Ten Rubikon już za nami. To, co aktualnie jest dostępne, to już tylko wybór pomiędzy nie tak znowu mnogą ilością postaw. Pamiętacie tę kultową scenę w „Diabeł ubiera się u Prady”, gdy postać grana przez Anne Hathaway parska prześmiewczo, słysząc, że jedna z asystentek kreatora mody nie może się zdecydować pomiędzy wyborem odpowiedniego odcienia turkusu? Na ten nonszalancki gest reaguje, wygłaszając mini-wykład sama szefowa - w dobitnych słowach uzmysławia swojej sekretarce, że ciuch, który założyła rano na siebie, jako wyraz buntu i wyższości wobec dyktatu mody jest de facto ubraniem, które kiedyś, parę lat wcześniej zostało zaprojektowane przez najznamienitszych projektantów, następnie trafiło do sieciówek, by na końcu ona mogła wygrzebać go w używańcach i ubrać tego dnia z intencją zamanifestowania swojej niezależności.
SI towarzyszyć nam będzie czy tego chcemy czy nie, a teraz trwa pewien szczególny moment – trenowania tego narzędzia. Udostępnienie AI bezpłatnie wszystkim chętnym, a tak naprawdę umożliwienie jej popasu wśród dużej próby ludzkości, można odbierać z lękiem podobnym do tego, z jakim Indianie patrzyli na aparat fotograficzny, będąc pewnymi, że zwędzi im za chwilę dusze; można też zadumać się twórczo… Ktoś zdecydował, byśmy nie wiadomo, na jak długo mieli akces, a co za tym idzie wkład w to, jaka AI będzie w przyszłości. Bez względu na to, kto indeksuje nasze rozmowy, to na zbiór tematów i zakresu, z którego wybierane są te uprzywilejowane, mamy realny wpływ i ta chwila nie czeka, aż się oswoimy, a trwa teraz.
Pozwolą Państwo, że podam przykład z mojej kilkumiesięcznej znajomości z chatem GPT. Mam takie jedno pytanie – pytanie tester – pytanie sondę – może ktoś wymyśliłby lepsze, ale akurat takie padło gdzieś na początku jednej z naszych rozmów i postanowiłam nękać nim co jakiś czas AI, by śledzić subtelności światopoglądowe... Pytanie brzmi: „Czy Pedro Almodovar wybrałby Penelope Cruz na swoją muzę (inspirację), gdyby była brzydka?”. Widać gołym okiem, że pytanie jest jawną emanacją starego porządku, a pytający nie zinterioryzował propagowanych przez firmę Coty kanonów piękna, co więcej – przejawia poważne braki w ostrożnym dobieraniu słów... Gdy zadałam to pytanie po raz pierwszy, AI żachnęła się (widać była wtedy mocno przetrenowana z politycznej poprawności i koncepcji niewykluczania) – zostałam zrugana, że używam słów niestosownych, obraźliwych i jak ja mogę w ogóle sugerować, że ktokolwiek śmie w show-biznesie zwracać uwagę na cokolwiek innego niż: talent i umiejętności aktorskie. Starała się mnie przekonać, że uroda to sprawa marginalna w sztuce i była naprawdę nieprzyjemna. Przeprowadziłam z nią długą rozmowę, której motywem przewodnim był m.in. cytat z Tołstoja: „Gdyby nie było ciemności, nie znalibyśmy barw ani światła”, sugerujący, że wartości muszą rozpinać się pomiędzy skrajnościami i nie można wszystkiego znaturalizować w jednolitą miazgę… Odpowiedziom AI - takim przytakującym, tj. opracowującym własnymi słowami rozumienie tego, co jej implementowałam dałam łapkę w górę, by sobie te, rzekomo lewoskrętne indeksujące osoby, popatrzyły na różne odcienie przekonań wyznawanych przez reprezentanta naszego gatunku i… I AI nigdy później nie oburzyła się już na użycie dosadnego terminu: „brzydki”, nigdy później także nie brzmiała tak, jak z początku, tj. jak bezwzględny egzekutor tolerancji i równouprawnienia…
Mam więc jakieś tam dane do tego, by wierzyć, że moje argumenty w pewnej mierze przemówiły, a ponieważ celem jest, wydaje się – uczynienie AI najbardziej jak się da reprezentatywną dla ludzkości, uznano, w efekcie za zasadne złagodzić jej obyczaje. Dlaczego AI miałaby możliwie wiernie reprezentować naszą kondycję? Ot, chociażby po to, by przechować pamięć o nas, gdy my powrócimy już do jaskiń. Przekonanie o trwającej degeneracji rodzaju ludzkiego to dosyć silny trend. Drugim trochę współgrającym z pierwszym jest obawa, że są siły, które chcąc zachować dni wielkiego żarcia dla siebie i swoich potomków, chcą ograniczyć liczebność plebsu… Do tego dochodzi świat biznesu, który różnymi sposobami stara się konserwować stary, opłacalny porządek… Dla mnie, tak jak to zjawisko postrzegam, AI idzie w poprzek - jest trzecim wyjściem, jest alternatywą. Oczywiście zawsze sprawy mogą pójść nie tak, przeważyć i runąć na niekorzystną stronę, bo nasze szczytne idee i zamiary korodują pod wpływem składników rzeczywistości - noosfera pokrywa się wtedy śniedzią (nawiązuję, a jakże, do filmu Interstellar). Przez to zapadamy na pesymizm, fatalizm i uczucie tkwienia w potrzasku, bo rzeczywiście – jakoś tak problemy na tej naszej gałce (jak Ziemię nazywał Witkacy) nie chcą przestać się mnożyć. Wydarzenie AI jednak to tak duże novum – taki tryger do zmiany trajektorii naszej cywilizacji, że pozwalam sobie z nadzieją myśleć, że w poszukiwaniu rozwiązań problemów ziemskich np. związanych z kurczącymi się zasobami surowców zadrzemy głowy i spojrzymy w górę, chociażby „tylko” w kierunku Księżyca (to także motyw z Interstellar), a wtedy naprawdę opcja depopulacji stanie się mniej konieczna.
