Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kto jest najważniejszy w państwie?
Data Autor
Romuald
Zrozumienie mechanizmów ekonomii i gospodarki, przynajmniej z mojej perspektywy, wcale nie jest takie proste, o ile łatwo to rozumieć w swojej własnej mikroskali to o tyle przełożenie tej wiedzy na funkcjonowanie państwa nie jest takie proste, choć przy pewnym wysiłku i chęciach jak najbardziej możliwe. Proszę wziąć pod uwagę, że poziom wykształcenia spada, czego mam pełną świadomość po swoich studiach - przynajmniej jeśli chodzi o humanistów - zapewne spadek ten jest znacznie mniejszy w naukach ścisłych i na pewno nie dotyczy wszystkich - choć rozróżnienie wykształcenia i wiedzy faktycznie godzi w samych obecnie wykształconych, podstawy analizy i logiki powinny być obecne w ramach każdego kierunku. Co nie zmienia faktu, że będąc specjalistą w swojej dziedzinie można całkowicie nie rozumieć innej.Zgadzam się także z tym, że da się przekazać taką wiedzę, i to nie powinno być problemem że Pańskie teksty są długie - pomimo tego są językowo przystępne, tu faktycznie istotnym jest, żeby było komu je przekazać czy zainteresować tematem i nawet jeśli początkowo może to sprawiać problemy. Na pewno taka edukacja jest dobra, choć stawiał bym na to by taką wiedzę początkowo kształtował dom rodzinny, a także świadomość: obywatelską, klasową, pracowniczą - używam języka Marksa dlatego że inne formuły nie przychodzą mi na myśl - zresztą nawet teraz tak jest, bowiem każdy wyborca ma taką świadomość i wedle niej dokonuje wyborów a skutki odczuwają wszyscy.Przykład małego zakładu znam od wewnątrz i był jedną z pierwszych szeroko pojętych lekcji ekonomii, gospodarki i polityki. Rzeczony zakład nie istnieje od ponad 15 lat, przykład z pensją minimalną był przełożeniem jak by mogło to wyglądać teraz gdyby wciąż istniał. Przy rosnących cenach surowców i naciskach odbiorców na obniżanie cen a także doskonale rozwijającej się chińskiej gospodarce - stad też moje zainteresowanie chinami - małe druciane AGD które tam wykonywaliśmy musiało by być obecnie drogim ekskluzywnym towarem dla nielicznych, wobec konkurencji z azji nie było to możliwe, pierwotnie były to wyroby dostępne dla każdego za przyzwoite pieniądze.Stąd też mam podobne podejście, choć nie tak dogłębne, że rynek i państwo są połączone i nie da się postrzegać rozdzielnie - (tu chińska gospodarka jest dobrym przykładem, od co najmniej 2005 roku agresywnie wprowadzająca swoje towary na rynki europejskie z dumpingowymi cenami) i wypadłoby by rządzący mieli to na uwadze podejmując decyzje, których skutki odczuwają konkretni ludzie, czasem odczuwają je drastycznie. Wyborcy obyci z taką wiedzą mogli by być przynajmniej mniej rozczarowani, choć proszę wziąć pod uwagę że wybór mamy ograniczony, a rządzący także podlegają różnorakim naciskom.Tym nie mniej, pomimo węższej perspektywy i mniejszego horyzontu, nawet nie tyle zgadzam się z Pańskim podejściem (bo zgadzam się w pełni) do sprawy, co mam takie samo podejście: świadomość! Czytanie programów i zadawanie niewygodnych pytań, choć czasem bywa tak że coś może zaskoczyć jak np likwidacja trzeciego progu podatkowego i tłumaczenie czemu tak musi być - (swoją drogą bardzo nieudolne tłumaczenie). Z mojej perspektywy nie znajduję niczego niejasnego, jak wspomniałem temat jest obszerny i trudny, ale językowo przystępny i zrozumiały, choć proszę wziąć pod uwagę, że dla laika posiadanie wątpliwości wobec rzeczonego tematu nie jest sprawą łatwą, mogło by świadczyć nawet o wyjściu poza poziom laika.
