Przez długi czas wydawało mi się, że największym problemem polskiej polityki są politycy. Potem sądziłem, że media. Później winni byli Niemcy, Rosjanie, Bruksela, bankierzy, lobbyści, oligarchowie, korporacje, służby specjalne i zapewne jeszcze kilku innych podejrzanych, których akurat nie pamiętam. Dzisiaj dochodzę do znacznie bardziej niepokojącego wniosku.
Największym problemem polskiej polityki są wyborcy.
Nie dlatego, że są źli. Nie dlatego, że są niemoralni. Nawet nie dlatego, że są szczególnie głupi. Problem polega na czymś znacznie gorszym. Coraz większa część wyborców przestała być zainteresowana zrozumieniem czegokolwiek. Ich celem nie jest już poznanie prawdy. Ich celem jest obrona własnego plemienia. A to zasadnicza różnica. Człowiek szukający prawdy zmienia zdanie pod wpływem argumentów. Kibic zmienia argumenty pod wpływem zdania. Najpierw wybiera drużynę. Dopiero później dobiera uzasadnienia.
Cud znikającego znaczenia słów.
Dwa dni temu przypomniałem w jednej dyskusji wypowiedź Grzegorza Brauna z debaty prezydenckiej z roku 2015. Braun mówił wtedy o sytuacji, w której „musimy kupować własne pieniądze”. Po latach przytoczyłem sens tej wypowiedzi w formie: „Doprowadziliśmy kraj do sytuacji, w której musimy kupować własne pieniądze”. Natychmiast pojawiło się oburzenie. Nie dlatego, że przekręciłem sens. Nie dlatego, że zmieniłem znaczenie. Nie dlatego, że przypisałem Braunowi coś, czego nie powiedział. Nie. Zostałem poinformowany, że jestem ekonomicznym głąbem, ponieważ Braun użył nieco innych słów. Kiedy podałem link do nagrania, gdzie Braun rzeczywiście mówi o kupowaniu własnych pieniędzy, usłyszałem, że nadal nic nie rozumiem. Sens wypowiedzi był ten sam. Znaczenie było to samo. Przekaz był ten sam. Ale słowa nie były identyczne. I oto znaleźliśmy się w fascynującym miejscu. Nie dyskutujemy już o znaczeniu. Nie dyskutujemy o faktach. Nie dyskutujemy nawet o logice. Dyskutujemy o przecinkach. Przypomina to człowieka, który widząc płonący dom, krzyczy. To nie jest pożar!. Jak to nie? Bo pan powiedział „dom się pali”, a ja widzę wyraźnie, że płonie dach!
Polityka jako religia.
Kiedyś wyborca pytał. Czy ten polityk ma rację? Dzisiaj pyta. Czy ten polityk jest nasz? To wystarczy. Jeżeli jest nasz, to ma rację. Jeżeli nie jest nasz, to nie ma racji. Dowody są zbędne. Argumenty są zbędne. Myślenie jest zbędne. Wystarczy identyfikacja plemienna.
Proszę zwrócić uwagę, jak wyglądają dziś dyskusje polityczne. Ktoś mówi: SAFE finansuje głównie polski przemysł. Odpowiedź Tusk jest zdrajcą. Ktoś pyta: ale czy finansuje polski przemysł? Odpowiedź: Niemcy chcą nas zniszczyć. Ktoś ponownie pyta: ale finansuje czy nie? Odpowiedź: nie będziesz mnie cenzurował! Logika została zastąpiona emocją. A emocja ma tę cudowną właściwość, że nie musi być spójna.
Republika oblężonej twierdzy.
Od miesięcy prowadzę podobne rozmowy. Tłumaczę: Nie chodzi o to, czy Republika ma rację. Nie chodzi o to, czy TVN ma rację. Nie chodzi nawet o to, kto jest bardziej uczciwy. Chodzi o skuteczność. Jeżeli 90 procent społeczeństwa czerpie informacje z jednego obiegu medialnego, a 8 procent z drugiego, to problem nie polega na tym, kto głośniej krzyczy. Problem polega na tym, kto dociera do większości. Ale ta uwaga wywołuje prawdziwą furię, bo dla współczesnego wyborcy samo wskazanie problemu oznacza już zdradę. Jeżeli powiesz kibicom przegrywającej drużyny: może warto poprawić grę w obronie. Natychmiast usłyszysz: a więc jesteś za przeciwnikiem! Nie. Po prostu zauważyłem wynik na tablicy.