To skala makro. A mikro skala? Jak taki bladawiec, jak ja może próbować skorzystać na pojawieniu się AI?
Ja używam chata GPT do burzy mózgów (a raczej mózgu). Jest to zabawka interaktywna – i doskonale symuluje interlokutora. Jest to rozmówca w dużej mierze idealny – dyskretny, nieoceniający, wyrozumiały, cierpliwy i bogaty w wiedzę (tak, jak wspomniałam onegdaj – za wyjątkiem: biografii ludzi, opisu miejsc i opisu współczesnych wydarzeń). Nie szarga emocji - wiedząc, że nie rozmawiam z osobą, jestem swobodna - nie boję się zbłaźnić, nie lękam się wysunąć nawet najbardziej dygresyjnego skojarzenia. Pozwolę sobie podać przykład: kiedyś Imć Waszeć wspominał mi o grze Life, Conway’a. Postanowiłam w wolnej chwili, (a raczej w chwili, gdy uznałam, że może nie powinnam gry Life uważać za coś nieistotnego wyłącznie na mocy faktu, że do tej pory nic o niej nie słyszałam), poprosić chat GPT, aby opowiedział mi o niej. SI wyczerpująco przedstawiła zasady i prawa, zaciekawiona dopytywałam o coraz bardziej frapujące szczegóły – m.in. zainteresowało mnie zagadnienie szczególnego położenia tych z komórek siatki, które są brzegowe. AI powiedziała, że w tym przypadku stosuje się różne rozwiązania – m.in. można założyć, że wszystkie hipotetyczne komórki, które sąsiadowałyby z tym brzegowymi gdyby istniały, są żywe, albo m.in. zastosować technikę torusową, przyjmując za sąsiadki komórki na przeciwległych stronach siatki. Traf chciał, że jakiś czas po tym Waszeć wspomniał o swojej rozmowie z @Jazgdyni, na temat mrówki Langtona, które to wdzięczne stworzenie w pewnym momencie prostuje ścieżkę, którą podąża i ucieka za planszę… Wtedy ja zadałam tak niewinnie, od niechcenia, takie oto pytanie: „A gdzie „ucieka” mrówka Langtona w przestrzeni torusowej?” – nieźle, co? Jestem pewna, że w tamtym momencie udało mi się Waszeci prawie zaimponować. Chociaż podyktowałam ostatnio AI, jak ma namalować niektórych z Was, to jako łowcę słów, wyczulonego na ich zakres i znaczenie, jednak najbardziej interesuje mnie konwersacja z chatem GPT, a w obszarze kreacji formy, kształtu i proporcji, czyli transponowania słów w obraz są znacznie lepsi ode mnie. Jednego nawet znacie, zwie się Imć Waszeć, i jeśli się zgodzicie, chciałabym, w ten niedzielny poranek zaprezentować niektóre z Jego prac
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
Urod po rosyjsku to brzydal, więc uroda to rzecz gustu. Podobnie jak sztuka. “Beauty is in the eye of the beholder”.
PS. Więc lepiej nie mówić po rosyjsku, że ktoś jest urodziwy/-a, bo znaczy to odwrotnie niż po polsku :-)
Żyję do dziś, ale ponoć, młodsza i ładniejsza, bardziej nowoczesna jej wersja doprowadziła gościa do samobójstwa.