spike
Pewien znany mądrala powiedział że " jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić, znaczy że sam tego nie rozumiesz", to test obnażający każdego, który zarzuca innym niewiedzę, albo jak nijaki @świrderski głupotę z naciskiem na chamstwo, że ktokolwiek miał czelność mieć inne zdanie, a już szczególnie bezczelnie je wyrażać, co jest wyjątkowo bezczelne i chamskie! Cham zawsze wszystkich wyzywa od chamów, w psychologii to się nazywa projekcją, @mjk nie jest lepszy :)))))
sake2020
@mkj1....Ciekawe dlaczego tak ważne tematy bieżace są tak niechętnie poruszane przez internautów na NB? Wczoraj zbagatelizowano wpis niemieckich pismaków żądających od Tuska łamania KOnstytucji, nawet nie widzę słowa uświadomienia oprócz nudnego w treści wpisu pana @mkj . Przecież aż się prosi informacja jak funkcjonuje państwo chylące się do utraty suwerenności. Wczoraj Kietrz gdzie tajnie jakiemuś niemieckiemu konsulowi obiecano bez wiedzy UM dobrze pracującą firmę? Czy ta niemiecka bezwstydna osoba chce bez polskej wiedzy położyć brudne łapska  na największej polskiej firmie?Co z kopalnią Solino którą chcemy przypuszczalnie też niemcom ,,ofiarować'' żeby mieli u siebie czysto a my będziemy żyć na śmieciach?Dopiero co skończyły się boje o Gietrzwałd,a już chciwe łapy wypychają się do nas.Z przypuszczalnych złóż ropy też nie nie będzie ,bo już się zaczęły lamenty o środowiska zwierząt i ptaków które zapewne znikną jak tylko złoża dostaną się w niemieckie łapy.A my piszemy,piszemy,piszemy o wszystkim tylko nie o tym co trzeba. 
mjk1
Dziękuję za ten komentarz Panie Romualdzie. Wreszcie ktoś nie próbuje rozstrzygnąć całego problemu jednym hasłem, tylko rzeczywiście próbuje wejść w jego istotę. I chyba właśnie dlatego pański komentarz jest dla mnie znacznie ciekawszy niż większość pozostałych głosów w tej dyskusji.Ma Pan rację w jednej zasadniczej sprawie: temat, który poruszyłem, rzeczywiście nie jest prostym poradnikiem na kogo głosować. To jest problem znacznie głębszy, jak sprawić, żeby człowiek dokonujący wyboru politycznego rozumiał przynajmniej podstawowe mechanizmy państwa i gospodarki. Tylko że właśnie tutaj pojawia się moje pytanie: dlaczego coś, co powinno być podstawową wiedzą obywatelską, stało się dzisiaj dwu-semestralnym seminarium? Przecież ja nie piszę o rachunku tensorowym ani fizyce kwantowej. Pytam o rzeczy, które człowiek powinien rozumieć, zanim zacznie świadomie wybierać ludzi mających zarządzać państwem. I tu chyba dochodzimy do znacznie poważniejszego problemu niż brak programu któregoś polityka.Każdym krajem w jakimś sensie kieruje jego inteligencja - rozumiana nie jako dyplom, lecz jako grupa ludzi zdolnych rozumieć rzeczywistość, wyciągać wnioski i przewidywać skutki decyzji. Jeżeli natomiast za inteligencję zaczynamy uważać każdego, kto ma wyższe wykształcenie, niezależnie od tego, czy potrafi logicznie analizować rzeczywistość, to później dostajemy właśnie sytuację, w której podstawowe problemy gospodarcze stają się akademicką dyskusją, a proste pytania o pieniądz, kredyt, produkcję i popyt zaczynają wyglądać jak Himalaje wiedzy. Co ciekawe, większość ludzi wypowiadających się w tej dyskusji ma zapewne więcej formalnego wykształcenia niż przeciętny obywatel a jednak sam fakt ukończenia szkoły czy uczelni nie gwarantuje przecież umiejętności rozumowania. I dlatego nie zgadzam się do końca z pańskim stwierdzeniem, że tego społeczeństwu nie da się przekazać. Da się. Tylko najpierw trzeba mieć komu przekazywać i trzeba jeszcze chcieć słuchać. Jeżeli człowiek z wyższym wykształceniem twierdzi, że podstawowe mechanizmy gospodarcze są dla niego uczonymi teoriami, których przeciętny Polak nie może zrozumieć, to chyba mamy problem nie z trudnością tych mechanizmów, ale z jakością naszej edukacji. I właśnie dlatego uważam, że edukacja obywatelska i ekonomiczna nie jest dodatkiem do demokracji. Jest jej warunkiem.Bardzo trafnie wskazał Pan problem małego zakładu. Oczywiście mała firma może przez pewien czas funkcjonować w lokalnej niszy, gdzie liczy się bliskość klienta, specjalizacja czy elastyczność. Jednak przy wielu rodzajach produkcji mały zakład z czasem przegrywa z większym przedsiębiorstwem kosztami zakupu materiałów, energii, transportu, maszyn, organizacji produkcji czy dostępu do kapitału. Płaca minimalna ten problem może jeszcze uwidocznić. Jeżeli przedsiębiorstwo płaci pracownikowi 7000 zł netto, a ma ponosić jeszcze wszystkie koszty pracodawcy, to nie może po prostu powiedzieć: od jutra płacimy 8000 i nic się nie zmieni. Ma zasadniczo kilka możliwości: podnieść cenę, zmniejszyć marżę, zwiększyć wydajność, ograniczyć zatrudnienie albo zrezygnować z części produkcji. I tu pojawia się problem, który od dawna próbuję pokazywać w swoich wpisach. Pracownicy przedsiębiorstwa nie są w stanie za swoje wynagrodzenia wykupić całej produkcji, którą wytworzyli. To nie jest szczegół techniczny. To jest jeden z podstawowych problemów w mechanizmie kapitalistycznej gospodarki. Jeżeli wynagrodzenia całej pracującej części społeczeństwa nie wystarczają do zakupienia całej produkcji, to powstaje pytanie: kto ma tę pozostałą produkcję kupić? Oczywiście część popytu pochodzi od przedsiębiorstw, państwa, inwestycji, kredytu, eksportu itd. I właśnie tymi mechanizmami gospodarka próbuje tę lukę wypełniać, ale sama produkcja nie rozwiązuje automatycznie problemu zbytu. Możemy zwiększyć wydajność, wyprodukować więcej i taniej, możemy nawet podnieść płace. Tylko że jeżeli podniesienie płac zostanie w całości przerzucone na ceny, część dodatkowej siły nabywczej zostanie skonsumowana przez wzrost cen. Dlatego od lat powtarzam, że problemem nie jest samo produkować więcej. Trzeba jeszcze stworzyć mechanizm finansowania i popytu, który pozwoli tę dodatkową produkcję sprzedać bez niszczenia przedsiębiorstwa inflacją albo zadłużeniem. I tutaj właśnie zaczyna się mój spór z częścią moich polemistów. Nie uważam, że wystarczy powiedzieć: „rynek to załatwi”. Rynek jest mechanizmem wymiany. Nie jest jednak magiczną fabryką dodatkowej siły nabywczej. I teraz  wracamy do tego, od czego zacząłem Właśnie dlatego interesują mnie Niemcy po 1933 roku, później inne przykłady historyczne, a dzisiaj również rozwiązania stosowane przez wielkie państwa azjatyckie czy propozycje Nawrockiego i Glapińskiego. Nie dlatego, że chcę kopiować III Rzeszę, Chiny czy kogokolwiek innego. Interesuje mnie mechanizm. Jeżeli państwo potrafi stworzyć dodatkowe finansowanie i skierować je w taki sposób, żeby uruchomić inwestycje zwiększające realne możliwości produkcyjne, to warto zbadać, jak to działa. Jeżeli robi to źle - mamy inflację, marnotrawstwo i zadłużenie. Jeżeli robi to dobrze - możemy dostać dodatkową produkcję, miejsca pracy i wzrost dochodów. Dlatego nie wystarcza mi ani „wolny rynek wszystko załatwi”, ani „państwo wszystko załatwi”. Pytam: kto tworzy pieniądz, kto otrzymuje kredyt, na co jest przeznaczany, co dzięki niemu powstaje i kto później kupi tę produkcję? To są pytania, które powinien rozumieć nie profesor ekonomii, lecz świadomy wyborca.I tu wracamy do Pańskiego pierwszego spostrzeżenia. Napisał Pan, że dotarcie z tym wszystkim do społeczeństwa jest trudne, a może nawet niemożliwe. Obawiam się, że ma Pan sporo racji. Mamy jednak dwa wyjścia. Albo uznamy, że przeciętny obywatel tego nigdy nie zrozumie, więc pozostaje mu wybierać tych, którzy najładniej mówią. Albo uznamy, że trzeba jednak próbować tłumaczyć. Ja wybieram to drugie. Stąd właśnie moje „przenudne elaboraty”. Nie mam ambicji zostać geniuszem, który naprawi polską gospodarkę. Chcę tylko, żeby człowiek, który ma później wybrać tego geniusza, wiedział, o co go zapytać.Jeżeli widzi Pan w moim rozumowaniu jakieś miejsce, którego nie wyjaśniłem dostatecznie jasno, proszę wskazać konkretnie które. Chętnie zrobię z tego osobny wpis i spróbuję przedstawić rzecz jeszcze prościej.Nie potrzebujemy dwu-semestralnego seminarium. Wystarczy zacząć od tego, żebyśmy wszyscy przestali uważać podstawowe pytania za zbyt trudne.
sake2020
@mjk1....Kolejny kawałek gniota dla ,,uświadomienia'' słabo rozumującego społeczeństwa. Dlaczego tak słabo,bo panowie nie chcą zrozumieć,że dla przeciętnego POlaka nie liczy się przekaz zrozumiały dla każdego a nie akademickie bicie piany.Kogo może obchodzić imperva pana Grzegorza czy jego rozważania uczone i kompletnie niezrozumiałe,dodatkowo poparte źródłami. Kogo może obchodzić spoglądanie ,,chlodnym okiem ''pana @mkj1kiedy i bez pana wiemy niestety co to jest rezim i jakie są jego skutki łacznie z łamaniem KOnstytucji.A to niestety wyborca  już dobrze wie i bez pana. Edukacja wyborcy nie jest więc warunkiem więc nie ma mowy o pięknych ale banalnych słowach o właścicielstwie państwa.Co pan uzyskał w ,,cyklu ''swoich nic nie dających ,,wykładach''? Nie wszyscy jesteśmy absolwentami uczelni ekonomicznych i do nas nie docierają uczone słowa. Za mało edukacji obywatelskiej to czemu jej pan nie poprowadzi? Rozmywa pan tylko temat nadmiarem ględzenia z którego nic nie wynika.Obraża zaś pan pan @Grzegorz wyzywajac wszystkich jako idiotów.To chyba najgorsza droga do prawienia morałów.
