Otrzymane komantarze

Do wpisu: Bydło czy mieszkańcy dobrze prowadzonego ogrodu zoologicznego?
Data Autor
mjk1
Widzę Anonymousie, że z całego tekstu zrozumiałeś tylko dwa słowa: "bydło" i "zoo". To wiele wyjaśnia. Metafora miała pokazać, że równie łatwo można odwrócić retorykę Grzesia, a nie zastąpić nią rzeczywistość. Świat nie składa się wyłącznie z dwóch możliwości: albo "bydło", albo "dzika dżungla". Cywilizacja polega właśnie na tym, że próbujemy znaleźć coś pomiędzy, ale żeby to zrozumieć, trzeba wyjść poza slogany. To zresztą dla Was typowe, kiedy kończą się argumenty, zaczyna się wyśmiewanie metafory. Tymczasem to nie ja zacząłem porównywać ludzi do zwierząt. Ja tylko pokazałem, że jeśli już bawimy się w zoologię, to metafora Grzesia ma więcej dziur niż szwajcarski ser. Szkoda, że zamiast odpowiedzieć na pytania o zdrowie, emerytury czy bezpieczeństwo, uciekasz w dowcipy o egzotycznych zwierzętach. Muszę też podziękować za potwierdzenie mojego zarzutu. W waszym świecie istnieją tylko dwie opcje: albo człowiek jest "bydłem", albo żyje w libertariańskiej dżungli. To właśnie jest problem z ideologią - przestaje dostrzegać rzeczywistość. Większość rozwiniętych państw od dawna funkcjonuje pomiędzy tymi skrajnościami i osiąga bardzo wysoki poziom życia, ale tego już wasza czarno-biała opowieść nie potrafi wyjaśnić. 
Anonymous
Mjk1 nie chce być bydłem, tylko ma aspirację, by być hodowanym jak w zoo.Dochodzi snobowanie się na zwierzę egzotyczne. 
Grzegorz GPS Świderski
Hodowla bydła jest idealną metaforą państwa — ZOO nie pasuje. ZOO zarabia na biletach od ludzi, a zwierzęta trzymane są w niewoli, ale nie są wykorzystywane one same. Bydło zaś dostarcza zysków farmerowi, który sprzedaje mleko, skórę czy mięso z bydła. Farmer daje bydłu bezpieczeństwo, chroni je i leczy, by wydoić i sprzedać. Tak samo jest z państwem, które terroryzuje i zniewala ludzi, by ściągnąć z nas haracz, odebrać nam owoce naszej pracy, wyzyskać nas, by na tym zarobić. Państwo nie zarabia na pokazywaniu nas, ale zarabia na owocach naszej pracy. O niewolnika się dba, bo zaniedbany gorzej pracuje i daje mniejsze zyski. Tak samo, jak farmer dba o bydło. Dawniej tak hodowani byli niewolnicy, na przykład na plantacjach w USA czy chłopi pańszczyźniani u nas. Tylko wtedy robili to prywatni właściciele. To prywatne niewolnictwo upadło, bo się przestało opłacać, a zostało niewolnictwo państwowe, które się opłacało. Dopiero dziś te zyski z państwowego niewolnictwa spadły tak, że przestają się opłacać. Hodowla ludzi jak bydło w postaci państwa niedługo zbankrutuje. Na pewno w ciągu pokolenia, w ciągu około 20 lat. Dlatego już dziś powinniśmy się do tego przygotowywać i eliminować państwo z kolejnych dziedzin życia. Te kraje, które dalej w tym zajdą, łatwiej przejdą przełom, te, które utrzymają socjalizm, jaki mamy obecnie w Polsce, doznają dużego wstrząsu przy bankructwie państwa. 