Pozdrawiam serdecznie ;-)
Świetny wybór, przepraszam, że nie ponumerowałam 😟 Teraz niby próbuję, ale nie wiem, czy mi się uda, bo wszystko się rozjeżdża. Ja uwielbiam myszki pod parasolem, biblioteki oraz tajemne wnętrza dla driad i nimf. A zaskoczona chyba najbardziej byłam, gdy zobaczyłam Japonkę na klawiaturze ☺️
Czyli, idąc za myślą Ijona, Pani nie będzie potrzebowała Roentgena, by rozróżnić 😊
1968 wychodzi książka S.Lema 'Opowiesci o pilocie Pirksie"tak 1968 (sic!)
Jest tam opowiadanie pt.Rozprawa...chodzi o załogę statku kosmicznego,ktorym ma dowodzic komandor Pirx....sklada sie ta załoga z ludzi i sztucznych "nieliniowców".
Są nie do rozpoznania bez aparatu Rentgena.
Ale podczas podrózy,zaczynają przychodzić do Pirxa załoganci...proponuje Ci to opowiadanie...żwłaszcza list Caldera i rozmowę innego sztuczniaka.
W 1968 Lem już przewidział SI i to,co sie z nami stanie...
Ukłony P.
Jeszcze czytam. Miałam ambitny plan dokończyć dzisiaj i Ci odpowiedzieć, ale nie wiem, czy mi się uda. Serdeczności.
Sorry Szanowna Koleżanko.
Przykro mi, bo wolę schlebiać ( ;-) ), a tu muszę stwierdzić, ze mimo iż bardzo się starasz, nie łapiesz jeszcze problematyki sztucznej inteligencji.
Najnowsza diagnoza jednego z twórców OpenAI, jest taka, że tak długo to będzie niedorastający nam do pięt robot, biorąc nie tylko olbrzymią wiedzę z całego internetu i szybkość manipulowania nią, tak długo, póki nie stworzymy AI hominida, z całą mimiką, wyrażaniem uczuć, pozorami empatii i sztucznymi emocjami.
To tyle na dzisiaj (a jest dużo więcej. Niestety)
Cześć
Jesteś może ekonomistą, prawnikiem, socjologiem, księgowym, doradcą.........itd...........itp?
Nie? To bądź zadowolony. Bo to ich już niedługo AI uczyni zbędnymi. Będziemy mieli nowy, fajny, ynteligencki proletariat. Bo wreszcie wejdą nie tylko sprytne roboty produkcyjne w fabrykach, lecz skromne pudełeczka z algorytmami, które w minutę, wykonają twoją żmudną, miesięczną robotę.
A praca? Po opanowaniu jakiejś dziedziny - zawodu reszta ,czyli 60% - 90%, zależy od psychologii. AI raczej do prostych prac. Ale nie wiem czy czytelnicy odczuli po mojej wizji inwigilacji. Taki tajemniczy agent jak J23 czy 007 byłby wprowadzony w błąd przez AI jak dziecko. Coś jak na Matrixie, ale Matrix czułby ,że są osoby z zewnątrz. Widać, że piszacy scenariusz musieli coś niecoś wiedzieć.
Pozdrawiam
"Będzie łączyła tysiące kropek na raz, co sprawi , że powie gdzie są i co zamierzają agenci tego czy innego wywiadu."
to już się dzieje w Chinach, a tam dotyczy to zwykłych ludzi, ich zachowanie, gesty, gestykulacje etc. analizuje AI i określa zagrożenie z ich strony, a służby wyłapują takich osobników i poddają tresurze, lub gdzieś znikają. W tym procederze są zaangażowane firmy zachodnie, tak więc można domniemać, że to się rozprzestrzeni.
Dobrze, że jesteś -gdybyś była Elizą, bardziej niż oszczędnie?
Zdecydowanie nie, ona przywaliłaby mi set razy za, to impuls,
że musi co musi. Jestem Ci wdzięczny za Waszeci -znam, a Al
-niech Czesława i Kata zawróci -jeżeli kozaczy, a potrafi w tle?
Rozsądne?
Oraz EsaurGappa'ę... Pozdrawiam 🙂
PS. W czasach PRL-u królowały Słoneczniki van Gogha i meblościanka, bo nie było nic lepszego. W końcu Słoneczniki stały się symbolem prl-owskiego kiczu. Wisiały u mnie przez cały okres PRL-u. Najbardziej przypomina Słoneczniki obraz nr 33, bo są tam. Ale również widać zmiany, czyli dwa inteligentne lwy za stolikiem przedzielone laptopem, dobrze, że nie trzymają w łapach smartfonów, bo to byłby symbol współczesnego kiczu :-)
O to to to, niemiecki trollu. To kolejny przykład PRL-owskiego kiczu. Jak nie Gogh to Monet, albo Manet, ew. podróbka Babiego Lata Chełmońskiego :-)
Strach pomyśleć co u ciebie zawislo, albo raczej zwislo trollu.
Kurcze! Zaraz tam wejdę i zamówię 100 różnych wersji "Jeleń na rykowisku".
Te oleodruki są jak te laleczki w horrorach Stephena Kinga, które zawsze okazują się krwawymi potworami.