spike
"Kto jest najważniejszy w państwie?"Najważniejszy jest nie polityk, lecz człowiek przy urnie."brakuje mi historycznego wykrzyknika Eureka !
Ijontichy
 W sam raz adekwatna odpowiedź dla tego trolla...
Romuald
Porusza Pan żywotne kwestie - i to nie jest zarzut - z perspektywy co najmniej dyrektora dużego przedsiębiorstwa lub akademika, a dotarcie z tymi informacjami do ogółu społeczeństwa - wyborców, jest trudne lub wręcz niemożliwe, co z resztą wynika z treści samego wpisu. Poza medialnymi zabiegami mającymi na celu spowodowanie sympatii lub antypatii, są jeszcze różni lobbyści, niekoniecznie popierający swoje potrzeby finansowymi gratyfikacjami. Do tego dochodzą rozbieżne potrzeby różnych grup społecznych, które zmieniają optykę na kogo i po co się głosuje.Podam taki przykład, za którymi Pan nie przepada bo faktycznie rozmywają dyskusję, choć z drugiej strony przedstawiają problem, niech będzie tu: ekonomiczny - płaca minimalna - na barkach pracowników wykonujących obowiązki pomocnicze (nie wykwalifikowanych) stoi praktycznie w jakimś stopniu każda branża, podstawowe koszty utrzymania (M2 w bloku, trzy posiłki) teoretycznie są takie same dla pomocnika ślusarza i dyrektora, każdy za swoją pracę powinien móc żyć godnie, i dla pracowników etatowych pensja minimalna ma sens, duże firmy poradzą sobie z tym bez problemu natomiast mały zakład (do 5 pracowników) już nie koniecznie. Znam od wewnątrz taki zakład i gdyby istniał dziś, przy obecnej gospodarce utrzymanie nawet trzech wykwalifikowanych "zgrzewaczy" z pensją 7000 netto nie było by możliwe. Niestety podnoszenie pensji minimalnej ma też swoje negatywne skutki dla przedsiębiorców, którzy nie zawsze dadzą radę zapewnić oczekiwane pensje za wykonaną pracę. Poza elektoratem, który nie patrzy na gospodarkę z horyzontem na dwadzieścia lat do przodu, są wspomniane różne grupy z rozbieżnymi interesami. A partie polityczne potrzebują wyborców by móc rządzić, i owszem niektóre realizują swoje obietnice, choć nie da się dogodzić wszystkim. Do tego ważna jest, może źle się kojarząca ale nie znajduję innego właściwego słowa "świadomość klasowa" wiedza kim jestem i co chce osiągnąć oraz to co kto zechce nie tyle dla mnie zrobić co raczej co mi umożliwi albo w czym nie będzie przeszkadzał. Żeby nie było sam bywam robotnikiem niewykwalifikowanym i niejeden pracownik na linii montażowej ma lepiej poukładany rozum niż wykształcony pracownik korporacji.A cały poruszony temat bardziej pasował by na dwu semestralne seminarium niż program dla szkół, choć to bardzo ważny i radykalnie wpływający na życie problem.
NASZ_HENRY
Najważniejszy jest ten co liczy głosy - Stalin tak mawiał ;-) Mem ilustracyjny już do Ciebie leci 😉😡⚫️ ........................................................ monitorpostepu.pl
Do wpisu: Pytania, na które nikt nie chciał odpowiedzieć.
Data Autor
Alina@Warszawa
Człowieku! Ty sobie nawet nie zdajesz sprawy z własnego ograniczenia i chorób typu natręctwo pisania na NB.....
