Otrzymane komantarze

Do wpisu: Chłodna analiza, trafna intuicja i jeden zasadniczy błąd strategiczny.
Data Autor
u2
"połączenie chińskiej gospodarki z rosyjskimi zasobami i niemiecką technologią"  Oglądałem kilka lat temu filmik na YT o tym jak Chińczycy zbudowali własną kolej typu Maglev. Najpierw Niemcy chcieli uzależnić Chińczyków od swojej technologii, ale Chińczycy odmówili i stworzyli swoją wersję Maglev-ów, doskonalszą od niemieckiej. Chińczycy rozwinęli również koleje wielkich prędkości typu TGV w Europie, tylko na o wiele większą skalę. Rosja jest o tyle potrzebna dla Chin jako rezerwuar surowcowy, ale nie jako ośrodek myśli technologicznej. Niemcy również nie są potrzebne jak ośrodek technologiczny. Chińczy robią swoje samochody dwa razy taniej i dwa razy lepiej. Niemcy przespali rewolucję cyfrową. A Rosja to już zupełnie kolonia surowcowa, zero innowacyjności. Skończy się to zapewne wielką wojną światową, przed którą kilka razy już ostrzegałem na NB :)
Grzegorz GPS Świderski
Dyskutujesz z tutejszym chamstwem, tolerujesz je, a nawet naśladujesz, więc masz czego chciałeś. Nic ci to nie pomaga i to chamstwo tobie też przysrywa. Wszedłeś między wrony, kraczesz jak i one, a one cię i tak traktują jak śmiecia. Zrezygnowałeś z trybu merytorycznego, przeszedłeś na ataki ad personam, to zamiast dyskusji dostajesz osobiste przytyki. W każdym razie ja, póki jesteś w tym chamskim trybie, który tu bryluje, merytorycznie dyskutować nie będę.
mjk1
A mógłbyś podać przynajmniej adres tej farmy, może coś odpalą na ferie?O komentarz nie proszę, bo wiem, że nie dasz rady.
Ijontichy
"Wczoraj na portalu ukazał się wpis GPS-a, który przeszedł praktycznie bez echa a szkoda, bo tekst jest publicystyką wysokiej klasy."---koniec cytatu.Ty to napisałeś poważnie? Czy koledze trzeba troche przysłodzić ,bo tu nie ma "zasięgów".Piszę koledze,bo jeszcze dochodzi @Zbyszek...wszyscy trzej tworzycie delegację...na NB.Przecież to nawet ślepy widzi,że farma was wysłała...administracja MUSI też to widzieć,ale...No własnie!
mjk1
Zgadzam się z Twoją diagnozą co do dzisiejszej pozycji Polski. Przy strukturze handlu, w której 2/3 eksportu i importu przechodzi przez firmy zagraniczne, realnie nie decydujemy ani komu sprzedajemy, ani od kogo kupujemy. W krótkiej perspektywie nie jesteśmy podmiotem, tylko elementem większego układu regulowanego przez UE, USA i Niemcy i to one wyznaczają granice naszej współpracy z Chinami.Natomiast sens tej dyskusji pojawia się wtedy, gdy spojrzymy nie na stan obecny, lecz na kierunek zmian. Chińskie powiązanie z rosyjskimi zasobami faktycznie postępuje. Jednocześnie rośnie technologiczna samodzielność Chin, a konkurencyjność Europy może słabnąć pod ciężarem regulacji i kosztów energii. W perspektywie dekady czy dwóch układ sił może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś.Dlatego to nie jest rozmowa o tym, co Polska może zrobić teraz, lecz o tym, w jakim świecie Polska obudzi się za kilkanaście lat, już w innych realiach geopolitycznych i gospodarczych.
