Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dlaczego Chińczyk jest bogatszy u siebie niż Polak we własnym kraju
Data Autor
keram
Ty chłpie nic nie kapujesz ! Ja piszę o systemie politycznym "komunizm", a ty pierdolisz ile i co ci Chińczycy zbudowali ?!  Przecież ja nie neguję tego co ci barbarzyńcy zbudowali, ja piszę o wrednych ludziach, czerwonej zarazie. Widzę, że ty nigdy nie miałeś do czynienia z eSBekami, bo inaczej piszczałbyś gdybyś miał z nimi choćby coś do czynienia !  A zatem zamknij ryja przygłupie i siedź tam za granicą w spokoju !
spike
w takim razie :"Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz." Albert Einstein"Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić - to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz." Albert Einstein-to co kolegen piszesz o Chinach, a już szczególnie o Chińczykach jest totalną bzdurą, kłamstwem. rzecz można, że powielasz chińską propagandę. Do dnia dzisiejszego Chińczycy uciekają ze swojej ojczyzny, głównie do USA, tysiące ich tam studiuje, ale też sporo ich nie wraca do domu.Czy wiesz, że w Japonii, pracownik nie domaga się podwyżek, rzadko zmienia pracę, oni dobrze zarabiają, tam te zabawki elektroniczne, za które my sporo płacimy, tam są tańsze, chyba wiesz dlaczego. Z Japonii nie uciekają, tylko jak chcą to emigrują, tak nie każdy, kto chce zostać w Japonii, dostanie obywatelstwo, oni pilnują swoich granic.
Grzegorz GPS Świderski
Dzięki za obszerne wyjaśnienie — i właśnie dlatego warto ustalić, gdzie naprawdę leży spór. Ty zakładasz istnienie apolitycznego, matematycznego bilansu pieniądza, który działa jak chłodnica w silniku: automatycznie, neutralnie, bez ingerencji w rynek. Problem w tym, że w gospodarce nie istnieją takie neutralne mechanizmy. Każdy algorytm bilansujący obieg pieniądza musi odpowiedzieć na pytania: ile dopompować, komu dopompować, kiedy dopompować i według jakiego kryterium. To są decyzje, które zawsze wpływają na ceny, bodźce, strukturę inwestycji i cały proces kalkulacji ekonomicznej — niezależnie od tego, czy wykonuje je minister finansów, czy kod oprogramowania.Apolityczny pieniądz państwowy jest oksymoronem — bo nawet jeśli decyzję wykonuje komputer, to człowiek ustala jego parametry, definicje i dane wejściowe. Demokracja nie eliminuje polityczności tego procesu. Ona tylko ją przesuwa na poziom wyboru algorytmu i jego parametrów.Widzę też, że traktujesz gospodarkę jak układ zamknięty, w którym popyt musi być stale uzupełniany, a oszczędności tworzą dziurę w obiegu. To jest założenie teorii, nie prawo ekonomiczne. W kapitalizmie oszczędności nie są utratą energii, tylko źródłem inwestycji, a rynek nie ma obowiązku matematycznie domykać żadnego obiegu. Gospodarka nie działa jak termodynamika ani jak hydraulika. I dlatego nie da się dla niej zaprojektować neutralnego regulatora.Austriacy nie uciekają od makro. Oni tylko przypominają, że każda próba centralnego stabilizowania pieniądza — nawet algorytmicznego — tworzy zniekształcenia, które później trzeba regulować kolejnymi warstwami mechanizmów. Tak kończy się każdy system, który próbuje zastąpić proces odkrywania cen jakimś nadrzędnym bilansowaniem.W gruncie rzeczy nie rozmawiamy o Chinach ani o Niemczech, tylko o tym, czy pieniądz może być jednocześnie centralnie stabilizowany i pozostać neutralny wobec rynku. Z perspektywy ASE to niemożliwe. Stabilizator staje się centrum systemu — a więc jego władzą. Nawet wtedy, gdy nosi maskę matematyki. Jest tylko jedno rozwiązanie tego problemu: konkurencja walutowa.
mjk1
Ty kompletnie nie rozumiesz Spike o czym w ogóle pisałem. Ja opisuję mechanizmy gospodarcze a Ty mi odpowiadasz anegdotkami o papierosach w Rosji i własnymi skojarzeniami politycznymi. To tak, jakby ktoś tłumaczył zasadę działania silnika, a ktoś drugi krzyczał: „A mój sąsiad ma malucha i pali mu dwa razy więcej!”. To nie jest polemika, to jest nieporozumienie. Moje zdanie „państwo chce, żeby Chińczyk był bogatszy”odnosi się do mechanizmu cen i podaży a nie do tego, czy komuś „miło się żyje” pod jakąś władzą. To, że łączysz to z Putinem, Rosją, Kaczyńskim i czym tam jeszcze, pokazuje jedno: nie rozumiesz w ogóle tematu, na który odpowiadasz. I zamiast dyskutować o gospodarce, uciekasz w emocje i polityczne resentymenty. Jak będziesz chciał rozmawiać o mechanizmach ekonomicznych - jestem. Jak o wrażeniach z delegacji i o tym, kto ma rację w polskiej wojnie plemiennej, to nie do mnie.
spike
"Chińczyk kupuje tanio, bo jego państwo chce, żeby on był bogatszy."-to zdanko mi się najbardziej podoba, brzmi podobnie jak słynne "eureka" !!! :)))))))))))Jeszcze przed zarazą i wojną na Ukrainie, byłem zaproszony przez pewnego proboszcza polskiej katolickiej parafii w Rosji. Zakupów praktycznie nie robiłem, tylko jakieś drobiazgi, co mi się rzuciło w oczy - papierosy, w tym czasie w Polsce paczka kosztowała średnio 15- 20 zł, w Rosji 3-5 zł, podobnie było z alkoholem i innymi produktami.Wniosek, Putin to dobry pan, chce by Rosjanie byli bogaci.Mój krewniak był na delegacji w Rosji przez kilka miesięcy, za Uralem, w dużym mieście, miał też okazję zwiedzić okolice, to co opowiadał, nie było optymistyczne.Jestem pewien że kolegen @januszek nie chciałby tam mieszkać, mimo bogactwa jakie tam mają mieszkańcy, podobnie jest z Chinami, ale nie tylko.W Polsce mamy postępujący wielkimi krokami "ch...., dupa i kamieni kupa" z własnego wyboru określonej grupy polskich obywateli, dla której nie ma znaczenia że Polska tonie, ważne ,że Kaczor nie rządzi.
