Otrzymane komantarze

Do wpisu: Inteligencja
Data Autor
Polecam też dyskusję na blogu p. Izabeli naszeblogi.pl Pozdrawiam
Bez wątpienia ta pani winna zasilić szeregi Komisji Etyki Polskiej Akademii Nauk, może w zastępstwie pani Senyszyn (niezalezna.pl), bo obie na raz by się mogły nie przepchnąć - i darcie pierza gotowe. Takie gremia ... intelygentuff.
Do wpisu: Chore oko krowy
Data Autor
"I szkoda tej krwi serdecznej, ale Niemcy cenią sobie okazje do jej przelewania. Tyle." Dlatego szeroko rozkładają ręce,i kolejny raz zło w gościnę do siebie zapraszają,aby w całej tej nagłej,nieprzewidywalnej sytuacji,usadowić się na pozycji sprzymierzeńca,a nie wroga.
Do wpisu: W sercu Brooklynu
Data Autor
St. M. Krzyśków-Marcinowski
No nie…! Do NYC ściągają najpiękniejsze dziewczyny z całego świata. Uroda MM nie wcale nie byłaby w metrze lub na ulicy czymś nadzwyczajnym. Ogólnie o metrze nowojorskim, myślę tu o ludziach nim podróżujących, można powiedzieć, że jest czymś nadzwyczajnym - niesłychaną wręcz przygodą. Polecam. Sam tłukłem się nim przez dwa miesiące pewnego lata, a nie mając języka korzystałem tylko z części tej frajdy. Pozwolę sobie na małe sprostowanie. Na tej kracie wentylacyjnej metra nie można się ochłodzić - bucha z niej nieprzyjemne, gorące powietrze. Sukienki są podwiewane przez przeciągi i pęd wagonów na peronach stacji metra, szczególnie na tych manhattańskich. Dziewczyny o tym wiedzą :) O dziwo, to nie w Nowym Jorku spotkałem te kobiety, pod wpływem urody których poczułem się przez chwilę jak dziadek z „Błękitnego anioła”, ale miało to miejsce na głębokiej, pensylwańskiej prowincji… Pozdrawiam
gorylisko
dzięki za plastyczny opis metra...niemal słyszałem ten zgrzyt metalu... ale do tego wzbudził pan moje samcze wspomnienie...też związane z metrem i hameryką jako taką oraz ze słynną sceną z udziałem Marylin Monroe chłodzącą się nad kratkami ponad przejżdżającym składem metra... skądinąd wiem, że scena ta doprowadzała do amoku wielu samców rodzaju męskiego... patrząc na dzisiejsze wyczyny pań i chłoptasiów których trudno nazwać mężczyznami, łza się w oku kręci... coś mi się wydaje, że może w przyszłym roku postaram się wybrać w opisane przez pana okolice i posluchać tego metalowego koncertu... bo o ujrzeniu jakiejś dziewczyny klasy Marilyn Monroe na kratce nad metrem to chyba niema co marzyć...
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Dzięki za pozytywny certyfikat jakości. Podświadomie uważałem podjęty temat za eksportowy. W mentalności zaś osób wychowanych w czasach komuny, mnie to jak najbardziej dotyczy, funkcjonuje ukształtowany wtedy mechanizm, że jak coś „idzie na eksport”, to się sprężamy;)
Valdi
Wooow ! Co za styl ... Świetnie Pan pisze.
Do wpisu: Paweł Takashi Nagai - rycerz Niepokalanej
Data Autor
W istocie, co do Einsteina, przytoczyłam pochopnie obiegowe, niepotwierdzone informacje, ale... czy informacje cytowane przez "autorytety" są też prawdziwe? Jego życiorysu strzegą "lewackie moce", u nas z kręgów GW.Jednak dajmy spokój Einsteinowi kwitując to myślą, która mnie przekonuje, że dla Boga nasza (ziemska) mądrość nie jest mądrością. Natomiast co do przepowiedni i mistycznych spotkań z przedstawicielami "życia po życiu", to mimo sceptycyzmu, ufam w wiedzę przekazaną (m.in.) przez św. Faustynę Kowalską. Z przyjemnością poczekam na dalsze informacje o Pawle z Nagasaki.
