Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dług, którego nie da się spłacić.
Data Autor
mjk1
I to jest fantastyczne pytanie Danusiu. A uważam to pytanie za niewykonalne z jednego powodu. Żadne z ugrupowań nie porusza tego problemu w swoich programach a raczej w tym, co oni nazywają programami. Do Ciebie więc mam osobiste pytanie. Jako bezkrytyczna zwolenniczka PiS-u napisz gdzie w swoim programie, czy gdziekolwiek, ktokolwiek z PiS i kiedykolwiek, choćby wspomniał o konieczności rozwiązania problemu długu naszego państwa? Żebyś nie traciła energii na niepotrzebne dywagacje, nie pisz, że Koalicja też nie ma na to pomysłu, bo nie ma.
sake2020
Dlaczego pan stawiając pytanie uważa je za niewykonalne, utopię a już z pewnością niewygodne? Tonący brzytwy się chwyta a przecież my toniemy w długach.
mjk1
Oj widać, że nie za bardzo uważała Pani na lekcjach religii. W szkole faktycznie o tym nie uczyli. Jubileusz, to nie jest współczesne słowo ekonomiczne, tylko bardzo stare pojęcie biblijne. Słowo „jubileusz” pochodzi  od nazwy baraniego rogu, w który dęto, ogłaszając szczególny rok w Izraelu. Dęciem w ten róg ogłaszano początek: Roku Jubileuszowego.Co się wtedy działo?Darowano długi. Niewolnicy za długi odzyskiwali wolność, Ziemia wracała do pierwotnych właścicieli a cały system majątkowy był resetowany. To nie było święto. To był mechanizm gospodarczy zapisany w prawie.Co 49 lat następował systemowy reset narastających nierówności i zadłużenia. Roku Jubileuszowego nie należy mylić z rokiem szabatowym, który następował co 7 lat, o czym pisałem we wcześniejszych wpisach.Użyłem słowa „jubileusz” w kontekście długu, nie jako metafory, tylko dosłownie historycznego rozwiązania tego samego problemu. Uważam, że  to słowo jest bardziej trafne, bo starożytni mieli nazwę na coś, na co my dziś nie mamy nawet pojęcia.My mówimy inflacja, QE, restrukturyzacja, oddłużanie systemu. Oni mówili po prostu jubileusz.
tricolour
Bo jednym ze znaczeń jest "czas pojednania".
Teresa Bochwic
Dlaczego to się nazywa jubileusz? zupełnie tego nie rozumiem
Do wpisu: „Nie da się” - najdroższe zdanie w polskiej gospodarce.
Data Autor
spike
W kwestii pracownika japońskiego, ten nasz biznesmen z Japonii, powiedział jeszcze jedną ważną rzecz, źle się widzi pracownika, który często zmienia pracę, tam obowiązuje lojalność, oddanie firmie, szefowi, nawet nikt nie domaga się podwyżek, szef sam o tym decyduje, kogo nagrodzić.Co do Polski jeszcze wcześniejszej za PRLu, z innowacyjnością i rozwojem naukowym było różnie, można znaleźć historię np. pewnego informatyka, który został świniopasem, biznesmena Kluski i podobnych firm komputerowych, które miały możliwość zawładnąć Europę w komputeryzacji itd. złośliwym paradoksem jest, że przedstawiciel tego lewactwa jest stary komuch Czarzasty, czego nikt się nie spodziewał.
mjk1
Twój komentarz Spike, bardzo dobrze pokazuje dwie kluczowe rzeczy.Po pierwsze - kultura organizacyjna. To, o czym piszesz na przykładzie Japonii, czyli utożsamianie się pracownika z firmą, włączanie załogi w ocenę produktu, zbieranie uwag przed i po prototypie, to jest dokładnie ten mechanizm, który miałem na myśli. W Polsce on miejscami istnieje, ale rzadko jest systemowo wykorzystywany jako stały element procesu tworzenia i ulepszania produktu. Tam jest normą, u nas - raczej wyjątkiem zależnym od konkretnego szefa i zespołu.Po drugie - kwestia ochrony patentowej i otoczenia prawnego. To jest bardzo poważna bariera, o której rzadko się mówi. Jeśli przedsiębiorca boi się, że jego pomysł można łatwo zablokować formalnie, że procedury są długie i kosztowne, a ochrona w praktyce słaba, to naturalne jest, że woli działać w innym kraju. W takiej sytuacji innowacyjność jest hamowana nie przez brak pomysłów, tylko przez brak pewności prawnej.Czyli znów wracamy do tego samego wniosku: potencjał ludzki i organizacyjny w Polsce jest, ale zbyt często nie ma on odpowiedniego wsparcia systemowego, ani kulturowego w firmach, ani prawnego w państwie.