Hornblower
Cała dyskusja miałaby sens, gdyby Polska była podmiotem w światowej polityce zagranicznej. Niestety nie jest, i w najbliższej przyszłości nie będzie. Polski dylemat nie brzmi „USA czy Chiny”. Ani też nie będzie brzmieć  jak korzystać z handlu z Chinami, nie tracąc strategicznej obecności USA i nie wracając do zależności od Niemiec. Po prostu, skoro firmy zagraniczne odpowiadają za 2/3 naszego eksportu i 2/3 naszego importu, to znaczy, że w zasadzie nie my decydujemy co i komu sprzedajemy oraz co i od kogo kupujemy. A na ściślejszą współpracę gospodarczą z Chinami po prostu nam nie pozwolą, ani UE, ani USA, ani Niemcy. A to oni rządzą naszym bantustanem, samodzielnie lub w konfiguracjach.Co do połączenia chińskiej gospodarki z rosyjskimi zasobami i niemiecką technologią. O ile to pierwsze jest jak najbardziej prawdopodobne i w zasadzie się już dzieje, o tyle niemiecka technologia z każdym rokiem staje się Chinom mniej potrzebna, bo Chiny w coraz większej ilości dziedzin zaczynają nie tylko doganiać Niemcy, ale nawet je przeganiać. Jeśli zielone szaleństwo będzie w Europie się nadal rozwijać - a będzie - to europejska gospodarka będzie coraz mniej konkurencyjna, technologiczne firmy zaczną się wynosić poza Europę, nastąpi odpływ kadr i naukowców, itd., itp. Chiny są cierpliwe i realizują długofalowe cele, więc za 10 czy 15 lat niemiecka technologia może dla Chin nie być już tak ważna. 
mjk1
Twój komentarz trafia w punkt Trójkolorowy: kontrola funkcji wyprzedza flagę? Jasne, kupujemy polskie pomidory w portugalskiej Biedronce, płacimy więcej, a parkomaty w naszych miastach zasila Apcoa. I to jest Polska XXI wieku - państwo, które teoretycznie istnieje, a w praktyce jest kolonią własnych iluzji i cudzych kapitałów.Bo spójrzmy prawdzie w oczy: nasza klasa polityczna to kabaret. PiS krzyczy o suwerenności i patriotyzmie, a rozdaje klucze do gospodarki spółkom, które robią wszystko, tylko nie pracują na Polskę. Opozycja? Te same teatrzyki, tylko w bardziej subtelnej formie - dla nich plan strategiczny to sondaże i ustawianie kolejnej ustawy.Mówimy o handlu z Chinami przy zachowaniu obecności USA i unikaniu dominacji Niemiec? Świetnie, tylko że nikt nie potrafi utrzymać własnej infrastruktury, portów, ulic ani przemysłu. To jak kapitan statku opowiadający załodze o sztormach, a sam nie umie wiosłować ani zaklejać dziur w kadłubie.Dopóki PiS, PO, Lewica i reszta klasy politycznej będą udawać, że rządzą, Polska pozostanie scenografią w globalnym teatrze: płacimy za własne pomidory, parkomaty zasilają cudzy kapitał, a my udajemy, że mamy suwerenność. Globalna strategia bez silnego podwórka? To jak gra w szachy, gdy własne figury leżą w pudełku. Dopóki ten rachunek nie zostanie wyrównany, Polska będzie widzem, a nie graczem.
tricolour
Twierdzenie, ze kontrola funkcji wyprzedza kontrole flagi nie jest odkrywcze gdy kupujemy polskie pomidory w portugalskiej biedronce czy niemieckim Lidlu. Oczywiście kupujemy je drożej niż tambylcy kupują je u siebie, te same polskie. A parkując na polskiej ulicy, w polskim mieście, zasilamy parkomat Apcoa.Żeby "korzystać z handlu z Chinami, nie tracąc strategicznej obecności USA i nie wracając do zależności od Niemiec" trzeba zrobić gospodarczy porządek na swoim podwórku. Nie słyszałem o takim pomyśle nigdy...
Do wpisu: Rozmowa, której nikt nie chce odbyć. O budżecie, który wszystkich przerasta.
