Otrzymane komantarze

Do wpisu: Waluty dobre, waluty złe...
Data Autor
spike
@andrej, ty się tak nie denerwuj, znasz ten dowcip, jasiu pyta mamy, czy Pan Bóg wie wszystko, mama odpowiada, że tak, a wie co Kowalski ma w piwnicy? , też wie, odpowiada mam, Jasiu nato, - to nieprawda, pan Bóg nie wie, bo Kowalski nie ma piwnicy". - - - z Prezesem NBP jest trochę inna historia, NBP emituje pieniądze, dokładnie wie ile dostaje, nie rozdaje ich z samolotu jak leci, ale co wydaje to zapisuje, podobnie jak pieniądz wpływa też zapisuje, do tego wie ile pieniędzy ludzie mają na kontach, bilansuje to i wychodzi mu jaka jest różnica, stąd wie ile kasy jest w kieszeni obywateli w tym ile masz ty, owszem nie precyzyjnie, ale wie. - - - - - Nasz św.pamięci babcia, z zawodu księgowa, od zawsze prowadziła swoją księgowość, takie "zboczenie zawodowe", więc liczyła ile dostała pensji, ile z niej wydawała na życie i inne zakupy, wiedziała ile zostaje i le może wpłacić na konto. O każdej porze dnia można ją było zapytać o kasę, zawsze dokładnie wiedziała, dodać należy, że w czasie jak to robiła, internetu i e-bankowości nie było, po pieniądze i z pieniędzmi było trzeba iść do banku. Swoją księgowość uprawiała do późnej starości.
Grzegorz GPS Świderski
Jeżeli depozyty w obiegu byłyby równowartością gotówki w sejfach banków, to suma depozytów na żądanie misałaby być mniejsza lub równa sumie gotówki w kasach banków. Tymczasem z definicji NBP wynika coś dokładnie odwrotnego: gotówka w kasach banków jest liczona w M0, a depozyty na żądanie klientów są liczone w M1 — i M1 jest wielokrotnie większe od M0.To oznacza, że depozyty nie są równowartością gotówki w sejfach, tylko zobowiązaniami banków, które krążą w obiegu jako środek płatniczy. Gdyby depozyty były równowartością gotówki, bankowość rezerw cząstkowych nie mogłaby istnieć, a banki nie miałyby problemów płynnościowych przy masowych wypłatach. A mają.To nie jest kwestia interpretacji ani statystyki. To jest sprzeczność logiczna między intuicją skarbca a definicjami agregatów. Jeżeli M1 jest dużo większy od M0, to reszta nie leży w sejfach — tylko powstaje jako zapis kredytowy.
spike
Grześ, daj sobie spokój z ekonomią nie tylko światową, nikt nie może cokolwiek zmienić, poza paroma osobami "starożytnego pochodzenia", a oni nie są tym zainteresowani, ich od zawsze interesowały zyski. - - - - - Napisz notkę o fotowoltaice, wiatrakach i jaką my mamy korzyść z tego, wtedy sobie pogadamy, te sprawy są nam bliższe, a kogo interesuje "sobie i muzom" ekonomia, to ma pod ręką GPT i będzie wiedział co ty.
