Otrzymane komantarze

Do wpisu: Armageddon cz. 11 - jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej...
Data Autor
mjk1
Szanowny autorze. Już raz, przy okazji jednego z pańskich Armagedonów, pisałem, że pańska propozycja niczego nie naprawi, tylko pogorszy sytuację. Aby to wyjaśnić, wystarczy wiedza z matematyki na poziomie szkoły podstawowej i to jej kilku pierwszych klas. Dla ułatwienia pominiemy eksport, bo ten równoważy import i przy dodatnim bilansie sytuacja jest trochę lepsza, ale przy ujemnym jeszcze gorsza. Siła nabywcza polskiego społeczeństwa w normalnie funkcjonującej gospodarce, bez plandemii, to ok. 45% PKB.  Choćby nie wiem jak społeczeństwo się starało, to jest w stanie, za zarobione pieniądze, wykupić tylko i wyłącznie 45% wyprodukowanych towarów. Wprowadza Pan bon w wysokości pozostałych 55% i rozdaje społeczeństwu. Społeczeństwo wykupuje te pozostałe 55% niesprzedanej produkcji i gospodarka rusza z kopyta. Proste logiczne i uzasadnione. Wszystko hula, ale niestety do momentu, kiedy należy te pieniądze zwrócić. „Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo za wykorzystany debet trzeba płacić…” Wtedy wracamy nie tylko do punktu wyjścia, ale jeszce pogarszamy sytuację, jaka była pierwotnie. Jeżeli czegoś Pan nie rozumie proszę pytać. Wytłumaczę jeszcze raz.        
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ armagedon cenie twoje teksty. Optymizmem Polski nie zbudujemy - to zdaje sie Cat. M.  Debet w rachunku na 30 tys. pod weksel dla wszystkich,- to jest droga do nikąd - to akurat Józef.  Trzeba uwolnić potencjał ekonomiczny Polaków. Pzdr
Obserwator
Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bo za wykorzystany debet trzeba płacić a uwłaszczenie na państwowym miało być za darmo (z czego wyszedł słynny przewał PPP). Banki w kwietniu zmniejszyły akcję kredytową średnio o 50%, więc ilość pieniądza w obiegu zmniejszy się gdzieś tak o 5% (suma agregatu M3 wynosiła na koniec lutego 1,6 bln PLN, więc jest to ok. 80 mld mniej) Środki te obsługiwały 3 bln PKB, więc stosunek M3 do PKB jest jak 1:2, czyli 5% M3 mniej zmniejsza możliwości utrzymania PKB o gdzieś tak 150 mld, czyli tyle, ile wynosiła połowa całej branży automotive w Polsce. Za kwartał problem skąd i w jaki sposób zapewnić ludziom dostęp do pieniędzy na przeżycie, będzie prawdopodobnie numerem 1 na świecie wśród krajów wysoko rozwiniętych (no i u nas oczywiście też, bo choć dopiero aspirujemy, to odpowiednie problemy strukturalne już mamy, nawet z zapasem). Eksport odpowiada za 45% PKB, a co to znaczy, no to można się od pracowników Volkswagen Polska dowiedzieć. Zresztą, taki to "eksport" - niskomarżowy wynajem siły roboczej, w tym u kooperantów, a nie żadna sprzedaż za granicę wytworów polskiej myśli technicznej...
jazgdyni
Drogi Janku! Nie warto pomyśleć o zapisanych w genach, chyba nawet w DNA, zdolności Polaków do kombinatoryki? Jeżeli powstaje nowa sytuacja, w której będzie można uzyskać darmową forsę od kogoś, tylko manipulując faktem (a sytuacja na to akurat pozwala), że jest się zatrudnionym, albo bezrobotnym, to 98% trzeźwo myślących rodaków natychmiast to wykorzysta. Więc jakiekolwiek statystyki z jakichkolwiek źródeł są wyłącznie zafałszowane.  A mimo tego będą pluć i kłamać na kaczystów, tak jak ci, co od paru lat to robią, bezwstydnie korzystając (będąc lemingiem) z 500+. Serdeczności
mmisiek
"Debet w rachunku na 30 tys. pod weksel dla wszystkich" Autor pewnie nie pamięta, ale to lepsze niż słynne "100 milionów" Wałęsy, bo tamto to ledwo 10K na obecne, ale dzisiaj pewnie też by podbił stawkę. Może namówić Bolka do startu w wyborach?  
