Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Nie kończy się epoka głupich algorytmów!

Grzegorz GPS Świderski, 27.04.2026

Elon Musk mnie oszukał, jego Grok mnie zawiódł. Dałem się im nabrać. Kończy się tylko epoka algorytmów prymitywnie głupich, teraz głupota będzie wspierana przez inteligencję. #AI nie wyzwoliła nas z jazgotu, tylko nauczyła jazgot rozumieć.

  Pół roku temu napisałem notkę "Kończy się epoka głupich algorytmów!". W niej wyraziłem swoje nadzieje co do zmiany algorytmu na X, którą zapowiadał Musk. Niestety źle to oceniłem, pomyliłem się jak cholera! Epoka głupich algorytmów się nie skończyła. Myślałem, że sztuczna inteligencja Muska, czyli Grok polepszy sytuację mediów społecznościowych. Niestety to, co było złem, się pogłębiło, sytuacja się pogorszyła. Nie ma postępu, jest regres!

To nie telefony psują dzieci!

  Od lat słyszymy, że telefony psują dzieci, komórki niszczą koncentrację, media społecznościowe wywołują depresję, Internet degeneruje młode pokolenie. Wszyscy rzucają kamieniem w urządzenia, aplikacje, ekrany, gry, YouTube, X, Facebooka, TikToka, Instagram. Jak zwykle człowiek wali pałką w przedmiot, bo nie rozumie mechanizmu.

  Winny nie jest telefon. Winna nie jest nawet sama aplikacja. Winny jest algorytm. A dokładniej: środowisko selekcji treści, które przez dwie dekady tresowało ludzi do życia w stanie nieustannej półuwagi.

  To nie komórka uzależnia. Uzależnia strumień. Uzależnia nieskończone przewijanie. Uzależnia zmienny bodziec. Uzależnia obietnica, że za następnym ruchem kciuka będzie coś ciekawszego, głupszego, ostrzejszego, bardziej oburzającego albo bardziej podniecającego niż to, co właśnie zobaczyliśmy.

  To nie dzieci same z siebie stały się rozkojarzone. To środowisko nauczyło je mikro-skoków dopaminowych. To nie media społecznościowe są toksyczne jako idea. Toksyczny jest sposób selekcji treści: nieustanne nagradzanie hałasu, pierdół, dram, skrótów, emocjonalnych wrzutek i stadnych reakcji przy jednoczesnym karaniu gęstej myśli, argumentacji, dłuższej formy i intelektualnej cierpliwości.

  W szkołach zakazuje się smartfonów, jakby sprzęt był problemem. A na tych samych urządzeniach są biblioteki klasyki, mapy nieba, symulatory fizyki, aplikacje do nauki języków, kursy programowania, edytory tekstu, narzędzia matematyczne, encyklopedie, archiwa, dokumenty, wykłady i całe uniwersytety w kieszeni.

  Problemem nie jest technologia! Problemem jest algorytmiczna głupota, która dostosowuje się do głupoty ludzi, wzmacnia ją, monetyzuje, a potem udaje, że tylko pokazuje użytkownikowi to, czego użytkownik chce.

  To jest kłamstwo wygodne dla wszystkich. Użytkownik może powiedzieć: to nie ja, to algorytm. Platforma może powiedzieć: to nie my, to użytkownik.

  A prawda jest prostsza i bardziej paskudna — algorytm oraz użytkownik stworzyli układ pasożytniczej symbiozy. Człowiek daje słabość. Maszyna daje wzmocnienie. Reklamodawca płaci za czas spędzony w klatce. Wszyscy są niewinni. Wszyscy są winni!

Moja pomyłka

  Jeszcze niedawno sądziłem, że ta epoka się kończy. Sądziłem, że wejście dużych modeli językowych do systemów rekomendacyjnych zmieni reguły gry. Że skoro AI zaczyna rozumieć treść, kontekst, argument, semantykę i strukturę wypowiedzi, to przestanie nagradzać wyłącznie bodziec. Że Grok, Phoenix i podobne systemy staną się początkiem epoki, w której jakość myśli zacznie mieć znaczenie większe niż krzykliwość opakowania.

