Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak przełamać antyintelektualizm w Polsce bez pogardy dla ludzi.
Data Autor
spike
PS. Jedna sprawa, pewien dziennikarz zwrócił uwagę na budżet, który jest konstytucyjnie przekroczony, do tego pominięto w nim finanse na Trybunał Konstytucyjny, co może skutkować skierowaniem przez Prezydenta tej uchwały do TK, a ten go nie uzna, Prezydent więc nie podpisze, mając prawo zdymisjonować rząd, a rząd nie uznaje TK, jaki tego będzie skutek, wojna domowa ?
spike
"Demokracja nie polega na tym, że każda opinia ma taką samą wartość, tylko na tym, że każdy obywatel ma prawo głosu. To zasadnicza różnica, którą w Polsce celowo się zaciera." - - - - a właśnie że nie! - - - - demokracja nie kieruje się ilością głosów na daną "rację, opinię", w tym problem. Ci co wybierają, w dużej większości nie mają pojęcia, co wybierają, także z braku wykształcenia, albo niewystarczającej wiedzy w danej sprawie, fachowcem może być w innej dziedzinie). - - Bolączką demokracji jest to, że wybierani są ludzie pokroju "naleśnika", który o zgrozo decyduje o życiu innego człowieka, nie mając wiedzy, a szczególnie moralności, jak w przypadku posła Ziobro, a pobłażanie swoim, którzy od lat powinni siedzieć w więzieniu. - - - - Tak się zastanawiam nad ustrojem prezydenckim, jeden człowiek, jedna decyzja, jeden do rozliczenia, nie da się odpowiedzialności rozmyć na tłum posłów, którzy np. bezprawne decyzje, firmują swoimi głosami poparcia, jak mamy obecnie, będą za to siedzieć ???
Anonymous
@Alina Najpierw jest ideologia. Potem eksperci, dziennikarze i już prosta droga do tworzenia rzeczywistości w Sejmie. Potem dotacje z dziury budżetowej i pełnia upojenia. Potem kac. A na kaca dobry klin:dorzeczy.plJasne, że najlepiej na restrukturyzacji meliny znają się meliniarze.Polacy ślepi po czerwonym metylu cierpią na syndrom sztokholmski. W przeciwnym razie brakłoby więzień i stadionów. Wypełniłyby się Orliki. 
Alina@Warszawa
W TV Republika od rana wałkują dziś ceny energii, koszmarne, w których 2/3 to podatek ETS. Senator z rządzącej mafii i wszyscy inni "eksperci" przyjmują to jako oczywistą oczywistość. Nikt, nawet red. Klarenbach, nie pytają jakim prawem POLACY SĄ OKRADANI NA TAK WIELKIE SUMY? Nikt się nie zastanawia jak to wariactwo przeciąć jednym ruchem premiera, prezydenta, czy KOGOKOLWIEK i po prostu przestać POBIERAĆ OD LUDZI i wysyłać do UE te nasze pieniądze! TO JEST KRADZIEŻ BEZCZELNA! GDZIE I NA CO IDĄ TE PIENIĄDZE? Jak młodzi na pensjach minimalnych mają się utrzymać i mieć dzieci? Ci Ci co wymyślili ETS i ci co przyjęli te koszmarne opłaty, to zbrodniarze przeciwko Polakom! Ja tylko mogę się domyślać, że pieniądze wyciągnięte z Polski - bo to chyba głównie z Polski - są wykorzystywane na Bliskim Wschodzie do popełniania innych zbrodni. Zbrodniarzami są też ci wszyscy, którzy likwidują i zasypują kopalnie węgla kamiennego zamiast je zamknąć, jeśli są teraz nieekonomiczne, lecz utrzymywać w technicznej gotowości do wydobycia np. w razie strategicznej konieczności. 
Anonymous
Wypadałoby zauważyć, że eksperci to ludzie wynajęci do zakłamywania rzeczywistości, by na kanwie kłamstwa forsować przepisy niszczące państwo.
u2
"Szwajcarii nikt się nie odważa napaść."Mam dobrego znajomego z dzieciństwa, z którym sluchałem namiętnie płyt the Beatles w jego domu. Jest obecnie obywatelem Szwajcarii. Jako że traktuję jako pewnik wizje Mariana Węcławka z Leszna to nie ostrzegłem Go jeszcze przed bombką atomową w pobliżu Mont Blanc, bo nie mam z Nim kontaktu. W sumie totalnie oświecony Bóg Ramtha by to tylko wyśmiał :) PS Był niedawno jakiś tragiczny pożar w Crans Montana, ale tutaj chodzi o wiele większy Armagedon.