Do wpisu: Rączka z członkami, czyli smętne figle w Sądzie Najwyższym
Data Autor
paparazzi
Panie wspak wiruS jak to skąd wziął? Z wykopalisk!
Suriw
@Ałtorydet a skąd wziąłeś te 98 % upartyjnienia sędziów w PRL, więcej niż w MO i LWP - zapewne ze szkoleń nieocenionej TVPiS? Tylko młody ,wiek może  usprawiedliwiać  tę głupotę powtarzaną za telewizyjną propagandą nie wstydzącą się żadnych kłamstw ani manipulacji. Gdybyś żył w tamtych czasach, to wiedziałbyś,że z tym upartyjnieniem było cakiem inaczej; nikt nie wymagał od szeregowych (nie funkcyjnych) sędziów sądzących np. w sądach rodzinnych czy cywilnych zwłaszcza,przynależności do partii.Ale wiem,że i tak będziesz twardo obstawał przy swoim, a mnie co najwyżej zwyzywasz od płatnych agentów i zdrajców Polski, ale ja już do tego przywykłem,choć nadal będę się upierał,że PiS to nie jest Polska.
Zofia
Bardzo trafna i prawdziwa ocena obecnej sytuacji w SN i w każdej innej instytucji. Każdy, kto chciał mieć materialny i społeczny byt lepszy od przeciętnego pracowitego i uczciwego współobywatela PRL-u musiał zostać członkiem jedynej i słusznej partii. Mieli dobre pieniążki,prestiż społeczny. Przyzwyczaili się,że górowali nad innymi.I teraz walczą o "zdobyczne na przestrzeni lat przywileje". Wcale im nie chodzi o Polskę i Polaków.Gdyby było inaczej to już dawno sądy by były odpolitycznione.Doceniam ten wpis,bo żyłam w tamtym czasie i byłam dobrym obserwatorem awansów ludzi.
angela
@Tomaszek, nie tylko, nie tylko, wirtuozow w togach, i profesorow też ksztalcili. Nie przypadkiem,  nasze uczelnie są  na szarym końcuna na  swiecie, a co do sądów,  to widać co się dzieje w Polsce, w temacie przestępczości.  Jakie folgi i zielone światło dla złodziei, wyprowadzających miliardy z Polski,  i uniewinnianie ich, pomimo zarzutów i dowodów im przedstawionych.
Tomaszek
Były jeszcze "zaoczne"studia prawnicze dla wirtuozów pałki i gazu .
angela
Pan Suriw się brzydko wyraza😬. Miesiac temu zalozyl konto, zeby 'rzucać mięsem '. A wszystkim wytyka, 'dyrdymały, pewnie po milicyjnym liceum   tak zmądrzał.
AŁTORYDET
Niby masz rację Sur(i)wo, a jednak jej nie masz. Stopień upartyjnienia w w prl-owskich sądach, sięgał 98% i był grubo wyższy niż w MO I LWP. Ponadprzeciętny był rownież udział TW i KO. I niestety, "wychowywali" oni rownież sobie podobnych na uniwersyteckich wydziałach prawa. Dobrym przykładem, jest tu postać dziekana wydziału prawa z młodego uniwersytetu (ale dużego miasta), który sądził, kapowal, kształcił, a także kwalifikował kandydatów na stypendium Fullbrighta. Łączewski, Tuleya, Topyła, Sterczyński, Wilkanowski - długo by wymieniać - nie wyłonili sie z morskiej piany. 
