Dopiero dziś, samodzielnie, odzyskałem prawo obywatelstwa na NB. Śpieszę więc nadrobić zaległości...W dniach 24.03 – 27.03.19 z kolegami: „Jazgdyni” i „Imć Waszeciem” toczyliśmy dyskusję na temat relacji inżynier- humanista. Ze względu na aktualność tematu, pozwolę sobie pociągnąć go dalej. Otóż, opis naszej ziemskiej rzeczywistości, niezależnie od zaawansowania technologicznego i pojemności pamięciowej zespolonych komputerów, nadal jest prymitywna. Prymitywizm wyznacza brak odpowiedzi na pytanie – skąd jesteśmy, po co istniejemy i dlaczego umieramy. I to jest bariera, której człowiek pokonać nie jest w stanie. Nie mniej jednak próbować musi. Bo tak nas skonstruowano. Ale zacznijmy po ludzku.
Istnienie świata, w którym żyjemy, oparte jest na zachowaniu odpowiednich proporcji – we wszystkim. Od jakiegoś czasu zauważamy zmiany klimatyczne. Do końca nie znamy przyczyn tego zjawiska, ale w przeszłości świat, być może z powodu różnych katastrof, samoczynnie zmieniał swoje ustawienia parametryczne (taka trójpolówka), ale zawsze z zachowaniem właściwych sobie proporcji. Nadprodukcja dwutlenku węgla, jaką wydziela z siebie nasza przemysłowa cywilizacja jest faktem. Topnieją lody Arktyki, kurczy się zapas wody pitnej, ale przemysł na ten fakt nie reaguje, jest takim nienasyconym smokiem. Przemysł więc uzyskał swoją osobowość prawną. I wszystko mu się należy. Ale ilość zarówno tlenu, jak i słodkiej wody jest ograniczona. Z tego powodu pojawił się ukrywany problem: człowiek, czy rozwój przemysłu?
Podobnie jest z produkcją żywności, a nawet z LGBT. Produkcja żywności staje się coraz bardziej syntetyczna, żeby nie powiedzieć sztuczna, coraz więcej w niej chemii i plastiku. Istnienie tego ostatniego w morzach i oceanach bije nas po oczach, ale przyczyn pandemii raka niewielu bada pod kątem szkodliwości cywilizacyjnej. Wyniki tych badań mogłyby postawić w złym świetle nowoczesną technologię. Wolimy truć się i wygodnie żyć niż domagać się swoich praw do zdrowej żywności i zdrowego życia. I to jest właśnie dzisiejsza miara postępu. LGBT, prowadzi do tego, że podrastające panienki będą chodziły z ręka w majtkach lub zamiast uczyć się, będą szukały chłopa. I na tym zjedzą resztę życia – przyjemność bez granic. Podobnie jest z mnożeniem płci. Manipulacja testosteronem, podobno z pobudek humanistycznych i pokojowych, doprowadziła do tego, że już coraz mniej mężczyzn jest zdolnych zaspokoić podkręcane przez świat reklam i mediów, kobiece potrzeby seksualne. Faceci dostali pigułki, czyli taką laskę do podparcia, w „tych sprawach”. Niektórzy, zwłaszcza lekarze, viagrę uważają za epokowe rozwiązanie godne nagrody Nobla.
Wymienione wyżej niby humanistyczne zabiegi (manipulacja testosteronem i viagra) miały zapewnić ludzkości wieczysty pokój i brak wojen, a doprowadziły do tego, że pojawił się rodzaj nijaki. Owszem, można powiedzieć, że to cena postępu. Ale pojawia się kolejne pytanie – jakiego postępu i dokąd on nas prowadzi?
W tym miejscu pojawia się polityka i jej rola, a więc zdobywanie przewagi, nie dla dobra ludzkości, lecz dla posiadania władzy. Władzy absolutnej. I tu dochodzimy do istoty… Niech ci wszyscy LGBT-owcy nie myślą, że tak będzie zawsze lub że wypracowują jakąś nowoczesną normę i szeroką tolerancję. Świat został tak ułożony, że zawsze musi wrócić do swoich podstawowych zasad i właściwych proporcji, bo on też walczy o swoje życie. Wróci jednak nie tak, jak my sobie wyobrażamy. Gdy nastąpi przełamanie walki o władzę, nowa, która ją zdobędzie, natychmiast LGBT nazwie patologią i odpowiednio potraktuje. Tak samo, co do zasady, będzie traktować dzieci, których rodzice nie potrafili uchronić, bo sami często szukali przygód.
Ale nie ma co się dziwić, rozłamy w naszej cywilizacji powstawały na podobnej zasadzie. Najpierw religijny, bo bez reszty opanował średniowiecze. Nie było łatwo, ale dopiero Luter pod pretekstem odpustów dokonał pewnego otrzeźwienia. Na odpustach sprzedawano kopytka osiołka z Betlejem, czy powietrze ze stajenki. Nie inaczej działo się z rewolucją francuską, która mordowała strupiały stary świat, którego symbolem była Bastylia, a także bolszewicka, która uderzała w zachłanny kapitalizm. Po ogłoszeniu końca historii, już nie ma czego obalać. Dla utrzymania władzy potrzebna jest inżynieria polityczna, której, jak się okazuje, narzędziem jest min. LGBT.
Ostatnio rozgorzała kolejna bezsensowna dyskusja, na temat kto ma prawo do wychowania swojego dziecka? Ten problem znam z autopsji. „Bogactwo” PRL polegało na tym, że czegoś innego uczył dom, czegoś innego szkoła i Kościół – był to taki ichniejszy pluralizm. W tej triadzie nie pasowało tylko państwo. I teraz w okresie globalnej destabilizacji i dziejowych przemian, zamiast powrotu do korzeni, to jakieś kolejne obce nam struktury chcą narzucam to, czego nie chcemy. Kto ma być dla kogo – my dla państwa, czy państwo dla nas? Ale trzeba też podkreślić, ze skończyły się czasy obojętności, beztroski i strzał Amora, w których to mąż nie był pewien żony, a żona męża. Nadchodzi okres prawdy i odpowiedzialności: jacy będą obywatele, takie będzie ich państwo, albo go nie będzie w ogóle. Państwo ma budować ciągłość historyczną, intelektualną i moralną oraz zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwo osobiste i własnościowe.
Bez odpowiedzialnego społeczeństwa, nie zostaną też wybrane odpowiedzialne władze, ani nikt niczego nie zbuduje. Oczywiście, życie nie ma być udręką, a postęp technologiczny wybawieniem z niej. Życie jest tym, co nosi się w genach, głowie i sercu. Resztę to oszustwo. Dlaczego? Dlatego, że „balowanie” bez pokrycia jest wekslem bez pokrycia. Chcemy być nowocześni, czy beznadziejnie głupi?
***
A teraz inżynierowie kontra humaniści. Mówiąc bardzo skrótowo, w tym świecie inżynierowie nie mają hamulców, humaniści głosu. Odnośnie pierwszych można powiedzieć, że taka ich natura, są narzędziem ciekawości i trybikiem naszej postępu. Zadaniem drugich jest temperowanie zrywającej się z łańcucha cywilizacji – oczywiście nie po to, aby cofać się do katakumb, lecz aby na zasadzie prokuratora i adwokata eliminować patologię. Nie daję oczywiście głowy za skuteczność, ale musimy zrozumieć, że dziś dostajemy pod nos kolejne rajskie jabłko. Tym jabłkiem jest sztuczna inteligencja, nad którą nie będziemy mogli zapanować. Postęp nie jest częścią tego świata, on żyje w naszych głowach, w naszej woli; to my decydujemy o kierunku tej nieustającej walki z Bogiem – niezależnie od tego kim „On” lub „on” jest. Ateizm jest wygodną ucieczka od odpowiedzialności.
Ideałem byłoby połączenie inżyniera z humanistą – nie zaś odwrotnie. I tu kłania się przedwojenna polska szkoła średnia, która w pierwszej kolejności przygotowywała pod kątem humanistycznym, a więc takim, w którym inżynier, humanista i obywatel z łatwością mogli się porozumieć. W powojennej rzeczywistości pojawił się inny zawód – programista, który łącząc te dwie dziedziny w sobie, przygotowywany jest do projekcji przyszłego świata. Ale, jak się wydaje, sama cywilizacja wygumkowuje z jego świadomości najważniejsze pytania: 1. czy człowiek jest koniecznym bytem na ziemi?, 2. czy swoją przewagę osiągnął tylko za pomocą swojej przemyślności i sile, bo jeżeli tak, to każdy silniejszy może mu ją odebrać? Odpowiedź na te pytania – otrzeźwia.
I na koniec krótki fragment cytatu przytoczonego przez blogera „jazgdyni”: Obecnie powstaje zupełnie nowy pogląd na świadomość, w którym świadomość jest nieskończona, wieczna i niepodzielna. Z tej perspektywy wyłaniają się radykalne implikacje dla procesu kreacji, co pokazuje nam fizyk Amit Goswami, w swojej znakomitej książce. W tym nowym sposobie postrzegania pojedyncze jednostki otwierają drogę do zbiorowej mądrości łączącej w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Oznacza to, że źródło kreatywności i rozkwit mądrości są potencjalnie nieskończone. Goswami maluje przed nami majestatyczny obraz tego, co znaczy być człowiekiem, od którego może zależeć przyszłość ludzkości… Nie chcę być profanem, ale nie bardzo rozumiem, co tu jest odkrywczego? Świadomość była i jest duszą tego świata, która materializuje się w genach i kształtuje człowieka na przestrzeni jego dziejów. Amen.
Wobec takiego ujęcia, podejrzewam, że podział na rolę inżyniera i humanisty jest jeszcze bardziej potrzebny – a już na pewno w świadomości każdego programisty. Podejrzewam też, że dla zachowanie właściwych proporcji lepiej byłoby, aby programista był katolikiem, niż protestantem.
***
Reasumując, świat jest naczyniem połączonym. Każda zmiana powoduje inną zmianę. Jeżeli natura jest w stanie dostosować zmianę do swojej niezmienności i stałości, wówczas wszystko zostaje jak było, jeżeli nie, rozpada się, szukając nowych szans i nowych warunków. Człowiek jest tu bytem niekoniecznym i może być przemijającym. Nie wiemy też ile cywilizacji i jakich przed nami widziała ziemia? Ona ma swoją pamięć. Nasza pamięć ogranicza się do naszego życia i tego, co pozostawili „na piśmie” po sobie nasi przodkowie. Brniemy na ślepo i jesteśmy na straconej pozycji. Taka jest prawda i w niej musimy odnaleźć mądrość, radość i optymizm – właśnie w tej kolejności.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 48472
Ale się z tobą rozprawię!