mjk1
Dzięki za obszerny komentarz GPS, ale pozwól, że wyjaśnię coś fundamentalnego, bo widzę, że konsekwentnie przypisujesz mi stanowiska, których po prostu nie reprezentuję. Ja nie „proponuję chińskiego modelu”, ja go opisuję. Piszę o tym, jak działa chiński system walutowy i finansowy faktycznie, a nie jak „powinien działać świat”. Chiny stosują podwójny obieg RMB, kontrolę kapitału i ścisłe zarządzanie podażą pieniądza.To jest obiektywny fakt - nie moja recepta. Ty ustawiasz dyskusję tak, jakbym był fanem centralizmu Pekinu. Nie jestem. Mój punkt widzenia jest prosty: Zauważyłem mechanizm, który w warunkach dyktatury działa. I zadałem pytanie: czy coś podobnego można zrobić w warunkach demokracji - bez autorytaryzmu? To jest różnica zasadnicza. To, co ja proponuję, to NIE jest chiński model, tylko demokratyczny mechanizm bilansowania gospodarki I cały mój felieton o luce popytowej to pokazuje: naszeblogi.pl  chodzi o CZYSTE działanie mechanizmu, pozbawione polityków i aparatów przymusu. Ty twierdzisz: „Każda ingerencja państwa to etatyzm, każda regulacja niszczy kalkulację.” Ale ja nie mówię o regulacji. Mówię o bilansowaniu obiegu pieniądza, tak jak chłodnica bilansuje temperaturę silnika. To nie jest sterowanie gospodarką. To jest utrzymywanie równowagi, oparte nie na uznaniowości, tylko na danych. Współczesny kapitalizm już jest permanentną inżynierią pieniądza. I to nie ja go tak zaprojektowałem. Dziś każdy kraj zachodni dosypuje pieniądz luzowaniem ilościowym, kreuje popyt kredytem, finansuje bezrobocie, stabilizuje banki sztucznymi zastrzykami. To jest 100% keynesowskiego inżynierstwa, tylko w najgorszej, najbardziej wypaczonej wersji. Mój wpis nie mówił: „Sterujmy gospodarką”.Mówił: Przestańmy sterować chaotycznie i zacznijmy bilansować system mechanicznie - tak jak robiłby to komputer, a nie polityk. Mój mechanizm jest ANTYPOlityczny, a nie etatystyczny Ty czytasz go tak: „Zamknijmy obieg, sterujmy pieniądzem, więcej państwa!” A to jest dokładnie odwrotność tego, co napisałem. Mechanizm, o którym piszę jest automatyczny, policzalny, apolityczny, odporny na lobby, oparty na danych, nie na władzy, i — co kluczowe — działa w demokracji, bo nie wymaga żadnej ręcznej kontroli. To jest matematyka, nie biurokracja. Porównanie z Austriacką Szkołą Ekonomii jest chybione ASE nie odpowiada na kluczowe pytania: Skąd ma brać się popyt w gospodarce nadwyżkowej?  Jak ma działać obieg pieniądza, w którym dochody rosną wolniej niż produktywność? Co ma stabilizować system, w którym część pieniędzy znika w oszczędnościach i w aktywach spekulacyjnych? Jak unikać chronicznej recesji bez mechanizmu domykającego obieg? Austriacy mają świetną diagnozę mikro, ale zero narzędzi makro. Ich odpowiedź na każdy problem brzmi: „Rynek to załatwi.” - tyle że rynek nie załatwia bilansu pieniądza. Nigdy nie załatwiał. I nie załatwi, bo matematycznie nie może. Ja nie twierdzę, że system chiński jest idealny. Ja twierdzę coś zupełnie innego: Chiny mają mechanizm bilansowania (choć w autorytarnej wersji), który działa. Zachód nie ma żadnego i tonie w długu. Więc pytanie brzmi: czy można wziąć mechanizm, a odrzucić autorytaryzm? Ty z góry zakładasz, że nie. Ja pokazuję, że można i że istnieją ku temu modele, w tym Douglas, Kalecki, współczesny postkeynesizm, MMT oraz bilansowy dochód społeczny. Cała zaś dyskusja o Niemczech jest obok tematu. Twoje porównanie brzmi: „Niemcy przeregulowały rynek, więc Chiny też upadną.” Ale znowu - ja nie piszę o przeregulowaniu. Ja piszę o bilansie pieniądza, który: nie tworzy biurokracji, nie tworzy regulacji, nie tworzy aparatu przymusu, nie wymaga ręcznego sterowania. To jest system operacyjny gospodarki, nie polityka gospodarcza. Tak samo jak TCP/IP w internecie nie jest „interwencjonizmem w sieci”. Mój pogląd w jednym zdaniuNie podziwiam Chin. Podziwiam możliwość matematycznego zamknięcia obiegu pieniądza.I uważam, że można to zrobić bez dyktatury w demokracji, transparentnie i algorytmicznie.Ty atakujesz model chiński, którego ja nawet nie bronię. Bronię wyłącznie koncepcji bilansu, niezależnej od ustroju. A co do całej historii z SI - potwierdziła dokładnie to, o czym mówię.SI nie odpowiedziała na moje pytanie o eliminację negatywnych czynników. I bardzo dobrze, bo nic nie zrozumiała. Ale po przedstawieniu jej pełnego modelu odpisała: „To jest logiczne, policzalne i możliwe do wdrożenia.” I tu właśnie jest sedno. To nie jest keynesizm. To nie jest komunizm. To nie jest kapitalizm państwowy. To nie jest etatyzm. To nie jest centralne sterowanie. To nie jest chiński model.To jest matematyczne domykanie obiegu pieniądza, bez którego żadna gospodarka długofalowo nie działa.Reasumując, Ty cały czas piszesz, jakbym ja chciał przenieść model Pekinu do Europy. A ja piszę coś zupełnie innego:Chiny mają pewien mechanizm. Zachód go nie ma. Demokracja może go mieć, tylko trzeba go zaprojektować na bazie matematyki, nie władzy.I tym właśnie była moja koncepcja: demokratyczny, automatyczny, pozbawiony polityki bilans pieniądza.Jeśli nadal chcesz to nazywać keynesizmem albo etatyzmem, to po prostu rozmawiamy o różnych rzeczach.
