Otrzymane komantarze

Do wpisu: Patologia transformacji
Data Autor
Anonymous
Pani Izo! Mówiąc o lustracji zawsze mowa jest o aktach SB. Nawet nie wiem czy IPN dysponuje aktami wywiadu wojskowego. Nie przypominam sobie aby kiedykolwiek odkryto czyjąś współpracę z tym wywiadem. Dzisiaj jesteśmy w gorszej sytuacji niż 25 lat temu ponieważ większość tych współpracowników została przewerbowana przez służby innych krajów, tak jak przewerbowywano agenturę Abwery i Gestapo.
chatar Leon
Bardzo dobry, przytomny wpis Pani Brodackiej-Falzmann. To, co wokół sprawy Kieżuna się dzieje, jest co najmniej zastanawiające. Sam nie mam w tym momencie żadnych, na tyle poważnych argumentów, aby dokonać oceny tej postaci, bo wiem na razie za mało (i jak mniemam, wszechświat będzie mógł nadal istnieć nawet wówczas, gdy moja skromna osoba nie wyrobi sobie na temat prof. Kieżuna zdania). Natomiast sprawa odpalenia bomby pod prof. Kieżunem, akurat w tym momencie i akurat w taki a nie inny sposób, nie może nie dawać do myślenia. Jeżeli ktoś chciałby za jednym zamachem: - podzielić obóz patriotyczny, - podsycić negatywne emocje, nieufność, podejrzenia, - ośmieszyć ideę lustracji, - dostarczyć argumentów różnym michnikoidom (przecież mówiliśmy że grzebanie w ubeckich teczkach to szambo) - obniżyć poziom dyskursu na prawicy, - przy okazji nieco przykryć całą masę przekrętów obecnych ajentów czeciej erpe, to chyba trudno byłoby wymyślić coś lepszego. Poziom "debaty" na temat sprawy jest żenujący (zwróciłem w tym kontekście uwagę na wypowiedzi Lisickiego i Ziemkiewicza, sytuujące ich chwilami na poziomie ulicy Czerskiej). Wystarczy zresztą lektura niniejszej blogosfery, ażeby zobaczyć, jak ludzie skaczą sobie do gardeł i jak argumentują. Zresztą z tego co widzę, dyskusja na temat sprawy profesora w sporej części nie dotyczy w ogóle żadnych argumentów, ale toczy się po prostu między zwolennikami autorów tekstu w Do Rzeczy a zwolennikami pewnego mitu wyrosłego wokół Kieżuna. No i ciekawe rzeczy przy okazji z ludzi wychodzą ...  
chatar Leon
Bardzo dobry, przytomny wpis Pani Brodackiej-Falzmann. To, co wokół sprawy Kieżuna się dzieje, jest co najmniej zastanawiające. Sam nie mam w tym momencie żadnych, na tyle poważnych argumentów, aby dokonać oceny tej postaci, bo wiem na razie za mało (i jak mniemam, wszechświat będzie mógł nadal istnieć nawet wówczas, gdy moja skromna osoba nie wyrobi sobie na temat prof. Kieżuna zdania). Natomiast sprawa odpalenia bomby pod prof. Kieżunem, akurat w tym momencie i akurat w taki a nie inny sposób, nie może nie dawać do myślenia. Jeżeli ktoś chciałby za jednym zamachem: - podzielić obóz patriotyczny, - podsycić negatywne emocje, nieufność, podejrzenia, - ośmieszyć ideę lustracji, - dostarczyć argumentów różnym michnikoidom (przecież mówiliśmy że grzebanie w ubeckich teczkach to szambo) - obniżyć poziom dyskursu na prawicy, to chyba trudno byłoby wymyślić coś lepszego. Poziom "debaty" na temat sprawy jest żenujący (zwróciłem w tym kontekście uwagę na wypowiedzi Lisickiego i Ziemkiewicza, sytuujące ich chwilami na poziomie ulicy Czerskiej). Wystarczy zresztą lektura niniejszej blogosfery, ażeby zobaczyć, jak ludzie skaczą sobie do gardeł i jak argumentują. Zresztą z tego co widzę, dyskusja na temat sprawy profesora w sporej części nie dotyczy w ogóle żadnych argumentów, ale toczy się po prostu między zwolennikami autorów tekstu w Do Rzeczy a zwolennikami pewnego mitu wyrosłego wokół Kieżuna. No i ciekawe rzeczy przy okazji z ludzi wychodzą ...  