Tylko jutro.
Otóż specjaliści od kognitywistyki doszli do błędnego wniosku, że istotą świadomości, a w zasadzie samoświadomości (samo oglądu) jest dostatecznie duża i skomplikowana sieć połączeń, w której zachodzą jakieś procesy fizyczne lub chemiczne. Oczywiście procesy te są rozumiane "płasko", tylko i wyłącznie jako pewne obliczenia modelowe w znanych naukowcom teoriach (nie mylić teorii i modelu z rzeczywistością!). Czyli nic nie mówi się tu o jakichś nieznanych specyfikach zachowania związków chemicznych i wiązań, a także innych nieznanych oddziaływaniach, kwantowych tajemnicach i dodatkowych wymiarach, nieskończonych rozciągłościach i niepodzielnościach.
W wyniku tego rozumowania grupa naukowców postanowiła stworzyć sztuczny mózg i uzyskać w nim efekt świadomości, prowadząc wszystkie potrzebne obliczenia na odpowiednio silnych i szybkich maszynach (znów przypominam, że chodzi o model, a nie o rzeczywistość). To miała być właśnie ta słynna Sztuczna Inteligencja. Ja podałem tylko jeden przykład, który pozbawia te mrzonki fundamentu i zarazem dachu: obliczenia (wyniki) niczym się od siebie nie różnią. Nie ma znaczenia, czy oblicza to superkomputer, czy pokolenia benedyktynów ślęczących z liczydłami nad zabazgranymi w szlaczki kartkami papieru. Jeżeli wzory są takie same, to i wyniki obliczeń będą (o ile nie będzie pomyłek) takie same. Gdzie tu jest miejsce dla jakiejkolwiek świadomości? No bo gdyby udało się ją jakoś wzbudzić w obliczeniu komputerowym, to musiałaby się także pojawić w obliczeniu za pomocą kartki i ołówka. Wolna bo wolna, byłaby ona częścią "wyniku" każdego rodzaju obliczenia. Nawet takiego, gdzie w sieci dróg całej Europy poruszają się pomiędzy sąsiednimi skrzyżowaniami tragarze z workami śmieci. W jednym węźle zostawi taki stare trampki, zabierze spaloną żarówkę, zaś w innym wymieni obierki po kartoflach na stary monitor VGA. Taka tam dziwna "chemia". Tu również powinna z czasem powstać bardzo powolna świadomość, skoro postuluje się jej pojawienie w dwóch poprzednich przypadkach. Innego wyjścia nie ma. Czymkolwiek jest ta mityczna świadomość, to na pewno nie obliczeniem, a także nie ma związku z prędkością żonglowania wzorami.
1) Dlaczego świadomość jest zagadkowa: youtube.com
2) Czy Wszechświat jest symulacją: youtube.com
3) Czym jest wolna wola: youtube.com
4) Skąd się wzięły prawa Natury: youtube.com
5) Czy ludzie mają duszę: youtube.com
I jeszcze to. Tu jest o tym, o czym właśnie mówimy:
6) Czy ludzie mają duszę: youtube.com
Stanie się tak, jak zrozumiecie mechanikę kwantową.
Kwant to porcja. Czyli już nic nie jest ciągłe, liniowe. Są i rządzą nieciągłości. Wg jednej koncepcji sir Rogera Penrose myśl powstaje, gdy następuje załamanie fali kwantowej.
To sięimciu dopiero zaczyna. I wychodzimy poza przestrzeń i czas. Czyli gdzie? Do Boga?
Ps. Będę musiał porozmawiać z Mirkiem Dakowskim. Wprawdzie to fizyk jądrowy, ale ma dużą wiedzę o mechanice kwantowej i o Bogu.
Jak na specjalistę nauk ścisłych nie mamy wiedzy, że "kwantowa fala" oznacza kwantowe możliwości? A kwantowe załamanie oznacza przejście od możliwości do faktu.
Ciężko więc nam będzie nam rozmawiać.
PS: Równanie Schrodingera opisuje jak najbardziej ciągły przypadek ewolucji układu kwantowego. Zresztą zastosowanie symboli różniczek nie miałoby sensu w przypadku dyskretnym, o ile nie poczynilibyśmy miliona założeń, które i tak zawierałyby linki do przypadku ciągłego i byłyby z nim związane.
Jak mówimy dzisiaj, jak elektron zmienia orbitę? Ciągle? Falowo?
A nie natychmiast - przeskokiem?
en.wikipedia.org
To jest odnośnie mojego innego postu poniżej, w którym sugeruję wykorzystanie pierścieni przemiennych w kosmologii i teorii strun. Na YT jest sporo filmików, które prezentują dualizm korpuskularno-falowy i wyjaśniają na różne sposoby, ale nie należy ulegać złudzeniom - dowiedziono eksperymentalnie, że elektron rzeczywiście zachowuje się jak fala i jak cząstka jednocześnie. Wspomniane przeze mnie podejście Jadczyka (fraktale) w niczym sytuacji nie poprawi. Po prostu przerzuci kupkę pojęć o nieoznaczoności na kupkę pojęć o nieobliczalności lub inaczej nierekurencyjności.
1) Wiadomo, że ciąg funkcyjny {sin(nx)}, n=0,1,... nie ma (punktowo) granicy. Ale jak zaczniemy rysować te wykresy, to zauważymy, iż coraz dłuższe okresy powodują, że coraz na większym obszarze o środku w zerze funkcje stają się trochę "podobne" do funkcji stałej równej zero. W efekcie ten niezbieżny punktowo ciąg jest zbieżny w sensie dystrybucyjnym.
2) Jak już przegryziemy się przez dystrybucje, to zauważymy dwa podejścia: a) można zawężać rodziny funkcji, aby w nich były zawsze rozwiązywalne jakieś równania różniczkowe lub aby były całkowalne lub transformowalne (np. przestrzenie Sobolewa); b) można rozszerzać rodziny funkcji do rodzin tworów przypominających własnościami funkcje (chodzi o dystrybucje), w których nie będzie problemu z rozwiązalnością jakiegokolwiek równania różniczkowego.
3) Wiedząc to możemy łatwo rozstrzaskać każde równanie różniczkowe, włącznie z równaniem Schroedingera, po prostu używając do tego dystrybucji i splotu. Po prostu równanie różniczkowe jest to pewien zapis operatora liniowego S, który przekształca funkcje albo dystrybucje w inne funkcje albo dystrybucje (szczegóły techniczne pominę w tej iteracji). Najczęściej w ten sposób rozwiązuje się tzw. zagadnienia brzegowe np. dla równań eliptycznych (eliptyczność bada się sprawdzając odpowiednią formę), a innym razem jakieś zagadnienia Dirichleta.
4) Dalej są własności własne zagadnienia brzegowego lub operatora, można określić zagadnienie i operator sprzężony do poprzedniego. Wreszcie operatory samosprzężone w przestrzeni Hilberta. No i tu właśnie mamy wyjaśnienie stanów kwantowych jako "Obserwabla – operator hermitowski (samosprzężony) definiowany w mechanice kwantowej, reprezentujący pewną mierzalną wielkość fizyczną."
5) Zabrakło mi już miejsca na wyjaśnienie ortogonalności... :)
Wydaje mi się,że tutaj nie powinniśmy roztrząsać zagadnień matematycznych, bo matematyka jest tylko i wyłącznie symboliczną reprezentacją zjawisk fizycznych, a z tym na poziomie kwantowym u Imciego jest mały problem. Stąd ucieczka na obszary ulubione, dobrze znane i mające zawstydzić dyskutantów.
To jest ten fizyk teoretyk z Salonu24, co dużo rozprawia o matematyce. Ale nie o niego chodzi. Jest tu zawarta sugestia, że podejście fraktalne umożliwiłoby teoretycznie równoczesne pomiary. Problem w tym - i tu nawiązuję do wykładu prof. Meissnera - że jeszcze nie jest dostatecznie dobrze rozwinięty aparat matematyczny, który by to umożliwiał. Przypomnę w którym to było fragmencie - o usuwaniu ∞ w rachunkach prowadzonych w QED dla diagramów Feynmanna. Chodzi o rodzaj "fraktalnej" analizy funkcjonalnej i harmonicznej. Reasumując, jesteśmy w fazie przed dokonaniem epokowego odkrycia i nie wiadomo jak długo to potrwa. Wspomniane tutaj przeze mnie różniczki i równania falowe na grafach oraz fraktalach to zaczątek. Na przykład wiadomo, że pierścienie kiełków, czyli takich "tendencji zachowań się klas funkcji w danym punkcie" prowadzą do pojęć typu rozmaitości, w szczególności wiązek, to znaczy są w stanie połączyć koncepcje z geometrii algebraicznej (twory budowane z zer wielomianów) z topologią różniczkową. W topologii wprowadza się jeszcze wiązki dżetów, ale to pomińmy. Ale już mało kto wie, że pojęcie schematu w geometrii algebraicznej jest to uogólnienie koncepcji rozmaitości, zaś w języku polskim do dziś nie udało znaleźć się adekwatnego terminu na określenie "moduli space" (na ale tutaj z kolei musielibyśmy zboczyć na dywizory - takie uogólnienie dzielników liczby i czynników jej rozkładu ;). Rozważa się tam przestrzenie upierścienione jako uogólnienie rodzin funkcji na rozmaitości, które poddaje się lokalizacji. Rozmaitości to są tutaj takie schematy, których pierścienie lokalne nie posiadają dzielników zera (takich niezerowych a i b, że ab=0). No i dalej też wspomniane przeze mnie orbifoldy i rozmaitości Calabi-Yau. Kupa materiału, żeby choć trochę zrozumieć współczesną fizykę i kosmologię.
Z jednej strony zatem wychodzimy poza geometrię euklidesową, a z drugiej poza świat przemienności (abelowości).
1) Moduli space: www-personal.umich.edu
2) Mały przeglad tego zwierzyńca: imperium.lenin.ru
mccme.ru
Jeżeli ktoś w Polsce zajmuje się tego rodzaju rozumowaniami i potrzebuje szarych komórek do myślenia o tym , to chętnie bym się tym zajął. Oglądałem dr. Dragana na wykładzie TEDx jak mieszał o fotonie w dwóch miejscach , jaka to magia , jakie to cuda , a przecież to takie proste , aby to wyjaśnić na bazie dostępnej wiedzy z QM i funkcji falowej. Oczywiście nie wiemy/ nie wiem / czym ta wartość urojona jest , ale naprawdę da się coś zrozumieć.