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Podobnie napisano w przedmowie do "Dzwonów Nagasaki". Pozdrawiam
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Tak właśnie jest – po latach obserwacji zjawisk dziejących się wokół nas wykluczam przypadkowość niektórych zdarzeń, nie mogą też ich aranżować wyłącznie jakieś ukryte, nieznane nam reguły o charakterze przyrodniczym. Należy jednak powiedzieć, że nigdy dosyć ostrożności w odniesieniu do „widzeń”. Zastanowić się można nad tym, przypatrując się dwóm życiorysom: bł. Marii Karłowskiej i mariawitki Marii Kozłowskiej. Z jednej strony chwalebna służba, z drugiej ogłupienie i błąd. Trudno wniknąć do końca w duszę pana Einsteina albo się nie dać zasugerować propagandowym o nim wypisom, lecz mam wiedzę na temat jego poglądów nieco odmienną niż Pani. W swoich listach wyrażał się dobitnie, że „Bóg to bzdura”. Budujemy swoją opinię o świecie, oglądając się na różne autorytety, inaczej się nie da, nie można jednak przy tym zapominać, że wiedza każdego z tych „mądrali” są zawsze bardzo niekompletna. Powinienem się z Pawłem Nagai spotkać w jakiejś mądrej książce, usłyszeć w jakiejś audycji, trafić na historię o nim w internecie. Było inaczej – spotkałem go w pomieszczeniu dla zwierząt, bardziej poetycko brzmiałoby, że to coś jak betlejemska szopa, ale prawda jest taka, że to była najzwyczajniejsza obora. Jak można spotkać Japończyka-katolika, nad którym wybuchła bomba atomowa, w takim miejscu? Ano, jakoś tak się udało Pozdrawiam i dziękuję serdecznie za podzielenie się refleksjami. Będę miał coś jeszcze do dodania o Pawle z Nagasaki.
Pisze Pan, że zaskakująco natknął się Pan na postać Pawła Nagai. Twierdzę, ze w takich sytuacjach nie ma przypadków, o czym chrześcijanie mają wiedzę, bo przecież modlą się "bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi", proszą "Panie, prowadź nas". Zatem, Najwyższy Nawigator naprowadza nas na właściwe ścieżki by umacniać naszą wiarę. Osobiście w tej chwili oczekuję na książkę wizjonera o pseudonimie Adam-człowiek,o którym jeszcze parę dni temu też nie miałam pojęcia. To postać, podobnie jak św. Faustyna Kowalska, która miał widzenia i przepowiednie, również co do losów Polski i nawet konsultował się z nim sam Jan Paweł II. Wracając do mądrych tego świata, to przecież A.Einstein też wierzył w Boga. Życzę Panu owocnych poszukiwań i szlachetnych spotkań.
Tak, piękny i wzruszający, i budujący. Jak to dobrze być wrażliwym - przynosi wewnętrzne szczęście i pokój, których niczym nie da się zastąpić. Pokój twojej duszy, Pawle!
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Cieszy mnie Pani aprobata dla niezwykłej postaci Pawła Nagai, wyrażona tak otwarcie. Podobno trwają przygotowania do nakręcenia filmu o jego życiu. Być może zostanie dzięki niemu wydobyte z niepamięci opinii światowej to niezwykłe świadectwo. W gruncie rzeczy biografia tego człowieka powinna być znana każdemu katolikowi w Polsce; przede mną samym pojawił się zaskakujący sposób dopiero kilka lat temu. Posługując się przypadkiem imponującej wiary japońskiego naukowca, zamierzam o nieszczerości dzisiejszego świata, obejmującej również religię, coś jeszcze napisać. Podobnie jaki i o tym, że naiwnością byłoby sądzić, że nieznane jest mniejsze od poznanego. Pozdrawiam
Wspaniały, budujący tekst. Wzrusza i umacnia w wierze, że nie jesteśmy osamotnionymi pyłkami w Kosmosie.
