|
|
Alina@Warszawa Człowieku! Ty sobie nawet nie zdajesz sprawy z własnego ograniczenia i chorób typu natręctwo pisania na NB..... |
|
|
mjk1 Jeżeli wszyscy od Brauna mają tak fantastycznie ograniczone horyzonty to nie wiem komu współczuć Braunowi, czy jego wyborcom. Według Ciebie logika jest taka: jeżeli nie mam możliwości samodzielnie wprowadzić jakiegoś rozwiązania w życie, to nie mam prawa o nim pisać? To po co w ogóle istnieją gazety, książki, blogi, debaty, komentarze i wybory? Przecież większość ludzi piszących, komentujących i głosujących nie ma możliwości samodzielnego wprowadzenia żadnego systemu gospodarczego. Ty również. Może właśnie po to piszemy, żeby ludzie, którzy mają możliwość podejmowania decyzji, musieli się z tymi pomysłami zmierzyć, a przede wszystkim żeby wyborcy potrafili ich o te pomysły zapytać?Twój argument jest mniej więcej taki: „Nie jesteś ministrem finansów, więc nie wolno Ci analizować finansów państwa”. Idąc dalej: „Nie jesteś lekarzem, więc nie wolno Ci rozmawiać o zdrowiu”; „nie jesteś generałem, więc nie wolno Ci dyskutować o wojsku”; „nie jesteś prezydentem, więc nie wolno Ci oceniać polityków”. Genialny sposób na rozwiązanie problemu wiedzy: najpierw odebrać ludziom prawo do myślenia, a potem ogłosić, że niczego nie rozumieją. Wszyscy od Brauna Tak mają?A moje „przenudne elaboraty”, jak je określasz, mają jeden bardzo konkretny cel: próbuję pokazać czytelnikowi mechanizmy, których nie widać w politycznych hasłach, bo właśnie z takich dyskusji może się kiedyś wyłonić człowiek, który będzie miał możliwość coś zmienić.I tu przechodzimy do mojego kolejnego wpisu. Najważniejszym człowiekiem w państwie demokratycznym jest wyborca. Nie dlatego, że osobiście może zbudować elektrownię, zmienić system podatkowy czy stworzyć pieniądz. Tylko dlatego, że może wybrać człowieka, który będzie to robił. Tyle że żeby wybrać dobrze, trzeba najpierw wiedzieć czego właściwie się chce i czym różni się program od hasła. Jeżeli natomiast uważasz, że wyborca nie powinien się tym zajmować, bo przecież sam niczego nie może zrealizować, to pozostaje już tylko jedna metoda wyboru: „Ten mówi fajnie, tamten wygląda dobrze, a ten ma właściwe hasła - głosujemy”. I wtedy rzeczywiście moje pisanie jest zupełnie niepotrzebne. Wystarczy sekta, lider, megafon albo gaśnica Ja jednak naiwnie pozostanę przy staromodnym przekonaniu, że wyborca powinien coś rozumieć, zanim wrzuci kartę do urny. |
|
|
Alina@Warszawa @mjk1 Czy masz jakieś możliwości zrealizowania mądrości, o których piszesz przenudne elaboraty? Nie masz! Więc Twoje pisanie jest jeszcze bardziej bezsensowne! Tylko zamula NB.... |
|
|
mjk1 Oczywiście Alinko, że każda teoria ma swojego autora. Keynes miał Keynesa, Hayek miał Hayeka, Grabski miał Grabskiego itd. Tylko co z tego wynika? Czy z faktu, że teorię stworzył człowiek, wynika, że mamy przestać ją analizować i czekać na następnego geniusza? Ja przecież nie twierdzę, że Grabskiego czy Keynesa należy zatrudnić dzisiaj w Polsce. Twierdzę coś znacznie prostszego: warto wiedzieć, co wymyślili, co z tego zastosowano w praktyce i jakie były skutki. Dopiero wtedy można próbować budować rozwiązania odpowiadające polskim warunkom.Ty natomiast mówisz: potrzebny jest geniusz, który dostosuje polską ekonomię do naszej specyfiki.I właśnie z tego