Grzegorz GPS Świderski
salon24.pl
u2
"tysiąc Liechtensteinów połączonych sojuszem militarnym i dyplomatycznym" W Liechtensteinie zainwestowali sąsiedni Szwajcarzy. Liechtenstein stał się potęgą światową w przemyśle dentystycznym. Mój przyjaciel Żyd z Białegostoku był zachwycony wycieczką w Liechtensteinie. Widział przedsiębiorczość tamtych ludzi :)
Grzegorz GPS Świderski
„Ja nie piszę o tym, gdzie podejmować decyzje, tylko na jakich zasadach”. A kto i jak ustanowi te zasady i co zrobi, by były stosowane?
u2
"W Polsce słowo „ekspert” brzmi dziś podejrzanie. „Profesor” bywa obelgą. „Elita” - oskarżeniem."W państwie niemieckiego gauleitera Tuska to nie dziwota. Niemcy mają od dziesięcioleci plan eksterminacji polskiej inteligencji :)
mjk1
Ty mnie potraktowałeś poważnie, to i ja Cię tak potraktuję. Twoja propozycja brzmi atrakcyjnie, bo odwołuje się do bardzo silnej intuicji - nie da się naprawić wszystkiego naraz, więc róbmy to lokalnie. Subsydiarność, eksperymenty oddolne, konkurencja modeli, to wszystko są poważne idee, a nie fantazje. Problem polega na tym, że nie rozwiązują one problemu, o którym pisałem, tylko go omijają. I to w sposób, który w praktyce prowadzi do nowych patologii. Po pierwsze antyintelektualizm nie jest problemem skali, tylko reguł gry. Antyintelektualizm nie znika dlatego, że decyzje są podejmowane bliżej ludzi. On znika wtedy, gdy wiedza jest systemowo premiowana, a ignorancja kosztowna. Jeśli w gminie burmistrza wybiera się na emocji, decyzje podejmuje się bez analiz a eksperci są ignorowani jako oderwani, to dokładnie te same mechanizmy zadziałają lokalnie, tylko na mniejszą skalę. Decentralizacja nie leczy antyintelektualizmu. Ona go rozprasza.Po drugie, lokalne eksperymenty działają tylko tam, gdzie już istnieje kapitał kulturowy. Model szwajcarski, kantonalny czy liechtensteiński działa, bo istnieje wysoki poziom zaufania, istnieje etos instytucjonalny, istnieje kultura prawna i racjonalna debata. To nie są efekty decentralizacji, to są jej warunki wstępne. W Polsce wiele gmin nie ma kadr, nie ma zaplecza eksperckiego i nie ma kontroli lokalnych układów. Oddanie im większej autonomii oznaczałoby feudalizację, nepotyzm i lokalne księstwa bez kompetencji. Upadnie nie jedna gmina, tylko setki, a ich mieszkańcy nie przeniosą się magicznie do lepszych.Po trzecie, państwo to nie inkubator start-upów. Twoja teza - niech gminy upadają, to się nauczą, brzmi darwinistycznie, ale jest społecznie i politycznie nieakceptowalna. Państwo nie może powiedzieć ludziom i jeśli wasza gmina jest źle rządzona, trudno, przegrajcie życie, ktoś was przejmie. To nie rynek aplikacji. To system, edukacji, zdrowia, infrastruktury i bezpieczeństwa. Koszt eksperymentów ponoszą realni ludzie, nie abstrakcyjne jednostki administracyjne.Po czwarte - decentralizacja nie zastępuje silnych instytucji centralnych. Są obszary, które muszą być centralne. Prawo, standardy edukacji, finanse publiczne, polityka energetyczna i bezpieczeństwo. Bez tego - bogate gminy się wzmacniają, biedne degenerują a państwo się fragmentaryzuje. I wtedy zamiast tysiąca Liechtensteinów dostajesz kilkanaście metropolii plus peryferyjny bantustan. To nie jest wzmocnienie państwa. To jego erozja.Po piąte, problemem