Otrzymane komantarze

Do wpisu: Najgorsze, co można zrobić z węglem, to go spalić. Dlaczego Polska wyrzuca do pieca swoje największe bogactwo?
Data Autor
Es
Słusznie przypominasz znanej fakty i możliwości wykorzystania wegla, z polską  technologią pirolizy włącznie.  Ale to przypomnienie jest zarazem oskarżeniem wszystkich bez wyjątku ekip zarządzających Polską  od 35lat. Wszystkie systematycznie i z rozmyslem niszczyły polską energetyke, aż do obecnego absurdalnego stanu. To jest jednak jeden z licznych obszarów i wątków w dyskusji o kondycji polskiego panstwa, kiedy powtarzam pytanie o motywy dla ktorych to robią  i w czyim interesie. 
mjk1
Panie Zbyszku. Koszt wydobycia węgla w Polsce faktycznie jest wysoki, jeśli patrzymy na niego w najprostszy sposób: ile kosztuje tona, którą potem wrzucimy do pieca i spalimy. W takim ujęciu to się rzeczywiście często nie spina w porównaniu z importem. Tylko że to jest dokładnie ten sposób myślenia, który uważam za błąd.Bo my cały czas liczymy węgiel jak paliwo, a nie jak surowiec chemiczny.Jeśli tony węgla nie spalę, tylko zgazuję i odgazuję, to z tej samej tony otrzymuję jednocześnie:- gaz energetyczny (zastępujący importowany gaz ziemny),- koks / półkoks jako bezdymne paliwo stałe,- surowce chemiczne (smoły, fenole, benzol, amoniak),- oraz CO₂ w jednym miejscu, który można wychwycić lub wykorzystać.Wtedy przestajemy porównywać koszt tony węgla do kosztu tony węgla z Australii czy Kolumbii a zaczynamy porównywać koszt tony węgla do kosztu gazu ziemnego plus koszt paliwa do ogrzewania domów plus koszt surowców chemicznych plus koszt walki ze smogiem. I w takim rachunku to zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.Bo nagle okazuje się, że z drogiej tony węgla robimy kilka produktów, które dziś osobno kupujemy, importujemy albo których skutki uboczne (smog, emisje rozproszone) kosztują nas miliardy.Dlatego nie twierdzę, że polski węgiel jest tani jako paliwo do pieca. Twierdzę, że może być opłacalny jako surowiec do przetworzenia, jeśli policzymy cały łańcuch wartości, a nie tylko moment wrzucenia go do ognia. I to jest moim zdaniem klucz, który w tej dyskusji umyka.
Zbyszek
Koszt wydobycia tony węgla w Polsce w porównaniu do innych krajów."Paradoks polega na tym, że przetwarzanie węgla chemicznie jest bardziej „klimatyczne” niż jego spalanie albo nawet w wielu przypadkach spalanie gazu ziemnego." Ale to nie ma znaczenia, bo "klimatyzm" jest hucpą od samego początku do końca. Co się doprowadza do szklarni, żeby rośliny lepiej rosły?U nas ten węgiel jednak jest i jest infrastruktura do jego wykorzystywania. Pytanie: Czy nasi politycy działają w naszym interesie czy w swoim? :) To żart oczywiście.
Do wpisu: Naród, który czeka. O odpowiedzialności tych, którzy powinni prowadzić.