Suriw
Jak na skromny autoportret  w profilu,gdzie autor przedstawia się jako (tu cytuję): Doktorant filozofii, wykładowca filozofii i zarządzania projektami, doświadczony menadżer,a skoro tego komuś za mało,aby wielbić wielkość Autora,to jeszcze dodaje,iż Świadomy zwolennik Cywilizacji Łacińskiej i - z racji tego - sceptyczny wobec bezkrytycznego postępactwa. Poszukiwacz PRAWDY, uczulony na tych którzy wierzą że ją znają, (wytłuszczenie moje - s.),a więc jak na tak  nieprzeciętne zalety (wiedzę?),autor ten wypisuje sromotne dyrdymały i głupoty siląc się na ironię lub dowcip. Zatrzymam się tylko przy jednym wątku,a to gdzie autor pisze, że sędziami w PRL mogli być i byli tylko członki (bo członkowie partii) czyli ludzie,których wulgarnie określa się chujami. Uczony ten doktorant bowiem chciałby,aby antykomunistyczni i patriotyczni Polacy nigdy nie splamili się pracą w ówczesnym wymiarze sprawiedliwości,a przestępczość przez te blisko pół wieku niechby tam sobie hulała po Polsce, ludziska się nie rozwodzili,nie byłoby żadnych rozstrzygnięć w sprawach majątkowych i t.p. i t.d., etc. Ot i cała  filozofia doktoranta i wykładowcy tejże - zgrroza: takiemu powierza się kształcenie!?!? Gdzieś coś słyszał o partyjnych sędziach w PRL, ale jak to było naprawdę, to już go  nie interesuje.Otóż mości filozofie: w PRL do partii musiała należeć tzw.kadra kierownicza w każdej instytucji,a w sądach byli to prezesi,ich zastępcy,przewodniczący wydziałów i tyle. Oczywiście każdy sędzia mógł się do partii zapisać,zwłaszcza gdy chciał robić karierę,ale zmuszany nie był. Po tym wyjaśnieniu powinieneś się sam uznać za członka (oczywiście nie partii PiS czy jakiejś innej).
paparazzi
Jeszcze jeden powód na radykalne rozwiązania. Tyle czekaliśmy,  sadownictwo na pierwszy plan , media drugie po mimo kąśliwych uwag Mademoiselle i trzecie zabrać za komunistyczna konstytucje. Później poleca zmiany jak z płatka. Jak by były jakieś pytania to Orban pomoże pomoc. No, moze po elekcji.
Do wpisu: Spęd "fioletowych ludzików" to jeszcze nie posiedzenie Sądu
Data Autor
Obserwator
Jeszcze raz proszę - podaj konkretny przepis pozwalający SN ominąć pułapkę proceduralną zastosowaną przez TK (bo nie tylko sędziowie sądów powszechnych i zaufani mecenasi mogą stosować fortele proceduralne). Konkretnie, w którym miejscu Ustawy o SN lub KPC lub innym akcie rangi ustawy lub wyżej (z prawem Unii włącznie) jest paragraf pozwalający Sądowi Najwyższemu ot, tak sobie, wprost zlekceważyć istniejący, wskazany i obowiązujący przepis (chodzi o art. 86 ust. 1 aktualnej Ustawy o TK). Rozumiem że się ten trick nie podoba, ale prawo jest prawem, a skoro przepis mówi: "...Art. 86. 1. Wszczęcie postępowania przed Trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny...", to znaczy że postępowanie przed organem jakim jest Sąd Najwyższy jest zawieszone, a skoro zeszli się sędziowie SN i rada w radę wypichcili jakieś kwitki, to jest to ich prywatna opinia jako - nie przeczę - prawników, może nawet wybitnych, ALE NA PEWNO NIE UCHWAŁA SĄDU NAJWYŻSZEGO, skoro postępowanie przed nim jako organem władzy jest z mocy prawa zawieszone. I tyle w temacie, ale może rzeczywiście wskażesz jakąś podstawę prawną? W sensie istniejącego przepisu prawa, a nie jakiejś opinii jakichś ekspertów... 
