***
Każde państwo swój kapitał opiera na trzech filarach siły. Pierwszym jest siła gospodarki, drugim potencjał kulturowy, trzecim obronność. Gospodarkę zostawmy na boku, bo dziś w równym stopniu buduje ją państwo macierzyste, jak i przyszły dominator; pierwsze z nadziei, drugi z wyrachowania. Wojna nie dotyczy gospodarki. Prawdziwą wojnę prowadzi się w przestrzeni kulturowej, która jednych osłabia, drugich wzmacnia. Obronność polega na kumulacji siły odporu, a atak na kumulacji siły naporu. W Polsce taka właśnie wojna zaczęła się od momentu, wycofania ZSRS z Europy Środkowo-Wschodniej i powstania politycznej przestrzeni do zdobycia. Natomiast jakość „techniczna” poszczególnych filarów (gospodarka, obronność i kulturowość) zależy od poczucia odpowiedzialności elit i poziomu świadomości całego społeczeństwa, a więc od tych czynników, które kształtuje kultura i państwo.
Współczesna świadomość Polaka
Dziś stoimy pomiędzy nieświadomą odwagą II RP, a wciąż żywym strachem PRL; pomiędzy niepodległym sposobem myślenia okresu międzywojennego a wyuczonym przez komunizm niewolnictwem; pomiędzy ogłupiającym kultem Zachodu a niewiarą we własne siły i własną kulturę. To wszystko tworzy nasz świat ducha i materii. W tym świecie żyjemy, oddychamy tlenem jaki sami wyprodukujemy, z tego świata wyciągamy wnioski, jego kategoriami rozumujemy i w nim wychowujemy swoje dzieci. Gdy do tak ukształtowanej duszy dzisiejszego Polaka dorzucimy przysłowiowe piwko, skłonność do łajdactwa i egoistyczną pogoń za pieniądzem, wyłoni nam się obraz ogólnej niemocy, braku perspektywy i kompletnego zacofania. Bo zacofanie, z historycznego punktu widzenia, to nie jest inny sposób myślenia, gorszy sposób gospodarowania, czy tworzenie odmiennej kultury. Standardy mogą się zmienić i to, co kiedyś było postępem, może okazać się zacofaniem lub kardynalnym błędem (np. bujne życie na pożyczkach). Historia zna przeróżne przypadki. Zacofanie to przede wszystkim kompleksy i niewiedza, brak odwagi myślenia i wyrażania swoich myśli, prymitywne naśladownictwo, sprzedajność, niedojrzałość i z tego powodu chęć posiadania politycznego patrona lub centrali – czyli ogólnie, wiara w swoją niemoc i klonowanie tej niemocy, a nawet głupota. Z takim bagażem możemy trafić tylko z deszczu pod rynnę.
Niekończąca się fikcja
Przez wiele stuleci walka władzy duchownej ze świecką toczyła się nie o wiarę, lecz o władzę. Zmagania te wciągnęły człowieka w sam środek działań i nie prowadziły ani do zbawienia, ani do uspokojenia, lecz odwrotnie, antagonizowały go i wykorzystywały do walki na Bogów.
Historia chrześcijaństwa jest drogą błędów, wypaczeń i prób ich naprawy: Rzym i Konstantynopol, w wiekach średnich upadek moralny Kościoła zachodniego, renesans, reformacja, kontrreformacja i odnowa; w XX w. ponowny upadek Kościoła i… brak perspektywy na kolejną reformację. I gorzej, bo tym razem okazuje się, że możliwe jest życie bez Boga; więcej, człowiek za pomocą boga-pieniądza może wynająć sobie, lub dla zabawy kupić, jakiegoś innego boga i udawać dobrego luda… Człowiek chce udawać, że jest Bogiem.
***
Mistyfikacja dotyczy każdego poziomu życia. Odnieśmy się do historii Polski: w 1918 r. odzyskaliśmy niepodległość państwową. Dziś II RP jest wielką „białą plamą” w polskiej historii i prawie wszystkim jest z tym dobrze. Nas ojcowie i dziadkowie zbudowaliśmy Niepodległą i gdyby nie dwudziestoletni okres prawdziwej wolności, dziś toczylibyśmy spory w językach zaborców i dalej dywagowali z kim iść: z Niemcami czy Rosjanami? Polscy historycy piszą książki i jakoś zapominają, że brak II RP wyklucza napisanie jakiejkolwiek syntezy. Podobnie jest ze szlachtą, która stworzyła naszą kulturę narodową. Jej obsmarowywanie potrzebne było PRL-owi, ale dziś, gdy zakończył on swój żywot, milczenie albo cicha aprobata, to już ułomność. Nic nie ujmując katolicyzmowi, który odróżniał nas od zaborców, trzeba wreszcie oddać prawdę, że w okresie zaborów gotowość do niepodległości zawdzięczamy [RS1] my przede wszystkim szlachcie, jej spójności stanowej, jej poczuciu równości i patriotyzmowi średniego stanu. W 1920 r, odnieśliśmy dziejowe zwycięstwo nad najbardziej znienawidzonym zaborcą ale prawda o polskich kryptologach, którzy rozszyfrowali kody Armii Czerwonej, długo cieszyła się milczeniem, za to wszyscy słyszeli o „cudzie na Wisłą”. I powtarzali.
Po zakończeniu II wojny komunistyczna władza bardzo starała się przewrócić do góry nogami całe 1000-lecie państwa polskiego, wprowadziła nie tylko cenzurę, wykonała rozległą pracę fałszerską i zakłamała nie tylko historię i literaturę, ale na tych podręcznikach wychowała kilka pokoleń młodych Polaków. Przedwojenną inteligencką Polskę zamieniła na robotniczo-chłopską i wmówiła ludziom, że historia Polski zaczyna się po 1945 r. I tak zostało. Nie ważne, że najwybitniejsi Polacy z czasów peerelowskich, to hierarchowie: Hlond, Wyszyński i Wojtyła, ważne, że pozostała zoologiczna niechęć do „pana” i inteligenta, którzy do dziś mają takie zęby, że mogą zjeść nie tylko Czerwonego Kapturka, ale również nocą każdego z nas, a jak zjedzą, to ponownie wprowadzą pańszczyznę i każą czytać książki. Tę rozedrganą marę oswojono nieco w 1980 r., i co okazało się, że jednak lubimy się, że możemy ze sobą rozmawiać i wspólnie walczyć, że możemy wydawać reprinty najwspanialszych dzieł polskiej kultury, że mamy wspólną historię, wspólną myśl i mamy do czego się odwoływać. Zebrało nas się 10 milionów; robotnicy zastrajkowali, obalili komunę, ale już wówczas okazało się, że zbyt mało jest tej tradycyjnej inteligencji, którą wcześniej wymordowano w czasie wojny i za Stalina, lub rozpędzono po świecie – wówczas mówiło się o jakimś sojuszu dwóch klas: inteligenta z robotnikiem, tak jakbyśmy wszyscy chodzili do jednej szkoły. Potem już nikt nie zadawał pytania, gdzie podziali się ci inteligenci, którzy stworzyli chociażby Polskie Państwo Podziemne lub najlepszy w świecie wywiad? Minęło kilkadziesiąt lat, i co pozostało? Przykro to pisać, ale dziś po „Solidarności” mamy pomniki i dodatki kombatanckie. Oficjele żyją swoim życiem, na uroczystościach państwowych odgradzają się płotkami i przemawiają sami do siebie. Obywatele mają wolne dni od pracy, ale na placach jest niewielu. I zapewne byłoby jeszcze mniej, gdyby nie dzieci i ułani. Było, minęło.
