Tekst jest inspirowany wpisem na blogu, który wywołał zaskakująco żywą dyskusję. Dyskusję, która, paradoksalnie, nie dotyczyła ani Rosji, ani Niemiec, ani gazu, ani geopolityki. Obnażyła coś znacznie głębszego: naszą polską, zadziwiająco trwałą, niewolniczą mentalność.
Bo gdy tylko pojawia się temat bezpieczeństwa energetycznego, surowców, przemysłu, natychmiast zaczynamy rozmawiać nie o tym, co możemy zrobić sami, ale od kogo powinniśmy być zależni. Od Rosji? Od Niemiec? Od Norwegii? Od LNG? Od Unii? Od Ameryki? Cała rozmowa sprowadza się do wyboru pana. Nie do pytania, jak przestać mieć pana.
W tle przewija się jeden obraz: rurociąg. Nieważne, skąd biegnie - ze wschodu, z północy czy z morza. Zawsze myślimy w tej samej logice:
Kto trzyma kurek, ten ma władzę.
I zamiast zastanowić się, jak sprawić, żeby nikt nie miał żadnego kurka, spieramy się, który kurek jest mniej groźny. To jest mentalność państwa peryferyjnego. Państwa, które z góry zakłada, że nie może być źródłem, może być tylko odbiorcą. Że nie może być producentem, może być tylko klientem. Że nie może być samowystarczalne, może być tylko sprytnie ustawione między silniejszymi. I to jest sedno problemu.
Myślenie XIX-wieczne w XXI wieku.
Dyskusja o gazie, ropie, rurociągach brzmi tak, jakbyśmy żyli w 1985 roku. Tymczasem świat technologicznie odjechał w zupełnie inną stronę. Dziś kluczowe pytanie nie brzmi:
Skąd płynie paliwo?
Tylko:
Czy potrafisz je wytworzyć sam z tego, co masz pod ziemią?
To jest zupełnie inna epoka myślenia. Ale u nas nawet gdy pada hasło „mamy węgiel”, natychmiast rozmowa wraca do elektrowni, CO₂ i zakazów. Bo w naszej głowie węgiel może tylko dymić w kominie. Nie może być surowcem chemicznym, paliwem syntetycznym, bazą przemysłu. Nie potrafimy wyjść poza schemat: surowiec to coś, co się spala. A to jest myślenie z czasów parowozu.
Przykład geotermii z Torunia.
Ktoś przypomina geotermię w Toruniu. Ktoś inny reaktory prędkie we Francji. Ktoś metanol. Ktoś rury kompozytowe. Ktoś technologie, których „nikt nie chciał wdrożyć”. I co z tego wynika? Nie to, że ktoś coś blokował. Tylko to, że żadna z tych rzeczy nie była elementem poważnej strategii państwa. Były ciekawostką, projektem lokalnym, tematem dla entuzjastów.
Bo w Polsce nie ma myślenia kategorią:
Jak zbudować system, w którym kluczowe rzeczy produkujemy sami?
Jest myślenie:
Jak się ustawić, żeby ktoś nas nie przycisnął?
To jest mentalność człowieka, który mieszka w cudzym domu i zastanawia się, jak ułożyć relacje z właścicielem. Nigdy nie myśli, żeby wybudować własny.
Najbardziej uderzające w tej dyskusji.
Najmocniejsze w tej wymianie zdań było to, że gdy pojawiła się sugestia, by oprzeć się na własnym surowcu i własnym przetwórstwie, natychmiast padły odpowiedzi: „politycy na to nie pozwolą”, „Niemcy zabronią”, „Rosja zabroni”, „Unia zabroni”. Zauważmy, co się tu dzieje. Nie zastanawiamy się czy to możliwe. Zastanawiamy się kto nam zabroni. To jest definicja mentalności niewolniczej.
Państwa poważne myślą inaczej.
Chiny mają mało ropy, dużo węgla. Więc nie pytają, od kogo kupić ropę. Tylko jak z węgla zrobić paliwo, chemię i przemysł. Norwegia ma gaz. Nie zastanawia się, od kogo kupować. Buduje cały dobrobyt na przetwarzaniu własnego. USA mają łupki. Zmieniły geopolitykę świata, bo zaczęły myśleć: „co możemy zrobić z tym, co mamy pod nogami”. Tylko w Polsce podstawową reakcją na informację „mamy ogromne zasoby” jest pytanie:
A czy ktoś nam pozwoli ich używać?
Peryferyjność jako stan umysłu.
To nie jest kwestia technologii. Ani pieniędzy. Ani nawet polityki. To jest kwestia głowy. My jesteśmy mentalnie ustawieni jako kraj, który zawsze będzie pomiędzy kimś. Który zawsze musi się do kogoś podpiąć. Który nigdy nie może być źródłem, tylko odbiornikiem. Dlatego dyskusja o bezpieczeństwie sprowadza się do wyboru kierunku zależności, a nie do likwidacji zależności.
