Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wojna o wszystko, rozmowa o niczym. Dlaczego szkoda, że usunięto ten wpis?
Data Autor
mjk1
Jestem naprawdę pod wrażeniem Jabe, bo tym razem Twój wpis jest ciekawszy niż większość internetowych sporów. Przynajmniej próbuje patrzeć na politykę przez pryzmat interesów państw, a nie wyłącznie sympatii i antypatii partyjnych.Mam jednak wątpliwości wobec tezy o realnym bloku polsko-rosyjskim. Polska i Rosja mają dziś nie tylko sprzeczne interesy strategiczne, ale także ogromny bagaż historyczny oraz całkowicie odmienne postrzeganie bezpieczeństwa w Europie. Trudno mi sobie wyobrazić, by w przewidywalnej przyszłości mogło powstać trwałe partnerstwo polityczne między Warszawą a Moskwą. Zgadzam się natomiast z czymś innym: rzeczywiście od lat obserwujemy w Polsce spór dwóch obozów, które często więcej energii poświęcają wzajemnej walce niż dyskusji o długofalowej strategii państwa. I właśnie dlatego tak łatwo schodzimy na poziom emocji, symboli i historycznych sporów, a tak rzadko rozmawiamy o gospodarce, demografii, energetyce, innowacjach czy miejscu Polski w zmieniającym się świecie.Moim zdaniem podstawowym problemem nie jest dziś wybór między Berlinem, Waszyngtonem czy Moskwą. Problemem jest brak własnej, konsekwentnej strategii rozwoju państwa. Silna gospodarka, nowoczesna infrastruktura, bezpieczeństwo energetyczne i sprawne instytucje zwiększają podmiotowość bardziej niż najbardziej efektowne deklaracje geopolityczne. Dlatego zanim zaczniemy rozważać egzotyczne scenariusze nowych bloków i sojuszy, warto odpowiedzieć sobie na prostsze pytanie: czy polska klasa polityczna potrafi w ogóle zbudować długofalowy plan rozwoju kraju wykraczający poza jedną kadencję?
Mirek Skalski
"jakakolwiek organizacja zawsze jest wodzowska" - Nieprawda. Są państwa gdzie istnieją stabilne partie ale ciągle jest walka o przywództwo w nich (np. USA albo Wielka Brytania). Porównajmy to z PiS albo KO."Dana organizacja, np. partia ma swój cel, program, każdy kto do niej wstępuje, oznacza że go podziela". - Zgadza się, ma cel i program ale nie musi mieć wiecznego wodza."teraz mamy tego obraz - toniemy." - Toniemy od 37 lat a właściwie dłużej.
spike
"Dopóki będzie istniał system partii wodzowskich ..." - - - to zdanie jest jaskrawo utopijne, jakakolwiek organizacja zawsze jest wodzowska, tak się dzieje od zarania ludzkości. Dana organizacja, np. partia ma swój cel, program, każdy kto do niej wstępuje, oznacza że go podziela, jak nie odpowiada tu występuje, innej drogi nie ma. Wskaż którąkolwiek partię, którz nie jest wodzowska, przypomnę że zawsze jest wybierany jakiś przywódca, który prowadzi swoją partię, organizację do założonego celu. Wyborcy mają łatwiej, mają wybór, kwestią jest, czy jest pragmatyczny, czy emocjonalno-ideologiczny, jak w przypadku PiSu, dla sporej części wyborców nie jest istotne, że kolejny wybór Tuska, to powtórka z klęski gospodarczej, jaką już nam zafundował, ważniejsze, by Kaczor nie rządził, a potem choćby potop, teraz mamy tego obraz - toniemy.
Mirek Skalski
"dlatego nie rozumiem, dlaczego rozwiązaniem miałoby być przejście do kolejnego plemienia." - Bo takie są, niestety, realia. Dopóki będzie istniał system partii wodzowskich to jakakolwiek dyskusja może odbywać się jedynie w obrębie jednego plemienia. "A to właśnie ten brak rozmowy o konkretach był główną tezą mojego tekstu." - Pańskie postulaty są jak najbardziej słuszne ale utopijne.
