżej plan na to, żeby na boisku zostać samemu.
u2
"Wyborcy nie powierzają politykom państwa po to, żeby urządzali w nim awantury."Bajeczki, właśnie dlatego wyborcy  z ORMO, MO i SB wybrali von Thuska. Bo umie robić zawieruchę skutecznie i umie ujarzmiać Polaczków :)
spike
mamy jedno wyjście, więcej nie będzie, albo mimo sympatii do Brauna, Konfy, które nie mają szans na uzyskanie większości razem czy osobno, trzeba wyczyścić pole z chwastów czerwono-brunatnych, by do wyboru kolejnych partii, chwastów nie było, a tylko i wyłącznie poparcie PiS, które jest realną siłą polityczną, która może to zrobić, potem będzie łatwiej, np. Kukiz to zrozumiał, że samotność polityczna to niebyt. - - - - Śmieszy mnie to analizowanie programów, które nimi nie są, PiS już rządził, wiemy co potrafi, można wymagać więcej, a już szczególnie bezwarunkowo postawić Tufusa i jego szajkę KO, także tą w ławach poselskich przed sądem, łącznie z neoprawnikami innymi sędziami, którzy wspierali bezprawie i zamach stanu, do paki.
Romuald
Jak najbardziej, zgadzam się z tym co Pan pisze o swoim przekonaniu, mam podobne, choć gdyby mógł być "języczkiem u wagi" i korzystnie wpłynąć na gospodarkę - w końcu wyborcy po to będą na niego głosować i rozliczać z obietnic - było by to w jakimś stopniu korzystne patrząc na jego założenia. A czy dla wszystkich i z jakimi skutkami to inna sprawa. 
mjk1
Nie przesadzałbym z tym, że budżet już leży i trzeba ciąć wszystko. Sytuacja finansów publicznych jest poważna, deficyt i koszty obsługi długu rosną, ale z tego nie wynika, że jedynym wyjściem jest powszechne zaciskanie pasa. Pozostaje jeszcze pytanie, co ciąć, co zmienić, gdzie poprawić efektywność wydatków, jak zwiększać dochody i przede wszystkim jak pobudzać rozwój gospodarki. Cięcie wydatków na chybił trafił może przecież ograniczyć również inwestycje, a tym samym przyszły wzrost.Nie widzę powodu, by zakładać, że PiS miałby dziś znacznie większą swobodę działania. Wysokie wydatki, zobowiązania państwa, potrzeby obronne i koszty obsługi długu nie zniknęłyby po zmianie rządu. Można inaczej rozłożyć akcenty, ale rachunek nadal trzeba zapłacić.Dlatego właśnie interesuje mnie, co konkretna partia zamierza zrobić, a nie tylko co obiecuje albo co będzie musiała ciąć. Samo straszenie katastrofą nie zastępuje analizy, tak samo jak samo obiecywanie dobrobytu nie zastępuje programu.
mjk1
Zgadzam się Panie Romualdzie, że samo posiadanie programu nie oznacza jeszcze możliwości jego realizacji. I tu właśnie zaczyna się ciekawszy problem. Braun potrafi mobilizować elektorat, a jego wystąpienia przyciągają uwagę. Nie jestem jednak przekonany, czy równie skutecznie buduje zaplecze potrzebne do przejęcia odpowiedzialności za państwo. To oczywiście moje wrażenie, nie wiedza o jego intencjach. Nie przekreślałbym jednak programu tylko dlatego, że dziś trudno wskazać realną większość zdolną go zrealizować. Program pokazuje przecież nie tylko to, co partia zrobiłaby po zdobyciu władzy, lecz także to, jakiej Polski chce. I właśnie dlatego warto sprawdzać jego założenia.Zgadzam się też, że PiS przynajmniej część swoich obietnic zrealizował. Tyle że realizacja obietnic nie zwalnia z oceny ich skutków. Tę samą miarę trzeba stosować do wszystkich. Mnie interesuje więc nie tylko to, czy Braun może dziś stworzyć rząd, ale również to, czy jego program daje przekonującą odpowiedź na pytanie, jak Polska ma się rozwijać i jak mają rosnąć dochody społeczeństwa. Mobilizacja wyborców to jedno, a przygotowanie do rządzenia - drugie. I nie zawsze jedno idzie w parze z drugim.
r102
No przecie nikt nie napisze w programie - że będą konieczne cięcia. Cięcia wszystkiego bo budżet leży i już nawet nie kwiczy...
Romuald
To że Braun mówi głośno to inni boją się nawet pomyśleć to fakt, z drugiej strony nie wszystko co mówi przynosi mu wymierne korzyści - poza mobilizowaniem elektoratu, za to trzeba mu oddać zasłużone honory.Natomiast co do obietnic, jak każda partia musi mieć program, tu odbiegnę od samego tematu przeglądu założeń KKP - tym nie mniej nic po programie, nawet dobrym skoro szanse na stworzenie koalicyjnego "prawicowego" rządu są przynajmniej na razie żadne, każdy ma swój plan na samodzielne władanie krajem, bez pokrycia tego w sondażach - mając tego świadomość można obiecywać wszystko, poza omawianą obecnie KKP, podobne uwagi można mieć wobec PiS, choć Ci przynajmniej zrealizowali jakąś część swoich założeń.
Do wpisu: Konfederacje jednak przychodzi z kalkulatorem.
