Otrzymane komantarze

Do wpisu: Polski pieniądz bilansowy, czy możemy zrobić to, co Chińczycy, ale demokratycznie?
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Przecież wyżej napisałem co uważam, więc nie ma sensu mi czegoś innego insynuować. Napisałem wyraźnie, że dolar i euro upadną, a potem wszystkie państwa. Ale nie ma się co tego bać, bo nas uratują kryptowaluty. A dokładniej opisałem to 8 lat temu: salon24.pl
mjk1
Na dziś to Europa i Zachód upada, ale jeżeli uważasz, że jest dokładnie odwrotnie, to gratuluje dobrego samopoczucia.
Grzegorz GPS Świderski
W Chinach wcale nie mają tego, co proponujesz – mają po prostu „cesarza”, który trzyma za mordę walutę, kapitał i ludzi. To nie jest żaden „pieniądz bilansowy”, tylko autorytarne sterowanie kursem i przepływami. Twój mechanizm nigdzie nie istnieje bez takiego przymusu aparatu terroru, a konkurencja walutowa istnieje realnie bez cesarza – w historii i dziś, na poziomie międzynarodowym. Gdyby jakiś cesarz zrealizował Twoją utopię w Europie, to upadłaby ona razem z tym cesarzem, a konkurencje walutowa będzie działać niezależnie od tego, czy będą istnieć jakiekolwiek państwa.
mjk1
Twoje gadki o „utopii” i władzy absolutnej brzmią ładnie, dopóki nie spojrzysz na fakty: w Chinach system działa, bilansuje krajowy obieg pieniądza i finansuje inwestycje bez spirali długu. To nie wymaga żadnego „króla” ani cudów - działa, bo jest mechanizm, a nie teoretyczne marzenia. Twój argument o konkurencji walutowej i upadku dolara to futurystyczna bajka: w praktyce zachodnie państwa topią się w długu, a ich waluty funkcjonują tylko dzięki przymusowi i monopolowi, nie dzięki matematyce czy zdrowym mechanizmom. PPB nie jest utopią, to adaptacja sprawdzonego w realnym świecie systemu, który można przystosować do demokracji, a Twoje teorie to piękne, ale bezwartościowe opowieści, które nigdy nie działały nawet w mikroskali.
Anonymous
Podał - nie podał. Golone - strzyżone. Można tak w kółko.GPS opisał zjawisko fizyczne. Negowanie tego zjawiska jest jak na podobieństwo negowania grawitacji, bo samoloty latają.Zastanawiam się jaki pieniądz był w PRLu za Hilarego Minca, bo czytam o nim ciekawe rzeczy:"Za działalność komunistyczną w 1937 usunięty z GUS. Pracował następnie w Biurze Planowania Krajowego przy Ministerstwie Skarbu, badał problem tzw. zbędnych rąk w rolnictwie (ukryte bezrobocie agrarne), później zatrudniony w Biurze Planowania Magistratu m.st. Warszawy....Początkowo kierownik Biura Ekonomicznego przy Prezydium PKWN, 11 grudnia 1944 został kierownikiem resortu przemysłu. Odtąd do 1956 był osobą kierującą polityką gospodarczą państwa. W Rządzie Tymczasowym objął tekę ministra przemysłu, funkcję tę utrzymał również w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej i rządzie Józefa Cyrankiewicza (od marca 1947 jako minister przemysłu i handlu). Postulował centralizację gospodarczą w Polsce, propagował i wdrażał system nakazowo-rozdzielczy..."Dobry był ten Minc czy zły? Może nie trzeba szukać w Chinach Ludowych, bo to wszystko wymyślone? 
Grzegorz GPS Świderski
Cały czas pisałem o praktyce działania realnej gospodarki i o tym, jak kończą się centralistyczne projekty, gdy zderzają się z rynkiem. Konkurencja walutowa jest empirycznym faktem – nie tylko historycznym, ale też dzisiejszym, na poziomie międzynarodowym. Twoje koncepcje pozostają utopią, której realizacja wymagałaby faktycznie władzy absolutnej. Żaden współczesny władca nie wdroży takiego rozwiązania, bo nikt dobrowolnie nie zrezygnuje z kontroli nad systemem finansowym. Moich propozycji też nikt politycznie nie przyjmie – wymusi je na państwach postęp technologiczny i nieuchronne kryzysy. Upadek dolara i euro to jak najbardziej realny scenariusz. Dodatkowo mamy już państwa, które po załamaniu swoich walut zaczęły używać kryptowalut. To są pilotażowe testy mechanizmów, które z czasem obejmą coraz większą część świata.
mjk1
Zamiast opowiadać bajki o spiskach i utopiach, przyjdź i pokaż, że Twój system działa w praktyce – wszystko inne to strata czasu.