spike
Nie zgadzam się, że w Polsce "nie da się", gdzie się opłaca, da się. Słuchałem wywiadu polskiego przedsiębiorcy, który mieszka na stałe w Japonii, Opowiadał jak tam wygląda proces produkcyjny i innowacyjny, najciekawsze jest jedno, tam pracownik utożsamia się z firmą, w której pracuje, "interes firmy, jest jego interesem", firma projektuje nowy produkt, nim dojdzie do produkcji, w ocenie, uwagi etc., włączona jest załoga, każdy pracownik zgłasza swoją opinię, uwagi itp. do specjalnej urny, a które potem są analizowane przez zespół projektowy, po wykonaniu prototypu, znowu załoga ocenia, go, zgłasza poprawki etc. Znamienne jest, że to wszystko robią "za darmo".Sądzę, że podobnie jest w Chinach czy Korei Płd. ......Inny polski przedsiębiorca, opowiadał o polskich warunkach, są fatalne szczególnie pod względem ochrony patentowej, w innych krajach jest łatwiej i taniej, co skutkuje ilością patentów, Polska daleko w tyle. Jeszcze jedno, brak ochrony polskich patentów, które można w prosty sposób zablokować, co robi zachodnia konkurencja, wystarczy zgłoszenie jakiś detali, byle co, cały proces ochrony zostaje wstrzymany, a tym samym produkcja, nikt nie analizuje słuszności zastrzeżeń, gość podawał przykłady z Polski, a wszystko dzięki szpiegostwu przemysłowemu na różnych poziomach, od wyszukiwarek zaczynając, po AI, okazuje się, że wynalazcy korzystają z tego narzędzia, okazuje się, że zostaje ślad, który można wyłuskać i wykorzystać, o tym mówiła Rzecznik Patentowy.
kra
Fajnie, tylko jakie w Chinach mają koszty energii a jakie w Europie a w szczególności w Polsce? Krótko mówiąc jaka jest opłacalność produkcji w Chinach i u nas? Może od tego trzeba zacząć? No i przepisy.
mjk1
Zgadzam się w całej rozciągłości - problem wyludniania się Polski jest realny i dramatyczny, a spadek dzietności tylko go pogłębia. Imigracja może pomóc w krótkim okresie, ale nie rozwiąże strukturalnego problemu.Dlatego kluczowe jest stawianie na technologię, automatyzację i robotykę, ale to wymaga długofalowej strategii: wykształconych pracowników, odpowiednio przygotowanych menedżerów i planowania wykorzystania nowych technologii już od szkoły.Zgadzam się też, że edukacja powinna przygotowywać młodzież do realiów technologicznych i gospodarczych, a nie skupiać się na ideologicznych modach, które nie dają praktycznych kompetencji. To samo dotyczy uczelni wyższych, powinny być miejscem tworzenia wiedzy i kompetencji, nie politycznych przepychanek.Krótko mówiąc: Polska stoi przed wyzwaniem strategicznym, które wymaga odpowiedzialności, planowania i inwestycji w kompetencje, a nie tylko walki politycznej.
sake2020
Stoimy przed dramatycznym problemem wyludniania się Polski. Wskażnik dzietności w porównaniu z rokiem ubiegłym spadł o 0,3%.Tak więc  problem ,że ,,się nie da'' rozszerzy się o to że nie będzie komu pracować. Czeka nas wyścig z czasem,  decydenci sądzą ,że imigracja to rozwiąże. Na to chyba nie można zbytnio liczyć,więc trzeba postawić na technologię,na automatyzację,na robotykę.To nie jest wyzwanie obliczone na szybki sukces. Trzeba rzeczywiście wykwalifikowanych pracowników i zarządzających a także przygotowywać się do wykorzystania robotów. Już od szkoły powinno się przygotowywać młodzież do nowych zdobyczy nauki a nie organizować tęczowe piątki,jakieś warsztaty nic nie wnoszące czy edukację zdrowotną i naukę feminatywów. Uczelnie wyższe nie mozna traktować jak miejsce do uprawiania polityki co teraz widzimy. Dziwi,że do tej sytuacji rząd podchodzi tak beztrosko,a walka z opozycją stanowi jedyny punkt działań.