PS: podobnie trzeba by było wyjaśnić związek pól i rozmaitości, ale to już jest zbyt niedotykalne w porównaniu z liczbami atomowymi. Proszę spojrzeć Panowie na obrazki zamiast gestykulować ;)
Tu atomy: en.wikipedia.org
Tu nie ma atomów, ale jest równanie Laplace'a: en.wikipedia.org
Tu równanie Schroedingera: en.wikipedia.org
Porównać i napisać wnioski :)
Postaram się przekonać, że to świadomość tworzy wszystko. Nawet materię.
[Uśmiechnijcie się!]
Są oczywiście prekursorzy nowych kierunków, ale jeszcze nieliczni i zagłuszani przez tłum. Przykładem niech będą nauki z przymiotnikiem "syntetyczny", jak biologia syntetyczna, fizyka syntetyczna, kosmologia syntetyczna itp. Chodzi o to, że jest to na razie - czyli dopóki nie wylądujemy na obcych zamieszkałych planetach ;) - jedyna droga do poznania odpowiedzi na palące pytanie: Czy jest możliwa alternatywa? Czyli np. w przypadku syntetycznej biologii alternatywny sposób kodowania oparty na znanym DNA, jakieś inne sposoby kodowania oparte o inną chemię niż DNA, albo w ogóle jeszcze nam nieznane formy replikacji obiektów złożonych z materii we Wszechświecie. Replikacja jest jednak bardzo słabym warunkiem na potwierdzenie życia, bo replikują się nawet polimery. W przypadku fizyki syntetycznej chodzi o odpowiedź na pytanie, czy możliwe są jeszcze inne oddziaływania, cząstki, czyli po prostu czym w tym wszystkim jest materia i jak się pojawia. Oczywiście jest to związane z syntetyczną kosmologią, która dziś już nie potrzebuje ostro zarysowanych granic, dzielących ją od "rozsądnej" kosmologii, gdyż częścią jej jest np. teoria strun, bran i wszystkie dziwne koncepcje wieloświata (multiversum). Właśnie niedawno pisałem tu o teorii strun i podstawowym jej problemie, jakim jest niemożność doszukania się w niej śladów "materii", czyli np. modelu standardowego cząstek (wykład prof. Meissnera). Ale sam teoria jest piękna, aż dech zapiera :]
Prof. Krzysztof Meissner: Nieskończoność w fizyce: youtube.com
Nie mam wrażenia, aby ktokolwiek z nas "się napinał". Taka dyskusja to chyba jedyny sens i zapłata za to nasze pisanie. A co złego w symulacji (simulacrumowaniu) ? Pana też zapraszamy do sięgnięcia do swojego doświadczenia włoskiego. Jako inżynier-artysta ma Pan wiele do powiedzenia. Tylko trzeba wyjść z własnego podwórka.
Prężyłem go jak byłem młodszy...
Piszę to na jednym z zapasowych komputerów. Ten najwygodniejszy, stojący na biurku znowu ma blokadę dostępu do NB i Niezależnej. Zabawy z zaporą, czyszczenie obszarów systemowych nie pomogło. Obawiam się nasilenia podobnych praktyk tuż przed wyborami. Prawdopodobnie na celowniku jest wielu prawicowców i wiadome portale.
Blogerzy niesłusznie wstydzą się przyznać, że są ofiarami ataków.
Jak można blokować przed wyborami, to tym bardziej po ich zakończeniu. Zdobyczy nie oddaje się.
To nie są żarty i Admin na to nic nie poradzi.
podejrzewam, że masz infekcję na trwałe wbudowaną i dobrze ukrytą. Mam podobnie z pewnymi stronami na świetnym Dellu, który kupiłem jako poleasingowy z pewnej korporacji. Ich informatyk wstawił im blokadę stron, żeby zanadto nie hasali po internecie.
Miło oderwać się od pospolitej nawalanki.Choć widać, że Zygmunta to podnieca. Lecz całe towarzystwo jest Szanowne, jeżeli decyduje się dyskutować na tematy niecodzienne, chociaż fundamentalne.
Jeśli można, powróćmy do początku.
Powróćmy do naszej dychotomii -inżynier vs. humanista. Użyłem tego symbolicznie, by stworzyć grupy dwie: tych, co realizują różne koncepcje z materialnym końcowym efektem (auto, komputer) oraz tych, których koncepcje i efekty są czysto werbalne i pozostają tylko w postaci słów. Lecz użyłem tej dychotomii, która przecież zawsze się uzupełnia w stosunku do konkretnej sytuacji i konkretnego kontekstu.
Porzućmy więc te rozróżnienie, może pamiętając tylko, że ci pierwsi potrafili w myślach wiele sobie policzyć, a ci drudzy nigdy nie mieli wątpliwości, czy ..uj pisze się przez samo "h", czy przez ceha.
Jak to często w takich dyskusjach paru myślących otwarcie ludzi, zeszliśmy na temat umysłu i Graala kognitywistyki - świadomość.
Mała dygresja na początek, bo chyba prawdziwie stwierdziłem, że tu jesteśmy ludźmi myślącymi i otwartymi.Co ja przez to rozumiem i każdy ma prawo się nie zgodzić:
Dość wcześnie w naszym rozwoju fizycznym, to, co nagromadzone przez uczenie się oraz warunkowe wzorce reagowania zaczyna panować nad zachowaniem mózgu, mimo, że wszechstronny umysł jest zawsze otwarty na nowe kreatywne zabawy. Jeżeli nie zaangażujemy kreatywnej mocy umysłu, nie będziemy pielęgnować pierwotnych spostrzeżeń, to procesy drugorzędnych spostrzeżeń, połączone z odtwarzaniem na podstawie pamięci, zaczną dominować. W ten sposób twórcza wolność splątanej hierarchii mózgu zostaje zastąpiona przez warunkowaną, prostą hierarchię wyuczonych programów.
W taki sposób tworzą się silnie ugruntowane poglądy, schematy, uprzedzenia, czy dogmaty (w sensie greckim) i zostaje niewiele miejsca na swobodną kreatywność. Często takie skrajne egzemplarze nazywamy - "zakuty łeb".
Na moje spojrzenie, na tym portalu, o pewnym standardzie intelektualnym, co by nie powiedzieć - dość wysokim, nie ulegających szablonowemu myśleniu jest może 20 - 30%.
Reszta jest w szponach standardów (ciekawa jest tu, może przypadkowa, korelacja z procentowym rozkładem poziomu IQ powyżej 135, co standardowo uważa się, że jest się osobą inteligentną. Takich ludzi, niezależnie od kraju jest około 30% (co np. podważa sens demokracji)). Reszta zazwyczaj wyraża tylko poglądy i myśli utrwalone i przechowywane w pamięci. Dyskusja z nimi jest dosyć ciężka i raczej mało twórcza.
No i dalej swobodnym torem slalomu giganta - napisałem dopiero co "przechowywane w pamięci"
Tymczasem nawet nasza wspaniała profesor Jagodzińska z UW (ciekawostka - pani prof. światowej sławy autorytet psychologii pamięci nie ma w Wikipedii. Jest natomiast Anna Jagodzińska - modelka...ciekawy kraj) nie wie GDZIE W MÓZGU JEST ...CDN
A może... nie jest ona umiejscowiona w mózgu, tylko gdzieś poza naszym ciałem? W takiej powiedzmy chmurze? I to takiej nieco innej - kwantowej. A to oznacza -poza czasem i poza przestrzenią. Podobnie jak ten paskudny elektron Erwina Rudolfa Josefa Alexandra Schrödingera, który potrafi być na raz w dwóch różnych miejscach.
Może też macie inną koncepcję. Jakieś pomysły?
A jeszcze gdy tam też jest nasza świadomość, oczywiście kwantowa krąży tam sobie w tym NIC z którego w Wielkim Wybuchu powstał cały Wszechświat.
I tu należałoby głęboko podyskutować o świadomości.
Tęgie głowy z Torunia, z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika nie chcieli dyskutować i zamknęli Forum kognitywistyki. To ich, w ich poważnej religii ateizmu bardzo przerażało.
Śmiem prognozować, że newtonowski, materialistyczny ogląd świata powoli się kończy. A materię tworzy właśnie kwantowa świadomość.
"Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało."
No, ale przeczytam tekst raz jeszcze i może wówczas...
Powoli się rozkręcam.
Dychotomia (gr. dichotomos – przecięty na dwie części) – dwudzielność; podział na dwie części, wzajemnie się wykluczające i uzupełniające do całości.
Czyli dyskutujemy o tym ile humanisty w inżynierze lub ile inżyniera w humaniście. Obie części uzupełniają się do pełnego człowieka.
Ale pojawia się pytanie :Gdzie ? Wskazuje to na potrzebę istnienia bytu ( chmury) niezależnego od materii, przestrzeni i czasu, do którego nieświadomie odwołują się automatycznie wszystkie umysły. Jak ? Nie wiemy ? Sama natura świata miałaby być tak zorganizowana , że myślenie zawsze odbywa się w innej przestrzeni, a fizyczne działanie mózgu byłoby tylko manifestacją fizyczną tego kontaktu. Oczywiście nauka szukałaby inżynieryjnej metody takiego działania, ale nie znajduje jej. Ale w takich dyskusjach inż. czy humanista wszystko jest umowane dopóki pewne nowe fakty nie rozjasnią obrazu. Wtedy można juz spokojnie wyrzucić do śmieci wszystkie stare podręczniki, bo wszystko okazuje się być inne. Może trzeba do tego właśnie humanisty , filozofa i niekoniecznie inżyniera , ale teoretyka ,który rozumie też matematykę, bo literatura nie dostarczy odpowiednio precyzyjnych narzędzi wyrazu.
Idąc dalej trzeba by założyć, że ta przestrzeń w której dokonuje się działanie intelektualne musi gdzieś realnie istnieć. Jakie ma właściwości.
A teraz z drugiej strony mamy materializm, i jeżeli Boga nie ma ( cudów nie ma) są prawa fizyki, to mamy supertwardy determinizm - każdy obiekt ma dokładnie określoną trajektorię ruchu w czasoprzestrzeni. Świat jest skazany na to , że tu musi pojawić się znak X. I kropka. To było zakodowane w prawach fizyki od big bagu , o ile on był.
Jednak normalny , uczciwy człowiek powinien tu uznać ,że to nie jest zgodne z naszym doświadczeniem wolnej woli, wariantowości w życiu. Świat nie jest deterministyczny w taki sposób.
Podobnie teoria ewolucji jest wątpliwym wytłumaczenie dlaczego życie jest tak wysoko zorganizowane. A może posługiwać się tylko metodą prób i błędów. Niemożliwe.
Ale nie bedę już tego tu rozwijał.
Pozdrawiam Panów dyskutantów
Każdy doświadczył telepatii w jakiś sposób, a że ułomny to trudno: sięgamy po komórkę i w dodatku dopiero gdy zadzwoni.