nie jest brak pola do działania, tylko brak mechanizmów selekcji. Twoja propozycja zakłada, że dobre pomysły same się obronią, ludzie zobaczą efekty i skopiują rozwiązania. Ale to nie działa w warunkach dezinformacji, populizmu i niskiego zaufania do wiedzy. Gminy nie kopiują najlepszych praktyk. Gminy kopiują to, co popularne, to, co medialne i to, co ideologicznie wygodne. Bez centralnych standardów jakości, wiedza nadal przegrywa.Co zatem ma sens?Umiarkowana decentralizacja, ale, centralne standardy oparte na wiedzy, centralne instytucje kontrolne i realna władza ekspertów nad polityczną fantazją. Czyli wartości mogą być lokalne, realizacja elastyczna, ale reguły racjonalności muszą być wspólne.Twoja propozycja jest logiczna, ale odpowiada na inny problem. Ja nie piszę o tym, gdzie podejmować decyzje, tylko na jakich zasadach. Bo jeśli zasada brzmi - każdy ma swoją prawdę, a ekspert to tylko opinia, to w Warszawie to niszczy państwo a w gminie niszczy gminę.Antyintelektualizm nie upada przez decentralizację. Upada wtedy, gdy system przestaje go nagradzać. I tego nie da się zrobić wyłącznie oddolnie.
Alina@Warszawa
Proponuję zejść na ziemię z obłoków intelektualnego obłędu i spokojnie przeczytać: Polska nie będzie ukraińskim bankomatem!  "Skandal! Polacy mają łożyć na ukraiński dług.Przyjęliśmy uchodźców, przekazaliśmy broń, udostępniliśmy infrastrukturę.Polska zrobiła więcej niż ktokolwiek inny.Nie możemy zgodzić się na kolejne miliardy z kieszeni Polaków. Nie będziemy płacić za cudze długi!Znów ktoś chce sięgnąć do naszych kieszeni. Tym razem rachunek ma opiewać na dziesiątki miliardów dolarów, a pretekstem jest „europejska solidarność” i „wspólna odpowiedzialność”. W praktyce jednak chodzi o coś zupełnie innego: przerzucenie na Polskę ciężaru spłaty ukraińskiego długu, podczas gdy inni sprytnie umywają ręce.W przestrzeni publicznej coraz głośniej mówi się o planach, zgodnie z którymi państwa Unii Europejskiej miałyby wspólnie składać się na spłatę około 100 miliardów dolarów ukraińskich zobowiązań. I wszystko wskazuje na to, że polski rząd – zamiast powiedzieć „dość” – jest gotów wciągnąć Polskę w ten układ.To gigantyczne, wieloletnie zobowiązanie, którego realny ciężar w końcu spadnie na zwykłych obywateli: w podatkach, w długu publicznym, w cięciach wydatków na zdrowie, edukację i bezpieczeństwo.Polska już zapłaciła. I to niemało!Polska zrobiła więcej niż ktokolwiek – i to nie na papierze, nie w deklaracjach, lecz w realnych działaniach. Przyjęliśmy miliony uchodźców wojennych, często pod dachy prywatnych domów, do mieszkań zwykłych rodzin, a nie do obozów i gett, jak ma to miejsce w wielu krajach Zachodu. Okazaliśmy otwarte serca i wielkie poświęcenie. (...)"  --------------Trzeba wybrać do rządzenia ludzi, którzy są Polakami i dla których interesy Polski i Polaków są racją stanu, a nie rusko-amerykańska telewizja TVN24. Ludzi z gotową koncepcją ustroju państwa i realizacji swoich pomysłów. Proste! Bo skoro polskie pieniądze są wyprowadzane z Polski w cudzych interesach, to nie ma mowy o rozwoju państwa, o dobrobycie obywateli, bo ci są w sposób bezczelny okradani w biały dzień przez obecnie rządzącą mafię agentów, realizujących obce interesy naszym kosztem. 
