Jeszcze kilka tygodni temu można było mieć wrażenie, że sytuacja na prawicy, choć trudna, wciąż pozostawia przestrzeń do politycznego manewru. Konflikt między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim nie został rozstrzygnięty, ale udało się uniknąć otwartego rozłamu. Pisałem wtedy o możliwości scalenia zamiast rozpadu, o potrzebie zatrzymania procesu dezintegracji, zanim stanie się nieodwracalny. Nawet scenariusz powrotu Zbigniewa Ziobry próbowałem rozpatrywać nie w kategoriach legendy czy romantycznego mitu politycznego wygnańca, ale jako potencjalny ruch strategiczny - próbę odzyskania inicjatywy, zszycia rozchodzących się frakcji i odbudowy politycznej wiarygodności. To był jeszcze moment, w którym można było zakładać, że prawica stoi przed wyborem trudnym, ale nie tragicznym. Dziś sytuacja wygląda już inaczej. Bo zamiast powrotu, konfrontacji i odzyskiwania inicjatywy, coraz bardziej dominuje obraz wyjazdów, zniknięć, politycznych schronień, emocjonalnych monologów i oblężonej twierdzy, która coraz bardziej rozmawia już tylko sama z sobą. I właśnie to jest największy dramat obecnej prawicy. Nie sam spór z rządem. Nie nawet zarzuty wobec Ziobry czy Romanowskiego. Nie brutalność politycznej wojny. Największym problemem staje się utrata kontaktu z rzeczywistością polityczną i społeczną.
Prawica zaczyna mówić wyłącznie do własnego plemienia.
Dyskusja pod moim ostatnim tekstem była pod tym względem wręcz modelowa. Próbowałem opisać prosty mechanizm polityczny, że można jednocześnie krytykować obecny rząd, mieć wątpliwości wobec części działań prokuratury i dostrzegać brutalność politycznej wojny, a jednocześnie rozumieć, że ucieczka od publicznej konfrontacji wygląda fatalnie w oczach umiarkowanego wyborcy. To naprawdę nie była teza skomplikowana. A jednak ogromna część komentarzy w ogóle nie odnosiła się do sedna problemu. Zamiast tego dostaliśmy „reżim”, „siepaczy”, „mafijny rząd”, „Tyfusa”, „mordercze intencje”, „bagażniki śmierci”, „bandy”, „Norymbergę dla opozycji”, i wielką teorię politycznego spisku obejmującego już niemal cały świat. Czyli dokładnie to, o czym pisałem wcześniej przy okazji SAFE - emocjonalny spektakl który całkowicie pożera analizę rzeczywistości. A polityka nie wybacza utraty kontaktu z rzeczywistością.
Problem polega na czymś znacznie poważniejszym.
Najtwardszy elektorat zawsze wszystko wybaczy. On wybaczy błędy, chaos, niespójności, sprzeczności a nawet polityczne katastrofy. Problem polega na tym, że wybory wygrywa się nie najtwardszym elektoratem. Wygrywa się centrum. Ludźmi umiarkowanymi. Ludźmi zmęczonymi wojną plemienną. Ludźmi, którzy nie siedzą całymi dniami w politycznych bańkach emocjonalnych. I właśnie ci ludzie patrzą dziś na prawicę z coraz większym niepokojem. Bo co widzą? Nie spokojną pewność siebie. Nie siłę. Nie polityczną dojrzałość. Widzą chaos, wzajemne oskarżenia, emocjonalne wzmożenie, obsesję spisku i środowisko, które coraz bardziej reaguje agresją na każdą próbę chłodniejszej analizy. Każdy, kto nie powtarza partyjnej narracji słowo w słowo, natychmiast staje się „agentem Tuska”, „obrońcą reżimu”, „pożytecznym idiotą”, albo człowiekiem „oglądającym antypolskie media”. To już nie jest polityczna debata. To zaczyna przypominać mechanizm psychologicznego zamknięcia.