Data Autor
kra
Jeśli chodzi o transfery socjalne to problem polega na tym, że przeważnie widzi się wydatki a nie widzi dochodów jakie te transfery generują. Nie skonstruowano jeszcze systemu, w którym wszyscy byli by uczciwi. Chodzi mi o podatki, jeśli je ściąć do minimum bo o tym myślą często przeciwnicy transferów. Problem w tym, że nikt nie gwarantuje, że jak kto jest potężniejszy finansowo to będzie uczciwy i tych małych nie będzie "połykał" niszcząc ich przy tym i nie płacąc w istocie podatków. Jednak jak kto ma pomysł jak to rozwiązać to proszę bardzo. Transfery zaś powodują, że drobny sklepikarz czy przedsiębiorca zarobi tu na miejscu bo te stosunkowo jednostkowo małe sumy napędzają małe przedsiębiorstwa. Mając słynne 500+/800+ nie pojedzie się do Londynu na zakupy. No i wraca to w postaci podatków od potężnej liczby drobnych przedsiębiorców, którzy mając większe dochody inwestują w rozwój. Rozwój ten nie jest odgórnie sterowany jak w gospodarce planowej tylko tam gdzie jest potrzebny bo ludzie to wymuszają swoimi portfelami. Jeśli zaś transfer upada, jest mniej pieniędzy do wydania i przedsiębiorstwa zaczynają upadać, zwłaszcza te małe, które są życiem kraju. Duże przedsiębiorstwa jak Orlen stanowią lub stanowić mogą osłonę, zabezpieczenie przed uderzeniami globalnymi. Tak samo jak własna waluta.Co do rozwiązania siłowego to zgadzam się, że rozwiązanie jest to ryzykowne i rodzi wiele problemów. Pinochet, jeśli odwołać się do Chile, był "odsądzany od czci i wiary" bo ofiar z powodu przejęcia władzy przez niego było ponad 1000 o ile dobrze pamiętam. Po drugiej stronie mamy zapaść państwa w ciągu 2 lat rządów komunisty Salvadora Allende, lekarza z wykształcenia, która to zapaść prowadziła do cierpienia milionów ludzi. I dalsze sprawowanie władzy przez tego człowieka pogłębiło by to cierpienie. Najlepszym przykładem jest okres PRL-u, zwłaszcza czasy stalinowskie, ale ogólnie całość zakończona Stanem Wojennym. Problem w tym, że kiedy jest się postawionym pod ścianą - a w tym kierunku zmierzamy wg. mojej oceny - nie zawsze da się wytrzymać pokojowo. No chyba, że jesteśmy gotowi na cierpienie i w konsekwencji nawet męczeństwo. Przykładowo - zamknięto (za "Rzeczpospolitą") 18 porodówek w 4 tygodnie. Już mamy do czynienia z przypadkami śmiertelnymi bo nie było należytej pomocy ginekologicznej na skutek problemów w służbie zdrowia. I będzie coraz trudniej. Pytanie: ile osób jest w stanie trwać w cierpliwości gdy problemy zdrowotne ich dotkną bo może się kiedyś zmieni na lepsze?
mjk1
Wreszcie pojawia się komentarz, który ma sens - różnica między konsumowaniem budżetu a inwestowaniem budżetu.I rzeczywiście, nie każdy wydatek jest sobie równy.   Problem polega jednak na tym, że w Polsce od wielu lat rośnie przede wszystkim ta część budżetu, która jest czystą konsumpcją: świadczenia, transfery, bieżące utrzymanie systemu. Natomiast udział wydatków, które realnie zwiększają przyszłe dochody państwa, wcale nie rośnie proporcjonalnie. Dlatego nie wystarczy powiedzieć „nie ciąć, tylko inwestować”. Bo żeby inwestować, trzeba mieć z czego.Inwestycja z długu ma sens tylko wtedy, gdy jest dobrze zaprojektowana, ma realną stopę zwrotu dla gospodarki, i zwiększa przyszłe wpływy podatkowe szybciej niż rośnie koszt obsługi tego długu. A u nas dług w ogromnej części finansuje bieżącą konsumpcję państwa, a nie projekty rozwojowe. To jest zasadnicza różnica.I tu wracamy do kwestii PiS sprzed covidu. Rzeczywiście, była szansa na budżet bliski równowagi. Ale jednocześnie już wtedy rosły zobowiązania stałe (13, 14. emerytura, rozszerzone transfery), które działają do dziś i których nie da się łatwo wycofać. Covid i wojna były katalizatorem, ale konstrukcja wydatków była przygotowana wcześniej.Co do inwestycji: to jest dokładnie kierunek, o którym warto rozmawiać. Tyle że dziś problem polega na tym, że rośnie dług, rosną koszty jego obsługi, rosną wydatki sztywne a przestrzeń na prawdziwe inwestycje rozwojowe się kurczy. I to widać choćby w służbie zdrowia - system pochłania coraz więcej pieniędzy, a nie poprawia wydolności.Natomiast scenariusze siłowe czy „chilijskie” nie są żadnym rozwiązaniem. Kraje wychodzą z kryzysów finansów publicznych nie przez rewolucje, tylko przez żmudne porządkowanie wydatków, zwiększanie efektywności i mądre inwestycje tam, gdzie przynoszą zwrot. I tu właśnie wracamy do mojego głównego wątku: żadna z głównych sił politycznych nie przedstawia dziś planu, jak to zrobić w praktyce.Nie hasłowo: „inwestować”, „rozwijać”, „ciągnąć gospodarkę w górę”, tylko konkretnie: gdzie ograniczyć konsumpcję budżetu, żeby zrobić miejsce na inwestycje, które się zwrócą. Bez tego hasło „inwestycje zamiast cięć” pozostaje tylko dobrze brzmiącym sloganem.