AndrzejR2
To co powyżej to standardowy bełkot wygenerowany przez AI. Halucynacji nie sposób komentować. Chyba żeby coś przyjarać, ale ja nie jaram.Wolę odnieść się do twoich oryginalnych treści, które są tak pełne tajemnic, że aż ciarki chodzą po plecach.Na przykład tajemnica z notki „Tajemnica półtora biliona złotych, których nie ma w żadnym sejfie” i wbrew pozorom nie chodzi o tajemnicę objawioną w tytule tej notki. Chodzi o przerażająco złowrogą tajemnicę wyzierającą z uzasadnienia tajemnicy objawionej w tytule tamtej notki. Żeby ci to uzmysłowić przytoczę tu definicje tych „agregatów” M0 i M1.Są to definicje ogłoszone przez NBP w celu objaśnienia do jakich wartości odnoszą się te „agregaty”, których wielkości NBP publikuje co miesiąc. Oto te definicje: Pieniądz M0 – pieniądz rezerwowy banku centralnego obejmuje pieniądz gotówkowy w obiegu (z kasami monetarnych instytucji finansowych (MIF)) oraz środki na rachunkach bieżących (w tym depozyty na koniec dnia) i rachunkach rezerwy obowiązkowej (banków nieposiadających rachunku bieżącego w NBP) utrzymywane przez krajowe pozostałe MIF w NBP.Pieniądz M1 – pieniądz gotówkowy w obiegu (poza kasami MIF) oraz depozyty i inne zobowiązania bieżące (złotowe i walutowe) wobec podmiotów krajowych innych niż MIF i instytucje rządowe szczebla centralnego.Po prostu M0 to pieniądze w poza bankami, w kasach banków i zdeponowane przez banki w NBP,zaś M1 to pieniądze w poza bankami i pieniądze zdeponowane w bankach i zobowiązania bieżące banków wobec ich klientów.Gdzie tu tajemnica? No w tych pieniądzach w obiegu (poza bankami). Przecież wyraźnie napisałeś, że pieniądz w obiegu to pieniądze fizyczne, które można wziąć do ręki, no po prostu papier i metal, a reszta to nie papier i nie  metal, a siłą nabywcza, cokolwiek by to było.Tą złowrogą tajemnicą jest to, skąd prof. Glapiński wie ile pieniędzy jest w obiegu? Przecież te pieniądze w obiegu to te, które mam w portfelu, ale też te, które ukryłem w książkach na półkach, gdy nikt nie patrzył. I nie tylko ja, przecież gotówkę trzyma miliony Polaków. Mało tego, przecież przedsiębiorcy zajmujący się handlem detalicznym utrzymują stały zapas gotówki, hipermarkety też. I nikt tej gotówki na koniec miesiąca nie liczy i nie raportuje do NBP. Zatem skąd do k… n… Glapiński wie ile gotówki mam w portfelu, a ile w ogródku i czy zna lokalizację GPS gdzie to zakopałem. Jestem w szoku jak oni nas szpiegują i co jeszcze o nas wiedzą.Napisz proszę, że tylko żartowałeś, bo od poprzedniej soboty trudno mi zasnąć.
mjk1
I teraz powiedz nam Grzesiu-ekonomisto, kto gdzie i kiedy ma zamiar ten Twój idealny system wprowadzić w życie? 
Do wpisu: Kreacja waluty fiducjarnej z powietrza przez kredyt!
Data Autor
mjk1
Panie Bartoszu. Rozróżnienie na deflację z wydajności i deflację długową ma sens tylko w modelu teoretycznym bez długu. W realnej gospodarce, gdzie dług jest powszechny i nominalny, każdy spadek cen automatycznie zwiększa realny ciężar długu, niezależnie od przyczyny deflacji. Matematyka długu nie widzi, czy ceny spadły z powodu technologii czy kryzysu. Dlatego w praktyce deflacja z wydajności bardzo łatwo przechodzi w deflację długową: spadają ceny i przychody, raty pozostają nominalnie takie same, rośnie presja na dłużników, co ogranicza popyt i kredyt. To nie jest kwestia interpretacji, tylko konstrukcji systemu pieniężnego.ASE trafnie krytykuje zniekształcanie sygnałów przez kredyt, ale zakłada świat, w którym dług jest marginalny i w pełni oparty na realnych oszczędnościach. Taki świat historycznie nie istniał, nawet pod standardem złota. W gospodarce z rozwiniętym kredytem, twardy pieniądz nie eliminuje problemu, tylko przesuwa go w stronę chronicznej deflacji i wzrostu realnego zadłużenia.Spór dotyczy więc nie opisu mechaniki, lecz wniosków systemowych. Stała podaż pieniądza w świecie długu nie stabilizuje gospodarki, tylko ją usztywnia.
Grzegorz GPS Świderski
Póki nie przerosisz za chamskie ataki ad personam i nie obiecasz poprawy, nie licz na rozmowę ze mną.