A przecież mogło być zupełnie inaczej.
Wyobraźmy sobie alternatywny scenariusz. Ziobro wraca. Staje publicznie do konfrontacji. Korzysta z każdej procedury prawnej. Rozbija zarzuty punkt po punkcie. Wykorzystuje media. Pokazuje dokumenty. Przechodzi do ofensywy politycznej. Wtedy cała narracja wyglądałaby inaczej. Nawet ludzie niechętni PiS mogliby powiedzieć: „dobrze, przynajmniej nie ucieka”. To byłby polityczny pojedynek. Tymczasem dziś coraz bardziej dominuje obraz unikania, przeciągania, politycznej emigracji i życia w przekonaniu, że samo emocjonalne wzmożenie własnego elektoratu wystarczy do odzyskania władzy. Nie wystarczy.
Prawica zaczyna popełniać błąd Platformy sprzed lat.
To paradoksalne, ale bardzo realne. Platforma przez lata żyła w przekonaniu, że wystarczy pogarda wobec przeciwników, wystarczy własna bańka medialna, wystarczy mobilizacja najwierniejszych. I przegrała. Dziś część prawicy zaczyna wpadać dokładnie w tę samą pułapkę. Coraz mniej interesuje ją, jak wygląda w oczach zwykłych ludzi, co myśli umiarkowany wyborca, jak odbierane są konkretne zachowania polityków. Coraz bardziej interesuje ją wyłącznie utrzymanie emocjonalnej mobilizacji własnego plemienia. A to jest droga donikąd.
Najgroźniejsze nie są nawet zarzuty.
Najgroźniejszy jest obraz. Bo polityka jest brutalnie wizualna i psychologiczna. I dziś ten obraz wygląda tak. Politycy, którzy przez lata budowali aparat państwa, sami zaczynają wyglądać jak ludzie uciekający przed własnym systemem. Można tłumaczyć to politycznymi prześladowaniami. Można mówić o brutalności obecnej władzy. Można krytykować Bodnara, Żurka, Tuska czy media. Ale przeciętny człowiek nadal będzie zadawał jedno bardzo proste pytanie: „dlaczego nie chcą stanąć i walczyć publicznie?” I im dłużej nie będzie odpowiedzi na to pytanie, tym bardziej prawica będzie tracić nie swój betonowy elektorat, lecz ludzi normalnych, spokojnych, umiarkowanych. A bez nich żadna władza w Polsce nie istnieje długo.
Najbardziej ironiczne jest jednak coś innego.
Ogromna część komentatorów pod moim tekstem idealnie potwierdziła jego diagnozę. Im bardziej próbowałem rozmawiać o polityce, psychologii społecznej, strategii i odbiorze społecznym, tym bardziej odpowiedzi odpływały w apokalipsę, reżimy, zdrady narodowe, mafie, spiski i emocjonalne wojny totalne. Czyli dokładnie w to, co dziś najbardziej odstrasza zwykłego wyborcę. I być może właśnie tu kryje się największy problem prawicy. Nie w Tusku. Nie w Bodnarze. Nie w mediach. Tylko w tym, że część obozu zaczyna coraz bardziej wierzyć, iż politykę wygrywa się już nie przekonywaniem ludzi, lecz podtrzymywaniem permanentnego stanu emocjonalnego oblężenia. A historia polityki pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Oblężone twierdze potrafią długo krzyczeć, ale bardzo rzadko wygrywają wybory.
I kolejny raz udowodniłeś Heniek, że jesteś brakującym ogniwem w teorii Darwina.
po Naszych Blogach wychodzi z twoim kolegą @tricolour'em z tej samej stajni trolli.
Wasz "TrollsFather" poniżej
pbs.twimg.com
"Ziobro wraca"
Wróci, ale na swoich warunkach, a nie na warunkach reżimu Tuska. Rozpad prawicy byłby ... dobry.