kra
Fajnie, tylko przed Covidem, cokolwiek o tym myśleć, PiS był o krok od zrobienia budżetu gdzie wydatki pokrywałyby się z dochodami. Potem zaczęła się wojna. Decyzja o przyjmowaniu Ukraińców była masowa a nie tylko i wyłącznie rządowa. To że relacje się sypią to już inna sprawa, ale pierwotna decyzja była głosem społeczeństwa. Niewątpliwie postawa władz Ukrainy i części Ukraińców stawiających na Niemców przyczyniła się do klęski PiS mimo wygranych wyborów. To ich wybór, ale konsekwencje też poniosą. Nie chodzi o to, że jesteśmy ideałami, ale ich wybór przyczynia powoduje nasze jednak usprawiedliwione rozgoryczenie.Obecna chociażby postępująca zapaść służby zdrowia doprowadzi do sytuacji krytycznej. I nie widać perspektyw na lepsze bowiem brak inwestycji prorozwojowych, realne zagrożenie wojną będą ten upadek przyspieszać i to nie tylko służby zdrowia. Przejęcie władzy przez PiS jest o tyle problematyczne, że aktualnie rządzący swoją nieudolność zwalą na tych co obejmą władzę. Budżet bowiem składa się z szeregu drobiazgów. Także z inwestycji, które w przyszłości przyniosły by dochód. Można się bez nich obyć jeśli wszyscy dookoła się nie rozwijają tylko mają nieustany zastój jak raz nakręcony na wieczność zegarek - nic szybciej nic wolniej. Mówienie o budżecie tylko w aspekcie bo są jakieś liczby w wydatkach i dochodach bez zagłębiania się na co to idzie i z czego brać jest bez sensu. W przypadku kiedy brakuje pieniędzy coraz bardziej to np. wydatek na auto 100 tys. czy 1 mln staje się istotną różnicą.W tej chwili są możliwe dwa scenariusze jeśli chodzi o odsuniecie koalicji rządzącej od wladzyPrzyspieszone wybory, ale sama koalicja nie ma na to ochoty choć nie jest na pewno powiedziane, że przegrają. W każdym razie im dłuższe ich rządzenie tym niezadowolenie społeczne będzie rosnąć bo nie należy spodziewać się zmiany kursu a raczej jego zaostrzenia.Wariant chilijski z czasów przejęcia władzy przez gen. Pinocheta, ale sytuacja musi być rewolucyjna. No i problem sąsiadów czyli Niemiec i Rosji, których Chile nie miało. UE jest jednak na kursie rozsypki, targana sprzecznościami wewnętrznymi jak to w komunie.
mjk1
Pomoc Ukrainie można oceniać różnie - politycznie, strategicznie, finansowo. To jest normalny temat do dyskusji. Ale używanie określeń typu „przekręt”, „V kolumna”, „korumpowanie wszystkich wokół” nie jest argumentem, tylko publicystyką opartą na emocjach. Jeśli chcemy rozmawiać poważnie, to trzeba mówić konkretnie. Ile Polska realnie wydała na pomoc. Jaka część to były środki unijne, jaka krajowe. Jakie są koszty przyjęcia uchodźców. Jakie są korzyści gospodarcze (rynek pracy, podatki, konsumpcja). Jakie są koszty społeczne i organizacyjne. Dopiero wtedy można uczciwie oceniać bilans.Natomiast nawet gdyby założyć, że te wydatki są duże i kontrowersyjne, to wciąż nie one są źródłem systemowego deficytu finansów publicznych. Ten mechanizm powstał dużo wcześniej i wynika z konstrukcji wydatków państwa, a nie z jednego kierunku polityki zagranicznej. Inaczej znów wracamy do tego samego schematu: wskazujemy jeden wycinek rzeczywistości jako „główną przyczynę wszystkiego”, zamiast patrzeć na całość.O polityce wobec Ukrainy można dyskutować. Ale nie da się na niej oprzeć wyjaśnienia całego stanu finansów państwa.
