|
|
mjk1 Nie Grzesiu, jestem nie tylko zdolny, ale i chętny do polemiki. Ja odpowiedziałem na Twoje pytanie, wiec odpowiedz na moje. Jeżeli nie potrafisz, to uważam, że polemika z Toba nie ma sensu, bo nie masz wiedzy w tym konkretnym temacie. Tyle i aż tyle Grzesiu. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Twierdzenie, że moje teksty pisze lodówka, to chamstwo w czystej postaci. Jesteś niezdolny do polemiki i zamiast to uczciwie przyznać, idziesz w chamstwo. To cię wyklucza z grona ludzi, wartych polemizowania. |
|
|
mjk1 Uczciwie do końca Grzesiu. Właśnie wróciłem z fantastycznego, choc darmowego koncertu i mam dość, ale na Twoje kłamstwa jeszcze odpowiem, bo zamieściłeś je pod moim wpisem. Przeczytałem Twój tekst od początku do końca i stwierdziłem, że został napisany przez " lodówkę" i uczciwie napisałem, że z "lodówką" nie mam najmniejszego zamiaru polemizować. Ponieważ uparłeś się, Ty się uparłeś, nie ja, żeby w to brnąć, więc odpowiedziałem na jedno Twoje pytanie z owego tekstu, na które, ani Ty, ani "lodówka" nie potrafiliście odpowiedzieć. I dla równowagi poprosiłem o odpowiedź na jedno moje pytanie. Ty z "lodówką" włącznie, nie tylko nie potraficie odpowiedzieć jednym zdaniem na moje pytanie, ale nawet nie potraficie zakwestionować mojej odpowiedzi na pytanie, której Ty i "lodówka" nie znaliście. I dalej uczciwie do końca Grzesiu. Jak odpowiesz, dla równowagi, na to jedno moje pytanie, obiecuje, że dokładnie zrecenzuje Twój tekst linijka po linijce, ale dopiero jutro, bo dzisiaj mam dość. Uczciwie jednak ostrzegam, że będzie bolało.PS. Nie zapomniałem o Tobie Droga Sake, ale niestety na odpowiedź też musisz poczekać do jutra. Dobrej nocy. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski @mjk1Pieniądz jest informacją i nic więcej. Radzę przeczytać Fausta II - tam jest wszystko napisane o tym co piszesz, niestety rządzą nami historycy i to na dodatek kiepscy. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Ciekawostką jest to, że mjk1 mi zarzuca to, co sam robi. Napisał bardzo długą odpowiedź na swoje pytanie, a gdy napisałem mu równie długą polemikę, to zdezerterował i odpowiedział, że nie będzie czytał długich tekstów, bo są za trudne i nie zrozumiał ich, więc pewnie AI mi to napisała. |
|
|
sake2020 @mjk1...No cóż ,szkoda,że to tylko myślenie zyczeniowe bez spojrzenia na prawdziwe powody zaintereowania akurat niemieckich mediów. Szkoda,że długaśne teksty z NB jakoś tego nie ujmują....Jest oczywiste ,że Tusk nie będzie mógł dotrzymać ,,obietnic'' -ciekawe jakich piszą ,,publicystki niemieckie w niemieckim szmatławcu ,,Sueddeutche Zeitung'' który chce i żąda przywrócenia praworządności i demokracji w Polsce i na Węgrzech.Niemieckie media stawiają pytanie czy można stosować niedemokratyczne i haniebne środki w celu przywrócenia demokracji.Pytanie jakim prawem to Niemcy mają nam ją przywracać?To pytanie należy zadać w piewszym rzędzie polskiej socjolog -Katarzynie Wikło pismakowi tego szmatławca.Paniusia żąda darowizn dla partii Tuska na sprawne wygranie wyborów.Jak więc inaczej jak przy podłym niemieckim wsparciu Tusk wykazuje swoją pewność wygranej? Można tylko spekulować,że już jesteśmy biednym niemieckim landem do wysyłania kolejnych Polaków na dobrze nam znane roboty.Będzie dobrze jeśli nasi właściciele będą się chociaż zachowywać inaczej niż przy przemilczanej i wysmianej przez autora uczczenia rocznicy pod głazem, pobitych przez niemieckie szmaty z policji a nie będą tłukli po pyskach jak pan z Pomorza któremu nasz ,polski sąd'' przyznał 20000zł odszkodowania za ,,bezczelność'' nagrania jego chamskich wobec Polaków słów. Teraz kiedy sami siebie pytamy się jak to możliwe,że złodziejstwo tak powszechne w Niemczech sądząc z ukradzionych naszych dzieł sztuki,że przekręty i afery niemieckie są dla nas przykładem czegoś pokazującego wyzszość tego narodu tylko pochylamy głowy? |
