|
|
mjk1 To bardzo ważne pytanie Es. Myślę, że właśnie ono powinno być punktem wyjścia do dalszej części tego cyklu., bo znacznie ważniejsze od odpowiedzi na pytanie „kto rządzi?” jest pytanie „jak zorganizować państwo, żeby służyło ludziom niezależnie od tego, kto akurat wygra wybory?”. Do tego tematu na pewno wrócę. |
|
|
Es Proponuję, jesli można, aby w tych rozważaniach uwzględnić podstawowy z punktu widzenia obywatela problem do rozwiązania: jak zorganizować panstwo, aby służyło ogółowi społeczeństwa, a nie interesom partii aktualnie państwem zarządzajacej przede wszystkim. |
|
|
sake2020 Ciekawie wygląda to w Japonii. Tam nie ma rozmów prywatnych w pracy,ale po jej skończeniu wszyscy idą do baru i...rozmawiają do późna o pracy. Pamiętam nawet jak pewna Japonka której mąż właśnie tkwił w tym schemacie po przejściu na emeryturę siedział w domu marudząc i szukając sobie miejsca,bo nie było już w jego życiu pracy ,baru i rozmów o pracy irytowała się z powodu utraty swej codzienności ,prowadzenia domu ,wychowania dzieci i swoich zainteresowań. Każdy kraj ma jakies charakterystyczne podejscie do pracy. |
|
|
spike Jeszcze w kwestii kapitalizmu i zamordyzmu. Pracowałem dla pewnej firmy, miałem pod sobą kilkuosobową załogę, prezes często stawiał nas trudnych sytuacjach, często coś było potrzebne na wczoraj. Załoga była chętna, ale był kłopot, kilku mieszkało dość daleko i mieli kłopot z dojazdem, często praca przeciągała się do późnego wieczora. Poszedłem do prezesa i mu mówię w czym problem, do tego jest inny kłopot, "chłopaki" pracują dłużej bez jedzenia i picia, coś by się przydało, bo się zniechęcą i odejdą. Udało się prezes się zgodził, dostałem samochód, mogłem odwieźć ich wieczorem do domu, a nawet przywozili nam coś do jedzenia, ale po czasie zjawia się prezes i pyta mnie dla kogo ja pracuję, dla niego czy dla tych ludzi, co mnie zaskoczyło, zapytałem był zadowolony z ich pracy i dotrzymania terminów, tak, więc w czym problem, no i wyszło z worka, odezwał się kapitalista, dla niego ludzie nie byli wartością dodaną, a feudalnymi wyrobnikami. Jeszcze jakiś czas odszedłem z tej firmy, załoga też, z plotek dowiedziałem się, że ten dział produkcji został zamknięty, nikt długo nie popracował, a z czasem firma padła. - - - - - Co najciekawsze, jak zgłosiłem odejście, zaoferowałem pomoc w prowadzeniu tego zakładu, czyli szkolenie doraźnie pomoc, to co zrobił prezes, zawołał prawnika i ten zaczął mnie straszyć "porzuceniem" pracy, tylko prawnik miał pecha, dowiodłem, że nasza umowa uwzględnia moje odejście w każdej chwili, czyli kolejny błąd prezesa, zamiast mnie przekonać, przekupić, wolał straszyć, ot liberalizm zmielony z kapitalizmem = niewola. Człowiek ma tą słabość, że jak mu się polepszy, czuje się wywyższony, zapomina jak sam zaczynał, przeobraża się w krwiopijcę, tacy często głośno spadają z wyżyn, znam jeszcze kilka takich przypadków. Ja przyjąłem zasadę, że wolę wróbla w garści niż gołębia na dachu, dobrze na tym wychodzę. |
|
|
sake2020 Przecież nie rozmawiamy,a element uszczypliwości może zabarwić dyskusję. Nawet tak akademicką jak ta. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Nie, nie każdą formę prawnego przymusu nazywam terroryzmem. Na przykład przymus przestrzegania zawartej umowy albo przymus zapłacenia odszkodowania za bezpodstawne zainicjowanie aktu przemocy nie są terroryzmem. Przecież podałem pełną i ścisłą definicję terroryzmu oraz to jeszcze dodatkowo opisałem. Czego nie zrozumiałeś?Oczywiście są przypadki skrajne, trudne do oceny, by stwierdzić, czy jakiś czyn jest terroryzmem, czy nie. Jednak na razie ich jeszcze nie rozważamy. Na razie opisałem sytuację prostą do oceny: terroryzm w czystej postaci jest wtedy, gdy stosuję groźbę użycia przemocy wobec ludzi, którzy nie robią niczego złego, którzy z nikim nie mają konfliktu, którzy nikomu nie wadzą, nikt nie ma do nich o nic pretensji czy roszczeń, gdy nie jest to zemsta i kara za jakieś ich zainicjowanie przemocy wobec kogokolwiek. Wtedy taką groźbą tych ludzi terroryzuję. Zgadzasz się, że taka sytuacja pasuje do definicji terroryzmu, czy nie? |
|
|