Grzegorz GPS Świderski
Nie odpowiadać wolno, atakować ad personam nie wolno. Jeśli myślisz, że chamstwem wymusisz na mnie odpowiedź, to się mylisz. Im więcej będziesz robić przytyków osobistych, im więcej bzdurnych insynuacji wypiszesz, tym mniej merytorycznych odpowiedzi dostaniesz. W ogóle ich nie dostaniesz. Chcesz odpowiedzi — grzecznie o nie poproś, a wcześniej przeproś za ataki osobiste i obiecaj, że ich w przyszłości zaniechasz. Nie idź drogą tutejszego chamstwa. A jeśli idziesz, to nie narzekaj na nie, tak, jak w powyższej notce. Wróćmy do dawnych naszych merytorycznych, sensownych polemik i niech one stanowią wzorzec dla tutejszego chamstwa i zaniechaj wzorowania się na tym powszechnym tu prymitywnym awanturnictwie. Jak przeprosisz za chamstwo i obiecasz poprawę, to obiecuję, że odpowiem na wszystkie twoje pytania w specjalnej osobnej notce. Tylko mi je przypomnij.
Adam66
@mjk1 Zgadzam się co do drobniejszych spraw ale przekręt z Ukrainą to nie jest drobna sprawa, a obie strony pakują tam masę kasy.  Na dodatek, piętnowanie wazeliniarstwa w wykonaniu obu stron w stosunku do Ukrainy jest ważne bo nawet zakładając, że jakimś cudem znajdzie się formacja chcąca naprawić Polskę, to będzie się musiała uporać z banderowską V kolumną w Polsce, a rośnie ona i umacnia się niestety bardzo szybko, korumpując wszystkich wokół siebie...
mjk1
A kiedy ja twierdziłem, że patologie, afery czy nadużycia są nieważne. One są złe i powinny być rozliczane zawsze, bez względu na to, kto rządzi.Problem w naszej dyskusji polega na zupełnie czymś innym.Próbujesz udowodnić, że skoro istnieją nadużycia na poziomie setek tysięcy czy nawet milionów złotych, to właśnie w nich tkwi przyczyna katastrofalnego stanu finansów państwa. A to jest po prostu nieprawda. Roczny deficyt liczony jest dziś w setkach miliardów złotych. Dług rośnie w tempie ponad miliarda złotych dziennie. To nie jest skala, którą tworzą limuzyny, komisje śledcze, czy nawet pojedyncze afery w spółkach. To są promile budżetu.Patologie są objawem złego państwa. Deficyt jest skutkiem złej konstrukcji finansów publicznych.To są dwa różne poziomy problemu. Jeśli skupiamy całą uwagę na tym, że ktoś „wymyrchał” 200 tysięcy, to emocjonalnie brzmi to oburzająco, ale finansowo nie ma żadnego znaczenia dla tego, że państwo wydaje rocznie o 200–300 miliardów więcej niż ma. I właśnie na tym polega zasadniczy błąd w myśleniu, który próbuję wskazać.Można jednocześnie domagać się rozliczania patologii i rozumieć, że to nie one odpowiadają za skalę zadłużenia.Bo jeżeli ktoś uważa, że usunięcie limuzyn, komisji i kilku afer uzdrowi finanse państwa, to po prostu nie rozumie, jak działa budżet kraju tej wielkości. I dlatego właśnie napisałem, że dyskusja ucieka w tematy zastępcze. Nie dlatego, że są nieważne moralnie. Tylko dlatego, że są kompletnie nieadekwatne do skali problemu, o którym był wpis.
sake2020
@mjk1...Czuje się pan zawiedziony a nawet obrażony bo zamiast rozmowy o finansach internauci świadomie przytoczyli  sprawę Niemiec sterujących Polską, limuzyny ministrów,komisje sledcze pochłaniające miliony,reżim i bezprawie. Nie sądzi pan,że to nie są drobiazgi niewarte uwagi,czy sprawy drugorzędne i że są ważne i jak najbardziej powiązane z kondycją państwa? Czy ,,myrchowanie'' albo wyprowadzanie pieniędzy ze spółek jest bez znaczenia i nie powinno się tych spraw poruszać? Dziś to może być 200000 zł jutro milion ,a pojutrze kilkaset milionów bo zachęceni milczeniem i przyzwoleniem aferzyści będą bezkarni? Doskonale wiemy że dług rośnie ale to nie oznacza że powinniśmy milczeć na ten temat.Być może niektórzy się bawią ale to są beneficjenci takiego podejścia,że nie warto mówić o patologii,bo oni są wybrańcami narodu i wszystko im się to święcie nalezy.Ujawnianie patologii jest podaniem przyczyny takiego stanu gospodarki i takiego długu przynajmniej pośrednio a nie emocjonalnym czy drugorzędnym problemem.
