Otrzymane komantarze

Do wpisu: Grochem o ścianę. Część II. Dlaczego ani państwo, ani rynek nie są święte?
Data Autor
mjk1
Zawsze podziwiam, z jaką łatwością zwolennik absolutnej wolności przechodzi do wydawania bezwzględnych nakazów i oceniania ludzi. Przed chwilą przekonywał mnie Pan, że państwo nie ma prawa niczego narzucać, bo każdy przymus to terroryzm. A teraz okazuje się, że istnieje jednak jedyna słuszna metoda jazdy, a ci, którzy widzą to inaczej, są – jak Pan to niezwykle subtelnie ujął – „debilami”. Przyzna Pan, że to dość osobliwe rozumienie wolności.Co do jazdy na suwak - oczywiście znam przepisy i nie kwestionuję ich. One obowiązują praktycznie w całej Europie. Tylko że przepisy to jedno, a kultura jazdy to drugie. Mam okazję często obserwować ruch drogowy poza Polską i widzę jedną zasadniczą różnicę. Tam kierowcy dużo wcześniej zostawiają miejsce do płynnego włączenia się innych pojazdów. Nikt nie przyspiesza tylko po to, żeby „nie dać się wcisnąć”, nie jedzie zderzak w zderzak i nie traktuje każdego manewru jak pojedynku o honor. W efekcie ruch jest znacznie płynniejszy, mimo że obowiązują dokładnie te same przepisy. Niestety bardzo często, gdy ktoś próbuje objechać wszystkich do samego końca, a potem gwałtownie wciska się na siłę, okazuje się, że ma polskie tablice rejestracyjne. Może więc problem nie tkwi ani w przepisach, ani w suwaku, tylko, jak zwykle, w kulturze współpracy.A jeśli już mówimy o kulturze, to wyzywanie ludzi od „debili” raczej jej nie podnosi.
mjk1
Dalej nie rozumiem Panie Grzegorzu dlaczego cały czas prowadzi Pan przede wszystkim dialog z własnym wyobrażeniem moich poglądów. Ja nigdzie nie napisałem, że autostrady są ważniejsze od moralności. Nie napisałem, że terror jest dopuszczalny. Nie napisałem, że państwo powinno posiadać wszystko. Nie napisałem też, że prywatne rozwiązania są z definicji złe.To są Pańskie tezy, które następnie Pan z dużym zaangażowaniem obala!!!Ja zadaję znacznie prostsze pytania. Dlaczego prywatny właściciel ma być z definicji bardziej moralny od publicznego? Przecież i w jednym, i w drugim przypadku decyzje podejmują konkretni ludzie. Prywatna firma może być uczciwa albo nieuczciwa. Państwowa instytucja może być dobrze albo źle zarządzana. To nie forma własności posiada sumienie, tylko człowiek. Podobnie zresztą jest z Pańskim rozumieniem państwa. Pisze Pan, że państwo to wyłącznie „terytorialny monopol na terror”. Nie jest to żadna obiektywna definicja, lecz definicja przyjęta przez określony nurt filozofii politycznej. Ja równie dobrze mógłbym zdefiniować państwo jako wspólnotę obywateli organizującą wykonywanie zadań publicznych. Obie definicje wynikają z określonych założeń, ale żadna nie jest aksjomatem obowiązującym wszystkich.Najbardziej zaskoczył mnie jednak fragment o kanibalu. To bardzo charakterystyczny zabieg. Najpierw przypisuje mi Pan pogląd, którego nigdy nie wyraziłem, że akceptuję terror, a następnie porównuje mnie Pan do kanibala. Przyznam, że trudno prowadzić rzeczową dyskusję w taki sposób. Od początku próbuję sprowadzić rozmowę na poziom praktyki. Pan odpowiada filozofią. Ja pytam o rozwiązania funkcjonujące w rzeczywistości. Pan odpowiada, że najpierw muszę przyjąć Pańskie aksjomaty moralne, ale właśnie na tym polega różnica między nami. Ja nie oczekuję od rozmówcy przyjęcia moich założeń jako warunku rozpoczęcia dyskusji. Pan natomiast uzależnia odpowiedź na każde praktyczne pytanie od wcześniejszego uznania, że ma Pan rację we wszystkim. W ten sposób żadna dyskusja nie może posunąć się naprzód.I dlatego mam wrażenie, że od kilku dni nie rozmawiamy już o państwie, lecz o modelu świata, który istnieje wyłącznie jako koncepcja filozoficzna. Nie mam nic przeciwko takim koncepcjom. Chciałbym jedynie zobaczyć, jak sprawdzają się w praktyce a na to pytanie nadal nie otrzymałem odpowiedzi.