mjk1
Twój komentarz dotyka bardzo ważnej rzeczy, o której często się zapomina.Zgadzam się, że „chiński efekt” to nie tylko technologia, ale przede wszystkim kadry, sposób myślenia, przygotowanie zawodowe i stosunek do pracy. I że za każdą automatyką czy organizacją stoi człowiek.Różnica, o której pisałem, nie polega jednak na tym, że w Polsce nie ma bliskości między inżynierem, zakładem i odbiorcą, bo faktycznie w wielu firmach ona istnieje. Problem polega na tym, że zbyt rzadko przekłada się to na realną decyzyjność i szybkie wdrażanie zmian w produkcie.Często działa to tak, jak napisałaś: „robię to, za co mi płacą”. W Chinach natomiast bardzo silnie działa kultura ciągłego poprawiania i oczekiwanie, że produkt ma być lepszy za kilka miesięcy, nie za kilka lat i że każdy w tym łańcuchu ma w tym swój udział.Czyli mechanizm formalnie mamy podobny. Różnica leży w tym, jak jest wykorzystywany w praktyce, jakie są bodźce i jakie są oczekiwania wobec ludzi na każdym poziomie.
mjk1
Masz rację Hornblower, że montownie i firmy zagraniczne same nie będą tworzyć polskich innowacji, bo ich interes to montaż i eksport, a nie własne marki czy produkty. Państwowe firmy też rzadko są w stanie wprowadzać przełomowe zmiany, bo cierpią na biurokrację i brak odpowiedzialności. Słusznie wskazujesz, że wiele z nich jest fatalnie zarządzanych i zniechęca innowatorów biurokracją. Jednak nie wszystkie państwowe firmy są skazane na porażkę. W sektorach strategicznych (np. energetyka, baterie, niektóre kluczowe materiały) państwowe firmy mogą być narzędziem wspierania start-upów, finansowania ich lub wchodzenia w partnerstwa. Państwowe firmy same nie będą źródłem innowacji, ale mogą pełnić rolę „platformy startowej”, jeśli odpowiednio zmienimy system motywacji, finansowania, czy mądrego zarządzania. Obajtka pamiętasz? Jak rozwinął Orlen za co jest dzisiaj ścigany. Państwowe nie zawsze znaczy złe.Prawdziwe innowacje powstaną wg mnie przede wszystkim w MŚP i start-upach, prowadzonych przez ludzi z pomysłami i świeżym spojrzeniem, którzy mogą szybko testować i ulepszać produkty. Montownie i doświadczenie zagranicznych firm mogą być dla nich natomiast wartościowym laboratorium do nauki.Masz całkowitą rację, że to właśnie systemowe bariery w Polsce powodują, że ludzie zakładają firmy za granicą: nadmierna biurokracja, niejasne przepisy, niekompetentni urzędnicy i wolny, nieprzewidywalny wymiar sprawiedliwości. To nie jest kwestia braku talentu ani pomysłów. Problem leży w otoczeniu, które zniechęca do ryzyka i innowacji.Dlatego jeśli chcemy, żeby w Polsce powstawały firmy wprowadzające „chiński efekt” w praktyce, trzeba uprościć prawo, ograniczyć represyjność państwa i stworzyć przyjazne warunki dla MŚP, tak aby ludzie mogli testować, poprawiać i skalować swoje produkty bez strachu, że system ich zablokuje na każdym kroku.W skrócie: potencjał jest, ale bez zmian w otoczeniu prawnym i administracyjnym, nawet najlepsi innowatorzy będą wychodzić za granicę.
sake2020
Narzeka pan na brak reakcji komentatorów.No cóż nie wszyscy są wciągnięci w realia chińskiej gospodarki,a więc nie mają skali porównawczej a może zabrakło ,,Danusi'' której zawsze można dokopać bez względu na to co napisze. Chiński efekt sukcesu to nie tylko technologia,ale i kadry. oraz sposób ich doboru Nie chodzi mi o dyspozycyjność,sle o sposób myślenia,przygotowanie i stosunek do pracy, otwarcie się na innowacje oraz wykształcenie w zawodzie. Nie sądzę,że w polskich zakładach króluje pojęcie,,nie da się'' tylko raczej ,,robię to za co mi płacą'.Oczywiście nie jest to powszechne,ale spotykane. Ale nie zgadzam się z twierdzeniem-,,organizacja pracy decyzyjność i co najważniejsze bliskość między inżynierem -fabryką (zakładem pracy)-odbiorcą jest mechanizmem który z powodzeniem możemy zastosować w Polsce. On już od dawna w Polsce funkcjonuje a od kierownictwa i załogi zależy jak go realizujemy.Za technologią,automatyką i tak zawsze stoi człowiek.