Nasza wolność rozpoczęła się wyprzedażą majątku narodowego. Majątek sprzedawaliśmy po cenie, którą dał oferent. Trudno o coś bardziej głupszego. I ci ludzie, którzy to robili nadal są przy władzy. Gdy narastał w świecie antypolonizm i oskarżano nas o rzeczy niepopełnione, polskie niepodległe władze milczały. Wyginęła inteligencja i nie było komu walczyć. Potem przejęto niemiecką interpretację takich słów, jak: nacjonalizm, mała ojczyzna (u nas nie było małych ojczyzn, lecz było sąsiedztwo), nazizm, faszyzm itd. i w oparciu o nie dalej tworzymy sztuczną rzeczywistość. Kolejnym nieporozumieniem jest odwołanie się poczerwcowych władz do okresu „Solidarności” i zrobienie z niego punktu odniesienia – nowa Polska ma być kontynuacją nie niepodległej II RP, lecz struktur związkowych w podległym państwie, o którymj już prawie wszyscy zapomnieli. Czyli ciąg dalszy totalnej fikcji, który przeradza się w czarny i różowy bajer oraz mydlenia oczu wszystkim. Mało kto zastanawia się jakie to będzie miało skutki – byle dziś, byle jak, byle pod siebie i byle jak najdłużej. Taki punkt odniesienia kształtuje dzisiejszą rzeczywistość w Polsce i w Europie: taką mamy politykę i takie mamy partie polityczne, wszyscy dusimy się w własnym sosie i niewielu zdaje sobie z tego sprawę. A na dodatek część wykształconych Polaków nie może zdecydować się kto jest ważniejszy w ich życiu: państwo, czy Kościół. Itd.
Szansa człowieka
„Na początku było słowo”, ale zanim to słowo zostało wypowiedziane, wcześniej musiała pojawić się myśl. A skoro tak, to ten podział jest jasny: myśl jest dla Boga, słowo dla człowieka. Tak było i takie proporcje budowały dotychczasowy świat. Dziś w cywilizacji chrześcijańskiej, gdy coraz mniej ważnych ludzi mówi o gniewie bożym, a skuteczność duszpasterska została rozbrojona i przejęta przez inne religie i politykę, Kościół staje się bezsilny. A człowiek… Człowiek pozostaje sam z sobą i swoimi pieniędzmi. I coś z tym musi zrobić? Ale co?....
Bóg ułożył świat według swojej woli, w tym świecie pojawił się Ja – człowiek, który jest częścią natury, dostał śmiertelne ciało i choroby, musi jeść, musi wydalać, musi pracować i na dodatek czynić sobie ziemię poddaną. Znalazł się więc w klatce, w której Bóg musi być wzorem i punktem odniesienia, bo bez Boga staje się zwierzęciem. Z tego też powodu nie jest w stanie przezwyciężyć dwóch zupełnie odmiennych porządków: ludzkiego i boskiego – nie ma więc szans na zbudowanie Królestwa Niebieskiego na ziemi. Ludzki świat się zmienia i jedyną jego szansą na przetrwanie jest myśl i praca. I chyba już nie ma wyboru, musi boską kolejność: myśl dla Boga – słowo dla człowieka, odwrócić na swoją korzyść, nie przeciwko Bogu, lecz dla zachowania człowieczeństwa. Bo tak naprawdę, to człowiek wybiera Boga dla siebie.
Wybór Boga, to nie jest wybór rękawiczek, lecz systemu, w którym człowiek ma żyć, odnajdować swoje ziemskie szczęście, trzymać etykę, myśl i sens życia. Chrześcijaństwo i katolicyzm przyjęliśmy ponad 1000 lat temu. Przez ten czas na tych wartościach zbudowaliśmy swoją kulturę, sposób rozumienia i dialogu. Dziś, gdy ten świat zaczyna się walić nie możemy rezygnować ze swojego kodu kulturowego, ze swoich prawd, a więc tego całego systemu immunologicznego, który przez dwadzieścia wieków budował chrześcijańską odporność i szanse przetrwania. To byłoby samobójstwo. Ale mimo to, aby przetrwać, zmienić musimy wiele. Może i nawet bardzo wiele.
Jaka przyszłość
Zmiany, które nadchodzą, muszą uwzględnić czynnik walki gospodarczej, a więc „nierównowagi” z „równowagą”, w której to człowiek jest decydentem i to on ustala proporcje między kapitałem a pracą. To sprawy ziemskie. Wejście na arenę wciąż rosnących w potęgę Chin, musi wpłynąć nie tylko na ogólne postrzeganie świata, ale też na stosunek człowieka do Boga. Obecny zanik religii w Europie, nie zderzy się ze światem muzułmańskiej religijności, lecz raczej pójdzie w kierunku konfucjanizmu, a więc generowanie świeckich i kulturowych mądrości. Przywołany zostanie argument, którego trudno będzie czymkolwiek przebić – skoro najstarsza kultura świata zrezygnowała z bogów, my, młodsi bracia, musimy poddać się prawom historii.
Jeżeli rzeczywiście tak będzie, to Europa ma dwie drogi:
- powołać nowy zakon (niektórzy księża mówią, że za późno), finansowany przez Kościół katolicki, który ma największy dorobek cywilizacyjny i nakłonić siebie i inne kościoły do zmiany języka duszpasterskiego i zinterpretowania na nowo ojców chrześcijaństwa (wysiłki pseudoreligijne nie wchodziłyby tu w grę) – i nie ma co ukrywać, że jest to wysiłek w kategorii „być albo nie być”,
- wmówić ludziom „nowoczesność”, odciąć się od własnych korzeni, obnażyć swoją niemoc i spokojnie podążać w kierunku konfucjanizmu, a potem rozpłynąć się w morzu euroazjatyckim.
***
A jak na tym tle wyglądają szanse Polski? Jeżeli polskie społeczeństwo dojrzeje na tyle, aby mogło odciąć się od systemu decyzyjnego współczesnych jurgieltników i politycznych hochsztaplerów, to ma szanse wrócić do własnego kodu kulturowego i wyłonić z siebie ludzi odpowiedzialnych, na poziomie mężów stanu; wówczas może skorzystać ze swojego tysiącletniego doświadczenia, które nie ma kolonialnych nawyków i zaproponować całej cywilizacji łacińskiej zupełnie nowe rozwiązania systemowe. Cha!, ale tu potrzebna jest odwaga i sposób myślenia z okresu II RP. Jeżeli natomiast społeczeństwo w krótkim czasie (od ponad 200 lat zawsze mamy niewiele czasu na przeformowanie się) nie dojrzeje, to mamy dwie szansę: 1. Wykonać testament Goebbelsa i stać się mierzwą kulturową, 2. zniknąć nie tylko z mapy politycznej, ale również z historii tego świata, jak niegdyś Słowianie Połabscy i Prusowie. Pierwszy warunek wymaga od nas maksymalnego zawężenia pola mistyfikacji i „pobożnego myślenia”, w drugim, musimy zrozumieć, że nie tylko powinniśmy kupować polskie towary, ale też zdecydować się na patriotyzm, a więc formę zdrowego rozsądku. Boga można prosić na kolanach, ale klęknięcie przed człowiekiem oznacza oddanie się pod jego zachłanną wolną wolę. W krótkim czasie musimy zasypać 70-letnią dziurę i wrócić do prawdziwie niepodległych czasów II RP, bo tam się wszystko zaczęło i jeszcze nic nie skończyło. Innej drogi nie ma. O wszystkim decyduje jednak Suweren, którym zgodnie z konstytucją jest naród. [RS1]y
Ale widzę - "przyzwoitki" już działają.