Grzegorz GPS Świderski
"Libertarianie często zachwycają się "naturalnym porządkiem"" - to nieprawda. Libertarianie wyżej cenią kulturę niż naturę. Odwołujemy się do "praw naturalnych", ale należy jest rozumieć jako "prawa cywilizacyjne", a nie prawa natury, czyli instynkty. My nasze dwa aksjomaty społeczne wywodzimy z chrześcijaństwa, które tworzy kulturę sprzeczną z naturą. Dekalog w całości jest w opozycji do instynktów, wszystkie przykazania są z naturą sprzeczne. Wartości polityczne, które wyciągamy z chrześcijaństwa jako najważniejsze dla społeczeństwa, takie jak wolność, prawo własności, równość wobec prawa, indywidualizm, wolna wola, aksjomat nieagresji, aksjomat samoposiadania, kapitalizm etc. to są elementy kultury, a nie natury. Państwo to twór naturalny. Jest ono oparte o pierwotne instynkty dominacji w stadzie, buduje grupę przywódców terroryzujących resztę, tak jak to robią samce alfa w stadzie szympansów. Kultura się tej naturze przeciwstawia.
tricolour
Bydło można by jeszcze przełknąć, traktując jako ekstrawagancję i ekspresję.Bydło, terror, ormowcy, debile, głupole - to już nie są środki stylistyczne służące czemuś konkretnemu tylko poruszanie się po ekstremach.Z ekstremami nie ma co zrobić ponieważ nie pozostawiają żadnej przestrzeni.
u2
"Co właściwie jest złego w bezpieczeństwie?"Całkowite bezpieczeństwo daje tylko totalnie oświecony Bóg Ramtha, który kpi otwarcie z tzw. "Life Insurance". Choć On też wskazuje, że najwyższym Bogiem jest Jezus Chrystus. A wiadomo jak umarł JC. Nie wiadomo do dzisiaj jak zmartwychwstał JC. Cuda.
Do wpisu: Grochem o ścianę (część III). Państwo jest narzędziem. Nie religią.
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
No to przecież napisałem o ludziach. Co szkodzi, by już zaczęli fachowo działać w biznesie, bez czekania, aż zostaną mianowani na urzędników? Wolny rynek im w tym przeszkadza?
mjk1
I chyba właśnie o to chodziło w moim tekście, że dobry człowiek potrafi działać uczciwie nawet w niedoskonałym systemie, natomiast zły potrafi zepsuć nawet najlepszy system.
mjk1
Nawet ta wymiana zdań pomiędzy Panem a Sake dobrze pokazuje, gdzie naprawdę się różnimy. Od wielu komentarzy rozmawiamy już wyłącznie o pańskiej teorii państwa, a nie o treści mojego wpisu. Ja próbuję rozmawiać o jakości instytucji i odpowiedzialności ludzi. Pan niezmiennie sprowadza każdą odpowiedź do jednego założenia: że całe zło świata wynika z istnienia państwa jako „monopolu na terror”. Szanuję to, że ma Pan spójny pogląd, ale to nadal jest pogląd, a nie aksjomat, od którego wszyscy muszą zaczynać każdą dyskusję. Mój tekst nie był próbą udowodnienia wyższości państwa nad rynkiem ani rynku nad państwem. Był próbą pokazania, że o jakości obu ostatecznie decydują ludzie - ich uczciwość, odpowiedzialność i wychowanie. I przy tym stanowisku pozostaję.
mjk1
Nie wiem co to za maniera, nie tylko u Pana, ale znowu przypisuje mi Pan poglądy, których nigdy nie wyraziłem Panie Grzegorzu.. Nigdy nie twierdziłem, że szkoła nie ma wpływu na młodych ludzi. Ma. Czasem bardzo duży. Twierdzę jednak coś innego: fundament wychowania powstaje przede wszystkim w rodzinie. Sam jestem tego najlepszym przykładem. Poszedłem do szkoły podstawowej w 1961 roku, kiedy indoktrynacja komunistyczna była czymś całkowicie normalnym. W szkole opowiadano jedno, a w domu rodzice spokojnie tłumaczyli mi, dlaczego wiele z tych rzeczy jest nieprawdą. To oni ukształtowali mój system wartości, a nie propaganda PRL-u. Gdyby państwo rzeczywiście miało taką wszechmoc wychowawczą, jak Pan twierdzi, wszyscy moi rówieśnicy byliby dziś gorliwymi komunistami. A przecież tak się nie stało. Dlatego odpowiedzialności za wychowanie nie da się przerzucić ani na państwo, ani na szkołę. Rodzice nie mogą powiedzieć: „to szkoła wychowa”, tak samo jak szkoła nie zastąpi domu.Podobnie jest z polityką. Pisze Pan o monopolu państwa, a ja od dawna zwracam uwagę na coś znacznie bardziej podstawowego. Każdy ustrój - państwowy czy prywatny - tworzą konkretni ludzie. Jeżeli większość społeczeństwa akceptuje bylejakość, konformizm i cwaniactwo, to takie osoby będą dochodziły do władzy niezależnie od modelu ustrojowego. PRL również nie upadł dlatego, że nagle zmienił się system gospodarczy. Upadł dlatego, że miliony ludzi przestały wierzyć w jego legitymację. Nawet najbardziej represyjny system nie jest w stanie długo funkcjonować bez choćby biernej zgody społeczeństwa. I dlatego nie zgadzam się z tezą, że wszystko sprowadza się do likwidacji państwa albo monopolu. Historia pokazuje coś odwrotnego. Tam, gdzie społeczeństwo było bierne, psuły się zarówno instytucje państwowe, jak i prywatne. Tam, gdzie ludzie byli odpowiedzialni i wymagający, oba modele potrafiły działać znacznie lepiej.Dlatego wciąż uważam, że kluczowym pytaniem nie jest: kto ma być właścicielem instytucji?, ale: jak wychować ludzi, którzy będą uczciwie z nich korzystać i uczciwie nimi zarządzać?. Bez odpowiedzi na to pytanie żaden ustrój nie będzie działał dobrze.