Grzegorz GPS Świderski
Tu rozwijam tę kwestię konkurencji: naszeblogi.pl
Bartosz Jasiński
Panie Grzegorzu, z konkurencją walut jako ideą da się dyskutować i to jest ciekawy kierunek: nie „jedna święta waluta”, tylko wybór i odpowiedzialność. Tylko ja bym to doprecyzował „po ziemi”: konkurencja działa fajnie, jeśli ludzie mają realną możliwość wyboru, niskie koszty zmiany i jasne zasady (np. rozliczenia podatkowe, egzekucja umów, brak faworyzowania jednej waluty przepisami). Inaczej to się robi „konkurencja na papierze”, a w praktyce i tak wygrywa to, co państwo podkręci regulacją. Co do krypto: jasne, Mises/Hayek tego nie znali, ale część intuicji dalej pasuje (informacja, zaufanie, koszty błędu, ryzyko cykli). Różnica jest taka, że krypto ma swoje „choroby wieku dziecięcego” (zmienność, spekulacja, ryzyka infrastruktury), więc raczej jako element miksu, a nie cud-lekarstwo na wszystko.
Bartosz Jasiński
Pisząc „deflacja deflacji nierówna” miałem na myśli, że spadek cen może brać się z dwóch zupełnie różnych mechanizmów:Deflacja „z wydajności” – ceny spadają, bo rośnie produktywność/technologia i rzeczy da się wytwarzać taniej. Wtedy to nie musi „zabijać gospodarki”, tylko oznacza, że za te same pieniądze kupuje się więcej.Deflacja „długowa/kryzysowa” – ceny spadają, bo pęka bańka kredytowa, banki przykręcają finansowanie, ludzie tną wydatki, a realny ciężar długu rośnie. To potrafi robić spiralę: mniej zakupów → mniej przychodów → zwolnienia → jeszcze mniej zakupów. I to jest ta deflacja, która boli najbardziej.I tu dochodzimy do ASE: ona patrzy na pieniądz głównie jako nośnik informacji. Stopa procentowa ma mówić, ile jest realnych oszczędności i na co faktycznie nas stać w inwestycjach. Gdy kredyt jest „kreowany z powietrza”, to te sygnały się fałszują: wygląda jakby kapitału było więcej, ruszają inwestycje „na tani pieniądz”, a potem przychodzi korekta (boom → przeinwestowanie → krach). Dlatego ASE krytykuje nie sam kredyt, tylko kredyt oderwany od realnych oszczędności.Rozumiem też Pana argument, że „twardszy pieniądz” w świecie pełnym długu może być „gorszy” od fiducjarnego, jeśli robi się to nagle — bo wtedy łatwo właśnie o deflację długową. Ale to już jest spór o przejście i reguły gry, a nie o sam opis mechaniki kreacji pieniądza (tu się zgadzamy, że wpis Grzegorza jest poprawny).
mjk1
To nie atak na Pana. To tylko stwierdzenie faktu i za każdym razem ze szczegółowym uzasadnieniem do którego Pan nie potrafi się odnieść.
Grzegorz GPS Świderski
Ataki ad personam to chamstwo.
mjk1
I znowu potwierdził Pan, to co napisałem. W zalinkowanym materiale jest napisane jak byk : "Szko­ła au­striac­ka nie pró­bu­je ste­ro­wać go­spo­dar­ką. Pró­bu­je ją zro­zu­mieć...". Rozumiem, że Pan wprowadzając do gospodarki kryptowaluty, nie próbuje sterować gospodarką, tylko ja zrozumieć. I najważniejsze: chiński model podwójnej waluty to nie keynesizm. Znów musi się pan douczyć podstaw ekonomii.
Grzegorz GPS Świderski
naszeblogi.pl
mjk1
Ludzie, chyba piekło zamarzło? Panie Grzegorzu, Pan to naprawdę napisał! Jednym wpisem zaorał Pan całą ideę ASE, której z taką determinacją Pan bronił. "Mises, Hayek czy Rothbard nie znali kryptowalut, więc ich teorie w ramach ASE są o to uzupełniane przez ich uczniów". Na dziś tylko przez Pana, bo żadnych innych uczniów nie widzę, chyba, że w Konfie, albo u Brunatnego. Co do meritum, wsadzenie kryptowalut do ASE, to tylko i wyłącznie pańska teoria. Pozwoli Pan, że przedstawią swoją. Mises, Hayek czy Rothbard nie znali drugiej waluty w Chinach czyli niezależnego Renminbi, bardziej znanego jako Yuan , więc ich teorie w ramach ASE uzupełnił niejaki MJK (Majkel Dżej Ka, żeby tak bardziej po amerykańsku brzmiało) i teraz dopiero ASE została uwolniona od swojej głównej wady, czyli pieniądza opartego na długu.I która teoria jest teraz właściwa? Pańska, czy moja? Słowo przeciw słowu? Nie brutalna rzeczywistość Panie Grzegorzu. Chińczycy właśnie zaorali całą zachodnią ekonomię a lansowana przez Pana ASE nie została wprowadzona nigdzie na Świecie. Z kryptowalutami, czy bez.Proszę się nie gniewać, ale nie mam zamiaru przepraszać kogokolwiek za brak zrozumienia arytmetyki na poziomie piątej klasy szkoły podstawowej. Zawsze jednak może się Pan postarać o uzupełnienie swojej wiedzy.Pozdrawiam Pana.