Ijontichy
spike 4.12. 17.11Dopiero teraz się kapnąłeś że GPS I mjk to jedna "stajnia" tylko Zbyszek na razie zbiera siły na s24. 
Roz Sądek
Wg wielu ekonomistów rzeczywiste bogactwo obywateli objawia się ich zamiłowaniem do częstego i dalekiego podróżowania po świecie. Nie od rzeczy jest również ilość wydawanej przez nich za granicą gotówki.Na nieskomplikowane pytanie o powyższe znajduję w necie odpowiedź, której się oczywiście spodziewałem:Tak, chińscy turyści najwięcej wydają na podróże, a przed pandemią stanowili najliczniejszą grupę turystyczną na świecie. Chociaż po pandemii ich odsetek mógł się zmienić, nadal odgrywają kluczową rolę na rynku turystycznym i w wielu rankingach należą do czołówki pod względem wydatków i liczby podróżujących. Wysokie wydatki: Chińscy turyści są znani z tego, że wydają najwięcej pieniędzy podczas zagranicznych wyjazdów.Liczebność: Przed pandemią COVID-19 byli najliczniejszą grupą turystów na świecie, co miało ogromne znaczenie dla globalnego rynku turystycznego.Aktualne trendy: Po pandemii turyści z Chin w dalszym ciągu podróżują, a wydatki na podróże w Chinach zaczynają się odbudowywać, co wskazuje na ich powrót do turystycznej aktywności, prawdopodobnie za rok 2025 utrzymają pierwsze miejsce w wydawaniu pieniędzy.Jeszcze niedawno w szkolnych podręcznikach pod hasłem "Chiny" widniały rysunki przygarbionych biedaków w charakterystycznych kapeluszach, stojących po kolana w wodzie na ryżowym poletku. Kto podróżując dziś po świecie, nie widział chińskich wycieczek nocujących w najlepszych hotelach, ten nic nie widział.
Grzegorz GPS Świderski
Współczesne Chiny można porównać z Niemcami, które też kiedyś stały się potęgą gospodarczą, a dziś upadają. Tam na początku Erhard zastosował model ordoliberalny: wolnorynkowy kapitalizm, ale ramowo sterowany przez państwo. I to dało spektakularny efekt — tak jak dziś w Pekinie częściowa liberalizacja dała wybuch przedsiębiorczości, eksportu i akumulacji kapitału.Jednak dalsza historia Niemiec pokazuje, czym kończy się takie centralnie sterowane "prosperity". Państwo, które najpierw tylko ustawiało ramy, po pewnym czasie zaczęło te ramy zagęszczać: regulacjami, standardami, podatkami, interwencją w rynek pracy, w system energetyczny, w bankowość. Rosła biurokracja, malała elastyczność, a dynamika gospodarki zaczęła siadać. Opisuje to świetnie książka "Kaput. Koniec niemieckiego cudu gospodarczego": cud nie umarł nagle — udusił się stopniowym dogęszczaniem państwowej pajęczyny.I to jest bardzo prawdopodobny los Chin. Im większa będzie ich gospodarka, tym bardziej państwo będzie nią sterować. Oni to prowadzenie i kontrolowanie mają zaplanowane na setki lat na przód. A im bardziej złożony świat gospodarczy — i wewnętrzny i zewnętrzny — tym bardziej centralne sterowanie będzie gospodarkę zniekształcać. Początkowy efekt liberalizacji zawsze wygląda jak cud — późniejszy efekt biurokratyzacji zawsze wywołuje stagnację.Jeśli Niemcy w końcu się zatrzymały, choć startowały z dużo bardziej rynkowej bazy — to Chiny, z ich jeszcze większą skłonnością do centralnego planowania, tym bardziej skończą w podobnym miejscu.Z austriackiej perspektywy to nie jest kwestia kultury czy skali, tylko praw ekonomii: najpierw wolność daje wzrost, potem sterowanie państwowe ten wzrost wypacza i wygasza.