Jabe
Mam wrażenie, że coraz więcej osób po internetach zastanawia się nad polską polityką. Oczywiście nie wśród plemion Kaczyńskiego i Tuska, które spór toczą jedynie o wybór metropolii, która nami pokieruje. (Co do innych spraw, jak służba narodowi ukraińskiemu, była dotąd zgoda.)Wojna irańska jest trochę zbyt odległa. Dlatego dodam tylko, że wobec rysującego się sojuszu ukraińsko-niemieckiego, realny staje się blok polsko-rosyjski. Kto tu jest nań mentalnie gotów?! Naturalnie konieczne jest wpierw odzyskanie przez Polskę sprawczości.
mjk1
Ten komentarz też dobrze pokazuje problem, o którym pisałem. Z jednej strony zgadzam się, że politycy często świadomie podgrzewają plemienne emocje, bo łatwiej mobilizować własny elektorat niż prowadzić trudną debatę o gospodarce, demografii, edukacji czy bezpieczeństwie państwa. Z drugiej jednak strony sam wpada Pan w dokładnie ten sam schemat.Pisze Pan, że „drugie plemię ma 100% racji”. Skoro jedno plemię ma 100% racji, a drugie 100% się myli, to gdzie miejsce na analizę faktów? Przecież właśnie przed takim myśleniem próbowałem przestrzegać. Podobnie z sugestią o „więzach krwi”. To jest bardzo wygodne wyjaśnienie, ale zwykle zastępuje argumenty. W ten sposób można każdemu przypisać ukryte motywacje i nie trzeba już dyskutować z jego poglądami.Najciekawsze jest jednak zakończenie komentarza. Pisze Pan, że politycy budują plemiona, żeby utrzymać elektorat i ja się z tym częściowo zgadzam. Tylko że dokładnie dlatego nie rozumiem, dlaczego rozwiązaniem miałoby być przejście do kolejnego plemienia. Jeżeli problemem jest polityka oparta na emocjonalnej identyfikacji grupowej, to odpowiedzią nie jest zmiana sztandaru, lecz próba powrotu do rozmowy o konkretnych interesach państwa, bo inaczej nadal będziemy rozmawiać o tym, kto jest bardziej patriotyczny, bardziej polski, bardziej antysystemowy albo bardziej narodowy, a nie o tym, jak rozwijać kraj, zwiększać bezpieczeństwo czy budować dobrobyt. A to właśnie ten brak rozmowy o konkretach był główną tezą mojego tekstu.
mjk1
To jest właśnie jeden z problemów o którym pisałem Jabe a Ty jak zwykle nieświadomie to potwierdziłeś. Jeśli z góry zakładamy, że Polska zawsze działa wyłącznie „pod dyktando” kogoś silniejszego, to automatycznie rezygnujemy z rozmowy o własnych interesach. Tymczasem polityka nie polega na wyborze między Waszyngtonem, Berlinem, Moskwą czy Pekinem, tylko na maksymalnym wykorzystaniu relacji z każdym z nich dla realizacji polskich celów. Nawet państwa znacznie słabsze od Polski potrafią prowadzić własną politykę i twardo negocjować swoje interesy.Poza tym zwróć uwagę na pewną sprzeczność. Jeśli rzeczywiście „każdy instynktownie czuje”, że nie ma sensu mówić o polskim stanowisku, to dlaczego nieustannie dyskutujemy o tym, czy powinniśmy być bardziej proamerykańscy, proniemieccy, prorosyjscy, proizraelscy albo proukraińscy? Sam fakt tych sporów pokazuje, że ludzie jednak oczekują jakiejś polskiej polityki.Moim zdaniem problem nie polega na tym, że Polska nie może mieć własnego stanowiska. Problem polega na tym, że coraz mniej osób próbuje je definiować. Znacznie łatwiej jest wybrać sobie zagraniczne plemię i kibicować jego interesom niż zastanawiać się, co w danej sprawie jest korzystne dla Polski.