spike Jestem zaskoczony, że kolega nie zna tej podstawowej zasady, nie spoufalania się z pracownikami, ja tą zasadę stosowałem, a jak już kogoś bliżej poznałem, albo już znałem, to uprzedzałem, że w pracy o znajomościach zapominamy. Kiedyś miałem taką sytuację, że współpracowałem ze znajomym starszym ode mnie, "góra" coś tam sobie ubzdurała i kazała wykonać, starszy, doświadczony, stwierdził, że szkoda czasu, zapomną o tym co miało już miejsce, więc polecenie nie zostało wykonane, wtedy się pomylił, szef pamiętał, przypomniał się, trzeba było ratować się wykrętami, że coś było ważniejsze itp. nie było czasu, niesmak pozostał, następnym razem starszego nie słuchałem, potem na tym skorzystałem ja i znajomy starszy. |
|
|
mjk1 Myślę, że doszliśmy do momentu, w którym nie różnimy się już argumentami, tylko definicjami. Pan nazywa każdą formę prawnego przymusu terroryzmem. Ja uważam, że to zbyt daleko idące uproszczenie. Gdyby przyjąć taki sposób rozumowania, terrorystą byłby również sędzia wydający wyrok, policjant zatrzymujący przestępcę czy rodzic zmuszający dziecko do nauki. Państwo może nadużywać swojej władzy. Historia zna wiele takich przykładów, ale z tego nie wynika, że samo istnienie państwa jest moralnie równoważne z działalnością organizacji terrorystycznej.Dlatego pozostanę przy swoim stanowisku. Wolność jest wartością fundamentalną, ale równie ważne są odpowiedzialność, wspólne reguły i instytucje, które chronią ludzi również przed silniejszymi od nich.Myślę, że nasze stanowiska są już na tyle jasno przedstawione, że czytelnicy sami wyrobią sobie zdanie. |
|
|
mjk1 To bardzo ciekawa obserwacja Mado, bo sam również wielokrotnie zwracałem uwagę na tę różnicę kulturową. U nas bardzo często relacje prywatne przenikają do życia zawodowego. Z jednej strony buduje to serdeczność, ale z drugiej utrudnia obiektywną ocenę pracy, egzekwowanie odpowiedzialności czy zwykłe powiedzenie komuś: „tu popełniłeś błąd”. W wielu krajach zachodnich wyraźniej oddziela się życie prywatne od zawodowego. Nie oznacza to braku życzliwości, ale większy profesjonalizm. Nikt nie obraża się za rzeczową krytykę, bo dotyczy ona wykonanej pracy, a nie osoby. Podobnie jest z zatrudnianiem. W Polsce dość często próbuje się „załatwić” pracę komuś z rodziny czy znajomych. Na Zachodzie jest to zazwyczaj źle widziane właśnie dlatego, że rodzi podejrzenie konfliktu interesów i podważa zaufanie do instytucji. Myślę, że nie chodzi o kopiowanie wszystkiego z Zachodu, ale akurat większe oddzielenie relacji prywatnych od zawodowych mogłoby nam wszystkim wyjść na dobre. Ułatwiłoby budowanie kultury odpowiedzialności, a nie wzajemnego krycia się. |
|
|
mjk1 Droga Sake. Jeśli jakiś wątek Cię nudzi, nie interesuje albo wydaje się zbyt trudny, czy abstrakcyjny, to oczywiście masz pełne prawo go pominąć. Nie każda dyskusja musi zainteresować wszystkich. Natomiast sprowadzanie merytorycznej wymiany argumentów do uszczypliwości niewiele wnosi do rozmowy. Wręcz przeciwnie - może sprawiać wrażenie, że zamiast odnieść się do treści, której się nie rozumie koniecznie trzeba ją wyśmiać. A przecież dużo ciekawsze byłoby pokazanie, w którym miejscu się mylimy. Z tego wszyscy moglibyśmy coś wynieść. Ironia nie zastąpi argumentów niestety. |
|
|
mjk1 Myślę Spike, że niezależnie od historycznych przykładów zgadzamy się przynajmniej w jednym: państwo powinno przede wszystkim opierać się na prawie i ludziach, którzy to prawo uczciwie stosują. Bez tego ani wolny rynek, ani rozbudowane państwo nie będą dobrze funkcjonować.Zwróciłeś też uwagę na pewną niespójność, którą i ja dostrzegam. Trudno jednocześnie twierdzić, że państwo jest z natury wyłącznie opresją i jednocześnie oczekiwać, że będzie skutecznie chroniło obywateli, egzekwowało prawo, gwarantowało bezpieczeństwo czy własność. Moim zdaniem problem nie polega na samym istnieniu państwa, lecz na jakości państwa. Między państwem wszechwładnym a państwem praktycznie nieistniejącym istnieje bardzo szeroka przestrzeń, w której można budować silne instytucje, ograniczać nadużycia i jednocześnie pozostawiać ludziom jak najwięcej wolności.I właśnie o tej przestrzeni próbuję pisać. |
|
|