Grzegorz GPS Świderski
Ja patrzę na to wszystko z punktu widzenia ASE, Ty z keynesowskiego — więc najpierw napiszę, gdzie się zgadzamy, potem wskażę elementy keynesowskie, a na końcu krótka krytyka.W czym pełna zgoda:Słusznie pokazujesz, że liczy się realna siła nabywcza, a nie nominalna pensja. Chińczyk kupuje więcej, bo ceny wielu dóbr są tam niższe, a łańcuchy dostaw krótsze. To klasyczna intuicja austriacka: standard życia zależy od poziomu cen i konkurencji, nie od statystycznych agregatów.Trafnie opisujesz, że polski konsument płaci za tę samą rzecz europejską cenę powiększoną o podatki, regulacje i marże pośredników. Tak — państwo, oligopol i system unijny realnie podnoszą koszty życia.Co jest keynesowskie:W tle pojawia się wiara, że dobrobyt wynika z mądrze zaprojektowanego systemu walutowego: zamkniętego obiegu, kontroli kapitału i podwójnego RMB. To jest myślenie, w którym państwo jest architektem makro-warunków, a obywatel klientem dobrze ustawionej hydrauliki pieniężnej.Drugi element to widzenie gospodarki przez pryzmat wielkich strumieni: ogromny rynek wewnętrzny, pieniądz, który nie wycieka, krążenie kapitału jako klucz do dobrobytu. To język polityki popytowej, gdzie agregaty mają zastąpić realne bodźce mikro.Krytyka z perspektywy ASE:Diagnozę masz trafną, ale lekarstwo jest interwencjonistyczne. Austriacy powiedzą: problemem są regulacje, podatki i zniekształcone bodźce — a nie brak sprytnej inżynierii walutowej. Dwa RMB i kontrola kapitału nie naprawiają kalkulacji ekonomicznej, tylko ją dodatkowo zakrzywiają.Przypisujesz sukces Chin konstrukcji ich systemu walutowego, podczas gdy ich realna siła wzięła się z dopuszczenia własności prywatnej, akumulacji kapitału i niskich kosztów. Inżynieria pieniądza nie stworzyła chińskiego dobrobytu — co najwyżej nie przeszkodziła mu na początku.Recepta typu: zamknijmy obieg pieniądza i zbudujmy własny system finansowy, to droga do jeszcze bardziej politycznego pieniądza. ASE nie przeciwstawia euro RMB — tylko pieniądzowi sterowanemu politycznie przeciwstawia konkurencję walut i wolny rynek.W skrócie: Bardzo dobrze opisujesz, jak Polak jest dziś drenowany. Ale zamiast usunięcia przyczyn — proponujesz inną wersję tego samego: kapitalizm państwowy z lepszym sterowaniem. A ASE odpowiada: problemem nie jest to, że mamy złego inżyniera makroekonomii. Problemem jest to, że w ogóle mamy inżyniera. Jakakolwiek odgórna regulacja makroekonomii przez aparat terroru będzie zła. Nie ma idealnego władcy na tym poziomie — ideałem jest brak władcy.
tricolour
Kolego, "bajeczka dla dorosłych" jest takim samym ocennym zachowaniem jak "podminowany kolega" wiec proszę o umiar.To wszystko,  co piszesz,  to prosta prawda - zachód chciał wyruchać Chiny, traktując je jak tanią fabrykę, ale ta fabryka miała pomysł na siebie: w jedno pokolenie pozyskać wiedzę i technologię oraz poczekać aż wymrze to wykształcone pokolenie Zachodu, od którego czerpała. Podlane fentanylem dało dodatkowy efekt.Właśnie używam chińskiej frezarki: komplet z akumulatorem, ładowarką, przyborami oraz przesyłką nie przekroczył stówki... aż miło.Proszę:finanse.wp.plJeżeli zysk jest ważniejszy od 120 lat historii,  to szlag trafi wszystko. 
mjk1
Jeśli PRL i dzisiejsze Chiny „to samo”, to ja jestem baletnicą z Bolszoja. PRL nie potrafił wyprodukować papieru toaletowego a Chiny dziś produkują pół technologicznego świata, łącznie z tym laptopem, na którym piszesz te farmazony. A co do „strachliwych Chińczyków”, jeśli naród, który zbudował 40 tys. km kolei dużych prędkości i 200 mln prywatnych firm, jest „zastraszony”, to Polska musi być sparaliżowana do kości.Chłopie przestań mieszać propagandę z rzeczywistością, bo z tej mieszanki wychodzi tylko PRL, a nie Chiny.
keram
Komunizm w PRL-u i w Chinach to jest to samo, albo prawie to samo !  To ogłoszony na całym świecie zbrodniczy system polityczny !!!Co innego natomiast są ludzie. Tu Polaków nie można porównywać z Chińczykami !  Chińczycy to strachliwy, bojący się władzy naród, który wykona wszystko co władza rozkaże.  Tylko raz studenci się przeciwstawili władzy, co skończyło się masakrą na Placu Niebiańskiego Spokoju  !!!
mjk1
„Kolega podminowany”. Klasyka. Gdy komuś kończą się argumenty, zaczyna analizować samopoczucie rozmówcy.„Wszyscy inni głupi”. Nie, nie „wszyscy inni”, tylko ci, którzy powtarzają slogany z 2005 roku, kiedy jeszcze można było udawać, że Chiny to „montownia świata”. Dziś takie teksty brzmią jakby ktoś twierdził, że Nokia wciąż króluje na rynku telefonów.„Chiny produkują to, co Zachód wymyślił” A tu już wjeżdża czysta fantazja klasy licealnego podręcznika.Oto kilka faktów: 90% światowych patentów na technologie produkcji baterii – Chiny. Największe na świecie firmy SI, telekomunikacyjne i robotyczne w większości chińskie. Najnowocześniejsze statki, turbiny, pociągi, linie technologiczne, drony, roboty spawalnicze, projektowane, testowane i produkowane w Chinach. Pierwsza na świecie pełna robotyzacja portów i fabryk, również Chiny. Jeżeli to jest „brak zdolności wymyślania”, to Europa jest chyba na etapie rysowania kredkami.„Niewolnik zapierdala, a Zachód wymyśla”. Rzeczywistość 2025 r. Niemcy likwidują fabryki, bo koszty i brak ludzi. USA importują 90% komponentów krytycznych. Francja i Włochy błagają o inwestycje zagraniczne. A Chiny budują fabryki w 6 miesięcy, a nie w 8 lat. Kto tu jest k... „niewolnikiem”? Ten, kto produkuje, czy ten, kto błaga o dostęp do produkcji?„Nie przywożą pomysłów” No to mały przegląd „braku pomysłów”, by kolega nie musiał sięgać do Wikipedii: Huawei - własny system operacyjny, własne chipy, własne modemy, własna architektura. CATL - baterie, których Zachód jeszcze nawet nie potrafi skopiować. BYD - największy na świecie producent aut elektrycznych i lider w technologii LFP. DJI - 90% światowego rynku dronów (Zachód próbował – wyszło jak wyszło). CRRC – pociągi, które nawet Niemcy muszą importować. Jeżeli to jest „brak pomysłów”, to ja chcę, żeby Polska też miała „brak pomysłów” na takim poziomie.I na koniec, bo widzę że to trzeba wytłumaczyć prosto. Zachód dziś wygląda jak stary projektant, który opowiada, że kiedyś coś wymyślił, ale od 20 lat nie potrafi nawet wyprodukować kubka bez chińskiej linii technologicznej. Chiny są jak ten „niewolnik”, który dorobił się własnej ziemi, własnych maszyn i teraz to „pan” przychodzi do niego do pracy.
