|
|
Izabela Brodacka Falzmann No i widzi Pan- rozsądna odpowiedź odbiera chleb szarlatanom, do których zaliczam specjalistów od rekrutacji. Byłam kiedyś przepytywana w sprawie pracy w niemieckiej firmie opracowującej filmy. Uprzejmy pan zapytał mnie o moje największe marzenie. Odpowiedziałam szczerze- " żeby stąd wyjść i nie słyszeć więcej głupich pytań". Też nie zadzwonili jak obiecali. |
|
|
Ponad 20 lat temu bylem w stolecznym miescie Warszawie na rozmowie w sprawie pracy, w jednej z zachodnich firm, wchodzacych wlasnie do Polski. Kandydatow, ktorzy przeszli do tego koncowego etapu, bylo raptem trzech. Pan "HejczaRowiec" mial przygotowana na stole szklanke z woda w ilosci mniej wiecej "jedna druga". Padlo (czego sie spodziewalem) pytanie, czy ta szklanka jest w polowie pelna, czy w polowie pusta. Moja odpowiedz, ze kazda szklanka w polowie pelna jest rownoczesnie w polowie pusta i odwrotnie, chyba nie byla ta oczekiwana, bo pracy nie dostalem. |
|
|
stokolesny Szanowna Pani Izabelo!!!
Jak zwykle ma Pani rację i świetnie przedstawia Pani każdy temat, chociaż nie wszyscy rozumieją o czym piszą i mówią, ale ja chciałbym na chwilę wrócić do przeszłości jako, że dzisiaj mija kolejna rocznica, pozdrawiam Panią Gorąco i Serdecznie i bardzo Panią proszę o pisanie o wszystkim co nam dokucza na co dzień, ma Pani bowiem świetne pióro, świetne wyczucie tematów oraz niewyobrażalną wręcz intuicję
z wyrazami szacunku
stokolesny |
|
|
Nie ma lepszego miejsca zarobkowania dla wszelkiej maści szarlatanów niż oświata w dodatku na odcinku decydującym o losach dzieci i młodzieży. Opisuje Pani psychologów a przecież od lat polskie szkolnictwo utrzymuje szarlatanerie najwyższych lotów - katechetów i katechetki, następni w kolejce do kasowania publicznych pieniędzy za pseudonaukę są ci od edukacji seksualnej.
Psycholodzy to czubeczek wrzodu na ciele oświaty. |
|
|
Właśnie tak było w moim przypadku. Jako uczeń, w szkole podstawowej byłem raczej w ogonie. Szło jak po grudzie. Gdy dostałem się do zawodówki byłem najlepszym uczniem w szkole. Nie skończyłem jej, bo zostałem przesunięty do technikum na wniosek dyrektora mojej szkoły. Była to szkoła tzw. resortowa, więc sprawa była dość prosta. W technikum byłem dobrym uczniem. Maturę zdałem w 1974 roku. Na studia wybrałem się do Warszawy na Politechnikę. Ukończyłem z wyróżnieniem wydział telekomunikacji. Jestem szefem i współwłaścicielem dużej firmy elektronicznej. Mam na koncie dwa patenty międzynarodowe własne a w siedmiu jestem współautorem. Mój starszy syn miał dość podobną drogę w szkole. Geny?
Jednym z elementów jest wpojenie młodemu człowiekowi wiary w siebie. O moim losie chyba zdecydował drobny, ale bardzo dla mnie ważny fakt iż na zakończenie szkoły podstawowej otrzymałem nagrodę (książkę). Otrzymałem ją za całokształt, bo za naukę na pewno nie (od góry do dołu 3). I domyśliłem się że za sprawą stał mój nauczyciel od fizyki, który "zwęszył" drzemiące we mnie możliwości. Nie mógł mi pomóc lepiej. Ta nagroda, wręczona publicznie, ku mojemu najwyższemu zdumieniu, (koledzy mnie wypychali bo nie uważałem i nie usłyszałem że mnie wołają na scenę) na oczach całej szkoły, podniosła mnie na duchu.I uwierzyłem w siebie! W tym jednym momencie! Nie wiem kto był bardziej zdumiony, ja czy moi koledzy? To było jak mngnienie oka i nabrałem pewności siebie, przekonania o swoich możliwościach. Wiary, że ja też mogę coś osiągnąć. Gdyby mi podano do rozwiązania dzień wcześniej jakieś testy, pewnie bym je wszystkie zawalił.
Przepraszam że nie na temat, ale Pani wspomniała o tym, że nie należy nikogo przekreślać i że można podarować komuś najniższą ocenę. Mój przypadek pokazuje jak prawdziwe jest takie postawienie sprawy.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Izo,
to nie całkiem tak: test Rorschacha to już raczej romantyczna historia, gdy psychologia była zafascynowana Freudem.
Teraz jest różnie. Testy przeprowadzane nadal w Polsce, są dosyć denne i polegają na przykładaniu szablonu, czy delikwent mieści się w średniej i nie ma odchyłek.
Jednakże, już w oparciu o dosyć nowoczesną psychologię behawioralną, nowe testy są już dosyć precyzyjne. Parę takich testów przechodziłem w Norwegii. Dosyć specjalistycznych. I to pisemnych, jak i praktycznych (np. deprywacji sensorycznej). Najgorsze jest to, że tamtejsi psycholodzy nie dyskutują z tobą o rezultatach, tylko autorytatywnie oznajmiają "zdałeś", albo "nie zdałeś".
