|
|
mjk1 Trafiłeś w punkt Hornblower, jeśli chodzi o diagnozę obecnego systemu, zdegenerowanego, przekupionego i zaprojektowanego tak, by konsumować państwo, a nie nim zarządzać. Tak, mamy do czynienia z republiką kompradorską, zarządzaną nie przez reprezentantów obywateli, lecz menedżerów interesów obcych i krajowych oligarchii. Klasa polityczna, administracja publiczna i przeważająca część tzw. elit intelektualnych, wszystko to zostało przez dekady skolonizowane.
Ale teraz najważniejsze: czy to oznacza, że plan naprawczy to utopia? Odpowiedź brzmi: tak – o ile oczekujemy, że ten plan zrealizuje obecny system polityczny. Tego się nie da naprawić „od środka”. To nie jest zepsute auto, to auto zaprojektowane tak, żeby się rozlatywało i żeby można było w nieskończoność fakturować naprawy.
Więc: realizacja takiego planu wymaga nowej siły. Nowego ruchu społecznego, politycznego i intelektualnego, który powstanie obok obecnych struktur, a nie z ich wnętrza. To nie musi być rewolucja z pochodniami, wystarczy masowe wycofanie społecznego przyzwolenia dla dotychczasowej fikcji. Musimy zrozumieć, że władza opiera się na zgodzie rządzonych. Przestaniemy udawać, że obecne wybory to demokracja, że to są „nasze” partie, „nasi” sędziowie, „nasze” media, i system zacznie się chwiać. Musimy wreszcie zrozumieć, że to my rozdajemy karty, że władza bez naszej legitymacji przestanie istnieć. Nauczmy się w końcu na błędach i skorzystajmy z demokracji. Nie dajmy im legitymacji!!!
Co do społeczeństwa ogłupionego pudelkiem, celebrytami i wojną plemion – zgoda. Ale nawet tu są symptomy przebudzenia. Zaufanie do wszystkich partii leci na łeb. Władze centralne i lokalne są wyszydzane. Polacy przestają się łudzić, że obecny układ „jakoś się ogarnie”. Oczywiście, większość wciąż nie wie, co zamiast. I tu wkracza potrzeba takiego planu, jak ten. Bo sama wściekłość bez kierunku nie prowadzi do naprawy, tylko do kolejnych populistów.
I wreszcie: Unia Europejska. Tak, to będzie przeszkoda. Bo każda próba odzyskania realnej suwerenności uderza w interesy Brukseli i Berlina. Ale nie jesteśmy bezbronni. Są mechanizmy prawne, są sojusze z państwami myślącymi podobnie (Węgry, Słowacja, częściowo Włochy). Nawet Unia nie może wiecznie tłamsić kraju, w którym obywatele masowo mówią: „dość”. Ale najpierw musimy mieć co im pokazać – gotowy plan, alternatywę, której nie da się zignorować.
Więc tak – to utopia. Ale tylko do momentu, w którym przestaniemy wierzyć, że „oni” to załatwią za nas. |
|
|
Hornblower Plan sam w sobie naprawdę piękny. I zapewne jego realizacja spowodowałaby, że nasza Ojczyzna przestałaby być bantustanem i republiką kompradorską. Ma tylko jedną, za to zasadniczą wadę. Jest nie do zrealizowania. To utopia czystej wody.. No bo kto i po co miałby coś takiego wprowadzić w życie? Nasza klasa polityczna, zajęta wyszarpywaniem kasy na wszelkie legalne i nielegalne sposoby? Zajęta ustawianiem siebie i swojego potomstwa, bo po czterech (lub maksymalnie ośmiu) latach tłustych przyjdą lata chude, więc trzeba zarobić i zdefraudować tyle, by wystarczyło na wystawne życie także w latach chudych? Może wymuszą to obywatele, od lat poddawani eksperymentom z zakresu inżynierii społecznej i ogłupiani systemowo od urodzenia do śmierci? Porzucą tańce z gwiazdami i pudelka, zaprzestaną udzielać się w bratobójczej wojnie politycznej, wykreowanej i troskliwie podtrzymywanej przez polityków? Doświadczenia z tzw. epidemii covidowej pokazują, że polskie społeczeństwo stosunkowo łatwo i stosunkowo za niewielkie pieniądze można przekształcić w stado baranów, dodatkowo skłócone i skonfliktowane. A co z setkami tysięcy dyletantów, obsadzających tysiące urzędów, którzy znaleźli się tam po znajomości lub z klucza partyjnego? Którzy nie umieją nic, poza byciem niepotrzebnym urzędnikiem, nie ponoszącym żadnej odpowiedzialności za nawet najgłupsze i najbardziej szkodliwe decyzje? Spakują się w pudełka i odejdą z własnej woli, pro publico bono? No wolne żarty.