Grzegorz GPS Świderski
Zasada wspólnotowa dotycząca ruchu drogowego jest oczywista: gdy jest zwężenie, należy dojeżdżać do samego końca, a potem wpuszczać się nawzajem na zakładkę, jeden z jednego pasa, a potem drugi z drugiego — wszystko inne to antyspołeczne cwaniactwo. Dla debili, którzy tego nie rozumieją, są nawet specjalne znaki sygnalizujące taką jazdę na zakładkę. 
Grzegorz GPS Świderski
Cały problem ci się myli, bo operujesz słowem "państwo" i utożsamiasz go z całą obecną państwową infrastrukturą i jego instytucjami. A to nie jest państwo! Państwo to terytorialny monopol na terror, a cała infrastruktura i instytucje, to kwestie poboczne, one mogą być budowane przez różne inne podmioty nie tylko przez aparat przemocy. Gdy ja piszę o likwidacji państwa, to nie chodzi o likwidację szpitali, szkół, dróg czy banków, ale o likwidację aparatu terroru, który je buduje i utrzymuje. Ja jestem za prywatyzacją tego — tak by docelowo osiągnąć taki efekt, żeby terrorysta nie posiadał żadnej własności i żadną własnością nie zarządzał.Więc jak piszesz o nierentownych autostradach, to powinieneś spytać: czy w ogóle jest możliwe wybudowanie autostrady przez inny podmiot niż terytorialnie monopolistyczny aparat terroru? Ja odpowiadam: jest możliwe. No to ty na to: ale nigdy nigdzie żaden inny podmiot niż terrorysta nie wybudował autostrady. Więc odpowiadam: to nieprawda, ale w ogóle mi nie zależy, by ci wskazać te inne podmioty — na potrzeby tej dyskusji zgodzę się z tym, że autostrady wszędzie na świecie dotychczas powstały tylko i wyłącznie na skutek terroryzowania ludności zamieszkującej dookoła tych autostrad. To nie ma znaczenia, bo ja uważam, że brak terroryzmu jest ważniejszy niż autostrady. To kwestia priorytetów, jakie sobie stawiamy. Ja uważam, że moralność jest ważniejsza niż skuteczność. Wolę żyć w świecie moralnym bez autostrad niż niemoralnym z autostradami. Jeśli autostrady są fizycznie niemożliwe bez terroru, to rezygnuję z autostrad. Ty zdaje się, jesteś utylitarystą i uważasz, że liczy się skuteczność, a nie moralność. Lepiej mieć autostrady niemoralnym kosztem, niż być moralnym bez autostrad.Moim zdaniem moralność jest najważniejsza, ważniejsza niż autostrady, szkoły, szpitale czy cokolwiek innego. I żadne twoje utylitarne argumenty mnie nie przekonają. I dopiero jak zgodzisz się na to, że moralność jest ponad wszystko, możemy zacząć rozmawiać o tym, jak technicznie zbudować autostrady, by nikogo przy tym terroryzować. Tu dopiero wkracza ASE i konstruuje mechanizmy wzięte z realnego świata, pokazujące, że całą infrastrukturę i instytucje da się zbudować bez terroru. Jednak do tego punktu nigdy nie dojdziemy, póki nie uznasz, że terror jest niedopuszczalny za żadną cenę. W każdym razie ja ci tego nie objaśnię, nie odpowiem na twoje pytania, jak to było robione i może być robione, póki będziesz dopuszczał terror jako narzędzie do budowania infrastruktury i instytucji, w tym autostrad, szkół czy szpitali. Najpierw trzeba pryncypia ustalić.Nie będę kanibalowi tłumaczył, jak można się zdrowo odżywiać bez jedzenia ludzi. Najpierw kanibal musi uznać, że jedzenie ludzi jest absolutnie niedopuszczalne. Jak to uzna, to dopiero wtedy możemy projektować diety oparte na mięsie zwierząt i roślinach. Bo póki nie ustalimy pryncypiów, to kanibal cały czas będzie kombinował jak tu do diety dodać ludzinę.