mada Kilka dni temu na NB był wpis polskiego lekarza, który przez lata pracowaał w Danii.Co mnie uderzyło.Tam po pracy lekarze się nie spotykają. Nie ma "zaprzyjaźniania" się. Pierwszą myślą było, że to niesympatyczne.Po zastanowieniu - to jest bardzo dobre.Bo zwrócić uwagę, czy zarzucić kumplowi, przyjacielowi coś jest bardzo trudno, ale komuś kto mi jest obojętny? Błędów takiego nie będę krył, bo po co mam się narażac dla kogoś obcego.Przyjaźń w pracy nie zawsze jest pożyteczna.. |
|
|
sake2020 @spike ....Nie zasnął pan jeszcze podczas tej frapującej ,,dyskusji''? |
|
|
spike Szanowny, odpowiedź, albo podpowiedź jak powinno działać państwo, dostałeś dwie, pierwsza była od @mada, druga przez przykład, dałem ja w przykładzie sułtana Sulejmana, najważniejsze jest prawo, które powinno spełniać głoszoną przez sędziów przysięgę, a potem sami sędziowie, wydumany problem ingerencji prawa w gospodarkę, może dawać taki osobnik, który z całą powagą twierdzi, że "niewolnictwo się skończyło, bo było nieopłacalne", by potem bredzić, że państwo robi z ludzi niewolników, można zapytać, dlaczego w tym wypadku jednak to się opłaca, pomija fakt, że zniewalają ludzi libertyńscy kapitaliści, głoszący hasła o wolności do wszystkiego, efekty widzimy po tym patologicznym rządzie, nieład, bezprawie, korupcja, złodziejstwo, nie pomijając z przeszłości krwi smoleńskiej, licznych "samobójstw", etc. PS. Nie zastanawia ciebie ta plaga pożarów lasów, wszelkich fabryk na terenie całej Polski? |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Ja uważam, że człowiek jest zdolny zarówno do dobra, jak i do nadużyć, dlatego potrzebuje jednocześnie wolności i pewnych wspólnych reguł. Jednak nie byle jakich reguł, ale takich, które muszą być zgodnie z moralnością. Państwo, czyli terrorysta, jest zaprzeczeniem tego, bo siłą odbiera wolność, oraz siłą narzuca bzdurne, szkodliwe, destrukcyjne reguły niezgodne z moralnością. Przykład haraczu zwanym podatkiem jest tu najbardziej spektakularny — to reguła łamiąca przykazanie "nie kradnij" z Dekalogu. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Państwo jest z definicji formą zorganizowanego terroru, a podatki są moralnie równoważne haraczowi. To nie jest pogląd, założenie czy interpretacja, ale fakt wynikający wprost z definicji tych słów.Każde państwo idealnie spełnia definicję terroryzmu, bo działania władz państwowych są to planowane i zorganizowane akcje, których celem jest wymuszenie od mieszkańców danego terenu określonych zachowań i świadczeń. Działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku przed władzą polityczną.Oto słownikowa definicja z Wikipedii: "Terroryzm (z gr. τρέω, treo, „drżenie, obawa” oraz łac. terror, -oris „strach, trwoga, przerażenie”) – ogół agresywnych działań przestępczych nastawionych na rozgłos i wytworzenie lęku, mających na celu wymuszenie na władzy lub społeczeństwie określonych ustępstw lub świadczeń."Celem państwa jest wymuszenie od społeczeństwa danego kraju haraczu, który państwo nazywa podatkiem, co narusza majątek mieszkańców tego kraju, a działania te są bezwzględnie egzekwowane przy użyciu groźby zastosowania przemocy, zwanej prawem, w warunkach rozgłosu tych gróźb i wytworzenia powszechnego lęku w społeczności, któremu grożą kary grzywny bądź więzienia.Podatki to klasyczny terroryzm, w pełni zgodny z definicją tego słowa. To pobranie opłaty pod groźbą kary za usługi, których się nie zamawiało, bez możliwości zrezygnowania z nich. Czy chcę, czy nie, czy mi to odpowiada, czy nie, muszę zapłacić, bo jak nie, to grozi mi kara, a jak jej nie zapłacę, to grozi mi więzienie, do którego zostanę wtrącony przy użyciu siły, poprzez zainicjowanie wobec mnie aktu przemocy.Państwo zbierając podatki, stosuje przemoc wobec ludzi, którzy nie robią niczego złego, którzy z nikim nie mają konfliktu, którzy nikomu nie wadzą i nikt nie ma do nich o nic pretensji czy roszczeń. Więc jest to terroryzm w czystej postaci. To nie jest ani zemsta, ani kara. To ograbienie człowieka całkowicie niewinnego.To, że nazwiesz grabież podatkiem, nie zmienia niemoralnego charakteru tego procederu.Więc to, że państwo to terrorysta nie podlega dyskusji, bo to oczywista oczywistość wprost wynikająca z definicji. Dyskutować można tylko o tym, że terror jest ewentualnie niezbędny, konieczny, optymalny, korzystny etc., ale że jest niemoralny to oczywiste. |