Grzegorz GPS Świderski
Twoja riposta opiera się na ważnym założeniu, że obecny system pieniądza dłużnego jest naturą pieniądza, a nie polityczną konstrukcją. To nieprawda. To nie jest prawo fizyki. To wybór instytucjonalny – monopol emisji, rezerwa cząstkowa, państwowa gwarancja depozytów. Ten zestaw tworzy to, co nazywasz wadą konstrukcyjną. Jednak to politycy i banki centralne tę konstrukcję stworzyli i wymusili stosowanie przemocą przy pomocy państw, czyli aparatów terroru.Niektórzy uważają, że to spisek światowy, że to wprowadzili żydzi, masoni, czy jacyś tajemniczy banksterzy. Ktokolwiek to jest, posługuję się w tym państwami i ich przemocą, a nie niezależnymi prawami ekonomii.Gdyby podstawą obiegu handlu światowego i krajowego był pieniądz rynkowy, konkurencyjny, obejmujący wiele walut, suwerenny (jak złoto czy kryptowaluty) lub prywatny – dług przestałby być warunkiem istnienia podaży pieniądza.Drugie nieporozumienie dotyczy konkurencji walutowej. Piszesz, że nie istnieje nigdzie, a jednocześnie opisujesz mechanizmy, które są jej działaniem: ucieczkę kapitału, dyscyplinę kursową, dywersyfikację rezerw, presję rynków obligacji. To wszystko jest konkurencją walutową – de facto, a nie de iure. Państwa nie mają monopolu globalnego. Ich waluty są oceniane codziennie i karane za złe decyzje. Gdyby nie ta konkurencja, banki centralne mogłyby drukować bez końca – a jednak nie mogą, bo tracą kurs, kapitał i zaufanie.Problem nie polega na tym, że konkurencja walutowa nie istnieje, tylko że nie jest doprowadzona do końca. I dlatego działa w sposób niepełny, ale realny.Tymczasem PPB – wbrew Twojej narracji – nie istnieje nigdzie. Nie istnieje ani jeden kraj, który prowadziłby dwa obiegi tej samej waluty demokratycznie. Nie istnieje żaden pilot, żadna branża, żaden sektor, gdzie bilansowanie popytu poprzez oddzielną klasę pieniądza byłoby praktykowane. Wszystkie przykłady, na które się powołujesz (korporacyjne tokeny, rozrachunki międzybankowe, bony), mają jedną cechę wspólną: nie są pieniądzem ogólnym, lecz narzędziem księgowym o zasięgu mikro. Z tego nie da się wyprowadzić mechanizmu makroekonomicznego.Konkurencja walutowa istnieje i działa – choćby nieidealnie. Pieniądz bilansowy istnieje tylko jako teoretyczny model.Twoja czysto utopijna koncepcja potrzebuje państwowego monopolu, regulacji i architektury wymuszającej użycie PPB. Moja propozycja opiera się na procesie, który działa już teraz i nie wymaga dodatkowej ingerencji prawodawcy, wymaga tylko rezygnacji z monopolu. Nie twierdzę, że konkurencja walutowa sama wszystko naprawi – twierdzę, że jest jedynym sensownym mechanizmem, który realnie ogranicza arbitralność emisji. Bilans jej nie ogranicza – tylko przenosi decyzję w inne miejsce.Problemy walutowe będą zawsze, ale tylko na wolnym rynku, przy konkurencji walutowej, będą powoli eliminowane bez konieczności wykrycia tego i rozwiązania tego ustawą czy decyzją polityczną, zrobią to po prostu wolne wybory wolnych ludzi.Jeśli mówimy o praktyczności: Chiny stabilizują się przymusem, nie bilansem. Niemcy stabilizowały się ordoliberalizmem – i właśnie osuwają się w biurokratyczny paraliż. Żaden kraj nie udowodnił, że można bilansować popyt algorytmicznie. Każdy kraj udowadnia, że arbitralna emisja kończy się długiem.Dlatego nie spieram się o teorię. Spieram się o to, co w praktyce działa i co w praktyce nie istnieje. PPB należy do tej drugiej kategorii, a konkurencja walutowa działa realnie na poziomie międzynarodowym. Istnieją