Jasne,że mózg jest organem anatomicznym człowieka, mającym kolosalne znaczenie. Jest to obiekt materialny. Lecz zastanówmy się, czy, bądź co bądź, zlepek czy sieć biologicznych komórek, wysoce specjalizowanych, produkuje tak ulotne, niematerialne byty, jak myśli, emocje, poglądy, decyzje itp. Więc dobrze, co się tam dzieje? Co wiemy na pewno, to następuje szereg reakcji chemicznych i elektrycznych, w sumie elektrochemicznych procesów. Nie możemy uchwycić, gdzie i jak rodzi się myśl. Na całym świecie nikt nie wie gdzie znajduje się pamięć i jak jest zmagazynowana. Co wytwarza percepcję i interpretację odczuć zmysłowych, co konstruuje ego - tożsamość, jaźń, uwagę i najbardziej tajemnicze - świadomość i samo-świadomość.
Są poważne rozważania naukowców i to nie byle jakich, że móżg jest tylko pośrednikiem - interfejsem do umysłu i reszty. Sferę umysłową należy poszukiwać na poziomie kwantowym, czyli subatomowym. A to implikuje, że nasza świadomość może znajdować się poza naszą cielesną powłoką. Najśmielsze hipotezy głoszą, że istnieje wspólna nadrzędna świadomość w całym Wszechświecie, która dla nas jest Bogiem i która jest również nadrzędna i sprawcza w stosunku do całej materii. A nasz kontakt, nasze sprzężenie z tą świadomością (w chrześcijaństwie Duch Święty) odbywa się na poziomach kwantowych.
Przeprowadza się doświadczenia naukowe, które potwierdzają takie możliwości.
Mówi pan o polach i falach. Wbrew pozorom są to zjawiska materialne (energia i masa są tożsame wg. Einsteina). Pola i fale jakie znamy są zawsze zjawiskami energetycznymi.
Telefony komórkowe działają na falach o określonych częstotliwościach. EEG rejestruje elektryczną aktywność mózgu związanych z biochemiczną aktywnoscią. I tyle. Tomograf pokazuje obszary, gdzie wzrasta zapotrzebowanie na pokarm - krew. Rezonans podobnie. Żaden aparat nie wskazuje sygnałów towarzyszących myśleniu, czy nawet silnym emocjom. Więco jakich polach i o jakich falach może być mowa? A telepatia jest bezsporna. Doświadczam ją wielokrotnie, lecz tylko z osobami związanymi ze mną emocjonalnie (synchronizacja?)
100 lat przekonywano nas, że rządzi materia i wszystko od niej zależy. A jednak może nie? Dlaczego dotychczas mimo wielkich wysiłków nie udało się stworzyć sztucznego życia?
Mówimy o tym samym. Podałem tylko jeden, prosty przykład, że praca mózgu nie jest ograniczona kośćmi czaszki. Jak najbardziej materialny przykład ilustrowany porównaniem do telefonii komórkowej. Inny przykład to kontakt wzrokowy w czasie walki albo rozmowy. Żeby przewidzieć działanie (i je uprzedzić albo spacyfikować) patrzymy w oczy a nie na ręce, ale nie potrafię tego dokładniej opisać. Jeszcze mniej o Świętych Obcowaniu, o którym Pan wspomniał. Miło, że się często zgadzamy. Pozdrawiam.
Raczej w komunikacji pozawerbalnej, gdzie na dodatek jeszcze mamy język ciała i te właśnie zapachy istnieje coś, jak umysłowa synchronizacja, powodująca, że dwa niezależne umysły podążają tym samym torem, a nawet reagują identycznie. Było tysiące badań na bliźniakach szczególnie. Robiono też naukowe doświadczenia, że taką parę umieszczano w oddzielnych pokojach, a na dodatek w klatkach Faradaya. W ten sposób wykluczano łączność falą eketromagnetyczną i interakcję jakichś pół. I były efekty pozytywne łączności (o ile dobrze pamiętam 4 na 10).
Jeżeli przykleimy do punktów coś o większym wymiarze od wektora, ale podobnego własnościami do macierzy albo raczej form takich jak iloczyny skalarne (chodzi o dwuliniowość), to otrzymamy pole tensorowe, czyli takich obiektów uogólniających wektory. Najprostszym polem jest pole skalarne, czyli po prostu taka funkcja. Można rozważać pole normalne, którego wektory są prostopadłe do powierzchni, aż wreszcie po połączeniu pola stycznego z normalnym po prostu pole dowolnych wektorów we wszystkich kierunkach przestrzeni. Pewnie wielu fizyków i inżynierów kojarzy takie cuda jak gradient (∇ nabla, Grad), rotacja (Rot), dywergencja (Div). Są to właśnie przykłady pól wektorowych i skalarnego. Gradient wskazuje kierunek najszybszego wzrostu albo opadania powierzchni, a więc są to wektory styczne.
Najważniejsze w takim przyczepianiu obiektów do punktów przestrzeni jest aby obiekty przyklejone dla bardzo bliskich punktów niewiele się od siebie różniły. To jest ciągłość. Na przykład istnieją dwie nieizomorficzne wiązki liniowe (wektorowe jednowymiarowe) nad okręgiem. W obu z nich do punktu okręgu doklejono prostą rzeczywistą R. Pierwsza wygląda jak nieskończony cylinder (powierzchnia boczna walca), zaś druga jak nieskończenie rozciągnięta wstęga Mobiusa.
Obiekty więcej niż jednowymiarowe można doklejać do rozmaitości (w tym sfer) jeszcze dziwniej. Znane rozwłóknienie Hopfa, to w taki sposób gładko "uczesane" doklejenie okręgów do punktów sfery, które tworzy sferę 3-wymiarową. Zwracam uwagę, że samą sferę można rozumieć na dwa sposoby: 1) jako dwuwymiarową powierzchnię rzeczywistą, 2) jako jednowymiarową prostą rzutową zespoloną. To dalej prowadzi do pól spinorowych, czyli jeszcze dziwaczniej zakręconych niż wektory, a z użyciem kolejnego rozwłóknienia czterowymiarowego, do pola twistorów. To własnie odkrył wspomniany Roger Penrose.
en.wikipedia.org
Potem są jeszcze rozwłóknienia dla oktonionów (8) i sedenionów (16), ale nie mają już tak dobrych własności algebraicznych.
No i te wszystkie ścieki, sidła, źródła...
Polecam (może znane) Dyfeomorfizmy Morse’a-Smale’a i zbiory hiperboliczne
mst.mimuw.edu.pl
cybra.lodz.pl
Świetne pytania,sam je sobie zadaję i tylko szkoda, że tak niewielu chce złamać paradygmat świata materialnego.
Parę uwag, czy pytań:
- każdy obiekt ma dokładnie określoną trajektorię ruchu w czasoprzestrzeni. Otóż nie. Nie w mechanice kwantowej. Mamy tu już niejednoznaczność w stosunku do badań zwykłego elektronu. A na dodatek jeszcze nikt nie mówi o wpływie obserwatora na badanie fizyczne.
- ...od big bangu... No dobrze, a co było przed big bangiem? Determiniści uciekają w sprytne wytłumaczenie, że czasu też nie było i zaczął się dokładnie w momencie 0,000... (00) sekundy. Więc jakiż to impuls spowodował big bang? Jak rozumiem, był wg. nich jeden, jedyny wielki big bang dla całego wszechświata, który od tej chwili nadal jest w wybuchu i się rozprzestrzenia. Więc gdzie jest to miejsce we wszechświecie, gdzie wszystko się zaczęło.
I słusznie - i inżynierowie i humaniści, a nawet matematycy są potrzebni, by przełamać obecny materialistyczny paradygmat. Mogą być jeszcze rolnicy i marynarze. Wszyscy, co tylko mają chęć i odwagę zadawać pytaniai być kreatywni, czyli rozważać nowe potencjalne znaczenia w dążeniu do prawdy.
Odnośnie trajektorii - tutaj oczywiście abstrachowałem od Mechaniki Kwantowej , aby opisać do czego prowadzą oświeceniowe idee determinizmu. Tylko po to. Natomiast jest kwantowa nieokreśloność , której wyrazem jest m in. nieokreśloność Heisenberga. Ale w ramach Funkcji falowej wszystko jest deterministyczne. Tutaj dochodzimy do nierozwiązanego na dzień dzisiejszy problemu wpływu świadomości, interferencji kwantowej i dekoherencji na to jakiej rzeczywistości doświadczamy. Ciekawe ,że może wcale nie musimy doświadczać jednej rzeczywistości. Ani nie musi być ona w czasie aktualnym , bo czas aktualny ma zerową "szerokość" udziału w przeszłości i przyszłości. To TERAZ nie trwa nic. A wieć jesteśmy zawsze trochę w przeszłości i przyszłości dzięki kwantowej niezonaczoności i to się może rozciągać na całkiem długie czasy przecież.
Co do teraźniejszości to są nawet dwa skrajne nurty: -pierwszy, jak opisałeś, to jej praktycznie nie ma. To cienka linia przez którą przyszłość staje się natychmiast przeszłością. I druga skrajność - istnieje tylko teraźniejszość, bo tylko w niej czegoś doświadczamy. Przeszłość i przyszłość są dla nas niedostępne.
Ciekawe co?
Na chwilę obecną szukam co ma do powiedzenia fizyk polski pan Żurek, bo zdaje się wymyślił coś ciekawego na temat dekoherencji. Ale jeszcze nie wiem czy to się broni.
Mniemam ze dobrze.
Wstałem o 3:30;kocica dostała swoją poranną miseczkę a ja pierwszą kawę i obejrzałem czwarty odcinek nowego sezonu Gomorry, coraz ciekawszej, bo włoscy mafiozi ruszają w wielki świat, a nie tylko dp Ameryki Łacińskiej i byłych państw post-sowieckich i sprzymierzonych.
Ryszardzie! (i Cybie też)
Czy należy się ze mną zgodzić, że na wstępie należy uściślić definicje. Na początku użylismy rozmytych symboli nazwanych "inżynierowie" i "humaniści" .Były to jednak wyłącznie klasy kontekstowe potrzebne wyłącznie w tamtej argumentacji. Tutaj w dyskusji niezbędny jest inny podział oparty na kreatywności, czyli myśleniu twórczym. To jest główna cecha do której chcę się odnosić. A nie jest to proste i jednoznaczne, bo świat jest zalewany fałszywymi "wynalazkami" materialnymi i nie, które mają sprawiać wrażenie oryginalnej kreacji. Nie chciałbym więc odnosić się do kolejnych modyfikacji, udoskonaleń, rekonstrukcji, czy podrasowania. To nie jest prawdziwe tworzenie.