mjk1
Jeżeli wszyscy od Brauna mają tak fantastycznie ograniczone horyzonty to nie wiem komu współczuć Braunowi, czy jego wyborcom. Według Ciebie logika jest taka: jeżeli nie mam możliwości samodzielnie wprowadzić jakiegoś rozwiązania w życie, to nie mam prawa o nim pisać? To po co w ogóle istnieją gazety, książki, blogi, debaty, komentarze i wybory? Przecież większość ludzi piszących, komentujących i głosujących nie ma możliwości samodzielnego wprowadzenia żadnego systemu gospodarczego. Ty również. Może właśnie po to piszemy, żeby ludzie, którzy mają możliwość podejmowania decyzji, musieli się z tymi pomysłami zmierzyć, a przede wszystkim żeby wyborcy potrafili ich o te pomysły zapytać?Twój argument jest mniej więcej taki: „Nie jesteś ministrem finansów, więc nie wolno Ci analizować finansów państwa”. Idąc dalej: „Nie jesteś lekarzem, więc nie wolno Ci rozmawiać o zdrowiu”; „nie jesteś generałem, więc nie wolno Ci dyskutować o wojsku”; „nie jesteś prezydentem, więc nie wolno Ci oceniać polityków”. Genialny sposób na rozwiązanie problemu wiedzy: najpierw odebrać ludziom prawo do myślenia, a potem ogłosić, że niczego nie rozumieją. Wszyscy od Brauna Tak mają?A moje „przenudne elaboraty”, jak je określasz, mają jeden bardzo konkretny cel: próbuję pokazać czytelnikowi mechanizmy, których nie widać w politycznych hasłach, bo właśnie z takich dyskusji może się kiedyś wyłonić człowiek, który będzie miał możliwość coś zmienić.I tu przechodzimy do mojego kolejnego wpisu. Najważniejszym człowiekiem w państwie demokratycznym jest wyborca. Nie dlatego, że osobiście może zbudować elektrownię, zmienić system podatkowy czy stworzyć pieniądz. Tylko dlatego, że może wybrać człowieka, który będzie to robił. Tyle że żeby wybrać dobrze, trzeba najpierw wiedzieć czego właściwie się chce i czym różni się program od hasła. Jeżeli natomiast uważasz, że wyborca nie powinien się tym zajmować, bo przecież sam niczego nie może zrealizować, to pozostaje już tylko jedna metoda wyboru: „Ten mówi fajnie, tamten wygląda dobrze, a ten ma właściwe hasła - głosujemy”. I wtedy rzeczywiście moje pisanie jest zupełnie niepotrzebne. Wystarczy sekta, lider, megafon albo gaśnica Ja jednak naiwnie pozostanę przy staromodnym przekonaniu, że wyborca powinien coś rozumieć, zanim wrzuci kartę do urny.
Alina@Warszawa
@mjk1 Czy masz jakieś możliwości zrealizowania mądrości, o których piszesz przenudne elaboraty? Nie masz! Więc Twoje pisanie jest jeszcze bardziej bezsensowne! Tylko zamula NB....
mjk1
Oczywiście Alinko, że każda teoria ma swojego autora. Keynes miał Keynesa, Hayek miał Hayeka, Grabski miał Grabskiego itd. Tylko co z tego wynika? Czy z faktu, że teorię stworzył człowiek, wynika, że mamy przestać ją analizować i czekać na następnego geniusza? Ja przecież nie twierdzę, że Grabskiego czy Keynesa należy zatrudnić dzisiaj w Polsce. Twierdzę coś znacznie prostszego: warto wiedzieć, co wymyślili, co z tego zastosowano w praktyce i jakie były skutki. Dopiero wtedy można próbować budować rozwiązania odpowiadające polskim warunkom.Ty natomiast mówisz: potrzebny jest geniusz, który dostosuje polską ekonomię do naszej specyfiki.I właśnie z tego się śmiałem, bo jeżeli rzeczywiście czekamy na takiego geniusza, to po co wyborca ma się czegokolwiek uczyć? Po co analizować programy? Po co pytać polityka, skąd weźmie pieniądze i co konkretnie chce zrobić? Wystarczy rozpoznać geniusza, najlepiej po właściwych hasłach, i już. Tylko że wtedy mamy nie świadomego wyborcę, ale wyznawcę geniusza. Ja właśnie próbuję przekonywać do czegoś odwrotnego: żeby wyborca nie musiał wierzyć ani Keynesowi, ani Hayekowi, ani Grabskiemu, ani Braunowi, ani mnie. Żeby potrafił sam zapytać: co proponujesz, jak chcesz to zrobić, ile to będzie kosztowało i jakie będą skutki?Dlatego naprawdę nie widzę bezsensu mojego wpisu. Widzę natomiast pewien zabawny paradoks w Twojej odpowiedzi: zarzucasz mi, że wierzę w teorie wielkich ludzi, podczas gdy sama przed chwilą napisałaś, że Polsce potrzebny jest geniusz. Ja wolę jednak wiedzę od geniusza i program od hasła. Z geniuszami różnie bywa - zwłaszcza kiedy sami wyborcy przestają zadawać im pytania.