mjk1
„Wypisujecie bzdury, nie rozumiejąc co piszecie”. Klasyczne otwarcie Spike: zero argumentów, za to ocena „wysokiego mniemania”. Gdy ktoś nie ma żadnych danych, zawsze zaczyna od psychologizowania rozmówcy.To taka wersja intelektualnej tarczy, plastik, ale świeci. „W Chinach pracują tysiące zachodnich fachowców” I co to niby ma udowodnić? W latach 70. w Arabii Saudyjskiej pracowały tysiące Amerykanów, czy to znaczy, że USA budowało Saudom gospodarkę? Nie. Oznacza tylko tyle, że kto ma pieniądze, ten kupuje kompetencje innych. A dziś to Chiny mają pieniądze, a Zachód ma wspomnienia. „Chińczyk boi się własnego cienia”. Super. A Polak się czego boi? Własnego kredyt. Własnego rachunku za prąd. Własnej pensji, która topnieje szybciej niż śnieg w kwietniu. Opowieści o „przestraszonych Chińczykach” opowiadają zwykle osoby, które nigdy w Chinach nie były, ale przeczytały trzy artykuły pisane przez kogoś,kto też nie był.„Lepszy kąsek na wolności…” Kąsek? Jaki kąsek? Polak na tej słynnej „wolności” płaci za najdroższe mieszkania do zarobków w Europie, kupuje najgorsze auta za największe pieniądze, ma rynek zalany śmieciem, bo nie ma własnej produkcji a „wolność” oznacza głównie wolność od stabilności. Pieśni o „wolności” są wzruszające, ale gdy ktoś nie ma siły nabywczej, jego wolność ogranicza się do wolności oglądania cenówek.
tricolour
@mjkKolega jakiś podminowany,  a wszyscy inni - poza kolegą - głupi jacyś. Osobiście wolę być głupim dla kogoś niż być podminowanym dla siebie. "I najważniejsze- Chiny produkują" -  Tak, produkują, głównie dla tego narracyjnego Zachodu i tak długo, jak Zachód będzie kupował. Produkują to, co narracyjny Zachód wymyślił, bo niewolnik nie ma zdolności wymyślania, ma za to zdolność zapierdalania. Produkują statki, by statkami przywieźć wyprodukowane samochody.Nie przywożą statkami ani nawet wrotkach pomysłów. 
spike
@mjk - "Tymczasem Zachód bez Chin dziś nie umie nawet torebki skleić."odnoszę wrażenie, że ty kolegen, podobnie jak @świder z jednego "zespołu" jesteście, wypisujecie różne bzdury, nie rozumiejąc co piszecie, wysokie mniemanie i ton komentarzy takie same.Dodam tylko, że do dzisiaj, pracuje tam tys. zachodnich fachowców, co się da, jak kiedyś kradli, tak kradną nadal, a że mają forsę, więc dobrze płacą.Przeciętny "szczęśliwy" i zamożniejszy od Polaka Chińczyk, boi się własnego cienia, nawet w domu boją się cokolwiek mówić, na każdym kroku są kontrolowani."Lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki"
mjk1
Znów ta bajeczka dla dorosłych: „USA robiły niewolników, Chiny robią niewolników”. To nie „niewolnictwo” Trójkolorowy. USA budowały dominację walutową a Chiny budują dominację produkcyjną. Oba modele wymagają inteligencji strategicznej, a nie memów o komunizmie. Niewolnik to ten, kto nie potrafi nic wytworzyć samodzielnie.Tymczasem Zachód bez Chin dziś nie umie nawet torebki skleić.„Chiny zniewalają świat”, a kto im to k... zlecił? Zachód sam podstawił im rynek na tacy, zwinął przemysł, wyeksportował fabryki, oddał technologie i jeszcze przeprosił, że tak wolno. Nikt Europy nie zmuszał do zależności. To była dobrowolna kapitulacja ekonomiczna w imię „oszczędności”.„To kiedyś upadnie” - najstarsze zaklęcie bezsilnych. Tak, kiedyś wszystko upadnie. Ale zanim Chiny upadną, zdążą zbudować kolej na Księżyc a Europa w tym czasie zdąży uchwalić kolejny zakaz jednorazowych słomek.I najważniejsze. Chiny rosną, bo produkują realne rzeczy. Zachód tonie, bo produkuje narracje. Jeśli chcesz mówić o „niewolnikach”, to popatrz na kontynent, który bez chińskich komponentów nie potrafi złożyć hulajnogi a nadal myśli, że jest centrum świata.
tricolour
No cóż,  celem amerykańskiego (korporacyjnego) kapitalizmu było z każdego kraju zrobić sobie niewolnika. A celem Chin jest zrobić z niewolnika resztę świata. I zdaje się, że ta koncepcja ma większe szanse na zwycięstwo,  choć oczywiste jest też, że kiedyś upadnie.
Do wpisu: Kapitalizm, którego nikt nie projektował. I dlaczego dziś musi nauczyć się liczyć.