Nasz ulubiony inżynier - twórca kończy pracę materialnym dziełem. Zazwyczaj z kolei nasz ulubiony humanista - twórca kończy pracę nową ideą, myślą, rozwiązaniem, wyjaśnieniem. Oczywiście w sensie materialnym jest to zawsze zapis - np. werbalny utrwalony kamerą i mikrofonem; papierowy w formie artykułu lub książki i od paru lat zapis komputerowy, w tym najważniejszy - zapis sieciowy.
Dołączając do naszych humanistów sztukę, mamy cały szereg kategorii dzieł będących kreacją: malarstwo, rzeźba, muzyka, dramaturgia i najnowsze kreacje -film, telewizja i performance.
Ale zawsze nasi humaniści w jakimś sensie tworzą i przedstawiają nam idee, a inżynierowie raczej rzeczy praktyczne. Co nie znaczy, że obie klasy nie mogą się nawzajem przenikać i wzajemnie na siebie oddziaływać.
Uważam, że najbardziej twórczą dziedziną humanizmu, terenem największych myślicieli jest filozofia. Niestety nie jest zaliczana do nauki, bo nie spełnia ścisłych rygorów naukowej metody. Jak falsyfikacja na przykład. Nie mniej jest to wysiłek i praca potężnych umysłów. Niewątpliwie szczytu ludzkich możliwości. Jak ich "techniczni" koledzy - wielcy naukowcy.
Teraz pora na lekkie śniadanko (obiecałem uroczej pani doktor zgubić do końca czerwca 10 kg, a jeszcze nie zacząłem).
Dalej będę się zastanawiał, dlaczego sfera materialna postępu pędzi jak szalona, a sfera ideowa nie może nadążyć. A stwarza to poważne niebezpieczeństwa bo wkraczają szubrawcy, uzurpatorzy i oszuści, jak Klub Rzymski, Soros z NWO, lewactwo światowe i kretyni - ekolodzy.
Nadzieję widzę w paru genialnych miliarderach, jak Elon Musk (projekt Tesla), Richard Branson (Virgin), Carlos Slim Helu, Bill Gates i jeszcze paru młodszych. Oni w konia nie dadzą się robić różnym cwaniakom jak noblista Al Gore.
Kreatywność zawsze tworzy nowe znaczenie. Żaden algorytm komputerowy nie będzie w stanie rozpoznać nowego znaczenia. Komputer prawdopodobnie się zawiesi. To tak a propos AI - sztucznej inteligencji.
Czytam już kolejny Twój wstęp, i siłą rzeczy muszę zadać sobie pytanie - po co to i dlaczego używasz aż tylu słów? I to jest pytanie z kategorii inżynierskich - jeżeli mam stworzyć jakiś schemat odpowiedzi, muszę się zastanowić na jej konstrukcją. W humanistyce nazywa to się warsztatem. Ale pierwsza nasuwająca się moja odpowiedź jest taka: o, stary wilk morski zanim złapie swoją rybę, musi wyczuć na jaką przynętę chwyci, czyli jakie są moje możliwości jako szczura lądowego. Druga, to podpowiedź w postaci korespondencji z Imć Waszeciem, która zapewne rozbiła trochę Twoją koncepcję dyskusji. No, jest jeszcze trzecia i czwarta, ale nie o to chodzi. Sam wyznaczyłeś ramy dyskusji, a ja nigdy pierwszy nie uderzam- czyli dużo pisania. Do wiedzy jestem szczególnie przychylnie nastawiony - jaka by nie była, ale musi zachowywać swoja logikę. Nie oznacza to, że jestem zadufany w sobie lub mam jakieś przesadne mniemanie o sobie. Nie za dużo i nie za mało.
A teraz do meritum:
1. Kreatywność w naszym obszarze dyskusyjnym, to warunek. Ale tę kreatywność, mimo awansu cywilizacyjnego i zmiany potrzeb, trzeba podzielić na humanistyczna i inżynierską. Inaczej będziemy mieli do czynienia z bałaganem i anarchią. Musimy wiedzieć kto za co odpowiada. I dopóki nie ma narzędzi do zsyntetyzowania tych dwóch obszarów, które (zgoda, stanowią całość) tak musi pozostać. Relatywizacja zasad moralnych, które trzymają naszą cywilizację, nie może przyczyniać się do dalszego rozpadu. Na tej relatywizacji bazuje cały ruch gender. Kreatywność musi mieć więc ścisłe ramy aksjologiczne. Natychmiast powiesz, że to bariera rozwoju!!! Aksjologia wyznacza określone zasady kulturowe i jest jak kosmos - nieograniczona. Warunek - zachowanie tych samych parametrów chemicznych i fizycznych. Każda zmiana powoduje patologię i stosowne do niej skutki. I ta zasada dotyczy człowieka i całego kosmosu. Jeżeli człowiek się zdegeneruje, jego krąg też zostanie za to ukarany. Przykład. Jeżeli człowiek mógłby cokolwiek zmienić w świecie materialnym ziemi, zrobiłby to natychmiast - np. z ciekawości. I tu jest pole do popisu dla inżynierów, bez względu na to czy mają odpowiednie przygotowanie humanistyczne, czy też nie. Zawsze nastąpi taki moment, w którym stanie on przez dylematem: iść dale, czy się cofnąć?. Zadaniem inżyniera jest iść dalej. Na szczęście jeszcze nie jest on w stanie tego zrobić. Ale próbuje poprzez emisje dwutlenku. Gmyranie człowieka w świecie duchowym, konsekwencje ściąga na niego samego. I teraz humaniści są potrzebni do zachowania tego balansu pomiędzy tym, co już można, a czego jeszcze nie można... I tu budzi się w Tobie inżynier, pytasz dlaczego nie można, chcę wiedzieć, chcę mieć lepiej itd.
Kreatywność nie może być on line, bo to po prostu anarchia, a w dzisiejszym świecie to groźba zagłady. Cdn.
Nie ma dla mnie żadnej możliwości relatywizacji zasad moralnych. Mój światopogląd opiera się na potężnej i niezmiennej klasie podstawowych archetypów, które poznajemy intuicyjnie - prawda, piękno, miłość, dobro, sprawiedliwość, itp. Nie ma żadnej bariery rozwoju! Powiem więcej, ciągle jesteśmy w dziecięcym etapie człowieczeństwa. Mimo tego intuicyjny zbiór archetypów nigdy nie ulegnie zmianie.
Nie wiem dlaczego (jakaś urażona duma?) nadal trzymasz się podziału na "technicznych" i "umysłowych". Prosiłem - porzućmy to i skoncentrujmy się wyłącznie na twórczych możliwościach człowieka.
W takim rozumowaniu kreatywność jest wynalezieniem lub odkryciem nowego sensu, znaczenia. To, co jest naprawdę nowe, to sens, odkryty, czy wynaleziony z użyciem starych lub nowych kontekstów archetypowych i ich kombinacji.
Kreatywność to moc sprawcza świadomości. Siła przyczynowa.
Któż obecnie wykazuje się największą kreatywnością?
O szarlatanach zapomnijmy (gender, lgbt, to ersatze mające wywołać właśnie ten paskudny relatywizm).
Mam podobny zasób archetypów i to w dodatku - polskich. Jesteśmy, jak wysięgnik lub podajnik z betonem, który podaje gdzieś tam, poza bazą, beton i buduje nowe obiekty, ale baza zawsze pozostaje bazą. Młodzi tego nie rozumieją, ale jeżeli nie, to życie ich samo nauczy tej mądrości. Szkoda tylko, że będą musieli przejść tę sama drogę, którą przeszli ich przodkowie. To, co kolejny posiłek dla kotka? Czy może koty jedzą raz dziennie?
Życzę więc pośniadankowego i przedobiedniego smacznego. Co co milionerów - idealistów jestem pesymistą. Tak było kiedyś, ale dziś, podejrzewam, że gdyby chcieli poważnie coś zmienić w tym patologicznym świecie, naraziliby się na utratę swojego majątku. A przynajmniej zaciukali by ich koledzy miliarderzy. Zmiany dokonać może jedynie Bóg lub, jak kto woli - natura, która musi się w końcu zbuntować się i pokazać człowiekowi jego miejsce w szeregu. To, co było wcześniej, nie będę już odtwarzał. Pozdrawiam
Waszmość, a co Ty na to co pisze "jazgdyni"?
Spytałem więc o którą konkretnie wypowiedź chodzi, bo każda z moich odpowiedzi ma swój ciąg dalszy i szereg popierających ją argumentów, które z braku miejsca nie zmieściły się w jednym poście. Po prostu staram się nie rzucać słów na wiatr, o ile nie goni mnie czas lub inne ślepe okoliczności. Nie ukrywam przecież, że jak doszłoby w finale do zwarcia nabzdyczonych ego ;), to jestem w stanie rozwiązać tu krok po kroku każde z tych wspomnianych straszliwych równań różniczkowych włącznie z równaniem Schroedingera. O ile ustalimy już, o które z nich konkretnie chodzi, bowiem każdy układ kwantowy opisuje inne równanie przy innych warunkach. Zresztą ostatnimi dniami nabrałem ochoty żeby wrócić do zbioru zadań Smirnowa. Właśnie tak rozumiem więc "inżynierię" - walenie konkretami po oczach :) Z tym, że sprawa nie jest aż tak prosta jak się "inżynierom" wydaje. Prawie wszystkie obliczenia praktyczne nie mają żadnego związku z tymi fajnymi kilometrowymi wzorkami z książki Smirnowa. Dlatego właśnie powstała dziedzina zwana "metody numeryczne". I tu właśnie wkracza na scenę "matematyk" w roli "humanisty", czyli kogoś takiego, kto powstrzymuje rozentuzjazmowanych "inżynierów" i mówi jak jest.
Żałożę się, że dziś już prawie żaden z absolwentów studiów nie jest w stanie wychwycić te puste chwyty nawet w takim prostym tekście. Popularyzacja nauki bywa zatem równie szkodliwa jak sztuczna inteligencja. O proszę, zaraz na początku jeden akapit i już cztery bzdury: "Istnieje wprawdzie wiele sposobów badania materialnego świata, ale tylko jeden z nich jest skuteczny. Jest nim matematyka. Tak sądzili uczniowie Pitagorasa w starożytnej Grecji, tak myśleli Newton i Galileusz, i tego się trzymają współcześni fizycy, kosmolodzy, a nawet teolodzy, jeśli chcą wniknąć w tajemnice natury." Jakie to są te inne sposoby badania świata materialnego? Niby dlaczego matematyka jest skuteczna? Co sądzili starożytni Grecy o nieistniejącej hierarchii nauk? Co niby łączy kosmologów i teologów? Jest jeszcze piąta: Jak niby badają tajemnice natury owi teolodzy?, ale ponieważ spodziewam się nieziemskiego jazgotu z powodu przedłużającego się postu, więc ją pomijam.