Z całym szacunkiem do Prezesa Kaczyńskiego, ale on jest łatwym celem dla ferajny Tuska. Dobrze, że wybrał profesora Czarnka na przyszłego premiera. Ale żeby rządzić, trzeba mieć zdolności koalicyjne. A tych PiS nie ma. Dlatego rozłam w PiS i utworzenie nowego ugrupowania byłoby dobre.
Takim sprytnym sposobem wygrywał do tej pory niemiecki namiestnik, gauleiter Tusk. Był Palikot, potem Petru, a następnie Hołownia. Wszystko jechało na niezwykle agresywnym, wulgarnym i prymitywnym antypisie i osobistej wrogości Tuska wobec Kaczyńskiego, w którego Tusk bije jak w bęben. Taka agresywna antypolska retoryka Tuska przypomina propagandę niemiecką przed 2 wojną światową. Nieprzypadkowo Tusk obiecuje Polakom Norymbergę. Tusk ma swoje historyczne kompleksy i chce się odegrać na Polakach za wszelką cenę.
PS. Poniżej polityczny komentarz ministra Ziobro w TV Republika już z USA:
ZIOBRO KOMENTATOREM POLITYCZNYM REPUBLIKI W USA! Puentuje: „Mamy zagubiony RZĄD i zagubiony ŻUREK!”
youtube.com
Rozumiem sens części Twojego komentarza Uboot - szczególnie tego dotyczącego braku zdolności koalicyjnej PiS. To rzeczywiście jeden z największych problemów prawicy. Ale właśnie dlatego nie rozumiem pochwały dla kolejnego rozłamu. Dzisiejsza ordynacja premiuje duże bloki, a nie kolejne najbardziej najprawdziwsze prawice”. Każde następne pęknięcie oznacza po prostu mniej mandatów i większą przewagę KO.
Mam też wrażenie, że coraz więcej osób po prawej stronie zaczyna mylić politykę z internetową wojną emocji. „Gauleiterzy”, „reżim”, „antypolskie ferajny”, „Norymbergi”, to może mobilizuje własne komentarze, ale nie buduje większości społecznej. Zwykły wyborca nie analizuje polityki jak forumowy rewolucjonista, tylko patrzy, kto wygląda poważnie i jest zdolny do rządzenia państwem.
I dokładnie o tym był mój tekst. Prawica mogła wykorzystać chaos rządu, problemy gospodarcze i zmęczenie społeczne. Tymczasem coraz częściej sama produkuje chaos, który odstrasza umiarkowanych wyborców. Można nie lubić Tuska, można ostro krytykować władzę, ale jeśli odpowiedzią ma być niekończąca się wojna wszystkich ze wszystkimi na prawicy, to finał będzie dokładnie odwrotny od zamierzonego.
MJK1 = Może Jestem Kosmitą nr 1 napisał:
***„Gauleiterzy”, „reżim”, „antypolskie ferajny”, „Norymbergi”***
Ale to jest właśnie celowe i z premedytacją rozbijanie solidarności Polaków. Takie niezwykle agresywne publiczne napadanie na Polaków przez ppp. Tuska, Brauna czy Mentzena. Dodać to tego wyjątkową wulgarność i prymitywizm ataków na Polaków p. Lempart oraz p. Suchanow to będziemy mieli szerszy obraz jak się zdobywa i utrzymuje władzę w Bolanda.