Mirek Skalski
"Drugie plemię zajęło dokładnie przeciwne pozycje. Tutaj Izrael urastał do roli głównego agresora, a Iran stawał się niemal wyłącznie ofiarą zachodniego imperializmu." - Tak dokładnie było. "Drugie plemię" ma 100% racji."I dokładnie to samo wydarzyło się pod tekstem o Iranie. Jedni odruchowo stanęli po stronie Izraela." To oczywiste, plemienne związki krwi są najsilniejsze i najważniejsze. Nie można mieć do nich o to pretensji. A  że posługują się w miarę poprawnie językiem polskim?"A kiedy polityka staje się wyłącznie wojną plemion, nie wygrywa ani prawda, ani rozsądek." - Taki (zły) schemat nie dotyczy jedynie Polski. Sami politycy podgrzewają taką sytuację bo myślący obywatel mógłby przestać głosować na określoną partię. Dlatego kopanie takich okopów jest betonowaniem własnego elektoratu, widać to zwłaszcza na przykładzie PiS ale nawet oni już trzeźwieją i przechodzą głównie do partii Pana Brauna.
Jabe
Polska pod rządami Kaczyńskiego prowadziła politykę pod dyktando Ameryki, a pod rządami Tuska prowadzi pod dyktando Berlina. Każdy instynktownie czuje, że nie ma sensu rozprawiać o własnym polskim stanowisku.
Do wpisu: Zakaz, który działa tylko wtedy, gdy dotyczy naszych przeciwników.
Data Autor
Zofia
Przeczytałam pański wpis dwukrotnie i wyciągnęłam z niego dwa wnioski: 1. Dlaczego pan broni umowy między Niemcami a Polską o "wzajemnej pomocy" a nie broni pan naszej Konstytucji, którą łamią obecnie rządzący ( przykładem są polskie sądy, próba tworzenia jakiś urojonych ślubów między tymi samymi płciami itp). 2. Podejrzewam , że może jest pan z Konfederacji, bo zapomina pan , że obecnie rządzi KO a nie PiS ale wypomina i obciąża za wszystko tą partę. Dam panu przykład z mojego ostatniego przeżycia. W mojej miejscowości ma dojść do konsolidacji szpitala powiatowego z wojewódzkim. Chcąc się dowiedzieć więcej o tej sprawie uczestniczyłam w proteście. Nie wiedząc kto go zorganizował. Okazało się, że to Konfederacja ( dzięki im za to). O wielu nieprawidłowościach dowiedzieliśmy się i o przygotowaniach do referendum odwołującego Radę Powiatu. Stojąc wśród ludzi usłyszałam rozmowę jako za to wszystko co się dzieje w naszym szpitalu odpowiadają "piżdziory", a oni już nie rządzą 3 lata. Za ich rządów szpital nie miał długów. A obecna władza zrobiła "dziurę" na parę milionów złotych, bo pewnie przygotowywała szpital na sprzedaż (nie mam zaufania do obecnej władzy więc mam takie podejrzenia). Chciała się wpisać w narrację rządów PO.
Tomaszek
A co ? Mam dyskutować o technice wbijania gwoździ cegłą ? Ty na prawdę poyebany jesteś . Spierdalaj .
spike
zakładam, że z pośpiechu umknął ci jeden istotny szczegół, że to była niemiecko-tuskowa prowokacja, a że po czynach ich poznacie, Tyfus z Tygrysem publicznie to swoimi wystąpieniami potwierdzili. Ponoć ta prowokacja ma być zaskarżona w niemieckim sądzie, całkiem możliwe, że Tyfusa sypną, że to jego sprężyna.
tricolour
O żadnym katowaniu bezbronnych nie może być mowy skoro była to udana prowokacja.Obstalowana zadyma.
Alina@Warszawa
No cóż.  Chyba dosadniej się nie da, bo dokładnie tak jest. Najtragiczniejsze jest, że to g... wciska wyborcom Tuska codziennie TVN24 i nie ma w instytucjach państwowych żadnej, która odebrałaby temu nadawcy koncesje na nadawanie na terenie Polski. To samo dotyczy Polsatu, szczególnie pani Gozdyry. Tak chamowatej i antypolskiej baby nigdy bym nie zatrudniła. Skoro ktoś ją zatrudnia to W JAKIM CELU? Wczoraj nie podobał się jej przemarsz ROG-u i Bąkiewicza w Berlinie, w 100% popierała działania policji berlińskiej, czyli współczesnego GeStaPo, która katowała bezbronnych Polaków. Późnym wieczorem można było usłyszeć wypowiedź Bąkiewicza, że ich przemarsz miał pozwolenie, ale Gestapo nakazało im zmienić trasę, którą zgłosili i mieli zgodę berlińskiego urzędu. 
Do wpisu: Jak wygrać wybory, przegrywając rzeczywistość.