się śmiałem, bo jeżeli rzeczywiście czekamy na takiego geniusza, to po co wyborca ma się czegokolwiek uczyć? Po co analizować programy? Po co pytać polityka, skąd weźmie pieniądze i co konkretnie chce zrobić? Wystarczy rozpoznać geniusza, najlepiej po właściwych hasłach, i już. Tylko że wtedy mamy nie świadomego wyborcę, ale wyznawcę geniusza. Ja właśnie próbuję przekonywać do czegoś odwrotnego: żeby wyborca nie musiał wierzyć ani Keynesowi, ani Hayekowi, ani Grabskiemu, ani Braunowi, ani mnie. Żeby potrafił sam zapytać: co proponujesz, jak chcesz to zrobić, ile to będzie kosztowało i jakie będą skutki?Dlatego naprawdę nie widzę bezsensu mojego wpisu. Widzę natomiast pewien zabawny paradoks w Twojej odpowiedzi: zarzucasz mi, że wierzę w teorie wielkich ludzi, podczas gdy sama przed chwilą napisałaś, że Polsce potrzebny jest geniusz. Ja wolę jednak wiedzę od geniusza i program od hasła. Z geniuszami różnie bywa - zwłaszcza kiedy sami wyborcy przestają zadawać im pytania. |
|
|
Alina@Warszawa @mjk1 - te teorie, które tak studiujesz i polecasz, to niby powstały samoistnie, czy przy każdej jest nazwisko konkretnego człowieka, mniejszego lub większego geniusza? Widzisz jak bezsensowny jest Twój wpis? Chyba nie widzisz .... |
|
|
mjk1 Pierwszą część Twojego komentarza rozumiem Alino. Rzeczywiście, między teorią ekonomiczną a jej zastosowaniem jest ogromna różnica. Historia Polski po 1918 roku jest zresztą świetnym przykładem, że trzeba umieć dostosować rozwiązania do konkretnej sytuacji, a nie bezmyślnie kopiować cudze recepty.Jednak drugi akapit jest już naprawdę rozbrajający. „Nie ma szans na żadne zmiany w systemie ekonomicznym w Polsce, potrzebny jest geniusz, który dostosuje polską ekonomię do polskiej specyfiki”. No to po co w ogóle czytać Keynesa, Hayeka, Grabskiego czy kogokolwiek innego? Po co poznawać historię? Po co analizować, co działało, a co nie działało? Najlepiej chyba usiąść wygodnie i czekać na geniusza. Jak się pojawi, to zapewne sam wszystko wyjaśni, napisze program, uchwali ustawy i jeszcze poinformuje nas, na kogo głosować. To jest właśnie ta cudowna filozofia polityczna: nie trzeba wiedzieć, jak działa państwo, wystarczy wiedzieć, komu wierzyć. Dostajemy receptę w rodzaju: „teorie są dobre, ale i tak nic się nie da zrobić, potrzebny jest geniusz”. To nie jest pogląd ekonomiczny. To jest raczej polityczna wersja oczekiwania na cudotwórcę.Co więcej, szczególnie zabawnie brzmi to w ustach osoby popierającej Brauna. Tam przecież często wystarcza już samo hasło: „zlikwidować”, „wyrzucić”, „odrzucić”, „Polska ma być wolna”. A gdy człowiek zapyta: dobrze, ale co konkretnie w poniedziałek rano, jak to sfinansować, kto to zrobi, jakie będą skutki i co zrobimy, jeśli pierwsze rozwiązanie nie zadziała? - nagle pojawia się problem. Hasło jest proste. Program już trochę mniej.Dlatego właśnie uważam, że trzeba ludziom tłumaczyć ekonomię, historię i mechanizmy działania państwa. Nie po to, żeby wszyscy zostali Keynesami, Austriakami czy Grabskimi. Po to, żeby wyborca potrafił odróżnić program od hasła, rozwiązanie od życzenia, a polityka od politycznego kaznodziejstwa. Jeśli mamy czekać na geniusza, zamiast próbować rozumieć własne państwo, to właściwie edukacja ekonomiczna rzeczywiście staje się zbędna. Wystarczy wtedy znaleźć odpowiedniego geniusza a najlepiej takiego, który mówi dokładnie to, co już wcześniej chcieliśmy usłyszeć. Braun faktycznie jest w tym bezkonkurencyjny. |