Data Autor
mjk1
Nie Grzesiu, już Ci dokładnie wyjaśniłem, że nie każdy podatek to kradzież i dlaczego. Jak nie rozumiesz, to co ja na to poradzę. Ja piszę o tym co funkcjonuje, jak funkcjonuje, co jest złe i co ewentualnie można poprawić. Ty piszesz o czystej teorii, której jeszcze nikt nigdzie nie wprowadził. Jak ktokolwiek wprowadzi wtedy podyskutujemy.
Grzegorz GPS Świderski
Każde z narzędzi, które wymieniasz — droga, kolej, sieć, gwarancja, dotacja, współfinansowanie — państwo opłaca z podatków lub długu, który spłacą podatnicy. Gwarancja to zobowiązanie, które w razie porażki pokrywa podatnik. Ulga podatkowa dla kogoś to większy podatek dla kogoś innego. Wszystko, co robi państwo poza egzekwowaniem kodeksu karnego, to inicjowanie aktów przemocy wobec niewinnych.Więc by cokolwiek państwo zrealizowało, kogoś obrabować musi, komuś musi odebrać owoce jego pracy siłą, by przeznaczyć na coś, czego dobrowolnie by nie sfinansował. To jest niewolnictwo. Gdy ludziom przemocą odbierasz ich własność, to widzisz, co powstanie za te pieniądze, ale nie zobaczysz tego, na co te osoby by to wydały dobrowolnie. Skąd wiesz, że to byłoby gorsze?
mjk1
Jak Ciebie Grzesiu ktokolwiek ma traktować poważnie, jak Ty nawet "lodówką" porządnie posługiwać się nie potrafisz? Przecież na to już odpowiedziałem i po tej mojej odpowiedzi zarzuciłeś mi, że wymyślam teorie które nigdzie się nie sprawdziły. Zapytałem więc jakie i nie doczekałem się odpowiedzi. Po kilkukrotnym ponagleniu znowu wkleiłeś taks "lodówki". który dotyczy wpisu o programie konfederacji a nie o jakimkolwiek moim wpisie dotyczącym zmyślonej teorii. Pytam więc ostatni raz, bo nie mam zamiaru ciągnąć tej jałowej dyskusji, Który mój tekst jest wymyśloną teorią? Jeżeli jest nią, aktualny wpis, czyli omówienie programu konfederacji, to co w nim jest wymyślonego przeze mnie. 
Grzegorz GPS Świderski
Psy i koty. To, co napisałem, to nie definicja, tylko fakt. Spróbuj nie zapłacić podatku i zobacz, kto przyjdzie. Możesz się spierać o nazwę, ale nie o przymus. Kłania się Max Weber, wcale nie libertarianin: państwo to monopol na prawomocną przemoc fizyczną.Narzędzia. Znowu wymieniasz drogę, gwarancję, dotację i ulgę, i znowu nie mówisz, skąd państwo bierze na nie pieniądze. Kłania się Bastiat: państwo to wielka fikcja, dzięki której każdy próbuje żyć kosztem wszystkich innych.Rachunek całej gospodarki. Piszesz, że państwo liczy rachunek całej gospodarki. Czym? Bez cen i bez zgody tych, którzy płacą, to nie rachunek, tylko opinia urzędnika z cudzym portfelem. Tu kłaniają się Mises i Hayek.Rozproszone korzyści. Prąd z elektrowni nie jest korzyścią rozproszoną. Każdy płaci za niego według licznika. Kłania się Coase, który pokazał, że nawet angielskie latarnie morskie, podręcznikowy przykład dobra publicznego, przez wieki finansowano prywatnie z opłat portowych.Kto buduje atom? W Finlandii inwestorem Olkiluoto 3 jest TVO, spółka, której udziałowcami są głównie firmy przemysłowe kupujące prąd po kosztach. A atom bez państwa jest drogi, bo państwo dokłada lata zezwoleń i ryzyko polityczne. Niemcy zamknęły sprawne elektrownie decyzją polityczną. Państwo najpierw tworzy problem, a potem tworzy przepłacone rozwiązanie. Tu z kolei kłania się Kisiel.Liechtenstein. Liechtenstein importuje prąd, a Ty kupujesz chleb u piekarza. To podział pracy, nie pasożytnictwo. Kłania się Adam Smith i jego piekarz, który karmi nas z dbałości o własny interes, a nie z życzliwości.Filozofia zamiast ekonomii. Tak, mam filozofię ekonomiczną (to ASE, libertarianizm). Twoje „państwo może liczyć rachunek całej gospodarki” (to etatyzm, keynesizm, marksizm, totalitaryzm) też jest taką samą filozofią, tylko jej tak nie nazywasz, bo się właściwych nazw wstydzisz.
mjk1
Chcę podjąć polemikę Grzesiu, więc pytam, który mój wpis jest wymyśloną i nie sprawdzoną w praktyce teorią? Naprawdę nie tylko podejmę polemikę, ale wszystko dokładnie i szczegółowo wyjaśnię i to beż żadnych warunków.
Grzegorz GPS Świderski
Wymieniam: wszystkie. Mogę wyliczyć, ale dopiero wtedy, gdy podejmiesz ze mną merytoryczną polemikę. A Ty się od tego nagminnie wymigujesz. Najpierw ze sobą zrób porządek, a potem stawiaj żądania.