A co to takiego wspaniałego się tam zaczęło, co nie skończyło się we wrześniu 1939 roku i byłoby godne kontynuowania?
Jeden jedyny przykład proszę.
Polecam cztery tomy "Gigantów polskiej nauki" wydanych przez IPN, piaty w drodze - 1300 biogramów. Te ksiażki przebijaja każdy beton.
Panie, kup Pan te pięć tomów, a przestaniesz zadawać głupie pytania. Czochralski był, i kto wie czy jeszcze nie jest, jednym z najczęściej cywowanych naukowców na świecie. A słyszał Pan o Mościckim, o Sendzimirze, o Rogalskim, o Rejewskim...? I naucz się Pan tego na pamięć.
Totalny brak wiedzy. Lecz wina głównie po stronie tych, co tę wiedzę powinni szerzyć.
Podejrzewam, że tu 99% internautów nie ma najmniejszego pojęcia, że gdyby nie Czochralski, to nie mogliby klikać i gapić się w ekran. Otrzymać Si o czystości 99,99999999... - 11 dziewiątek po przecinku to nie tylko za jego czasu był szok. Taki krzem pozwala się bawić z półprzewodnikami. I nie byłoby Doliny Krzemowej. A przy okazji kabli z monokrystalicznej miedzi do audio Hi-End.
A reszta genialnych wykonawców i inżynierów? Nie siedziałbym w pięknej Gdyni, którą zbudowali i uruchomili w kilkanaście lat. Czekam i czekam, aż ktoś powtórzy ten wyczyn. Tak, II RP to czas wysypu genialnych naukowców, konstruktorów i inżynierów. Ale, powiedz, kto to wie?
A prof. Nowak będzie to miał dopiero w ostatnim tomie. Bodajże 8-mym. A jest dopiero 3-ci.
Wychodzi już czwarty tom Nowaka - ukazała sie już zajawka. Ale obawiam się, że i pięć tomów "Gigantow polskiej nauki" do niektórych nie jest w stanie dotrzeć, bo maja wdrukowana niechęć do Polski, a zwłaszcza II RP. Tak jest, komuna tołkowała i tołkowała i coś z tego zostało. I gorzej, ta skaza trafia się na każdym poziomie wykszatłcenia, nie wyłaczajac profesorów.
Z Gdynia można było inaczej. Można było ja tak rozbudować, aby swoja wielkościa udusiła Gdańsk. I problem przestałby istnieć - na zawsze. Ale i tu brakło albo odwagi, albo świadomości i rozsadku.
Siedzi Pan w tej pięknej Gdyni, którą zbudowali i uruchomili w kilkanaście lat i czeka, aż ktoś powtórzy ten wyczyn. Zamiast czekać, trzeba było słuchać, czego w szkole uczono. Pozwoli Pan, że przypomnę.
O Gdyni sam jej twórca i budowniczy powiedział, że pożyczyliśmy pieniądze na dwie Gdynie a stoi tylko jedna.
Za pożyczone pieniądze, to każdy głupi nie tylko Gdynię wybudować potrafi. Sztuką jest zrobić to samo, nie pożyczając pieniędzy.
W związku z tym zapytam: jak było możliwe odbudowanie i rozbudowanie stoczni w PRL bez pożyczek z Europy Zachodniej i USA skoro po wojnie: Stocznia Gdańska była zrujnowana, stoczni północnej nie było, gdańskiej stoczni remontowej nie było, stoczni Wisła nie było, stocznia Nauta nie istniała, stoczni marynarki wojennej nie było, stocznia szczecińska zbombardowana, stoczni Wulkan nie było, stoczni Gryfia nie było, stoczni Parnica nie było, stoczni rzecznej nie było. Ponad setka kooperantów przemysłu okrętowego nie istniała.
Czyżby ówczesny rząd po spłaceniu długów za utrzymanie polskiej armii w Anglii i spłaty własności amerykańskiej w Polsce ograbił ludność, która po przegranej wojnie była tak bogata, że z tego wybudował nowoczesny przemysł stoczniowy, flotę handlową (PLO, PŻM, PŻB), dalekomorską flotę rybacką w Gdyni i Szczecinie, bałtycką flotę rybacką w Świnoujściu, Kołobrzegu, Władysławowie. Tylko flota obsługująca statki na łowiskach liczyła kilkadziesiąt jednostek.
Stocznie budowały statki dla ZSRR (główny kupiec), Brazylii, Egiptu, Wietnamu, a nawet Chin i Albanii.
To wszystko chce Pan zrównoważyć jedną jedyną Gdynią wybudowaną za pieniądze, które trzeba było zwrócić w podwójnej wysokości?
Pan kpi, czy o drogę pyta.
Cegielski został zmuszony przez koterię Piłsudskiego do wysłania pracowników i maszyn w świętokrzyskie. W rezultacie wyprodukowano około 500 armat które, w ramach spłaty długów zostały wysłane do UK.
Te armaty można było produkować na rzecz Armii Polskiej od początku lat 30' w Poznaniu lub Katowicach, bez zaciągania pożyczek.
Pamięta Pan, co napisałem Panu w ostatnim komentarzu, czy mózg nie przyjł? Kup Pan te pięć tomow IPN-owskiego wydania "Gigantow polskiej nauki" i do poduszki. Jeżeli i one nie pomoga, to będzie Pan musiał skorzystać z młota pneumatycznego, aby robić w sobie ten komunistyczny beton. Amen.
A napisał dokładnie, że „… musimy wrócić do prawdziwie niepodległych czasów II RP, bo tam się wszystko zaczęło i jeszcze nic nie skończyło. Innej drogi nie ma”.
W związku z tym zadałem Szanownemu Autorowi pytanie, jak ta IIRP wykorzystała osiągnięcia tych naukowców i wynalazców?
Skoro nie otrzymałem odpowiedzi, pozwoli Pan, że w skrócie przypomnę.
Z wynalazków Czochralskiego korzystał przede wszystkim przemysł zagraniczny, głównie niemiecki. W II RP z jego dorobku korzystało tylko wojsko. Jak wykorzystało mogliśmy się przekonać we wrześniu 1939r.
Mościckiego ściągnięto do kraju w celu uruchomienia Chorzowskich Azotów, bo fachowcy po plebiscycie wyjechali do Niemiec zabierając całą dokumentację. Tarnowskie Azoty, jak i pozostałe zakłady COP-u zaczęto budować, bo bandyta spod Bezdan nosił się z zamiarem sprzedaży Śląska.
Z osiągnieć Sędzimira skorzystała tylko Huta Pokój należąca do kapitału niemieckiego.