Do wpisu: Koty
Data Autor
St. M. Krzyśków-Marcinowski
W żadnym stopniu nie przesadzam. Przedstawiłem po prostu fakty z życia zwierząt. Jestem rolnikiem starej daty i stąd trudno mnie posądzać o zbytnie rozczulanie się nad losem zwierząt, małych i dużych. Myślę przede wszystkim o ludziach, których wzloty i upadki łatwo zilustrować posługując sie światem ożywionej przyrody. "Koty" należy widzieć jako tekst o nieistnieniu ekologów w Polsce. Przed 30 laty w mojej okolicy wystepowały wszystkie gatunki żab, poza kumakiem górskim. Teraz praktycznie nie ma żadnych. Zabiło je stosowanie pestycydów. Oto fragment czegoś, wobec czego słowo pomór jest za słabym określeniem.
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Sądzę, że temat jest sednem polityki. Dotyka spraw o rozległym zakresie i prawie każdego człowieka osobiście. Też bardziej wolę koty niż psy:)
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Dokładnie - to jest o ludziach. Właśnie to było moją intencją. Gratuluję wyczucia - w pierwotnym moim zamyśle ten wpis miał być pierwszą z połówek tekstu, który mówi o zabijaniu. Postanowiłem to rozdzielić, gdyż wydawało mi się, ze wzajemne odniesienie ptaki – koty – ludzie będzie niezbyt jasne. Drugą część, dotyczącą nowoczesnego rolnictwa i nieświadomości, wkrótce napiszę. Uzupełni rozpoczęty tu wątek myślowy. Będzie tylko o ludziach – jedni giną, jak te ptaki; drudzy, niewidoczni, patrzą na to. Pozdrawiam
gorylisko
hmmmm... swego czasu mieszkałem na betonowym osiedlu, stylu...puxnego gomułki tj. mała kuchnia, łazienka, dwa pokoje... powiem tak, Bogu dzięki za koty... gdyby nie one to miałbym szczury wielkości kotów... koty na osiedlu w większości dzikie... ptaki, tych nie brakowało, gołębie, sroki, wróble...etc. u kolegi w Hamburgu, kotów niema ale szczury...robią wrażenie... czy pan czasem nie przesadza...fakt, więkoszść ekologów czy innych miłosników zwierząt jest zwyczajnie pieprznieta...ale czy z tym pomorem w okolicy pan nie przesadza ? ostatnio czytałem wpis jednego gościa któren opisywał zaniki rojów pszczelich... bo hameryak sieje ferromagnetykami i biedne pszoczoły gubia orientację etc. z tego co mnie wiadomo, to pszczoły orientują się na słońce a nie na kompas magnetyczny...ale wszystkiemu winna hameryka...i te jej militarne projekty...
Onion
Mieszkam właśnie z 7 kotami, w pogrzebach od wiosny uczestniczyłem kilku w tym własnej matki. I tyle w tym temacie. Nie upolityczniałbym tego, ale każdy ma prawo do swojej opini
Andrzej Wolak
To jest o ludziach, nie o kotach. Jestem miłośnikiem kotów. kto zna ten wie. Odchowałem kilka pokoleń kotów na targowisku. Wiele razy widziałem, gdy opasłe, rozleniwione, "bezdomne" kocice pozwalały karmić się z ich misek gołębiom i srokom. Zwłaszcza sroki. Te zupełnie nic sobie nie robiły z tej asystencji... Moja jedna kocica wyłapuje mi ryby z oczka, zdarza się, że któraś przyniesie ptaszka. To jest tekst o ludziach, nie o kotach... Pozdrawiam.