Grzegorz GPS Świderski
Tylko że ja uważam, i to wielokrotnie napisałem i solidnie uzasadniałem w moich licznych wpisach, że poprawnym, właściwym, najlepszym systemem walutowym jest konkurencja. W warunkach konkurencji będą i waluty oparte na złocie, i waluty fiducjarne, i kryptowaluty, i każda znajdzie swoją niszę — i każda z osobna będzie miała inflację albo deflację. Mises, Hayek czy Rothbard nie znali kryptowalut, więc ich teorie w ramach ASE są o to uzupełniane przez ich uczniów.mjk1 przeszedł ostatnio z trybu merytorycznego w tryb chamskiego przysrywania ad personam, dlatego zmyśla i insynuuje, bo się zaraził tym od tutejszego chamstwa. Póki mnie nie przeprosi i nie obieca poprawy, to z nim nie dyskutuję.
mjk1
Nie wydaje mi się Panie Bartoszu. Wpis dotyczy kreacji pieniądza i jest całkowicie poprawny, co uczciwie napisałem. Ja natomiast pisałem nie o ASE, ale  o roli jaką powinien pełnić pieniądz wg. ASE, czyli też napisałem o pieniądzu. Dlaczego to jest jeszcze gorsze od pieniądza fiducjarnego rozwinąłem pod wcześniejszym wpisem Pana Grzegorza. W pańskim natomiast wpisie ciekawi mnie stwierdzenie dlaczego: "deflacja deflacji nierówna"? Jak mógłby Pan rozwinąć byłbym wdzięczny. 
Bartosz Jasiński
No właśnie – mechanika „pieniądz jako zapis” jest tu opisana poprawnie. A spór, który Pan dorzuca, to już nie bankowość, tylko model gospodarki.Tylko dwie rzeczy „po chłopsku”, bo tu jest dużo straszenia słowem DEFLACJA:Stała (albo twardsza) podaż pieniądza nie oznacza „zakaz kredytu”. Kredyt może być normalną pożyczką cudzych oszczędności, a nie „nowym pieniądzem z klawiatury”. ASE głównie czepia się tego drugiego: że kredyt jest pompowany sztucznie i potem mamy boom, a potem krach.Deflacja deflacji nierówna.I na koniec: tekst Grzegorza tu jest o tym jak to działa, a Pan mu wjeżdża w usta „złoto albo śmierć gospodarki”. To jest skrót. Da się dyskutować o wadach twardego pieniądza, ale w obecnym systemie też mamy „systemowego zabójcę”: dług + stałe dodruki + ukryty podatek inflacyjny, tylko rozłożony w czasie.A to „bladego pojęcia” – serio zbędne. Lepiej się trzymać konkretu: czy kredyt ma być pożyczką oszczędności, czy kreacją nowego pieniądza, i jakie są koszty jednego i drugiego.
mjk1
Szanowny Panie Grzegorzu. To, co Pan opisuje, czyli kreację pieniądza bankowego jako zapisu, rozróżnienie porządku prawnego, bilansowego i operacyjnego, jak również fakt, że „pieniądz nie leży w sejfach” - jest poprawne i zgodne z podręcznikami bankowości centralnej!Problem w tym, że jest Pan zwolennikiem ASE a ta szkoła mówi, w największym skrócie, że pieniądz powinien mieć stałą podaż. Najlepiej opartą na złocie i bez „manipulacji” banku centralnego.I tu wchodzimy dokładnie w problem, który wcześniej opisałem pod poprzednim pańskim wpisem czyli:wzrost dóbr plus stała ilość pieniądza, to DEFLACJA!To NIE jest drobna wada. To systemowy zabójca gospodarki kredytowej i rozwojowej. Generalnie proponuje Pan zamiast leczyć pacjenta, od razu go zastrzelić.Reasumując, dopóki nie wyjaśni Pan tej sprzeczności w dalszym ciągu będę twierdził, że o ekonomii nie ma Pan bladego pojęcia i o ASE też.