No jeszcze jeden drobny problem. Gdyby nawet podjęto próbę reformowania państwa polskiego w ten sposób, to jak to przeprowadzić w sytuacji, gdy nasi politycy od prawa do lewa (w zasadzie powinienem napisać od lewa do lewa, bo prawica w naszym bantustanie jeszcze nie rządziła) oddali naszą suwerenność urzędasom z Brukseli? Wszak obowiązuje zasada wyższości prawa unijnego nad polskim, więc co - Bruksela będzie na ten proces patrzeć z założonymi rękoma? Nie sądzę. |
|
|
mjk1 Zgadzam się Spike, że naprawa państwa musi zacząć się od przywrócenia realnego znaczenia prawu i Konstytucji. Nie wystarczy bowiem zmienić rządzących, trzeba zmienić mechanizmy, które umożliwiają bezkarne rozjeżdżanie systemu prawnego. Masz rację: obecna władza powołuje się na Konstytucję w sposób karykaturalny, ignorując ją tam, gdzie przeszkadza, i nadużywając tam, gdzie pasuje do narracji. Ale to nie pierwszy raz, wcześniej robił to PiS, jeszcze wcześniej PO, a wcześniej SLD. To nie patologia jednej opcji, tylko systemu, który pozwala politykom stawiać się ponad prawem.
Dlatego rzeczywiście: bez oczyszczenia struktur z krzywoprzysiężnych prawników, partyjnych funkcjonariuszy w togach, aparatczyków zasiadających w Trybunale Konstytucyjnym i prokuratorów na pasku, nie ma mowy o żadnym nowym otwarciu. Ale uwaga: nie chodzi o zemstę, tylko o rozliczenie, transparentne, zgodne z prawem, ale nieuchronne. Inaczej każdy kolejny rząd będzie działał z myślą: „można wszystko, byle potem wygrać kolejne wybory”.
Druga sprawa, zmiana Konstytucji. Tu pełna zgoda: potrzebujemy ustawy zasadniczej pisanej w duchu Polskiej Racji Stanu, a nie kalki z lat 90., która powstała w warunkach geopolitycznej ułudy i postkomunistycznych kompromisów. Dziś potrzebujemy Konstytucji, która:
jasno definiuje suwerenność państwa, jego relacje z organizacjami międzynarodowymi (w tym UE),
przywraca realną kontrolę obywatelską nad władzą wykonawczą i sądowniczą,
chroni wolność gospodarczą i osobistą bez wyjątku dla „interesu partii”,
i przede wszystkim: ustawia państwo jako służebne wobec obywatela, nie odwrotnie.
Zgoda także co do potrzeby redefinicji relacji z Unią Europejską. Polska nie może być tylko biernym wykonawcą rozporządzeń z Brukseli. Potrzebne są mechanizmy realnego sprzeciwu wobec decyzji jawnie sprzecznych z interesem narodowym – tak, nawet jeśli oznacza to tworzenie koalicji państw niezgadzających się z dominującą linią. UE powinna być wspólnotą równych, a nie hierarchicznym imperium.
Ale tu kluczowe zastrzeżenie: żadna z tych reform nie wydarzy się bez nowej klasy politycznej i społecznego przyzwolenia. A to oznacza długofalowe działanie, od odbudowy edukacji obywatelskiej, przez nowy model mediów publicznych, po przywrócenie zaufania do samego pojęcia „państwa”. Bez tego nawet najlepszy plan pozostanie kartką papieru. |
|
|
mjk1 Rozumiem emocje Waszci i pod wieloma punktami mogę się podpisać. Tak, obecny system selekcji elit to patologia. Tytuły, certyfikaty i stanowiska nie są dziś efektem wiedzy, doświadczenia czy odpowiedzialności, tylko układu, lojalności wobec środowiska i znajomości z „decyzyjnymi”. Zamiast sprawdzonych ludzi mamy papierowych generałów, dyplomowanych nieuków i certyfikowanych oportunistów. To nie przesada, to codzienność.