PS Co do rozłamu w PiS to podtrzymuję moje zdanie. Rozłam jest dobry. Prezes Kaczyński jest już na wylocie z polityki i zaczną się walki o przywództwo po nim. Warto, aby wyborcy mieli jakiś sensowny wybór. A nie ciągle goście z 5 wymiaru jak Stan Tymiński z Kanady z czarną teczką na TW Bolka, który powrócił oczywiście do Konfy p. Brauna :)
I znowu nic nie zrozumiałeś Uboot. Ja właśnie pisałem o języku używanym głównie przez część prawicy i jej najbardziej emocjonalnych komentatorów. To przecież z tamtej strony padają dziś hurtowo „gauleiterzy”, „reżimy”, „Norymbergi”, „ferajny”, „zdrajcy”, „okupanci” i inne publicystyczne granaty. I dokładnie o tym pisałem. Taki język może dobrze działać we własnej sekcie, ale fatalnie działa na ludzi spoza niej. Normalny wyborca nie chce codziennie słuchać, że żyje w Bolandzie pod niemiecką okupacją, tylko chce wiedzieć, kto ma rozsądny plan na państwo.
Co do rozłamu, oczywiście można uważać, że po Kaczyńskim potrzebne będzie nowe otwarcie. Tylko polityka to nie terapia grupowa ani casting na najbardziej prawdziwą prawicę. Ordynacja jest brutalna. Podzielona prawica może mieć rację, emocje i patriotyczne uniesienia, a potem obudzić się z mniejszą liczbą mandatów i kolejną kadencją Tuska.
Dokonam syntezy niekrótkiej wypowiedzi wątkodawcy dwoma slowami:
Jagodno górą!
"Jagodno górą!"
Wiceprezydent Warszawy p. Machnowska-Góra miała ojca, komendanta komisariatu MO na ul. Jezuickiej w Warszawie, na którym skatowano Grzegorza Przemyka w 1983 roku:
youtube.com
Dialog Trójkolora z Ubootem idealnie potwierdza tezę mojego wpisu. Zaczynamy od rozmowy o strategii prawicy, wiarygodności polityków i skutkach sprawy Ziobry, a po dwóch komentarzach lądujemy w komisariacie MO z 1983 roku. Jeszcze chwila i ktoś odkryje, że Jagodno odpowiada za upadek Cesarstwa Rzymskiego.
To nie jest polityczna analiza, tylko internetowy ping-pong skojarzeń. Emocje zastępują myślenie, a symbole zastępują argumenty. Potem wszyscy są zdziwieni, że normalny wyborca przestaje to traktować poważnie.
Obejrzałem niedawno serial pt. "Przesmyk" z Leną Górą w roli głównej. Bardzo dobry film szpiegowski o dynamicznej wartkiej akcji.
Przesmyk (serial telewizyjny)
pl.wikipedia.org
Przesmyk | trailer
youtube.com
PS. Niedawno obejrzałem na kanale Historia Realna wywiad Piotra Zychowicza z oficerem polskiego wywiadu płk Marcinem Falińskim, w którym obsztorcował serial szpiegowski pt. "Wojna zastępcza", który w "TVP w nieustającej likwidacji" wyprodukował Serb. Wiadomo Serbowie trzymają sztamę z Rosją i nienawidzą zachodu. Polski wywiad został przedstawiony jako banda głupków i nieudaczników, a wywiad z Rosji jako doskonały a la James Bond. :)
@mjk
I dlatego nie zagłosuję na PIS, bo PIS do mnie nie mówi. A gdy już ktoś z pisu się do mnie odezwie, to najczęściej tak, jak na NB, co mnie tylko utwierdza w przekonaniu, by nie głosować na PIS.
PIS mówi do swoich, a w zasadzie nie mówi tylko oznajmia, co mają myśleć i jak się zachowywać. Mnie to nie dziwi, bo pierwszy nie mając rodziny, ktora uczy partnerstwa i kompromisów, uważa, że nie trzeba rozmawiać.
I dlatego Jagodno górą, bo Jagodno jest symbolem porozumienia mającego wspólny (choćby chwilowo) cel. A darmowa pizza jagodzieńska była stołem tego (chwilowego) porozumienia.