Pozdrawiam |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Dzięki za wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja mam szacunek do psychiatrów, bo skończyli bardzo ciężkie studia zanim zdecydowali się praktykować w tak trudnym i niewdzięcznym zawodzie. Psychologów - przykro mi- uważam za niebezpiecznych szarlatanów. Niebezpiecznych bo łączą niskie kwalifikacje intelektualne z ogromną władzą. Totalitaryzm współczesny polega na tym, że można jak państwo Bajkowscy stracić dzieci przez jakiś głupawych diagnostów, którzy chyba nie byli sami świadomi szkód, przez siebie spowodowanych. Znajoma, lekarz -psychiatra dziecięcy ma do czynienia z pacjentami, którzy po terapii psychologicznej wymagają pomocy psychiatrycznej. Ale o tym w następnym odcinku. |
|
|
Witam!
Bardzo trafny tekst i o zgrozo całkowicie zgodny z moim doświadczeniem. Kiedy ja zdawałam na studia psychologia stała się niezwykle modnym kierunkiem, sporo z licealnych kolegów i koleżanek próbowało dostać się na UJ zarówno na stosowaną jak i społeczną. Już sam fakt, że do egzaminu na pamięć wkuwali zadania z testów na inteligencję wydał mi się mocno podejrzany, ale dopiero kiedy poznałam lepiej ich późniejszych kolegów studentów oraz uczących na samej psychologii doktorów przeżyłam prawdziwy szok.Studenci przynajmniej w 30% mieli poważne zaburzenia psychiczne, inni znaleźli się tam "bo coś trzeba skończyć", a całkiem liczną grupę i chyba najgroźniejszą stanowili pseudo intelektualiści, którzy uznawali psychologię za wiedzę objawioną i wszelkie podobne testy wykonywali z religijnym namaszczeniem (równie wiarygodne są psychotesty w gazetach kobiecych na temat tego czy z charakteru jest się bardziej zimą czy latem). Niestety prawdą jest również, że z przedmiotami ścisłymi mieli ogromne trudności, a bardzo uproszczona statystyka jakiej się uczyli na studiach stanowiła dla nich często barierę nie do pokonania. Większość z nich również po studiach uprawia współczesną szarlatanerię. Kilku, bez żadnych do tego uprawnień reklamuje się w internecie jako specjaliści od leczenia depresji. Inni pozatrudniani w szkołach, policji, firmach decydują o losie ludzi, choć nie potrafili poradzić sobie z własnym życiem. Bardzo niewielu wykorzystuje wiedzę i empatię, żeby pomagać, na przykład w ośrodkach dla nieuleczalnie chorych dzieci, jako terapeuci uzależnień czy pomagając w hospicjach. Dla tych najmniej licznych właśnie mam ogromny szacunek. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Ja też w naiwności swojej uważałam przez długi czas, że testy mają walor naukowy. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że ktoś może traktować poważnie jakieś kleksy. Oczywiście można mieć zastrzeżenia i do testów IQ . Jak wiadomo badają one przede wszystkim umijętność rozwiązywania właśnie testów IQ. Poza tym rozwój ludzi, a szczególnie dzieci ma swoje tajemnicze skoki i etapy. Wiele razy stwierdzałam ze zdumieniem, że człowiek który dostał się z łaski do liceum okazuje się wybitny na studiach. Nauczyło mnie to pokory. Nigdy nie zostawiłam nikogo na drugi rok. Uważałam, że najniższą ocenę zawsze można uczniowi podarować. Nigdy też tego nie żałowałam. Ale to osobna historia. Mój sprzeciw budzi władza jaką mają nad ludźmi urzędnicy wsparci niejasnymi , a czasem wręcz idiotycznymi procedurami. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Test plam powstał bodajże w 1921 roku."Jedyną rzecz, którą naprawdę ujawnia test plam atramentowych to sekretny świat tego,kto go interpretuje. Specjaliści, stosując go, mówią więcej o sobie niż o badanym."
Prof. Anne Anastasi,
pionierka w zakresie badań psychometrycznych |
|
|
Pani Izabelo,tak w formie ciekawostki,napiszę o psychologicznym badaniu przez jakie przeszłam z konieczności,chcąc otrzymać zgodę na naukę w wybranej przeze mnie szkole (taki był wówczas wymóg).
Sama się temu dziwię,ale bardzo dobrze pamiętam to "badanie".
Wszystkie testy -w formie małej książeczki- były ... poważnie !!! z zakresu pojęć matematycznych !!!
Należało odpowiednio podpisać bądź zaznaczyć :położenie przedmiotu,określić kierunek,wielkość,zróżnicować pojęcia np.wysoki-wysoko,zmierzyć,określić ciężar,pojemność,kolejność,zastosować wyrażenia służące do określania czasu,dni,tygodnie,miesiące,pory roku,czas trwania różnych czynności,figury geometryczne ...
Wypracowanie pt."Najprzyjemniejszy dzień w twoim życiu" i krótka rozmowa.
Poczekałam godzinkę i otrzymałam zgodę na podjęcie nauki w wybranej szkole.Był rok 1970.
Psychologia była -już w szkole- przedmiotem zawodowym,ale z takim dziwactwem jaki jest teraz,nigdy się nie spotkałam.
Pozdrawiam serdecznie. |