|
|
paparazzi Pod Tytułem - Cel uświęca środki . |
|
|
mjk1 Dzięki za rzeczowy komentarz Esie i komplementy też, bo to zawsze mile łaskocze własne ego.. Zgadzam się z Tobą w jednej zasadniczej kwestii: Polska dzisiaj nie jest Niemcami z lat 30. i nie ma żadnego powodu kopiować tamtego modelu. Mnie interesuje natomiast nie Hitler, tylko pewien mechanizm: czy państwo może stworzyć dodatkowe finansowanie i dzięki niemu uruchomić niewykorzystane zasoby gospodarki. I tu widzę bardzo ciekawy polski przykład - propozycję Nawrockiego SAFE 0%.Nie musi to oznaczać ani drenowania oszczędności Polaków, ani armat zamiast masła. Jeżeli dodatkowe finansowanie zostanie stworzone rozsądnie i pójdzie w inwestycje zwiększające realne możliwości gospodarki - energetykę, sieci, przemysł, kolej, mieszkania czy technologie, to może powstać dodatkowa produkcja, a nie tylko dodatkowy popyt.Oczywiście można taki mechanizm przeprowadzić źle i wtedy zapłacimy inflacją. Dlatego dla mnie najważniejsze pytanie brzmi nie, czy państwo może stworzyć pieniądz?, tylko ile, na co i z jakim efektem dla realnej gospodarki?.I właśnie o tym chciałbym dyskutować. Nie o kopiowaniu Niemiec, lecz o tym, czy Polska może znaleźć własny sposób finansowania rozwoju bez drenowania kieszeni obywateli i bez uzależniania się od zagranicznego długu.Jest jeszcze inna koncepcja innego polskiego polityka, też ciekawa i zgodna z tym o czym pisałem. Na razie jej jednak nie ujawnię, bo pewien komentator chce koniecznie wykazać swoją wyższość nad wszystkimi innymi, nie tylko mną. Uważam, że trzeba dać mu szansę, aby się wykazał. Nie wiem czy dzisiaj jeszcze odpowiem na jakiekolwiek pytanie, bo na lokalnej imprezie, Tarnogórskich Gwarkach, o 20.30 koncertuje "Dżem" i nie wypada nie skorzystać z takiej okazji. |
|
|
Es Po długim urlopie jak widzę jesteś w formie-palce chyba same skaczą po klawiaturze. Gdybyś od kogokolwiek otrzymał taki rewers, jak Twoja odpowiedź na własne pytanie ,to przypuszczam, że określiłbyś to jako populizm level hard. Z czego zdajesz sobie sprawę doskonale.Pozycja Polski, ani sytuacja Polaków nie jest tak "prosta" jak pozycja Niemiec i Niemców w latach 30 wokół której tworzysz swoją narrację. Która z metod ówczesnych Niemiec mogłaby znaleźć zastosowanie obecnie? Wydrenujesz na przykład ludzi z ich oszczędności? I powiesz: armaty zamiast masła? |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Masz tu moją polemikę: naszeblogi.pl/77649-mefo-nie-dowodza-wyzszosci-panstwowego-pieniadza |
|
|
mjk1 Teraz przynajmniej jasno przedstawiłeś swoją tezę, ale nadal mam z nią kilka problemów Grzesiu.Po pierwsze - nie jestem keynesistą!!! To, że analizuję mechanizm zastosowany w III Rzeszy albo pokazuję, że państwowy pieniądz i kredyt mogą uruchomić niewykorzystane zasoby, nie oznacza zachwytu Keynesem. Tak samo krytyka jakiegoś rozwiązania nie czyni mnie automatycznie jego przeciwnikiem. Zresztą przyzwyczaiłem się już, że ludziom łatwiej przypisać pogląd niż przeczytać argument.Po drugie - piszesz, że austriacka szkoła ekonomii wielokrotnie udowodniła, iż uwolnienie wymiany, kredytu i konkurencji walutowej dałoby większy i zdrowszy boom. Niczego nie udowodniła Grzesiu. ASE stworzyła teorię, ale nie ma państwa, które wdrożyło ten model i w ten sposób empirycznie potwierdziło jego wyższość. Twierdzenie, że wolny rynek zrobiłby to lepiej, pozostaje więc hipotezą. Jednak już moje twierdzenie, że odpowiednio skierowany kredyt mógłby szybciej rozwinąć energetykę, przemysł czy infrastrukturę ma już konkretne uzasadnienie, bo wdrożyło je w praktyce państwo o którym wspomniałem we wpisie.Po trzecie - MEFO nie były po prostu rodzajem pieniądza, który można dowolnie rozmnożyć na wolnym rynku. Były gwarantowanym przez państwo instrumentem służącym do szybkiego finansowania ogromnych zamówień państwowych, przede