Ten tekst jest trzecią częścią serii o pieniądzu fiducjarnym i bankowości. W dwóch poprzednich częściach opisałem sens pieniądza jako handlu czasem oraz techniczny mechanizm jego powstawania w bankach.
- Część 1: https://naszeblogi.pl/75274-pieniadz-z-powietrza-i-handel-czasem
- Część 2: https://naszeblogi.pl/75354-kreacja-waluty-z-powietrza-z-niczego-ex-nihilo
Dyskusje pod tamtymi tekstami pokazały mi, że największym wrogiem zrozumienia systemu nie jest brak wiedzy, tylko jedna stara intuicja: bank jako sejf, konto jako skarpetka. Nazwijmy to pułapką skarbca. Dziś policzę pieniądze tak, jak ludzie liczą je intuicyjnie: przez to, co da się za nie kupić.
Matematyka kontra iluzja skarbca
Na początek twardy fakt o gotówce. Na koniec września 2025 wartość pieniądza gotówkowego w obiegu wynosiła w Polsce 442,4 mld zł. To jest ta część, którą da się wziąć do ręki, włożyć do kieszeni, wsunąć do sejfu, zakopać w ogródku. To się nazywa agregat M0.
Teraz druga liczba, która robi ludziom krzywdę, bo jest zbyt duża, by ją czuć. Agregat M1 w Polsce w listopadzie 2025 wynosił 1 983,42 mld zł. To jest gotówka plus depozyty na żądanie, czyli pieniądz, którym realnie płacimy przelewem lub kartą, dostępny od ręki.
Różnica między tymi wielkościami nie jest kosmetyczna. To jest przepaść rzędu półtora biliona złotych. To nie jest papier. To jest siła nabywcza, która codziennie kupuje realny świat.
Przykład pokazujący co możemy za to kupić.
Weźmy spółkę, którą każdy kojarzy: Intel. Jego kapitalizacja rynkowa była szacowana na około 203,64 mld dolarów (stan na 9 stycznia 2026). Średni kurs NBP z tego samego dnia to 1 USD = 3,6184 zł. To daje około 737 mld zł wartości rynkowej w przeliczeniu na złote.
Za całą polską gotówkę zbliżoną do 442 mld zł nie da się kupić Intela, nawet gdyby był do sprzedania po tej szacunkowej cenie równej rynkowej kapitalizacji.
Natomiast za M1 (548 mld dolarów), czyli za pieniądz, którym na co dzień płacimy i stanowi on naszą siłę nabywczą, moglibyśmy kupić dwa Intele i by nam jeszcze cała gotówka została!
Oczywiście ktoś spróbuje uciec w erystykę: że kapitalizacja to nie cena przejęcia, że przy wykupie całości rynek by się przesunął, że potrzebna jest premia, że nie ma takiej płynności. No i w ogóle nie dałoby się takiej zrzutki zrobić, bo nie każdy chce mieć Intela za całe swoje oszczędności. Zgoda. To nie jest instrukcja wrogiego przejęcia. To jest test intuicji. Ten test pokazuje coś bezdyskusyjnego: skala siły nabywczej, którą obsługują same zapisy bankowe, jest kilkukrotnie większa niż skala fizycznej gotówki. A te pieniądze są z powietrza!
Gdzie jest te dodatkowe półtora biliona złotych?
Nie ma ich w sejfie. To nie jest banknot, który ktoś gdzieś przechowuje. To zapis. I to zapis, który w ogromnej części powstaje w momencie udzielania kredytu, czyli powstaje ex nihilo.
Gdy bank udziela kredytu, nie musi znaleźć uprzednio zdeponowanych pieniędzy w sensie fizycznym. Bank księguje jednocześnie należność wobec kredytobiorcy oraz depozyt na jego rachunku. Bilans się domyka, a w gospodarce pojawia się nowy pieniądz bankowy, którym można natychmiast płacić. To nie jest magia. To jest rachunkowość bankowa.
Każda jednostka pieniądza bankowego ma więc źródło w kredycie. Systemowo pieniądz bankowy jest czyimś długiem, choć nie oznacza to, że każdy posiadacz depozytu jest dłużnikiem. Depozyt jest roszczeniem wobec banku, kredyt jest zobowiązaniem wobec banku, a pieniądz bankowy jest tym ruchem w księgach, który łączy oba fakty.
Bitcoin i mit „niematerialności”
Wielu ludzi twierdzi, że bitcoin jest nic nie wart, bo jest cyfrowy, wirtualny, niematerialny, nie istnieje fizycznie, to tylko jakieś liczby w komputerach. Tylko że dokładnie ta sama cecha dotyczy większości współczesnego pieniądza bankowego. Większa część środków płatniczych to nie banknoty, tylko zapisy w systemach bankowych. 78% złotówek, którymi realnie operujemy i nimi płacimy to tylko liczby w komputerach tak jak kryptowaluty, a tylko 22% to fizyczny pieniądz w portfelu.
Różnica między pieniądzem bankowym a bitcoinem nie polega na tym, że jedno jest realne, a drugie wirtualne. Różnica polega na źródle zaufania i architekturze systemu. Pieniądz bankowy opiera się na instytucji, prawie i nadzorze. Bitcoin opiera się na kryptografii i protokole. Oba są zapisami. Oba działają dlatego, że ludzie uznają je za rozliczalne.
Dlaczego to jest ważne
Cały ten gmach stoi na zaufaniu i płynności. Jeżeli pęka zaufanie, ludzie chcą zamieniać zapis na gotówkę, a wtedy ujawnia się banalny fakt: gotówki jest nieporównanie mniej niż zapisów. Jeżeli banki przestają udzielać kredytu, nie znikają natychmiast fabryki ani kompetencje, ale zaczyna się zacisk na obrocie, bo znika mechanizm kreacji i obiegu pieniądza bankowego, który jest podstawowym smarem wymiany.
Pułapka skarbca polega na tym, że wielu ludzi próbuje rozumieć XXI wiek kategoriami XIX wieku. Tymczasem współczesny pieniądz nie jest złotem w sejfie ani nawet papierem w portfelu. Jest czasem i zaufaniem ujętym w księgi. A bilion, którego nie ma w żadnym sejfie, to nie metafora. To opis świata, w którym żyjemy. I im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej będziemy przygotowani na nadchodzące zmiany w systemie finansowym.
Grzegorz GPS Świderski
https://t.me/KanalBlogeraGPS
https://Twitter.com/gps65
https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele
Tagi: gps65, waluta fiat, system bankowy, polityka, bank centralny, finanse.