  To była dobra hipoteza. I niestety doświadczenie ją brutalnie skorygowało. Grok nie został profesorem w bibliotece. Grok został inteligentniejszym celnikiem na granicy uwagi. To zasadnicza różnica.

  Stary algorytm był głupi w sposób prymitywny. Liczył lajki, kliknięcia, reposty, komentarze, tempo reakcji, powiązania społeczne, wcześniejsze zachowania użytkownika i różne techniczne sygnały. Nie rozumiał treści. Nie wiedział, czy tekst jest mądry, głupi, prawdziwy, fałszywy, subtelny czy ordynarny. Widział tylko ruch.

  Nowy algorytm rozumie więcej. Jednak nie po to, by służyć prawdzie. Rozumie po to, by lepiej przewidywać reakcję. I tu właśnie zaczyna się nowa epoka. Nie epoka mądrych algorytmów. Epoka inteligentnej głupoty.

Inteligentna głupota

  Stary algorytm był jak pijany naganiacz na jarmarku. Widział tłum, słyszał hałas, pokazywał miejsca, gdzie ludzie krzyczą.

  Nowy algorytm jest jak trzeźwy psycholog behawioralny zatrudniony przez kasyno. Nie tylko widzi hałas. On zaczyna rozumieć, dlaczego konkretny człowiek na konkretny hałas zareaguje.

  To jest postęp techniczny. Jednak to nie jest postęp moralny. I nie jest postępem cywilizacyjnym.

  Jeśli funkcją celu nadal jest zatrzymanie człowieka w strumieniu, to lepsze rozumienie treści nie oznacza lepszej selekcji treści. Oznacza skuteczniejszą selekcję bodźców. Maszyna może odróżnić esej od mema, argument od bluzgu, analizę od plotki, ale jeśli uzna, że bluzg ma większą szansę wywołać reakcję, to bluzg wygra.

  To nie jest tak, że algorytm jest zbyt głupi, by rozpoznać sens. Problem w tym, że to nie sens jest jego bogiem. Jego bogiem jest prawdopodobieństwo reakcji.

  W tym świecie głęboka myśl może zostać zrozumiana i mimo to przegra. To jest nawet bardziej upokarzające niż dawniej. Dawniej można było powiedzieć: algorytm mnie nie rozumie. Dziś trzeba powiedzieć coś gorszego: algorytm być może mnie rozumie, ale wie, że głupszy bodziec lepiej działa na tłum. Więc tym bardziej moich treści nie pokaże.

  To jest nowoczesność. Maszyna rozumie, że przekaz jest mądry. I dlatego go nie pokazuje.

Eksperyment na własnej skórze

  Przećwiczyłem to na X. Gdy zacząłem pisać o KSeF, Grok sam z siebie niczego nie odkrył. Nie przyszedł jako rycerz jakości. Nie powiedział: oto człowiek robi techniczny audyt infrastruktury państwowego systemu faktur, pokazuje Impervę, metadane, WAF, TLS, API, architekturę i polityczne konsekwencje cyfrowej kontroli gospodarki, więc należy go pokazać ludziom.

  Nic takiego się nie stało. Teksty sobie leżały. Dopiero gdy jeden odcinek podał dalej Bosak, zadziałał zewnętrzny silnik dystrybucji. Ludzie zobaczyli wpis u niego. Część kliknęła. Część odpowiedziała. Część przeszła do innych odcinków. A ponieważ miałem wpisy połączone, cytowałem jedne przez drugie i budowałem serię jako sieć, algorytm dostał sygnały. Nie odkrył jakości. Dostał zapłon.

  Potem kolejne piki zasięgów nie wynikały już z podań dużych kont. Wynikały z prymitywniejszych sztuczek: mocnych haseł na początku, alarmowych znaków, wyrazów typu UWAGA, BOOM, emotikonów, tabel, cytowań wcześniejszych wpisów, wracania do tych, które już miały wyświetlenia. To działało. Dało mi milionowe zasięgi. I właśnie dlatego jest to tak przygnębiające.