Data Autor
mjk1
W gruncie rzeczy w wielu punktach się zgadzamy Danusiu, tylko patrzymy na problem z dwóch stron.Masz rację, że nie da się prowadzić, jeśli nie wiadomo dokąd. I właśnie o to mi chodziło w tym wpisie. Dziś problemem nie jest brak ludzi dobrej woli, brak informacji czy nawet brak zaangażowania w terenie. Problemem jest to, że te działania nie składają się w czytelny kierunek, w spójną wizję tego, co dalej.To, co piszesz o Powstaniu Wielkopolskim, jest bardzo trafnym przykładem. Tam inteligencja nie tylko informowała i nie tylko podtrzymywała ducha - ona wiedziała, jaki model państwa i gospodarki chce budować. Był plan, był kierunek, była myśl organizująca wysiłek społeczny. Dziś tego elementu brakuje najbardziej. Rozwiń ten wątek Zdziskowi, niech też się czegoś ciekawego nauczy na temat regionu w którym mieszka.Zgadzam się też, że nie wolno rezygnować z informowania, że warto poruszać trudne tematy, że oddolne działania - wiece, spotkania, obrona lokalnych spraw jak Gietrzwałd mają sens. To jest bardzo potrzebna praca u podstaw. Tyle że ona pozostaje rozproszona, punktowa, reagująca na zagrożenia, a nie budująca szerszą całość.I tu wracamy do sedna. Nie chodzi o krytykę ludzi, którym się chce. Chodzi o to, że brakuje poziomu wyżej - poziomu, który te wszystkie inicjatywy potrafiłby połączyć w opowieść o kierunku rozwoju państwa.Masz rację, nie można zamieniać portali w przepychanki i patos. Ale równie niebezpieczne jest to, że ogrom energii społecznej idzie w komentowanie bieżącej polityki, a bardzo mało w rozmowę o tym, jak ma wyglądać Polska za 10–20 lat - gospodarczo, infrastrukturalnie, energetycznie, organizacyjnie.Dlatego napisałem, że inteligencja powinna prowadzić. Nie w sensie pouczania, lecz w sensie porządkowania wysiłków, nadawania im wspólnego kierunku. Bez tego zawsze będziemy mieli wiele słusznych spraw, ale żadnej spójnej drogi.I dokładnie to miałem na myśli.
sake2020
O tej godzinie? Lili już chce spać i rozłożyła się na klawiaturze.
wielkopolskizdzichu
"A przecież inteligencja potrafiła podczas Powstania Wielkopolskiego przeprowadzić społeczeństwo w kierunku rozwoju gospodarczego"Rozwiń proszę tę myśl.
sake2020
Mój wpis być może nie daje odpoiedzi,ale ja poruszyłam tylko jeden zawarty w nim wątek. Udziałi inteligencji jako drugi wątek wymaga już innej dyskusji. Pan twierdzi ,że inteligencja jest od prowadzenia a nie od oceniania czy komentowania ale do prowadzenia.Nie da się prowadzić społeczeństwa jeśli samemu się nie  wie w jakim kierunku. A przecież inteligencja potrafiła podczas Powstania Wielkopolskiego przeprowadzić społeczeństwo w kierunku rozwoju gospodarczego.A w dobie internetu nie ma żadnych działań,wymiany doświadczeń ,pomysłów. Dobrze,ze chociaż jeszcze mamy prawdziwe informacje,ale jak będzie gdy cenzura obejnie wszystko? Trzeba jednak nie rezygnować ale rzetelnie informować .Nie może być jakiś podziałów na 1000 Liechtensteinów,ake jednośc.Mamy  złoża i musimy walczyć o prawo do ich użytkowania. Powoli ale presja zaczyna miec sens.Zamiast krytykować trzeba spojrzeć inaczej na tych co walczą o polskie flagi ,o pracę w Polsce i o polska szkołę.Dobrze,że są tacy którym się chce jeździć w teren na wiece i spotkania. Portali nie wykorzystujmy na bezowocne przepychanki,patos czy bezsensowne wpisy i nie unikajmy tematów trudnych. Zawsze coś z tego zostanie.Podam jeden przykład Sanktuarium w Gietrzwałdzie-tam Niemcy zazyczyli sobie zrobić olbrzymia spalarnię swoich śmieci pomimo wyjątkowości i urokliwości tego miejsca,jego religijnego charakteru i protestów miejscowej ludności. Przecież pielgrzymki do tego miejsca byłyby bardziej opłacalne finansowo niż śmietnik i rozjechane tirami tereny.Tę sprawę poruszała na NB pani blogerka Mika ze mną jako jedyną komentatorkąTak się interesujemy Polską?A ile już jest wpisów do tej pory o PiS-ie który już przecież nie rządzi.? Nie ma kto prowadzić i niema kogo prowadzić..