Ale: to nie papiery są problemem. Problemem jest system, który nagradza pozory zamiast jakości. I dopóki nie zmienimy tego mechanizmu, żadna wymiana ludzi nie zadziała. Bo nowi szybko zostaną wchłonięci i przeuczeni, jak grać w tę samą grę, tylko pod innym szyldem.
Masz rację, że nie da się budować nowego państwa na starych kadrach bez weryfikacji. Tylko że weryfikacja nie może polegać na łapance i selekcji „po twarzy” czy „po znajomości z Kościołem/opozycją/TVN-em”. Trzeba stworzyć mechanizmy rzeczywistej odpowiedzialności za decyzje, finansowej, cywilnej, karnej i moralnej. I tak jak napisałem wcześniej: potrzebna jest reforma strukturalna, nie tylko instytucji, ale też zasad naboru, awansu i nadzoru.
Zgadzam się też, że obecna matura, egzaminy, procesy rekrutacji to często teatr powagi zbudowany na pustce, gdzie wszyscy udają, że sprawdzają kompetencje, a w rzeczywistości system tylko wytwarza kolejnych „certyfikowanych kretynów”, Twoje słowa, ale trafne. Tylko znowu, nie wystarczy to wyśmiać. Trzeba to zdemontować i zbudować nowy system selekcji i odpowiedzialności. I to się da zrobić, ale trzeba zacząć od zerwania z logiką podziału na swoich i obcych.
Bo w każdej partii, uczelni, szpitalu, sądzie czy urzędzie są ludzie uczciwi i zdolni, tylko nie mają dziś dojścia, bo patologia wypchnęła meritokrację. Czas to odwrócić. Dlatego nie proponuję kosmetyki, tylko fundamentalną zmianę: odpartyjnienie, przejrzystość, rozdzielenie wpływów lobbystycznych od stanowisk, otwarte konkursy z realną weryfikacją i bez immunitetów dla idiotyzmu.
A język? Też masz rację, przesadna poprawność, nadęcie, kazuistyka prawnicza i nowomowa medialna skutecznie zniechęcają ludzi do zabierania głosu. Ale wyjściem nie jest wrzask i memowe obelgi, tylko język prosty, klarowny, bez cenzury, ale z klasą. Król może być nagi, ale jak chcemy go rozebrać, to nie róbmy z siebie błaznów.
Tu nie chodzi o to, żeby „zniknęli wszyscy kretyni”. Tego się nie da zrobić. Chodzi o to, żeby nie byli więcej na stanowiskach decyzyjnych i nie decydowali o naszym życiu. |
|
|
NASZ_HENRY
Szli krzycząc: Polska! Polska! — wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu,
...
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?
...
Gdyby instynkt tak szeptał: wieczność jest istotą!
Nie nająłbyś hejterów za Rothschilda złoto.
...
Za to Europa w prochu powalona leży,
Że za Boga ginących tchórz uczył pacierzy
... 😉
|
|
|
spike Tak się przymierzałem do napisania komentarza w podobnym tonie.
Możemy mieć nadzieję, że przyszła władza, odmienna od tej obecnej, nim cokolwiek zrobi, na bazie obecnego prawa, naprawi to co obecna władza zrujnowała, przekraczając wszelkie granice prawa, szczególnie Konstytucję, na którą tak się powoływali, a już szczytem ich bezczelności jest, że na nią przysięgali.
Jak ten etap będzie spełniony, można rozmawiać o zmianie prawa w ten sposób, by komukolwiek nie przyszło do głowy stosować prawa, jak on, czy krzywoprzysięgli prawnicy je rozumieją i to nawet w stopniu zamachu stanu.
Kolejnym etapem praca nad zmianami Konstytucji zgodnej z Polską Racją Stanu, do tego zmiana zakresu zależności UE, prawo odmowy decyzji, która jest niekorzystna dla Polski i Polaków, potem możemy iść dalej. |
|
|
VivaPalestina TW Tezeusz
"jak sam piszesz Izrael to twój dom rodzinny i to same " kurwy"."