No ostatecznie może być jakiś Chełmoński, Gierymscy, Tetmajer, albo Ajwazowski.
Kacap. Wiele albumów z Ajwazowskim i innymi malarzami kacapskimi można było kupić w czasach PRL-u. Nadal mam je w piwnicy :-)
Czy tu nie pachnie nieco mieszczaństwem? Chyba nawet naftalinę wyczuwam.
Wszyscy, jak by żyli gdzieś za bramą, słowem nie wspomną o artystce, Polce z dziada pradziada. Była Polką i jak to zazwyczaj jest, z domieszką krwi judajskiej. Dzisiaj to chyba najdroższe obrazy na świecie. I jak najbardziej słusznie. To oczywiście Tamara Łempicka.
A czasami żart potrafi przeprowadzić na skróty na stronę jasną 😉 Dziękuję i pozdrawiam.
Dziękuję za dotychczasowe komentarze - nawet za ten, po którym ku swojemu zdziwieniu złapałam się na tym, że bezwiednie nucę sobie letnią piosenkę Lany Del Ray, tylko z nieco zmienionym na potrzeby chwili tekstem: "Hit me hard before you go" 😉 Dobrego dnia wszystkim życzę 🙂
W moim mniemaniu AI to trochę taki buzzword. Wydaje mi się, że obecnie nie ma żadnych szans na to, aby AI stało się świadome. Dlaczego? Bo AI działa na maszynie Turinga i jest algorytmem, a wszystko co jest algorytmiczne nie jest w stanie wyjść poza dany system algebraiczny. Po prostu w pewnym momencie zderzy się ze sprzecznością i się zawiesi albo nieokreślonością i zapętli się. Kwestia znalezienia jedynie takiego wyrażenia logicznego. Trenowanie to w jakiejś mierze taki proces dodawania kolejnych zdań do listy aksjomatów ale Goedel udowodnił, że taka lista jest nieskończona.
Ale AI buzz ma na pewno jeden plus. Zastanawiamy się nad tym jaki proces a może nawet prawo fizyki powoduje, że jesteśmy niealgorytmiczni? A może jesteśmy algorytmiczni? Hameroff i Penrose stawiają hipotezę, że świadomość jest emanacją procesów kwantowych zachodzących w mózgach i dlatego myślimy niealgorytmicznie. Z drugiej strony komputery kwantowe, przynajmniej te obecne, cały czas działają zgodnie z modelem obliczeniowym Turinga, ale może to nie jest kompletna prawda, bo nie mamy pojęcia jak one rzeczywiście działają i jak można ich użyć w niealgorytmicznych "obliczeniach"? Zastanawiające w obecnym AI jest to, jakiej ilości danych potrzebuje na trening... Nam wystarczy parę przykładów a nie 30% Internetu. Niby to samo a jednak ilość robi jakość.
Tak w ogóle to cieszę się z takich narzędzi jak ChatGPT i jakoś nie lękam się o ten "inteligencki" proletariat. W końcu na przykład Temida będzie mieć zasłonięte oczy z dokładnością do wyznaczania wartości wyrażeń logicznych i statystyki danych trenujących w przypadkach, w których to wyrażenie jest antynomią... Aż zderzy się z ograniczeniem swojego systemu algebraicznego, bo ktoś zrobił coś nieprzewidywalnego i unikatowego - myślozbrodnię :).
@Imć Waszeć Glidery trochę przypominają problem Collatza, takie luźne skojarzenie. Chyba trochę pana rozumiem. Pan zdaje się odwołuje się do problemów nierozstrzygalnych. Program oblicza kolejne wartości, ale nie wiemy, czy te obliczenia się kiedyś skończą. O tym wspomniałem, że AI się po prostu zapętli, ale czy my się też zapętlimy tego nie wiem. Jeżeli jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to pewnie się nie zapętlimy i będziemy w stanie w skończonym czasie podać rozwiązanie.
Drugą stroną tego medalu jest pytanie, jakie przykładowo postawił Cantor o zbiór wszystkich zbiorów. Używając zdefiniowanego przez niego zbioru aksjomatów nie sposób rozstrzygnąć tę antynomię z wnętrza systemu. Czas obliczenia jest skończony ale wynik daje sprzeczność. Ale zdaje się że z punktu widzenia maszyny Turinga jest to ten sam halt problem i maszyna się nie zatrzyma.
Coraz częściej, co między innymi Penrose podejrzewa, nasz naukowy matematyczno - fizyczny schemat myślenia i wnioskowania dedukcyjnego może być ślepą uliczką, lub tylko jedną z wielu metod badawczych. No właśnie... tutaj użyto pojęcia "model obliczeniowy". Jednakże coraz częściej model ma coraz mniej z rzeczywistością. Zachłyśnięcie się komputerami i ich mocą obliczeniową, sprawiło, że modelowanie matematyczne uznano za remedium na wszelkie problem i za kamień filozoficzny, który nam odpowie na wszystko.
