W ostatnich dniach przestrzeń publiczna w Polsce wypełnia się tematami, które, choć istotne, mają wspólną cechę: są łatwe do komunikacyjnego „sprzedania”. Dyskusje o cenach paliw, skandalach obyczajowych, sporach wokół projektów takich jak KSeF czy regulacje dotyczące rynku pracy dominują przekaz polityczny i medialny.
W przekazie części opozycji, w tym największej partii Prawo i Sprawiedliwość, a także mediów takich jak Telewizja Republika czy wPolsce24, wyraźnie widać koncentrację na tematach silnie emocjonalnych, łatwo zrozumiałych i szybko rezonujących społecznie. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak działa polityka. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy w cieniu tych sporów pozostają kwestie o znacznie większym ciężarze ustrojowym.
Spór, który decyduje o państwie.
Równolegle toczy się bowiem konflikt o znaczeniu fundamentalnym: o kształt wymiaru sprawiedliwości, rolę Krajowej Rady Sądownictwa oraz stabilność systemu orzeczniczego. Punktem zwrotnym było weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec nowelizacji ustawy o KRS. To nie była zwykła decyzja polityczna. To był moment, w którym zderzyły się dwa modele myślenia o państwie prawa.
Ustawa rządowa: naprawa przez weryfikację.
Zawetowana ustawa zakładała zmianę sposobu wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa, poprzez większy udział środowiska sędziowskiego, oraz otwarcie drogi do kwestionowania statusu części sędziów. Jej zwolennicy przekonywali opinię publiczną, że jest próbą przywrócenia standardów praworządności. Krytycy widzieli przede wszystkim ryzyko destabilizacji.
Najpoważniejsze wątpliwości, to możliwość podważania wyroków ze względu na skład sądu, ryzyko lawiny wniosków o wznowienie postępowań i brak gwarancji szybkiego „zamknięcia” sporu. W praktyce oznaczało to scenariusz, w którym każdy proces mógłby stać się początkiem kolejnego sporu proceduralnego.
Projekt prezydencki: stabilizacja systemu.
W odpowiedzi prezydent przedstawił własny projekt. Jego fundament jest prosty. Uznać obowiązujący stan prawny, ograniczyć możliwość jego podważania i zapewnić ciągłość orzecznictwa. Kluczowe rozwiązania, to zakaz kwestionowania statusu sędziów w toku postępowań, wzmocnienie stabilności wyroków i ograniczenie sporów kompetencyjnych między instytucjami. To podejście zakłada, że największym zagrożeniem jest destabilizacja systemu.
Dwa podejścia.
Porównanie obu koncepcji prowadzi do jasnego wniosku.
Model rządowy przedstawiając korektę faktycznie dokonuje powrotu do starego skompromitowanego systemu i jednocześnie planuje jego długoterminowy chaos.
Model prezydencki stawia na stabilność i przede wszystkim ciągłość systemu, ograniczając jednoczesnie przestrzeń do rewizji wcześniejszych decyzji.
Mamy więc wybór pomiędzy długoterminowym chaosem a stabilnością i bezpieczeństwem systemowym.
Dlaczego ta debata nie dominuje?
W tym miejscu pojawia się najciekawsze pytanie, nie tylko o politykę, ale o mechanikę debaty publicznej.
Dlaczego spór o fundamenty państwa nie jest dziś głównym tematem?
Możliwe odpowiedzi są różne. Tematy ustrojowe są trudniejsze do komunikacji, nie generują natychmiastowych emocji a przede wszystkim wymagają wiedzy i kontekstu. Z kolei kwestie takie jak ceny paliw czy spory polityczne, czy obyczajowe, są bardziej „namacalne”, szybciej budują reakcję społeczną i łatwiej wpisują się w logikę mediów.
Efekt: przesunięcie ciężaru debaty.
W rezultacie dochodzi do zjawiska, które można nazwać przesunięciem uwagi z pytań o strukturę państwa na spory o bieżące decyzje i kontrowersje. To nie znaczy, że te drugie są nieważne. Ale oznacza, że pierwsze, kluczowe, mogą zostać całkowicie przemilczane.