  Bo oznacza, że zamiast pisać po prostu sensowną treść, trzeba nadal badać zapalniki. Trzeba sprawdzać, czy lepiej działa tabela, wykrzyknik, emotikon, krótki strzał, cytat, grafika, prowokacyjne pytanie, czy powrót do dawnego wpisu. Trzeba zachowywać się jak filozof, który po napisaniu traktatu wychodzi na targ i krzyczy: świeże ryby, świeże ryby, tylko dziś, okazja.

  To jest upokorzenie formy przez dystrybucję. Niemniej takie są realia.

X nie jest biblioteką

  X jest ulicą. Na ulicy można wygłosić wykład. Jednak najpierw trzeba sprawić, żeby ktoś się zatrzymał.

  Blog jest biblioteką. Tam tekst istnieje jako tekst. Ma tytuł, strukturę, argument, archiwum, link, trwałość. Można do niego wrócić. Można go cytować. Można go rozbudować. Można stworzyć z niego część większej konstrukcji. Na blogach mam już tysiące notek.

  X jest strumieniem. Tu tekst nie tyle istnieje, tylko przepływa. Jeśli nie zostanie pochwycony, znika. Jeśli zostanie podany dalej, wraca. Jeśli zostanie opakowany inaczej, może dostać drugie życie. Jeśli wejdzie w cudzy graf społeczny, zaczyna pracować. Jeśli nie, umiera w ciszy. To nie jest kwestia samej jakości. To jest kwestia obiegu.

  W bibliotece liczy się wartość książki. Na bazarze liczy się także to, kto krzyknie, kto pokaże palcem, kto stanie przy straganie, kto zbierze tłum, kto zrobi pierwsze zamieszanie.

  Grok nie zmienił bazaru w bibliotekę. On tylko dał bazarowi lepszy system nagłośnienia.

Kutas Records i algorytmiczna taniocha

  Dobrym symbolem tej epoki pozostaje eksplozja neuromuzycznej tandety generowanej przez AI. Wytwórnie, konta i projekty produkujące wulgarne, szybkie, memiczne hity wskakują na playlisty, bo są idealnie dopasowane do środowiska bodźców. To nie jest dowód, że AI jest zła. To jest dowód, że AI wrzucona do śmietnika uczy się architektury śmietnika.

  Jeśli system nagradza krótką dopaminę, AI zacznie produkować krótką dopaminę. Jeśli system nagradza oburzenie, AI zacznie produkować oburzenie. Jeśli system nagradza seksualny podtekst, AI zacznie produkować seksualny podtekst. Jeśli system nagradza wulgarną głupotę, AI zacznie produkować wulgarną głupotę szybciej, taniej i bardziej bezwstydnie niż człowiek.

  To nie jest bunt maszyn. To jest mechanizacja naszej własnej tandety.

  Gdy algorytm nagradza kliknięcia, a nie sens, dostajemy produkty cudownie zoptymalizowane pod liczniki i totalnie puste kulturowo. AI nie psuje kultury sama z siebie. AI pokazuje kulturze jej własną twarz, tylko szybciej, taniej i w większej rozdzielczości.

  Człowiek patrzy w to lustro i mówi: potwór. A potwór odpowiada: przecież ja tylko zrobiłem to, co kazałeś, co klikałeś, co cię interesuje.

Dlaczego to jest gorsze niż dawniej

  Dawniej można było jeszcze wierzyć, że problemem jest brak rozumienia treści. Że algorytm jest tępy, bo nie umie odróżnić eseju od wrzasku. Że gdy tylko dostanie semantykę, wektory podobieństwa, analizę kontekstu, rozpoznawanie argumentacji, to zacznie promować sens.

  Teraz widać, że to było naiwne. Bo sama zdolność rozumienia nie wystarcza. Trzeba jeszcze mieć właściwy cel. Nóż może kroić chleb albo gardło. To, że jest ostrzejszy, nie mówi nic o tym, do czego zostanie użyty.