Z osiągnięć Rajewskiego, jak również Zygalskiego i Różyckiego korzystało ówczesne wojsko. Tak fantastycznie wykorzystało ich osiągnięcia, że we wrześniu 1939 r. w tydzień było pozamiatane.
O Rogalskim napisał Jabe, więc powtarzał nie będę.
Zapytam wiec jeszcze raz: po co mamy wracać do tej wspaniałej nieboszczki II RP? Co tam było takiego fantastycznego, co warte byłoby kontynuacji?
Nie musisz nikogo godzić. Nie ma innej drogi jak budowa własnego państwa w oparciu o własne zasoby ludzkie i intelektualne.
Aby to jednak zrobić muszą być spełnione tylko, albo aż, trzy warunki.
Te własne zasoby ludzkie i intelektualne, jak je nazywasz, muszą wiedzieć, co należy zrobić, muszą wiedzieć jak to należy zrobić i w końcu zrobić. Niestety te ludzkie zasoby intelektualne nawet nie chcą wiedzieć, co należy zrobić.
Mogę Ci to bardzo łatwo i prosto udowodnić.
W dyskusji pod tym wpisem zadałem proste pytanie, jak była możliwa odbudowa, budowa i rozbudowa powojennego przemysłu, nie tylko stoczniowego, bez jakichkolwiek zagranicznych pożyczek i kredytów?
Jeżeli odpowiesz, udowodnisz, że przynajmniej jedna osoba wie, co należy zrobić a ja nie mam racji.
Obawiam się jednak, że jak za każdym razem nie doczekam się odpowiedzi.
Oj, Panie , coś się Panu wypsło , zreszt nie po raz pierwszy ani trzeci, i żebyś Pan stanał na uszach, to już tonu nie bobierzesz. Tyle.
Tu jest niezaprzeczalnie pole KK do wskrzeszenia idei, religii języka duszpasterskiego. Ale osią jest Watykan i jego hierarchizacja. Konfucjanizm i 1.4 miliarda ludzi to przeraża. Świat za 50 lat?
Przeraża! Ale przeraża też coś innego, że Kościół pokłada nadzieje w rosnacym katolicyzmie w Chinach. To przypomina zauroczenie Rosja, która miała się nawrócić.
Tu Waszmość sie nie zgadzamy. Katolicyzm jest tak wrośnięty w polska kulturę, jak matka w rodzinę. Był taki ruch, który chciał odłaczyć od polskiego zwyczaju i obyczaju wszystko to, co nie jest polskie. I doszedł do wniosku, że musiałby pozbyć się świat Bożego Narodzenia. Nazywał się Zadruga.
W XVI w. księża w polskim kościele byli tak zdemoralizowani, że np. w Przemyślu władze świeckei zakazały robienia z nimi interesów. Potem przyszła reformacja i kontrreformacja i w Polsce dość szybko wszystko wróciło do normy. Dziś niestety jest podobnie, ale jak napisałem, na horyzoncie nie ma żadnych szans na jakaś instytucję zmian (dawniej jezuici) - stad sugestia dużego wysiłku i spojrzenie w kierunku nowego zakonu. Oczywiście forma jest dowolna, nie musi to być zakon kościelny, tylko, że Kościół ma pieniadze, a "zakon" świecki musiałby korzystać z dotacji, czyli w grę wchodziłaby polityka.
Dziś mamy nieuśwaidomiony stan wojny. Nie wyobrażam sobie nagłego ogłoszenia, że nagle zwalczamy katolicyzm tak samo, jak komunę. Oczywiście, że Watykan bedzie decydował o przyszłości katolicyzmu, a nie jacyś zwykli wierni, ale spraw Kościoła nie możemy utożsamiać z Bogiem, bez którego jesteśmy jak dzieci we mgle. W XIX w. na Ślasku zdarzyła się bardzo ciekawa sytuacja, oto niewielka ilość polskich księży (około 10) przeciwstawiło się niemieckiemu Kościołowi katolickiemu i musiało udowodnić jednocześnie, że sa katolikami i Polakami. I to się udało. Dziś w świetle niemieckiego dobrobytu, potomkowie tamtych Ślazaków odstępuja od Kościoła, nie zdajac sobie sprawy, że piłuja gałęź na której siedza.
Reasomujac. Coś zbyt szybko Waszmość chcesz uciekać. Człowiek, a już chrześcijanin na pewno nie jest przygotowany do rezygnacji z boskiego punktu odniesienia.
Kiedyś, gdy Franciszek obejmował rzymskie bisupstwo, trafił mi się komentarz bardzo rezolutnej pani. Ostrzegała przed nim, powołujac się na jakaś ksiażkę, która opisywała działaność zakonu jezuitów. Miała to być jakaś rewelacja. Muszę odszukać ten przekaz. Kosciół dziś jest w podobnym stanie, jak w renesensie. Wówczas uratowała go reformacja, bo zmusiła do wysiłku obrony, a potem kontrreformacja, która wyrównała ów przechył. Jak piszę, dziś nie widać na horyzoncie żadnego ratunku. I to jest problem.
Korzystając z okazji, czy mógłbyś Waszeci poradzić jak założyć tanie i fajne forum?
JK
Dzięki, dzięki. Zaglądałem już na 1) - phpBB. Lecz coś mi się zdaje, że tam nie było za darmo. Jakieś roczne abonamenty i , czego nie lubię, rozwiązania w chmurze. Forum powinno być archiwizowane na naszym twardym dysku. Jeżeli ma być poważne. To nie forum na pogaduchy. Parę ściśle określonych zakładek tematycznych. Np. >>Rozciąganie i zginanie<<, czyli współczesna matematyka. Albo >>Nie ma choroby pęcherza - cały człowiek jest chory<<. Albo >>Czy istnieje cywilizacja polska?<<
Wybacz Ryszardzie, ja tutaj nie na temat, ale wiesz jak trudno złapać Imć Waszecia. Pojawia się i znika. A mam akurat białą noc i niespożytą energię. No i JESZCZE nie mamy forum.
Więc...
@Imć Waszeć
Rozumiem, że te Twoje Imci obliczenia to w dużym stopniu iteracje (10101110011110101...). I to chyba jest wykonywane na komputerze. Więc pytanie: robisz to Imci na swoim laptopie, czy jest jakaś ciężka maszyna? Tak, czy inaczej, zawsze jest w tym błąd, związany z arytmetyką "skończonej precyzji". W rozwinięciu dziesiętnym ile występuje cyfr po przecinku?
Czy jest to analiza numeryczna obrazów z topologii?
Interesuję się teorią układów dynamicznych i od 20 lat święcie jestem przekonany, że tam zawsze jest chaos. Czy Ty, Imć Waszeci, być może też poszukujesz chaosu, bo widzę, że zwracasz uwagę na występowanie cykliczności.
Czy w swoich rozważaniach obserwujesz/obliczasz układy hamiltonowskie, pomijasz tarcie, czy lepkość? W związku z tym, czy stosowałeś matematyczny model Henona? A może też tak być, że to o co tu się pytam, to już dzisiaj starocie, bo macie inne, lepsze modele i równania. Czy spotkałeś się z pracami Miszaikowa i Mrozowa. Oni chyba już udowodnili, że w każdej dynamice jest chaos. A to by się zgadzało z moim doświadczeniem.