mjk1
Myślę, że dotknąłeś bardzo ważnej kwestii Tri, choć nie do końca zgodziłbym się z wnioskami. Przykład ze zwężeniem autostrady rzeczywiście dobrze pokazuje różnicę między myśleniem wyłącznie o własnej korzyści a myśleniem o sprawnym funkcjonowaniu całej wspólnoty. Problem polega jednak na tym, że nie wynika on wyłącznie z charakteru ludzi. W wielu krajach kierowcy również próbują być sprytniejsi od innych. Różnica polega na tym, że tam istnieje większe zaufanie do zasad i większa pewność, że większość będzie ich przestrzegać. To tworzy kulturę współpracy. U nas niestety dominuje cwaniactwo. Dlatego od lat powtarzam, że nie wystarczy napisać dobre prawo ani zbudować dobre instytucje. Potrzebni są jeszcze ludzie, którzy rozumieją, że czasem niewielkie ograniczenie własnej wygody przynosi korzyść wszystkim, a więc także im samym. Nie nazwałbym tego jednak ograniczeniem wolności. Raczej ceną życia we wspólnocie. Wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się szkoda wyrządzana innym.Natomiast ostatnie zdanie o Patriotach jest już zupełnie innym tematem. O lokalizacji produkcji decydują przede wszystkim względy przemysłowe, technologiczne, polityczne i strategiczne. Łączenie tego bezpośrednio z zachowaniem kierowców na autostradzie jest, moim zdaniem, zbyt daleko idącym skrótem myślowym, ale sam przykład ze zwężeniem drogi uważam za trafny. Pokazuje on, że dobre państwo buduje się nie tylko ustawami, lecz także kulturą wzajemnego zaufania i odpowiedzialności ludziReasumując: Najlepsze instytucje nie zadziałają bez odpowiedzialnych ludzi, ale równie prawdziwe jest zdanie odwrotne - nawet odpowiedzialni ludzie nie poradzą sobie długo ze złymi instytucjami. To jest właśnie ten środek między skrajnościami, którego zupełnie nie dostrzega jeden z interlokutorów na moim blogu.