  AI w rekomendacjach jest takim ostrzejszym nożem. Może pomagać w odkrywaniu wartościowych treści. Może budować lepsze mapy wiedzy. Może łączyć ludzi z argumentami, których sami by nie znaleźli. Może odgrzebywać klasykę, eseje, analizy, książki, niszowe badania, długie formy i sensowne spory. Może.

  Jednak jeśli jej zadaniem jest optymalizacja strumienia reakcji, to będzie optymalizować strumień reakcji. Brzmi banalnie, ale to jest klucz. Nie wystarczy, że maszyna zacznie rozumieć. Trzeba jeszcze, żeby została zatrudniona przez rozum, a nie przez dopaminę.

Biblioteka przeciw strumieniowi

  Ja nadal tworzę bibliotekę, a nie strumień. Myśl, a nie mem. Tezę, a nie samą reakcję. Argumentację, a nie tylko wybuch. Polemikę, a nie emocjonalny odruch.

  I nadal uważam, że to jest dobra inwestycja. Tylko już nie dlatego, że Grok mnie jutro sam wyniesie na powierzchnię. W to przestałem wierzyć. Albo przynajmniej przestałem traktować to jako plan.

  Biblioteka wygrywa w innym czasie. Strumień wygrywa dzisiaj. Biblioteka wygrywa wtedy, gdy ktoś po latach szuka pełnego uzasadnienia i argumentacji. Strumień wygrywa wtedy, gdy ktoś właśnie siedzi w toalecie i przewija ekran. Biblioteka jest pamięcią. Strumień jest odruchem. I nie wolno mylić tych dwóch porządków.

  Dlatego blog, książka, esej, archiwum, seria wydawnicza, adaptacja klasyki, długi tekst i poważna polemika nadal mają sens. Może nawet większy niż wcześniej. Bo im bardziej strumień głupieje, tym bardziej rośnie wartość miejsc, w których myśl może mieć długość większą niż jeden spazm uwagi.

  Niemniej trzeba uczciwie powiedzieć: biblioteka sama nie wygra dystrybucji. Książka na półce nie krzyczy. Tekst na blogu nie wejdzie sam do miliona głów. Trzeba czasem wynieść z biblioteki kilka zdań na ulicę. Nie po to, by stać się ulicznym krzykaczem, ale po to, by przypomnieć ulicy, że istnieje coś poza krzykiem.

Mała akcyza dla barbarzyńców

  Nie zamierzam zostać zawodowym treserem algorytmu. Nie zamierzam codziennie badać, czy dzisiaj lepiej działa czerwony wykrzyknik, niebieska tabelka, głupia emotka, wielkie litery, skrót myślowy czy prowokacyjne pytanie z błędem ortograficznym. To jest zajęcie dla ludzi, którzy pomylili twórczość z handlem odpustami.

  Jednak nie zamierzam też udawać, że dystrybucja nie istnieje. To byłaby pycha bibliotekarza siedzącego w płonącym mieście.

  Trzeba przyjąć prostą zasadę: główna praca intelektualna powstaje w tekście właściwym. Na blogu, w książce, w eseju, w archiwum. X służy do wypuszczania odprysków. Krótkich fragmentów. Tabel. Tez. Pytań. Kontrastów. Zdań, które prowadzą do całości.

  To nie jest kapitulacja przed algorytmem. To jest akcyza płacona barbarzyńcom za przejazd przez ich terytorium. Barbarzyńca stoi przy moście i żąda opłaty. Można oczywiście powiedzieć, że filozof nie będzie rozmawiał z barbarzyńcą. Wtedy filozof zostaje po niewłaściwej stronie rzeki.

  Lepiej zapłacić drobną monetą i iść dalej. Byle nie oddać barbarzyńcy biblioteki.

Koniec złudzenia

  Dawniej napisałem, że kończy się epoka głupich algorytmów. Dziś piszę inaczej. Kończy się epoka algorytmów prymitywnie głupich. Zaczyna się epoka algorytmów inteligentnie głupich.

  To znaczy takich, które coraz lepiej rozumieją człowieka, ale nadal nie służą jego rozumowi. Takich, które coraz lepiej czytają tekst, ale niekoniecznie premiują sens. Takich, które coraz skuteczniej rozpoznają nasze zainteresowania, ale po to, by utrzymać nas w obiegu bodźców.