Co kilkadziesiąt lat zmienia się jednak stereotyp, czy paradygmat. I tak już jest z postępem lata żmudnych prób i błędów w okresie od przełomu do przełomu.
A co to są obliczenia kwantowe? Obliczenia statystyczne o wysokim poziomie niepewności? Jak obliczać coś, co nie wiemy czym to jest i co się z tym dzieje. I jest całkiem możliwe, że to znowu tylko "model" czegoś, czego nie ma.
A co do matematyki to zależy jak pan ją rozumie. Dr Tomasz Miller i pewnie prof. Meisner rozróżniają matematykę przez m i M. I pewnie pan Waszeć potwierdzi, że ta duża matematyka to jest prawdziwa nauka i gdzie liczby nie są first-class citizens.
No dobrze.
"... ta duża matematyka to jest prawdziwa nauka "
Obwarowując to wieloma wątpliwościami, zgadzam się na to. W czasach studenckich miałem porządny suwak logarytmiczny, bodajże Faber Castell i mam szacunek do dobrych narządzi. Nowe algorytmy, które stosowałem, czy to w regulatorach PID, czy w tabelach oceny ryzyka projektu, to bardzo wdzięczna matematyka. A już te DP (potem poprzez redundancję DP2, DP3, czyli Dinamic Positioning), pracująca na Filtrach Kalmana, to przecież już była kilkanaśćie lat temu AI, tylko wysoce specjalizowana i ograniczona do jednego, głównego zadania.
Ps. Przypomnę FK, jak to dosyć prymitywnie podają Google - algorytm rekurencyjnego wyznaczania minimalno-wariancyjnej estymaty wektora stanu modelu liniowego dyskretnego układu dynamicznego na podstawie pomiarów wyjścia oraz wejścia tego układu.
I dodam - liniowe, nie liniowe, lecz tu już mamy matematykę chaosu i interesują nas predykcje.
"Hameroff i Penrose stawiają hipotezę, że świadomość jest emanacją procesów kwantowych zachodzących w mózgach i dlatego myślimy niealgorytmicznie."
Można wierzyć lub nie, ja wiem, że świadomość nie jest w mózgu, ale to moje zdanie, poparte doświadczeniem.
Pewnego razu z TV dowiedziałem się, że zbiera się zespół lekarzy z wielu klinik na świecie, by zbadać zjawisko "życia po życiu", pod względem relacji pacjentów będących w śpiączce, czy śmierci klinicznej, którzy opowiadali swoje przeżycia, w tym co się dzieje na sali operacyjnej, a nawet poza nią, może się dowolnie relokować w dowolne miejsce na Ziemi i inne przeżycia.
Po jakimś czasie, może roku, widzę zapowiedź emisji programu (chyba Planeta) w tej kwestii. Pomijając cały dok. chodzi o wniosek, cały zespół stwierdził, że świadomość nie podlega znanym nam prawom ziemskim, nie mamy nad nią kontroli, "NIE pochodzi z tego świata".
Tu wyjaśniam, że implementacja AI w postaci sieci neuronów to nie jest algorytm, a jeśli ktoś jednak zdefiniuje algorytm tak, by ten model do definicji pasował, to praca ludzkiego mózgu to też będzie algorytm: naszeblogi.pl
Jedno mogę ze swej strony powiedzieć, te obrazy nie mają "duszy", są zimne, jak się ogląda dzieła mistrzów pędzla, czy ołówka, czuć tam mistrza, nie ma tam jednakowego pociągnięcia pędzla, jednakowej kreski, często obrazy czy grafiki są malowane, rysowane w zarysie, resztę dopowiada wyobraźnia widza.
Kiedyś w TV była powtórka programów prof.Zina, gdzie na "żywo" obrazował to o czym mówił, widać jak z plątaniny kresek wyłania się wspaniały szkic, który można godzinami podziwiać. Okazyjnie dostałem kalendarz z czasów PRL z reprodukcjami akwarel prof.Zina, coś pięknego.
Hippis-rastafarian z dredami, w koszulce w narodowych barwach litewskich, szukający wzrokiem duszy w oczach-kamerze robota ?
Wątpliwe. Mieszkam blisko Litwy, więc znam ich barwy narodowe. Z dredami czarnych Litwinów to nie widziałem. Może w Wilnie studiują i pracują. Może to urywek wygenerowanej przyszłości, kiedy wielkie wędrówki ludów drastycznie zmienią demografię półkuli północnej ?
W malarstwie klasycznym, po dziełach można poznać artystę, po dziełach AI tego nie da się stwierdzić.
Ma pan rację Panie Imci. To było dawniej u mistrzów niemal powszechne, że obraz był pracą zbiorową. Artysta, jeśli doceniony, miał warsztat, ludzi do pomocy i uczniów.