mjk1
Naprawdę nie rozumiem dlaczego Panie Grzegorzu, po raz kolejny prowadzi Pan polemikę z tezami, których nie postawiłem? Ja jeszcze nie przedstawiłem własnego modelu państwa. Napisałem dopiero pierwszy i drugi felieton, których celem było pokazanie, że zarówno skrajny etatyzm, jak i skrajny leseferyzm wielokrotnie zawodziły w praktyce. Tymczasem Pan już ogłasza, że jestem zwolennikiem „trzeciej drogi”, którą następnie utożsamia z socjaldemokracją, narodowym socjalizmem, III Rzeszą, Lepperem, Wałęsą, Tuskiem, Kaczyńskim i Hołownią. Przyznam, że trudno polemizować z tak szeroko zdefiniowaną kategorią.W związku z powyższym mam kilka pytań.Po pierwsze - czy istnieje dziś choć jedno państwo, które funkcjonuje według opisywanego przez Pana modelu minarchizmu, bo jeśli nie istnieje ani jedno, to nie może Pan twierdzić, że jest to rozwiązanie empirycznie sprawdzone. Jest to po prostu projekt i tylko projekt. Nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy projekt przedstawia się jako jedyne racjonalne rozwiązanie i na tej podstawie ocenia wszystkie realnie istniejące państwa.Po drugie - bardzo łatwo jest napisać, że wszystko powinno być prywatne. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytania praktyczne. Kto buduje autostrady tam, gdzie inwestycja przez 40 lat będzie nierentowna? Kto utrzymuje lokalne drogi na terenach słabo zaludnionych? Kto finansuje wojsko w czasie pokoju? Kto prowadzi kosztowne badania naukowe, których efekty pojawią się dopiero za 20 czy 30 lat? Kto utrzymuje sądy, policję i administrację, skoro - jak sam Pan wielokrotnie pisał - podatki są moralnie niedopuszczalne?Na wszystkie te pytania wciąż nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi.Po trzecie - bardzo często odwołuje się Pan do „setek traktatów ASE”. To oczywiście może być ciekawa literatura, ale nauka nie polega na cytowaniu wyłącznie autorów jednej szkoły ekonomicznej. Równie dobrze można wskazać setki publikacji ekonomistów instytucjonalnych, ordoliberalnych, klasycznych liberałów, ekonomistów dobrobytu czy noblistów, którzy pokazują, że państwo ma swoje uzasadnione funkcje również poza wojskiem i policją.Sam fakt istnienia traktatu nie rozstrzyga sporu.Po czwarte - nie zgadzam się z Pana założeniem, że istnieje wyłącznie wybór między pełnym minarchizmem a socjaldemokracją. Historia pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Istnieją państwa mniej lub bardziej wolnorynkowe. Istnieją państwa z większą lub mniejszą redystrybucją. Istnieją państwa z bardzo wysokim poziomem wolności gospodarczej i jednocześnie sprawnie działającymi instytucjami publicznymi. To nie jest świat zero-jedynkowy.Największy problem Pańskiej argumentacji widzę jednak gdzie indziej. Zakłada Pan, że skoro państwo bywa niewydolne, to należy maksymalnie ograniczyć państwo. To dokładnie taki sam błąd logiczny, jak twierdzenie, że skoro rynek bywa zawodny, należy go zlikwidować. Ja nie proponuję ani jednego, ani drugiego. Twierdzę jedynie, że zarówno rynek, jak i państwo są narzędziami tworzonymi przez ludzi. Nie są ani święte, ani z natury złe. O ich jakości decydują przede wszystkim instytucje, prawo i ludzie. I właśnie temu będzie poświęcona dalsza część mojego cyklu, bo zanim zaczniemy burzyć istniejące państwo, warto odpowiedzieć na jedno proste pytanie:dlaczego żaden kraj na świecie nie zdecydował się zbudować ustroju, który Pan proponuje?To pytanie wydaje mi się znacznie ciekawsze niż kolejne definicje podatków czy terroryzmu.
tricolour
Jakość państwa zależy od tego, jaki my osobiście mamy priorytet: czy siebie stawiamy na pierwszym miejscu, czy też siebie na pierwszym miejscu, ale funkcjonującego w społeczności, ktora nam odbiera odrobinę osobistej swobody. Nie wolności tylko swobody.Doskonale to widać na zwężeniu autostrady jako ilustracji społeczności. W krajach bardziej uporządkowanych (coraz mniej takich) kierowcy zjeżdżają z pasa za kilometr zamkniętego, na ten wolny, co pozwala jechać kolumnie wolniej,  ale żwawo. Kierowca polski, kierowany prywatą, chce być pierwszy z najlepszyc   wiec jedzie ile może, aż pod samo zwężenie, w dupie mając fakt, że aby włączyć się do ruchu musi wyhamować całą kolumnę,  czasem do zera. Tak, jest pierwszy, ale całość poszła znacznie wolniej wiec jest przegrany względem uporządkowanego ruchu.I dlatego Patrioty będą produkowane w Ukrainie, a nie w Polsce. 
