Miniony rok zakończyłam nabawieniem się pociągu do… dramatu antycznego. I wyznaję - z dziełami tymi spotykam się po raz pierwszy - z powodu licznych wagarów w pierwszej klasie liceum, antyk w ogólniaku musiał się beze mnie obejść… Teraz – wdzięczna jestem Grekom za ich dary… Późno je sobie przyniosłam.
Co panów Eurypidesa i Ajschylosa postawiło na mej drodze? W tym miejscu przypomnieć trzeba moje oddanie dla postaci i myśli Krzysztofa Karonia. Karoń niestety nie żyje już, ale jego dzieło starają się kontynuować współpracownicy, m. in Bartosz Kopczyński, który wydał ostatnio drugi tom z zapowiadanej trylogii (z cyklu, pt. Poradnik Świadomego Narodu). Pierwsza część nosiła podtytuł Historia debilizacji, a szatą graficzną jawnie nawiązywała do Karoniowej Historii antykultury. Podtytuł tomu drugiego brzmi natomiast intrygująco: Rewolucja bachantek… Ponieważ braki w wykształceniu nie pozwoliły mi rozszyfrować aluzji zawartej w tej metaforze - postanowiłam (nie chcąc ryzykować zaliczenia do grupy, nad którą autor prowadzi namysł w pierwszym tomie…) bezzwłocznie ignorancję (przynajmniej w tym wąskim zakresie) usunąć i -tak zaczęła się ta… autoformacja.
Jak się okazuje Bachanki, Eurypidesa do dziś elektryzują twórców i raz po raz wystawiane są na scenach świata. Nie dziwi to wcale – do tego, co zawarł tam Eurypides Freud czy Jung niewiele mogli już dodać. Skończywszy lekturę dzieła, przez dłuższą chwilę siedziałam wstrząśnięta… Wstrząsa w sztuce parę elementów – m. in. dobór wydarzeń, jakie składają się na Eurypidesową historię stająca się pretekstem do ukazania ludzkiej pychy (hybris)…
Sztukę otwiera monolog Dionizosa – bóg zapowiada (czyniąc czytelnika adresatem swoich wyznań), iż oto przybywa wraz ze swoim orszakiem do Teb, by – zaprowadzić w tym miejscu swoje rządy; swój kult. Kierują nim osobiste powody – chodzi o pamięć jego matki, Semele, córki Kadmosa, króla Teb, z której to związku z Zeusem począł się on, Dionizos. Pamięć owa zniesławiona została przez siostry Semele: Agawe i Autonoe - te (zazdrosne najpewniej) rozpowiadały, że Semele wcale nie z bogiem się zadała, a ze zwykłym śmiertelnikiem… A to kwestionowało przecież boski rodowód Dionizosa…). W tamtych czasach rozsierdzenie boga, wiadomo, należało do zachowań ryzykownych, ryzykanckich nawet… W których zresztą czasach takie nie jest..?
Mówią, że gdy Bóg chce kogoś ukarać najpierw odbiera mu rozum… Dla kobiet z Teb porwanych w wir bachusowego szaleństwa przejście w dionizyjski tryb oznaczało przedzierzgnięcie się w bachantkę i dołączenie do Menad (gr. Mainádes – szalone) - boginek stanowiących orszak Bachusa/ Dionizosa. Akces ten niezależny był od woli niewiasty. Wola w bachanckim transie stawała się ograniczona… Świadomość i poczytalność też. Mówiąc słowami współczesnej psychoanalizy – bachantka wchodziła wtedy w stan rytualnej, kolektywnej dysocjacji ego. Dlaczego część kobiet pod wpływem mocy Bachusa traciła swoje ugruntowanie w społecznych rolach? Czemu - jak pisze Eurypides: niektóre kobiety opuszczały miasto i udawały się na zbocza gór, by tam oddawać się obrzędom kultu ciała i zmysłów? Na to pytanie stara się odpowiedzieć w sztuce znajoma antycznej Grecji postać, mędrca-ślepca, Terezjasza. Terezjasz to nie tylko osoba, to także topos - specyficzne miejsce, z którego przemawia autor, dozując odbiorcy (mądrzejszemu przecież od bohaterów dzieła) prawdę, z którą to bohaterowie z racji występowania w dramacie tragicznym nic z definicji zrobić nie mogą…