PS: Podobnie byłoby, gdybym podał cytat z kontrowersyjnego ks. Życińskiego, a z drugiej strony ks. prof. Hellera. Dyskurs i nic więcej.
Chciałem już dokonać jakiegoś podsumowania. Ale może po kolei... Prof K. Meissner zauważył, że w sprawach dotyczących odkrywania tajemnic Boga niekoniecznie badania matematyczne pokrywają się w fizycznymi. Powstaje więc punkt widzenia: inżyniera, humanisty, matematyka, fizyka itd. Powinniśmy więc pomijać szczegóły techniczne czy metodologiczne, a skupić się na wynikach badań zrozumiałych dla każdego. Na tym powinna polegać nauka, nie jest ona dla samej siebie, lecz musi mieć jakiś jakiś czynnik kontrolny, a więc przekaz odkryć do opinii publicznej i przez to ogólne podnoszenie poziomu wykształcenia i ogólnego zrozumienia. I to jest pole do dyskusji. Humanista, czy nawet jakaś grupa inżynierów, nie będzie zajmował się zbiorami Smirnowa czy równaniem Schroedingera. Być może dla matematyka, takie podejście to profanacja, ale dla fizyka, prawdopodobnie już nie. Dla humanisty też. Ale może być tak, jak Pan pisze: "I tu właśnie wkracza na scenę "matematyk" w roli "humanisty", czyli kogoś takiego, kto powstrzymuje rozentuzjazmowanych "inżynierów" i mówi jak jest". Jak by nie patrzył matematyk nie ma takiego wyczucia "boga", jakie ma humanista, a przynajmniej powinien mieć.
Ja zaproponowałem podział na inżyniera, który nie może brać pod uwagę: "Bóg powiedział słowo i padamy na twarz" i na humanistę, którego zadaniem jest rozumieć potrzeby rozwoju człowieka, a jednocześnie nie może on zapominać o dziele Boga, czy jak kto woli - Natury. Matematyk jest bliższy inżynierowi, być może może być tą syntezą humanisty i inżyniera, nie mniej jednak jego sposób myślenia bliższy jest inżynierowi, niż humaniście. A dziś świat potrzebuje głównie ideologii, powrotu do źródeł, do wartości. Do tego potrzebni są humaniści: filozofowie, historycy, socjologowie, geopolitycy. Inżynierowie i matematycy mają to wszystko sprawdzać i podawać wyniki badań - humanistom i opinii publicznej.
Jaka by nas nie czekała niesamowita przyszłość, to podziała na humanistykę i inżynierię utrzymany zostać musi, chociażby dla porządku i utrzymania logiki oglądu.
Co Ty Waszmość na to?
"148. Dana jest cienka prostokątna płytka o bokach n i m (pokrywających się z osiami współrzędnych), dla której znany jest początkowy rozkład temperatury. Boki x=0, x=n podtrzymywane są przez cały czas obserwacji w temperaturze 0, a obie podstawy mają dany rozkład temperatury: u|y=0 = f0(x) , u|y=m = f1(x) dla x z przedziału (0,n). Znaleźć temperaturę dowolnego punktu płytki w chwili t>0."
Jak widać jest to literatura czysto techniczna, która skutecznie zaciera istotną różnicę pomiędzy umiejętnością rozwiązywania zadań, a zrozumieniem teorii. Oczywiście matematyk przede wszystkim musi umieć liczyć, ale nie powinien zadowalać się "zrozumieniem" tematu w formie "zadanko X rozwiązujemy metodą Y". Dlatego właśnie owa głębokość refleksji istotnie przesuwa matematykę w kierunku humanizmu, zaś powierzchowność rozumienia ma głównie ten cel, żeby szybko liczyć konkretne zagadnienia i mieć w ręku wyniki. Sztabowcy i musztrujący, to mniej więcej taka różnica.
Myślę, że konieczność podziału na inżynierię i humanistykę musi być utrzymany z trochę innego powodu. Chodzi o to, że dość pochopnie nadaje się dziś, w naszej wypłaszczonej rzeczywistości, tytuły, przez co ludzie osiągają szczyt hierarchii na długo przed dogłębnym zrozumieniem swojej własnej dziedziny. O ile w ogóle mają oni aspiracje dążyć do zrozumienia. Taki jest sens mojej wypowiedzi. Po otrzymaniu papierów nikogo już nie obchodzi utrzymywanie klasy. To jest właśnie błąd i stąd mamy zalew różnych Śród, Piątków i innych Baumanów. Nie wiem jakie jest rozwiązanie, bo nawet powrót do relacji "mistrz i uczeń" nie gwarantuje pełnego sukcesu. Nie można bowiem już tego rozległego problemu rozwiązywać punktowo jak w średniowieczu, kiedy na cały kontynent w danym czasie było kilkunastu mistrzów i kilkuset uczniów. Ponieważ jednak humanistyka jako taka daje gwarancję ciągłego wracania do źródeł i odkrywania na nowo rzeczy już znanych, czy raczej "znanych", więc taka mała hybryda i odpowiednio długi okres wylęgania "mistrzów" mógłby coś zmienić. Chodzi o przywrócenie właściwego znaczenia pojęciu "mistrz" i roli edukacji w życiu społeczeństwa. Nie można już dłużej stosować "edukacji" w formie spędów do teatru lub do MacDonalda. Musi być z tym związana jakaś realna wartość.
Mnie chodzi o coś zupełnie innego. O pojęciowy przełom.
Czy można rozwiązać poważny problem stosując narzędzia i metody istniejące na poziomie tego problemu? Nigdy. Musi zostać dokonany przełom myślowy, a do tego niezbędna jest kreatywność oparta na fundamentach głównych archetypów. Albert Einstein nie dokonałby swoich epokowych odkryć, gdyby nie przełamał dotychczasowej wiedzy o strukturze czasu. To jest podstawowy kreacjonizm, tak jak teoria heliocentryczna.
Dlatego powyższe rozważania, za wyjątkiem tych dotyczących edukacji, są dla mnie mało warte i mówią, że się kompletnie nie rozumiemy.
Wymiana zdań Ryszarda i Imć Waszecia to ciągle mieszanie w tej samej zupie. To założenia i dyskusja o postępie liniowym. Z użyciem aparatu pojęciowego, który istnieje już od bardzo wielu lat (to co chłonie z matematyki Imć, powiedzmy od Diraca).
Wykazują Szanowni Panowie rozumowanie żaby, którą się powoli gotuje. Nie pojmuje ona, że czeka wkrótce ją potężny przełom - zostanie ugotowana. Mnie się taki stosunek do coraz cieplejszej wody nie podoba, choćbyśmy od opisów stosowali coraz bardziej wyrafinowany aparat matematyczny.
O co mi więc chodzi? Konieczna jest zmiana paradygmatu w stosunku do świata materii. I rozpoczęcie poważnych rozważań nad przewagą świadomości nad materią. I zrozumienia wreszcie, że wszystko co wydaje się nam liniowe i daje się rozwiązać całką i różniczką, w rzeczywistości jest dyskretne - świat jest kwantowy, umysł jest kwantowy, a cała dynamika tego jest nieliniowa, co oznacza, że decydujący jest chaos. Który już ma swoją matematykę. Zresztą Imć Waszeć swobodnie, mimochodem korzysta z fraktali, jakby to już było coś należącego do całej tej waszeciowej matematyki.
Konieczny jest przewrót mentalny. Jeżeli oczywiście najważniejszy jest dla nas podstawowy archetyp, czyli prawda.
I jeszcze raz szanowny Imci -matematyka nie jest sensu stricte nauką. I tyle.
Fraktale nie są czymś obcym dla matematyki, bo były badane na długo przed ich odkryciem. Problemem było tylko to, że większość społeczności matematyków nie zgadzała się z konsekwencjami takich badań oraz ich celowością dla dokonania postępu w matematyce. Ślad tej maniery pozostał do dziś w formie niechęci do komputerowego dowodzenia twierdzeń oraz jako hipoteza Collatza, która ujawnia, że dotychczasowa praktyka matematyki pominęła jeden istotny szczegół - nie potrafi stworzyć pojęcia warunku stopu dla dowolnej procedury (to zresztą dotyczy także wyliczeń fraktali). Właśnie dlatego ja postuluję uzupełnienie tego fragmentu kawałkiem informatyki i stąd moje żywe zainteresowanie logikami niestandardowymi oraz toposami.
Przykładem jednego z najstarszych fraktali jest zbiór liczb wymiernych, który podobnie jak zbiór Cantora ma własność samopodobieństwa. Dostrzeżenie fraktali zwanych zbiorami Julii i żukiem Maldebrota, również nie było związane z jakimś postępem w fizyce, choć w ten właśnie sposób można patrzeć na fakt odkrycia komputerów. Jest to przecież znana od zarania logiki matematycznej iteracja prostej funkcji (wielomian kwadratowy w dziedzinie zespolonej). Przełomem było jedynie odkrycie obrazu, który się rysuje w wyniku obliczeń, a jak wiadomo matematyka raczej nie studiowała obrazów i nie dzieliła ich względem liczby ruchów pędzla. Zresztą podawałem tu na forum inny ciekawy przykład, który również doprowadziłby niechybnie do odkrycia tych samych fraktali. Chodzi o szukanie miejsc zerowych wielomianów o określonej formie (Littlewood polynomial), a sprawa wygląda właśnie tak:
math.ucr.edu
Wie Pan co to jest? To coś rozcapirzone na tych obrazkach to jest właśnie wizualizacja pewnych cech liczbowych dla podstawowej koncepcji we współczesnej fizyce/kosmologii - rozmaitości Calabi-Yau (to znaczy tych zwiniętych dodatkowych wymiarów). Okazuje się więc, że obiekty fraktalne są przyszłością nauki w ogóle, w tym matematyki, a nie tylko sprytną koncepcją do żonglowania w polemikach. Dlatego więc podałem powyżej ten przykład z wykładu prof. Meissnera oraz nawiązałem do koncepcji rachunku różniczkowego na zbiorach dyskretnych (grafy) oraz na fraktalach:
diva-portal.org
To wszystko dzieje się już teraz na naszych oczach i nie trzeba tu nic przyspieszać ani mieszać do tego Boga.
arxiv.org
Sorry, przeczytam po powrocie do domu.
Teraz tylko małe pytanie:
- czy matematyczne instrumentarium zajmował się gdzieś problemem nielokalności?
Słyszałem, że Poincare kiedyś nad tym rozmyślał.