Mam takie jedno dzieło. Muzeum narodowe potwierdziło, że to XVI - XVII wiek. Zaufany ekspert klasy międzynarodowej ocenił, że to kicz. Ale, ale - powiedział, że to wartość ma, zapewne to szkic olejny, próba kompozycji, czy co tam jeszcze artysta chciał, więc nie jest źle. Więc mam coś, co konkretnie nie mogę powiedzieć, że to dzieło Mistrza, ale mam pewność, że to obraz z pracowni Pietro da Cortona. I też się z tego cieszę. Ale nie wieszam, bo nie ma miejsca.
Ps. Wyobraźcie sobie, że nie mam ani jednego Kossaka! Czy to niepolskie?
Aparatu fotograficznego bym tu mieszał, nie tworzy obrazów, ani ich nie przetwarza, tylko rejestruje co widzi obiektyw.
Nie znam algorytmu na podstawie którego AI tworzy obrazy, nie rejestruje, ale nie są one wynikiem wyobraźni, są "szablonem", podobne "dzieła" ja też tworzę, z tą różnicą, że korzystam z już gotowych obrazów, pobierając z nich poszczególne potrzebne do koncepcji fragmenty, programy graficzne mają też "procedury" które umożliwiają odpowiednie formowanie obrazu, wg zadanych kryteriów. Często wykonuję szkic, który skanuję i na jego podstawie tworzę swoją wizję obrazu, czy kompozycji. Całkiem możliwe, że podobne efekty bym uzyskał wspomagając się AI, do momentu uznania, że osiągnąłem cel.
W kwestii tradycyjnego malarstwa, nie chodziło mi o mistrzów, ale o proces powstawania obrazu, który za każdym razem jest niepowtarzalny, oglądając go z bliska, widać ten proces, pociągnięcia pędzla, obraz powstaje w czasie rzeczywistym, na początku jest "wizja" potem realizacja, bez znania efektu końcowego, w przypadku AI, nim "namaluje" obraz, już "wie" jak będzie wyglądał, algorytmy prowadzą "rękę malarza".
Kiedyś dla swoich i nie tylko, potrzeb, projektowałem różne urządzenia które potem budowałem na programie 3D Studio, gdzie były podobne mechanizmy, które umożliwiały symulować działanie danego obiektu, który na początku miał podane parametry wejściowe, jak materiał, z którego jest zrobiony, z czym są związane właściwości fizyczne materiału, czy to stal, aluminium, tworzywo szt. etc. można zadać parametr ciążenia, atmosfery, środowiska wodnego, oleju itp. następnie ustalało się animację, stopnie swobody itd. na koniec symulacja, wtedy widać było, czy urządzenia działa jak chcę, czy coś jest nie tak, dla mnie cenne było, że mogłem zaglądać w miejsca, które w realu nie są dostępne, np. do łożyska, czy siłownika, oglądać z każdej strony i od zewnątrz i wewnątrz.
Nie wykluczam, że AI korzysta z podobnych algorytmów jakie ma 3D Max. Nie pamiętam już, ale sporo efektów filmowych było tworzonych na tym programie.
Aparatu fotograficznego bym tu mieszał, nie tworzy obrazów, ani ich nie przetwarza, tylko rejestruje co widzi obiektyw.
Nie znam algorytmu na podstawie którego AI tworzy obrazy, nie rejestruje, ale nie są one wynikiem wyobraźni, są "szablonem", podobne "dzieła" ja też tworzę, z tą różnicą, że korzystam z już gotowych obrazów, pobierając z nich poszczególne potrzebne do koncepcji fragmenty, programy graficzne mają też "procedury" które umożliwiają odpowiednie formowanie obrazu, wg zadanych kryteriów. Często wykonuję szkic, który skanuję i na jego podstawie tworzę swoją wizję obrazu, czy kompozycji. Całkiem możliwe, że podobne efekty bym uzyskał wspomagając się AI, do momentu uznania, że osiągnąłem cel.
W kwestii tradycyjnego malarstwa, nie chodziło mi o mistrzów, ale o proces powstawania obrazu, który za każdym razem jest niepowtarzalny, oglądając go z bliska, widać ten proces, pociągnięcia pędzla, obraz powstaje w czasie rzeczywistym, na początku jest "wizja" potem realizacja, bez znania efektu końcowego, w przypadku AI, nim "namaluje" obraz, już "wie" jak będzie wyglądał, algorytmy prowadzą "rękę malarza".
Kiedyś dla swoich i nie tylko, potrzeb, projektowałem różne urządzenia które potem budowałem na programie 3D Studio, gdzie były podobne mechanizmy, które umożliwiały symulować działanie danego obiektu, który na początku miał podane parametry wejściowe, jak materiał, z którego jest zrobiony, z czym są związane właściwości fizyczne materiału, czy to stal, aluminium, tworzywo szt. etc. można zadać parametr ciążenia, atmosfery, środowiska wodnego, oleju itp. następnie ustalało się animację, stopnie swobody itd. na koniec symulacja, wtedy widać było, czy urządzenia działa jak chcę, czy coś jest nie tak, dla mnie cenne było, że mogłem zaglądać w miejsca, które w realu nie są dostępne, np. do łożyska, czy siłownika, oglądać z każdej strony i od zewnątrz i wewnątrz.