Do wpisu: Mattia Almaviva - Roma z Barceloną w Warszawie
Data Autor
NASZ_HENRY
W szkole zamiast piłki ćwiczą gender ;-)
Do wpisu: W okowach obłudy
Data Autor
NASZ_HENRY
PO wpędziła Polskę w długi 10 razy większe niż PZPR. Takie fakty ;-)
Do wpisu: Ostatni rozbiór Polski
Data Autor
szara_komórka
Myślę, że to nie tylko psychologia tłumu. Jeżeli się przyjmie, że kampania wyborcza jest pewnego rodzaju grą, w której przeciwnicy muszą przyjąć pewną strategię rozważając jakimi środkami rażenia dysponują (media w większości posiada urzędujący establishment). Dlatego uważam, że Andrzej Duda w żadnym wypadku nie mógł podążać drogą proponowaną przez EksWrocławianina. Byłaby to droga do przegranej. Co innego tłum, on może być żądny krwi. Pozdrawiam.
St. M. Krzyśków-Marcinowski
W komentarzu powyżej ustosunkowałem się do rozgryzanego tu problemu. Od dawna planuję wpis o pewnej walce bokserskiej oglądanej przeze mnie kiedyś we Wrocławiu. Na mecz pięściarski przychodzą ludzie oczekujący twardości oraz nieustępliwości zawodników. Kiedy jednak pojedynek przyjmuje, jak wtedy w hali Gwardii, charakter bezkompromisowy, to mimo, że wszystko odbywa się w zgodzie z przepisami, to widownia, wcześniej pozornie żądna krwi, nagle, w sposób zgoła histeryczny, zaczyna wzywać sędziego do przerwania walki. W psychologii tłumu, wyborców na przkład, jest coś nie do ogarnięcia... Pozdrawiam
St. M. Krzyśków-Marcinowski
Ogół ludzi w Polsce woli uciekać od prawdy, nie zamierza zajmować stanowiska w kwestiach przedstawionych w najjaśniejszy nawet sposób, jak Pan to właśnie przy pomocy kilku konkretnych pytań uczynił. Myślę, że Andrzej Duda, mając świadomość takiego nastawienia społeczeństwa, z rozmysłem unikał przygwożdżenia przeciwnika przy pomocy argumentów o ostrym charakterze. Zostałoby to źle odebrane i mogłoby ujemnie wpłynąc na jego notowania. Stało sie tak kiedyś z Wałęsą, który wygraną z Kwaśniewskim miał już w kieszeni, a po propozycji podania oponentowi nogi stracił kilka decydujących punktów. Kiedyś otwarcie mówiono o swoim statusie społecznym, wyznaniu, poglądach, źródłach utrzymania. Dziś wszystko jest tajemnicą - jakoś tak idiotycznie zostało to ustawione i ludzie myślą, że tak powinno być. Wczoraj się dowiedziałem, że nawet pytanie o liczbę posiadanych dzieci zadane przez pracodawcę może zostać określone przez pracownika, jako coś, co godzi w jego prywatne dobro. Z orzeczeniem tego typu spotkałem się przy okazji swoich starań o znalezienie przepisów prawnych pozwalających mi (albo zabraniających) na dowiadywanie sie do jakiej partii politycznej należy osoba urzędowa. Posługiwałem się przykładem dyrektora szkoły, bądź kandydata na to stanowisko. W sposób żywotny dotyczy to moich własnych interesów, własnych dzieci, gdyż poglądy dyrektora i nauczycieli niewatpliwie pozostawiają trwałe ślady w procesach edukacyjnych. Stwierdzono, że chcąć się tego dowiedzieć naruszyłbym prawo (informacja od Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie). Ta wbudowana w psychikę Polaków skłonnośc do ucieczki od prawdy, od konsekwencji wynikających z zapisów prawnych, pozwala na powstawanie pokładów fałszu i obłudy, na okpiwanie wymiaru sprawiedliwości, który jest przez tego rodzaju aprobatę społeczną, trochę jak sędzia piłkarski Gil z Lublina, gwiżdżący na rzecz możnych, czyli drużyn z Warszawy lub Poznania. Pozdrawiam