Na razie
Przykładowo teoria Galois, to teoria wiąże hierarchię podgrup grupy automorfizmów ciał z rozszerzeniami ciał. Chodziło o to, żeby wyjaśnić, które wielomiany maja pierwiastki wyrażalne za pomocą pierwiastników (które można uważać za różne wyrażenia z pierwiastkami n-tego stopnia). Okazuje się, że takie, których grupa Galois jest nomem omen rozwiązalna. Już poziom podstawowy jest tu dostatecznie skomplikowany, a jeszcze do tego można tę teorię uogólnić na inne kategorie. Krótko mówiąc: dualna kategoria (odwrócenie strzałek morfizmów) do kategorii skończeniewymiarowych przemiennych półprostych k-algebr (gdzie k ciało), czyli (k-Alg)*, jest równoważna kategorii G-zbiorów G-Set (grupa G działając na zbiorze rozkłada go na rozłączne podzbiory - orbity elementów g z G).
Kolejną teorią może być teoria Poincare grupy podstawowej π1 przestrzeni topologicznych. W skrócie jest to grupa klas równoważności pętli w tej przestrzeni, które oplatają różne dziury. W szczególnie przyjaznym przypadku mówimy o rozmaitościach. Wtedy kategoria nakryć rozmaitości jest równoważna kategorii π1-Set, czyli π1-zbiorów. Podobna sytuacja jak wyżej, ale dziedzina matematyki kompletnie różna.
Teoria Gelfanda zaś mówi, że kategoria dualna do jednaj z kategorii specjalnych algebr Banacha z inwolucją (Ban*), będzie równoważna kategorii zwartych przestrzeni Hausdorffa (Haus). To jest bardzo ważny wynik i natychmiast przenosi nas znów do tematu mechaniki kwantowej ;)
W ten właśnie sposób matematyka dotyka zagadnienia nielokalności, czyli opisu obiektów który nie idzie z dołu do góry, ale z góry na dół. Przykłady można mnożyć, ale chyba najbardziej spektakularnym jest konstruowanie punktów "przestrzeni", po uznaniu pewnego pierścienia za pierścień funkcji na tych "punktach". Wtedy pojawić mogą się "punkty" wielokrotne (Spec, spektra), ale to już dotyczy tematu przestrzeni upierścienionych i schematów jak w jednym z postów wyżej.
1) Collatz conjecture: en.wikipedia.org
2) Collatz fractal (trochę przypomina Całun Turyński;): yozh.org
3) Aperiodic tiling: en.wikipedia.org
Przychylam się do twierdzenia, że cała natura (żywa i martwa) zbudowana jest na fraktalach. Dlatego nauka o nich jest tak fascynująca. Podobnie jak fuzzy logic z tej samej stajni.
A kwestia stosowania iteracji to też wielka przyszłość. Czyli jak mniemam, proszę mnie poprawić, jak się mylę, przejdziemy do matematyki dyskretnej.
A co z moim pytaniem o nielokalności? Nawet, czy samo to pojęcie jest w matematyce obecne.
Ps. Te prace Collatza znam od dawna. Gdzieś mam nawet ciągle nierozpakowany po przeprowadzce album o świecie fraktali w związku z fascynacją chaosem "Chaos Wonderland".Polecam.
Coś się dzieje z moim komputerem, ponownie uciekł mi komentarz.
Ale, krótko. Widzę, Janusz, że masz swój świat, który uprawiasz. To dobrze, ale przyszłość przed którą stoimy jest nam nieznana, tak inna, i tak nieprzewidywalna, że żadne narzędzia, które posiadamy nie są odpowiednie. Na polu filozoficznym można porównać świat grecki ze światem Angelusa Silesiusa czy Jakuba Boehne. JPII mówił, że Kościół mogą zniszczyć kapłani, ale jak się ich czyta, to okazuje się, że Bóg żyje życiem wiernych. A wiec to wierni decydują o życiu Boga.
Czy to się mieści w przeciętnej głowie - no nie. A skoro jesteśmy aż tak bezbronni, to jedyne, co możemy zrobić, to skoncentrować się na tym, co dotychczas stworzyliśmy, głównie na polu kulturowym. Bo to kultura, w szerokim sensie, wyznacza parametry i wektory rozwoju, także technicznego. Czy jesteśmy w stanie to zrobić? Nie, bo nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytania: skąd się wzięliśmy, po co żyjemy i dlaczego musimy umrzeć. Brak odpowiedzi do tego stopnia rozprasza nam koncentrację, że odwracamy uwagę od zagrożenia, które sami odkryliśmy, a które nazywamy wielkim postępem... Kwanty, molekuły skalary itd dotyczą świata, którego człowiek zmienić nie może. My powinniśmy się skoncentrować na naszym życiu duchowym, bo na niego mamy wpływ. Żyjemy bardziej duchem, niż materią, choć nam się wydaje odwrotnie.
Najważniejsze w naszym przypadku są więc stosunki kulturowe. To one zadecydują o spokoju lub wojnie na świecie. A jak się zacznie wojna, to już w grę będzie wchodziło to, co może małpa zrobić, jak dostanie brzytwę. Przebywałem jakiś czas w Brazylii i tam zauważyłem coś, co pozwoli im zachować gotowość twórczą i koncepcyjną. Oni wiedzą, że pośród nich są biali, czerwoni i czarni (każda mutacja ma swoja nazwę), ale spaja ich przeświadczenie, że za jakiś czas wszyscy będą brązowi. I to jest ten mechanizm spokoju, którego brakuje w Europie. Zresztą, Europa jest już nieboszczykiem. Tak więc stosunek inżynier-humanista przekłada się na postrzeganie świata w szerszym jego kontekście. Zabawkami można się bawić, ale trzeba jeszcze wiedzieć którymi. A mamy ich od cholery, i wszystkie oszałamiające, nowe i wspaniałe. Pozostał nam jeszcze rozum. Co z nim zrobimy?
Ale ja tylko wybiegam myślami o Bogu daleko naprzód i kolekcjonuję dowody naukowe, że nie ma siły - BÓG MUSI ISTNIEĆ!
I staram się zerwać paradygmat świata materialistycznego i to, że wszystko bierze się z materii.
A nie. Teraz jestem przekonany, że świadomość jest fundamentem wszelkiego istnienia. I w tym kierunku myślę. I to, że świadomość jest poza czasem i poza przestrzenią. Czyli nasz Dobry Pan, to nie starzec z siwą brodą siedzący na tronie, tylko wszechobecna, nieskończona Świadomość.A umysł nadaje znaczenie interakcji świadomości i materii. A mózg wytwarza reprezentacje mentalnych sensów. Taki translator - komunikator -interface.
Pytanie - kulturę oryginanalną bez wątpienia,lecz czy również wytworzyliśmy cywilizację polską? U Konecznego nie znalazłem.
Na temat polskiej cywilizacji już kiedyś rozmawialiśmy. N. Davies napisał, że Polacy wytworzyli "prawie cywilizację". Ja twierdzę, że ten fakt można udowodnić. Tylko musi się tym zająć jakiś poważny instytut, a nie poszczególny obywatel.
Reasumując, mam wrażenie, że mówimy tym samym językiem, używamy tych samych terminów, a inaczej je rozumiemy. Waszeć ma rację. Każdy z nas ma swój świat, do którego trudno przeniknąć. I jest to zły znak czasów nam współczesnych. Rozszerzając ten problem na populację Polaków, inaczej mówiąc jest to stan umysłu. To wina szkoły.
Przed nami wielka dyskusja nie tylko na polskim obszarze, lecz na całym terenie zachodniej cywilizacji. Polacy, którzy nie podjęli idei końca ideologii, mają więcej tu do powiedzenia, niż inni. Tylko, że nikt nie jest w stanie nas do tego przekonać. Na tym poległ nawet JPII.
Dyskusja toczyła się na temat zależności inżynier-humanista, a skończyła się na tym, że Bóg musi istnieć. A więc na tym, co każdego z nas aktualnie "dusi". Tak być nie powinno. Wydaje mi się że z nas trzech "w temacie" najbliżej stoi Waszeć. On ma najczulszy węch - dzięki muzyce. I to właśnie ten obszar jest chyba jedynym, w którym można bezkarnie i bez cenzury zakodować to prawdziwe tętno i każde brzmienie nadchodzącej przyszłości. Zrozumiałem to dość późno, chciałem nadrobić stracony czas, rzuciłem się w sam środek, tak, jak robiłem to wcześniej... I poległem. A przyczyna? Kilka: 1. bariera finansowa, 2. aby zrozumieć, trzeba na czymś grać, 3. i najważniejsza- nie chcą uczyć, lecz chcą brać pieniądze.
To chyba jest teraz bardziej zrozumiałe, dlaczego ja tak parłem o wspólne zdefiniowanie pojęć. To jest podstawa dobrej dyskusji. Także nie zrobiliśmy tego, by zawęzić temat. Stąd rozbieganie treści. Uwzględnić też należy "akademicką" metodę dochodzenia do sedna. A już typową wadą narodową jest brak dyscypliny. Nic mnie tak nie wkurza w dyskusjach polityków,jak nieustanne wtrącanie -ja panu nie przerywałem. Nie mamy tutaj tego problemu.
Ale chyba widzisz pozytywy - jak na ten portal, to duża i poważna dyskusja. I zobacz ilu ciekawych obserwatorów jest z boku. To pocieszające.
Tak, czy inaczej : inżynier i humanista, matematyczny świat, umysłowy kreacjonizm, świadomość, edukacja -to wszystko dotyczy stanu umysłu.
No i w ostatnim akapicie Waszmość zgadzamy się co do joty. Tylko powstaje pytanie retoryczne, skąd brać mistrzów. Zgoda, jeszcze są, ale już jest ich niewielu. Natomiast wielu (delikatnie) tak samo boi się mistrza, jak dawnej polskiej inteligencji, bo może podnieść poziom, bo robili tylko powstania, bo, bo, bo... Gdy zabrakło szlachty i inteligencji, to pozostali ci, którym do głowy nie przyjdzie, ze można o coś walczyć, chyba, że podwyżki.
Podam też jeszcze jeden przykład - geopolityka. To jest dziedzina w której liczą się określona prawa, wypadkowe, syntezy i duża perspektywa. Rozgraniczanie inżynier-humanista, też musi być oglądane z dużej perspektywy.
youtube.com
Waszmość puść kilka kawałków!!! Odsłucham je jutro, bo dziś miałem bardzo intensywny dzień.
