|
|
bo wspomnianą książkę kupiłam i bardzo ją lubię....:)) |
|
|
Berlin Niemcy
Hotel Adlon Kempinski
--"Samotny bialy kiel"--Doberman, wersja niem. Chuck'a N, nie mogl oderwac wzroku,niemieckiego, od ksiazki.
--d4 gambit hetmanski --Dog niem. analizowal gre srodkowa Bobbiego Fischera .
---Dzis przywiezli 12ton ksiazek. --bedziecie czytac ? Max Otto von Stirlitz |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To ciekawe ale faktycznie za PRL nie szanowano pracy przedstawicieli ludu pracującego miast i wsi. Byle urzędas uważał się za coś o niebo lepszego. Może to truizm, ale wielu późniejszych milionerów zaczynało od rozwożenia gazet.
Ja taż składam Pani najserdeczniejsze życzenia. |
|
|
Fifty-fifty, to tak zeby wspolgralo z "common sense" :)
Ja rowniez wychowalem sie na piosenkach Bulata i dobrze ten wers o sprawiedliwej rownowadze glupich i madrych zapamietalem. Niestety moje "life experience" dowiodlo, ze raczej obowiazuje tu, zmodyfikowana przeze mnie nieco, zasada Pareto. Zaobserwowalem po wielu naprawde latach (wczesniej bylem wierny wpojonej mi zasadzie pol na pol), ze na swiecie jest 20% ludzi madrych i 80% glupcow. Czy inaczej swiat dalby sie robic "w trabe" takiej garstce bankierow i politykow?
Nadzieja napawa mnie jednak fakt, ze takze dobrzy i zli ludzie dziela sie mniej wiecej w tych proporcjach. Chwala Bogu na korzysc tych dobrych (bo dobrych ludzi jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim... jak spiewal inny piosenkarz tamtych czasow). |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja też serdecznie pozdrawiam. Pracowałam fizycznie bardzo dużo i zawsze byłam szczęśliwa. Nie ma nic gorszego niż praca nie lubiana i bez sensu. Też wolałabym żeby na naszej planecie byli ludzie życzliwi dla bliźnich i z poczuciem humoru koniecznie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja chodziłam do szkoły dla bananowej młodzieży i potem uczyłam w tej szkole. Dysproporcje były ogromne. Niektóre dzieci urządzały prywatki na 50 osób z zaopatrzeniem zdobytym za żółtymi firankami właśnie. Kilka razy , podczas wycieczek szkolnych pogoniłam dzieciaki " do pola". Jeden z nich, z dużą dozą samoświadomości tłumaczył mi : " bo proszę pani najgorsze jest pierwsze pokolenie inteligencji, jak mój ojciec" .Odpowiedziałam: "zapomniałeś dodać inteligencji partyjnej". Też chętnie się zgodził. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Jakiś czas temu recenzowałam tu książkę Doroty Paśko -Sawczyńskiej o niemieckiej dziewczynie z Mazur. jej rodzice byli bogatymi chłopami. Mieli 200 ha ziemi i prawo do połowu ryb na całym Jezioraku. Kilkadziesiąt krów i koni. A jednak wszyscy członkowie rodziny ciężko pracowali choć mieli parobkow. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Jeździłaś na Służewcu więc nie broniłaś się od wywożenia gnoju. Ja to robiłam pasjami. Ta praca jest konkretna, widać jej wyniki. W przeciwieństwie do wielu innych prac - tym razem umysłowych- które wykonywałam. W młodości chodziłam z zaprzyjaźnionymi gospodarzami do młócenia. Był tam system rotacyjnej pomocy, dobrowolna komuna. Młóciło się po kolei u wszystkich, a maszyna była wspólna. Wytrzymywałam cały dzień. Byłam traktowana jako pełnoprawny pracownik i bardzo mi to imponowało. Potem była kolacja dla zasłużonych- jajecznica na ogromnych skwarach, za którymi nie przepadałam ale nawet nie pisnęłam. Nie przepadałam również za hebatą z cukrem i za winem porzeczkowym, ale to był cały rytuał. Byłam w zeszłym roku w Ochotnicy. Gospodarz po zawale, wysokie pola ugorowane. Świat się zmienia. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dziękuję za przypomnienie. Podsunę wnuczce i sama chętnie przeczytam. Pozdrawiam. |
|
|
Marcin Gugulski Motyw złotego (a przynajmniej: nie narzekającego na brak rodzicielskich pieniędzy) młodzieńca piorunem wychowywanego na mężczyznę poprzez ciężką pracę (na kutrze rybackim / na farmie) jest główną osią "Kapitanów zuchów" Rudyarda Kiplinga i ważnym wątkiem początkowej części "Łowcy szpiegów" Petera Wrighta.