mjk1
To, co piszesz Danusiu, w dużej mierze jest prawdziwe, ale dotyczy innego czasu i innego problemu niż ten, o którym tu napisałem.Masz rację, że wokół CPK, przekopu Mierzei, tunelu pod Świną czy rozwoju infrastruktury nie brakowało rozmów w sensie medialnym, natomiast dominowały krytyka, wyszydzanie i polityczna blokada. Projekty były atakowane nie merytorycznie, lecz ideologicznie, często dlatego, że komuś nie pasowały geopolitycznie, albo miały zły rodowód partyjny. Obywatelskie inicjatywy, jak Ruch dla CPK, były marginalizowane właśnie z tych powodów. To jest opis przeszłości i z tym się nie spieram.Mój wpis nie był jednak rozliczeniem tamtego okresu ani próbą usprawiedliwienia bierności sprzed lat. Pisałem o teraźniejszości. O tym, co dzieje się dziś, także na portalach ludzi deklarujących przywiązanie do rozwoju państwa, kiedy nawet w gronie swoich nie pojawiają się własne propozycje, rozwinięcia, inicjatywy.Nie chodziło mi o to, że mieliśmy milczeć. Przeciwnie, chodziło o to, że dziś milczymy sami, choć nikt nas już wprost nie ucisza. Zatrzymaliśmy się na etapie opisu krzywd, blokad i niesprawiedliwości, zamiast próbować, nawet w niesprzyjających warunkach, odbudować rozmowę ekspercką i własną agendę rozwojową.Twoja odpowiedź, paradoksalnie, potwierdza tezę wpisu. Skupia się na tym, dlaczego kiedyś się nie dało, a nie na tym, co dziś, mimo wszystko, można próbować zrobić. A bez tego zawsze będziemy tylko reagować na cudze decyzje i obiecanki bez pokrycia, zamiast formułować własne.Nie pisałem tekstu po to, by kogokolwiek pouczać. Pisałem go, bo uważam, że jeśli środowiska, które wiedzą, jak ważna jest infrastruktura, energia i realna gospodarka, nie podejmą dziś inicjatywy myślenia i rozmowy, to nikt tego za nas nie zrobi.I o to dokładnie w tym wpisie chodziło.
u2
"poseł z partii PiS którą władza traktuje jak pariasów  czy przestepców"  Pisałem o tym chytrym planie reżimu Tuska kiedy przejmowali władzę. Jak widać ludzie mieszkający w Polsce nie są głupi i prędzej posadzą Tuska :)
sake2020
CPK,,kolej infrastruktura,-przykład zmarnowanej rozmowy. Mieliśmy milczeć. Czyżby? Rozmowy ,dyskusje były ale więcej krytyki i wyszydzania. CPK to gigantomania, tunel pod Świną nie podobał się Niemcom, przekop Mierzei  Rosjanom i uznany za idiotyczny, projekty inwestycjie  odrzucone a plany wyśmiane. Obywatelski Ruch dla CPK uciszony bo jednym z inicjatorów był poseł z partii PiS którą władza traktuje jak pariasów  czy przestepców. Czy da się wrócić do rozmów z udziałem ekspertów wątpię,cieszmy się obiecankamiTuska bez pokrycia. 
Ijontichy
naszeblogi.plNie pamiętam kiedy ja to wstawiłem na NB...poczytaj.
Do wpisu: To nie akademicka dyskusja. To rozmowa o granicach możliwości.
Data Autor
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
Mjk1W pewnym sensie jest to co piszesz akademickie, gdyż jaki koń jest każdy widzi.Rozwiązania są proste - wycofać się z etf -ow, postawić na krajowe źródła energii , która jest obecnie jednym z głównych czynników konkurencyjności gospodarki i olac brukselskie bzdury oraz ... myśleć w interesie Polski i Polaków. Nic więcej nie potrzeba.A i jeszcze jedno rozwijać obronność kraju- wtedy Bruksela moze sobie machac groźnie palcem w bucie.