mjk1
Masz rację co do faktów - nieufność wobec ekspertów w Polsce nie wzięła się znikąd. Została w dużej mierze wypracowana przez ludzi z tytułami, ale bez rzetelności - profesorów z politycznego nadania, medialnych autorytetów od wszystkiego i „ekspertów”, którzy potrafią uzasadnić każdą tezę za odpowiednią cenę. To realny problem, a nie wymysł „ciemnego luda”.Ale tu pojawia się zasadnicze rozróżnienie: to nie jest porażka wiedzy, tylko porażka systemu selekcji autorytetów.Pandemia jest tu dobrym przykładem. To, co wtedy dominowało w przekazie publicznym, nie było nauką w jej normalnym sensie, tylko politycznym użyciem języka nauki. Zamiast niepewności, sporów i korekt, mieliśmy dogmaty. Zamiast debaty - moralne szantaże. Społeczeństwo to wyczuło i zareagowało nieufnością. Słusznie.Problem zaczyna się wtedy, gdy z tej nieufności wyciąga się wniosek, że każda wiedza to propaganda, a każdy ekspert to oszust. To już nie jest obrona przed manipulacją, tylko droga w stronę decyzji opartych na intuicji, emocji i teorii spiskowej. I to także już przerabialiśmy.Moja teza nie brzmi: „zaufaj elitom”. Brzmi: zmieńmy reguły gry, tak by tytuł nie był immunitetem. Konflikt interesów był jawny, błędy można było wskazywać bez linczu a ekspert odpowiadał za swoje rekomendacje.Bo alternatywa jest fałszywa, albo fałszywy autorytet, albo głośna ignorancja. Państwo nie przetrwa długo, opierając się wyłącznie na jednej z tych rzeczy.
Hornblower
No proszę. A ja naiwny myślałem, że problemem są jednak "profesorowie" bez matury, polityczni mianowańcy, intelektualiści po duraczówkach i wumlach, absolwenci wielu działających nadal fabryk tumanów, sprzedajni "eksperci" za pieniądze uzasadniający każdy idiotyzm. A to jednak nieprawda, no bo przez dekady wykształciliśmy system, w którym wiedza przegrywa z krzykiem, a kompetencja z emocją. Słuszna koncepcja, wszak wystarczy posłuchać na ten przykład pana profesora Niesiołowskiego, by przyznać pełną rację. Nie trzeba cofać się o dekady. Wystarczy przypomnieć sobie nie tak odległe czasy tzw. pandemii. I poczytać, bądź posłuchać, co chórem powtarzali profesorowie, eksperci, politycy, celebryci - czyli elita. Ich przekaz to w 100 % wiedza poparta kompetencjami, prawda?
Grzegorz GPS Świderski
Ja się w pełni zgadzam z tym, co tu napisałeś. Masz rację. Problem w tym, że ta racja wymaga realizacji. A zrealizować ją możesz tylko odgórnie, centralnie, na poziomie całej Polski. W tym celu musisz założyć ogólnopolską partią albo się do takiej zapisać, przeforsować te koncepcje jako program tej partii, a potem zdobyć większość pozwalającą rządzić. A masz jeszcze konkurencje w postaci miliona innych pomysłów na uzdrowienie Polski. Więc lepiej z nimi nie konkurować, ale się uzupełniać.Jednak jak to zrobić, gdy pomysły się nie uzupełniają, tylko są wzajemnie sprzeczne? To proste: niech każdy podejmie próbę realizacji tych pomysłów lokalnie, najpierw na poziomie gminy, a potem niech próbuje wyżej w powiecie czy województwie. Wtedy wszyscy razem, wszyscy pomysłodawcy mający genialne pomysły, możecie się zjednoczyć przy jednym pomyśle: decentralizacji. Zdobędziecie władzę centralną w całej Polsce, tylko po to, by przesunąć kompetencje władz w dół, by zrealizować subsydiarność, zasadę pomocniczości głoszoną przez katolików.Wtedy w swojej gminie, która będzie miała autonomię podobną do szwajcarskich kantonów, przekonasz nie miliony do swoich koncepcji, ale setki. I sobie to zrobicie. Wtedy inne gminy zobaczą, że to daje dobre owoce, gmina kwitnie nie tylko materialnie, ale intelektualnie i zaczną was kopiować. Udowodnisz w praktyce swoje idee, a nie teoretycznie.Więc proponuję Ci sojusz: wywalczmy razem realizację zasady subsydiarności na poziomie całej Polski. Podzielmy ją na tysiąc Liechtensteinów połączonych sojuszem militarnym i dyplomatycznym. To nie tylko pozwoli każdemu realizować swoje pomysły na poziomie gminy, ale wzmocni całe państwo, bo takie konkurencyjne gminy wytworzą wielokroć więcej bogactwa niż centralizm, a to pozwoli utrzymać większą sojuszniczą armię i lepszą wspólną dyplomację. Wtedy łatwiej się oprzeć zewnętrznym wpływom, spiskom i obcym agenturom, bo będą musiały inwigilować i przekupić tysiąc rządów, a nie jeden. A wpływy agenturalne zauważysz na poziomie gminy dużo szybciej i łatwiej, bo będziesz mieć osobisty kontakt z rządzącymi. A jeśli to się nie uda, ludzie w gminie będą zbyt głupi, by zauważyć destrukcyjne wpływy, albo sensowne rozwiązania, to trudno, gmina upadnie, ktoś ją przejmie. Lepiej by upadła jedna gmina, niż całe państwo, tak jak się to teraz dzieje.