Do wpisu: Dlaczego rozsądni ludzie nie rozumieją pieniądza bankowego?
Data Autor
mjk1
Ci co interpretują Biblię tłumaczą to na wiele sposobów. Liczba 7 w Biblii oznacza pełnię, odpoczynek, zakończenie cyklu. Ten sam rytm dotyczył, szabatu (co 7 dni), roku szabatowego (odpoczynek ziemi), darowania długów. Generalnie prawo gospodarcze wpisane w rytm stworzenia.Wg mnie prawda jest bardziej banalna. To czysta arytmetyka. Siedem lat, to kompromis. Pokażę to prosto i logicznie, bez religijnego zadęcia.Kiedy system zaczyna pękać w świecie ograniczonego pieniądza (złoto), nawet niskiego procentu (5–10%) i braku dodruku, co się dzieje?Po 3–4 latach dług jest odczuwalnie większy. Po 6–8 latach staje się niespłacalny dla wszystkich. Natomiast po 10+ system zaczyna się rozpadać. Siedem lat to dokładnie moment przed załamaniem, nie po nim.Siedem lat to najdłuższy okres, po którym dług jeszcze można zatrzymać, zanim zacznie niszczyć strukturę społeczną - krócej byłoby nieskuteczne, dłużej zabójcze. Starożytni nie znali logarytmów i równań różniczkowych, ale potrafili liczyć na poziomie piątej klasy szkoły podstawowej i wyciągać właściwe wnioski.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
mjk1Zgoda co do niemożliwości spłaty długu. Zastanawiam się dlaczego akurat co siedem lat a nie co pięć albo dziesięć?Moze znasz odpowiedź?Jeśli tak to podziel się.
Grzegorz GPS Świderski
Jak chcesz dalej polemizować, to najpierw przeproś za chamski atak ad personam i obiecaj poprawę. Bez tego nie będę z tobą rozmawiać. Póki nie nauczysz się elementarnej grzeczności, rozmowa nie ma sensu. Mnie interesuje tylko merytoryczna rozmowa na argumenty i nie będę brał udziału w twoich chamskich gierkach erystycznych służących deprecjonowaniu i obrażaniu oponentów, czego nauczyłeś się od tutejszego chamstwa. Oducz się tego.
mjk1
Napisał Pan: "...potem przykład całkowicie od czapy, niedotyczący ani pieniądza bankowego, ani sensu notki, nie świadczy o wyrafinowanej erystyce, tylko o niezrozumieniu elementarnych mechanizmów gospodarczych".I teraz ostatni akapit pańskiego wpisu:"Wa­lu­tą mo­że być wszyst­ko, w tym zaufanie.  Nie tyl­ko fi­zycz­ne zło­to jest walutą. Nie tyl­ko pa­pie­ro­we kwi­ty na to zło­to. Tak­że za­pi­sy na kon­ta­ch ban­ko­wy­ch, pra­wa, zo­bo­wią­za­nia czy kryp­to­gra­ficz­ne to­ke­ny.  Już w daw­ny­ch wie­ka­ch, gdy po­ja­wi­ły się bank­no­ty, wa­lu­ta ode­rwa­ła się od ma­te­rii. Wła­ści­ciel skarb­ca emi­to­wał znacz­nie wię­cej kwi­tów na zło­to, niż fak­tycz­nie miał te­go zło­ta w skarb­cu. W isto­cie mó­gł sprze­dać ca­łe zło­to i nie mieć go wca­le – a handel wciąż by dzia­łał.  Gra­ni­cą nie by­ła obec­no­ść zło­ta, le­cz za­ufa­nie. Do­pó­ki emi­sja by­ła umiar­ko­wa­na, wa­lu­tą nie by­ło zło­to, le­cz wia­ra w zło­to w skarb­cu – war­to­ść czy­sto wir­tu­al­na.  Gdy prze­sa­dził w liczbie wydanych kwitów, po­ja­wia­ła się in­fla­cja, gniew, pa­ni­ka i na­głe od­kry­cie, że w skarb­cu nic nie ma — upadła wiara, upadła też waluta. To nie ma­te­ria de­cy­do­wa­ła o war­to­ści wa­lu­ty, le­cz ska­la nad­uży­cia za­ufa­nia. I tak je­st do dziś".   