wszystkim zbrojeniowych. Czy prywatni emitenci dobrowolnie sfinansowaliby taki program na podobną skalę? Być może. Ale „być może” nie jest dowodem.Po czwarte - rynek również się myli Grzesiu. Prywatny kredyt finansuje bańki, spekulacje i złe inwestycje. Ma mechanizmy, które pozwalają te błędy ujawnić, podczas gdy państwo może je popełnić na wielką skalę, ale z tego nie wynika, że rynek jest nieomylny. I dlatego nie twierdzę, że MEFO dowodzą wyższości państwowego pieniądza. Pokazują tylko, że określony mechanizm pieniężno-kredytowy może szybko uruchomić niewykorzystane zasoby. Dopiero potem pojawia się najważniejsze pytanie: co się za te pieniądze produkuje?III Rzesza odpowiedziała na nie tragicznie - przede wszystkim zbrojeniami, ale historia nie pokazała nam alternatywnego eksperymentu, w którym wolny rynek zrobiłby to lepiej. Dlatego możemy się spierać o teorię, ale nie nazywajmy jej wielokrotnie udowodnionym faktem.ASE na dziś wygrywa ten spór tylko w książkach. Ja chciałbym jeszcze zobaczyć, jak wygrywa go w rzeczywistej gospodarce. |
|
|
mjk1 Tu już nie chodzi o różnicę poglądów Spike, tylko o kilka bardzo konkretnych błędów rzeczowych i logicznych, które trzeba najpierw uporządkować.Pierwszy to twierdzenie, że Hitler dostał olbrzymie pieniądze z USA. To jest pomieszanie dwóch różnych okresów i dwóch różnych spraw. Tak, Niemcy przed Hitlerem korzystały w ogromnym stopniu z zagranicznych kredytów, w tym z kapitału amerykańskiego. Była to część systemu kredytowego okresu weimarskiego, związanego między innymi z planem Dawesa. Kredyty te pomagały Niemcom obsługiwać zobowiązania i stabilizować gospodarkę, ale z tego w żaden sposób nie wynika, że Hitler dostał od USA „olbrzymie pieniądze” na swój program gospodarczy i zbrojeniowy. Po 1931 roku zagraniczne finansowanie Niemiec załamało się, a po dojściu Hitlera do władzy Niemcy coraz bardziej ograniczały obsługę zagranicznego zadłużenia i wprowadziły ścisłą kontrolę dewizową. Dlatego jeżeli piszesz: Hitler dostał olbrzymie pieniądze z USA, to nie wystarczy rzucić hasła. Podaj kwotę, datę, pożyczkodawcę, warunki i przede wszystkim odpowiedz, czego dotyczyła ta pożyczka, bo jeżeli masz na myśli kredyty udzielane Niemcom przed Hitlerem, to nie jest to pieniądz dla Hitlera. To jest zwyczajnie błąd chronologiczny. Jeżeli twierdzisz, że po 1933 roku Stany Zjednoczone finansowały Hitlerowi jego program zbrojeniowy, to tym bardziej pokaż konkrety.USA nie były instytucją charytatywną, która jednym państwom pożyczała pieniądze i mówiła, że nie trzeba oddawać. Wielka Brytania swoje zobowiązania wojenne wobec USA spłacała przez dziesięciolecia - ostatnia rata została zapłacona dopiero w 2015 roku, więc zamiast powtarzać mit o olbrzymich pieniądzach z USA, trzeba najpierw ustalić kto komu, kiedy i na jakiej podstawie pożyczył pieniądze.Drugi błąd jest jeszcze ciekawszy. Piszesz, że Hitler po prostu zamiast płacić bezrobotnym zasiłki, dał im pracę i płacił tyle samo. To bardzo ładnie brzmi, tylko gospodarka nie działa na zasadzie: zabrać pieniądze z jednej kieszeni, przełożyć do drugiej i ogłosić cud gospodarczy. Jeżeli państwo zatrudnia bezrobotnego przy budowie drogi, fabryki albo zbrojeniach, musi tę pracę sfinansować. Pracownik dostaje wynagrodzenie, kupuje towary, przedsiębiorca dostaje zamówienie, zwiększa produkcję, zatrudnia następnych ludzi itd. I właśnie dlatego trzeba zapytać: skąd państwo wzięło środki na uruchomienie całego tego łańcucha? I tutaj zaczyna się rzecz, którą w Twoim komentarzu całkowicie pomijasz. Były weksle MEFO Schachta - konkretny mechanizm kredytowania zamówień zbrojeniowych, pozwalający państwu finansować ogromną skalę wydatków poza normalnym, jawnym mechanizmem budżetowym. To nie jest cud gospodarczy. To jest konkretny mechanizm finansowy. I właśnie takie mechanizmy trzeba analizować, jeśli chce się