Hornblower
A kto ma te innowacje wprowadzać ? Montownie i firmy będące własnością kapitału zagranicznego (przypomnę, odpowiadają one za 2/3 naszego eksportu oraz 2/3 importu) ? Czy fatalnie zarządzane państwowe firmy, które mają wszystko gdzieś ? Czy też powinny powstawać nowe firmy, z sektora MŚP, tworzone i zarządzane przez ludzi mających nowe pomysły i świeże spojrzenie ?  A czemu niby mieliby otwierać taką firmę w Polsce i użerać się z opresyjnym państwem, niekompetentnymi złośliwymi urzędnikami, mętnym prawem i skorumpowanym wymiarem sprawiedliwości ? Jak można otworzyć firmę choćby w Czechach czy na Słowacji?
Do wpisu: Od Gierka do Shenzhenu. Dlaczego Chinom się udało i dlaczego Polsce może się jeszcze udać.
Data Autor
tricolour
@Sake Mjk ma rację z mistrzem Bareją - na niczym nie można tak dobrze zarobić jak na nietrafionych inwestycjach. To jest clou - partykularny zarobek.
mjk1
Oj igrasz z ogniem Danusiu. jeszcze ktoś z tutejszych orłów intelektu spojrzy na mapę i Ci "Bareją" pojedzie, że chcesz  morze do  Ełku przyłączyć.
sake2020
@Tricolour.....Mamy szansę ale nie mamy wiary.Zbyt dużo w nas pokory i przekonania,że daleko nam do doskonałości. Dawna sprawa z Torunia- metodę wykorzystania i odwiertu zasobów wód geotermalnych profesorowie i geolodzy przestawiali... w Radio Maryja,bo nikt z rządu ani mediów rządowych nie był zainteresowany a samo radio atakowane za inicjatywę.Powstawały budowy -widmo jak Fabryka Osocza które nigdy nie oddano do użytku i nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za zmarnowane środki.Ile takich niedokończonych inwestycji powstało?Do tej pory już mozna było realizować projekt rozbudowy portu w Ełku, a nie biadolić i czekać w strachu co powie Unia co powiedzą Niemcy czy Rosjanie.
mjk1
A ci co mają gęby pełne frazesów o patriotyzmie, też nie maja pomysłu? Naprawdę?
tricolour
My, Polacy, szansę,  której piszesz,  mamy, ale ją kolejny raz zmarnujemy. Przez prywatę. Zrobimy krok i zbudujemy Biedronkę,  to ją zaraz sprzedamy,  żeby do końca życia nic nie musieć robić.  Zrobimy Allegro,  to też sprzedamy,  Żabkę też. Narodowy Bank Polski zamienimy na BZWBK, potem sprzedamy Santanderowi, a na końcu w niemieckie łapy Erste. Przykro pisać. 
mjk1
Żadnych innych wniosków? Że się nie da i potem litania uzasadnień? Naprawdę nic?
Silentium Universi
Polityka Gierka wynikała z przymusu błędnych działań. Chiny wybiły się na niepodległość 
Do wpisu: Chłodna analiza, trafna intuicja i jeden zasadniczy błąd strategiczny.
Data Autor
sake2020
@u2....Nie postrzegajmy Rosji jako jedynie rezerwuar surowcowy.  Ma wielkie zasoby niczym panna na wydaniu z wielkim posagiem ale i niegłupią.Może bardzo wiele ugrać z tymi co uważają ją za prostaczkę.ale na te surowce się oblizują mile się przy tym uśmiechając. Wielkie technologie muszą być przecież oparte na tych surowcach.
mjk1
Jak brakuje intelektu i nie ogarnia się słowa pisanego, pozostaje tylko wymówka, żeby nie tracić czasu na bezsensowne dyskusje. Po co więc włazisz na czyjś blog, jak doskonale wiesz, że i tak niczego nie zrozumiesz Ijon?
Ijontichy
Tu sei per me un miraggio...guarda e passa