Do wpisu: Najgroźniejszy pomysł, o którym nie wolno było mówić. Jak mechanizm konkurenta miał uzdrowić politykę.
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Albo pokaż dokument z podpisem Przystawy opisujący automatyczną wymianę mandatu na rzecz konkurenta inaczej niż przez referendum, albo przyznaj, że to twoja własna koncepcja – wtedy możemy dyskutować uczciwie. Przystawa już nie żyje i nie może sprostować twoich insynuacji, więc musisz mieć twarde dowody na to, że opisujesz jego koncepcję, a nie jakieś wrażenia z jakiegoś nieistniejącego forum, gdzie ktoś coś pisał pod wpisami Przystawy. A jak nie, to nie mieszaj jego dobrego imienia do swoich utopii. Powtarzam: Przystawa stał na twardym gruncie istniejących realnie ordynacji wyborczych JOW w krajach anglosaskich i nic nie wymyślał nowego. To bardzo nieuczciwe intelektualnie przypisywać swoje koncepcje osobie zmarłej. Ogarnij się!
mjk1
Ja Świderski czegoś nie wie, to jest to dla niego utopia a jak nie zna strony internetowej i forum, to prowadzą go trolle. Chłopie ty nawet tych swoich tysięcy Lichtensteinów opisać nie potrafisz a bierzesz się za pouczanie innych.
Grzegorz GPS Świderski
Twoje pytanie jest chamskie. Najpierw piszesz o jakiejś utopii głoszonej jakoby przez prof. Przystawę, a potem tłumaczysz, że to jakieś trolle o tym gadały pod jego artykułami. Ogarnij się.
mjk1
Ja nie znałem profesora, ale śledziłem jego stronę internetową, która działała jeszcze długo po jego śmierci. I to właśnie na tej stronie i na tamtejszym forum, ludzie zarzucali Kukizowi, że założył swój ruch tylko po to, aby zdyskredytować ideę JOW. To właśnie tam krytykowano Kukiza właśnie za to, że w jego programie nie było możliwości odwołania posła w trakcie kadencji, co całkowicie wypaczało ideę JOW w wersji Przystawy. Nie mam nic przeciwko Twoim 20 argumentom. Moje pytanie było jednak konkretne i na nie nie odpowiedziałeś. Nie tylko nie odpowiedziałeś, ale na wstępie wyraźnie napisałeś, że "niczym się nie różniły", co nie jest prawdą. Tyle, tylko tyle i aż tyle.