mjk1
To nie chodzi o wytykanie błędów, czy szukanie kolejnych Panie Adamie. Państwo nam się stacza w kierunku scenariusza greckiego i to w tempie geometrycznym a my kłócimy się czy jakaś Myrcha "wymyrchała" państwo na 100 czy 200 tysięcy a człowiek o końskim zdrowiu na 100 baniek. Tymczasem nasz dług rośnie, wg różnych szacunków o 1.0 do 1.4 mld. złotych pieniążków każdego dnia!!! I wszyscy się świetnie bawią.
mjk1
Zawsze zaczynałem merytorycznie i doprowadzałem temat do końca w przeciwieństwie do Ciebie. Przykład pierwszy z brzegu i Twojej teorii. Te tysiąc Lichtensteinów. Zapytałem wprost, co będzie najważniejszym produktem w wiodącym Lichtensteinie, który pociągnie resztę do przodu? Nie odpowiedziałeś do dziś. A takich przykładów braku odpowiedzi było wiele.
Grzegorz GPS Świderski
Tu najczęściej, łącznie z tobą, komentatorzy nie odnoszą się do poruszanego problemu, tylko wypisują osobiste wycieczki. Po wieloma notkami zaczynałeś merytorycznie, co się chwali, ale widać presja otoczenia sprawiła, że ostatnio zaczynałeś od razu od wycieczek osobistych i insynuacji. Zamiast ty wychować tutejszych chamów, to oni wychowali ciebie. Jak wpadłeś między wrony, to kraczesz jak i one.
Adam66
Do tej listy należy jeszcze dodać wzięcie na utrzymanie skorumpowanej Ukrainy, obie formacje to robią, PIS zaczął a KO radośnie kontynuuje.
mjk1
Właśnie tu jest sedno naszego nieporozumienia. Ty cały czas zakładasz, że ja krytykując PiS, jednocześnie twierdzę, że PiS nie powinien nigdy wrócić do władzy. A ja mówię coś dokładnie odwrotnego.Ja twierdzę, że partia, która chce rządzić, musi umieć odpowiedzieć na pytanie: co zrobi z finansami państwa, kiedy obejmie władzę. I tego dziś nie robi ani PiS, ani KO, ani Konfederacja!!!Krytyka PiS nie oznacza, że PiS ma siedzieć cicho w kącie. Krytyka PiS oznacza: jeśli chce wrócić do władzy, musi pokazać, że rozumie błędy, które sam popełnił. Bo największym problemem nie są limuzyny, tylko to, że państwo wydaje setki miliardów więcej, niż ma dochodów a ten mechanizm bardzo się rozkręcił właśnie za rządów Morawieckiego, tylko był schowany w funduszach.I teraz najważniejsze: piszesz, że „sięganie po władzę teraz jest przedwczesne”. A ja piszę, że to jest dokładnie dowód mojego tekstu. Bo jeśli partia opozycyjna mówi: „nie teraz, poczekajmy, to nie jest dobry moment” to znaczy, że sama wie, że nie ma dziś planu, jak rządzić w tych warunkach.I o tym był mój wpis. Nie o tym, że PiS jest zły, a KO dobra. Tylko o tym, że nikt nie chce dziś wziąć odpowiedzialności za państwo z takim budżetem.Ty cały czas widzisz tu spór PiS–PO. A ja piszę o czymś, co jest ponad tym sporem: o finansowej rzeczywistości, przed którą wszyscy uciekają. I dlatego właśnie PiS nie chce teraz obalać rządu. Nie dlatego, że jest prześladowany. Tylko dlatego, że wie, z czym musiałby się zmierzyć.