Kiedyś:
1) Stachursky - Uciekam stąd [1999]: youtube.com
2) Stachursky - Mój ostatni dom: youtube.com
3) Albo to, takie typowe discopolo: BBX & Stachursky - ESSA: youtube.com
Dziś:
4) Stachursky - Doskozzza: youtube.com
5) Stachursky - Zimna Lufa: youtube.com
6) Jacek Stachursky - Kim Jestem - Jestem Sobie: youtube.com
Szczególnie ten ostatni kawałek jest ciekawy i bardzo przypomina kilku innych wybitnych polskich muzyków wokalistów. Po prostu nowa muzyka. Pisałem kiedyś, że wystarczy im tylko nie przeszkadzać, a oni już się nauczą grać jak trzeba ;)
A skoro już jesteśmy przy rytmach typu reggae i podobnych, to zróbmy sobie powrót do przeszłości i "przeszłości". Oto kilka propozycji:
7) Daab - Moje paranoje: youtube.com
8) Daab - W moim ogrodzie: youtube.com
9) Nefre - Kto wie: youtube.com
10) Nefre - Droga: youtube.com
11) De Mono - Zostańmy sami: youtube.com
12) Wilki - Eli lama sabachtani: youtube.com
13) Golden Life - Oprócz błękitnego nieba: youtube.com
14) Sztywny Pal Azji - wieża radości wieża samotności: youtube.com
"Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
Mam parasol, który chroni mnie przed nocą
Oddycham głęboko, stawiam piedestały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały
Stawiam świat na głowie, do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały…"
Pozdrawiam.
youtu.be
youtu.be
youtu.be
Ps. Sissel to dla mnie najpiękniejszy głos na świecie. Rammstein, szczególnie tutaj jest kwintesencją teutońskiej germańskości [mój neologizm], a Juno Reactor to mistrzowie transu, nie bez kozery taka nazwa tej muzyki i Matrix jest wybitnym dziełem filmowym [film dla mnie jest odrębną sztuką]
Wasze zdanie?
Ps2. Obaj macie skłonności do zamykania się w wąskiej dziedzinie. Więcej wszechstronności proszę
Fluke - Slap It (Untitled V3): youtube.com
W podobnym stylu Fluke - Pulsed: youtube.com
Wolniejszy utwór Fluke - O.K.: youtube.com
Jest dużo dobrych kawałków (transujących) w tym segmencie muzycznym, jak powiedzmy Night Owl - Boris Brejcha: youtube.com
Tak, Matrix może być tematem do dalszej dyskusji. Jest to bardzo ciekawy i głęboki temat. Mówi o tym m.in. taka książka: "Philosophers Explore The Matrix" pod redakcją Christophera Graua. Tu jest jeszcze film o tym zagadnieniu: vimeo.com
A co do innych ciekawych pozycji, to ja proponuję film o powstawaniu jednego ze styli muzycznych, bo pokazuje on proces od kuchni i jest tam nawiązanie do naszego tematu: youtube.com
Zaczyna się trochę dziwnie, ale dalej jest ciekawie. Jest tam m.in. muzyka brytyjskiej grupy Shpongle i sami przedstawiciele tej grupy.
O Matrix mielibyśmy długą dyskusję. I to na wiele tematów. Dla mnie główny to przełom w sztuce filmowej.
Natomiast co do skłonności zamykania się, przynajmniej ja nie czuję takiego obciążenia. Odwrotnie, mam kilka obszarów, które od lat uprawiam. I jest dokładnie odwrotnie, niż piszesz. Gdybym się zamknął w jednym obszarze, odnosiłbym sukcesy. Wielość, w obecnych czasach nie gwarantuje niczego. Tak więc nie przesadzajmy z tą wszechstronnością. A jak jeszcze zaczniesz się domagać solidności i odpowiedzialności w tym, co robisz, natychmiast masz rzesze wrogów. Z Waszmością jest chyba podobnie, z tym, że on odbiera jeszcze szerzej. Nasze trzy okręgi pokrywają się (zachodzą na siebie) tylko w określonych obszarach. Gdyby zachodziłyby na siebie i tworzyłyby słup, może byłby to ideał, ale nie byłby on stabilny. Okręgi częściowo zachodzące na siebie są mają mocniejsza podstawę.
Dogadaliśmy się, ale jest to odczucie subiektywne - tylko dla nas trzech. Dobrze byłoby, aby ktoś patrzący z boku ocenił tę naszą dyskusję.
Sissel, rzeczywiście jest boska. Tylko należałoby zapytać skąd taki głos się pojawił, jakie wydarzenia go aż tak wyrzeźbiły? Patrząc jej w oczy nie widać tego cierpienia, które miała w sobie German. Są figlarne i zmysłowe. A więc??? Pozdrawiam
Jeśli chodzi o Sissel, zakochałem się w niej w Norwegii. Oni uważają ją za narodowy skarb. I słusznie. Wrzuciłem tu rozrywkową wersję z Kniazia Igora. Ale łzy mi ciekną, gdy słucham i oglądam balet z tańcami. Mam trochę krwi kozackiej.
To z okręgami to dobre.Czy od tego mówi się kręgi towarzyskie ;)? Im większe pole wspólne, tym większa jednomyślność.
Serdeczności
Kolejna kwestia: innowantność i postęp, odrzucanie kopii, jako balastu. Tutaj kłania się Pierre Teilhard de Chardin (ukłon w stronę Janusza, bo ceni najbardziej filozofów), który "wymianę" zużywającej się materii i odkrywczej myśli także kończy pytaniem o Boga.
Trzecia kwestia to przypadek. Żeby nie wiem jak się naprężać, i tak jest ON nieprzewidywalny: akurat ten jeden, decydujący o tym, że powiemy "Widać Bóg tak chciał".
Ostatnie zdanie dotyczy SŁOWA. Jego boskiej rangi. Bez niego (tych kilku) nie byłoby etyki. Mamy tu związek fundamentalny: nauki, religii, moralności.
Teraz mózg. Lotność. Padło tu już, i słusznie, pojęcie telepatii. Cortazar obrobił to nieźle, w aspekcie ściągania myślami ludzi/"znajomych", w "Tajemnej broni / Las armas secretas". Czy to na pewno "idzie" z mózgu? A dlaczego mamy takie warknięcie jak "- Bebechy mi się na czyjś widok wywracają!!!"?. Po angielsku "Guts!". Czyli co? Kiszki, jelita - "myślą"?
C.d.
Dlaczego zatem jesteście SIMULACRUMY? Bo zakładacie, że można coś znaleźć, zmienić, dojść rozumowo do czegoś, nauczyć się jak ma być, żeby się stało. Guzik z tego. Na każdym etapie i tak jesteście na TLE (na własnej "ścieżce dojścia") - choć Wam się wydaje, że ekranu nie ma, albo już uchyliliście rąbek kotary... tajemnicy. Nic z tego. Zawsze BÓG pomiesza Wam szyki, bo jesteście z innego porządku. Z tego świata. Nie z tamtego. JEGO. Dlatego ja nieustannie stoję po stronie artystów, bo przynajmniej ONI wiedzą, że niczego nie wiedzą. Korzystają z daru talentu, który, czy tego chcą, czy nie, mają od Boga. A inni, wynalazcy, niechaj z tej grupy obdarowanych biorą przykład.
Odnośnie dwu porządków - świata i boskiego - podam przykład niesfornego pastuszka, co nie przypilnował jałówki, gdy ta, rozbrykana, rozwaliła ogrodzone przez leśniczego mrowisko. Czy dla mrówki (czytaj: dla człowieka), co przeżyła ten kataklizm, dobry jest gajowy? Co zrugał chłopaka i kazał naprawić barierki? Nastała sprawiedliwość, gdy zaraz, bez wiedzy leśnika, gospodarz stada posłał to zwierzę na rzeź (bo akurat na ten dzień miał to zaplanowane)...? Welony pozorów. Jak daleko sięga jej "wzrok", żeby odróżnić przypadek od złej woli? Z tym, że opisany tutaj kopiec owadów, to tylko jedna z matrioszek boskiego terytorium i możliwości działania. Dlatego ja stoję po stronie "podszeptów" Boga (jeśli mi się przydarzą), wdzięczności mu za nie, a reszta... - i tak jest/będzie w rękach Opatrzności. Także w skali państwa i globu. Dlatego "nie napinam się". Rezygnuję w ogóle z możliwości "Teorii poznania". Mogę smakować, i lubię, zawsze, każdą ciekawą i klarowną stylistykę. Za co Wam jestem wdzięczny.
1) Biologia kwantowa (BaldTV): youtube.com
2) Dokument PDF - The origins of quantum biology: royalsocietypublishing.org
3) kanał The Royal Institute: youtube.com
4) What Happens When Maths Goes Wrong? - with Matt Parker: youtube.com
5) Topology, Geometry and Life in Three Dimensions (rewolucja w geometrii): youtube.com
PS: Czytam obecnie o rigid (analytic) geometry oraz rigid analytic curves. Kto wie o co tu chodzi? :)
arxiv.org
Cześć
Dobrze, że Ciebie tu przywołano. Znacznie tytułowy temat prymitywizujesz. Co, w stosunki do klasycznego humanisty jest zadziwiające.
Rozwinę swoją obronę później, jak więcej czasu będę miał.
Teraz tylko powiem, że ty poprzez umowne określenie 'inżynier' rozumiesz tylko jakiegoś mechanika, czy majstra. Drogi kolego, dzisiaj dobry inżynier, w tym coraz bardziej komplikującym się świecie, bardziej koncentruje się na filozofii, niż na nauce i związanej z nią technice i technologii. Do tego mamy pomocników, którzy i śrubki przykręcą i zaprogramują komputer. Światu potrzebna jest nasza wyobraźnia, intuicja, a także otwartość, co wymaga naprawdę szerokich horyzontów i znajomość hierarchii rzeczy i zdarzeń.
No i oczywiście - umysłowej dyscypliny - z czym niestety humaniści mają kłopoty.
Nie przypuszczałem, że taki spór stworzy sytuację dwubiegunową, wprost magnetyczną, gdzie, jak wiadomo, identyczne bieguny, zamiast się łączyć, odpychają się. Ja tylko, przyznam, może uległeś w mojej argumentacji złudzeniu, że ja patrzę na ludzi bez znajomości nauk ścisłych z góry, ale to nieprawda. Może me erystyczne wyczyny są za ostre, ale to wyłacznie kwestia temperamentu, a nie ego, zarozumialstwa i braku empatii. Moi bliscy dobrze o tym wiedzą i już bardzo, bardzo dawno temu przestali się na mnie obrażać.
Wysoko cenię poczucie własnej godności u wszystkich, ale nie powinno się one przeobrażać w złość i pychę. Tak mi się wydaje. W naukach ścisłych bardzo często używamy parametru 'tolerancja'. W życiu niestety, często to jest sprowadzane do zera.
Pozdrawiam
Ty jazgot nie musisz się do tego przyznawać, iż nie interesuje ciebie prawda, tylko posiadanie racji, jest to typowe dla pisiora.