|
|
mjk1 Dziękuję za ten komentarz i za docenienie tej dyskusji. Właśnie takich głosów chciałbym tutaj więcej i niekoniecznie zgodnych ze mną, ale próbujących rozmawiać o mechanizmach, a nie tylko o etykietkach.Przy okazji jednak muszę sprostować jedno: nie jestem keynesistą. Nie próbuję też udowadniać wyższości Keynesa nad austriacką szkołą ekonomii. Szukam po prostu w historii przykładów pokazujących, co rzeczywiście pozwala państwu szybko i w miarę stabilnie rozwijać gospodarkę. Jeżeli przyglądam się różnym okresom i okazuje się, że w momentach przełomowych istotną rolę odgrywało finansowanie lub interwencja państwa, a nie rozwiązania proponowane przez szkołę austriacką, to trudno mi udawać, że tego nie widzę. To nie moja wina, że historia czasami psuje eleganckie teorie. Właśnie przed chwilą rozwinąłem ten temat w nowym wpisie, który już umieściłem na NB. Poszedłem tam krok dalej - od sporu o konkretne szkoły ekonomiczne do pytania znacznie ważniejszego: czego właściwie potrzebuje państwo, żeby zapewnić swoim obywatelom trwały rozwój i jak powinniśmy oceniać polityków, którzy taki rozwój obiecują. A pańskie zastrzeżenie, że własnych poglądów nie można w pełni przypisać ani Keynesowi, ani Austriakom, uważam za bardzo zdrowe podejście. Ekonomia nie jest przecież konkursem, w którym trzeba koniecznie zapisać się do jednej drużyny. Czekam więc na Pański tekst, kiedy już czas i zdrowie pozwolą.Serdecznie pozdrawiam. |
|
|
Alina@Warszawa Te wszystkie ekonomiczne pomysły można sobie analizować, ale kiedy przychodzi do realnego stosowania, zawsze im coś brakuje. Nasi przodkowie w 1918 roku mieli nie lada zadanie, którego pewnie nie przewidywały teorie ekonomistów. Musieli scalić 3 różne systemy ekonomiczne, 3 różne waluty jakie pozostały po zaborcach. I to zrobił Stanisław Grabski i jego współpracownicy. Nie wiem czy warto tracić czas i życie na różnych Keynesów i innych cwaniaków, kiedy nie ma szans na żadne zmiany w systemie ekonomicznym w Polsce. Potrzeba geniusza, który dostosuje polską ekonomię do polskiej specyfiki i naszych potrzeb. Może warto przeanalizować co się działo w latach 90-tych, kiedy to Balcerowicz "tworzył" niby swoją reformę i jakie były jej skutki. Co ta jego reforma miała wspólnego z ekonomicznymi teoriami i dlaczego pojawiał się koło Balcerowicza amerykański "specjalista" Sachs? Kto i dlaczego dopuścił do takiej "prywatyzacji" jak wówczas była? I pytanie zasadnicze - czy da się w przyszłości cofnąć patologie jakie wówczas miały miejsce? Afera FOZZ była tu niedawno wspominana... |
|
|
krzysztofjaw mjk1 vs. GPSKeynesizm kontra (vs.) Austriacka Szkoła Ekonomii to spór fundamentalny wśród ekonomistów dotyczący postrzegania gospodarki jako całości, w tym zakresu roli państwa w gospodarce: ogólnie keynesiści chcą aktywnego państwa a "austriacy" jego minimum w gospodarce. Wreszcie doczekałem się naprawdę ciekawych merytorycznie tekstów i na takim poziomie wina toczyć się debata publiczna. Tyle tylko, że byłaby ona zrozumiana przez nieliczne grono odbiorców. Oczywiście najlepiej by było, aby wszyscy Polacy byli ekonomistami lub osobami chcącymi poznać mechanizmy ekonomiczne. Niestety tak nie