Mam pewną nieco podobną historię dotyczącą II LO. i nauczycielki, która stanęła murem w obronie ucznia w tamtych trudnych czasach, za co poniosła okrutne konsekwencje. Żadna była z niej działaczka z tego co mi wiadomo, przyzwoita kobieta po prostu,a po latach została przez "towarzystwo" oplotkowana jako współpracowniczka. Nie wiem skąd pojawiła się plotka, ale raz zasiana intryga zebrała żniwo. Mimo, że była to bzdura wyssana z palca wiele nieprzyjemności spotkało Panią Profesor. Do tej pory się jeszcze tłumaczy. Natomiast na elitę Krakowa wyrosłą z szemranych buissnesów i dziwnych układów żadnych teczek nie ma. Czasami żeby czegoś się o człowieku dowiedzieć wystarczy prześledzić przepływ pieniądza. "Swoi" się podczas transformacji nieźle ustawili, przejęli co miało jakąś wartość,a teraz brylują na salonach. Tylko biedna jak mysz kościelna nauczycielka strzępi język powtarzając, że z nikim nie współpracowała.
Izabela Brodacka Falzmann
Spotkałam  kiedyś w kawiarni Świtezianka  kolegę ze szkoły. Przysiadłam się do niego. Wyszedł za mną do szatni i powiedział. "Jestem tu służbowo, wracamy do stolika i obrobisz tyłek jakiejś koleżance, najlepiej opowiadaj ,że się puszcza, pożegnamy się i zapomnij, że mnie znasz". Dostosowałam się do polecenia. Koleżankę zmyśliłam. Nigdy go już nie spotkałam, ale jestem mu zobowiązana.
Izabela Brodacka Falzmann
Pełzająca lustracja to bardzo dobry termin. Serdecznie pozdrawiam.
Izabela Brodacka Falzmann
Musiałam wyrazić się nieprecyzyjnie, jeżeli jestem źle rozumiana. Jestem gorącą zwolenniczką lustracji. Żałuję tylko, że nie została przeprowadzona wcześniej. I przy okazji należało przeprowadzić dekomunizację. Tak jak w Niemczech przeprowadzono denazyfikację. Bez uznania komunizmu za system przestępczy można się spotkać z twierdzeniem, że dla Różańskiego czy Fejgina była to tylko opcja polityczna. Podobnie dla Baumana. Doprowadziło to do sytuacji, że Kiszczak nazywany jest człowiekiem honoru, że Jaruzelski chowany jest z pompą na Powązkach, a przyszedł czas na lustrację wybiórczą. Nie jest to zarzut do historyków, których bardzo cenię. Aby odrobić lekcję wysłuchałam przed chwilą dyskusji z ich udziałem w klubie Ronina. Podsumowując: Żałuję, ze Profesora Kieżuna nie zlustrowano w 89 roku. I wielu, wielu innych. Szczególnie tych obecnych w zbiorach zastrzeżonych. Teraz tak jak Niemcy mielibyśmy to już za sobą. Ale przeciwko lustracji wypowiadały się przecież różne autorytety moralne. Niektórzy akademicy nakłaniali wręcz do nieposłuszeństwa obywatelskiego.