giełdy walutowe. Nie ma żadnych problemów w tym, by jakieś państwo, na przykład Polska, pozwoliła rozliczać się w kraju wszystkimi tymi walutami z giełdy i pozwoliła płacić podatki w każdej z nich. To można zrobić prostą ustawą. To się samo stanie, gdy upadnie dolar. A Twoją utopijną wizję może zrealizować tylko wtedy, gdy zostaniesz królem.Jednak przy moim rozwiązaniu, będziesz mógł swoją teorię wdrożyć w życie bez ubiegania się o urząd polityczny — po prostu założysz prywatną firmę, która wyemituje Twoją walutę, opartą na Twoim algorytmie i jeśli okaże się to korzystne w lokalnych warunkach, to powoli rozszerzy się na dalsze rynki, tak jak to jest z każdym towarem czy usługą. Godząc się na moją koncepcję, dostaniesz szansę realizacji swojej. A gdy zrobisz to, będąc królem, to uniemożliwisz sprawdzenie wszelkich innych pomysłów na uzdrowienie finansów.
mjk1
Nie podał. Podał tylko teorię, której nigdy i nigdzie nie zastosowano z jakimkolwiek skutkiem. Nawet negatywnym. Pozytywnym zresztą też. 
Anonymous
@ mjk1 Odpowiedź podał poniżej GPS. 
mjk1
Należy oddzielić rzeczywistość od fantastyki Anonymousie. Twój przykład z Bankiem Zbożowym i plewami jest ciekawy historycznie, ale warto oddzielić trzy różne rzeczy, które w tej chwili wrzucasz do jednego worka. Interwencyjny skup towarów (jak w „Karierze Nikodema Dyzmy”), to jest zwykła polityka stabilizacji cen, znana od stuleci. Nie ma nic wspólnego z systemowym domykaniem obiegu pieniądza. Pieniądz bilansowy - wewnętrzny pieniądz rozrachunkowy, to narzędzie techniczne, które bilansuje zobowiązania wewnątrz gospodarki, aby ograniczyć spiralę długu publicznego i prywatnego. Nie opiera się na żadnym „parytecie zbożowym”, „obszarnikach” ani „fabrykantach”. Jego działanie polega na tym, że część rozliczeń przenosi się z pieniądza zewnętrznego (dłużnego) do pieniądza, który nie wymaga emisji obligacji ani nowych długów. Kryptowaluty jako rzekoma alternatywa dla USD. Bitcoin ani inne krypto absolutnie nie pełnią funkcji stabilnego parytetu, bo są z natury zmienne i nie mają mechanizmu stabilizującego wartość. Teza, że „banki systemu FED wprowadziły Bitcoina” jest popularnym mitem, który nie ma żadnych podstaw. Co w tym wszystkim jest kluczowe?Polski pieniądz bilansowy, o którym piszę, nie ma nic wspólnego z kryptowalutami, parytetami towarowymi, plewami, zbożem ani „obszarnikami”, ani z interwencjami rodem z czasów Wielkiego Kryzysu. To nie jest model keynesowski, tylko rozwiązanie infrastrukturalne, które zmniejsza presję na zadłużanie państwa, pozwala finansować usługi publiczne bez emisji kolejnych obligacji, redukuje wahania płynności w gospodarce, działa w Chinach od 30 lat w wersji RMB wewnętrznym i zewnętrznym i może działać w kraju demokratycznym bez żadnego przymusu kapitałowego.Odpowiadając na Twoje pytanie wprost: Dlaczego podstawą wewnętrznego pieniądza nie miałyby być długi wobec „obszarników i fabrykantów”? Bo pieniądz bilansowy nie jest zabezpieczany żadnym towarem ani długiem prywatnym. On bilansuje transakcje, nie aktywa. To narzędzie rozliczeniowe, a nie waluta towarowa.A co do powiązania z obecną dyskusją o krypto w Polsce. To są dwie zupełnie różne dyskusje. Kryptowaluty to aktywa spekulacyjne. Pieniądz bilansowy to narzędzie do stabilizacji obiegu i redukcji narastającego długu systemowego. Łączenie jednego z drugim to tak, jakby łączyć kartę miejską z ceną pszenicy na giełdzie. Oba są „jakąś formą wartości”, ale stoją na całkowicie innych fundamentach.