To tyle na razie.
Pozdrawiam obu Panów.
I nie rozumiem, jeżeli dobrze mówię, tej transgresji w nieskończoność. Jeszcze niedawno matematycy starali się nieskończoności nie tykać. Taki obszar zakazany.
Dzięki Imci. Już zacząłem jazgdyni-poważne.prv.pl
Teraz muszę sobie wszystko przemyśleć. Chyba pierwszy temat to będzie >>Ekstropianizm - czyli myśl gościu<<
Trafna uwaga. Tak, dni "ekumeniczne" u wielu wiernych wywołuja zdziwienie, a nawet niesmak.
Czytałem kilka tekstów o tym jezuickim rodowodzie. Jezuici mają złą markę wśród ludu Ameryki Płd. i Centralnej. Gorsza jest współpraca z tamtejszym kościołem progresywnym, czy ludowym, czy jak on się tam zwie, ale na prawdę z komunistycznym i lewackim.
Skoncentrujmy się na polskim kościele. Rozłam za rozłamem.
Japonia i Korea... Chin nie da sie ominać w Azji, tak jak w Europie Stanów. Podanie ręki Japonii i Korei wiaże się z opozycja wobec Chin. A to, jak na razie, nie jest nam potrzebne.
Dlaczego Ryszardzie myślisz, że zacieśnienie współpracy z Japonia + Korea stwarza zagrożenie ze strony Chin? Oni tak nie rozumują. Raczej wówczas konkurencyjnie usiłowali by ich wyeliminować oferując lepszą współpracę. Takie ich gierki. Gdybyśmy uderzyli do Tajwanu, czy Hong Kongu, to już zupełnie inna sprawa.
Egzotyczne koalicje są fajne, tylko... nam brakuje doświadczenia i niestety jesteśmy za naiwni dla takich spryciuli, jak Indie, czy Malezja. A poza tym - problemy logistyczne.
Mimo wszystko skoncentrowałbym się na budowie 3Morza. W miarę umacniania wciągając w to i Ukrainę, i Turcję.
Między Chinami a Japonia jest utajony konflikt za wczesniejsze masowe wyrzynanie Chińczyków. I to jest konflikt nie do załatania. Druga sprawa, na etapie formowania się dwubiegunowego świata (do tego daży USA i Chiny), jakiekolwiek opowiadanie się po stronie przeciwników Chin w ich obozie musi być źle widziane z Pekinu. Gadanie o wielobiegunowości podziałów jest tyle warte, co promocja multikulturowości.
Koncentrujac się na Trójmorzu, trzeba mieć oczy dookoła głowy.
O ile znaki rękami są proste i czytelne, że deklaruje się jako szatanista, to jak on te usta składa to już jest ekwilibrystyka niesamowita.
Cha, cha, cha... A co wyraża twarz Hołowni?
2. Nowoczesną, lewacką głupotę.
I najważniejsze:
3. Fakt zewnętrznego sterowania. To nie postać autonomiczna.
Jeżeli polskie społeczeństwo dojrzeje...
Boleśnie mądre, lecz tragiczne. Dojrzeje? Potworny wysiłek, by dojrzało. I kto ma nad tym pracować? Panuje powszechna niechęć do mądrości. Została wyśmiana. Obala się nasze największe skarby - ostanie autorytety. Twarz największego i najważniejszego Polaka XX wieku czerwone błyskawice zamalowują czerwoną farbą. A teatr, bądź co bądź - sztuka i kultura - demonstruje postać świętego w seksie oralnym. Byśmy nie mieli punktu odniesienia. Bo jak Naszego Papieża sponiewierano i wyśmiano, to któż taki może być autorytetem. Mądrość i dobroć to niepotrzebna ściema. Komu to potrzebne?
Taki światopogląd zaczyna dominować. A pamiętam jak ksiądz szedł z wiatykiem, to klękaliśmy do krótkiej modlitwy. A w liceum do nauczycieli zwracaliśmy się - pani profesor, panie profesorze. Każdy szacunek trzeba zniszczyć. Potwór zrodzony z połączenia bolszewii z faszyzmem niszczy powszechne obyczaje bardziej niż w 1939, lub 1945. Gdy ktoś napisze prawdziwą historię, to uczciwie stwierdzi, że najwięksi skurwysyni pojawili się po 1989 roku. Gdy rozanielona i niezamądra dzierlatka oznajmiła: - komunizm umarł. Tylko on nie umarł, tylko się przepoczwarzył w coś znacznie gorszego. Bolszewicy Stalina na szczęście nie mieli za dużo pieniędzy. Za to dziś wojownicy neo-bolszewii mają niemalże wszystkie pieniądze świata.
Nawołujesz do walki... Kurcze - wyglądam jak Don Kichote z La Manchy...
Trzymaj się
Ps. Już dwaj dyżurni czerwonych błyskawic ustawili Twój felieton. Diagnoza - za mądry i za prawdziwy. Czyli, jak stempel z Mysiej - obrzydzić.
Witaj Janusz
Dzięki za komplement, ale jakoś nie mam poczucia doniosłości ani tematu, który poruszam, ani swoich argumentów. Mam natomiast poczucie wołajacego na puszczy. To nie ja nawołuje do walki, lecz sytuacja, która już idzie, zmusi do niej wszystkich, bez wyjatku. A trolle, oni sami siebie ustawiaja, a nie mój artykuł.
Tak, nadal w społeczeństwie panuje niechęć do nauki, nie mówiać już o madrości, nadal panuje bylejakość i bezgraniczna roszczeniowość, nadal większa nieświadoma władza cieszy się bolszewizm, niż zrozumienie własnego położenia i sytuacji. Itd. Na takich składnikach państwa się nie zbuduje, ale za to wspólna klęska wykiełkuje, jak się patrzy. I chyba już na to nie ma rady. Troche tylko dziwi, że zdecydowana wiekszość, ktora jest innego zdania, nie zajmuje stanowiska. Największy zwiazek z tradycjami "S" siedzi jak trusia pod miedza i na co czeka?
Janusz, napisałem artykuł, ale moja rola na tym się kończy. Przyjdzie czas, że inne oczy będa go inaczej czytać. Ale jaki bedzie koszt tej inności - jeszcze nikt nie wie.
Pozdrawiam serdecznie.
PS. Po zamieszczeniu swojego wpisu wszedłem na Twój ostatni wpis... ale czy warto się boksować, skoro nie ma przeciwnika.
... moja rola się kończy...
Nie, nie, nie!!! Rychu! Nie wolno Ci tak mówić. Nawet myśleć. Im właśnie o to chodzi. Dobra, nie jesteśmy wojownikami. Ale napisać artykuł i szlus? Oni nie próżnowali. Wiesz ile jest tomów Dzieł Wszystkich Lenina?
Palant z Unii bez przygotowania, bo nie potrzebuje, brukselski lewak wszystko wie i zawsze da radę, pojechał do Moskwy, a tam Ławrow go rozdeptał, jak karalucha. Mamy też popełnić ten błąd niebycia przygotowanym? Oni pracują dzień i noc. I są dobrzy w tej robocie. My natomiast w komunikacji, PR i propagandzie jesteśmy jak przedszkolaki z najmłodszej grupy pieluch.