zrozumieć, dlaczego produkcja mogła tak szybko rosnąć. Trzeci błąd to przypisywanie całego wzrostu gospodarczego Hitlerowi jako rezultatowi odcięcia rujnujących obciążeń. Tutaj również robisz z historii gospodarczej prostą bajkę:Przyszedł Hitler, wyrzucił przeszkody, dał ludziom pracę i gospodarka ruszyła.Tyle że gospodarka niemiecka nie ruszyła z niczego. Niemcy miały ogromny potencjał przemysłowy, wykwalifikowaną siłę roboczą, istniejące fabryki, infrastrukturę i przede wszystkim miliony ludzi pozostających bez pracy oraz niewykorzystane moce produkcyjne po wielkim kryzysie. To był ogromny niewykorzystany zasób. Państwo uruchomiło go przede wszystkim poprzez wielkie wydatki publiczne, inwestycje i - w coraz większym stopniu, zbrojenia. I właśnie tutaj Twoja opowieść o cudzie Hitlera jest zbyt uproszczona. Nie było żadnego cudu, ale nie było też tego, co sugerujesz: prostego odcięcia obciążeń i wszystko samo ruszyło. Było masowe uruchomienie zasobów gospodarki za pomocą państwowego popytu i finansowania kredytowego, którego znaczną część skierowano na przygotowanie wojny. To jest różnica zasadnicza. Czwarty błąd znajduje się w Twoim przykładzie z obniżeniem podatku na żywność i tutaj wchodzimy już w monetarne złudzenie, które próbuję od dawna wyjaśniać. Oczywiście, że obniżenie podatku może zwiększyć popyt. Oczywiście, że większy popyt może zwiększyć sprzedaż. Oczywiście, że sklep zamówi więcej towaru, producent zwiększy produkcję, a państwo może odzyskać część pieniędzy w podatkach. Tylko z tego nie wynika, że sam pieniądz w obrocie tworzy dodatkowe bogactwo. Jeżeli mam 100 złotych i wydam je w sklepie, sklep wyda je hurtownikowi, hurtownik producentowi, producent pracownikowi, a pracownik ponownie w sklepie, to ta sama stówa może przejść przez gospodarkę dziesięć razy, ale nie pojawiło się dzięki temu dodatkowe 900 złotych kapitału. Pojawiło się więcej transakcji. To jest właśnie różnica między szybkością obiegu pieniądza a zwiększeniem ilości środków finansujących realną produkcję. Tu działa bardzo prosta zasada: od samego mieszania herbaty, herbata nie robi się słodsza. Możesz mieszać szybciej, wolniej, łyżeczką albo mikserem. Jeżeli cukru jest tyle samo, słodycz się nie zmieni. W gospodarce jest dokładnie tak samo: można zwiększać liczbę transakcji, ale jeżeli nie pojawiają się dodatkowe zasoby finansujące nowe inwestycje i produkcję, samo przyspieszenie obrotu nie stworzy cudownie nowych dóbr. Oczywiście szybkość obiegu pieniądza ma znaczenie dla popytu i koniunktury, ale nie jest maszynką do produkcji realnego kapitału. Jeżeli chcemy zwiększyć produkcję, potrzebujemy nie tylko pieniędzy krążących po istniejącej gospodarce, ale także finansowania inwestycji: maszyn, fabryk, energetyki, infrastruktury, technologii, zapasów i pracy. I właśnie dlatego Twoje sprowadzenie całej sprawy do tego, że Hitler dał ludziom pracę, więc gospodarka ruszyła, jest po prostu zbyt płytkie. Stwierdzenie, że wystarczy zwiększyć obrót pieniądza, żeby gospodarka rosła, to klasyczne pomylenie ruchu pieniądza z tworzeniem bogactwa. To zresztą jest temat na osobny wpis, bo w komentarzu nie sposób rozebrać tego mechanizmu na części.Jedno natomias można powiedzieć już teraz:W Twoim komentarzu jest sporo mocnych słów o fałszywych wnioskach, ale zanim zaczniemy rozdawać takie etykiety, warto samemu nie pomylić kredytów weimarskich z pieniędzmi dla Hitlera, obrotu pieniądza z tworzeniem kapitału i zwiększenia produkcji z gospodarczym cudem, bo wtedy wychodzi rzecz dość zabawna: zarzucasz innym błędne założenia, a sam budujesz swoją tezę na trzech różnych okresach historycznych, jednym dużym skrócie monetarnym i kilku bardzo wygodnych uproszczeniach. Gospodarka, niestety, jest bardziej uparta od publicystyki. Nie daje się przekonać samym sloganem. |
|
|