mjk1
To nie jest ani genialna nowość, ani spisek złodziei Tri. Mechanizm, o którym piszę, nie jest wynalazkiem, to praktyka funkcjonująca od lat w gospodarce chińskiej, tyle że u nich działa dzięki centralnemu przymusowi. Ja proponuję zastosowanie tego samego mechanizmu w warunkach demokratycznych, czyli bez przymusu i bez chińskich rozwiązań politycznych. Dlaczego tego nie mamy? Bo system finansowy zmienia się tylko wtedy, gdy stary przestaje działać, a obecny, mimo swoich wad, wciąż jakoś funkcjonuje. Nie ma tu żadnego wielkiego wroga, który traci. Problem polega na tym, że obecny model długu publicznego „z pociechy” politykom wygodnie jest utrzymywać, więc nikt nie szuka innego. Mój pomysł nie zabiera nikomu własności ani zysków, usuwa tylko mechaniczne źródło spirali zadłużenia. To jest zmiana techniczna, a nie rewolucja polityczna.
mjk1
Zacznijmy Szanowny GPS-ie od najważniejszego .  Twój komentarz jest imponująco pewny siebie, ale stoi na dwóch błędnych założeniach i oba prowadzą Cię prosto w ślepą uliczkę. Rynek „domyka” obieg pieniądza lepiej niż państwo? To zasada brzmi jak slogan, ale nie jak opis realnej gospodarki. Gdyby rynek faktycznie domykał pieniądz, to nie mielibyśmy permanentnych boomów i krachów. Nie potrzebowalibyśmy banków centralnych jako dostawcy płynności finansowej a system rezerwy cząstkowej nie wymagałby od państwa gwarancji depozytów. Problem w tym, że system pieniądza dłużnego jest konstrukcyjnie niedomykalny, bo generuje odsetki, których nigdy nie emituje. To nie politycy wymyślili ten mechanizm, to matematyka. Państwo może go nadużywać, owszem, ale nie ono go stworzyło. A twierdzenie, że „dług wynika z decyzji rządów, a nie natury systemu”, to klasyczna pomyłka przyczynowo-skutkowa. Twój argument to, wybacz, ale jakby powiedzieć: „mosty zawalają się, bo są źle używane, nie dlatego, że mają wadę konstrukcyjną”. Otóż jedno drugiego nie wyklucza. Twierdzenie, że w Chinach nie ma bilansu, tylko przymus, jest potwierdzeniem mojego argumentu Właśnie o to chodzi: system pieniądza bilansowego można utrzymać bez przymusu, jeśli nie jest powiązany z kursami wymienialnymi. Chińczycy wybrali przemocowy wariant, bo mają państwo, jakie mają a nie dlatego, że bilans z definicji wymaga przymusu. Mój projekt PPB nie kopiuje chińskiego modelu instytucjonalnego, kopiuje logikę oddzielenia pieniądza transakcyjnego od inwestycyjnego, która istnieje w ekonomii od czasów Irvinga Fishera. To jest rozwinięcie znanych, istniejących już mechanizmów, a nie „polityczna fantazja”. Mój projekt opiera się na systemach, które istnieją i działają. Oddzielenie pieniądza operacyjnego od inwestycyjnego to systemy rozrachunkowe, wielowarstwowa architektura płynności, mechanizmy rozliczania banków centralnych a nawet wewnętrzne waluty korporacyjne (tak, istnieją naprawdę). To nie utopia. To inżynieria.Twój projekt opiera się na zjawisku, które nie istnieje nigdzie!!! „Konkurencja walutowa wszystko naprawi”, to ładna wizja. Tyle że nie istnieje ani jedno państwo, które funkcjonuje wyłącznie na prywatnych walutach. Nie istnieje ani jeden sektor gospodarki, który stabilizuje się spontanicznie na konkurencji walutowej. Nie istnieje ani jeden historyczny przypadek, w którym konkurencja walutowa wyeliminowała dług publiczny lub cykle koniunkturalne.To, co proponujesz, nie występuje ani w makroskali, ani w mikroskali, ani w formie eksperymentu!!!To nie futuryzm, to fantastyka ekonomiczna!!!Twój zarzut „musisz zostać królem, żeby to wdrożyć” brzmi efektownie, ale jest nieprawdziwy. Mechanizm PPB można wdrożyć jako system rozliczeń branżowych, jako walutę komplementarną nadzorowaną przez sektor publiczny, jako modyfikację sposobu księgowania przepływów infrastrukturalnych, jako