Czytelnikowi, nieskrępowanemu wyrokami fatum Eurypides, reprezentujący chylącą się już ku upadkowi cywilizację przedkłada do konsumpcji historię o świętym spokoju, który coś śmie zakłócić… Przybycie jakiegoś tam pośledniego boga nie jest władcy na rękę - nie zamierza on oddać sprawiedliwości podrzędnemu bóstwu, tj. uznać, że wszystko, co Dionizos sobą reprezentuje jest realną siłą, zdolną zachwiać strukturą społeczną i strukturą władzy… I zaczyna się… – przybywają Menady dzierżąc w dłoniach tyrs – złowrogi odpowiednik berła. A tebańskie niewiasty odpowiadając na dionizyjski zew opuszczają miasto…
Przyjmują one na siebie tożsamość bachantek, do których autor Poradnika Świadomego Narodu porównuje nowoczesne kobiety. Zechciejmy jednak, jak to mawia Jordan Peterson, zaadoptować nieco odpowiedzialności – tebańskim bachantkom nie przewodzi małolata, a dojrzała już kobieta z królewskiego rodu… To ona staje się arcybachantką, to ona dopuści się strasznej rzeczy... Dlaczego ta matrona w balzakowskim już wieku aż tak bardzo zatopi się w bachicznym szale? Z pomocą przychodzi Tejrezjasz i jego z Kadmosem rozmowa. Tejresjasz mówi: niewiasta, która ma sophrosyne (cnotę, umiarkowanie), wpływowi Bachusa nie ulegnie w pełni - bowiem sophrosyne ograniczy tę moc…
W dorosłe życie wkracza właśnie pokolenie Z - dzieci pokolenia X. To ludzie urodzeni między 1997 a 2012 rokiem. Głosem tego pokolenia, głosem młodym, a dziwnie dojrzałym jest Brytyjka, Freya India. Jaki obraz swojego pokolenia, a konkretniej, dziewcząt, rysuje Freya? Po pierwsze mówi o pewnej unifikacji – młode kobiety świata zachodu miały bardzo podobne dzieciństwo – było to dzieciństwo spędzone w dużej mierze przed ekranem komputera… Z podobnymi, szerzącymi się poprzez Instagram trendami i modami… Freya nie pamięta czasów, w których religia miała dobrą „prasę”, nie znała swoich sąsiadów, nie czuła się częścią żadnej lokalnej społeczności…
Dorośli dziwią się — opowiada Freya — że młodzi ludzie nie chcą zakładać rodzin i mieć dzieci. Jednak dla dziewczyny, która niemal całe życie spędza w social mediach, rywalizując z innymi na Instagramie, postrzegając siebie mniej jako osobę, a bardziej jako produkt do wypromowania, założenie rodziny jawi się jako działanie sprzeczne z marketingową logiką…
Konserwatystów - mówi Freya – bulwersuje fakt, że naturalnym etapem rozwoju kariery Instagramerki, która właśnie osiąga pełnoletność, jest często założenie konta na OnlyFans* i sprzedaż swoich roznegliżowanych fotografii. Jest to jednak tylko konsekwencją wieloletniej obecności w Sieci; prezentacji swojego wizerunku od 12 roku życia, publikowania zdjęć, których charakter subtelnie ewoluuje w kierunku coraz większej frywolności, by utrzymać ruch na profilu…
„Nie da się zaradzić niepożądanym procesom bez ich wcześniejszego uchwycenia” — mówi Freya - „My po prostu nie zostaliśmy nauczeni moralności”.
* według raportu „OnlyFans Wrapped 2025” w 2025 roku polscy użytkownicy wydali na portalu 87, 3 mln dolarów, co daje nam 12 miejsce na świecie.
...................................................
...................................................
dakowski.pl🌼
No,przyjaźń z panem Żełeńskim nie wyszła akurat nam za dobre.Moze dlatego,że była zbytnio ,,pielęgnowana'' naszym pieniędzmi.
"No,przyjaźń z panem Żełeńskim nie wyszła akurat nam za dobre." - Najważniejsze, że PiS trochę zmądrzał. Lepiej późno niż wcale. Mogą to zrobić z czystym sumieniem bo pałeczkę przejęła KO i godnie kontynuuje dzieło poprzedników.