Bezsilny demiurg
Znałem kiedyś jedną prawniczkę. Powinęła jej się w czymś noga i zaproponowano jej współpracę. Nie mogła odmówić, ale w środowisku od razu się zdemaskowała i ostrzegła, że jak towarzystwo będzie za bardzo chlapać jęzorem, to niestety będzie musiała napisać donos (nie wiedziała, że w tym środowisku jest jeszcze jedno ucho, ale lepiej ustawione). Ucho na nią nie doniosło, że się zdemaskowała, ale chlapało na lewo i prawo. Po jakimś czasie jej przełożeni owym "uchem" się zainteresowali. Więc broniła je, mówiąc, że to pazerny typ jest i chodzi mu tylko o kasę i jakby się tu najszybciej dorobić. tymczasem "ucho" działało w podziemiu. Jeździło na zachód, przemycało pieniądze (zawsze mu się udawało wyjść z największych opresji). W stanie wojennym od razu go nie internowano, dopiero "potem". Zresztą siedziało krótko... Prawniczka po 1990 r. często wspierała rozmaite działania opozycyjne, nigdy nie afiszując się, bo ostrzegała, że powinęła jej się noga i ludzie mogą mieć przez nią przykrości. Zawsze wspierała radą i grosiwem. Wyprowadzała ludzi z dużych opresji (prawnych). A "uchu" załatwiła wziętą audycję w katolickim radiu ogólnopolskim. Tymczasem "ucho" dostawszy z IPNu dokumenty jako pokrzywdzony zaczęło gadać na lewo i prawo, że to właśnie prawniczka jest źródłem wszelakich jego wpadek i klęsk w latach 80. Prawniczka zmarła gromadząc materiały do pozwu przeciwko "uchu". Dziś "ucho" jest wziętym felietonistą i zwolennikiem kursu prorosyjskiego. "Bo Rosja nigdy nie zdradza swoich sojuszników".
jazgdyni
Witaj Izo Zdrowy rozsądek, dobre serce i empatia nie mają obecnie dobrych notowań. Wokół wszędzie twardzi bojownicy, rewolucjoniści o nieugiętość i nieskazitelność. Nasi wspólni znajomi, po napisaniu mojej próby obrony profesora Kieżuna, napisali, że niewątpliwie sam byłem donosicielem, jeżeli ośmielam się tłumaczyć postawę profesora. Będziesz się musiała jeszcze sporo za ten wpis tłumaczyć. Tak to właśnie, świadome zaniechanie lustracji i dekomunizacji powoduje, że jest pełzająca lustracja, a ofiarami stają się ci, którym się to nie należy. Po prostu ci, którzy są potrzebni dla kaprysu chwili. A, jak piszesz, kaci śpią spokojnie. Serdecznie pozdrawiam
Aby uzyskac PELNY wglad w ewentualne wlasne "dossiere" w IPN musi pani posiadac "Status pokrzywdzonego"..
Izabela Brodacka Falzmann
Ja nie obejrzałam swojej teczki w IPN. Nie wiem zresztą czy taka teczka istnieje. Nie jestem aż tak zarozumiała, żeby uważać , że byłam na jakimś celowniku. Obejrzałam za to akta profesora udostępnione przez " Do Rzeczy" . Obejrzę je jeszcze raz. Nie będę się jak na razie  wypowiadać na temat ich autentyczności, bo nie jestem specjalistą. Jednak jeżeli mogłam nauczyć się tyle  o porcelanie, że bali się mnie pracownicy Desy, mogę nauczyć się zasad weryfikacji dokumentów.  Zacznę od IPN w swojej sprawie. Jeżeli nic nie ma-  utwierdzę się w mocnym przekonaniu, że jestem tylko "mierzwą historii". A jak mówili znajomi ze spółdzielni Świetlik z Gdańska:" cnota to tylko permanentny brak okazji" .(To z mojej strony żart, żeby nie było wątpliwości) .   
Izabela Brodacka Falzmann
Pewien znany warszawski fizyk ( już nie żyje) udostępnił swoje mieszkanie na spotkania esbeków z donosicielami. Był bardzo dobrym fizykiem, nie potrzebował wsparcia SB, ale chciał wyjechać na stypendium. Osobiście wydaje mi się to obrzydliwe. Wpuścić esbeków do swoich gratów. Nie podam jednak jego nazwiska nie dlatego, że się boję sprawy sądowej. Uważam, że kto inny go teraz sądzi, a jego czyn nie ma obecnie znaczenia. Tak czy owak jawni przestępcy komunistyczni są obecnie nazywani ludźmi honoru, a ich ofiary są prześladowane. I to jest rezultat zaniechania lustracji, której byłam zawsze gorącym zwolennikiem.