Alina@Warszawa
@mjk1 - te teorie, które tak studiujesz i polecasz, to niby powstały samoistnie, czy przy każdej jest nazwisko konkretnego człowieka, mniejszego lub większego geniusza? Widzisz jak bezsensowny jest Twój wpis? Chyba nie widzisz ....
mjk1
Pierwszą część Twojego komentarza rozumiem Alino. Rzeczywiście, między teorią ekonomiczną a jej zastosowaniem jest ogromna różnica. Historia Polski po 1918 roku jest zresztą świetnym przykładem, że trzeba umieć dostosować rozwiązania do konkretnej sytuacji, a nie bezmyślnie kopiować cudze recepty.Jednak drugi akapit jest już naprawdę rozbrajający. „Nie ma szans na żadne zmiany w systemie ekonomicznym w Polsce, potrzebny jest geniusz, który dostosuje polską ekonomię do polskiej specyfiki”. No to po co w ogóle czytać Keynesa, Hayeka, Grabskiego czy kogokolwiek innego? Po co poznawać historię? Po co analizować, co działało, a co nie działało? Najlepiej chyba usiąść wygodnie i czekać na geniusza. Jak się pojawi, to zapewne sam wszystko wyjaśni, napisze program, uchwali ustawy i jeszcze poinformuje nas, na kogo głosować. To jest właśnie ta cudowna filozofia polityczna: nie trzeba wiedzieć, jak działa państwo, wystarczy wiedzieć, komu wierzyć. Dostajemy receptę w rodzaju: „teorie są dobre, ale i tak nic się nie da zrobić, potrzebny jest geniusz”. To nie jest pogląd ekonomiczny. To jest raczej polityczna wersja oczekiwania na cudotwórcę.Co więcej, szczególnie zabawnie brzmi to w ustach osoby popierającej Brauna. Tam przecież często wystarcza już samo hasło: „zlikwidować”, „wyrzucić”, „odrzucić”, „Polska ma być wolna”. A gdy człowiek zapyta: dobrze, ale co konkretnie w poniedziałek rano, jak to sfinansować, kto to zrobi, jakie będą skutki i co zrobimy, jeśli pierwsze rozwiązanie nie zadziała? - nagle pojawia się problem. Hasło jest proste. Program już trochę mniej.Dlatego właśnie uważam, że trzeba ludziom tłumaczyć ekonomię, historię i mechanizmy działania państwa. Nie po to, żeby wszyscy zostali Keynesami, Austriakami czy Grabskimi. Po to, żeby wyborca potrafił odróżnić program od hasła, rozwiązanie od życzenia, a polityka od politycznego kaznodziejstwa. Jeśli mamy czekać na geniusza, zamiast próbować rozumieć własne państwo, to właściwie edukacja ekonomiczna rzeczywiście staje się zbędna. Wystarczy wtedy znaleźć odpowiedniego geniusza a najlepiej takiego, który mówi dokładnie to, co już wcześniej chcieliśmy usłyszeć. Braun faktycznie jest w tym bezkonkurencyjny.
mjk1
Dziękuję za ten komentarz i za docenienie tej dyskusji. Właśnie takich głosów chciałbym tutaj więcej i niekoniecznie zgodnych ze mną, ale próbujących rozmawiać o mechanizmach, a nie tylko o etykietkach.Przy okazji jednak muszę sprostować jedno: nie jestem keynesistą. Nie próbuję też udowadniać wyższości Keynesa nad austriacką szkołą ekonomii. Szukam po prostu w historii przykładów pokazujących, co rzeczywiście pozwala państwu szybko i w miarę stabilnie rozwijać gospodarkę. Jeżeli przyglądam się różnym okresom i okazuje się, że w momentach przełomowych istotną rolę odgrywało finansowanie lub interwencja państwa, a nie rozwiązania proponowane przez szkołę austriacką, to trudno mi udawać, że tego nie widzę. To nie moja wina, że historia czasami psuje eleganckie teorie. Właśnie przed chwilą rozwinąłem ten temat w nowym wpisie, który już umieściłem na NB. Poszedłem tam krok dalej - od sporu o konkretne szkoły ekonomiczne do pytania znacznie ważniejszego: czego właściwie potrzebuje państwo, żeby zapewnić swoim obywatelom trwały rozwój i jak powinniśmy oceniać polityków, którzy taki rozwój obiecują. A pańskie zastrzeżenie, że własnych poglądów nie można w pełni przypisać ani Keynesowi, ani Austriakom, uważam za bardzo zdrowe podejście. Ekonomia nie jest przecież konkursem, w którym trzeba koniecznie zapisać się do jednej drużyny. Czekam więc na Pański tekst, kiedy już czas i zdrowie pozwolą.Serdecznie pozdrawiam.