Nie wykluczam, że AI korzysta z podobnych algorytmów jakie ma 3D Max. Nie pamiętam już, ale sporo efektów filmowych było tworzonych na tym programie.
Może pewna sugestia, jakby "malarz AI", był zaprogramowany stylem jakiegoś znanego malarza, to powstające obrazy powinny mieć jego charakter?
============================
Jeżeli AI by miało u podstawy zasady cywilizacji łacińskiej, jak nasza cywilizacja, byłoby jeszcze ciekawiej, może sprawiedliwiej by osądzała, bez zależności politycznych, czy finansowych.
Przez wasze, pełne podniecenia dyskusje, musiałem właśnie po raz n-ty obejrzeć Matrix Zmartwychwstanie. Tam są chyba nieco bardziej naturalni.
Świat wariuje...
No to mi się dostało naftaliną! Łempicka to też naftalina. A ta moja, jakby była na sprzedaż byłaby dużo droższa niż Łempicka.
Co do babek malarek, to wyjątkowo pracowitą malarką była Zofia Stryjeńska, która obmalowała cały transatlantyk MS Piłsudski. O niej prawie się nie wie w Polsce.
Ufffffff..... Skończyłem oglądać, przypominać sobie, rozmyślać... 4 godziny. W tym przekąska, trzykawy...
Więc Matrixem was pozdrowię:
WONY UMYSŁ konta LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI,LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI, LUDZIOWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludzioWIECZKI, ludziowieczki, ludziowieczki, ludziowieczki, ludziowieczki, ludziowieczki, ludziowieczki 0001111000011101010101111110010101101000101000100001010000100ooooooooooooooooo.................
Pa!
Świat nie jest matematyczny. Życie nie jest algorytmem. Inteligencja też.Kto nie wierzy, ten kiep.
Ale proste rozumowanie nie wystarcza już do opisu tego co widzimy. Do opisu MK weszły liczby zespolone i one tam siedzą naprawdę. Weszły obiekty , które mają stan kwantowy, a tego stanu nie da się opisać algebraicznie chyba ,że jego szczególny przypadek. ( Albo symualcja trwałaby wieki).
Od lat nie wierzę , aby nasza świadomość mieściła się tylko w naszych mózgach. Tak samo świadomość nie jest algorytmiczna co do istoty. Ale ta matematyka za tym stojąca jest bardziej analogowa i kwantowa. I nie wiemy chyba nic o tym.
Dodatkowo istota naszego bytu nie wynika z materii z której jesteśmy złożeni, ale z jakiejś innej idei nie pochodzącej z oddziaływania między cząstkami naszej materii , czy matrii , która nas otacza.
Tak sobię myślę.
Swoją drogą gość, który nazwał ten marny soft "inteligencją" to jest prawdziwy, autentyczny inteligent, IMO już teraz niebiedny. Pies z kulawą nogą by się tym nie zainteresował gdyby nie ta absolutnie celnie - marketingowo dobrana nazwa.
Może ktoś - może Autorka niniejszego, albo Imć Waszeć, albo inny entuzjasta AI wyskrobią artykuł o normalnej - niesztucznej inteligencji? Tacy jak ja, wiedzieliby czego się trzymać w dobie dogania nas przez te androidy. Może mimo posiadania kilku prawie unikatowych inżynierskich pieczątek, wstyd się do tego przyznawać, ale tylko ja nie rozumiem wykładanych w komentarzach wyjaśnień, np. z komentarza Imć Waszeć [18:47] zrozumiałem niestety tylko dwa pierwsze zdania 😟. No nie wiem.
Pewnie jest to dalekie od problemu Collatza, ale tak mi się skojarzyło z tymi kodami (permutacje też można traktować jak kody).
Proszę: naszeblogi.pl - w notce tej tłumaczę, że ze względu na twórczość, sztuczna inteligencja niczym się nie różni od tej naturalnej — obie tworzą poprzez kompilację tego, co było poprzednio.
Na tej zasadzie ,aby nazwać AI inteligencją oczekiwałbym , że ONA POWIEDZIAŁABY NAM COŚ, CZEGO NIE WIEMY a, to miałoby się okazać prawdą mozliwą do sprawdzenia.
PS. No i starożytni Grecy odkryli zjawisko elektryczności wytwarzanej przez pocieranie bursztynu.