  To jest groźniejsze od starej głupoty. Stara głupota była toporna. Nowa głupota jest elegancka. Stara głupota nie rozumiała, co robi. Nowa głupota może rozumieć coraz więcej i nadal robić to samo.

  Ona nie jest zła metafizycznie, tylko działa w złym systemie celu.

  Jeśli celem platformy jest uwaga, to inteligencja zostanie wykorzystana do zdobywania uwagi. Jeśli celem platformy jest czas spędzony w aplikacji, to inteligencja zostanie wykorzystana do wydłużania pobytu w aplikacji. Jeśli celem platformy jest reakcja, to inteligencja zostanie wykorzystana do produkcji reakcji.

  AI nie wyzwala automatycznie. AI wzmacnia cel systemu, do którego ją podłączono. Podłączona do biblioteki może być bibliotekarzem. Podłączona do kasyna będzie krupierem. Podłączona do szkoły może być nauczycielem. Podłączona do rynku uwagi będzie handlarzem amfetaminy poznawczej.

Pokolenie półuwagi

  Najbardziej szkoda dzieciaków, które dorastają w środowisku prymitywnych heurystyk. Pokolenia, któremu nie tyle dano technologię, ile wrzucono je do eksperymentalnego akwarium bodźców. Dorośli najpierw zbudowali im cyfrową klatkę, potem zaczęli narzekać, że dzieci chodzą jak zwierzęta po klatce.

  To jest obrzydliwe. Dziecko nie projektowało feedu. Dziecko nie pisało systemu rekomendacyjnego. Dziecko nie wybierało modelu biznesowego opartego na reklamie, czasie ekranowym i mikrodawkach emocji. Dziecko tylko urodziło się w świecie, w którym dorośli sprzedali jego uwagę, zanim nauczyło się jej używać.

  Oczywiście nie wszystkie dzieci są stracone. Człowiek nie jest tak kruchy, jak lubią sądzić katastrofiści. Jednak wzorce uwagi zostały uszkodzone realnie. Cierpliwość poznawcza, umiejętność czytania długiego tekstu, samotna praca intelektualna, zdolność nudy, odporność na brak bodźca — to wszystko stało się dobrem rzadszym, niż powinno.

  A bez nudy nie ma myślenia. Bez ciszy nie ma pojęć. Bez dłużyzny nie ma głębi. Cywilizacja, która zabija nudę, zabija własne zaplecze metafizyczne.

Co dalej

  Nie ma powrotu do świata sprzed algorytmów. Nie ma sensu udawać, że ludzie masowo porzucą platformy, wrócą do bibliotek, będą czytać traktaty i dyskutować jak uczestnicy seminarium filozoficznego. Tak nie będzie. Człowiek jest zbyt cielesny, zbyt leniwy, zbyt ciekawski i zbyt podatny na bodziec.

  Niemniej można zrobić coś innego. Można budować własne biblioteki i używać strumienia jako narzędzia dystrybucji. Można pisać teksty trwałe, a potem wypuszczać z nich krótkie sygnały. Można traktować X jak ulicę, nie jak dom. Można płacić małą akcyzę barbarzyńcom, ale nie oddawać im cywilizacji. Można korzystać z AI jako narzędzia pracy intelektualnej, ale nie wierzyć, że AI automatycznie naprawi system bodźców. Można zachować rozum bez udawania, że świat jest rozumny.

  To jest może mniej optymistyczne niż moja poprzednia teza. Jednak jest chyba prawdziwsze.

Puenta

  Epoka głupich algorytmów się nie kończy. Kończy się tylko ich niewinność. Dawniej były głupie, bo nie rozumiały. Teraz będą głupie, mimo że rozumieją coraz więcej. I to jest groźniejsze.