Alina@Warszawa
Te wszystkie ekonomiczne pomysły można sobie analizować, ale kiedy przychodzi do realnego stosowania, zawsze im coś brakuje. Nasi przodkowie w 1918 roku mieli nie lada zadanie, którego pewnie nie przewidywały teorie ekonomistów. Musieli scalić 3 różne systemy ekonomiczne, 3 różne waluty jakie pozostały po zaborcach. I to zrobił Stanisław Grabski i jego współpracownicy. Nie wiem czy warto tracić czas i życie na różnych Keynesów i innych cwaniaków, kiedy nie ma szans na żadne zmiany w systemie ekonomicznym w Polsce. Potrzeba geniusza, który dostosuje polską ekonomię do polskiej specyfiki i naszych potrzeb. Może warto przeanalizować co się działo w latach 90-tych, kiedy to Balcerowicz "tworzył" niby swoją reformę i jakie były jej skutki. Co ta jego reforma miała wspólnego z ekonomicznymi teoriami i dlaczego pojawiał się koło Balcerowicza amerykański "specjalista" Sachs? Kto i dlaczego dopuścił do takiej "prywatyzacji" jak wówczas była? I pytanie zasadnicze - czy da się w przyszłości cofnąć patologie jakie wówczas miały miejsce? Afera FOZZ była tu niedawno wspominana...
krzysztofjaw
mjk1 vs. GPSKeynesizm kontra (vs.) Austriacka Szkoła Ekonomii to spór fundamentalny wśród ekonomistów dotyczący postrzegania gospodarki jako całości, w tym zakresu roli państwa w gospodarce: ogólnie keynesiści chcą aktywnego państwa a "austriacy" jego minimum w gospodarce. Wreszcie doczekałem się naprawdę ciekawych merytorycznie tekstów i na takim poziomie wina toczyć się debata publiczna. Tyle tylko, że byłaby ona zrozumiana przez nieliczne grono odbiorców. Oczywiście najlepiej by było, aby wszyscy Polacy byli ekonomistami lub osobami chcącymi poznać mechanizmy ekonomiczne. Niestety tak nie jest a przecież takie podstawowe mechanizmy ekonomiczne powinny być nauczane jeszcze w szkole podstawowej. Nie wiem czy tak jest teraz, ale wiem, że przez lata mury szkolne opuszczały osoby, które nawet nie miały egzaminów z matematyki na maturze. Teraz też coraz bardziej zawęża się zakres i poziom nauczania, bo dostosowuje się go do poziomu "najniższego", co z kolei skutkuje "produkowaniem głąbów" a to z kolei prowadzi znów do obniżenia jakości nauczania. I mamy wtedy takich "cudacznych" profesorów, doktorów, którzy nigdy nie powinni nimi być. Także fajnie, że są takie teksty na NB, chociaż tu...Serdecznie pozdrawiam obu autorów i dodam tylko, że moich poglądów nie można sklasyfikować jako do końca keynesowskie ani do końca "austriackie", co w niedalekiej przyszłości opiszę (termin zależy to od mojego wolnego czasu i zdrowia)
sake2020
@mjk1...Chyba nie sądzi pan,że sobie wymyśliłam te wszystkie niemieckie teorie,a niemieckie szmatławce są ich przecież pełne.Nie obrażam Niemców tylko widzę jak przemysł niemieckiej pogardy nas dotyka.Nie można tak jak pan usprawiedliwiać działania obcych,tym bardziej że nie mamy z tymi ludźmi dobrych kontaktów od zawsze. Pan jak widać nie jest nawet zainteresowany choć wyraźnie napisałam kto jest autorem tego planu i tego zachowania też nie mogę zrozumieć. POdpisują się pod nim POlacy tacy jak skompromitowany Bodnar. Co można bowiem zrobić w obliczu podłych reakcji UE,nie pierwszej zresztą? Polska pożycza,Polska rozdaje, z Polską nie ma kłopotów bo się nie postawi . I nikt się pyta dlaczego pożycza,dlaczego nie protestuje i co dalej będzie.Pisze pan że trzeba tłumaczyć ludziom ,ale co ? Teksty o Hitlerze, a przecież Polacy to nie zbiór znawców ekonomii których wiedzę chce pan uzupelnić długim tekstem. Zupełnie niezrozumiała jest dla mnie pana polityka omijającego tematy ważne i znamienne dla danych zachowań i widzącego jedynie dobro innych.
mjk1
Zgadzam się, że pieniądz jest informacją Mazurze. Informuje między innymi o tym, kto ma siłę nabywczą, kto komu jest winien i jakie zasoby można uruchomić, ale powiedziałbym, że pieniądz jest nie tylko informacją, lecz także narzędziem organizowania realnych zasobów. „Faust II” rzeczywiście zawiera bardzo ciekawą refleksję nad pieniądzem i jego kreacją. Tyle że właśnie dlatego warto rozdzielić literacką metaforę od konkretnego mechanizmu gospodarczego, o którym pisałem.A z tymi historykami jako rządzącymi... może coś jest na rzeczy. Tylko ekonomiści też nie zawsze okazują się lepsi. 