Do wpisu: Armageddon cz. 9 - piaskownica i dziecinada
Data Autor
sake2020
Nasze dzielne feministki powinny ministra Szumowskiego faktycznie po rękach całować.Taki wynalazek jak maseczka świetnie zakryje mankamenty ich urody i o ile jeszcze nie otworzą ust,nie będą miały parasolek czy transparentów w garści to kto wie,jest szansa że może jakiś głupi się skusi.
Czesław2
4. Ustawa może określić podstawy, zakres i tryb wyrównywania strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela. Ciekawe, kto w ustawie zabezpieczył roszczenia koncernów wynikające z wprowadzenia stanu wyjątkowego niezawinionego przez państwo?
AŁTORYDET
No a co powie nasz Volkischer Beobachter, gdy epidemia potrwa dłużej niż 150 dni? Buźkę będziesz kostytutą zasłaniał? A co będzie, gdy w samym środku tego pandemonium zostaniemy bez prezydenta, z mniejszościowym rządem i blokadą samorozwiązania Sejmu? Gówino vci to wszystko da! 
Do wpisu: Armageddon cz. 8 - NBP i PFR: dwie drogi, dwie szanse
Data Autor
mjk1
Witam i też się cieszę, że ma Pan ochotę ze mną rozmawiać. Muszę zacząć od sprostowania. W odpowiedzi na pański wpis omówiłem tylko kwestię kredytu i jego wpływ na równowagę towarowo pieniężną. To Pan rozwinął temat do sześciu wzajemnie zależnych wątków, więc wypadało się odnieść do każdego z nich. Cieszę się również, że uważa Pan moje spojrzenie na ekonomię za poprawne. Zgadzam się też, że ekonomia opisuje procesy zachodzące w gospodarce. Mogę się też zgodzić z twierdzeniem, że ekonomia w jakimś aspekcie zajmuje się opisem relacji etycznych. Dalej jednak bym już nie wybiegał i nie oceniał relacji ekonomicznych z punktu widzenia filozofii a już na pewno nie dzielił ekonomii na jakieś działy i określał przymiotnikami. Takich podziałów dokonywano w czasach słusznie minionych i już z wtedy okazało się, że są to podziały całkowicie sztuczne, bo czym tak naprawdę różniła się ekonomia polityczna socjalizmu od ekonomii politycznej kapitalizmu. Przecież w obydwu systemach gospodarczych obowiązywały te same podstawowe zasady ekonomiczne. Generalnie nie ma sensu tak wszystkiego komplikować. Ekonomia należy do nauk ścisłych, wcale nie jest skomplikowana i powinna być zrozumiała dla każdego. Zamiast omawiania uniwersalnych zadań ekonomii pozwoli Pan, że zacznę od podstaw. Zgadzamy się, że ekonomia opisuje relacje zachodzące w gospodarce. Co zatem jest celem gospodarki? Otóż celem gospodarki jest tylko i wyłącznie zaspokajanie potrzeb. Po zaspokojeniu potrzeb w jakiejś dziedzinie dalsza działalność gospodarcza w tej konkretnej dziedzinie, nie ma sensu i jest zwykłym marnotrawstwem. Wynika z tego, że celem gospodarki nie jest zarabianie pieniędzy. Jeżeli za cel gospodarki postawimy sobie zysk, to nie tylko nie osiągniemy zysku, ale nie zaspokoimy również potrzeb. Widać to przecież w otaczającej nas rzeczywistości jak na dłoni. Czy znaczy to, że ktoś, kto zaspokaja ludzkie potrzeby ma to robić za darmo? Absolutnie nie. Musi być wynagrodzony i to godnie. Nie ma jednak najmniejszego sensu tworzenie dodatkowych miejsc pracy w dziedzinie w której potrzeby zostały już zaspokojone. Przykładowo: nie ma sensu otwieranie nowej piekarni w miejscowości w której dotychczasowy piekarz zapewnia wszystkie wyroby miejscowej ludności. Co należy zrobić, aby wszyscy chętni na pieczywo otrzymali je w wymaganej ilości a jednocześnie piekarz osiągnął ze swej działalności satysfakcjonujące go wynagrodzenie? Wszystko to ekonomia a raczej konkretni ekonomiści już dawno rozwiązali i co najważniejsze sprawdziło się w praktyce z całkiem niezłym rezultatem. To jednak temat na osobny i bardziej obszerny wpis. Pozdrawiam Pana.                  