Trzeba drążyć, choć efekt może być po latach. Zadzwonię dzisiaj.
To może śmielej. Kto stał za kolportażem "cudu na Wisłą'?
Czy czasem nie purpuraci, którym przechrzta z ciągotami socjalistycznymi nie pasował na Zbawcę Polski?
Dalej można pociągnąć. Kto stał za śmiercią Generała Rozwadowskiego?
Czyż nie on "Ci".
Tyle razy Pan prosiłem, niech Pan ściagnie tę pikielhaubę, a zaraz dotrze boży tlem do rozumu. Wszystko już sie pieprzy - nie Rozwadowski, lecz Zagórski.
Znam księży, którym nie podba się przejmowanie zwyciestwa przez Kościół za pomoca "cudu nad Wisła".
Panie Bloger. jesteśmy tu i teraz od ponad 1000 lat.
Wywód prawa do ziemi, wywód związany z II RP jest kiepskim.
Prawo do ziemi ma ten, który o nią walczy.
Panie, Pan już się sam ulokował mylac Zagorskiego z Rozwadowskim.
Kult PRZED tworzy się tylko dla mesjasza. Wszystkie inne powstają PO fakcie.
A tak, ale skuteczność taka jest na krótki czas i tylko na poziomie ludowym. Powtarzanie tego w 1oo lat później może służyć tylko ogłupianiu narodu.
Polecam - biuletynnowy.blogspot.com
Krytykę przyjmuję - prawdopodobnie jest słuszna, ale Pański styl, przykro mi, ale nie wyróżnia się na tle ogólnej narracji. Po prostu, już na nikogo nie działa.
Co do szczegółów - nie ma jeszcze suwerennej Polski, i kilka pomniejszych.
Wszyscy bogowie , dawni i obecni, wszystkie ideologie, wszystkie kultury, wszsytkie przekonania są tylko obrazem , interpretacją świata z punktu widzenia człowieka grzesznego.
Prawdziwa może być tylko taka interpretacja z punktu widzenia Pana Boga i taką interpretację ofiarował nam Jezus Chrystus.
Jak pisałem wcześniej , religie na świecie zajmują się wydzielaniem swoich własnych granic, ochroną własnych zasobów ( emocjonalnych , czyli tego w co wierzą wierni). Oczywiście substytuty religii, czyli ideologie czynią to samo. Świat dzieli zasoby quasi-duchowe pomiędzy swe główne ośrodki. Ależ ateiści też. I ci wierzący w komunizm naukowy też. I ci wierzący w obecne lewackie rewelacje pseudonaukowe też. Religie i ideologie zaprzęgają swoich bogów , aby budować sobie imperia. czasem wielkie , czasem małe.
To wszystko są jakieś cyferki w przestrzeni matematyki w całości należacej do Boga. Równania błędne, ale cyfry są poprawne.Pan Bóg dopuszcza te błędy. Dusze ludzkie mają jakiś zmysł odróżniania błędu od poprawności dla obrony. Zawsze i wszędzie i w każdej kulturze działa dar rozpoznawania poprawnych rozwiązań - sumienie i mądrość.
Kościół nasz musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy jest duchowy czy świecki. Czy patrzy na Pana Boga czy patrzy na porządliwości ludzkie w swoim otoczeniu i chce tym ludziom dać lepszość. Złudne poczucie lepszości.
Sprawa druga. Katolicki odruch Solidarności w stoczni i wszędzie - to było bohaterstwo.
Plan geopolityczny przejęcia wykończonej kryzysem Polski w 1989 to było szalbierstwo.
Te dwie rzeczy łącznie w 3RP okrzyknięto wolnością. Pod pretekstem wolności zdewastowano resztki tego co było dobre. Próbowano dokanać zmiany kulturowej na liberalizm i ateizm. Ta sprzeczność fundamentalna wyraża się w dualiżmie PiS-PO. Do dzisiaj powołują się na Solidarność dwie grupy o przeciwnych wektorach.
Serdecznie witam
W zasadzie wzystko się zgadza, może z wyjatkiem kultury, która wypracował człowiek dla własnej obrony. Kultura, to zbiór ludzkich doświadczeń, a także jego dorobek materialny i duchowy. Jeżeli religia jest częścia kultury, to całość powinna należeć do człowieka - oczywiście w symbiozie z Bogiem.
Nie porusza Pan jednak rzeczy najważniejszej - obecnej kondycji Kościoła. To właśnie ona, podobnie, jak w renesansie, jest powodem zamieszania w świecie chrześcijańskim. Jeżeli Kościół we własnym zakresie (!) nie zrobi z tym porzadku, trzeba powiedzieć wprost i bez ogródek - katolicyzm może podzielić los protestantyzmu lub w gorszej wersji, ludzie nawet moga odwołać się do innego Boga. Kościół, pośrednik pomiędzy człowiekiem a Bogiem musi być zdrowy, tak jak musi być zdrowy sam człowiek. Takie ujęcie nie podpowiada historia i zwykła logika, której tu na ziemi podlega człowiek. Tak to mniej więcej widzę.
Stocznie, to bohaterstwo,
przejęcie Polski po 1989 r., to już polityka, nasza naiwność i złe wykształcenie.
Wolność zinterpretowano, jak za cara i cesarza. Brakło tylko liberum veto, ale powstały takie twory zamydlajce oczy, jak Unia Wolności, Wirtualna Polski, fundacje, eurregiony itd. Oswojono nas z kłamstwem, jak za Sasów, i reszte polaciało, jak dawniej: brak honoru, obojetność na rozkradanie, sprzedajność elit, mizdrzenie się do silniejszego, w tym wypadku Brukseli. W tym wszystkim czlowiek musi odnaleźć siebie i swojego Boga. Łatwe rozwiania się skończyły.
Pozdrawiam
Trzecia RP to rzeczywiście złożony proces. Chodzi mi o to , aby rozumieć ,że przeciwieństwa nie mają wspólnego źródła.
W Pańskeij wypowiedzi nie ma nic ani egzotycznego, ani tym bardziej przesadzonego. To wszystko prawda, tylko, że człowiek tu na ziemi, musi dać sobie radę sam z soba. Również w kwestii relacji z Bogiem, jakkolwiek go interpretować. Historia natomiast podpowiada, że cała nauka, która stworzył Kościół w swoim 2000-leciu, żyje dotad, dopóki żyje sam Kościół. Jego upadek, może spowodować, że zostanie ona zapomniana. I to też jest socjologia i fizyka. Byłoby szkoda. Wypełnienie pustki zajęłoby światu dużo czasu i ogromu ofiar.
I oczywiście, przeciwieństwa nie moga mieć wspólnego źródła.
Ale proszę zinterpretować stwierdzenie Augustyna, że zło jest brakiem dobra. I tu odwrotnie: potocznie wszystko pasuje, jednak zło jest złem, a dobro dobrem - na zasadzie przeciwieństw. Ważne sa jednak proporcje. Ich zachwianie na rzecz przewagi zła burzy cały porzadek dobra - przykładem sa nasze czasy dzisiejsze. Zaburzenie porzadku powoduje walkę, ktora jeżeli doprowadzi do odzyskania dawnych proporcji dobro-zło, zło sie uspokaja i zycie toczy się dalej. Jeżeli natomiast zło zwycięży, wszystko sie rozpada, łacznie z dobrym Bogiem. A wówczas wszystko gaśnie, świat staje sie nicościa. I wychodzi na to, że mimo wszystko mamy do czynienia z walka nie na bogów, lecz samych Bogów. Proszę wykazać błędy w moim rozumowaniu.
