|
|
Kazimierz Koziorowski @" w jakich warunkach... efektem decyzji konferencji wielkich mocarstw...,... prawnie potwierdzone w traktatach międzynarodowych, począwszy od traktatu granicznego..." gratuluje optymizmu! czy tak trudno wyobrazic sobie ze wspomniane warunki, decyzje wielkich mocarstw, traktaty... to wszystko moze sie zmienic z dnia na dzien. II RP miala granice zagwarantowane traktatem wersalskim, pod patronatem Ligi Narodow, uszczegolowione arbitrazem miedzynarodowym, niektore braly pod uwage referenda lokalsow, inne interesy mocniejszych negocjatorow, z sowietami tez mielismy uklad graniczny - i co, wszystko poszlo sie bujac a wielcy po paru latach przyklepneli i dzisiaj nawet nieelegancko jest wspominac w w swiatowym towarzystwie ze polowa terytorium II RP przestala istniec w rzekomo ZAGWARANTOWANYCH granicach |
|
|
mjk1 I tu jest sedno sprawy Siberian. Można sobie wieszać psy na Tusku (i słusznie, bo obietnic miał na pęczki), ale pytanie brzmi: co zrobią jego następcy i w jakim systemie będą działać? Bo ten system wygląda tak:Bruksela reguluje coraz więcej spraw i rozdziela fundusze – więc każdy premier, czy się nazywa Tusk, Kaczyński czy Kowalski, musi grać pod reguły UE.Zadłużenie państwa nie jest kwestią widzimisię jednego rządu, tylko mechanizmu utrzymywania „rozwiniętej gospodarki” na kredycie. Następcy Tuska też będą zadłużać, inaczej nie sfinansują ani socjalu, ani inwestycji.Struktura państwa jest tak zaprojektowana, że nawet przy woli politycznej reformy kończą się na pół gwizdka, bo blokuje je konstytucja, instytucje, układy międzynarodowe albo zwyczajny brak odwagi.Dlatego nie łudźmy się, kolejny rząd nie przyjdzie z magiczną różdżką. W tym systemie sukcesem będzie już samo niepogłębianie chaosu i trzymanie finansów w ryzach. A wizje „wielkich napraw” to tylko paliwo wyborcze, które wyparuje dzień po wyborach. |
|
|
mjk1 Tak Panie Kazimierzu, historia zna tysiące przykładów zmiany granic, tylko że kluczowe pytanie brzmi: w jakich warunkach i gdzie. Polskie granice po 1945 roku nie są wynikiem lokalnej wojny czy arbitrażu, ale efektem decyzji konferencji wielkich mocarstw (Jałta, Poczdam), a później zostały prawnie potwierdzone w traktatach międzynarodowych, począwszy od traktatu granicznego z Niemcami z 1990 roku, podpisanego już po zjednoczeniu RFN, a skończywszy na naszym wejściu do NATO i UE. To zupełnie inna kategoria bezpieczeństwa niż np. konflikt w Jugosławii, Gruzji czy nawet na Ukrainie.Powtarzanie, że „granice zawsze można zmienić”, jest takim samym uproszczeniem, jak gadanie o „łatwych reparacjach” – brzmi efektownie, ale nie ma przełożenia na realia prawne i polityczne. Dla Niemiec kwestia granic z 1937 r. jest zamknięta, a nawet partie radykalne, jak AfD, używają tego raczej do wewnętrznej mobilizacji wyborców, a nie jako realnego programu polityki zagranicznej.Wiara w to, że ktoś nagle cofnie historię i przywróci „Wolne Miasto Gdańsk”, jest równie naiwna jak wiara, że Berlin przeleje nam 6 bilionów reparacji. To dokładnie ten sam teatr dla naiwnych, tylko scenariusz zmienia się w zależności od tego, kto chce akurat podgrzać emocje. |
|
|
mjk1 Masz rację Mrówka. Nie ma co karmić trolla. Was trzeba zaorać raz a dokładnie z Waszym Guru włącznie. Podsunęliście mi temat na fajny wpis. Do wieczora powinienem skończyć. Zapewniam, że będzie wesoło. |
|
|
Kazimierz Koziorowski @"Nie istnieje realna możliwość zmiany granic z 1937 roku."Jak uczy historia, rowniez ta najnowsza, nie tylko istnieje mozliwosc zmiany granic ale wydarza sie dosc czesto. bajdurzenie o koncu historii wciaz powraca... przykladow zmiany granic jest tysiace. powody, preteksty, i sposoby - rozne.zmieniacze granic to niekoniecznie agresorzy militarni aczkolwiek czasem trudno odroznic kij od marchewki.wiara ze granice RP sa ustalone po wsze czasy i zagwaranowane przez cos?/kogos? to tylko pobozne zyczenia pieknoduchow |
|
|
Siberian Dog Husky Taki człowiek rodzi się raz na tysiąc lat - 600 miliardów z KPO, 400 miliardów deficytu, a nie zbudował nawet kurwa śmietnika pbs.twimg.com |
|
|
Mrówka @Alina Nie karm trolla |
|
|
Alina@Warszawa Kolejny śmieszny komentarz mjk1. Może nie pisz tyle, bo ze śmiechu wszyscy wokół sikają! |
|
|
mjk1 Według Ciebie jeden dekret i Polska nagle staje się supermocarstwem, niemieckie banki i media lecą w nasze ręce, a kredyty samoczynnie znikają? Fantastycznie – chyba w równoległym świecie fantasy, gdzie prawa międzynarodowe, dyplomacja i rynek finansowy nie istnieją. Typowa logika zwolenniczki Brauna: marzyć można wszystko, nawet jeśli rzeczywistość od dawna śmieje się w twarz takim scenariuszom. Może najpierw psychiatryk, potem państwowe reformy? |
|
|
Alina@Warszawa Widzę, że uważasz, że to Polacy mają oddawać dobra 'kultury" Niemcom? Afera w Instytucie Pileckiego. Zwrot dóbr kultury Niemcom? to tylko część planu... - dr Ewa Kurek |
|
|
mjk1 Jeśli myślisz, że „męskie cechy polityków” i fantazje o Turkach w Niemczech są podstawą do uzyskania reparacji, to gratuluję – poziom „geopolityki z memów” osiągnięty.Reparacje nie zależą od testosteronu ani od liczby kebabów w Berlinie, tylko od prawa międzynarodowego, realnych układów sił i polityki gospodarczej. A tu Polska nie ma ani narzędzi, ani sojuszy, żeby cokolwiek wywalczyć i to jest brutalny fakt, którego żadnym machaniem szabelką się nie zmieni.Problem nie w tym, że są w Polsce „ciecie”, problem w tym, że są wciąż ludzie, którzy wierzą, że polityka to western, gdzie wystarczy paru „twardych facetów” i Niemcy padną na kolana. |
|
|
Alina@Warszawa Jeśli w Polsce będą same takie indywidua jak mjk1, o mentalności ciecia, to na pewno żadnych odszkodowań nie będzie. Ale jak się zbierze trochę więcej polityków z męskimi cechami, to wszystko jest możliwe, szczególnie kiedy Niemcy są opanowane przez Turków. |