jest a przecież takie podstawowe mechanizmy ekonomiczne powinny być nauczane jeszcze w szkole podstawowej. Nie wiem czy tak jest teraz, ale wiem, że przez lata mury szkolne opuszczały osoby, które nawet nie miały egzaminów z matematyki na maturze. Teraz też coraz bardziej zawęża się zakres i poziom nauczania, bo dostosowuje się go do poziomu "najniższego", co z kolei skutkuje "produkowaniem głąbów" a to z kolei prowadzi znów do obniżenia jakości nauczania. I mamy wtedy takich "cudacznych" profesorów, doktorów, którzy nigdy nie powinni nimi być. Także fajnie, że są takie teksty na NB, chociaż tu...Serdecznie pozdrawiam obu autorów i dodam tylko, że moich poglądów nie można sklasyfikować jako do końca keynesowskie ani do końca "austriackie", co w niedalekiej przyszłości opiszę (termin zależy to od mojego wolnego czasu i zdrowia) |
|
|
sake2020 @mjk1...Chyba nie sądzi pan,że sobie wymyśliłam te wszystkie niemieckie teorie,a niemieckie szmatławce są ich przecież pełne.Nie obrażam Niemców tylko widzę jak przemysł niemieckiej pogardy nas dotyka.Nie można tak jak pan usprawiedliwiać działania obcych,tym bardziej że nie mamy z tymi ludźmi dobrych kontaktów od zawsze. Pan jak widać nie jest nawet zainteresowany choć wyraźnie napisałam kto jest autorem tego planu i tego zachowania też nie mogę zrozumieć. POdpisują się pod nim POlacy tacy jak skompromitowany Bodnar. Co można bowiem zrobić w obliczu podłych reakcji UE,nie pierwszej zresztą? Polska pożycza,Polska rozdaje, z Polską nie ma kłopotów bo się nie postawi . I nikt się pyta dlaczego pożycza,dlaczego nie protestuje i co dalej będzie.Pisze pan że trzeba tłumaczyć ludziom ,ale co ? Teksty o Hitlerze, a przecież Polacy to nie zbiór znawców ekonomii których wiedzę chce pan uzupelnić długim tekstem. Zupełnie niezrozumiała jest dla mnie pana polityka omijającego tematy ważne i znamienne dla danych zachowań i widzącego jedynie dobro innych. |
|
|
mjk1 Zgadzam się, że pieniądz jest informacją Mazurze. Informuje między innymi o tym, kto ma siłę nabywczą, kto komu jest winien i jakie zasoby można uruchomić, ale powiedziałbym, że pieniądz jest nie tylko informacją, lecz także narzędziem organizowania realnych zasobów. „Faust II” rzeczywiście zawiera bardzo ciekawą refleksję nad pieniądzem i jego kreacją. Tyle że właśnie dlatego warto rozdzielić literacką metaforę od konkretnego mechanizmu gospodarczego, o którym pisałem.A z tymi historykami jako rządzącymi... może coś jest na rzeczy. Tylko ekonomiści też nie zawsze okazują się lepsi. |
|
|
mjk1 Nie bardzo rozumiem Spike, co właściwie odpowiadasz na mój komentarz. Ja pisałem przede wszystkim o mechanizmie finansowania gospodarki III Rzeszy po dojściu Hitlera do władzy, w szczególności o kredycie, emisji i MEFO. Ty natomiast wracasz do okoliczności dojścia Hitlera do władzy. To są dwie różne kwestie. Hiperinflacja z 1923 roku rzeczywiście była dla Niemców traumą, ale Hitler nie doszedł do władzy w wyniku tej hiperinflacji. W 1932 roku głównym problemem była już Wielka Depresja, ogromne bezrobocie i załamanie produkcji. Hitler został kanclerzem w styczniu 1933 roku. Z tym brazylijskim zbożem byłbym ostrożny. Jeżeli masz źródło pokazujące, że właśnie import miliona ton zboża z Brazylii był punktem zwrotnym prowadzącym do dojścia Hitlera do władzy, chętnie je