Data Autor
mjk1
@ GPS. Skoro chcesz dyskusji na poziomie teoretycznym, odpowiem tak. Twoja krytyka opiera się na założeniach, których ja w ogóle nie przyjmuję. Dlatego w wielkim skrócie wyjaśnię, gdzie dokładnie się rozmijamy.1. Bilans obiegu to nie centralne planowanie.Nie proponuję ustalania cen, stóp procentowych ani kierunków inwestycji. Mówię o czystej tożsamości księgowej: sektor prywatny zawsze netto oszczędza i żeby utrzymać produkcję i dochody, jakaś forma dopływu i tak musi istnieć. Dziś robi to zadłużenie i luzowanie ilościowe (QE). Ja pytam: czy da się to zrobić stabilniej i bez arbitralności?2. Nikt nie twierdzi, że popyt jest „fizyczny”.Popyt nie jest temperaturą, pełna zgoda. Ale to nie zmienia faktu, że nowoczesne gospodarki mają chroniczną tendencję do niedoboru popytu względem możliwości produkcyjnych. To potwierdzają dane, nie teoria Douglasa. Brak reakcji, to recesja. Reakcja uznaniowa, to bańki. Pytanie brzmi: czy można reagować stabilniej?3. Efekt Cantillona dotyczy każdej formy pieniądza.Każdy przepływ zmienia relacje cen. Kredyt, QE, deficyt, nawet zwykłe oszczędzanie. Twój argument działa przeciwko istnieniu pieniądza w ogóle, nie przeciwko bilansowi. Jeśli porównujemy realne opcje, to dopływ bilansowy jest najmniej zniekształcający, bo nie tworzy dźwigni kredytowej i nie kieruje strumienia do wybranych grup.4. Kod nie usuwa polityki - usuwa arbitralność.Dziś polityka monetarna jest uznaniowa i nieprzejrzysta. Bilans nie jest „apolityczny”, ale jest powtarzalny, księgowy i odporny na humory polityków. To różnica między zasadą rachunkową a interwencją według widzimisię.5. Pieniądz nie jest towarem jak każdy inny.Gdyby był, to sens miałby świat prywatnych emisji. Historia pokazała, że to nie działa: standard złota się zapadał, prywatne emisje kończyły się panikami, a krypto nie skaluje się do gospodarki realnej. W praktyce pieniądz jest systemem rozliczeniowym, a system rozliczeniowy musi mieć utrzymaną ciągłość obiegu, inaczej robi się niestabilny.6. Austriacka teza o „niszczeniu informacji” jest idealistyczna.W realnym świecie i tak niszczy ją wszystko: kredyt, kapitał spekulacyjny, QE, deficyt. Bilans nie ma eliminować informacji, ma zmniejszyć amplitudę cyklu, dzięki czemu informacja w ogóle jest odczytywalna.7. I wreszcie: Polska nie jest układem zamkniętym.Jesteśmy skrajnie otwarci, więc brak bilansu powoduje nie tylko recesję, ale też odpływ wartości dodanej i drenaż kapitału. Chiny bilansują obieg w systemie półzamkniętym. My tym bardziej tego potrzebujemy, tylko w wersji demokratycznej, nie autorytarnej.Reasumując, nie twierdzę, że bilans jest neutralny. Twierdzę, że jest mniej zniekształcający niż to, co mamy dziś.Nie twierdzę, że usuwa politykę. Twierdzę, że usuwa jej arbitralność. Nie twierdzę, że gospodarka ma jedną równowagę. Twierdzę, że bez dopływu zapadamy się w recesję popytową. Nie twierdzę, że pieniądz jest fizyczny.  Twierdzę, że jego obieg podlega tożsamości księgowej, której szkoła austriacka nie adresuje.
mjk1
Zacznę krótko i wprost: możesz grozić „kopaniem do kibla”, możesz straszyć „spluwaniem za wpisem”, ale to nie zmienia jednego , ja rozmawiam o mechanizmach gospodarczych, a Ty o emocjach. I dlatego rozmijamy się o kilometr. Skoro jednak pytasz merytorycznie, to odpowiem merytorycznie.Nie, nie potrzebujemy pełnego łańcucha produkcji, żeby uruchomić dopływ bilansowy. To jest podstawowy błąd, który powtarzasz kilka razy w różnych wersjach. Nie musimy mieć polskich, ciężarówek, cementu, elektroniki, cukru, kawomatów, terminali płatniczych żeby dopływ zaczął działać. Dlaczego? Bo dopływ nie finansuje całej gospodarki na raz. On finansuje ten odcinek, na którym można natychmiast uruchomić wzrost krajowej wartości dodanej. Mechanizm jest iteracyjny, warstwowy, a nie totalny. Dokładnie tak, jak w Chinach i w Korei Południowej. To nie jest plan pięcioletni. To jest wzmacnianie własnych segmentów, krok po kroku, według rosnących możliwości. Twój argument „nie mamy wszystkiego, więc nie możemy zacząć” to klasyczna pułapka bezruchu. W takim razie nigdy niczego nie zbudujemy. Bo zawsze znajdzie się cukier z Südzucker, stal z ThyssenKrupp, chip z Tajwanu, software z Kalifornii albo licencja z Japonii. Żaden kraj, który dziś produkuje zaawansowane dobra, nie zaczynał od pełnego łańcucha. Żaden. Korea lat 60. nie miała niczego z tego, co opisujesz. Chiny lat 80, tym bardziej. Niemcy 1946 - jeszcze mniej. A jednak każdy z tych krajów wszedł w rozbudowę łańcucha, zaczynając od miejsc, gdzie mógł tworzyć lokalną wartość dodaną już dziś. „To nie konsumpcja, to przymus” i tutaj właśnie widać sedno problemu. Masz rację: dziś to jest przymus. Właśnie dlatego potrzebny jest mechanizm bilansowy. Bo ten przymus nie zniknie od gadania o wolnym rynku. Nie zniknie od keynesizmu. Nie zniknie od podatków. Nie zniknie od dotacji. Zniknie dopiero, gdy część popytu zostanie powiązana z krajowym obiegiem. Dopiero wtedy i tylko wtedy kapitał ma powód, żeby produkować tu, a nie w Azji. Wartość dodana zaczyna się kumulować lokalnie. Sektor po sektorze, cegła po cegle, łańcuch po łańcuchu. To jest proces, nie magiczny skok. Twój przykład z cementem, ciężarówką i cukrem, to dobre ilustracje. I wszystkie działają na moją korzyść, a nie Twoją. Bo dokładnie tak działa każdy kraj, który chce się podnieść: Zaczynasz tam, gdzie wartość dodana zostaje w kraju, nawet jeśli część komponentów jest zagraniczna. To jest fundament industrializacji. Przykłady. Korea w latach 70. produkowała statki ze stali japońskiej. Wartość dodana była minimalna. A jednak to zbudowało jej potęgę. Chiny produkowały elektronikę z kompletnie importowanych chipów. I co? Po 30 latach mają własne fabryki półprzewodników. Polska buduje autobusy elektryczne z połową komponentów zagranicznych. I mamy jedną z największych flot e-busów produkowanych w UE. Nikt nie zaczyna od 100%. Każdy zaczyna