tricolour
HeheheMyśmy założyli uczciwe firmy, mamy sukcesy,  pieniądze i perspektywy. Osiągamy to pomimo kłód rzucanych przez przepisy czy inne pomysły kapitalizmu, równie destrukcyjne.Tak, Grzesiu - ormowcu, działamy świetnie w każdych warunkach ponieważ wiemy i godzimy się na akceptowalne ceny tego sukcesu. Akceptowanie ceny sukcesu jest łatwiejsze niż walka o większy sukces.
Grzegorz GPS Świderski
Zło jest niezbędne, konieczne i nieusuwalna, a dobro jest śmieszną utopią.
sake2020
Trzeba przyznać,że pan potrafi mnie rozbawić jak nikt. 
Grzegorz GPS Świderski
Terror będzie, ale nie będzie na niego monopolu, więc pańcia Nowacka będzie go stosować tylko wobec swoich wyborców, ty jej unikniesz, bo się zapiszesz do innego folwarku, którym będzie zarządzał Kaczyński i on będzie ciebie terroryzował, narzucając ci siłą swój program edukacyjny i odbierając ci przemocą owoce twojej pracy, by sfinansować wykonanie tego programu. I będziesz mieć to już do końca życia, bez konieczności głosowania na kogokolwiek. Jednak gdy ci porządki Kaczyńskiego zbrzydną, to będziesz się mogła przepisać do folwarku Nowackiej, bez czekania 4 lata na wybory. A ciągle będziesz mieszkać w tym samym domu.
sake2020
No i co z tego,że edukacja nie będzie obowiązkowa,program nie narzucany siłą a płacenie za to nie odbierane przemocą skoro nadal uczyć i wychowywać będą takie ,,kadry'' jak pańcia Nowacka i aktywiści z organizacji pozarządowych?Uniknie pan tego terroru?
Grzegorz GPS Świderski
No ale dziś to państwo wychowuje ludzi i robi to poprzez terytorialny monopol na terror. Edukacja jest obowiązkowa, program jest narzucony odgórnie siłą i opłacane jest to ze środków odebranych przemocą. Tego nie zmienisz, póki nie zlikwidujesz tego systemu. Więc jak się nie obrócisz, to dupa z tyłu. Nie zreformujesz ludzi, póki ich państwo psuje. Lewica doszła do władzy nie tylko przez marsz przez instytucje (głównie edukacyjne i wychowawcze), ale głównie dlatego, że wspierała się w tym państwem. Walki z systemem nie unikniesz. Ważne, by zauważyć, co jest złego w tym systemie. Ja zauważyłem: to terytorialny monopol na terror. Z akcentem na MONOPOL. Jak się bardzo upierasz, to sobie terror zostaw, ale zwalczmy razem monopol. Wtedy ja sobie będę żył na wolności, a ty nadal będziesz mógł projektować prywatne folwarki socjalne hodujące ludzi jak bydło i wychowasz ich na swoją modłę w swoim folwarku.Nie musimy w tym celu tworzyć osobnych, spójnych terenów, może twoje bydło mieszkać na zakładkę z wolnymi ludźmi. Nawet lepiej, jak to będzie wymieszane, bo bydło, obserwując wolnych sąsiadów, będzie naocznie widzieć, jak źle jest na wolności i będzie się cieszyć, że ma dobrego pana, który się nim opiekuje, stosując terror, bo nie muszą się o nic martwić, tak jak wolni ludzie — więc powinieneś to tym bardziej zaakceptować.