..."patologia Transformacji".. Pani Izabelo. O Patologi tejze Transformacji mozna bylo by mowic gdyba ona zaistniala w sensie rzeczywistym. Teraz juz wiemy ,ze caly ten "upadek komuny" byl swietnie wyrezyserowanym spektaklem przez Komunistyczne sluzby z Moskwy i te z Warszawy. Zadnej zmiany "ustrojowej" nie bylo i nie ma.. Zlodzieje,mordercy i kanalie spod Komunistycznych sztandarow ubrali sie w garnitury od Guciego i z uwlaszczonego przez siebie naszego wspolnego majatku narodowego przeksztalcili sie w Kapitalistow i Demokratow. Jak madrosc etapu nakaze ,pojutrze zostana Kosmitami. Niestety wielu z naszych przyjaciol grala w tym samym spektaklu i uprawiala ta sama maskarade. Ludzi ,ktorych czesto bardzo kochalismy,szanowali i ufalismy. Do dzisiaj zaluje ,ze jako "osoba poszkodowana"zdecydowalem sie na przejrzenie wlasnej "teczki" w IPN. Niemniej musialem pogodzic sie z Prawda o ludziach z mojej wlasnej rodziny oraz tych ,ktorych uwazalem za najblizszych przyjaciol. Dzisiaj,po wielu latach ,wielu z nich stara sie wytlumaczyc swoja podlosc czy brak charakteru. Ich argumentacja usprawiedliwiajaca wlasna podlosc czasami jest wrecz komiczna. Wielu z nich to zadeklarowani Katolicy,gleboko przezywajacy wlasna wiez z Bogiem.. Prosze sobie wyobrazic,ZADEN z nich mnie nie przeprosil.. Pochlonieci usprawiedliwianiem wlasnych win,przoczyli ten "drobna" powinnosc. Nie osadzam ich.Z prostej przyczyny.Nie jestem w stanie zrozumiec przyczyn ,ktore nimi kierowaly. Co wcale nie znaczy ,ze nie rozumiem Zla ,ktora wyrzadzili mnie i milionom Polakow. Nie osadzam rowniez Kielzunia. Niemniej musze uznac ,ze wspolpracowal z SB,i komunistami. Dlaczego wiec pani ,czlowiek o nieposzlakowanej uczciwosci,wiedzy i wysokim Intelekcie angazuje sie w obrone czegos co nie mozna logicznie obronic ? Niewatpliwie zna pani przyczyny choroby ,ktora trawi nasz Narod ( w mojej opini to wszechobecny realatywizm etyczno-moralny). Dlaczego wiec pani angazuje swoj (autentyczny w mojej opini)osobisty autorytet w obronie zachowan,ktore powinny byc pietnowane ? Z wyrazami szacunku Goral.
Izabela Brodacka Falzmann
Konsultowałam przed chwilą telefonicznie ze specjalistą. Podobno nie istnieje określony wzór pokwitowania.  Kwitowano również( odbiór koniaku)  na serwetkach z kawiarni. To ci z "Tygodnika Powszechnego". Jestem jak dotąd znawcą porcelany. Chyba stanę się również grafologiem. Podejmuję odpowiednie studia.
Jak zwykle bardzo celny tekst Pani Izabelo. Wielkim błędem lub raczej wielką manipulacja było zaniechanie całkowitej lustracji, to przez to temat wlecze się i coraz to nowe ciekawostki wypływają przy różnych politycznych okazjach. Im dalej w las tym więcej drzew...prawda staje się już teraz zbyt słabo widoczna. Niestety czasy transformacji wykorzystali głównie ludzie powiązani ze służbami, którzy "grę" mieli rozplanowaną na długie lata. Często nie potrzeba teczek, żeby zorientować się kto wtedy wiedział dokąd wieje wiatr historii. Ile tajemniczych majątków powstało, ile własności przeszło z rąk do rąk. Ojciec mojego szefa, sam pięknie opisany w niejednej publikacji, dowódca AK, po wojnie mierzył się z różnymi losami (żałuję, ale nie mam upoważnienia do publikacji danych osobowych). Wspominał kiedyś, że też "podpisał", bo chciał wtedy wyjechać do Paryża, przed oczami miał wizję rozwoju, współpracy z uczelnią, wizję komputerów, o których słyszał, a nic nie wiedział. Pracownicy IPN często przeprowadzali z nim wywiady, rozmawiali o jego wojennej przeszłości i działaniach twórcy w czasach PRL. Nikt nigdy nie potępił go za to co zrobił mimo, że może byli szlachetniejsi co nie podpisali i już. Trudno jest podejmować się sądu nad człowiekiem. Zwłaszcza ja, która nie doświadczyłam wojny i represji nie mam prawa tego robić. Nie wiem też jaka jest prawda na temat prof. Kieżuna, ale bez względu na wszystko nie mieszała bym go z błotem jak czynią to co po niektórzy. Ci za to, którzy jawnie donosili, sprzedawali,niszczyli ludzkie życia i mordowali pozostali bezkarni.