Czy to świadoma strategia?
Nie ma jednej odpowiedzi. Możliwe są różne interpretacje. Strategia komunikacyjna oparta na emocjach, naturalna dynamika mediów, lub brak politycznej przestrzeni na pogłębioną debatę ustrojową. Jedno jest jednak pewne. Skutkiem jest ograniczenie widoczności najważniejszego sporu.
Państwo w cieniu narracji.
Spór o Krajową Radę Sądownictwa, status sędziów i stabilność wyroków to nie jest jeden z wielu tematów. To fundament. Jeśli nie znajduje się on w centrum debaty, niezależnie od powodów, oznacza to, że polityka wygrywa z analizą, narracja wygrywa z treścią a uwaga społeczna kierowana jest gdzie indziej niż tam, gdzie zapadają decyzje o największych konsekwencjach. Ostatecznie nie chodzi o to, które tematy są głośniejsze. Chodzi o to, które z nich naprawdę decydują o tym, jakie będziemy mieli państwo.
To jest inżynieria społeczna...dawniej socjotechnika wg.mojej nomenklatury paleosocjotechnika.
Nawet "uczeni" niemieccy za Hitlera...mieli juz początki inżynierii społecznej.
To o czym piszesz...to jest właśnie to...ale jeszcze w powijakach. Orwell ...no może początki.
Powrót do już poruszonego przez pana tematu? Tak ,pamiętam pana zdanie o tematach zastępczych jako emocjonalnych które powinny ustępować miejsca ważniejszym bo ustrojowym.Niestety, realia które nazywa pan zastępczymi i ustrojowe mają ścisły związek.Nie można zaniechać śledzenia bieżącej polityki i bieżących wydarzeń i przemilczać fakty.Nie byłoby sporu o KRS gdyby nie panujące bezprawie nazwane demokracją walczącą,bo to jest podstawą sporu.Dziś wszystko staje się ważne w polskiej polityce,nawet emocje i to niezależnie od nas.Pan chciałby debaty o fundamentach dla samej debaty.
Przykro mi, że Ty dalej nic nie rozumiesz Danusiu. W październikowych wyborach dopuściliśmy do władzy politycznych bandytów, albo, jak kto woli, kolejne pokolenie UB. Oni nie cofną się przed niczym. Jutro dowiesz się, że zaprzysiężeni sędziowie nie stawią się do pracy w Trybunale Konstytucyjnym, co oznacz, że TK dalej nie będzie mógł wydać decyzji o bezprawiu tej czerwonej zarazy. Równolegle, albo zaraz po, podpiszą pierwszą transzę unijnego SAFE, czyli scenariusz grecki w wersji turbo. Tu nie ma dobrego rozwiązania, bo podpisujący, ktokolwiek nim będzie, został wybrany w demokratycznych wyborach i jego podpis gwarantuje spłatę długu i nie ma od tego odwołania. Jak to nie wystarczy, to odpalą SAFE 0% w wersji PSL. Co to oznacza wyjaśniłem w osobnym wpisie. Generalnie sytuacja jest dokładnie taka, jak za pierwszej solidarności. W końcu użyją wariantu siłowego a społeczeństwo będzie już tak tym wszystkim zmęczone, że przyjmie to z ulgą licząc, że w końcu "będzie porządek".. Zaprotestuje być może garstka emerytów, których się łatwo spacyfikuje, ale Polska straci szansę rozwoju na lata o ile nie na zawsze. Pozostaje oczywiście jeszcze liczyć na cud, wszak cuda, też się przecież czasami zdarzają. Pretensje zaś mam do opozycji i opozycyjnych mediów o to, że zajmują się sprawami ważnymi z najmniej ważnych.
To, co dzieje się w Rumunii, Polska widziała wcześniej? Spór o SAFE narasta.