mjk1
To chyba pierwszy komentarz, z którym mogę się częściowo zgodzić Panie Grzegorzu. Rzeczywiście dobrzy, uczciwi i kompetentni ludzie istnieją. Problem polega jednak na czymś innym.Nie są zdominowani przez "wolny rynek" ani przez "państwo". Są bardzo często zdominowani przez ludzi mniej uczciwych, bardziej cynicznych i lepiej odnajdujących się w walce o wpływy. I to zjawisko występuje wszędzie - w administracji, w spółkach prywatnych, na uczelniach, w organizacjach społecznych i niestety również w polityce. Dlatego od początku próbuję zwrócić uwagę na coś innego. Nie twierdzę, że forma własności automatycznie rozwiązuje problemy. Prywatna firma może być świetnie zarządzana, ale może być też siedliskiem patologii. Państwowa instytucja również może działać dobrze albo fatalnie. O wszystkim ostatecznie decydują ludzie. I właśnie dlatego tak duży nacisk kładę na wychowanie. Uczciwości, odpowiedzialności i szacunku dla innych nie uczy ani rynek, ani państwo. Tego przede wszystkim uczy rodzina. Szkoła może ten proces wzmocnić albo osłabić, ale fundament powstaje dużo wcześniej.Jeżeli wychowamy człowieka uczciwego, będzie miał szansę dobrze zarządzać zarówno prywatną firmą, jak i instytucją publiczną. Jeżeli wychowamy cwaniaka, to będzie wykorzystywał każdą okazję - niezależnie od tego, czy trafi do urzędu, zarządu spółki czy własnego biznesu. Dlatego coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że spór o to, czy lepsze jest państwo czy rynek, często przesłania pytanie znacznie ważniejsze: jak wychować ludzi, którzy będą potrafili uczciwie korzystać z jednego i drugiego.
Grzegorz GPS Świderski
Przypuśćmy więc, że tych ludzi-aniołów da się znaleźć. Nie ważny system, ale oni będą mądrzy, uczciwi i wykształceni, będą umieli w każdym systemie wszystko świetnie zorganizować, dopilnować i pod ich zarządem każda instytucja i firma państwowa będzie działać świetnie. Jeśli ich się da znaleźć, to znaczy, że oni już są, już mamy tych ludzi, oni gdzieś mieszkają, gdzieś żyją, gdzieś pracują. To czemu nie mieliby już, teraz, założyć stosownej firmy, która by zrobiła to, co oni by zrobili jako urzędnicy? Są na pewno świetni lekarze i świetni menadżerowie zarządzający szpitalami, czy nawet siecią kilku, czy kilkunastu szpitali. Są profesjonalni nauczyciele i zarządcy edukacją. Są świetni organizatorzy ubezpieczeń, bankowcy, przemysłowcy etc. Po co czekać aż polityk ich wybierze na urzędników? Nie mogliby od razy założyć najlepszych ubezpieczalni, sieci szkół i szpitali, fabryk, banków etc. Co im przeszkadza, by to zrobić bez czekania na wyniki wyborów? Wolny rynek im przeszkadza, czy państwo?
mjk1
To bardzo trafna obserwacja Tri i myślę, że właśnie dotknąłeś sedna problemu. O rodzinę dbamy naturalnie, bo widzimy bezpośredni związek między własnym wysiłkiem a efektem. Jeśli zaniedbam dom, konsekwencje poniosę ja i moi najbliżsi.Z państwem jest inaczej. Jest ono ogromną wspólnotą, więc bardzo łatwo pomyśleć: „ode mnie nic nie zależy”, „niech zrobią to inni”, „to sprawa polityków”. A przecież państwo nie jest czymś abstrakcyjnym. Ono składa się z milionów takich małych wspólnot jak nasze rodziny. Jeśli większość ludzi będzie uczciwie wykonywać swoją pracę, płacić podatki, szanować prawo, interesować się sprawami publicznymi i wymagać od rządzących przyzwoitości, państwo będzie coraz lepsze. Jeśli większość uzna, że liczy się wyłącznie własny interes - a tak to niestety w naszym kraju wygląda, to żaden ustrój tego nie naprawi.Dlatego zawsze uważałem, że jakość państwa zaczyna się nie w parlamencie, ale przy rodzinnym stole. To tam uczymy się odpowiedzialności, zaufania i tego, czy dobro wspólne ma dla nas jakiekolwiek znaczenie. Tak przynajmniej zawsze było w mojej rodzinie I o tym m. inn. chciałbym napisać w kolejnej części cyklu.