I to jest jeden (słownie jeden) rozsądny komentarz w całej tej dyskusji, bo dotyka problemu politycznego, a nie wyłącznie emocjonalnego Trójkolorowy. Prawica od miesięcy funkcjonuje w modelu mobilizacji własnej sekty. Ciągle mówi do ludzi już przekonanych, używa coraz mocniejszych słów, coraz ostrzejszych etykiet i coraz częściej traktuje każdego sceptyka jak zdrajcę albo leminga. Problem w tym, że wybory wygrywa się nie tylko twardym elektoratem, ale ludźmi pośrodku, tymi, którzy chcą być przekonani, a nie strofowani. I tu jest paradoks, który wielu ignoruje. Jagodno nie było symbolem pizzy ani wielkiej ideologii. Było symbolem wspólnoty celu. Ludzie stali godzinami, bo mieli poczucie uczestnictwa w czymś ważnym i wspólnym. Można się z tym politycznie nie zgadzać, ale nie można udawać, że tego zjawiska nie było. Tymczasem prawa strona często odpowiada dziś na wszystko obrażaniem wyborców, wyśmiewaniem głupiego społeczeństwa albo licytowaniem się na coraz bardziej apokaliptyczne hasła. A potem pojawia się zdziwienie, że ktoś mówi: „PiS do mnie nie przemawia”. Polityka to nie tylko racja. To również język, emocje i zdolność budowania szerszej wspólnoty niż własny komentarzowy zaścianek. I jeśli prawica tego nie zrozumie, to może mieć rację w wielu sprawach, a mimo to dalej przegrywać wybory.
MJK1 = Może Jestem Kosmitą nr 1 napisał:
"Ludzie stali godzinami, bo mieli poczucie uczestnictwa w czymś ważnym i wspólnym."
Ano, zmobilizowała ich niemiecka pizza i hasło je*ać PiS. To rzeczywiście epokowe wydarzenie. Zagłosowali w nocnej kolejce za niemiecką 69-letnią pizzą. Wybrali kogo chcieli i mają to czego chcieli. Chcącemu nie dzieje się krzywda.
PS. Ja nie jestem z PiS-u, ani z innej partii, więc nikogo nie agituję. Jak ponownie wybierzecie niemieckiego gauleitera to nie spełnią się mroczne wizje, które kilka razy już przytaczałem i wcale nie jestem ich fanem. Wręcz przeciwnie. Toż to koszmar i nadchodzący Armagiedon ludzkości :)
To jest naprawdę fascynujące Uboot. Ja piszę o języku polityki o budowaniu wspólnoty, o tym dlaczego część wyborców odpływa od prawicy, a odpowiedź brzmi: „niemiecka pizza”, „gauleiter” i „Armagiedon ludzkości”. Czyli dokładnie demonstracja problemu opisanego w tekście wręcz modelowa. Ty chyba nadal nie rozumiesz, że ja nie analizowałem menu z Jagodna, tylko mechanizm polityczny. Ludzie nie stali po pizzę. Stali, bo mieli poczucie wspólnego celu i emocjonalnej mobilizacji. Można uważać ten cel za błędny, naiwny albo szkodliwy, ale jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego to działało społecznie, to potem przegrywa wybory i tłumaczy wszystko „niemiecką pizzą”.
I jeszcze jedno. To jest właśnie ten język, który odstrasza normalnych ludzi od prawicy. Nie Tusk, nie TVN, nie system, tylko nieustanne życie w publicystycznym bunkrze, gdzie każdy przeciwnik jest gauleiterem, każda porażka spiskiem, a każda analiza zdradą. Naprawdę warto czasem wyjść poza internetowy zaścianek i zauważyć, że większość wyborców nie żyje w świecie „Armagiedonu ludzkości”, tylko martwi się rachunkami, bezpieczeństwem, kredytem i przyszłością dzieci. I od polityków oczekuje powagi, a nie niekończącego się konkursu na najbardziej apokaliptyczny komentarz pod artykułem.