Grzegorz GPS Świderski
A to, co napisałeś o trustach to nie wina wolnego rynku, ale państwa. Tu masz to dokładnie wyjaśnione:www.mpolska24.pl/post/4446/monopolewww.mpolska24.pl/post/4468/oligopole  
Grzegorz GPS Świderski
Masz, specjalnie dla ciebie opisałem tę twoją nowo-starą trzecią drogę: naszeblogi.pl/77001-trzecia-droga 
Do wpisu: Grochem o ścianę. Państwo nie jest ani hodowlą, ani dżunglą. Część I. Fałszywy wybór.
Data Autor
mjk1
To bardzo ważne pytanie Es. Myślę, że właśnie ono powinno być punktem wyjścia do dalszej części tego cyklu., bo znacznie ważniejsze od odpowiedzi na pytanie „kto rządzi?” jest pytanie „jak zorganizować państwo, żeby służyło ludziom niezależnie od tego, kto akurat wygra wybory?”. Do tego tematu na pewno wrócę.
Es
Proponuję, jesli można, aby w tych rozważaniach uwzględnić podstawowy z punktu widzenia obywatela problem do rozwiązania: jak zorganizować panstwo, aby służyło ogółowi społeczeństwa, a nie interesom partii aktualnie państwem zarządzajacej przede wszystkim.
sake2020
Ciekawie wygląda to w Japonii. Tam nie ma rozmów prywatnych w pracy,ale po jej skończeniu wszyscy idą do baru i...rozmawiają do późna o pracy. Pamiętam nawet jak pewna Japonka której mąż właśnie tkwił w tym schemacie po przejściu na emeryturę siedział w domu marudząc i szukając sobie miejsca,bo nie było już w jego życiu pracy ,baru i rozmów o pracy irytowała się z powodu utraty swej  codzienności ,prowadzenia domu ,wychowania dzieci i swoich zainteresowań. Każdy kraj ma jakies charakterystyczne podejscie do pracy.
spike
Jeszcze w kwestii kapitalizmu i zamordyzmu. Pracowałem dla pewnej firmy, miałem pod sobą kilkuosobową załogę, prezes często stawiał nas trudnych sytuacjach, często coś było potrzebne na wczoraj. Załoga była chętna, ale był kłopot, kilku mieszkało dość daleko i mieli kłopot z dojazdem, często praca przeciągała się do późnego wieczora. Poszedłem do prezesa i mu mówię w czym problem, do tego jest inny kłopot, "chłopaki" pracują dłużej bez jedzenia i picia, coś by się przydało, bo się zniechęcą i odejdą. Udało się prezes się zgodził, dostałem samochód, mogłem odwieźć ich wieczorem do domu, a nawet przywozili nam coś do jedzenia, ale po czasie zjawia się prezes i pyta mnie dla kogo ja pracuję, dla niego czy dla tych ludzi, co mnie zaskoczyło, zapytałem był zadowolony z ich pracy i dotrzymania terminów, tak, więc w czym problem, no i wyszło z worka, odezwał się kapitalista, dla niego ludzie nie byli wartością dodaną, a feudalnymi wyrobnikami. Jeszcze jakiś czas odszedłem z tej firmy, załoga też, z plotek dowiedziałem się, że ten dział produkcji został zamknięty, nikt długo nie popracował, a z czasem firma padła. - - - - - Co najciekawsze, jak zgłosiłem odejście, zaoferowałem pomoc w prowadzeniu tego zakładu, czyli szkolenie doraźnie pomoc, to co zrobił prezes, zawołał prawnika i ten zaczął mnie straszyć "porzuceniem" pracy, tylko prawnik miał pecha, dowiodłem, że nasza umowa uwzględnia moje odejście w każdej chwili, czyli kolejny błąd prezesa, zamiast mnie przekonać, przekupić, wolał straszyć, ot liberalizm zmielony z kapitalizmem = niewola. Człowiek ma tą słabość, że jak mu się polepszy, czuje się wywyższony, zapomina jak sam zaczynał, przeobraża się w krwiopijcę, tacy często głośno spadają z wyżyn, znam jeszcze kilka takich przypadków. Ja przyjąłem zasadę, że wolę wróbla w garści niż gołębia na dachu, dobrze na tym wychodzę.
sake2020
Przecież nie rozmawiamy,a element uszczypliwości może zabarwić dyskusję. Nawet tak akademicką jak ta.