Hornblower
Żadna zmiana mająca na celu ograniczenie możliwości budowania karier politycznych przez miernoty i ograniczanie możliwości żerowania na państwie przez zwycięskie partie nie ma żadnych szans na powodzenie. To kwintesencja systemu politycznego naszego bantustanu. Czy tzw. wyborcy mogliby to zmienić? Nie zmienią. Dlaczego?Mój kolega, członek spółdzielni mieszkaniowej, od jakichś 18 lat walczy z prezesem spółdzielni, który zajmuje ten stołek nieco ponad ćwierć wieku. Na lokalnych portalach pan prezes jest surowo rozliczany., wyliczane są jego błędy, zaniechania, kumoterstwo, itd., itp. Z rozmów z mieszkańcami, członkami spółdzielni, wynika, że większość go wprost nie znosi, najchętniej wywieźliby go z przytulnego gabinetu na taczkach. No to jakim cudem jest prezesem ponad 25 lat?Po prostu, na ponad 700 członków spółdzielni, na zebrania wyborcze przychodzi zwarta grupa przydupasów prezesa w liczbie około trzydziestu osób, oraz równie zwarta grupa jego przeciwników, których liczba, jak do tej pory, nie przekroczyła 22 osób. Reszta ma to serdecznie w dupie i ogranicza swój sprzeciw i gniew do tzw. pyskowania, w internecie i w realu. No i jest jak jest. W polityce jest podobnie. 
Grzegorz GPS Świderski
Ja jestem zwolennikiem JOW. Znałem i popierałem Przystawę, napisałem 20 solidnych argumentów za JOW, które on poparł. Więc nie rozumiem, o co się czepiasz. Chcesz zostać moim trollem?
mjk1
Już nie ma a to zasadnicza różnica. Ty natomiast kolejny raz udowodniłeś, że nie masz bladego pojęcia o tym co sam proponujesz. Ty nawet nic zaproponować nie potrafisz, co nie tak dawno udowodniłem Ci pod innym wpisem. Teraz wytłumaczę Ci dlaczego, choć obawiam się, że znowu nic nie zrozumiesz. Cały czas udowadniasz wszystkim, że jedynym rozwiązaniem, nie tylko naszych, ale i światowych problemów, jest wdrożenie ASE jako lekarstwa na wszystkie choroby. Jeżeli to takie dobre, to dlaczego akurat nie miałoby działać w polityce? Powoływanie się na austriacką szkołę ekonomii przy jednoczesnym odrzucaniu konkurencji jako mechanizmu kontroli jest wewnętrznie sprzeczne. Cała ASE opiera się na założeniu, że rynek dyscyplinuje nie przez komisje i werdykty, lecz przez stałą presję konkurenta, który tylko czeka na błąd. Dokładnie to samo proponował Przystawa w odniesieniu do polityki. Nikt nie mówi o „orzekaniu winy” ani o nowych ciałach decyzyjnych. Chodzi o odpowiedzialność wbudowaną w sam wynik wyborów, gdzie przegrany nie znika, lecz staje się naturalnym kontrolerem zwycięzcy. To jest czysty mechanizm rynkowy, a nie normatywna fantazja.Redukowanie myśli Przystawy wyłącznie do kosztownego i rzadkiego referendum odwoławczego to uproszczenie, które w praktyce neutralizuje jego krytykę oligarchii partyjnej. Jeśli naprawdę uznaje się konkurencję za najskuteczniejszy regulator w ekonomii, to odrzucanie jej w polityce jest nie teorią, lecz obroną status quo. Generalnie konkurencja jest dobra i nie ma nic lepszego. Jeżeli jednak dotyczy Świderskiego, to jest to rzecz najgorsza z możliwych. Kiedy Wy piszecie prawdę Panie Towarzyszu Świderski?
Grzegorz GPS Świderski
Tak, przyśniła ci się. Nie ma takiej strony. Gdyby była, to byś ją podał.
mjk1
Ten model nie wymaga ciągłej aktywności wyborców, tylko ciągłej aktywności polityków. To kandydat B pilnuje posła A, bo chce zająć jego miejsce. Wyborca może to w całości ignorować. Sama obecność realnego konkurenta działa prewencyjnie. Jeśli ktoś miałby się w tym systemie „męczyć”, to wyłącznie zły poseł, a nie wyborca.
Roman Misiewicz
Jednak wymagałoby to ciągłej aktywności wyborców, bo organizowanie przez kandydata B spotkań z wyborcami, czy drukowanie krytyki wymaga aktywności, tak jak i odebranie A wotum zaufania. Walka polityczna rozciągnięta w czasie poza kampanię byłaby bardzo męcząca - moim zdaniem - dla wyborcy.