Data Autor
mjk1
Jest w tym sporo racji Panie Zbyszku, ale tylko do pewnego momentu. Oczywiście, że każda partia potrzebuje własnego, lojalnego elektoratu. Bez ludzi gotowych pójść do urn i zagłosować „na swoich” nie da się wygrać żadnych wyborów. W tym sensie plemienność rzeczywiście działa. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się jedyną strategią.Plemienność świetnie mobilizuje już przekonanych, ale bardzo słabo przekonuje niezdecydowanych. A wybory najczęściej rozstrzygają właśnie ludzie stojący pomiędzy dwoma obozami albo ci, którzy normalnie zostają w domu. Dlatego nieprzypadkowo partie mające 8–15% poparcia często opierają się głównie na silnej tożsamości plemiennej. Wzorcowym wręcz przykładem jest Konfederacja i ugrupowanie Brauna. Jednak ugrupowania zdobywające władzę muszą wyjść poza własną bańkę. Nie wystarczy utrzymać swoich. Trzeba jeszcze zdobyć cudzych.Podobnie z wiarygodnością. Nie twierdzę, że jest jedynym czynnikiem. Gdyby tak było, polityka wyglądałaby znacznie lepiej niż wygląda. Ale trudno wskazać ugrupowanie, które przez dłuższy czas wygrywałoby wyłącznie dzięki plemiennej mobilizacji, nie poszerzając swojego poparcia o ludzi mniej zaangażowanych ideowo. Moim zdaniem właśnie tu część prawicy ma dziś problem. Potrafi bardzo skutecznie mobilizować własnych zwolenników, ale znacznie słabiej przekonuje tych, którzy nie są już członkami plemienia. A bez nich nie zdobywa się większości.
Zbyszek
"niezdolności części prawicy do zrozumienia, że wybory wygrywa się nie tylko racją, ale również wiarygodnością. A wiarygodność zaczyna się tam, gdzie kończy się plemienna ślepota."Nie. Wybory wygrywa się zdolnością do mobilizowania ludzi do głosowania na siebie. Wiarygodność nie jest tu najważniejsza - patrz atak Malcolma X na jego pryncypała. Plemienność jest szalenie ważna. Jeśli 'my" nie będziemy się nawzajem i bezwarunkowo popierać, to "my" przegra ze światem, z otoczeniem, a celem jest zwycięstwo np. wyborcze. Plemienność jest skuteczna, dlatego jest stosowana. Jakby nie była skuteczna, to wygrywałyby partie "nieplemienne".
mjk1
Jak zawsze bardzo merytoryczny komentarz Uboot.
u2
Baju, baju. To napisałem ja, Jerzy Ciruk from ...
mjk1
Nie pisałem wyłącznie o Bąkiewiczu ani o konkretnych zadymiarzach. Pisałem o tym, że debata publiczna coraz częściej koncentruje się na sporach symbolicznych, historycznych i tożsamościowych zamiast na rozwoju państwa. Można nie mieć ani jednego Bąkiewicza i jednocześnie przez większość czasu rozmawiać o krzyżach, tęczach, pomnikach, migrantach, historycznych sporach czy kolejnych wojnach kulturowych.Mnie interesuje coś innego: dlaczego tak mało rozmawiamy o produktywności gospodarki, inwestycjach, energetyce, demografii, edukacji czy innowacyjności. I ten zarzut kieruję praktycznie do całej klasy politycznej, nie tylko do jednej partii.
Grzegorz GPS Świderski
Ale przecież Bąkiewicz to zadymiarz PiSu-! Jakich zadymiarzy ma Konfederacja?
mjk1
No to ładnie nabroiłeś Ijon. Zaraz się tutaj odezwą pisowskie ciemne blondynki i napiszą, że ten Mazurek to jeszcze głupszy ode mnie jest, bo pod wczorajszym tekstem napisałem dokładnie tak: PiS dostaje na tacy aferę w służbie zdrowia zwaną "ośmiorniczki 2.0" po której Tusk poci się na konferencji prasowej jak Chlebowski. I co robi zamiast to wykorzystać? Przykrywa to grzaniem tematu o ewidentnej prowokacji zadymiarza z krzyżem w Berlinie. Jak to nie jest szykowanie drugiej kadencji dla Tuska, to co to jest?Niestety do pisowskich blondynek kolejny raz nie dotarło. 