"Program obronny SAFE w Rumunii wywołał poważne kontrowersje po doniesieniach o nagłym podniesieniu cen przez dostawców uzbrojenia. W centrum sprawy znalazł się niemiecki koncern Rheinmetall, który – według mediów – miał zwiększyć swoje oferty nawet o 30 proc. tuż przed podpisaniem kontraktów.
SAFE w Rumunii: ceny rosną tuż przed podpisaniem umów
Kontrowersje wokół programu SAFE wybuchły po publikacjach rumuńskich i branżowych mediów. Wynika z nich, że część dostawców uzbrojenia zmieniła warunki finansowe w ostatniej fazie negocjacji.
Jak poinformował rumuński serwis Mediafax, ceny miały wzrosnąć nawet o 30 proc., co wywołało reakcję władz w Bukareszcie.
„Kiedy zaczęliśmy rozmowy o SAFE, niektórzy prywatni producenci amunicji przyszli z określoną ceną. Teraz, gdy jesteśmy blisko podpisania, wracają z około 30% więcej. Nie zaakceptujemy tego” – powiedział minister obrony Rumunii, Radu Miruță.
Rząd zapowiada, że nie ulegnie presji i nie zaakceptuje podwyżek wynikających wyłącznie z napiętego harmonogramu negocjacji. ........
całość tu :
salon24.pl
@mjk1..Właśnie silnie emocjonalnie,łatwo zrozumiałe i rezonujące społecznie tematy jak najbardziej powinny zaistnieć w przestrzeni publicznej bo tak przyciągają uwagę społeczeństwa. W końcu chyba trzeba zacząć dostrzegać że ono istnieje i które należy informować o skali i ciężarze problemów. Pan jako przeciwnik zrozumiałego przekazu,a zwolennik podanego sucho i nie przystępnie co tak naprawdę chce osiągnąć? Społeczeństwo niczym nie zainteresowane? Jakież więc to tematy zastępcze powinno się wykluczyć z informacji czy debat? One wszystkie też mają swoją wagę i wpływ na ustrój.Oczywiście jak zwykle u pana winny jest PiS,bo porusza różne sprawy i stara się dotrzeć do społeczeństwa. Pisze pan o sporze ustrojowym,tyle że tu nie ma żadnego sporu tylko trwa bezwzględna walka z prezydentem. W demokracji nazywa się to różnym spojrzeniem i tematem do debaty,w naszym reżimie jest tylko przyuczenie społeczeństwa że bezkarność władzy jest nieograniczona. Dlaczego mamy przemilczać takie sprawy jak wszechobecna korupcja,sprawę Grodzkiego ,pedofilów i innych i uważać je za zastępcze? Najlepiej zamieść po dywan i z usmiechem udawać,że jest pięknie? Kształt ustroju zależy od wielu czynników i TV Republika i WPolsce 24 spełniają zadanie choć panu ich przekaz akurat nie odpowiada. Jednak ja ,przeciętny obywatelka wciąż przez pana nazywana osobą nic nie rozumiejącą w rzeczywistości widzę więcej niż pan zasklepiony w akademickim przekazie.
@ Sake! Do tych "naszych" telewizji też trzeba podchodzić z rezerwą - ŻADNA nie informuje o rozprawie, jaka toczy się w warszawskim sądzie przeciwko G. Braunowi w sprawie zgaszenia świec chanukowych w sejmie. A rozprawa jest fascynująca, obnaża cała antypolską politykę i stosunek mniejszości żydowskiej. Pytania G. Brauna i jego obrońców do strony skarżącej, jej różnych świadków, kładą tę całą podłotę na łopatki.