Zostawiam bez komenatrarza idioioto. |
|
|
Dark Regis Podpisuję się pod większością z tych punktów, ale.... Na przykład nie da się nic odbudować ani nawet nadbudować nad obecną strukturą kadr w państwie. Zresztą nie tylko w państwie, w poszczególnych instytucjach również: PAN, SN, uczelnie ("autonomiczne" czyli komunistyczne), szpitale, służby, samorządy na poziomie spółeczek od "śmieci" jak mafie, ... Długo by mówić. Gdzieś tu był na pierwszej stronie przez chwile artykuł o ojkofobii. Nie podzielam tego poglądu, że każde plucie na "kraj" czyli w zasadzie państwo jest formą ojkofobii. Uważam wręcz, że może to być jeden z ostatnich zdrowych i naturalnych odruchów dla ludzi nie pozbawionych resztek człowieczeństwa przez "system". To nie ojko-FOBIA, tylko organiczna niezgoda na kretyno-FILIĘ, czego najlepszym przejawem jest obecny sejm, komisje sejmowe, struktury państwa obsadzone od góry i cała reszta ludzików, którzy jakoś nie dostrzegają w kretynach kretynów i nie przeszkadza im wcale, że tacy stale dorywają się do rządzenia "jakimś cudem". Gdy matura została wymyślona jako środek blokujący kariery idiotom, egzaminy (wstępne, na prawko, końcowe) jako sposób na zablokowanie drogi cwaniakom i niedorobom, badania lekarskie dla pracowników jako sposób wyławiania oszołomów przed postawieniem ich przy przejeździe kolejowym, itede itepe, to dziś wszystko jest certyfikowane, opapierzone i śmiertelnie poważne do tego stopnia, że zaczyna się gołym okiem dostrzegać wokół kretynów z tytułami profesorskimi, stopniami generalskimi, certyfikatami przemykających stadami do wszystkich struktur decyzyjnych w państwie. Tego nie da się już wyleczyć wskazaną powyżej przez @Autora procedurą w paru punktach. To wymaga podważenia i obalenia systemu papierów i tytułów, żeby nie pozostał ani jeden kretyn zdolny zając decyzyjne stanowisko, pod którego opiekę zbiegną się zaraz inni, niczym kuzyni super Niemca Habera, co bardzo rozsierdziło niedobrego Adolfa. No nawet ten zawoalowany kwiecisty język nie jest jakimś przypadkiem, tylko pokazuje jak nas tresuje ta polityczna pompa ssąco-kretynująca wprowadzając wszędzie gdzie wypowiada się własne myśli cenzure prewencyjną, żeby nikt aby nie zakrzyknął gdzieś z kąta, że król to debil. |
|
|
Jabe Społeczne zaufanie i patriotyzm nie wystarczą. |
|
|
mjk1 Ty nie masz uzasadnić, że głupota nie popłaca Dżabe, tylko wykazać, co w moim wpisie tą głupotą jest.
Dasz radę? |
|
|
Jabe Nie potrafię uzasadnić, że głupota nie popłaca. |
|
|
mjk1 A potrafisz uzasadnić Dżabe, czy znowu nie dasz rady? |
|
|
mjk1 Nie gniewaj się Kudła, ale przypominasz mi ZMS-owca z epoki Jaruzelskiego i takie też masz poglądy.
To nie jest projekt naprawy państwa, to lista represyjnych fantazji oderwanych od rzeczywistości i prawa. Wzywasz do powołania zarządców komisarycznych w „mafijnych miastach”, do zsyłania ludzi do „skansenów” za orientację lub przeszłość zawodową, do delegalizacji partii i mediów za poglądy, to nie reforma, to autorytarny zamach na wolność i konstytucję.
Co więcej: chcesz wypowiedzenia unijnych traktatów, ograniczenia wolności słowa, wydalania ludzi za poglądy lub pochodzenie. To nie są postulaty polityczne, to prawna i moralna anarchia ubrana w narodowe hasła.
Piszesz, że liczysz na „rozliczenie obecnie rządzącej bandy”, ale sam nie widzisz, że 35 lat III RP to nie był układ jednych przeciwko drugim, ale wzajemna wymiana elit pasożytujących na państwie. I PiS, i KO, i postkomuniści, wszyscy karmili się tym samym systemem. Dlatego żaden z nich nie oczyści państwa, bo sam jest jego częścią.
Nie chodzi dziś o zemstę, ideologiczną czystkę czy tworzenie rezerwatów dla „innych”. Chodzi o napisanie nowych zasad gry, uczciwych, prostych, bez świętych krów i bez wrogów ludu. A to da się zrobić tylko z poziomu suwerena, nie z pozycji pałki.