"Nie Tusk, nie TVN, nie system,"
Jak ludzi nie odstrasza stacja TVN założona ze środków zgromadzonych na Panamie, a na Panamie prano krwawą kasę pochodzącą z afery FOZZ, to co ja szaraczek, szary człowiek, mogę?
Jak ludzi nie odstrasza premier Tusk obiecujący Polakom urządzenie procesów norymberskich, to co ja mogę?
Jak ludzi nie odstrasza system bezprawia stworzony przez premiera Tuska, według przepisów podanych przez Klausa Bachmanna. czyli wykorzystanie sił Polaków typu prokuratura, sądy i policja przeciwko samym Polakom, to co ja mogę?
Ale może ludzi odstrasza Armagiedon, którego wizje przytaczałem na NB? Szczerze w to wątpię. NB nie ma takich zasięgów jak np. TV Republika, a tam nie podają takich mrocznych wizji różnych dziwnych nawiedzonych ludków, takich jak ja :)
Znowu rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach Uboot. Ja nie pisałem o tym, czy wyborców PO odstrasza TVN, Tusk albo Bachmann. Pisałem o czymś znacznie prostszym. Dlaczego część wyborców nie głosuje na prawicę, mimo że jest rozczarowana obecną władzą. I odpowiedź brzmi, bo zamiast spokojnej argumentacji często dostaje „FOZZ”, „gauleiterów”, „Boland”, „Armagiedon”, „niemiecką okupację” i kolejne wielkie teorie obejmujące pół świata. To może mobilizować najtwardszy elektorat, ale przeciętny człowiek po pięciu minutach takiej narracji po prostu wyłącza ekran. Naprawdę nie trzeba bronić Tuska ani TVN, żeby zauważyć, że prawica sama sobie często odbiera wiarygodność językiem totalnej katastrofy. Polityka nie polega na tym, kto głośniej krzyknie koniec cywilizacji, tylko kto przekona spokojnego wyborcę, że umie rozsądnie rządzić państwem.
MJK1 = Może Jestem Kosmitą nr 1 napisał:
"czy wyborców PO odstrasza TVN, Tusk albo Bachmann"
Jak nie odstrasza to nie ma problemu. Gorzej gdyby odstraszało. Poza tym już PO nie ma, jest KO, czyli Kłamcy Oszuści.
PS Gdyby nie daj Boże wygrała jednak ta znienawidzona "prawica" z PiS, to Armagiedon się zbliża. To jest ten jezyk katastrofy, którego ja używam, ale nie "prawica" czyli PiS. Wiadomo, że prawdziwa prawica to Konfy, żaden PiS.
PiS punktuje po prostu nieudolne rządy lewizny, czyli Tuska i Czarzastego. To proste zadanie. Wszystko likwidują i na nic nie mają kasy. Nic się nie opłaca, oprócz sieciówek, interesy się zwijają do sąsiednich krajów. Ludzie się w końcu kapną, zagłosują ponownie na PiS i Armagiedon gotowy. Wcale tego nikomu nie życzę. Ale ponoć Niemcy dostaną łupnia. Przed tym przestrzegam. W sumie Niemcy mają 7 brygad, a Polska 15. Czy K-K zdoła rozmontować polską armię? Życzę powodzenia. Nikt nie życzy sobie milionów ofiar po polskiej stronie. Najlepiej się od razu poddać i wyjechać na przymusowe roboty do Bauera. Nikogo ponadto nie interesują ofiary zagraniczne, ponoć jeszcze większe. Tu widać brak litości, czyli humanitaryzmu głoszących takie wizje :)
Dlaczego to wszystko Polaków już nie odstrasza?Bo ich to nie obchodzi....Ważne jest tu i teraz, jak impreza techno uświetniona nie tylko głośną muzyką i migającymi światełkami ale spędem glonojadów,wszelkiej maści nowobogackich chamów, ,,elytami''tłumnie przybyłymi by się darmo nażreć i ochlać. O randze nadanej imprezie świadczyło wybrane miejsce -Pałac w Wilanowie i patronat sprawowany przez Ministra Kultury Cienkowską która z kulturą niewiele ma wspólnego i dyrektora muzeum,który chyba nie wie co to muzeum.Impreza okazała się nader udana, choć powodowała niezadowolenie mieszkańców, a pobojowisko pozostawione przez bawiące się chamstwo pokazano w telewizji, zniszczone pieczołowicie pielęgnowane trawniki, stosy smieci i butelek.Oczywiście to podatnicy a nie pańcia Cienkowska zapłacą firmom remontowym i sprzątającym .Przecież wychowani na ośmiu gwiazdkach i nienawiści, na obiecywanych dla śmiechu konkretach ,lekceważący bezprawie i reżim już nie wiedzą co to kultura i wartości.Z łatwością łykną też co im do łbów wbije bloger na NB o bańce,wojnie plemiennej,o tym że nie ma reżimu i że czeka ich dalsza walka z prawicą.