Izabela Brodacka Falzmann
Nie widziałam bo nie kwitowałam ani nie jestem historykiem, który ma dostęp do archiwów. Nie wiem co Pan nazywa konfabulacją. Historia jest autentyczna. Czy powinnam doprowadzić znajomą, że by potwierdziła moje słowa?
Izabela Brodacka Falzmann
A jednak trwa. Tyle, że obecnie jest to lustracja na specjalne zamówienie, lustracja dziennikarska, lustracja plotkarska. Odgrywa doskonale swoją rolę- dalszego dzielenia i skłócania Polaków. Dalego rezygnacja z lustracji w odpowiedniej historycznie chwili, jaką była transformacja, owocuje tym co mamy teraz. Archiwa Joachima Gaucka, wbrew twierdzeniom rodzimych przeciwników lustracji, bynajmniej nie zrujnowały społeczeństwa niemieckiego. Wręcz przeciwnie- wzmocniły.
Józef Darski
To konfabulacja. Takie pokwitowanie nie ma nic wspólnego z pokwitowaniami TW. To wie każdy kto widział pokwitowania od TW. Konfabulacją nazywam twierdzenie jakoby pokwitowanie odbioru depozytu mogło posłużyć do twierdzeń, że to był odbiór kasy przez TW. To straszenie i wywalanie w powietrze lustracji i wszelkich analiz na temat zawartości teczek. Ludzie najchętniej wierzą w bzdury i potem tym się kierują.
NASZ_HENRY
Lustracja przeminęła z wiatrem ;-)
Do wpisu: Żyć bez kłamstwa
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
To racja, ludzie są najpierw gorszeni, a potem demoralizowani. Zdemoralizowani nie potrafią się zgorszyć. Normą staje się dla nich kłamstwo i oszustwo. Przykłady reakcji na kłamstwo, które podałam pokazują jednak, że bywało inaczej. Ludzie potrafili się oburzyć. Jest to zdrowa reakcja na lekceważenie i poniżenie, jakiego doświadczamy. Uczestnicy rozmów w restauracji " Sowa i przyjaciele" też nie wstydzą się swojej wulgarności, nie widzą nic niestosownego w ubijaniu politycznych interesów przy alkoholu. Przy tym interesów sprzecznych z prawem i konstytucją. To ludzie głęboko zdeprawowani. W zdrowej demokracji taki wybryk obaliłby rząd.
Izabela Brodacka Falzmann
Postulat Sołżenicyna wydaje się mało realny, przede wszystkim jako sposób na naprawienie systemu nie do naprawienia. Choć dzięki niemu wiemy jak wyglądała praca więźniów i jaki był ich los, wiele osób uważało go za przedstawiciela czegoś w  rodzaju opozycji kontraktowej. Został przecież ukarany wydaleniem z kraju,  za co ( za wydostanie się z tego raju)  liczni uciekinierzy oddawali życie. Potem na emigracji Sołżenicyn zajmował się czymś mi bardzo bliskim- ratowaniem umierającego  języka rosyjskiego. Zbierał słowa. Język polski też ginie. Są słowa, których już nikt nie zna. Pewien prawicowy publicysta( nieważne kto)  powołując się na słynną rozmowę Kmicica z Bogusławem napisał: "Rzeczpospolita jest jak połeć sukna". Nie wie biedaczek, że jest:  "połeć słoniny" i "postaw sukna". Jest zbyt młody, żeby pamiętać użycie tych słów i kiepsko odrabiał lekcje. Kiedyś pytałam uczniów co to jest "koromysło"? Nikt nie wiedział. Potrzebne mi było jako przykład dźwigni dwustronnej. Ale kto dzisiaj nosi wodę?  Oczywiste jest, że giną słowa związane z ginącymi zawodami i nieużywanymi sprzętami. Inna zmieniają znaczenie. Powstają brzydkie neologizmy. To martwi.