Szanowny Panie Grzegorzu. Ja tylko opisałem, jak wyglądałby świat, gdyby nie było pieniądza fiducjarnego, tylko fizyczne złoto. Jeżeli to nie jest związane z pańskim wpisem i konkretnie z tym fragmentem pańskiego wpisu, to znaczy, że nie rozumie Pan tego, co sam napisał. Jeżeli dodatkowo, nie potrafi Pan wyjaśnić dlaczego pieniądz fiducjarny nie rozwiązuje problemu, o co prosiłem, to, przykro mi, ale dalej będę twierdził, że nie ma Pan pojęcia o ekonomii i ASE. I zdania swojego nie zmienię.
Grzegorz GPS Świderski
Rozpoczęcie od ataku ad personam, a potem przykład całkowicie od czapy, niedotyczący ani pieniądza bankowego, ani sensu notki, nie świadczy o wyrafinowanej erystyce, tylko o niezrozumieniu elementarnych mechanizmów gospodarczych. Gdyby chodziło o walkę na chwyty erystyczne i pokonanie oponenta, dostałbym sofizmat na poziomie, a nie model, który obala się jednym pytaniem o obrót, czas i deflację. 
Do wpisu: Algorytm, który nie rozumie portalu!
Data Autor
spike
@grześ - kto by pomyślał, zwolennik cenzury, krytykuję ją :))) To zdanie mi najbardziej podoba "Al­go­rytm nie ro­zu­mie, czym je­st spór in­te­lek­tu­al­ny." - - ależ z tobą jest podobnie, na krytyczne uwagi, sporadycznie odpowiadasz, najczęściej reagujesz agresywnie, nie szczędzisz też epitetów. - - Co do S24, mylisz się co do obawy przed kłopotami z prawem, jak dobrze pamiętam, był tylko jeden taki przypadek, pewna blogerka z Krakowa została pozwana i ukarana, za pomówienia i oszczerstwa, a też była cenzura, raczej blogowa, pamiętam "miszcza" cenzury @starego, za Bogny trochę się zaostrzyła, podobnie jak ty, nie znosiła słów krytyki, machała kijem cenzury gdzie popadnie. - - - Idąc dalej, jak napisałeś, AI nie nie rozumie treści, tylko porównuje wyrazy z jego zaprogramowaną charakterystyką, z bankiem danym, w którym to ma zmagazynowane i sam też go uzupełnia. - - - - Problem z darmowymi API jest taki, ktoś już robił analizy wejść na S24, okazło się, że dziennie ma w granicach milina wejść, sądzisz, że taką ilość darmowy cenzor obsłuży, właściciel programu na to pozwoli ? - - Wiesz że cenzor jest ustawiony nawet na nicki blogerów, jest taki jeden, który jak się pojawi w komentarzu, jest wycinany, podobnie jak z wybranymi politykami, a że AI się uczy, albo jest douczany, nawet przekręcone jego nazwisko, też jest wycinane. - - - - - Jak ja coś tam sporadycznie skomentuję, a jest niepoprawnie polityczne, piszę wspak, można też w obcym języku, ktoś zauważył, że błędy w zdaniach mają szansę ocaleć, na początku, pisanie bez spacji działało, inni zdanie dzielą na sylaby, ale moderator już potrafi je połączyć i koment skasować. - - - - Ktoś zauważył, że cenzor już nie tylko wycina niepoprawne komentarze, upraszcza sobie pracę, wycina komentarze danego blogera, kwestią pozostaje, czy wg zasady "do trzech razy sztuka", czy wg swojego uważania.