tricolour
Kazdy nas jest członkiem takiego małego państwa, ktore ma wręcz wszystkie funkcje dużego, narodowego. To małe państwo, to nasza rodzina.Dbamy o nią, planujemy jej przyszłość, zabezpieczamy w domy i mieszkania, ubezpieczamy na wszystkie sposoby. Nawiązujemy relacje sąsiedzkie, by zwiększyć zasoby.No to pytanie: czy tak samo dbamy o rzecz narodową, rzeczpospolitą? I dlaczego nie dbamy?
mjk1
Rozumiem Heniek, że z treścią wpisu trudno było polemizować, więc pozostała ocena koloru wody. Jeżeli jednak znajdziesz choć jeden argument, z którym się nie zgadzasz, chętnie o nim porozmawiam. To zwykle ciekawsze niż dyskusja o kolorach.
NASZ_HENRY
Grokiem o ścianę trzeba cisnąć to wtedy lepiej kolorową wodę leje 😉😡⚫️
Do wpisu: Grochem o ścianę. Część II. Dlaczego ani państwo, ani rynek nie są święte?
Data Autor
JzL
Donald Tusk odwiedził biedną miejscowość na Podkarpaciu. Spotyka się z wójtem i pyta, jakie są trzy największe problemy regionu.– Pierwsza sprawa to szpital – mówi wójt. – Budynek jest, ale brakuje lekarzy.Tusk wyciąga telefon, rozmawia chwilę i oznajmia:– Załatwione. Za tydzień będą lekarze.– Druga sprawa to woda – ciągnie wójt. – Woda jest, ale tartak powyżej miasteczka zanieczyścił potoki i ujęcia.Tusk znowu sięga po telefon i po kilku krótkich zdaniach wypowiedzianych do telefonu oświadcza:– Załatwione. W ciągu miesiąca zrobią tu pełną rekultywację, a tartak zapłaci odszkodowania mieszkańcom.– A trzecia sprawa? – pyta Tusk.Wójt wzdycha:– Trzecia to telefony komórkowe. Tu nie ma zupełnie zasięgu.Premier Donald Tusk:- To ja załatwiłem zgodę na ekshumacje na Wołyniu- To ja wybudowałem tunel pod rz. Świną- To ja przekopałem kanał na Mierzei Wiślanej- To ja wprowadziłem 500 plus - To ja wprowadziłem 13 i 14 emeryturę- To ja wzmocniłem Wojsko Polskie- To ja... 
tricolour
Wiesz, mnie naprawdę dziwi, jak można być takim głupim debilem, by napisać:"Na Zachodzie (Niemcy, Francja, Anglia, Holandia etc.) od dawna funkcjonowała nieformalna zasada: dojeżdżasz do końca zablokowanego pasa i dopiero tam zjeżdżasz na suwak. Formalnie wpisano to do kodeksów ruchu mniej więcej 25 lat".Jedziesz sobie 130km/h, a po Niemczech 220km/h, dojeżdżasz do końca zablokowanego pasa i zjeżdżasz na suwak. Uważam, że 10 metrów wystarczy z zapasem. 150 milisekund na zmianę pasa, a co.Ale jest też bardzo dobra informacja: szczytem kultury jest nazywanie debila debilem więc nazywanie koziej brody głupim debilem wynosi mnie na wyżyny kultury blogowej. Zachęcam cię do kulturalnego zachowania na naszych blogach. 
Zofia
Podjął pan bardzo dobry temat i wpisy czytało się z zainteresowaniem. W następnej części tego cyklu proszę podjąć temat charakterów społeczeństwa. Bo nie jesteśmy jednorodnym Narodem.