Pozdrawiam serdecznie
Proszę wykazać błędy w moim rozumowaniu.
==========
Popełnił Pan ca 20 błędów. Po pierwsze, pisząc i umieszczając tu artykuł, spodziewał się Pan merytorycznej dyskusji...
A jednak jest kilka merytorycznych wypowiedzi. Nie czuje się Pan kompetentny? Tekst jest prosty, jak drut. Czy Pan sobie wyobraża dyskusje na wyższym poziomie? Te czasy już sie skończyły.
Ależ pan wspaniale myśli! Co ja zawarłem w trzech felietonach Pan tu skondensował. Oryginalnie i po swojemu,
Matematyka... tak, jak najbardziej. Niedawno napisałem o słowie najdłuższym na świecie, o kodzie, który dano nam, byśmy powoli rozwiązali - o DNA. I po raz setny przywołuję Jana Ewangelistę i będę przywoływał bez końca, bo słowo, kod, myśl, informacja, to obok materii i energii trzeci niezbędny od początku element Wszechświata i człowieka. Słowo tworzy prawa natury, słowo kieruje ruchem planet i galaktyk. A mózg jedynej, w pełni świadomej istoty myśli słowami. Chciałbym, żeby mój pies też myślał słowami, ale na 90% tego nie robi.
Więc św. Jan i proszę o chwilę skupienia
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…) Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,1-5.9-12).
Pozdrawiam z całym szacunkiem
Ps. Czy dualizm PO - PIS? Powiedziałbym - a może nawet contrarium.
A tu św. Jan pisze , że najpierw był koncept. Ja "słowo" interpretuję jako wszelką informację i prawo fizyczne, gdyż mniemam ,że wszystko : materia, energia, oddziaływania są przejawami jednego "żywiołu", a ten jest dla mnie wirtualny. To wszystko co widzimy i odczuwamy jest wirtualne, ale makroskopowo bardzo stabilne. Oj. trudno teraz o wszystkim.
Oczywiście "słowo" zawiera też znaczenia dotyczące złożonych bytów.
W dodatku Jezus mówi niezrozumiałe dla ludzi słowa, parafrazując: zanim był świat , ja byłem.
Pozdrawiam
I rzeczywiście - mimo pozorów i lokalnych zawirowań, wszystko jest raczej bardzo stabilne.
To co Jezus powiedział, oznacza li tylko, że on z tego świata nie jest. On tu przybył i stąd odszedł. Musiał więc także być przed momentem pierwszych chwil tworzenia naszego świata.
Serdeczności
Materia to dziwnie stabilne fale stojące, dlatego mogą zamieniać się w energię, fale propagujące się.
Tak przy okazji zastanawiam się, czy nie mamy tu czegoś analogowego do "ciągana tygrysa za ogon" w Projekcie Manhattan. Badano, jak blisko można zbliżyć dwie półkule plutonu, by zaczęła się reakcja łańcuchowa ( 3 - 4 mm, a pluton zaczynał świecić na niebiesko). Raz, prosty inżynier Louis Slotin chyba uratował Nowy Jork przed wyparowaniem, gdy własnymi rękoma rozsunął, błędnie zbliżone półkule a potem przykrył własnym ciałem. To bohaterstwo przypłacił śmiercią po miesiącu.
I to jest właśnie to, co takie ważne w dynamice i przestrzeni fazowej, czyli zapewne w milionach różnych zdarzeń na świecie (choćby ta dzisiejsza kotłowanina mroźnych frontów nad Polską) - osiągnięcie granicy, gdzie zaczyna się niestabilność układu. I chyba ciągle, już tam dalej, matematyka ma duży problem. My w DP - pozycjonowaniu dynamicznym, używając matematykę chaosu, robiliśmy wszystko, by tego cyklu granicznego nie przekroczyć, zachowując stabilność. Naszą ostateczną bronią, czy ratunkiem, była funkcja "Abort". Czerwony guzik, automaty wszystko zwalniają, likwidujemy połączenia i cała wstecz. Niestety, czasami trzeba.
Bo życie się ucieleśnia tworząc wysoce zorganizowany porządek. A na końcu jest najpotężniejsze narzędzie - wróg chaosu, dane bezwarunkowo przez Konstruktora - inteligencja.
Jednak, co z nią zrobimy to już ludzka sprawa. Dlatego na forum chcę się również zajmować ekstropianizmem i transhumanizmem, w ramach rozważań filozoficznych.
A może słowo informacja jest tylko dla człowieka, dla Boga Słowo ma charakter sprawczy? Dla człowieka słowo może być haosem, dla Boga już nie. Tu widać różnicę pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Też mam wrażenie, że energia, materia i reszta pochodzi z jednego źródła.
Trzeba jednak odróznić informację od myśli czy zamysłu. Informacja jest zbiorem myśli i ukladów czynnych, które z niej wynikaja. Myśl jest poczatkiem, jakby pierwszym elementem przyszłej informacji. Ale przydałby mi się tu jakiś teolog lub filozof.
"A może słowo informacja jest tylko dla człowieka, dla Boga Słowo ma charakter sprawczy?"
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak właśnie jest. My, ludzie, jeszcze tego nie potrafimy, ale ostro nad tym pracujemy. Dlatego m.in. winniśmy uczyć młodych, ze trzeba słowa ważyć.
Co do tego momentu 0 (ZERO), w którm rodzi się myśl, zarówno Francis Crick, jak i Robert Penrose, poważnie i wytrwale poszukują clou. W nauce krąży hipoteza Penrose'a, że powstanie myśli to załamanie się fali kwantowej. Dobre - tylko jak to sprawdzić?
Może jestem staroświecki, ale wierzę bardziej w filozofię, niż w kwanty, kwantyfikatory, atomy itd. Trzeba to oczywiście badać, analizować, rozumem szukać powiazań i boskich mechanizmów, bo to pobudza wyobraźnię i nadaje sens pracy naukowej. Ale jeszcze zbyt mało wiemy o spiżarni Pana Boga, a nasz rozum ma genetycznie założone ograniczenia, aby był w stanie, jakoby od tyłu, dojść do jakiejś prawdy. Jedynie sfera ducha jest w stanie nawiazać łaczność z wszechświatem. Dusza jest ta tajemnica, która posiada dużo więcej możliwości, niż łaczenie rozumu z materia.
Człowiek będzie dochodził, dociekał wszystkiego, bo taka ma naturę, ale na tym świecie nie o ciało człowieka chodzi, lecz właśnie o duszę. Ciało kończy życie i amen. Dusza jest przekaźnikiem i łacznikiem pomiedzy jednym, drugim, a może i trzecim życiem czlowieka; zbiera doświadczenie, aby wykorzystać je w innych okolicznościach, w kolejnym życiu lub może jeszcze gdzieś indziej.
To może na podsumowanie.