Jeśli ktoś Ci obiecuje, że załatwi to przez przemoc, wypędzenia, zamykanie mediów i nagonki, to kłamie. I szykuje Ci kraj gorszy niż ten, który rzekomo chce naprawić.
Chcesz prawdziwej reformy? To wspólnie rozmontujmy system dłużny, zależność od międzynarodowych korporacji, fikcyjną demokrację opartą na kartelach partyjnych i rozbiór ideowy państwa między Kościół a antyklerykalną wendetę. Ale nie kosztem wolności, prawa i człowieczeństwa.
Bo Polska, którą budujemy, musi być sprawiedliwa, nie święta, nie „czysta”, nie ideologicznie sterylna, tylko sprawiedliwa i wolna. |
|
|
Jabe Przydałaby się też kropla oleju w głowie. |
|
|
mjk1 To bardzo trafne i ważne pytanie Es: kto miałby społeczne zaufanie i legitymację moralną, by poprowadzić pracę nad głęboką reformą państwa? I choć dziś nie istnieje żadna oficjalna lista ani żaden „komitet odbudowy Rzeczypospolitej”, to są osoby, które przez ostatnie lata zdobyły autorytet niezależny od układów partyjnych, poprzez swoją konsekwencję, działalność obywatelską i niezależne myślenie.
Nie chodzi tylko o zawodowych polityków, komentatorów czy medialnych liderów opinii. Chodzi o ludzi spoza systemu, którzy zachowali integralność i zyskali zaufanie tych, którzy mają dość fałszywej alternatywy między jedną a drugą stroną tego samego, zużytego układu. W tym kontekście warto wskazać trzy osoby, których dorobek i postawa czynią z nich naturalnych kandydatów do współtworzenia zespołu przygotowującego plan naprawy państwa:
Michał Woś – aktywny społecznie i intelektualnie, od lat konsekwentnie diagnozuje mechanizmy upadku instytucji państwa, z naciskiem na geopolitykę, kulturę i suwerenność. Nie idzie na kompromisy z żadnym z istniejących bloków politycznych.
Paulina Matysiak – jedna z najbardziej rzetelnych i odważnych postaci nowego pokolenia, łącząca świadomość obywatelską z empatią społeczną. Jej działalność pokazuje, że można być jednoznacznym bez agresji i niezależnym bez izolacji.
Grzegorz Płaczek – znany ze stanowczej postawy wobec nadużyć instytucji państwowych, zwłaszcza w ostatnich latach. Dla wielu symbol odwagi cywilnej, który nie ucieka od odpowiedzialności za słowa i czyny.
To oczywiście nie jest zamknięta lista, ale przykład kierunku, w którym warto patrzeć: osoby z kręgosłupem moralnym, nieposzlakowaną opinią i niezależnym dorobkiem. Takich ludzi jest w Polsce więcej, wśród lekarzy, prawników, przedsiębiorców, nauczycieli czy rolników. To nie oni muszą się zgłaszać, to społeczeństwo musi stworzyć przestrzeń, w której ich głos zostanie zaproszony do stołu.
Podsumowując: nie szukajmy przywódcy z plakatu, który „pociągnie za sobą tłumy”, ale ludzi, którzy zainicjują proces pisania nowego kontraktu społecznego. Taki zespół nie musi mieć legitymacji partyjnej, wystarczy, że będzie miał społeczne zaufanie i gotowość do działania poza logiką obecnego układu. A to właśnie reprezentują Matysiak, Woś i Płaczek i wielu podobnych, których dopiero trzeba usłyszeć. |
|
|
Jabe Po ośmiu latach mogą się pochwalić służeniem obcym narodom i zamordyzmem pandemicznym. Czymś jeszcze? |
|
|
mjk1 Dziękuję za ten głos Droga Aniu, to ważna uwaga, która dotyka jednej z najbardziej wrażliwych sfer w debacie publicznej: relacji państwo–Kościół i rozumienia świeckości jako zasady ustrojowej. Rzeczywiście, zmiany takie jak usunięcie imion świętych czy błogosławionych z nazw instytucji publicznych mogą budzić kontrowersje, nie tyle prawne, ile symboliczne. Dlatego warto oddzielić tu trzy różne płaszczyzny.