Ijontichy
W galerii nie idzie...to tu! youtu.be
Ijontichy
Ja zawsze to piszę Kuźmiukowi...a tu zaraz wkleję filmik.
mjk1
Jest sporo racji w Twojej diagnozie, że polska debata jest dramatycznie odklejona od spraw rozwojowych. Wystarczy spojrzeć na ostatnie lata. Kraj zadłuża się na setki miliardów, mamy gigantyczne wyzwania energetyczne, demograficzne, infrastrukturalne, technologiczne, a główne emocje polityczne krążą wokół kolejnych awantur personalnych, historycznych i symbolicznych.Nie jestem jednak przekonany, że Konfederacja rzeczywiście wypełnia tę lukę tak skutecznie, jak twierdzisz. Owszem, jej politycy częściej niż inni poruszają tematy gospodarcze, fiskalne czy regulacyjne. Problem polega na tym, że gdy dostają szansę od mediów lub własnego elektoratu, równie często centrum przekazu stają się sprawy światopoglądowe, historyczne albo kolejne konflikty kulturowe. Gdyby gospodarka była rzeczywiście osią debaty całej prawicy, trudno byłoby znaleźć wyborcę, który nie zna zadymiarza Bąkiewicza, a łatwo znaleźć takiego, który nie ma pojęcia o szczegółach polityki przemysłowej, energetycznej czy inwestycyjnej.Po trzecie, moim zdaniem największy problem jest jeszcze głębszy. Polska polityka coraz rzadziej pyta jak zwiększyć produktywność gospodarki? Jak zatrzymać katastrofę demograficzną? Jak zbudować nowoczesną energetykę?  Jak finansować rozwój infrastruktury albo jak zwiększyć innowacyjność polskich firm? Zamiast tego pyta kto kogo obraził? Kto komu postawił krzyż? Kto jest bardziej patriotyczny? Kto jest bardziej europejski a kto jest zdrajcą?Kiedy pojawiła się ponadpartyjna inicjatywa z udziałem różnych środowisk w sprawie CPK, można było odnieść wrażenie, że przez chwilę wracamy do rozmowy o rozwoju państwa. Nie o tym, kto kogo lubi, ale o tym, jakiej infrastruktury Polska potrzebuje za 20 czy 30 lat. I właśnie takie dyskusje powinny dominować. Mam jednak wrażenie, że niezależnie od tego, kto rządzi, coraz mniej rozmawiamy o tym, jak Polskę rozwijać, a coraz więcej o tym, kogo aktualnie należy kochać albo nienawidzić.
Grzegorz GPS Świderski
Wytłumaczę istotę problemu, który poruszyłeś. Ta plemienna wojna na symbole, narracje i personalia musi być taka, jaką widzimy, bo w istocie jest to wojna wewnątrz obozu socjalistycznego. Oni się jak ognia boją debaty merytorycznej, ekonomicznej, ideowej, więc ją przemilczają i zajmują się tylko kwestiami drugorzędnymi, ale za to rozpalającymi tłum. W Polsce nie ma wojny o idee ani o ustrój gospodarczy. Jest wojna dwóch plemion socjaldemokratycznych, które różnią się tylko dekoracją historyczno‑tożsamościową. Zarówno PiS, jak i KO przyjmują bez zająknięcia keynesowski etatyzm: wysokie podatki, masową redystrybucję, państwową inżynierię społeczną. Ich spór to licytacja na personalia i na to, kto przejmie kontrolę nad służbami i resztą aparatu przymusu. Każdy kolejny rząd w Polsce pod względem gospodarczym był gorszy od poprzedniego, bardziej psuł biznes i czynił destrukcję w ekonomii. Prawdziwego sporu o ograniczenie państwa i wolność gospodarczą po prostu nie ma.Dlatego trzeba na maksa popierać Konfederację, a w szczególności Ruch Narodowy Bosaka, bo to jedyne ugrupowanie, które wprowadza w Polsce debatę merytoryczną, ekonomiczną, geopolityczną. Możesz się z ich poglądami nie zgadzać, ale tylko z nimi ma sens polemika, bo cała reszta, i KO, i PiS, zakrzyczą Cię mało znaczącymi pierdołami, typu gdzie ma stać krzyż.