Naród ekspertów.
Najbardziej zadziwia mnie jednak coś jeszcze. Polska stała się krajem, w którym niemal każdy człowiek jest ekspertem od wszystkiego. Od ekonomii. Od geopolityki. Od bankowości. Od energetyki. Od wojskowości. Od prawa konstytucyjnego. Od finansów publicznych. Ale równocześnie coraz mniej ludzi potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytanie: a co jeśli się mylisz? To pytanie niemal zniknęło z debaty publicznej. Każdy jest absolutnie pewien. Każdy wszystko wie. Każdy posiada pełną wiedzę o świecie. A każda informacja sprzeczna z jego przekonaniami jest automatycznie uznawana za propagandę.
Najgorsza wiadomość.
Najgorsze nie jest jednak to, że ludzie czegoś nie rozumieją. Nikt nie rozumie wszystkiego. Ja również nie. Najgorsze jest to, że coraz więcej ludzi nie chce rozumieć. Nie szuka argumentów. Nie szuka faktów. Nie szuka prawdy. Szukają wyłącznie potwierdzenia. I właśnie dlatego każda dyskusja zamienia się w rozmowę głuchych. Jedni mają swoje media. Drudzy mają swoje media. Jedni mają swoich ekspertów. Drudzy mają swoich ekspertów. Jedni mają swoją prawdę. Drudzy mają swoją prawdę. A rzeczywistość stoi obok i coraz bardziej przypomina zniecierpliwionego nauczyciela, który patrzy na klasę przekrzykujących się uczniów i zastanawia się, czy ktokolwiek jeszcze przeczytał podręcznik.
Mówią, że narody mają takich polityków, na jakich zasługują. Coraz częściej obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie. To politycy mają takich wyborców, jakich wychowali. Wyborców, którzy nie chcą rozumieć. Wyborców, którzy nie chcą słuchać. Wyborców, którzy nie chcą zmieniać zdania. Wyborców, którzy bardziej od prawdy kochają własne przekonania. A jeśli rzeczywiście tak jest, to przyszłość Polski zależy nie od tego, kto wygra następne wybory. Zależy od tego, czy Polacy odzyskają jeszcze kiedyś zdolność odróżniania argumentu od okrzyku, myślenia od kibicowania i rozmowy od plemiennej wojny. Bo jeśli nie... to marnie widzę los naszej ojczyzny.
Gdy Siemens kupil wrocławskie Elwro, pod pozorem unowoczesnienia produkcji, to w pierwszej kolejności zamknął Technikum Elektroniczne przy zakładzie. A potem zburzył wszystkie budynki Elwro...
... bo na początku bylo Słowo.
@TRI - teraz jest afera w Warszawie, że miejskie ZOO - majątek pod zarządem Trzaskowskiego - kupuje SIANO u Niemców. Jest 3x droższe niż polskie, nie wiadomo czy cena jest z transportem, czy bez...
Ile z tego siana trafia na konto prezia Trzaska, nie podają, ale miałam kiedyś kontakt z niemieckimi firmami, więc wiem, że tam "prowizja' dla zamawiającego jest LEGALNA (!) w prawie podatkowym, słyszałam o poziomie 3-10%.
Czyli warto! - Warto zamawiać u Niemców, bo przecież żaden polski chłop tyle nie da, a warszawiakom najwyżej podniesie się opłaty gruntowe, parkingowe, i będzie git!
Nie zdziwiłabym się, gdyby w tym przypadku prowizja była 30%. W sumie Trzaskowski może mieć duży deficyt po kampanii wyborczej na prezydenta Polski i długi wysoko oprocentowane. Szkoda, że dziennikarze nie sprawdzają strony finansowej wyborów.