sake2020
A jednak sie nie rozumiemy.Ja nie tyle bronię PiS-u ale stawiam pytanie- dlaczego pan tak krytykujący PiS jednocześnie wymaga by podjął wysiłki zmiany rządu i zarzucając bierność. Przecież te wszystkie stawiane mu przez pana  grube zarzuty dyskwalifikują tę partię jako przyszłego rządzącego na wieki.Przecież jest powiedzenie-nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki''więc czy nie lepiej tkwić w PO-rzece do której nie ma nikt zarzutów a jej niegospodarność łamanie prawa ,spiski,limuzyny to tylko bajeczki dla pisowskiej gawiedzi takiej jak ja?Uważam że sięganie po władzę własnie teraz jest przedwczesne gdy toczą się ,,losy'' umów z Mercosour i Indiami a co za tym idzie z polskim rolnictwem.Na razie pozostaje nam przyłączanie się do optymizmu premiera i ministra Dpmańskiego zapewniających w jak cudownych czasach dzięki nim żyjemy.
mjk1
Nie rozumie Pan. Ja nie mam pretensji o osobiste wycieczki, tylko o to, że ktoś zamiast odnieść się do poruszanego problemu ucieka w osobiste wycieczki. Nie przypominam sobie, żebym uciekał w osobiste wycieczki nie wyczerpując wcześniej całkowicie i merytorycznie krytyki pańskich teorii. 
mjk1
Nie chodzi o to Danusiu, że „nie wolno krytykować władzy”. Wręcz przeciwnie - patologie, limuzyny, niegospodarność, rozdęte gabinety należy krytykować zawsze, bez względu na to, kto rządzi.Mój tekst dotyczył jednak czegoś innego: skali finansów państwa, która jest niezależna od tego, czy ktoś jeździ limuzyną, czy nie. I tu warto spojrzeć na fakty, a nie sympatie partyjne.Za rządów PiS:-- gwałtownie wzrosły wydatki stałe państwa (transfery, 13. i 14. emerytura, nowe świadczenia),- powstał mechanizm finansowania poza budżetem: PFR, BGK, fundusze covidowe, energetyczne, drogowe, obronne,- dziesiątki miliardów długu były zaciągane poza ustawą budżetową, żeby nie było ich widać w oficjalnym deficycie.To nie jest opinia. To są dane Ministerstwa Finansów i NIK.Dług istniał, tylko był ukryty w funduszach celowych i instytucjach państwowych, które formalnie nie wchodziły do budżetu. Dziś te zobowiązania trzeba obsługiwać, niezależnie od tego, kto rządzi. Dlatego piszę, że problem nie leży w limuzynach, tylko w tym, że państwo wydaje setki miliardów więcej, niż zbiera w podatkach.I to nie zaczęło się ani za Tuska, ani nie skończyło się za Morawieckiego. Ale za Morawieckiego skala tego zjawiska gigantycznie się zwiększyła a jednocześnie została rozproszona po funduszach, żeby nie było jej widać w tabeli budżetowej!!! To nie jest krytyka, to są fakty, których Ty nie widzisz!!!To nie jest „atak na PiS”. To jest opis mechanizmu, który dziś ogranicza pole manewru każdemu rządowi. PiS-owskiemu też, temu, który tego bigosu narobił. I to jest główna przyczyna dlaczego PiS nie chce przejąć władzy!!!Jeśli PiS ma gotowy plan, jak dziś spiąć budżet bez:- podnoszenia podatków,- zwiększania długu,- dotykania największych wydatków (ZUS, zdrowie, transfery),to niech jak najszybciej go pokaże. Bo to byłoby coś nowego w polskiej polityce. Niestety po każdym pisowskim perteitagu słyszymy tylko, że pracują nad programem. Ciekawe, czy kiedykolwiek to opracowanie skończą?Natomiast sprowadzanie każdej krytyki PiS do tezy, że każdy kto krytykuje PiS od razu jest zwolennikiem KO, czy kogokowiek, jest właśnie przykładem myślenia plemiennego, które uniemożliwia rozmowę o faktach.Kiedy w końcu zrozumiesz, że można jednocześnie krytykować KO za niegospodarność i PiS za mechanizmy zadłużania państwa. Jedno nie wyklucza drugiego.
Grzegorz GPS Świderski
"- osobiste wycieczki,"Na tym portalu osobiste przytyki i argumenty ad personam to chamska norma, której i ty ulegasz. Jak ci się to nie podoba, to zacznij od zwalczenia tego u siebie.