mjk1
Nie bardzo rozumiem Spike, co właściwie odpowiadasz na mój komentarz. Ja pisałem przede wszystkim o mechanizmie finansowania gospodarki III Rzeszy po dojściu Hitlera do władzy, w szczególności o kredycie, emisji i MEFO. Ty natomiast wracasz do okoliczności dojścia Hitlera do władzy. To są dwie różne kwestie. Hiperinflacja z 1923 roku rzeczywiście była dla Niemców traumą, ale Hitler nie doszedł do władzy w wyniku tej hiperinflacji. W 1932 roku głównym problemem była już Wielka Depresja, ogromne bezrobocie i załamanie produkcji. Hitler został kanclerzem w styczniu 1933 roku. Z tym brazylijskim zbożem byłbym ostrożny. Jeżeli masz źródło pokazujące, że właśnie import miliona ton zboża z Brazylii był punktem zwrotnym prowadzącym do dojścia Hitlera do władzy, chętnie je zobaczę. To dość konkretna teza i warto ją poprzeć źródłem, zamiast budować na niej analogię do dzisiejszej Polski.Natomiast z ostatnią uwagą częściowo się zgadzam: długotrwały kryzys gospodarczy, poczucie utraty kontroli i rosnąca frustracja społeczna rzeczywiście mogą tworzyć warunki dla radykalnych zmian politycznych. To jednak nie jest argument za żadnym konkretnym rozwiązaniem gospodarczym. I właśnie dlatego wróciłbym do mojego pierwotnego pytania: nie kto i dlaczego zdobył władzę w 1933 roku, tylko jak później uruchomiono niemiecką gospodarkę, skąd wzięto finansowanie i jakie były konsekwencje tego mechanizmu.
mjk1
Nie bardzo rozumiem Droga Sake, dlaczego z mojego wpisu wyciągasz wniosek, że niemieckie zainteresowanie Polską jest dla mnie dowodem jakiejś niemieckiej wyższości czy, że jestem zwolennikiem przywracania nam demokracji przez Berlin. Niczego takiego nie napisałem. Można krytycznie patrzeć na niemieckie media, ich interesy i sposób przedstawiania Polski, a jednocześnie zauważać, że ich zainteresowanie polską polityką jest faktem. Jedno drugiego nie wyklucza.Co do Tuska i jego obietnic - również nie mam zamiaru go bronić. Jeżeli ktoś uważa, że nie będzie w stanie ich spełnić, to powinien wskazać konkretnie których i dlaczego. To jest znacznie ciekawsze niż samo przypisywanie mu niemieckiego wsparcia.Jednak jedna rzecz wymaga sprostowania. Nie wyśmiewałem wydarzeń pod pomnikiem w Berlinie ani nie kpiłem z osób, które tam protestowały. Wyraziłem jedynie swoją ocenę sytuacji. Jeżeli demonstranci, niezależnie od tego, czy jest wśród nich Bąkiewicz, czy ktokolwiek inny, nie wykonują zgodnego z prawem polecenia policji, policja ma prawo i obowiązek zareagować. W demokratycznym państwie prawo do protestu nie oznacza prawa do ignorowania poleceń funkcjonariuszy. Możemy oczywiście dyskutować, czy konkretne polecenie policji było zasadne i czy użyte środki były proporcjonalne, ale to jest już inna dyskusja niż twierdzenie, że samo skucie demonstrantów dowodzi niemieckiej opresji.A z tym „niemieckim landem” też byłbym ostrożny. Polska ma wystarczająco dużo własnych problemów, żeby nie trzeba było wszystkich tłumaczyć niemieckim spiskiem. Najlepszą odpowiedzią na niemieckie ambicje wobec Polski nie jest obrażanie Niemców, tylko silne, bogate i świadome swoich interesów państwo polskie.
spike
Hitler zdobył władzę dzięki kryzysowi i potężnej inflacji, po wypłatę ludzie nosili walizki, by je zmieścić. Jako ciekawostka, punktem zwrotnym dla Hitlera, było sprowadzenie mln ton zboża z Brazylii, co spowodowało zamieszki, bo niemieckie rolnictwo upadało, a władza nie kupiła własnego, a cudze, nie widać tu "powtórki z rozrywki", tylko patrzeć, jak znowu zaczną się rozruchy i ktoś przejmie władzę, oby nie na naszą zgubę.
mjk1
Nie Grzesiu, jestem nie tylko zdolny, ale i chętny do polemiki. Ja odpowiedziałem na Twoje pytanie, wiec odpowiedz na moje. Jeżeli nie potrafisz, to uważam, że polemika z Toba nie ma sensu, bo nie masz wiedzy w tym konkretnym temacie. Tyle i aż tyle Grzesiu.
Grzegorz GPS Świderski
Twierdzenie, że moje teksty pisze lodówka, to chamstwo w czystej postaci. Jesteś niezdolny do polemiki i zamiast to uczciwie przyznać, idziesz w chamstwo. To cię wyklucza z grona ludzi, wartych polemizowania.