mjk1
Nie uważam swojego trudu za daremny Mrówka. Pisanie jest sposobem porządkowania rzeczywistości, a nie zaklinania jej. Ale do meritum.Zgadzam się z jednym kluczowym punktem: bez zmiany świadomości obywatelskiej nie da się przeprowadzić żadnego trwałego zwrotu - ani politycznego, ani gospodarczego. Społeczeństwo, które nie rozumie własnych interesów i ograniczeń, zawsze będzie tańczyć tak, jak mu zagrają. Tu nie ma sporu.Różnica między nami polega jednak na horyzoncie i kolejności działań.Proponujesz rozwiązania zerowe. Wyjście z UE, zerwanie traktatów, odcięcie się od zewnętrznych wpływów, radykalną zmianę osi geopolitycznej. To są postulaty, które wymagają nie tylko zmiany świadomości, ale masowej zgody społecznej, stabilnego zaplecza gospodarczego i odporności państwa na wstrząs. Bez tego stają się hasłami, które, nawet jeśli słuszne w intencji, kończą się destabilizacją, a nie suwerennością. Pisałem Ci o tym przy okazji omawiania pustych haseł Brauna, które Ty nazywasz programem.Mój punkt wyjścia jest inny: jak wzmocnić państwo zanim wejdziemy w fazę konfrontacyjną. Bo słabe państwo, uzależnione energetycznie, zadłużone i zdeindustrializowane, nie wyzwala się z układów. Ono po prostu wpada w jeszcze większą zależność, tylko od innych graczy.Dlatego piszę o taniej energii, odbudowie realnej gospodarki, bazie materialnej. Nie jako celu ostatecznym, ale jako warunku wstępnym. Państwo bez przemysłu, bez własnych źródeł energii i bez stabilnych dochodów nie jest partnerem do renegocjacji traktatów. Jest petentem albo problemem do zarządzania.Co do Unii Europejskiej. Wyjście lub wypowiedzenie umów to narzędzie, nie strategia. Narzędzie, z którego można skorzystać tylko wtedy, gdy ma się siłę negocjacyjną. Bez niej każdy jednostronny gest kończy się kosztami, które ponoszą zwykli obywatele, a nie elity polityczne.Podobnie z doradcami czy wpływami zewnętrznymi. One znikają nie wtedy, gdy się je głośno potępia, lecz wtedy, gdy przestają być potrzebne. Gdy państwo potrafi samo planować, produkować i finansować swoje potrzeby.Nie traktuję ekonomii makro jako bajki ani objawienia. Traktuję ją jak narzędzie opisu ograniczeń. Można jej nie lubić, można jej nie ufać, ale ignorowanie jej nie sprawi, że przestanie działać.Dlatego piszę dalej. Nie dlatego, że każdy może, tylko dlatego, że bez rozmowy o realnych warunkach suwerenności łatwo pomylić wolę z możliwością. Jeśli kiedyś dojdziemy do momentu, w którym państwo będzie wystarczająco silne, by decydować o zerwaniu lub renegocjacji kluczowych układów, wtedy rzeczywiście wrócimy do innego etapu dyskusji.Na razie jednak pytanie brzmi nie jak się wyzwolić, lecz jak nie osłabnąć jeszcze bardziej w trakcie tej próby.
mjk1
Zacznę od zgody Danusiu, bo zgoda jest tu fundamentalna. Bez państwa prawa, bez realnej nadrzędności konstytucji i bez decyzyjności społeczeństwa nie będzie ani dobrej gospodarki, ani skutecznego zarządzania. To nie jest punkt sporny. To jest aksjomat. Jeżeli prawo nie obowiązuje wszystkich jednakowo, jeśli instytucje są traktowane instrumentalnie, to każda strategia gospodarcza prędzej czy później rozbije się o chaos i arbitralność.Różnica między nami nie dotyczy więc diagnozy ostatecznej, lecz kolejności i poziomu, na którym toczymy rozmowę.Ty mówisz: najpierw prawo, potem gospodarka.Ja mówię: bez minimalnej stabilności gospodarczej i materialnej nie da się utrzymać ani obronić porządku prawnego.Historia, nie tylko Polski, pokazuje, że państwa najczęściej nie rozpadają się dlatego, że ktoś źle napisał konstytucję, lecz dlatego, że system przestaje być zdolny do zaspokajania podstawowych potrzeb społecznych. Wtedy prawo przestaje