Polecam, warto samemu to obejrzeć i ocenić, a potem rozesłać każdemu, kto nie ma o tym pojęcia, bo jak na razie internet jest to jedyna droga do "opinii publicznej", a my jako blogerzy mamy też swoje obowiązki - walczymy o prawdę, której nasi bliźni nie mogą zobaczyć w mediach publicznych
Nie chodzi o to, żeby cokolwiek zamiatać pod dywan ani udawać, że pewnych spraw nie ma. Oczywiście, że tematy takie jak korupcja, afery czy nadużycia władzy powinny być nagłaśniane - tu pełna zgoda. Tylko spójrzmy uczciwie: ile lat już „grzejemy” sprawy Grodzkiego, Giertycha czy Nowaka? I jaki jest tego realny efekt? Czy coś się systemowo zmieniło? Czy ktokolwiek poniósł konsekwencje, które zamknęły temat? No właśnie - efekt jest w praktyce zerowy poza podtrzymywaniem emocji. I tu jest sedno mojego wpisu. Problem nie polega na tym, że te tematy istnieją. Problem polega na tym, że one zaczynają dominować w debacie publicznej do tego stopnia, że wypierają sprawy absolutnie fundamentalne, takie, które decydują o tym, czy państwo w ogóle działa. Bo to, co nazywasz „akademicką dyskusją”, w rzeczywistości dotyczy podstaw naszego funkcjonowania. Czy wyroki sądów są ostateczne, czy można je masowo podważać, czy instytucje państwa są stabilne, czy każdy wyrok za chwilę nie stanie się przedmiotem kolejnego sporu. To nie są abstrakcje. To jest kwestia bezpieczeństwa prawnego każdego z nas - Twojego też. Możemy przez kolejne lata żyć kolejnymi „gorącymi tematami”, które wzbudzają emocje i dają poczucie, że coś się dzieje. Tylko jeśli w tym samym czasie rozmontujemy fundamenty państwa, to w pewnym momencie okaże się, że nie ma już narzędzi, żeby cokolwiek skutecznie rozliczyć. I wtedy dopiero zobaczymy, czym naprawdę jest bezkarność. Dlatego nie chodzi o to, żeby mniej mówić o aferach. Chodzi o to, żeby nie tracić z oczu rzeczy, które decydują o tym, czy państwo w ogóle jest w stanie na nie reagować.
O konkretach jak ratować Polskę i Polaków mówi G. Braun:
GRZEGORZ BRAUN ZAATAKOWANY! UJAWNIA SZOKUJĄCE INFORMACJE
Zwolennicy pozostawania Polski w UE powinni spokojnie wysłuchać o tym, czego UE żąda od Polski (likwidacje, ocieplenia, donoszenie na siebie) i zastanowić się, czy GB czasami nie ma racji, kiedy mówi, że nawet nasz poprzedni CZERWONY OKUPANT nie miał tak szalonych pomysłów likwidacji Polski jakie teraz stosuje niemra Ursula von der Leyen.
Jest dużo racji w tym co mówi Braun. Problem w tym, że on oprócz lotnych haseł pod publiczkę nie ma programu. Jeżeli programem ma być: rozwalmy wszystko a potem się zobaczy, to wybacz, ale to nie jest żadne rozwiązanie. Zadam Ci jedno proste pytanie na temat poruszony w tym materiale do którego adres podałaś. "Wróćmy do polskiego węgla". Całkiem słusznie i ja to w pełni popieram. Problem w tym, że wydobycie jest tak drogie, że energia z tego polskiego węgla wcale nie będzie tańsza i nie chodzi o opłaty ETS. Jak sprawić, żeby opłacało się wykorzystywać polski węgiel, aby to było opłacalne? Zarówno Ty jak i Braun nie macie o tym zielonego pojęcia. Wy macie tylko zbiór chwytliwych i słusznych hasełek, ale zero rozwiązania poruszanych w tych hasełkach problemów. Jeżeli dodam do tego, że Kaczyński wykluczył koalicję z Braunem, bez której rządził nie będzie, to mamy pełny obraz na czym zależy polskim politykom, bo na pewno nie na niepodległości Polski. To ostatnie będzie oczywiście niesłuszną krytyką jedynie słusznej patriotycznej partii Prawo i Sprawiedliwość i kółeczko się zamyka. Obawiam się, że zaraz "nożyce się odezwą".