Grzegorz GPS Świderski
Nie, nie każdą formę prawnego przymusu nazywam terroryzmem. Na przykład przymus przestrzegania zawartej umowy albo przymus zapłacenia odszkodowania za bezpodstawne zainicjowanie aktu przemocy nie są terroryzmem. Przecież podałem pełną i ścisłą definicję terroryzmu oraz to jeszcze dodatkowo opisałem. Czego nie zrozumiałeś?Oczywiście są przypadki skrajne, trudne do oceny, by stwierdzić, czy jakiś czyn jest terroryzmem, czy nie. Jednak na razie ich jeszcze nie rozważamy. Na razie opisałem sytuację prostą do oceny: terroryzm w czystej postaci jest wtedy, gdy stosuję groźbę użycia przemocy wobec ludzi, którzy nie robią niczego złego, którzy z nikim nie mają konfliktu, którzy nikomu nie wadzą, nikt nie ma do nich o nic pretensji czy roszczeń, gdy nie jest to zemsta i kara za jakieś ich zainicjowanie przemocy wobec kogokolwiek. Wtedy taką groźbą tych ludzi terroryzuję. Zgadzasz się, że taka sytuacja pasuje do definicji terroryzmu, czy nie?
spike
Jestem zaskoczony, że kolega nie zna tej podstawowej zasady, nie spoufalania się z pracownikami, ja tą zasadę stosowałem, a jak już kogoś bliżej poznałem, albo już znałem, to uprzedzałem, że w pracy o znajomościach zapominamy. Kiedyś miałem taką sytuację, że współpracowałem ze znajomym starszym ode mnie, "góra" coś tam sobie ubzdurała i kazała wykonać, starszy, doświadczony, stwierdził, że szkoda czasu, zapomną o tym co miało już miejsce, więc polecenie nie zostało wykonane, wtedy się pomylił, szef pamiętał, przypomniał się, trzeba było ratować się wykrętami, że coś było ważniejsze itp. nie było czasu, niesmak pozostał, następnym razem starszego nie słuchałem, potem na tym skorzystałem ja i znajomy starszy.
mjk1
Myślę, że doszliśmy do momentu, w którym nie różnimy się już argumentami, tylko definicjami. Pan nazywa każdą formę prawnego przymusu terroryzmem. Ja uważam, że to zbyt daleko idące uproszczenie. Gdyby przyjąć taki sposób rozumowania, terrorystą byłby również sędzia wydający wyrok, policjant zatrzymujący przestępcę czy rodzic zmuszający dziecko do nauki. Państwo może nadużywać swojej władzy. Historia zna wiele takich przykładów, ale z tego nie wynika, że samo istnienie państwa jest moralnie równoważne z działalnością organizacji terrorystycznej.Dlatego pozostanę przy swoim stanowisku. Wolność jest wartością fundamentalną, ale równie ważne są odpowiedzialność, wspólne reguły i instytucje, które chronią ludzi również przed silniejszymi od nich.Myślę, że nasze stanowiska są już na tyle jasno przedstawione, że czytelnicy sami wyrobią sobie zdanie.