być postrzegane jako wspólne dobro, a zaczyna być traktowane jak narzędzie jednej ze stron. I dokładnie w tym miejscu dziś jesteśmy.Piszesz, że wszyscy wiemy, iż bez taniej energii i realnej gospodarki nic się nie uda. Otóż problem polega na tym, że wszyscy to mówią, ale nikt nie wyciąga z tego konsekwencji. Konsekwencją nie jest hasło, tylko wskazanie konkretnego obszaru, od którego można zacząć w ramach istniejących ograniczeń - nawet przy niesprzyjającym otoczeniu prawnym i geopolitycznym.Dlatego we wpisie skupiłem się na energii. Nie dlatego, że to jedyny problem, ale dlatego, że to jedyny obszar, w którym mamy własne zasoby. Możemy działać relatywnie szybko i możemy poprawić sytuację gospodarczą bez czekania na pełną rekonstrukcję ładu konstytucyjnego.Naprawa państwa prawa to proces polityczny i społeczny rozpisany na lata. W tym czasie służba zdrowia musi działać, ludzie muszą mieć pracę, firmy muszą funkcjonować a państwo musi mieć dochody. Jeżeli tego nie zabezpieczymy, to nawet najlepiej sformułowane normy prawne nie będą miały czego regulować.Nie twierdzę więc, że prawo jest mniej ważne. Twierdzę, że gospodarka i prawo są ze sobą sprzężone, a dziś jesteśmy w punkcie, w którym zaniedbanie materialnych podstaw państwa dodatkowo degraduje porządek prawny. Tania energia, odbudowa przemysłu, stabilne miejsca pracy, to nie są czysto gospodarcze postulaty. To są warunki wstępne suwerenności, także tej prawnej.Na koniec jeszcze jedno. Zarzut akademickości pojawia się często wtedy, gdy rozmowa dotyka ograniczeń, a nie samych intencji. Łatwo powiedzieć, że trzeba przywrócić konstytucję i prawo. Trudniej odpowiedzieć na pytanie: jak utrzymać państwo w całości w czasie, gdy ten spór o prawo trwa.Mój tekst nie miał być receptą na wszystko. Miał być próbą odpowiedzi na pytanie: od czego zacząć, żeby państwo miało siłę wrócić do normalności. I tu, niezależnie od różnic akcentów, wciąż uważam, że bez taniej energii i realnej gospodarki żadna odbudowa ładu prawnego nie będzie trwała.
Mrówka
@mjk1 - Daremny Twój trud, ale pisać każdy może...My, znaczy Polska tańczymy jak nam grają. Bez przełomu w w świadomości obywateli żadne złote środki ekonomiczne nie mają szansy realizacji. Skończyć z tradycją okrągłostołową, przepędzić "doradców" z kraju miłującego "pokój" aż do ostatniego Palestyńczyka, zdewaluować spolegliwość wobec niemieckiej dominacji i odciąć się od najbardziej skorumpowanego kraju jakim jest Ukraina. Wyjście z UE, a przynajmniej wypowiedzenie poszczególnych umów, programów i traktatów jest kluczowym elementem wyzwolenia się spod okupacji.Jak tego dokonamy, wrócimy do Twych propozycji, i choć nie trawię ekonomii w skali makro, to ufam, że bajek tu nie wypisujesz.Także pisz, pisać każdy może... ;)
sake2020
Wywołał mnie pan do tablicy? Tylko czy trzeba aż całego wywodu żeby zakończyć tym co wszyscy wiemy,że bez taniej energii i odbudowy realnej gospodarki nie rozwiążemy żadnego problemu.? Trzeba wskazać palcem  przyczynę ,konkretne obszary w których jest najgorzej,a przede wszystkim od czego zacząć przebudowę. Tu niestety trzeba wyjść poza sprawy gospodarcze i dojrzeć oraz zdiagnozować przyczynę a tą jest brak prawa w Polsce,odejście od Konstytucji i jej nadrzędności.Nie będzie dobrego zarządu ,nie będzie wzrostu gospodarki jeśli o niej nie decydują Polacy,prawo i przepisy już nie obowiązują a każdy z zewnątrz wydaje nam rozkazy i pouczenia. Jeśli nie ma przestrzegania prawa to znaczy ,że nie ma nic.Akademickie dyskusje które tu panowie ciągną od roku pokazują jedynie ,że macie imponujacą wiedzę,ale realiów nie widzicie. 
Do wpisu: Gdy państwo jeszcze potrafi powiedzieć: sprawdzam.