Grzegorz GPS Świderski Nie tylko nie ma dowodu, że państwowa emisja była najlepszym sposobem uruchomienia niemieckiej gospodarki. Wielokrotnie udowodniłem w licznych moich wpisach blogowych (powtarzając za wielkimi myślicielami z ASE), że ograniczenie państwa — likwidacja barier, przymusu walutowego i politycznej alokacji kredytu — pozwoliłoby na boom większy, zdrowszy i trwalszy.W warunkach masowego bezrobocia i niewykorzystanych mocy produkcyjnych wycofanie państwa z blokowania wymiany musiało uruchomić większy boom niż państwowa mobilizacja, ponieważ pozwalało skierować zasoby nie do jednego politycznie wybranego celu, lecz do wszystkich dobrowolnie zgłaszanych potrzeb.W takich rozważaniach zawsze kłania się "Co widać, a czego nie widać" Bastiata. Ile produkcji powstało dzięki emisji, a ile nie powstało dlatego, że państwo odebrało ludziom możliwość swobodnego wyboru waluty, kredytu, dostawcy i zastosowania kapitału?Wkrótce napiszę do tego tekstu obszerną polemikę. Na razie tylko przypominam, że ten powyższy tekst jest reakcją na ten mój: naszeblogi.pl/77635-czy-socjalizm-hitlera-byl-ekonomicznie-sprawny - czego autor nie był łaskawy zaznaczyć. Te nasze dwie notki wpisują się w większy spór, spór między keynesistą, którym jest mjk1, a mną, austriakiem. ASE zawsze w tm sporze wygrywa, co wykazałem wielokrotnie.MEFO nie dowodzą wyższości państwowego pieniądza. Dowodzą, że gospodarka potrzebuje płynnych, wiarygodnych i wymienialnych zobowiązań. Państwo dostarczyło je w sposób przymusowy i scentralizowany, ale nie ma powodu uważać, że konkurencyjni emitenci nie dostarczyliby ich lepiej.Mjk1 pisze: państwo może stworzyć pieniądz i uruchomić zasoby. Zgoda. Ja twierdzę: dlatego państwo nie musi tego robić. Jeśli zasoby są wolne, wystarczy uwolnić wymianę, kredyt i konkurencję walutową. Państwo stworzyło boom, ale równocześnie ograniczyło jego kierunek, wypchnęło produkcję cywilną i skierowało gospodarkę ku wojnie. Wolny rynek nie potrzebowałby MEFO, ponieważ sam mógłby wytworzyć wiele konkurencyjnych MEFO — bez jednego emitenta, jednego celu i jednego centralnego błędu.Jeżeli państwo wycofałoby się z ograniczania wymiany, walut i prywatnego kredytu, a jednocześnie nie niszczyłoby własności i nie utrzymywało sztucznych barier, konkurencja emitentów oraz swoboda zawierania umów automatycznie uruchomiłyby zasoby pozostające bezczynnie — i zrobiłyby to w sposób bardziej rozproszony, pokojowy i produktywny niż centralne finansowanie zbrojeń. |
|
|
u2 Bingo! |
|
|
spike Mowa trawa. Błędne założenia, fałszywe wnioski.Kryzys w Niemczech był skutkiem I WŚ, Hitler obiecał to zmienić i zmienił, do tego zamiast płacić zasiłki, nic z tego nie mając, bezrobotnym dał pracę, płacąc tyle samo, do tego dochodzi inna ważna sprawa, Hitler dostał olbrzymie pieniądze np. z USA. W Niemczech żadnego cudu nie było, tylko odcięcie od rujnujących gospodarkę obciążeń, jak obecnie za CO2 i inne lewackie brednie i oszustwa klimatyczne.Mały przykładzik z polskiego podwórka, np. Morawiecki obniżył podatki na żywność, jaki był wrzask, a on spokojnie wyjaśnił znany mechanizm tylko pieniądz w obrocie, daje zysk, dzięki tej decyzji, ludzie kupowali, sklepy sprzedawały, producenci dostarczali towar, dzięki temu do budżetu płynęły pieniądze z tego biznesu. Podobnie ma się sprawa z paliwem, budżet zarobi, ale chwilowo, skutkiem będzie spadek produkcji, jak i konsumpcji, gospodarka traci - czeka nas wariant grecki, co jest celem Tyfusa. |
|
|