mjk1
Jeżeli chodzi o punkt szósty, to oczywiście ma Pan rację, że koncepcja brania kredytu na wyprodukowanie roweru (nie jego zakup) i późniejszą spłatę tegoż kredytu przekracza możliwości intelektualne normalnego przedszkolaka. Nie zmienia to jednak faktu, że bez środków, roweru wyprodukować się nie da. Nie ulega też najmniejsze wątpliwości, że przedszkolak przede wszystkim zacząłby na rowerku jeździć, ale nie sądzę, że po odebraniu mu tej przyjemności zjadłby służbowy śliniak. Takie głupie to przedszkolaki jednak nie są. Nie zapomniałem też o punkcie piątym i muszę przyznać, że tutaj uczucia mam ambiwalentne. Nie spodziewałem się bowiem, że odpowie Pan na zadane przeze mnie pytanie i to prawidłowo. Koncepcja jest jednak tylko jedna a nie dwie, jak próbuje Pan zasugerować. Produkujemy rower i odpowiednią ilość pieniędzy. Innej możliwości nie ma. Możemy oczywiście nie produkować nic, ani towarów, ani pieniędzy i czołgać się powoli na cmentarz, ale chyba nie o to chodzi. Pozostaje najważniejsze pytanie: jak owe środki rozdysponować? Mam oczywiście swoją koncepcję, ale chętnie poznam pańską. Mam też nadzieję, że nie będzie Pan żądał z całą surowością spełnienia mojej obietnicy i nie wyśle mnie na stare lata do seminarium duchownego. Pozdrawiam „drugoświatecznie” i niestety mniej pogodnie, ale to już nie z mojej winy.   
mjk1
Za życzenia pogodnych świąt dziękuję i odwzajemniam. Za drobne złośliwości pretensji nie mam, bo sam zacząłem a na poszczególne punkty postaram się odpowiedzieć. Po przeczytaniu pierwszego musiałem jeszcze raz wrócić do pańskiego wpisu. Z tekstu wynika, że debet na rachunku nie jest darowizną. Środki na rachunku, które bank oddaje do dyspozycji „debetobiorcy”, po pewnym czasie trzeba zwrócić. Nie wiem więc dlaczego nie mamy tego nazywać kredytem, skoro negatywne skutki dla gospodarki powoduje identyczne jak kredyt? Jeżeli byłby Pan uprzejmy wytłumaczyć, byłbym wdzięczny. Odnośnie punktu drugiego, to absolutnie nie neguję faktu, że większość pieniędzy w obiegu istnieje w postaci długu. Nie rozumiem jednak, dlaczego nie ma to negatywnych skutków dla gospodarki? Chyba, że zakłada Pan, że długu tego nigdy nie trzeba będzie spłacić. Byłoby pięknie. Uważam jednak, że po pewnym czasie kredytodawca zażąda zwrotu długu a wtedy nie będzie już tak wesoło i kredytobiorca w małym sklepiku i tak zdechnie z głodu a sklepikarz pójdzie z torbami i zeszytem pełnym bezwartościowych zapisów. Odnośnie punktu trzeciego pełna zgoda. Co jednak w tym dobrego, że realny pieniądz prawie w całości jest własnością banku a jego koszty obciążają wszystkich z wyjątkiem akurat banku? W punkcie czwartym, to już poleciał Pan całkowicie po bandzie. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego szybkość obiegu pieniądza ma mieć jakikolwiek wpływ na równowagę, czy też nierównowagę towarowo pieniężna? Chce mi Pan wmówić, że herbata wprawdzie nie robi się słodsza od samego mieszania, ale już od szybkości mieszania jak najbardziej? Cieszę się, że nie jest Pan fanem Balcerowicza. Dlaczego więc stosuje Pan jego socjotechnikę? I najważniejsze: ekonomia nie tylko opisuje procesy gospodarcze, ale przed wszystkim tworzy wzorce o których, jeżeli ma Pan ochotę, chętnie podyskutuję.    