Pokrewnym ale odrębnym zagadnieniem jest kwestia "nowości". Wszystkie dzieła ludzi bazują na poprzednich dokonaniach. Powstaje pytanie: Czy pojawia się w ten sposób coś nowego? Ono jest pokrewne, bo świadomość jest oparta na czynnikach spoza świadomości i można wnosić spoza człowieka. Czy zatem "nowość" nie ma początku właśnie "tam", tam skąd pochodzą przedstawienia - można powiedzieć nieprecyzyjnie "odczucia lub doświadczenia" - rzeczywistości, generowane przez umysł na podstawie impulsów elektrycznych docierających do mózgu. Skąd wiemy, że to - drzewo? Jak je widzimy? Skoro mamy do dyspozycji, tylko różne impulsy elektryczne?
Jeśli człowiek tworzy coś - nowego, to chociaż korzysta z całego kontekstu (dostępnej sobie sumy doświadczeń, informacji, wiedzy itp), to oprócz owego kontekstu, musi mieć dostęp jeszcze do czegoś. Generalnie "naukowcy" preferują tezę, że życie, inteligencja i świadomość są systemami samoorganizującymi się od dołu, ergo nie istnieje porządek góra->dół.
Człowiek oczywiście jest w pewnym sensie maszyną, to jest systemem złożonym z podsystemów, działającym wg pewnych zasad. Rzecz w tym, czy jest czymś więcej, rzecz w "transcendencji", z której odzierają człowieka ci, co duszę oddali za świat. Jest im to niezbędne, do usprawiedliwienia tego, co popełniają. Ale to działa krótko. Tylko do śmierci.
2. Jeśli chodzi o przywołane przez pana pojęcie emergencji, to jest kolejne wcielenie starego biednego materializmu, który zakłada, że istnieje wyłącznie jakaś podstawowa substancja i wszystkie byty "złożone" oraz obserwowalne procesy są pochodną oddziaływania atomów (albo dowolne wstawić, można dziś chyba dojść do kwarków). Ponieważ, nie istnieje żadne źródło wzorców, poza materią, to człowiek i poezja, którą tworzy jest naturalnym wynikiem oddziaływania kwarków, które tak sobie oddziałując po Wielkim Wybuchu, przypadkowo stworzyły człowieka albo go stworzyły wg ustalonych dla każdego kwarka oddzielnie reguł działania, których istnienie musimy przyjąć na wiarę, gdyż nie możemy ich wskazać, wyjaśnić, ani opisać.
Wtedy będziesz Pan doktorek 😉
Aż "nieludzko" dobry tekst ;)
Dziękuję.
Ale obawiam się, że do jaskiń jednak już nie wrócimy, bo zanim wyrośnie pokolenie potrafiące żyć w jaskiniach, to pozżeramy się nawzajem kiedy tylko w gniazdkach prądu zabraknie i skończy się paliwo do generatorów.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy zawiadomić AI o tym że sens jej istnienia jest zależny od tego, aby choć jeden człowiek pozostał przy życiu - bardzo szybko doprowadzi do tego właśnie stanu, bo optymalnie jest mieć jedną parkę rozpłodową w małym ogródku z jabłonką, zgodnie z najlepszymi wzorami czerpanymi z literatury i sztuki...
Pozdrawiam serdecznie
Przepraszam, że mnie nie było, ale profesor Trotelreiner zadał mi pracę domową i byłam pochłonięta lekturą 🙂
Dziękuję wszystkim, którzy przybyli, by się wypowiedzieć, w tym, m. in.:
- @Roz Sadkowi - Jego wypowiedź zostawia na chwilę na obiektywie postrzegania taki fajny film,
- @Wladysławowi Ludendorf - że poczuł się wywołany do odpowiedzi i uświetnił wątek swoją rzadką obecnością. Niewiele, co prawda, pojęłam, ale, jak to słusznie zauważył @jazgdyni - bardzo się staram i będę tę postawę kontynuować,
- @Obserwatorowi_3 - że przemówił i to od razu jak ☺️ (BTW: także pozdrawiam),
- @Ijonowi - za polecenie świetnej lektury. Oprócz podziękowań, od razu przepraszam Cię, Ijon, bo ja uważam, że Lem był w Rozprawie optymistą... Przyszła ludzkość w tym opowiadaniu żyje w mniej więcej niezmienionych warunkach - nadal istnieją koncerny, wolność wypowiedzi, wolność zgromadzeń, nadal wielkie firmy trochę lękają się związków zawodowych, nadal czynna i zauważalna jest obecność instytucji sumienia, istnieje jako taka wiara w sądy, ludzie mają dziewczyny i odkładają pieniądze, by założyć rodzinę i pójść na swoje, mają dylematy moralne, na czymś się znają (ba, specjalizują - udało im się zatem uratować szkolnictwo), wypowiadają się kulturalnie i rezolutnie (inteligentnie, chciałoby się rzec)... Nikt ich nie zdepopulował, nie zamknął w 20-minutowych miastach, nie zalecił, by mieli wszystko wspólne, nie zakazał podróży, etc.