od tego fragmentu, który przynosi lokalną wartość. „Nie mamy młodego pokolenia patriotów” - to akurat argument za dopływem, nie przeciw. Bo patriotyzm konsumencki nie działa. Nigdy nie działał. Nie zadziała u nas. Nie zadziałał w Czechach. Nie zadziałał w UK, USA i Kanadzie. Za to działa architektura bodźców. Kiedy część popytu musi być rozliczana wewnątrz kraju, nie dlatego, że ktoś „ma kochać Polskę”, tylko dlatego, że tak działa system, wtedy: firmy mają stabilność, pracownicy mają pracę, młodzi mają sens w inwestowaniu w kompetencje, kapitał ma zysk z reinwestowania tu, a nie za granicą. Patriotyzm jest skutkiem, nie przyczyną. Najpierw działa system. Potem pojawia się identyfikacja. Zawsze w tej kolejności, nigdy odwrotnie.A teraz najważniejsze: dopływ nie idzie w cement, kawomaty ani cukier. Dopływ idzie do lokalnej produkcji, usług, modernizacji, infrastruktury, sektora MŚP, inwestycji zwiększających krajową wartość dodaną. Czyli do tego, co możemy rozwinąć dzisiaj, bez budowania całego łańcucha globalnego na raz. Nikt nie finansuje importu pieniądzem bilansowym. To jest ekonomicznie niemożliwe. To jest wbudowane w konstrukcję. Dlatego Twój przykład z lidlomixem nie ma tu zastosowania. Reasumując, żeby nie uciekło w dymie emocji. Twój argument brzmi: „Nie mamy wszystkiego, więc nic nie da się zrobić”. Historia wszystkich nowoczesnych państw brzmi: „Nie mieliśmy niczego, więc zaczęliśmy od tego, co mogło działać”. Różnica między nami jest taka, że ja opisuję mechanizm, który pozwala zacząć. Ty opisujesz powody, dla których lepiej nie zaczynać. I na tym polega cała rozbieżność.
Grzegorz GPS Świderski
Twoje ujęcie opiera się na założeniu, że istnieje coś takiego jak matematyczny, apolityczny bilans obiegu pieniądza, który można zaprojektować jak termostat: neutralny, automatyczny, niewywołujący zniekształceń. A tymczasem w gospodarce nie ma parametrów, które działają jak temperatura w silniku. Nie istnieje żaden naturalny poziom popytu, który da się obliczyć jak wartość w równaniu. Ani popyt, ani oszczędności, ani inwestycje nie są wielkościami fizycznymi. Są efektem miliardów indywidualnych decyzji, preferencji, oczekiwań i zmian w strukturze kapitału. Algorytm, który ma zamykać obieg pieniądza, z definicji musi ingerować w tę strukturę — niezależnie od tego, czy decyzję wykonuje polityk, czy komputer.Rozumiem Twoje intencje: chcesz uniknąć chaosu luzowania ilościowego i zadłużania państwa, proponując mechanizm precyzyjniejszy i pozbawiony politycznych impulsów. Jednak jeśli system określa kiedy, ile i w jaki sposób dopompować pieniądz, to już sam fakt dopompowania zmienia ceny względne, zmienia stopy procentowe, zmienia bodźce inwestycyjne i powoduje typowe efekty Cantillona (pl.wikipedia.org). To nie jest równoważenie, tylko centralna ingerencja w proces kalkulacji — tylko opakowana w matematyczną metaforę. Kod nie usuwa polityki. Kod jest polityką, bo ustala zasady gry dla wszystkich uczestników rynku.Piszesz, że demokracja nie ma żadnego stabilizatora i tonie w długu — to prawda. Niemniej to wcale nie oznacza, że stabilizator jest brakującym elementem kapitalizmu. Oznacza jedynie, że istniejące państwa zniszczyły rynkowe sygnały poprzez własną politykę monetarną, a teraz próbują kompensować skutki wcześniejszych zniekształceń kolejnymi warstwami zniekształceń. Twój model wpisuje się w ten schemat: diagnoza jest trafna, ale odpowiedzią znowu jest centralny mechanizm korekcyjny.Najważniejsze jest jednak to: Twój model zakłada, że gospodarka jest układem zamkniętym, w którym wartość produkcji zawsze przewyższa wartość dochodów, więc trzeba domykać różnicę. To jest założenie teorii Douglasa, Kaleckiego i MMT, a nie opis rzeczywistego kapitalizmu. W gospodarce rynkowej luka popytowa nie jest fizyczną dziurą, którą trzeba zatkać. To dynamiczne zjawisko wynikające z oszczędności, inwestycji, preferencji czasowych i oczekiwań — a te mechanicznie zbilansować się nie da, bo nie ma jednej, obiektywnej równowagi, do której system ma wracać.Dlatego nie chodzi o to, czy podziwiasz Chiny, czy nie. Chodzi o to, że każdy algorytm bilansujący obieg pieniądza — niezależnie od formy — jest centralnym planowaniem maskowanym językiem matematyki. Nie ma neutralnego dopływu pieniądza. Nie ma neutralnego domykania obiegu. Nie ma neutralnego regulatora popytu. Bilans, o którym piszesz, nie jest systemem operacyjnym. Jest polityką monetarną, tyle że opisaną równaniem zamiast ustawą. Niemniej to równanie i tak by trzeba do ustawy wpisać.I to właśnie jest punkt, w którym się rozmijamy: Ty uważasz, że gospodarka wymaga centralnego stabilizatora, by działała przewidywalnie. Ja twierdzę, za austriakami, że każdy stabilizator — nawet algorytmiczny — z definicji niszczy informację, na której ta przewidywalność się opiera. Matematyka może opisać gospodarkę, ale nie może jej wyręczyć. Gospodarka nie jest silnikiem, a rynek nie jest układem termodynamicznym. Dlatego nie istnieje żaden neutralny termostat pieniądza.Pieniądz nie jest miarą ani medium równowagi. Pieniądz jest towarem — takim samym jak każdy inny — tylko o szczególnych właściwościach, które pozwalają używać go jako pośrednika wymiany. Gospodarka pieniężna nie różni się od barterowej co do zasady, tylko co do wygody: zamiast wymiany A za B mamy dwie wymiany: A za W i W za B, gdzie W jest towarem łatwo podzielnym, rzadkim i powtarzalnym, zwanym walutą, na przykład kruszce, albo kryptowaluty. To potężnie zwiększa płynność handlu, ale nie zmienia faktu, że nadal mamy rynek towarów, a nie system hydrauliczny, który trzeba bilansować pompą. Pieniądz jest towarem i jego bilansowanie jest ingerencją w rynek — dokładnie taką samą jak manipulowanie podażą jakiegokolwiek innego towaru. Producenci czy pośrednicy mogą sobie tak manipulować — póki jest konkurencja, to jest to zdrowe, ale gdy robi to aparat terroru, to zawsze tym zaszkodzi.