Obserwator
@mjk1 1. "debet w rachunku" nie jest kredytem, więc cała reszta komentarza jest wewnętrzną dyskusją ze swoimi wyobrażeniami na temat tego co niby jest tego komentarza przedmiotem - aczkolwiek jestem skłonny potwierdzić, że te wyobrażenia są kretyńskie; 2. przeważająca większość pieniądza na rynku istnieje wyłącznie w formie długu - spłacenie kredytu anihiluje ten pieniądz - więc nie ma znaczenia czy kredyt przynosi coś dobrego czy nie przynosi i komu, bez jakiejś formy kredytu obecna gospodarka nie może istnieć (przy okazji - zakup w wiejskim sklepiku "na kreskę" też jest formą kredytu, bez którego "kredytobiorca" zdechłby z głodu, a "kredytodawca" poszedł z torbami z braku klientów, zresztą to wraca teraz z całą siłą);  3. suma kredytów przewyższa obecnie ilość dostępnego na rynku pieniądza, choćby dlatego, że spłata odsetek (oczywiście pieniędzmi "kredytowymi", wyrwanymi z rynku) tworzy realny pieniądz będący własnością banku, na koszt spłacającego 4. proponuję, by zamiast prowadzić dyskusję z samym sobą na temat swoich wyobrażeń o tym co myślę i składać mi z tego tytułu jakieś gratulacje (!?!), poświęcić trochę czasu na analizę skutków kurczowego trzymania się koncepcji równowagi towarowo-pieniężnej w sytuacji powstania nowych kompletnie obszarów gospodarki (np. technologii druku 3D) - zwiększenie tempa obiegu pieniądza nie do końca załatwia sprawę, bo w tych branżach, gdzie procesy trwają dłużej (np. rolnictwo), pieniądz będzie zbyt drogi i zaczną padać lub zaczną drożeć (zależy czy będzie możliwość skompensowania tańszym importem); Szkołę Balcerowicza znam i nie cenię, natomiast dogmatyzm w ekonomii świadczy o jej niezrozumieniu - ekonomia nie tworzy wzorców, ekonomia je próbuje opisywać. 5. Nie wiem czy zostaniesz księdzem, ale skoro ma być wyprodukowany rower na którego zakup na rynku nie ma pieniędzy, to są dwie opcje przywrócenia tej wymarzonej "równowagi towarowo-pieniężnej": produkujemy rower i odpowiednią ilość pieniędzy (po obydwu stronach równania równowagi "coś" przybywa i się bilansuje), albo nie produkujemy roweru (lub zgoła niczego, jak to było pod koniec socjalizmu), żeby ta równowaga była zachowana;  6. co do przykładów dla przedszkolaków, to przedszkolak raczej by zjadł służbowy śliniak niż sprzedał wymarzony rower, więc pewnie by zaczął tym rowerem jeździć jako kurier, żeby zarabiać świadcząc usługi, a może nawet by chętnemu do pedałowania z przesyłkami wynajmował ten rower na dniówki - doprawdy koncepcja brania kredytu na zakup środka produkcji (tu: roweru) w celu jego odsprzedaży na spłatę tegoż kredytu, przekracza możliwości intelektualne normalnego przedszkolaka, tu rzeczywiście trzeba co najmniej magistra, a może nawet i doktora nauk ekonomicznych na SGH   Pogodnych Świąt...