zobaczę. To dość konkretna teza i warto ją poprzeć źródłem, zamiast budować na niej analogię do dzisiejszej Polski.Natomiast z ostatnią uwagą częściowo się zgadzam: długotrwały kryzys gospodarczy, poczucie utraty kontroli i rosnąca frustracja społeczna rzeczywiście mogą tworzyć warunki dla radykalnych zmian politycznych. To jednak nie jest argument za żadnym konkretnym rozwiązaniem gospodarczym. I właśnie dlatego wróciłbym do mojego pierwotnego pytania: nie kto i dlaczego zdobył władzę w 1933 roku, tylko jak później uruchomiono niemiecką gospodarkę, skąd wzięto finansowanie i jakie były konsekwencje tego mechanizmu. |
|
|
mjk1 Nie bardzo rozumiem Droga Sake, dlaczego z mojego wpisu wyciągasz wniosek, że niemieckie zainteresowanie Polską jest dla mnie dowodem jakiejś niemieckiej wyższości czy, że jestem zwolennikiem przywracania nam demokracji przez Berlin. Niczego takiego nie napisałem. Można krytycznie patrzeć na niemieckie media, ich interesy i sposób przedstawiania Polski, a jednocześnie zauważać, że ich zainteresowanie polską polityką jest faktem. Jedno drugiego nie wyklucza.Co do Tuska i jego obietnic - również nie mam zamiaru go bronić. Jeżeli ktoś uważa, że nie będzie w stanie ich spełnić, to powinien wskazać konkretnie których i dlaczego. To jest znacznie ciekawsze niż samo przypisywanie mu niemieckiego wsparcia.Jednak jedna rzecz wymaga sprostowania. Nie wyśmiewałem wydarzeń pod pomnikiem w Berlinie ani nie kpiłem z osób, które tam protestowały. Wyraziłem jedynie swoją ocenę sytuacji. Jeżeli demonstranci, niezależnie od tego, czy jest wśród nich Bąkiewicz, czy ktokolwiek inny, nie wykonują zgodnego z prawem polecenia policji, policja ma prawo i obowiązek zareagować. W demokratycznym państwie prawo do protestu nie oznacza prawa do ignorowania poleceń funkcjonariuszy. Możemy oczywiście dyskutować, czy konkretne polecenie policji było zasadne i czy użyte środki były proporcjonalne, ale to jest już inna dyskusja niż twierdzenie, że samo skucie demonstrantów dowodzi niemieckiej opresji.A z tym „niemieckim landem” też byłbym ostrożny. Polska ma wystarczająco dużo własnych problemów, żeby nie trzeba było wszystkich tłumaczyć niemieckim spiskiem. Najlepszą odpowiedzią na niemieckie ambicje wobec Polski nie jest obrażanie Niemców, tylko silne, bogate i świadome swoich interesów państwo polskie. |
|
|
spike Hitler zdobył władzę dzięki kryzysowi i potężnej inflacji, po wypłatę ludzie nosili walizki, by je zmieścić. Jako ciekawostka, punktem zwrotnym dla Hitlera, było sprowadzenie mln ton zboża z Brazylii, co spowodowało zamieszki, bo niemieckie rolnictwo upadało, a władza nie kupiła własnego, a cudze, nie widać tu "powtórki z rozrywki", tylko patrzeć, jak znowu zaczną się rozruchy i ktoś przejmie władzę, oby nie na naszą zgubę. |
|
|
mjk1 Nie Grzesiu, jestem nie tylko zdolny, ale i chętny do polemiki. Ja odpowiedziałem na Twoje pytanie, wiec odpowiedz na moje. Jeżeli nie potrafisz, to uważam, że polemika z Toba nie ma sensu, bo nie masz wiedzy w tym konkretnym temacie. Tyle i aż tyle Grzesiu. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Twierdzenie, że moje teksty pisze lodówka, to chamstwo w czystej postaci. Jesteś niezdolny do polemiki i zamiast to uczciwie przyznać, idziesz w chamstwo. To cię wyklucza z grona ludzi, wartych polemizowania. |