mjk1
To bardzo ciekawa obserwacja Mado, bo sam również wielokrotnie zwracałem uwagę na tę różnicę kulturową. U nas bardzo często relacje prywatne przenikają do życia zawodowego. Z jednej strony buduje to serdeczność, ale z drugiej utrudnia obiektywną ocenę pracy, egzekwowanie odpowiedzialności czy zwykłe powiedzenie komuś: „tu popełniłeś błąd”.  W wielu krajach zachodnich wyraźniej oddziela się życie prywatne od zawodowego. Nie oznacza to braku życzliwości, ale większy profesjonalizm. Nikt nie obraża się za rzeczową krytykę, bo dotyczy ona wykonanej pracy, a nie osoby. Podobnie jest z zatrudnianiem. W Polsce dość często próbuje się „załatwić” pracę komuś z rodziny czy znajomych. Na Zachodzie jest to zazwyczaj źle widziane właśnie dlatego, że rodzi podejrzenie konfliktu interesów i podważa zaufanie do instytucji. Myślę, że nie chodzi o kopiowanie wszystkiego z Zachodu, ale akurat większe oddzielenie relacji prywatnych od zawodowych mogłoby nam wszystkim wyjść na dobre. Ułatwiłoby budowanie kultury odpowiedzialności, a nie wzajemnego krycia się.
mjk1
Droga Sake. Jeśli jakiś wątek Cię nudzi, nie interesuje albo wydaje się zbyt trudny, czy abstrakcyjny, to oczywiście masz pełne prawo go pominąć. Nie każda dyskusja musi zainteresować wszystkich. Natomiast sprowadzanie merytorycznej wymiany argumentów do uszczypliwości niewiele wnosi do rozmowy. Wręcz przeciwnie - może sprawiać wrażenie, że zamiast odnieść się do treści, której się nie rozumie koniecznie trzeba ją wyśmiać. A przecież dużo ciekawsze byłoby pokazanie, w którym miejscu się mylimy. Z tego wszyscy moglibyśmy coś wynieść. Ironia nie zastąpi argumentów niestety.
mjk1
Myślę Spike, że niezależnie od historycznych przykładów zgadzamy się przynajmniej w jednym: państwo powinno przede wszystkim opierać się na prawie i ludziach, którzy to prawo uczciwie stosują. Bez tego ani wolny rynek, ani rozbudowane państwo nie będą dobrze funkcjonować.Zwróciłeś też uwagę na pewną niespójność, którą i ja dostrzegam. Trudno jednocześnie twierdzić, że państwo jest z natury wyłącznie opresją i jednocześnie oczekiwać, że będzie skutecznie chroniło obywateli, egzekwowało prawo, gwarantowało bezpieczeństwo czy własność. Moim zdaniem problem nie polega na samym istnieniu państwa, lecz na jakości państwa. Między państwem wszechwładnym a państwem praktycznie nieistniejącym istnieje bardzo szeroka przestrzeń, w której można budować silne instytucje, ograniczać nadużycia i jednocześnie pozostawiać ludziom jak najwięcej wolności.I właśnie o tej przestrzeni próbuję pisać.
mada
Kilka dni temu na NB był wpis polskiego lekarza, który przez lata pracowaał w Danii.Co mnie uderzyło.Tam po pracy lekarze się nie spotykają. Nie ma "zaprzyjaźniania" się. Pierwszą myślą było, że to niesympatyczne.Po zastanowieniu - to jest bardzo dobre.Bo zwrócić uwagę, czy zarzucić kumplowi, przyjacielowi coś jest bardzo trudno, ale komuś kto mi jest obojętny? Błędów takiego nie będę krył, bo po co mam się narażac dla kogoś obcego.Przyjaźń w pracy nie zawsze jest pożyteczna..
sake2020
@spike ....Nie zasnął pan jeszcze podczas tej frapującej ,,dyskusji''?