tricolour
Ja też cie potraktuję poważnie i ostrzegam, że jeśli nie zarzucisz protekcjonalnego tonu, to będziesz pisał do nikogo i żebrał o czytelników jak Świderski. Zastanów sie, czy o tym marzysz gdy poświęcasz godzinę na długi wpis, który przez autora kopem skieruję do kibla i splunę za nim.Zatem zapytam cie jeszcze raz - pamiętając, że "dopływ kierowany jest do inwestycji krajowych, produkcji, infrastruktury, modernizacji i zdolności wytwórczych" - do czego chcesz kierować dopływ skoro nie mamy w kraju własnych mocy zdolnych do produkcji środków produkcji, transportu,  elektroniki? Nie ma nawet szkolnictwa zorientowanego na rozwój gospodarczy. Mało tego, przez trzydzieści lat,  przez całe jedno pokolenie nie zrobiono nic, by nowi, młodzi ludzie czuli się związani z Polską więzami patriotyzmu, historii, które są podstawą pożądanego kierunku. Lidlomix był przykładem tego, ze gdy będziesz chciał wybudować polską fabrykę,  to cement z Górażdży musisz kupić w Heidelbergzement, a herbatę murarz posłodzi wyrobem Südzucker, a bez nich będzie stał goły i wesoły z pustymi rękami. Nie masz nawet ciężarówki na ten zement, a gdy ja kupisz za granicą,  to zatankujesz z zagranicznego dystrybutora, pijąc na orlenie kawę ze szwajcarskiego kawomatu, płacąc Visie za autoryzacji płatności.  To nie jest konsumpcja, bo konsumpcję cechuje wolność wyboru, to jest przymus. 
mjk1
Pomimo kpin potraktuję  Cię poważnie Trójkolorowy. Twój argument z „Kowalskim kupującym Lidlomixa” jest podręcznikowym przykładem niezrozumienia mechanizmu, o którym pisałem. To tak, jakbyś usłyszał o silniku rakietowym i zapytał: „A jak on działa, jeśli leję tam benzynę z Orlenu do kosy spalinowej?” Krótko: to nie jest ten poziom.Bilansowy dopływ NIE jest dopłatą do pensji, prezentem od państwa, programem socjalnym, i kieszonkowym na niemieckie AGD. Jeśli ktoś czyta „bilansowanie gospodarki” i widzi „400 zł dla Kowalskiego”, to znaczy, że nadal operuje kategoriami 500+. A ja opisuję mechanizm makroekonomiczny, nie zasiłek. System bilansowy nie zasila importu, bo… nie jest samobójcą. Mechanizm najpierw oblicza dokładnie: jaka część dodatkowego popytu zostanie w kraju, jaka część wycieknie za granicę, jaka część trafi w sektor realny i jaka część zamieni się w inflację albo import. Jeśli konsumpcja jest importochłonna, to dopływ NIE idzie w konsumpcję. Bo to by była głupota, a algorytmy głupot nie robią. Więc Twój przykład jest błędny u podstaw, bo zakłada, że system realizuje coś, czego z definicji uniknie. To trochę jak pytanie: „A co jeśli autopilot samolotu postanowi rozbić się w oceanie?” No nie postanowi, bo jest zaprogramowany, żeby tego właśnie NIE zrobić. Bilans zasila te sektory, które domykają obieg, a nie go dziurawią Jeśli import wysysa popyt, to sygnał jest prosty: dopływ kierowany jest do inwestycji krajowych, produkcji, infrastruktury, modernizacji i zdolności wytwórczych, nie do konsumpcji. Bilans nie „dodaje pieniędzy Kowalskiemu”. Bilans zamyka nieszczelności systemu. To fundamentalna różnica. Twój Lidlomix obala tylko Twoją własną tezę Bo paradoks polega na tym, że bilansowy system: robi dokładnie to, czego się obawiasz, blokuje transfer popytu do Chin i Niemiec.A co robi kapitalizm dłużny? Zasila import kredytem, podtrzymuje popyt długiem i sprzyja drenowaniu gospodarki przez zagraniczne korporacje. Czyli robi dokładnie to, co właśnie opisałeś. Czyli atakujesz mechanizm, który rozwiązuje problem, przykładem zaczerpniętym z systemu, który go tworzy.Bilansowy dopływ nie finansuje zakupów w Lidlu. Finansuje zdolność kraju do samodzielnego wytwarzania tego, co dziś kupujemy w Lidlu.Jeśli to rozumiesz, dyskusja ma sens. Jeśli nie, to wracamy do historii o Kowalskim i Lidlomixie, czyli do ekonomii z memów.
tricolour
A jeśli wyjdzie z obliczeń, że trzeba Kowalskiemu dodrukować cztery stówki do konta we francuskim banku, w wyniku czego kupi rodzinie (2+2) niemiecki lidlomix z chińskiej fabryki, to bilansowy dodruk spełnił swoje polskie cele?