Pozdrawiam
Ptr
">>Cud nad Wisłą<< w pewnym momencie, przy tamtej mentalności był potrzebny i spełnił swe socjologiczne zadanie. Jak w czasach Wojen Szwedzkich Matka Boska na murach Częstochowy. Ludzie kochają cudy i lepiej się czują, gdy nad nimi Święta Opatrzność czuwa. To nie temat do kpin, tylko prosty i pożyteczny zabieg psychologiczny.
=========
Taaa, teraz dopiero macie otwarte i jasne umysły. Nie to co tamta mentalnie opóźniona ciemna masa.
No właśnie.
Pewnie tego nie zrobisz bo twa płaskość jest rezultatem zniewolenia przez symbol złotego cielca.
Gdy 30 lat temu jako studenciak za bardziej zorientowanymi powtarzałem o konieczności kościelnej lustracji wyzywano mnie od komuchów itp. Glemp na podobnepytania publicznie zbeształ je składającego. A później większość dała sobie spokój,machnęła ręką , wiedząc jednak że problem powróci w odpowiednim, ale nie dla Kościoła momencie. Z dużo większą siłą. I jak widać to się stało.
W przypadku episkopatu to nie gnuśność. To paralizująca świadomość zadzierzgnięcia sobie powrozu na własnej szyi.
Zgadzam się całkowicie. To nie kryzys wiary, tylko kryzys instytucji.
Pozdrawiam
Przynajmniej gdyby szopka nie gorszyła, błogosławieństwo nie mieszało dobrego obiadu, synod nie był egzotyczny, Max nie szukał chwały Marxa, papież nie całował butów polityków, nie całował rąk jakichś ludzi. Mamy do czynienia z człowiekiem myślącym w paradygmacie faweli tak ,że dobrobyt, może normalność, postrzega jako grzech ? To już jest zgodne z lewicowością , a lewackość zawsze się pojawia w drugim etapie. Może w trzecim pojawi się terror , a terror zawsze niszczy też umiarkowanych lewicowców. Obróci się przeciwko głowie Kościoła.
Piszę grubo, by zwrócić Pańską uwagę.
Dziękując ponownie za phpBB i informuję, że zalążek już jest - jazgdyni-poważne.prv.pl . Na razie jest pusto, więc trzeba coś tam nalać.
Lecz nie obędzie się bez prośby o dalsze porady.
1. Nie widzę tam funkcji >Narzędzia< albo >Konfiguracja<. A jako administrator, chciałbym, żeby to było forum zamknięte - wybrana, solidna grupa osób. A na czele pewna grupa - tradycyjni Ojcowie Założyciele. Oczywiście z dużymi uprawnieniami. I tak, krok po kroku. Jako pierwszy temat widziałbym >Definicje i diagnozy językiem prostym<
A w Pańskie ręce poprosiłbym wziąć >Meandry i problemy współczesnej matematyki< i może >Proste triki internetowe<
I taki problem organizacyjny:
2. Co by Pan poradził jako dobry, lecz dyskretny komunikator a'la Messenger (oczywiście bez szpiega Pejsbuka), gdzie można by zaprosić parę osób na start. Coś bez wtyczek i tylnych drzwi, by nieproszeni nie włazili. I jak zachować anonimowość, choćby dając kody dostępu wybranym.
Ja nawet nie wiem, czy to jest trudne, czy trywialne i czy obejdzie się bez Tora.
Pozdrawiam
Może nie wyrażam się odpowiednio precyzyjnie, ale chyba się nie rozumiemy. Wchodzi Pan zbyt głęboko. Żadne tam sekrety, kryptografia, tajemnice nie są potrzebne. Do tego używa się "czystego" laptopa, nigdy nie podłączonego do sieci. Tu chodzi o proste forum, ale z pewnymi, ważnymi zasadami.
1. To forum otwarte dla wszystkich zainteresowanych czytelników. Natomiast pisanie na forum, aktywne uczestnictwo w nim, każdorazowo musi być zatwierdzone przez Radę Forum. Ma być poważne, więc to oznacza - żadnych kpiarzy, początkujących studentów, głupców, czy świadomie destrukcyjnych trolli i hejterów. Już na wstępie muszą być niedopuszczani, co niestety oznacza, że nowa, nieznana osoba musi być, albo polecona przez uczestnika forum, który ją zna, albo musi zaprezentować swoją uprzednią twórczość i publikacje. Gdyby jednak taka osoba się przemyciła, to może być natychmiast zablokowana.
2. Rada Forum wspólnie ustala, jakie tematy powinny zostać otwarte do dyskusji. Rolę tutaj odgrywa szeroko pojmowana konwergencja.
3. Forum nie jest czymś szczególnym w obszarze dyskusji w internecie. Jednak jak najbardziej powinno być dobrze zorganizowane i podobne do forów naukowych.
Czy to są jakieś szczególne i trudne wymagania?
Istnieje oczywiście szereg drobiazgowych i typowo sieciowych pytań. Na przykład, czy jest konieczne połączenie FTP. Albo instalacja ochrony Anty-DDoS.
Te ciągłe wbijanie do głowy w przeziorach rządowych o tym jaka zwarta, silna i gotowa jest Armia Polska i jakie mamy sojusze nie przypomina Panu czasów II RP.
Obsadzanie intratnych stanowisk z klucza rodzinnego ludźmi bez kompetencji i odpowiedzialności powinna też Pana zachwycać.
Nieustanna propaganda, kult osób na świeczniku, wycieczki partyjne do zaprzyjaźnionych purpuratów są żywcem przeniesione z II RP.
Czegóż więcej? Że ludziska nie mają ochoty się wykrwawiać na froncie?
Ostatecznie iluś tam odzianych w fraki celebrytów w II RP oddało kawał zdrowia na frontach i kule im świszczały nad głowami. Ilu tych, którzy obnoszą się obecnie swym patriotyzmem zaliczyło choćby półroczny kurs dla bażantów.
Ilu z obecnych pieszczochów władzy jest gotowych zrezygnowac z kupna najnowszego modelu samochodu lub pałacyku, tylko po to by zapewnić swym pracownikom pensję.
Na koniec rzecz przyziemna, ale stanowiąca o relacjach obywatel - państwo. Po wyniszczającej I WŚ, po zaborczych działaniach sojuszu trzech czarnych "sępów" Polak był współwłaścicielem Polski, owszem były obszary biedy, ale nawet ta bieda traktowała parę morg i chałupę jako swoją własność i była gotowa za nią wyjść z kamieniami przeciw Policji. Od 1945 roku do teraz każdy rząd boi się Polaka który będzie niezależny w swych decyzjach. Stąd się biorą układy korupcyjne, chcesz działać to musisz się odpłacić władzy, lub trzymać gębę na kłódkę, nie istotne czy na poziomie ogólnokrajowym czy powiatowym.
Obecne układy są gorsze niż przed I WŚ dlatego że system kontroli pozwala narzucić kajdany już w fazie pomysłu.
W stosunku do kogo, do czego przeciętny Polak w XXI wieku ma przejawiać zachowania z czasów XX-lecia międzywojennego? Które to zachowania po części wynikały z zachłystnięcia się wolnością.
BTW
W razie "W" ostatnią rzeczą, którą należy sobie winszować to rzucanie najbardziej wartościowych jednostek jako kamienie na szaniec, bo to na koniec skutkuje nadliczbową ilością k...w.