spike
Szanowny, odpowiedź, albo podpowiedź jak powinno działać państwo, dostałeś dwie, pierwsza była od @mada, druga przez przykład, dałem ja w przykładzie sułtana Sulejmana, najważniejsze jest prawo, które powinno spełniać głoszoną przez sędziów przysięgę, a potem sami sędziowie, wydumany problem ingerencji prawa w gospodarkę, może dawać taki osobnik, który z całą powagą twierdzi, że "niewolnictwo się skończyło, bo było nieopłacalne", by potem bredzić, że państwo robi z ludzi niewolników, można zapytać, dlaczego w tym wypadku jednak to się opłaca, pomija fakt, że zniewalają ludzi libertyńscy kapitaliści, głoszący hasła o wolności do wszystkiego, efekty widzimy po tym patologicznym rządzie, nieład, bezprawie, korupcja, złodziejstwo, nie pomijając z przeszłości krwi smoleńskiej, licznych "samobójstw", etc. PS. Nie zastanawia ciebie ta plaga pożarów lasów, wszelkich fabryk na terenie całej Polski?
Grzegorz GPS Świderski
Ja uważam, że człowiek jest zdolny zarówno do dobra, jak i do nadużyć, dlatego potrzebuje jednocześnie wolności i pewnych wspólnych reguł. Jednak nie byle jakich reguł, ale takich, które muszą być zgodnie z moralnością. Państwo, czyli terrorysta, jest zaprzeczeniem tego, bo siłą odbiera wolność, oraz siłą narzuca bzdurne, szkodliwe, destrukcyjne reguły niezgodne z moralnością. Przykład haraczu zwanym podatkiem jest tu najbardziej spektakularny — to reguła łamiąca przykazanie "nie kradnij" z Dekalogu.
Grzegorz GPS Świderski
Państwo jest z definicji formą zorganizowanego terroru, a podatki są moralnie równoważne haraczowi. To nie jest pogląd, założenie czy interpretacja, ale fakt wynikający wprost z definicji tych słów.Każde państwo idealnie spełnia definicję terroryzmu, bo działania władz państwowych są to planowane i zorganizowane akcje, których celem jest wymuszenie od mieszkańców danego terenu określonych zachowań i świadczeń. Działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku przed władzą polityczną.Oto słownikowa definicja z Wikipedii: "Terroryzm (z gr. τρέω, treo, „drżenie, obawa” oraz łac. terror, -oris „strach, trwoga, przerażenie”) – ogół agresywnych działań przestępczych nastawionych na rozgłos i wytworzenie lęku, mających na celu wymuszenie na władzy lub społeczeństwie określonych ustępstw lub świadczeń."Celem państwa jest wymuszenie od społeczeństwa danego kraju haraczu, który państwo nazywa podatkiem, co narusza majątek mieszkańców tego kraju, a działania te są bezwzględnie egzekwowane przy użyciu groźby zastosowania przemocy, zwanej prawem, w warunkach rozgłosu tych gróźb i wytworzenia powszechnego lęku w społeczności, któremu grożą kary grzywny bądź więzienia.Podatki to klasyczny terroryzm, w pełni zgodny z definicją tego słowa. To pobranie opłaty pod groźbą kary za usługi, których się nie zamawiało, bez możliwości zrezygnowania z nich. Czy chcę, czy nie, czy mi to odpowiada, czy nie, muszę zapłacić, bo jak nie, to grozi mi kara, a jak jej nie zapłacę, to grozi mi więzienie, do którego zostanę wtrącony przy użyciu siły, poprzez zainicjowanie wobec mnie aktu przemocy.Państwo zbierając podatki, stosuje przemoc wobec ludzi, którzy nie robią niczego złego, którzy z nikim nie mają konfliktu, którzy nikomu nie wadzą i nikt nie ma do nich o nic pretensji czy roszczeń. Więc jest to terroryzm w czystej postaci. To nie jest ani zemsta, ani kara. To ograbienie człowieka całkowicie niewinnego.To, że nazwiesz grabież podatkiem, nie zmienia niemoralnego charakteru tego procederu.Więc to, że państwo to terrorysta nie podlega dyskusji, bo to oczywista oczywistość wprost wynikająca z definicji. Dyskutować można tylko o tym, że terror jest ewentualnie niezbędny, konieczny, optymalny, korzystny etc., ale że jest niemoralny to oczywiste.