Nieznających tych książek zachęcam do lektury.
Pozdrawiam |
|
|
Bez względu na to, jaką pracę wykonujemy w dzieciństwie/młodości musimy być przekonani o jej sensie i pożytku. To truizm, jednak moim zdaniem wcale nie rzadko ludzie młodzi nie wiedzą, nie są poinformowani, nie czują, nie przyjmują do wiadomości, nikt ich dostatecznie nie przekonał, odrzucili argumenty - ich zdaniem bałamutne, nie wierzą w żadną przyszłość , a tylko "tu i teraz", "tyranie za friko im nie pasi" . Celowo wymieniłam wiele powodów i wykrętów, które mogą spowodować, że praca fizyczna jak i każda inna będzie powodowała bunt i poczucie krzywdy. Moje osobiste doświadczenia bardzo ciężkiej i w 80% bezsensownej pracy od wczesnego dzieciństwa - zaowocowały niechęcią do wszelkiej "tyry", abnegacją intelektualną i teraz to wszystko się na mnie mści. |
|
|
przymusowo u bauera w Niemczech i widział tam córki okolicznych notabli pracujące przy dojeniu krów i wszelkich innych robotach rolniczych. Może "wódz" wydał taki nakaz? W każdym razie dziadek bardzo chwalił ten system i gonił nas do pracy fizycznej od najmłodszych lat.I chociaż byłam molem książkowym (w siódmej klasie umiałam na pamięć wszystkie opisy przyrody z "Chłopów" Reymonta) to nigdy się nie ociągałam.Same z tego korzyści, także świadomość swojego ciała,dbania o formę- masz satysfakcję z ilości "odwalonej" roboty ale musisz mieć do tego siłę.(I świetnie wyrabia nosa do wyczuwania nierobów i wszelkiej maści obiboków) |
|
|
Teresa Bochwic Bardzo słuszne uwagi, szczególnie z tą pracą salowego - bo ciężka praca studenta powinna być związana z jego przyszłym zawodem. To samo, co praca dla pieniędzy na zwrot długu, jak w opisanym przypadku. Bo jednak zdrowo jest, kiedy praca ma sens.
W 68 roku używana przez część władz i prasę nazwa "bananowe dzieci" oznaczała dzieci ludzi władzy, uprawnionych do zakupów w sklepach specjalnych, tzw. za żółtymi firankami, czyli w jedynym miejscu, gdzie można było kupić banany, do czasów Gierka nieznane w PRL. Pierwszy raz w życiu miałam w ustach skrawek banana kiedy miałam 11 lat, od koleżanki, której rodzice wrócili właśnie z "placówki" w Egipcie, czyli ambasady lub czegoś w tym rodzaju. Posady dostępnej tylko dla bardzo wąskiego grona. |
|
|
Jak zwykle, walka o "common sense", czyli zdrowy chłopski rozsądek, jest mottem pani kolejnej notki. I jeszcze, aby ludzie byli ludźmi. Tak niewiele i tak dużo, że aż niemożliwe. Trzeba by zmienić DNA połowy świata.
Podobno ludzi złych i dobrych żyje po równo na tym świecie, lecz czy ci źli nie mogliby żyć sobie na innej planecie? "Na każdych trzech mądrych i głupich jest trzech" powtarzam za Bułatem, lecz czy tych głupich nie można by powstrzymać przed rządzeniem światem? ... bo mnie się marzy lepszy świat, gdzie ludzie dobrzy i weseli i gdzie nie walczy z bratem brat...i marzę, aby chociaż raz wszyscy marzenie takie mieli.
Pozdrawiam serdecznie. |