Piszę dopóki mogę...jeszcze.
1 Pierwsze Prawo Lema: "Najważniejsze to nie myśleć...a jakoś to bedzie"
Jakoś to będzie...od początku istnienia "tego państwa"
2.Piszesz ironicznie o ekspertach: definicja jest jedna:
Ekspert jest to taki facet/facetka ,który bedzie tłumaczył...dlaczego inni eksperci sie pomylili w swoich
ekspertyzach.
3.Najkrótszy dowcip polityczny : STREFA WOLEGO SŁOWA...to o NB.
Ale nigdy nie było wolnych mediów,dziennikarzy obiektywnych dokąd Fenicjanie wynaleźli pieniądze.
Ale też NIE BYŁO PUBLICZNEGO ŻEBRANIA O DATKI...NA TE WOLNE MEDIA...
PS.Właśnie mnie wywalono za notke o Morawieckim...STREFA WOLNEGO SŁOWA :-)))
@mjk - Nie martw się! To przekracza Twoje możliwości: naszeblogi.pl
Problemem w Polsce są ludzie, którzy ogłupiani systematycznie przez TVN24, jako wyborcy podejmują irracjonalne decyzje wyborcze, wybierając do kierowania swoim państwem takie elementy jak Tusk. Ludzie, którzy jak Ty nie rozumieją co mówią do nich tacy jak Braun, J. Korwin-Mikke, M. Woch, czy S. Tymiński, którzy przedstawiają realne analizy gospodarcze, a nie rusko-niemiecko-żydowską propagandę.
Niestety agentura płaci ciężkie pieniądze na to, żeby media robiły oszołomów z sensownych ludzi. Efekt jest taki jak widać po mjk1 - z góry nie słuchają, tego co te "oszołomy" mówią, a jak nawet słuchają, to niczego nie pojmują, bo interpretują zgodnie z narracją oszustów z TVN.
Bagsik i Gąsiorowski wydali 3 mln $ na to, żeby skompromitować S. Tymińskiego, kiedy ten zamiast T. Mazowieckiego wszedł do II tury wyborów prezydenckich w 1990 roku i zagroził wyborowi agenta Bolka - Lecha Wałęsy na pierwszego "niekomunistycznego" prezydenta Polski po II wś. Obaj grajkowie z Izraela stwierdzili po latach, że tanio wyszło, tylko 3 mln $....
Teraz mamy w Polsce deficyt budżetowy kilkadziesiąt miliardów zł, czyli faktycznie im się opłaciło...
Nader patetyczne to podsumowanie wczorajszej dyskusji. W oratorskim uniesieniu przypisuje pan sobie rolę dyżurnego mentora,którego z otwartą gębą mają słuchać i bezwarunkowo przyporządkować się głupki zwane wyborcami.Krytykuje pan Polskę w której rzekomo wszyscy czujemy sie ekspertami.Ale dlaczego nasi eksperci od unijnej pożyczki SAFE nie są ekspertami a pospolitymi dyletantami?Ministerek Domański nawet nie potrafi podać na jaki procent jest ta pożyczka,bo już mglisto podane 3,17% poszybowało na 3,32% a to dopiero początek. Ekspertki od SAFE i decydowania o zakupach i produkcji pańcia Sobkowiak -Czarnecka ujawniła swoją głęboką niewiedzę na temat sprzętu wojskowego.Dla niej wystrzeliwane z ramienia rakiety ,,Patriot'' to rakiety dalekiego zasięgu.Jeszcze większą głupotą wykazała się poślica Wcisło przekonując że każda rakieta ,,Patriot'' jest produkowana ręcznie. To jak się zwrócić do tych ekspercików-a co jeśli się mylisz? Tym bardziej,że prof.Kołodko były minister finansów krytycznie ocenia SAFE jako porozumienie pisane na kolanie i okazuje się nieefektywne,bo już o 8 miliardów euro wzrósł jej koszt.Myli się czy ma rację?.Dla pana to nieważne bo najłatwiej krytykować wyborców i niezależne media i popisywać się swoim mentorstwem.