Data Autor
Alina@Warszawa
Zna ktoś szczegóły dotyczące samolotu szturmowego "Skorpion"? youtube.com Projekt zatwierdzony w 1993 przez wicepremiera Goryszewskiego, zatrzymał kolejny rząd ....
u2
"kto to zlecał, kto finansował, kto koordynował"  Brawo, Prezydent Karol Nawrocki !
Zbyszek
Nadzieja jest zawsze. Jednak w przewidywalnych okresach czasów nie należy nią zastępować racjonalnych przewidywań. 
mjk1
Twój komentarz Danusiu trafnie dotyka najpoważniejszego problemu dzisiejszego państwa, czyli przesunięcia norm. Rzeczy, które w normalnym, sprawnie działającym państwie powinny być oczywistością, kontrola, raportowanie, egzekwowanie kompetencji, korzystanie z konstytucyjnych uprawnień, dziś rzeczywiście bywają przedstawiane jako coś nadzwyczajnego, a nawet konfliktowego. I to jest zjawisko niebezpieczne, bo oznacza, że sama instytucjonalna normalność została uznana za odstępstwo od reguły.Zdziwienie części sceny politycznej i medialnej nie bierze się stąd, że ktoś robi coś złego, tylko stąd, że ktoś wykonuje swoje obowiązki serio, a nie wyłącznie rytualnie. Państwo przestaje być poważne nie wtedy, gdy pojawia się spór kompetencyjny, ale wtedy, gdy z góry zakłada się, że instytucje mają nie przeszkadzać w bieżącej polityce.Warto jednak ostudzić nieco język o reżimie. Nie żebym bronił Tuska. To słowo opisuje systemy zamknięte, w których nie ma realnych mechanizmów kontroli ani konkurencji politycznej. Polska, mimo wszystkich patologii, wciąż nimi dysponuje. I właśnie dlatego działania prezydenta polegające na domaganiu się raportów, sprawdzaniu procedur czy korzystaniu z prawa weta mają sens. Gdybyśmy żyli w faktycznym reżimie, takie działania byłyby po prostu niemożliwe.Ciekawy i ważny jest też wątek porównania prezydentur. Ocena Andrzeja Dudy jako prezydenta, który w pewnym momencie ugiął się, jest opinią dość powszechną, zwłaszcza w kontekście presji politycznej, medialnej i międzynarodowej. Ale warto dodać jedno, każda kolejna prezydentura działa w trudniejszych warunkach niż poprzednia, bo erozja instytucji postępuje. Jeśli dziś mówi się, że prezydentura staje się misją, to nie dlatego, że urząd nagle urósł w godność, tylko dlatego, że coraz więcej spoczywa na jednym elemencie systemu, który jeszcze nie został całkowicie zrelatywizowany.Jeżeli prezydent Nawrocki rzeczywiście będzie działał powoli, konsekwentnie i w granicach prawa, to nie będzie to żadna kontynuacja konfliktu, tylko próba odbudowy elementarnej równowagi ustrojowej. I to jest kluczowe. Nie chodzi o blokowanie rządu, tylko o przywrócenie przekonania, że władza wykonawcza nie jest jedynym podmiotem decydującym o wszystkim.Twój komentarz słusznie wskazuje, że normalność została w Polsce zdegradowana do rangi sensacji. Warto jednak mówić o tym językiem chłodnym i precyzyjnym, bo właśnie spokój, konsekwencja i instytucjonalna cierpliwość są dziś największym zagrożeniem dla chaosu. Jeśli prezydentura ma być misją, to nie heroiczną i widowiskową, lecz nudną, uporczywą i formalną. Paradoksalnie, tylko taka może jeszcze uratować powagę państwa.
sake2020
To smutne,że kontrole, domaganie się raportów czy swoich i należnych praw dziś uważa się za coś szczególnego ,niespotykanego a nawet niewłaściwego. Reżim nie może ochłonąć ze zdziwienia że jest ktoś poważnie traktujący swoje obowiązki i biorący odpowiedzialność.Na tym polega powaga państwa którą tak podle usiłuje się zniszczyć.Prezydent Duda nie dał rady i ugiął się pod ciężarem bezczelności i chamstwa,ale myślę,że prezydent Nawrocki powoli ale nieustępliwie będzie kontynuował swoją prezydenturę. W obliczu dzisiejszej rzeczywistości prezydentura to już misja.  