1. Neutralność świecka nie oznacza walki z religią
Państwo świeckie to nie państwo ateistyczne, ale neutralne światopoglądowo. Nie faworyzuje żadnej religii ani jej nie zwalcza. To oznacza, że urzędy, szkoły czy instytucje publiczne nie powinny być nośnikami religijnego przekazu, nawet jeśli większość obywateli wyznaje jedną wiarę. Nie chodzi o usuwanie religii z przestrzeni społecznej, tylko o oddzielenie jej od struktur państwowych, które służą wszystkim obywatelom, także niewierzącym czy wyznawcom innych religii.
2. Symbole i patronaty mają znaczenie, ale nie powinny być narzędziem dominacji
Nadanie szpitalowi czy szkole imienia świętego to zawsze akt interpretacyjny. Jeśli decyzja taka była podjęta w sposób niekonsultowany, narzucający określoną tożsamość religijną, to zmiana może być postrzegana jako przywrócenie neutralności, nie jako zemsta, ale jako korekta. Oczywiście forma i intencja są tu kluczowe: jeśli działaniom brakuje dialogu i wrażliwości, łatwo o wrażenie rewanżu. Ale sam fakt rozdzielania sfery publicznej od religijnej nie musi oznaczać wojny z Kościołem.
3. Relacje państwo–Kościół wymagają nowego zdefiniowania, nie w celu niszczenia, lecz porządkowania
Konkordat, ulgi podatkowe, finansowanie katechezy, funkcjonowanie funduszu kościelnego, obecność duchownych w instytucjach publicznych, to wszystko elementy, które wymagają przeglądu i aktualizacji. Nie dlatego, że Kościół należy „usunąć”, ale dlatego, że społeczeństwo się zmieniło, a konstytucyjna zasada bezstronności światopoglądowej państwa pozostaje zbyt często martwa.
Przykład muzeum w Toruniu pokazuje inną stronę tego napięcia: jeśli instytucja publiczna (finansowana przez państwo) pełni rolę misyjną, ideologiczną lub partyjną, powinna być rozliczana z tej funkcji, niezależnie od tego, kto ją utworzył. Nie chodzi o zaprzeczanie wartościom, które reprezentuje, ale o pytanie: czy realizuje misję publiczną, czy partykularną?
Podsumowując: świeckość państwa to warunek sprawiedliwości instytucjonalnej, nie akt niechęci wobec religii. Jeśli rozdział państwa i Kościoła ma być uczciwy, musi obejmować także język, symbole, finansowanie i wpływy instytucjonalne, a nie tylko deklaracje. Ważne, by te zmiany nie były prowadzone w duchu odwetu, ale porządkowania. I warto o tym rozmawiać, bez oburzenia i bez uproszczeń.
W dzisiejszym wpisie umieściłem ogólny zarys reformy. Każdy z rozdziałów omówię bardziej szczegółowo w dalszych wpisach. Ten poświęcony rozdziałowi kościoła od państwa też. Wtedy zapraszam do dyskusji. |
|
|
sake2020 Każdy czas jest tu dobry. |
|
|
Jabe Czemu mieliby to zrobić tym razem? |
|
|
keram Jeszcze raz zagłosuję na PIS, z nadzieją, że:
- przeprowadzą dogłębną reformę sądownictwa
- rozliczą w 100% obecnie rządzącą bandę
- zdelegalizują postkomunistyczne partie polityczne i zlikwidują antypolskie media (onet, TVN, GW)
- wprowadzą zarządy komisaryczne w dużych, mafijnych miastach
- obniżą renty dla eSBeków do śr. Krajowej i zarządzą zwrot nadpłaconych świadczeń
- wypowiedzą pakty szkodliwe dla Polski lub zawieszą członkostwo Polski w UE
- wydalą z kraju antypolskich zdrajców innych nacji
- ........
|
|
|
keram Naprawę stolicy trzeba zacząć od powołania zarządcy komisarycznego, oraz zbudowania specjalnego ośrodka - rezerwatu i tam umieścić wszystkich eSBeków ! Może też przydałby się skansen dla zboczeńców ! |
|
|
Es Tak. Ciągle jednak zastanawiam się i od lat zadaję pytania o zestaw nazwisk, które mogłyby otrzymać społeczną akceptację i zgodę na opracowanie tego scenariusza |