u2 "I to właśnie było sednem mojego wpisu!!!"No i po co się tak gorączkujesz? Ja się odniosłem do interesującego mnie fragmentu. Mam własne poglądy, które niekoniecznie są zbieżne z twoimi. Dlatego je prezentuję, a nie tylko potakuję.Pieniądze to pewna forma wirtualnej energii, za pomocą której ludzie wchodzą w różne interakcje i powodują określone skutki. Hitler postanowił się zemścić za rzekome, a może nawet rzeczywiste upokorzenie, którego doznał podczas 1 wojny światowej. Tutaj nakierował swoją energię i energię Niemców, czy Austriaków. Podobnie Lenin i Trocki, którzy mieli kredyty z Niemiec i z USA i nakierowali tę energię przeciwko caratowi i całkiem przypadkowym ludziom, którzy byli niechętni rewolucji bolszewickiej, która polegała na masowym mordowaniu wszystkich, którzy się nie zgadzali na władzę bolszewików.Co do Polski, to PIS, czyli Program Inicjatyw Strategicznych, jest torpedowany przez ferajnę Tuska.Takie są uroki demokracji i rządów które trwają jedna, góra dwie kadencje parlamentarne.Tuskowi wystarcza bycie wasalem Niemiec. Taka jest jego rola i wyżej swoich 4 liter nie podskoczy :) |
|
|
mjk1 Znowu nie zrozumiałeś wpisu U2, ale nie przejmuj się, tu większość tak ma i na razie tylko Pan Zbyszek, zrozumiał niestety. Nie chodziło mi o to, kto więcej obiecuje. Z tym się nawet zgadzam - obiecują wszyscy, a Tusk rzeczywiście doprowadził tę sztukę do wysokiego poziomu profesjonalizmu. Problem jest wcześniejszy i znacznie poważniejszy: czy wyborca rozumie, co właściwie obiecuje mu polityk i jaki mechanizm gospodarczy stoi za tym programem? Można obiecać 800+, można obiecać niższe podatki, można obiecać państwo minimum, można obiecać mieszkania i można obiecać inwestycje. Tyle że są to zupełnie różne modele państwa. I właśnie dlatego we wpisie pojawia się Nawrocki. Nie dlatego, że „obiecuje więcej”, ale dlatego, że w jego otoczeniu pojawiła się próba postawienia pytania, czy państwo posiada własne narzędzia finansowania strategicznych inwestycji, zamiast za każdym razem iść po pieniądz do zewnętrznego wierzyciela. Jeżeli wyborca tego nie rozumie, to rzeczywiście głosuje jak klient supermarketu: „Ten daje 500, ten 800, a ten obniży podatek - biorę tego trzeciego”.I to właśnie było sednem mojego wpisu!!!Co do Hitlera, tu również powtarzasz dość popularny mit, że „bankierzy dali mu kredyty na zbrojenia, których nie zamierzał spłacić”. To jest tylko część obrazu. Niemcy miały oczywiście zagraniczne zobowiązania, szczególnie odziedziczone po okresie Republiki Weimarskiej, ale mechanizm finansowania ogromnej części zbrojeń po 1933 roku był przede wszystkim wewnętrzny. Schacht stworzył system weksli MEFO - formalnie wystawianych przez podstawioną spółkę, faktycznie gwarantowanych przez państwo, przyjmowanych przez niemieckie przedsiębiorstwa i banki oraz możliwych do zamiany na pieniądz w Reichsbanku. Czyli nie wyglądało to tak, że Hitler poszedł do zagranicznych bankierów, pożyczył pieniądze i kupił czołgi. Bardziej tak, że państwo stworzyło wewnętrzny mechanizm kredytowy, którym uruchomiło niewykorzystane moce produkcyjne Niemiec i skierowało je na zbrojenia. I tu właśnie zaczyna się ciekawy fragment tej historii, bo problemem nie było samo stworzenie tego finansowania. Problemem było to, co za nie produkowano. Jeżeli uruchamiasz hutę, fabrykę, ludzi i maszyny po to, żeby budować mieszkania, elektrownie, samochody, kolej czy urządzenia przemysłowe, powstaje majątek, którego później używa społeczeństwo. Jeżeli uruchamiasz dokładnie te same zasoby, żeby produkować tysiące czołgów i samolotów bojowych, powstaje gospodarka, która wcześniej czy później potrzebuje wojny. Przeciętny Niemiec mógł kupić samochód. Mógł kupić dom. Mógł kupić meble, ale raczej nie planował kupić sobie Messerschmitta i postawić go obok garażu.I właśnie dlatego napisałem ten wpis.Nie po to, żeby udowadniać, że Hitler był cudotwórcą, tylko po to, żeby pokazać, że system pieniężny jest narzędziem, a najważniejsze pytanie brzmi: kto tworzy pieniądz, komu go udostępnia i na co zostaje on skierowany?Dopóki wyborca tego nie rozumie, może znać wszystkie afery Tuska, wszystkie afery PiS, wszystkie przemówienia Brauna i wszystkie wykłady Mentzena a nadal nie będzie wiedział, dlaczego właściwie na któregoś z nich głosuje.I to jest znacznie poważniejszy problem niż same „obiecanki-cacanki”. |