Ijontichy
xxx
Ijontichy
To jest wojna...tusk już wie,jak to sie rozgrywa.. youtu.be
Do wpisu: Piąty rozbiór Polski? O co tu właściwie chodzi?
Data Autor
sake2020
@mjk1....A pan myśli,że ma być lekko,łatwo i przyjemnie rozmawiać?Z ludźmi zapatrzonymi w celebrytów i tzw.artystów którym się ubrdało że są autorytetami i wzorcami do naśladowania? To prymitywne towarzystwo uważa,że ma mandat do nauczania i oceniania.Trudno wytłumaczyć ludziom cokolwiek jeśli w telewizji brylują Polacy wyszydzających Polskę i Polaków. Pańcia Damięcka rzekomo jakaś artystka sporządza prześmiewcze grafiki nazywając Polaków cebulakami przedstawiając jako gorszy gatunek człowieka. Idiotka ma możność i zasięg oraz nastoletnie wielbicielki wierzące bezkrytycznie swojej internetowej nauczycielce.One nie widzą jej chamstwa i prostactwa i światełko tego chamstwa niosą dalej.Czy należy w pokorze słuchać,a może powiedzieć pańci kim jest? My tymczasem nawet nie potrafimy obronić prezydenta przed obrzydliwymi atakami nawet na NB.Nasi mężykowie stanu wyją jak do księżyca nad zawetowaniem przez prezydenta projektu ustawy wdrażającej Akt o usługach cyfrowych DSA co umożliwiło by ingerencję w treści m.in. w mediach społecznościowych.Bravo- napisał Elon Musk o decyzji prezydenta Nawrockiego.Komentator z NB atakuje prezydenta bezmyślnie i niegodnie a na moją uwagę nazywa mnie tępą pisiorzycą. To mnie jednak nie powstrzymuje.
mjk1
A z kim chcesz te niepokojące sygnały szerzej omawiać Droga Danusiu? Już pisałem, ale jednak powtórzę. Widzowie opozycyjnych mediów, to zaledwie 8% i to w porywach (Republika plus wPolsce24). Reszta, ponad 90%, jest w ich rękach. Rzeczywistości nie zagłuszysz. Podam Ci przykład z własnego podwórka. Świąteczne spotkanie najbliższej rodziny, wszyscy z wyższym wykształceniem. Za sprawą wnuczek wszyscy wiedzą, że Republikę oglądam tylko ja, więc tematów politycznych nikt nie poruszał. W trakcie rozmowy padł jednak temat weta prezydenta w sprawie wprowadzenia cenzury. Zadałem wtedy pytanie, jak ludzie którzy przeżyli komunę, albo tylko o niej słyszeli, mogą popierać próby wprowadzenia cenzury? Powiedziałem, że za komuny też była cenzura, ale wszyscy słuchali Wolnej Europy. I wiesz jak fantastycznie dostałem w pysk od osoby, która pamiętała mnie z tamtych czasów? Nie "wszyscy słuchali", tylko ty słuchałeś. Jak następnego dnia spokojnie to przemyślałem, to stwierdziłem, że ta osoba miała 100% racji. W moim najbliższym otoczeniu, czy to w gronie znajomych, czy w pracy, praktycznie tylko ja słuchałem Wolnej Europy. Reszta była zainteresowana tylko urządzaniem się w tym socjalistycznym syfie, albo ucieczką. Na studiach miałem nauczycieli wywodzących się ze lwowskich uczelni, którzy "miłość" do komuny a szczególnie do ZSRR wyssali z mlekiem matki. I jak to sobie dzisiaj przeanalizuję, to na całą grupę, aktywnie uczestniczących w tamtych "reakcyjnych" dyskusjach, było nas dokładnie dwóch (słownie dwóch). Reszcie zwisało to kalafiorem i tylko przytakiwali dla świętego spokoju. Dzisiaj jest dokładnie to samo. W razie czego, to Prezydenta poprze jakaś garstka emerytów i kilku desperatów, którzy zostaną widowiskowo spacyfikowani przy gromkim aplauzie reszty społeczeństwa. Jak dodać do tego kłótnie o koryto na prawicy i ostatnie tchórzostwo Ziobry, który niestety okazał się fujarą i miękiszonem, to, przykro mi, ale czarno widzę naszą przyszłość.