I dlatego ta dyskusja była tak cenna.
Bo niechcący pokazała coś bardzo niewygodnego. My nie mamy problemu z Rosją. Nie mamy problemu z Niemcami. Nie mamy problemu z rurociągami. Mamy problem z własnym sposobem myślenia. Z tym, że nie umiemy sobie nawet wyobrazić, że moglibyśmy być samowystarczalni w kluczowych sprawach.
Dopóki będziemy się zastanawiać, od kogo brać, zamiast co wytwarzać, dopóty zawsze ktoś będzie trzymał kurek. Nie dlatego, że jest silniejszy. Tylko dlatego, że my sami uznaliśmy, że naszą rolą jest stać pod tym kurkiem z wyciągniętym wiadrem.
Kiedyś na NB zadałem pytanie, problem, nazwany - napisz, co zrobiłeś.
Sens byl taki - masz chęć, nie chcesz wydać pieniędzy tylko masz plan, jak zrealizować chęć własnym sumptem. Nie chodzi o to, ze nie masz pieniędzy tylko o to, ze wydanie pieniędzy jest całosciowo większym wysiłkiem niż realizacja planu.
Odpisały dwie osoby... reszta woli "rurę ".
Tym razem się z Tobą zgodzę Trójkolorowy. My jesteśmy bardzo "przedsiębiorczym narodem", ale na poziomie małomiasteczkowej przekupki. Jeżeli jednak chodzi o myślenie w szerszym zakresie, to nawet dobrych cudzych rozwiązań skopiować nie potrafimy.
Nie chce mi się szukać, czy coś odpowiedziałem, bo ja swoje pomysły realizowałem swoimi siłami, gdy przekraczało to moje możliwości, korzystałem z innej drogi, powiem ci, że zrobiłem to co chciałem bez zaciągania długów, choć nie jestem ich wrogiem, dzięki kredytom, zyskuje się czas, ale można się przeliczyć i wtedy klapa, wiem że nie wszystko da się zrobić "własnymi rencami", ale wielu podobnie jak ja, próbuje ile może, wielu pomagałem, nawet uczestniczyłem w realizacji.
Jak mało kto, jestem wolnym człowiekiem, nie mam długów.
To, o czym piszesz w skali osobistej, unikanie długów i zależności, w skali państwa oznacza budowanie własnych zdolności produkcyjnych i energetycznych. Właśnie o to chodzi, że w skali człowieka unikanie długów daje poczucie wolności. W skali państwa odpowiednikiem braku długów jest brak strategicznych zależności. O tym był ten tekst.
Moim zdaniem szyszko, myślenie o polskiej energetyce trzeba skierować na tory z znikomym udziałem węgla i jego pochodnych, również gazu obojętnie skąd branego, bo działa to jak hamulec rozwoju.
Węgiel jako źródło energii do procesów przemysłowych tak, ale jako źródło prądu dla detalistów jest bezsensem, w dodatku bardzo drogim.
Generalnie zgoda Zdzisek, ale energetyka, to nie tylko wytwarzanie prądu z węgla.
Tylko tak się składa że samo słowo węgiel działa jak zator na tętnicy szyjnej.
Jak się rozmawia z ludźmi o magazynach energii kinetycznej, ludźmi dla których obecność kominów / najczęściej nie odróżniają kominów od chłodnic/ jest dowodem na rozwój, to patrzą jak na Marsjanina.
Właśnie o to chodzi Zdzisek, że w Polsce słowo węgiel automatycznie kojarzy się z kominem i dymem, a nie z chemią, paliwami syntetycznymi czy surowcem przemysłowym.
I dopóki tak będzie, każda rozmowa będzie się wykolejać - jedni będą bronić kominów, drudzy będą z nimi walczyć, a nikt nie będzie mówił o tym, że węgiel może być używany w zupełnie inny sposób niż jego spalanie.
To nie jest spór o kominy. To jest spór o sposób myślenia.
Nie zgadzam się z założoną tezą, Polacy mają inwencję, chęci, możliwości etc.
Dziwię się, że kolego tego głównego problemu nie widzisz. Zaczynając od węgla, to co poprzednio o nim pisałeś w Polsce jest znane od dawna, mamy w tej dziedzinie poważne osiągnięcia naukowe, ale są ludzie, którzy z różnych powodów, najczęściej korupcyjnych, potem podległych, stawiali zapory, by Polska się nie rozwijała, poprzedni byli czerwoni Czarzaści, Millery itp. młode i stare komuchy, na przemian z brunatnymi POlszewikami. przykład geotermii, był pomysł o.dyrektora Rydzyka, by zrealizować tą nową w technologię w kierunku, jakiego nie było, nie tylko gorąca woda, ale także prąd. Na inwestycję zgromadził swoje pieniądze, zbiórki, nawet UE i rząd PiSowski dołożyli i co się stało, POlszewia z żydostwem rozpętali nagonkę, że najważniejszy etap własny prąd z geotermii, został zablokowany, ucięciem dotacji.