Znowu nie zawiodłaś Droga Sake i dokładnie potwierdziłaś to, o czym pisałem. Rozmawiamy o strategii politycznej prawicy, o tym jak odzyskać wiarygodność i przekonać ludzi spoza własnej bańki, a Ty nagle przenosisz dyskusję na techno, glonojadów, śmieci w Wilanowie i „elyty”.
Naprawdę nie o tym był ten tekst.
Ja nigdzie nie napisałem, że nie ma reżimu, że wszystko jest świetnie ani że obecna władza nie popełnia błędów czy nadużyć. Pisałem coś dużo prostszego - jeśli każdą dyskusję sprowadza się do apokaliptycznych obrazów chamstwa, degeneracji, okupacji i upadku cywilizacji, to przestaje się rozmawiać z normalnym wyborcą, a zaczyna się przemawiać wyłącznie do własnego emocjonalnego kręgu. I właśnie dlatego prawica ma dziś problem z poszerzaniem poparcia. Bo zamiast mówić językiem konkretów, państwa i gospodarki, coraz częściej wpada w ton nieustannego moralnego końca świata. A przeciętny człowiek, nawet jeśli krytycznie ocenia rząd, chce wiedzieć przede wszystkim, kto potrafi spokojnie i poważnie rządzić Polską, a nie kto napisze bardziej gniewny komentarz o glonojadach i ośmiu gwiazdkach.
Ja może i nie zawiodłam ale pan mnie owszem zawiódł i to na całej linii. Nawet takie zdarzenia jak ta chamska impreza jest ważna .Ona i wiele innych pozornie drobnych i nieistotnych wpływają w sumie na cały patologiczny system rządzenia.Pan o nich nie chce słuchać,ani ich dostrzec po to żeby podziwiać wizerunek Polski dobrze rządzonej,dobrze widocznej z Brukseli i chwalonej w niemieckich mediach.Pana po prostu nie obchodzą realia tylko pojedynczy skostniały pogląd jak dołożyć prawicy.Pan nie chce słyszeć o innych niż pańskie poglądy,bo nie wpisują sie w pana tezę, pod którą mamy się podpisać a nie polemizować. Właśnie te drobne realia,jak pokoje wypoczynkowe w ministerstwie, sprawa bezczelnego Lenza czy sprawa z Kłodzka gdzie skazana na 6,5 roku oskarżona chodzi spokojnie na wolności ,nieuzasadnione dotacje dla ,,swoich'' tez mają znaczenie,a cóż dopiero jak się poruszy problemy długu,mafii watowskiej,szpitali edukacji.Pan to wszystko wrzuca do worka z napisem,,emocje'',zawiązuje worek i wyrzuca zastępując je ,,chłodnymi analizami''.