Izabela Brodacka Falzmann
Właśnie o to mi chodzi. Węgrzy potrafili wywalić kłamczuchów na zbity pysk. Byli oburzeni słowami ich premiera, czuli się obrażeni. Natomiast u nas kolejna afera jest spokojnie zamiatana pod dywan, a osoby skompromitowane nawet się tego nie wstydzą. Pozdrawiam.
Najpodlejsze w obecnym systemie jest to, że Ci, którzy go stworzyli chcą utopić wszystkich w kłamstwach i złodziejstwie. Uczciwy człowiek jest codziennie konfrontowany z rzeczywistością, gdzie wygrywają jedynie "sprytni",a uczciwi zostają zmiażdżeni i opluci. Widziałam nie raz jak to zmienia ludzi. Po kilku latach walki o byt, byle przeżyć do następnego miesiąca sami zaczynają wikłać się w kłamstwa, idą na ustępstwa odnośnie moralności, aż stają się jednymi z tych, którzy ich wcześniej wyzyskiwali. Zwłaszcza Ci, którzy próbowali rozbudować własną działalność natrafili na mur nie do przebicia. Wszędzie trzeba łapówek i znajomości. Kredyty, pułapki pożyczek, aby wsiąść kolejne zlecenie, za które i tak szczwany i silniejszy "przedsiębiorca" nie zapłaci. Dziś wydaje mi się, że nie umiemy jako naród żyć bez kłamstwa i to jest problem.Niestety po każdej politycznej stronie dostrzegam to zakłamanie - kłamcy z PO, skrajnie bezczelni, łżą w żywe oczy nawet przy miażdżących dowodach. Kłamcy na prawicy bardziej pasują mi do przysłowia "modli się pod figurą,a diabła ma za skórą, moralizują naród, a sami dają najgorszy przykład w postaci swoich rodzin i swojej pracy. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Pozdrawiam!
jazgdyni
Witaj Izo Notoryczne kłamstwa to jedno, lecz bezczelność z jaką są wypowiadane, to poważniejsza sprawa. Jednakże najtragiczniejsze, co mnie najbardziej smuci, jest reakcja społeczeństwa na to. Staliśmy się państwem impotentów. Serdeczności
Patryk Pietrasik
Sołżenicyn w Archipelagu wspominał o wydarzeniu, których  zapamięta (ł) ze wstydem (tak pisał) chyba do końca życia. Mianowicie chodziło o podpisanie pisma, że będzie donosił o wszelkich próbach ucieczek z obozu itp. (jak to pewnie zazwyczaj bywało wszystkie tego rodzaju pisma nie były celowo doprecyzowane). Mimo, że Sołżenicyn na nikogo nie doniósł, nikogo nie skrzywdził (został przeniesiony gdzie indziej czy też oficer został przeniesiony) wyrzuty miał, pewnie do końca życia. Być może stąd, z tego wspomnienia wzięło się tak radykalne oderwanie od możliwości jakiejkolwiek współpracy z reżimem (w końcu Sołżenicyn twierdził też – a może inaczej – zadawał retoryczne pytanie czy również winić należy zeka, który dla ratowania własnego życia oszukiwał władze obozowe, przecież na jego oszustwie cierpieli inni więźniowie. Tam gdzie praktykowano tuftę (czyli oszukiwanie władz poprzez wpisywanie lipnych osiągów pracy) zyskiwali przecież nie wszyscy; część też musiała tracić (chociażby przy dzieleniu jedzenia). Oczywiście siebie też winił. Z drugiej strony Sołżenicyn w zbiorze Żyj bez kłamstwa bodajże w liście do przywódców partii, radził im co mogliby zrobić dla polepszenia sytuacji w Związku Sowieckim bez likwidacji partii (pisał  o zmianach bez likwidacji partii bo chciał im zaproponować coś realnego, na co mogliby się odważyć – chociaż nie miał wątpliwości, że jego listu nie zostaną wyciągnięte żadne wniosku). Czyli (chyba) nie odrzucał całkowicie możliwości naprawy sytemu a jeśli nawet, to nie odrzucał możliwości rozmowy z przeciwnikami.