|
|
u2 "Tusk obiecuje. Lewica obiecuje. PiS obiecuje. Konfederacja obiecuje. Braun obiecuje a wyborca siedzi, słucha i wybiera tego, kto obieca mu więcej."Politycy grają na emocjach. Im silniejsze emocje tym lepiej oddziaływują na wyborców. Obiecywać trzeba umieć. Akurat Mentzen i Braun obiecują państwo minimum, jak rasowi liberałowie- aferałowie. Taki program miał również Tusk jak doszedł po raz pierwszy do władzy. Tyle, że obiecanki-cacanki, a głupiemu radość. Tusk jest mistrzem w obiecywaniu, nikt mu w tym nie dorównuje na polskiej scenie politycznej. Obiecywał np. likwidację Senatu w 2008. Ale jak już doszedł do władzy, to stwierdził, że Senat to bedzie miejsce, w którym umieści swoich zasłużonych partyjnych kumpli na intratnych posadkachObecnie Tusk doszedł do władzy obiecując 100 konkretów w 100 dni i obiecując rozliczenia PiS i Kaczyńskiego za rzekome złodziejstwa. Jakoś topornie mu te rozliczenia idą i dlatego nawet się pokajał, co zdarza mu sie niezwykle rzadko. Zwykle gra faceta, który nigdy się myli. Tusk ma do pomocy usłużne merdia typu TVN, założone z ITI Panama i krwawej kasy ukradzionej Polakom w aferze FOZZ. Tusk ma zdobyte TVP w fałszywej likwidacji, które obiecał zlikwidować, ale dotuje je jeszcze więcej niż Kaczyński. Dzisiaj obejrzałem kawałek TVP Info przed 18-tą i tam leciał non-stop atak na ministra Ziobro, prezesa Kaczyńskiego, posłów PiS, zwłaszcza Michała Moskala. No i oczywiście na prezydenta Nawrockiego. Zrobił się taki gówniany tuskowy antypolski ściek.PS. Co do polityki pieniężnej Hitlera to nie był cudotwórcą. Miał kredyty u bankierów, nie tylko niemieckich, które wykorzystał na zbrojenia. Kredytów nie zamierzał spłacać, więc poszedł na wojnę z całym światem. Gdyby nie ta wojna z Rosją, to by opanował całą Europę i by rządził dużo dłużej. Problem hitlerowskich Niemiec polegał na braku surowców. Wystarczy poczytać w jaki sposób pozyskiwali paliwo lotnicze. W sumie 2 wojna światowa to była wojna o surowce. Niemcy postawili również na pracę niewolniczą, to był tylko gwóźdź do trumny Hiltera, bo z niewolnika nie ma pracownika :) |
|
|
mjk1 Chyba pierwszy raz Panie Zbyszku na tym portalu ktoś rzeczywiście odpowiedział na pytania, które zadałem, zamiast odpowiadać na własne. Szczególnie cenię uwagę o Bazylei. Rynek to jedno, a reguły, według których ten rynek działa, to drugie. BIS nie ustala wprawdzie kursów walut, ale środowisko Bazylei ma ogromny wpływ na międzynarodowe reguły finansowe. I mam wrażenie, że jest Pan jedną z nielicznych osób tutaj, które naprawdę wiedzą, jak to działa.Zgadzam się też z pańską najważniejszą tezą: problemem nie jest samo tworzenie pieniądza, lecz na co ten pieniądz zostanie skierowany. Trafna inwestycja zwiększa przyszłą produkcję i pozwala spłacić finansowanie. Chybiona - zostawia rachunek. I właśnie tu widzę ogromną przewagę Polski. Nasze położenie daje nam całe sektory, w których przyszły popyt jest niemal wpisany w geografię: transport i kolej, porty, energetykę i sieci, magazyny, mieszkania, przemysł maszynowy, przetwórstwo, elektronikę czy nowoczesne technologie.Co do Hitlera - pełna zgoda. Pożyczył przyszłą konsumpcję Niemców, żeby finansować wojnę, ale gdyby tę samą zdolność finansowania skierował na mieszkania, domy, samochody i dobra konsumpcyjne, historia gospodarcza wyglądałaby zupełnie inaczej. Człowiek nie potrzebuje trzech Messerschmittów ani dwóch czołgów. Drugiego mieszkania, domu czy samochodu - owszem.I chyba właśnie tu tkwi sedno całej dyskusji: pieniądz sam w sobie nie buduje ani dobrobytu, ani wojny. Buduje je dopiero to, co za jego pomocą finansujemy. Dlatego ważniejsza od pytania „ile pieniędzy stworzyć?” jest odpowiedź na pytanie: „kto potrafi wskazać, gdzie je skierować, żeby za kilka lat było czegoś więcej, a nie tylko więcej długu?”. |
|
|