Myślę, że po prostu inaczej patrzymy na politykę i chyba dalsza dyskusja niewiele już zmieni. Ja nie twierdzę, że te wszystkie sprawy są nieważne ani że obecna władza jest wolna od błędów, afer czy zwykłej arogancji. Twierdzę tylko, że polityka oparta wyłącznie na emocjonalnym oburzeniu i poczuciu permanentnej katastrofy nie wystarcza do przekonania większości społeczeństwa.
I właśnie o tym był mój tekst - nie o obronie rządu, tylko o problemach samej prawicy z poszerzaniem poparcia. Można mieć rację w wielu sprawach, a jednocześnie przegrywać sposób komunikacji z normalnym wyborcą.
Dlatego zostanę przy swoim zdaniu: mniej apokalipsy, więcej konkretów. Mniej wzajemnego nakręcania emocji, więcej spokojnego przekonywania ludzi. Bo od samego oburzenia jeszcze żadna strona trwale nie wygrała polityki.
"Twierdzę tylko, że polityka oparta wyłącznie na emocjonalnym oburzeniu i poczuciu permanentnej katastrofy nie wystarcza do przekonania większości społeczeństwa."
Ciekawe, podam kontrprzykład. Premier Tusk rozbudził dzikie antypolskie emocje wśród post-komunistów, choć wcześniej w 2009 sam obniżył im emki i renty za służbę w czasach PRL. Teraz postawił na te skrzywdzone służby PRL i zwrócił im wszystko z procentami, bo Kaczor obniżył im do minimalnej krajowej - niezgodnie z konstytucją. Zagrał na emocjach, że Kaczyński ukradł Polakom miliardy, 400 mld w 2023, a w 2024 już tylko 100 mld. Że Kaczyński zabrał emki i renty funkcjonariuszom PRL. Że on sprawi, że paliwo będzie po 5,19, a kwota wolna od podatków wzrośnie dwukrotnie do 60 tys. No po prostu raj na Ziemi. Świetny pijar i gra na emocjach skrzywdzonych przez reżim Kaczora :) Tylko że ja doskonale pamietałem co oznaczają rządy premiera Tuska z lat 2008-2014 i nei dałem sie nabrać ponownie. Rekordowa dziura budżetowa rekordowy dług publiczny. Poprzednio szalał seryjny. teraz zginął poseł L. Od razu wiadomo, że brak udziału osób trzecich, sam wpadł na maskę, a potem pod samochód i jego wina :)
@u2
Nie, osiem gwiazdek nie ma siły mobilizowania, to tylko plakat, już zresztą przebrzmiały i nie używany. Wydaje się, że żyje tylko w przestrzeni pisowskiej wiec był celny. Zresztą był też niezrozumiany (co oczywiste, bo prezes nie wyjaśnił), bo slowo je*** oznaczało nie czynność seksualną tylko obojętność, by robić swoje. Obojętność jest asertywna.
Siłę mobilizacji mają za to takie słowa, jak niżej, skierowane wprost do mnie, cytuję:
JzL
27.04.2026 23:54
Za rok to wam palanty zrobimy z dupy jesień średniowiecza tuskowy smieciu
Więc nie ma takiej możliwości, bym zagłosował na tych, którzy tak do mnie mówią. Bez względu na cenę. Jego i moją.
Lekko zawiany i mocno napalony napisał:
"Za rok to wam palanty zrobimy z dupy jesień średniowiecza tuskowy smieciu "
To funkcjonuje tylko w twojej wyobraźni. Je*ać PiS i Wypier*alać funkcjonuje w przestrzeni publicznej. Odnieśliście sukces. Zohydziliscie Polakom Polaków. Mnie to nic a nic nie przeszkadza. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Może jednak nie dojdzie do tego Armagiedonu, który niebacznie opisywałem kilka razy na NB? Oby. Premier Tusk nawiedził niedawno Watykan, może uratuje Watykan przed zalaniem i ucieczką Papieża do Częstochowy? Niezbadane są wyroki Boskie :)