pilotaż w służbie zdrowia lub energetyce. To nie wymaga żadnego „absolutnego monarchy”. Wymaga decyzji legislacyjnej, jak każda zmiana w systemie finansowym.Ty stawiasz na projekt, który nie istnieje nigdzie, nigdy, w żadnej formie, ani w teorii operacyjnej, ani w praktyce. Ja proponuję modyfikację systemu który działa, jest zrozumiały, przetestowany i który można usprawnić. Twój projekt to utopia bez prototypu. Mój, to inżynieria systemowa na bazie istniejącej infrastruktury.Jeśli mamy kończyć tę rozmowę czymś konstruktywnym, to może tak: Porozmawiajmy o realnych mechanizmach, a nie o teoriach, które nie mają żadnego punktu zaczepienia w rzeczywistości gospodarczej.Utopie zostawmy literaturze.
Grzegorz GPS Świderski
Twój projekt PPB robi świetne wrażenie, ale w kluczowym punkcie zakłada coś, czego nie da się obronić w realnej gospodarce: że państwo może domknąć obieg pieniądza lepiej niż rynek. To właśnie ten sposób myślenia doprowadził Zachód do problemów, z których próbujesz go teraz wyciągnąć. Chiny nie są argumentem na rzecz bilansowania — są argumentem na rzecz przymusu. Ich wewnętrzny RMB utrzymuje się dzięki ograniczeniu wolności ucieczki kapitału i obywateli w inne waluty lub jurysdykcje.Drugim błędem jest założenie, że konkurencja walutowa jest teorią, a bilans praktyką. Jest odwrotnie. Konkurencja walutowa działa realnie codziennie: firmy wybierają waluty, kapitał ucieka od słabych emitentów, rezerwy się dywersyfikują. To jest naturalny mechanizm dyscyplinujący państwa – jedyny, który nie wymaga przymusu. Natomiast bilansowanie pieniądza nigdzie nie istnieje. Nawet w Chinach nie ma matematycznego bilansu, tylko ręczne sterowanie przez partię komunistyczną.Z perspektywy ASE problem nie polega na tym, że rynek nie domyka popytu, tylko na tym, że państwo utrzymuje monopol na emisję pieniądza, a potem usiłuje korygować własne zniekształcenia kolejnymi mechanizmami sztucznej równowagi. Pieniądz jest towarem — a towaru nie da się bilansować centralnie, tak jak nie da się algorytmicznie bilansować podaży chleba czy lokomotyw. Każda próba stworzenia dwóch wersji złotówki kończy się protekcjonizmem pod inną nazwą i zniekształceniem kalkulacji ekonomicznej.I właśnie dlatego PPB nie usuwa arbitralności — tylko ją usankcjonuje. Jedynym znanym w historii sposobem na stabilny pieniądz jest konkurencja emitentów, a nie centralny bilans. Konkurencja walutowa istnieje naprawdę, bilans istnieje tylko na papierze. Jeśli rozmawiamy o praktyce, a nie o modelach, to praktyka jest prosta: Chiny idą drogą Niemiec, a ta droga kończy się zawsze tak samo — sztywnością, długiem ukrytym i ostatecznym "Kaput" - co jest opisane w książce o tym tytule, którą polecam.Cały obecny system został stworzony przez polityków i Twój pomysł wpisuje się w takie samo polityczne, centralne, odgórne planowanie. By to zrealizować, musisz zostać premierem albo przekonać jakiegoś premiera do swoich rewolucyjnych pomysłów. Możesz to zrealizować tylko odgórnie, co jest utopią.Ja też mam takie utopijne wizje, ja widzę ratunek w konkurencji walutowej, ale te moje wizje nie wymagają tego, bym został królem — to się samo ziści, bo obecny światowy system finansowy oparty na walutach fiducjarnych i centralnej bankowości z obowiązkową rezerwą cząstkową upadnie wraz z bankructwem dolara, co jest nieuchronne, bo w ogóle wszystkie państwa w ciągu najbliższych dwóch dekad upadną na skutek rozwoju technologicznego, bo po prostu monopol na terror się już przestaje opłacać. Opisałem to precyzyjnie w wielu notkach blogowych.Ty, by zrealizować swoje wizje, musisz dostać władzę absolutną, a moje wizje się spełnią same, bez mojego udziału. Ty jesteś politycznym utopistą, ja realistycznym futurystą. 