mjk1
Myślałem, że obserwacja otaczającej nas rzeczywistości z beczki, tylko z Diogenesa potrafiła zrobić kretyna. Myliłem się i muszę przyznać rację Hamletowi, że są jednak na świecie rzeczy o których się filozofom nie śniło. Nie wiem, czy Pan Bóg zdecyduje się w najbliższym czasie na ostateczną rozgrywkę, ale jestem pewien, że wdrożenie pańskich propozycji na pewną to rozstrzygające starcie przyspieszy. Ten tytułowy Armagedon, ale przez jedno „d”. Nie będę oczywiście omawiał wszystkich pańskich kretyńskich propozycji i skupię się tylko na ostatniej. Mniej więcej od czasów biblijnych wiadomo, że kredyt nic dobrego nie przynosi dla kredytobiorcy a w dłuższej perspektywie dla kredytodawcy też. Mówimy oczywiście o kredycie bez odsetkowym, bo ten z odsetkami, od czasów biblijnych był zakazany. Dlaczego był zakazany, nie jest w tej chwili istotne, ale jak będzie Pan ciekaw, chętnie wyjaśnię. O tym, dlaczego kredyt nic dobrego nie przynosi, uczono nie tak dawno w każdej szkole w „ten kraju” od podstawowej po wyższą uczelnię. Nie tylko uczono. Można to też było zaobserwować w praktyce. Jak Pan zapewne wie do 1989 roku, kredytów ten kraj nie zaciągał a mimo tego np. kolejek do lekarzy nie było i w prawie każdej szkole był gabinet lekarski, dentystyczny a już na pewno higienistka. Jeżeli jednak będzie Pan chciał przywołać przykład Gierka, że ten za nędzne 25 miliardów ówczesnych zielonych pieniążków, wywindował ten kraj na ósmą potęgę gospodarczą świata w produkcji sprzedanej, to gratuluję logiki rozumowania. Teraz przypomnę Panu, czego uczono w ówczesnych szkołach. Uczono, że najważniejsza jest tzw. równowaga towarowo pieniężna i każde jej zaburzenie jest szkodliwe dla gospodarki, jako całości a kredyt jest jednym z czynników ową nierównowagę powodujących. Podam przykład i to taki, aby przedszkolak zrozumiał, więc na pewno da Pan radę. Załóżmy, że ktoś zaciąga kredyt nie na przejedzenie, tylko na szlachetny cel, jakim jest wytworzenie jakiegoś dobra materialnego. Załóżmy, że tym dobrem jest rower. Musi Pan przyznać, że ów ktoś jest w stanie spłacić zaciągnięty kredyt, tylko i wyłącznie po sprzedaniu owego roweru. Jeżeli widzi Pan inną możliwość chętnie ją poznam a obawiam się, że nie tylko ja. Po sprzedaniu roweru i spłacie zaciągniętego kredytu na rynku mamy na pewno rower, ale nie mamy równowartości środków pieniężnych na wyprodukowany rower, bo te oddaliśmy bankowi spłacając zaciągnięty kredyt, czyli zaburzyliśmy równowagę towarowo pieniężną. Na rynku nie ma więc środków na kupno owego roweru. Jak wyjaśni Pan skąd wziąć środki na kupno owego roweru, bez przywrócenia równowagi towarowo pieniężnej, to ja księdzem będę, bo o tym, że nie ma Pan bladego pojęcia jak przywrócić równowagę towarowo pieniężną jestem pewien a świadczą o tym wszystkie pańskie „armagedonowe” wpisy przez dwa „d”.                       
Do wpisu: Armageddon cz. 7 - "pancerny spadochron" na prima-aprilis
Data Autor
Obserwator
Witaj BGK nie prowadzi detalu i kieruje do banków komercyjnych, te zaś... (itd.) Zaiste, "Paragraf 22"... Pozdrawiam
Do wpisu: Armageddon cz. 6 - głupota czy dywersja?
Data Autor
Jabe
Kwantowa centralizacja – totalitaryzm absolutny.