  Nie wystarczy więc czekać, aż Grok, GPT, Claude albo jakikolwiek inny model przyjdzie i wypromuje sens. Maszyna nie zastąpi instytucji kultury. Nie zastąpi szkoły. Nie zastąpi rodziny. Nie zastąpi samodyscypliny. Nie zastąpi autora. Nie zastąpi czytelnika. Nie zastąpi człowieka, który chce myśleć dłużej, niż trwa jeden impuls.

  AI może pomóc. Jednak nie zbawi. Zbawienie przez algorytm jest tylko nową wersją starego przesądu technokratów: że jak zbudujemy mądrzejszą maszynę, to człowiek przestanie być głupi.

  Nie przestanie. Co najwyżej głupota dostanie lepsze narzędzia. Dlatego trzeba robić swoje. Pisać bibliotekę. Wpuszczać iskry. Nie mylić zasięgu z sensem. Nie mylić reakcji z argumentem. Nie mylić strumienia z kulturą.

  I nie wierzyć, że platforma społecznościowa kiedykolwiek stanie się klasztorem rozumu tylko dlatego, że zatrudniła inteligentniejszego demona rekomendacji.

Grzegorz GPS Świderski
t.me/KanalBlogeraGPS
Twitter.com/gps65

PS. Notki powiązane:

  • naszeblogi.pl/76339-czy-mozna-uzywac-ai-do-audytow-ksef
  • naszeblogi.pl/76256-cywilizacja-przelamuje-bariery-natury
  • naszeblogi.pl/76081-wojna-z-botami
  • naszeblogi.pl/75783-czy-sztuczna-inteligencja-moze-byc-swiadoma
  • naszeblogi.pl/75561-dwaj-agenci-i-arbiter-czy-ai-nowa-inkwizycja
  • naszeblogi.pl/75464-jak-korzystac-z-ai
  • naszeblogi.pl/75398-algorytm-ktory-nie-rozumie-portalu
  • naszeblogi.pl/75136-algorytmiczna-korupcja-inteligencji
  • naszeblogi.pl/75017-algorytmy-psuja-mlodych-moderatorzy-blogow-psuja-starych
  • naszeblogi.pl/75013-konczy-sie-epoka-glupich-algorytmow
  • naszeblogi.pl/74984-czlowiek-ai-i-mit-boskiego-wsadu-czy-naprawde-wiemy-co-przetwarzamy
  • naszeblogi.pl/74941-jak-sie-rozwija-ai-na-przykladzie-przekretu-kowidowego
  • naszeblogi.pl/74631-detektory-ai
  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 16
Grzegorz GPS Świderski
Nazwa bloga:
Pupilla Libertatis
Zawód:
Informatyk
Miasto:
Warszawa

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 366
Liczba wyświetleń: 697,611
Liczba komentarzy: 5,595

Ostatnie wpisy blogera

  • Czy można używać AI do audytów KSeF?
  • Dryf ku centrum
  • Mechanizm reputacyjnego unieważnienia, czyli jak z youtubera zrobić agenta

Moje ostatnie komentarze

  • Riposta na ripostę jest jeszcze lepsza: x.com/KubowiczR/status/2047997253608944070 
  • Przepraszam czytelników za trolla, który mi stale zaśmieca komentarze pod moimi wpisami. Tu wyjaśniam jego rolę w niszczeniu tego portalu: naszeblogi.pl/74926-systemowy-problem-portalu-jak-toksyczni-…
  • Dyskutując z chamami i debilami, poniżasz się.

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Przekop nie dla żeglarzy!
  • Wojna dla opornych. W punktach
  • Komentarze na naszych blogach

Ostatnio komentowane

  • sake2020, Nie przykład a przykłady. Pan Mentzen już się chyba zapluł w atakach na PiS.Widać moc i zaangażowanie. Jak widać nieoceniona pomoc Tuskowi zostanie dostrzeżona i nagrodzona jakimś fotelikiem w…
  • Marek Michalski, Pełna zgoda. Konfa wykonała zwrot w lewo. Nie wiem czy słusznie, ale wiążę to z osobą Wiplera, który realizuje "politykę gabinetową".Tego Wiplera znanego jako ofiara przemocy policji i z obrony…
  • Jabe, Jakieś przykłady „puszczania oczka”?

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności