Napisałem niedawno cztery odcinki serii notek wyjaśniających kreację walut fiducjarnych z powietrza poprzez kredyt:
- Część 1: https://naszeblogi.pl/75274-pieniadz-z-powietrza-i-handel-czasem
- Część 2: https://naszeblogi.pl/75354-kreacja-waluty-z-powietrza-z-niczego-ex-nihilo
- Część 3: https://naszeblogi.pl/75366-tajemnica-poltora-biliona-zlotych-ktorych-nie-ma-w-zadnym-sejfie
- Część 4: https://naszeblogi.pl/75389-dlaczego-rozsadni-ludzie-nie-rozumieja-pieniadza-bankowego
Teraz piszę to jeszcze raz, ale krócej, zwięźlej i bardziej zrozumiale. Możecie tych notek nie czytać, jeśli zrozumiecie to, co poniżej. A jeśli nie zrozumiecie, to może je przeczytajcie. A jak nadal nie rozumiecie, to pytajcie.
Instrukcja czytania.
Ten tekst ma jeden cel: wyjaśnić możliwie prosto, jak działa współczesny pieniądz bankowy i w jaki sposób powstaje on w systemie kredytowym. Nie jest to polemika, nie jest to manifest ideologiczny i nie jest to ocena moralna banków, państwa ani uczestników rynku. Nie zakładam złych intencji czytelnika i nie przypisuję mu żadnych poglądów. Tekst należy czytać literalnie.
Używam kilku metafor, ale każda z nich jest wyraźnie oddzielona od opisu mechanizmu. Metafora służy wyłącznie dydaktyce. Jeżeli metafora wydaje się nieprecyzyjna, należy wrócić do modelu, który ją poprzedza.
Pojęcia „pieniądz”, „waluta”, „gotówka”, „zapis bankowy”, „aktywa” i „pasywa” są używane konsekwentnie i w znaczeniu technicznym. To ważne, bo większość nieporozumień w tej sprawie bierze się właśnie z mieszania tych pojęć.
Mapa na start: trzy porządki jednocześnie.
Aby zrozumieć pieniądz bankowy, trzeba od początku rozdzielić trzy porządki, które w potocznym myśleniu są zwykle sklejone w jeden:
- Po pierwsze: porządek prawny. Kredyt to umowa. Jedna strona zobowiązuje się oddać w przyszłości określoną kwotę, druga strona zobowiązuje się tę kwotę udostępnić dziś.
- Po drugie: porządek bilansowy. Bank prowadzi księgi. W nich zapisuje swoje należności i zobowiązania. To jest czysta rachunkowość, nie fizyka.
- Po trzecie: porządek operacyjny. Chodzi o to, czym realnie można zapłacić w gospodarce: przelewem, kartą, gotówką. To jest obieg.
Jeżeli te trzy porządki się rozróżni, większość sporów znika sama.
Model minimalny: jedna transakcja kredytowa.
Zacznijmy bez metafor.
Klient idzie do banku i podpisuje umowę kredytową na 100 000 zł. W tym momencie dzieją się jednocześnie dwie rzeczy w księgach banku.
Po stronie aktywów bank zapisuje należność: „kredyt do spłaty przez klienta – 100 000 zł”. Po stronie pasywów bank zapisuje zobowiązanie: „depozyt klienta – 100 000 zł”.
Nie ma tu żadnego sejfu, z którego te pieniądze są wyjmowane. Nie ma też innego klienta, któremu coś właśnie zabrano. Pojawia się nowy zapis: należność i odpowiadające jej zobowiązanie.
Klient może teraz tym depozytem płacić: wykonać przelew, zapłacić kartą, przelać środki do innego banku. Dla gospodarki oznacza to wzrost dostępnej siły nabywczej.
W przyszłości klient spłaca kredyt. Każda rata zmniejsza jednocześnie należność banku i odpowiadający jej zapis pieniądza bankowego. W momencie całkowitej spłaty kredytu zapis znika.
To jest cały mechanizm. Nie ma tu żadnej magii i nie ma drukowania banknotów.
Co tu dokładnie powstało, a co nie!
Nie powstała gotówka. Banknotów nie przybyło. Powstał pieniądz bankowy, czyli zapis księgowy, który pełni funkcję pieniądza, bo jest powszechnie akceptowany jako środek płatniczy.
Pieniądz w tym sensie nie jest rzeczą, tylko relacją prawną i zapisem. Dokładnie tak samo, jak akcje spółki, obligacje czy udziały w funduszu – one również nie leżą w sejfach, a mimo to mają realną wartość i realne skutki gospodarcze.
Metafora pierwsza: pieniądz jako zapis obietnic.
Teraz metafora.
Można myśleć o pieniądzu bankowym jak o sieci zapisanych obietnic. Kredytobiorca obiecuje oddać w przyszłości. Bank zapisuje tę obietnicę i wystawia przeciwko niej zapis, którym można płacić już dziś.
Metafora ma swoje granice, ale dobrze pokazuje jedną rzecz: pieniądz bankowy nie jest magazynem rzeczy, tylko systemem rozliczania przyszłych zobowiązań w czasie teraźniejszym.
Wracając do modelu: to wciąż są aktywa i pasywa w bilansie.
Metafora druga: handel czasem
Kredyt to w istocie wymiana teraźniejszości na przyszłość. Klient dostaje dziś możliwość wydania środków, których jeszcze nie zarobił. W zamian zobowiązuje się oddać je później, z odsetkami.
System bankowy umożliwia skalowanie takiego handlu czasem w całej gospodarce. To nie jest oszustwo ani trick. To jest mechanizm cywilizacyjny, który pozwala realizować inwestycje, zanim zgromadzi się fizyczne oszczędności w gotówce.
Wracając do modelu: ta „wymiana czasu” jest zapisana w bilansie jako należność i depozyt.
Skala systemu i pułapka skarbca.
W tym miejscu pojawia się szok poznawczy. Suma pieniądza bankowego w obiegu wielokrotnie przekracza ilość gotówki. W Polsce są to setki miliardów złotych różnicy. To rodzi intuicyjny sprzeciw: „przecież tych pieniędzy nie ma w sejfach!”. I rzeczywiście: nie ma. Bo to jest błędna metafora.
System bankowy nie jest skarbcem. Jest systemem zapisów. Próba zrozumienia go przez pryzmat sejfu prowadzi do niekończących się nieporozumień.
Jeżeli wszyscy klienci jednocześnie zażądają gotówki, system się zatnie – dokładnie tak samo, jak zatnie się giełda, gdy wszyscy spróbują jednocześnie sprzedać akcje po tej samej cenie. To nie dowodzi, że akcje „nie istnieją”. To dowodzi, że płynność jest zawsze ograniczona.
Najczęstsze błędy intuicyjne.
- Pierwszy: przekonanie, że bank musi najpierw mieć pieniądze, żeby je pożyczyć. W rzeczywistości bank musi mieć kapitał obrotowy i spełniać wymogi regulacyjne, ale sam zapis pieniądza bankowego powstaje w momencie udzielenia kredytu.
- Drugi: przekonanie, że skoro pojawia się nowy pieniądz, to ktoś inny musi stracić. W momencie kreacji kredytu nikt niczego nie traci. Zobowiązanie pojawia się w przyszłości.
- Trzeci: traktowanie księgowości jak „tricku”. Księgowość nie jest sztuczką. Jest językiem opisu relacji majątkowych. Jeżeli zapis daje możliwość realnego wydania środków, to jest ekonomicznie realny.
Dlaczego rozsądni ludzie się na tym wykładają?
Bo intuicje są kształtowane przez świat fizyczny: rzeczy, magazyny, zapasy. Tymczasem pieniądz bankowy jest konstrukcją abstrakcyjną, opartą na zapisie i zaufaniu do systemu prawnego.
To samo zjawisko obserwowaliśmy historycznie przy akcjach, obligacjach, a dziś przy aktywach cyfrowych. Abstrakcja zawsze przychodzi później niż intuicja.
Kilka wniosków ogólnych (oddzielonych od mechaniki)
System bankowy jest technologią społeczną. Nie jest ani „naturalny”, ani „sprawiedliwy” z definicji. Jest narzędziem.
Państwo pełni w tym systemie rolę gwaranta reguł gry, nie sejfu z pieniędzmi.
Krytyka lub obrona tego systemu ma sens dopiero wtedy, gdy rozumie się jego działanie. Bez tego spór toczy się na poziomie metafor, najczęściej fałszywych, a nie mechanizmów.
Grzegorz GPS Świderski
https://t.me/KanalBlogeraGPS
https://Twitter.com/gps65
https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele
Tagi: gps65, ekonomia, polityka, waluta fiat, system bankowy, bank centralny, finanse, kreacja z powietrza
Szanowny Panie Grzegorzu.
To, co Pan opisuje, czyli kreację pieniądza bankowego jako zapisu, rozróżnienie porządku prawnego, bilansowego i operacyjnego, jak również fakt, że „pieniądz nie leży w sejfach” - jest poprawne i zgodne z podręcznikami bankowości centralnej!
Problem w tym, że jest Pan zwolennikiem ASE a ta szkoła mówi, w największym skrócie, że pieniądz powinien mieć stałą podaż. Najlepiej opartą na złocie i bez „manipulacji” banku centralnego.
I tu wchodzimy dokładnie w problem, który wcześniej opisałem pod poprzednim pańskim wpisem czyli:
wzrost dóbr plus stała ilość pieniądza, to DEFLACJA!
To NIE jest drobna wada. To systemowy zabójca gospodarki kredytowej i rozwojowej.
Generalnie proponuje Pan zamiast leczyć pacjenta, od razu go zastrzelić.
Reasumując, dopóki nie wyjaśni Pan tej sprzeczności w dalszym ciągu będę twierdził, że o ekonomii nie ma Pan bladego pojęcia i o ASE też.
No właśnie – mechanika „pieniądz jako zapis” jest tu opisana poprawnie. A spór, który Pan dorzuca, to już nie bankowość, tylko model gospodarki.
Tylko dwie rzeczy „po chłopsku”, bo tu jest dużo straszenia słowem DEFLACJA:
I na koniec: tekst Grzegorza tu jest o tym jak to działa, a Pan mu wjeżdża w usta „złoto albo śmierć gospodarki”. To jest skrót. Da się dyskutować o wadach twardego pieniądza, ale w obecnym systemie też mamy „systemowego zabójcę”: dług + stałe dodruki + ukryty podatek inflacyjny, tylko rozłożony w czasie.
A to „bladego pojęcia” – serio zbędne. Lepiej się trzymać konkretu: czy kredyt ma być pożyczką oszczędności, czy kreacją nowego pieniądza, i jakie są koszty jednego i drugiego.
Nie wydaje mi się Panie Bartoszu. Wpis dotyczy kreacji pieniądza i jest całkowicie poprawny, co uczciwie napisałem. Ja natomiast pisałem nie o ASE, ale o roli jaką powinien pełnić pieniądz wg. ASE, czyli też napisałem o pieniądzu. Dlaczego to jest jeszcze gorsze od pieniądza fiducjarnego rozwinąłem pod wcześniejszym wpisem Pana Grzegorza.
W pańskim natomiast wpisie ciekawi mnie stwierdzenie dlaczego: "deflacja deflacji nierówna"? Jak mógłby Pan rozwinąć byłbym wdzięczny.