Obecnie, CPK, elektrownia jądrowa, Izera itd. kto znowu zablokował, znowu ta sama skorumpowana unijna szajka niemiecka. itd. etc.
Tak więc nie siej złowrogiej propagandy kolego, tylko prawda nas wyzwoli.
Nie twierdzę Spike, że Polacy nie mają inwencji ani kompetencji. Przeciwnie, mamy bardzo dobre zaplecze naukowe i inżynierskie. Problem, który opisuję, nie dotyczy zdolności ludzi, tylko sposobu myślenia o państwie i jego strategii.
Sprowadzanie wszystkiego do „oni nam blokują” jest wygodne, ale nie wyjaśnia całości. W wielu przypadkach projekty upadały nie tylko z powodów politycznych, lecz także z powodu ekonomii, skali, sporów kompetencyjnych, zmiany priorytetów czy zwykłego braku ciągłości państwa. Mogę się zgodzić, że komuchy wraz z PO blokowały i blokują wszystkie projekty prorozwojowe, ale co robi druga strona? Na co czeka? Czy nie czasem na to, aby po czterech latach powiedzieć, że znów się nie da, bo PO z komuchami narobiły nieodwracalnych szkód? Nad tym też warto się choćby zastanowić.
Geotermia, CPK, atom czy Izera to duże przedsięwzięcia. Jedne miały sens, inne budziły poważne wątpliwości biznesowe i to warto analizować na chłodno, a nie wyłącznie w kategoriach sabotażu, bo to jest wygodne wytłumaczenie.
Mój tekst nie był oskarżeniem pod adresem jednej czy drugiej partii. Chodziło mi o coś głębszego: o to, że w debacie publicznej częściej szukamy winnych na zewnątrz niż zastanawiamy się, jak budować trwałą, ponadpartyjną strategię, której nie da się łatwo odwrócić przy każdej zmianie władzy.
Bo prawdziwa siła państwa nie polega na tym, że jeden obóz coś zacznie, a drugi zablokuje, tylko na tym, że pewne kierunki są tak racjonalne i dobrze policzone, że nikt nie ma interesu ich zatrzymywać.
@spike.....Kiedy w komentarzu wspomniałam o dyskusjach w ,,Rozmowach niedokończonych'' w RM z ekspertami od geotermii pan mjk1 mnie po prostu wyśmiał za słowa,że specjaliści musieli w katolickim radiu a nie w rządzie szukać zainteresowania ich propozycjami. Za przedstawienie możliwości wykorzystania geotermii równiez w Toruniu redemptorysta zapłacił srogą cenę-do dziś jest jest szykanowany,lżony ,oczerniany i kontrolowany. Ile różnych ciekawych projektów zostało zamilczanych albo odrzuconych? Pompatyczne dyskusje o długofalowych i strategicznych planach są tylko wyrazem chciejstwa jeśli się nie uwzględni warunków w jakich przychodzi realizować nawet najprostsze.
Gdybyś Danusiu nie patrzyła przez pryzmat: "jak to wszyscy chcą ten biedny PiS zaorać", zrozumiałabyś, że nie wyśmiewałem samej geotermii ani ekspertów. Zwróciłem jedynie uwagę, że fakt, iż jakaś technologia była omawiana głównie w Radiu Maryja, nie jest dowodem na jej blokowanie przez „system”, tylko raczej na to, że nie przebiła się do głównego nurtu decyzyjnego z powodów merytorycznych, ekonomicznych albo skali projektu.
W Polsce wiele projektów, z różnych stron sceny politycznej, było zaczynanych z dużym rozmachem, a potem grzęzło. Część z powodów politycznych, część z powodu kosztów, parametrów technicznych czy braku ciągłości decyzji.
Mój tekst nie był atakiem na konkretne środowisko ani obroną innego. Chodziło mi o coś szerszego: że bez chłodnej analizy ekonomii, skali i realnych możliwości państwa nawet najlepszy pomysł może zostać sprowadzony do poziomu symbolu politycznego, a wtedy zamiast rzeczowej rozmowy mamy emocjonalny spór.
Strategia energetyczna nie może opierać się ani na entuzjazmie, ani na przekonaniu, że „ktoś nas blokuje”, tylko na twardych liczbach i trwałych decyzjach ponad podziałami.