Zbyszek I co "Hitlera", on pożyczył od Niemców ich konsumpcję na zbrojenia. Gdyby nie poszedł na wojnę, to by się okazało, że na produkt - "czołgi" nie ma zapotrzebowania wśród Niemców, więc trzeba by im ująć z tego, co jest. Wszystkie ich oszczędności i majątki stałyby się "zastawem". To była droga w jedną stronę. Smutną i tragiczną. Ale im wszystkim odbiło, więc słusznie zostali pokarani. |
|
|
Zbyszek Dobry, ciekawy tekst.Dla mnie to istnieje zakres "dóbr", który chcą mieć ludzie i istnieje zakres dóbr który są gotowi w zamian za nie zaoferować. Popyt i podaż. Przecięcie tych dwóch sfer to potencjalny rynek. Żeby mogli się wymienić - jeden wyspiarz z drugim na drugiej wyspie - jabłkami na pomarańcze, potrzebny jest środek wymiany, łódki, którymi się te owoce przetransportuje, bo bez środka wymiany jeden zostanie z pomarańczami, a drugi z jabłkami i żaden nie będzie sadził nowych drzew bo i po co, tyle co na własne potrzeby, a nie potrzeby tego drugiego.Tak z pieniądzem, który jest środkiem wymiany. Jak go nie ma, to do wymiany nie dochodzi i produkcja się minimalizuje do autarktycznych potrzeb.To był właśnie powód rewolucji Amerykańskiej a nie herbata w Bostonie. Stany chciały po prostu emitować własny pieniądz w miejsce opartego na złocie pieniądza angielskiego, bo ilość tamtego była za mała, żeby życie się rozwijało.Ale są procesy, który wymagają włożenia zasobów w postaci pracy i materiałów - które ktoś musi dać, zaś w zamian zaoferują coś dopiero po dłuższym czasie. Tu właśnie wchodzi kredyt, który jest przyszłą konsumpcją zamrożoną na pewien czas. Jest to niezbędne i dość jasne. Jeśli po upływie tego czasu efekt inwestycji znajdzie nabywców, kredytobiorca oddaje "pożyczoną konsumpcją", a ona jest realizowana na jego produktach. Jednak ponieważ powstało nowe, dodatkowe źródło dóbr powszechnie chcianych i produkowanych to gospodarka wzrosła, zaś powinna wystąpić dodatkowa emisja pieniądza pokrywająca ów dodatkowy wzrost.Jeśli produkt inwestycji nie znajdzie nabywców, to "zamrożona konsumpcja" w postaci kredytu nie zostanie zrealizowana, zatem wszyscy stracą w jakiejś tam części na tym, w zależności od mechanizmu kredytu lub pożyczki, z zaznaczeniem, że pożyczka jest konkretną konsumpcją - bo to pieniądze już istniejące, a kredyt odłożoną w czasie, bo to pieniądze wytworzone na potrzebę inwestycji.Przejście do realnie dziejącej się polityki nie jest dobre. W tej rzeczywistości działają mechanizmy, o których możemy nie wiedzieć i takie, o których się nie mówi czy nie wypada mówić. Chodzi mniej więcej o to, że Bank Rozliczeń Międzynarodowych w Bazylei nie podlega... i teraz uwaga... jurysdykcji ŻADNEGO PAŃSTWA. Resztę można sobie "dośpiewać".Kluczowe dla gospodarki jako takiej są:trafne, a nie chybione inwestycje - to wybór między wzrostem a upadkiemstwarzanie pola do aktywności najbardziej twórczych i merytorycznych osób, ze zbioru obywateliProblemem państw komunistycznych było to drugie, czy się stoi czy się leży i ten Polak od komputerów, co zaczął świnie hodować. To samo mamy dzisiaj, gdzie miernoty obsiadają szczyty drabiny społecznej, gdzie selekcja w górę jest negatywna i to praktycznie w większości przestrzeni społecznych, więc pole dla aktywności najlepszych jest wąskie.Kwestie polityki kredytowej i pieniężnej są wrażliwe na wpływy zewnętrzne - nawet Hitler ukrywał wewnętrzne kredytowanie. W Polsce dość rozsądnie - choć nie ze wszystkim trzeba się zgadzać - wypowiada się prof. Kołodko, były wicepremier i minister finansów za czasów SLD. Ale on nie jest politykiem, za to bywa zapraszany do państwa o nazwie Chiny.Mamy mały wpływ na to, co w tej dziedzinie, chyba że jako ćwiczenia intelektualne. Ważniejszy jest kapitał społeczny i realny zakres wartości. Wymieramy jako ludność, bo następne pokolenie będzie połową obecnego (kobieta rodzi ok 1 dziecka). No ale warto się pogimastykować. |