Anonymous
To jest bardzo dobry pomysł znany z czasów kryzysu spowodowanego przez FED w latach 30-tych.Opisał go Tadeusz Dołęga-Mostowicz "W związku z zapowiadającym się urodzajem i spodziewanym spadkiem cen zboża, Kunicki przedstawia Dyzmie plan wyjścia z kryzysu nadprodukcji poprzez wykupienie przez Skarb Państwa zboża od rolników, zmagazynowania go i późniejszej sprzedaży, kiedy popyt wzrośnie."pl.wikipedia.orgPomysł Banku Zbożowego emitującego Plewy jest mi bliski jako rozwiązanie wzajemnych zobowiązań Polaków, na które zadłużamy się w systemie podporządkowanym FED, a nie jako spełnienie snów Keynesistów.Dlaczego podstawą wewnętrznego pieniądza kredytowego nie miałyby być długi wobec "obszarników i fabrykantów" oraz ofiar piramidy ubezpieczeń społecznych?Nie po to jednak banki systemu FED wprowadziły Bitcoina, aby kreować swoją walutę mógł każdy. Właśnie trwają zabiegi polityczne w Polsce, aby ugruntować pozycję kryptowalut jako nowego parytetu i alternatywy w systemie USD.
tricolour
No to pojawia sie pytanie - dlaczego nie mamy tego, o czym piszesz?Sa dwie możliwości:To, o czym piszesz,  to absolutna nowość i jesteś jak Einstein, który musi czekać na docenienie,Komuś by przesadzała realizacja twego pomysłu. Kto straci na twoim pomyśle? Myślę, że jakiś złodziej... czyli eksporterzy do Polski. 
Do wpisu: Kapitalizm, którego nikt nie projektował. I dlaczego dziś musi nauczyć się liczyć.
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Tu się w pełni zgadzam: współczesny system państwowego pieniądza fiducjarnego faktycznie generuje dług strukturalnie, nie przypadkowo. Gdy pieniądz powstaje jako zobowiązanie bankowe, a baza monetarna rośnie interwencjami banku centralnego, spirala długu nie jest błędem, tylko wewnętrzną konsekwencją konstrukcji. Masz rację, że to nie wynika z moralnej słabości polityków, tylko z architektury, która nagradza ich każde zadłużenie i amortyzuje jego skutki. W takim środowisku nawet najlepszy rząd będzie zachowywał się tak samo – bo system daje mu narzędzia, których trudno nie użyć.Jednak właśnie dlatego odpowiedzialność wraca ostatecznie do polityków: to oni stworzyli tę konstrukcję i oni utrzymują monopol emisyjny, który wymusza zadłużanie jako naturalny stan gospodarki. To nie jest system, który spadł z nieba ani który został narzucony logiką ekonomii. To jest zestaw decyzji legislacyjnych: monopol banku centralnego, gwarancje depozytów, rezerwa cząstkowa, pieniądz fiducjarny, prawny przymus akceptacji. Politycy mogą powiedzieć: "system mnie zmusza" tylko dlatego, że wcześniej stworzyli system, który zmusza.I tu jest różnica między nami: dla mnie spiralę długu nie generuje natura pieniądza, tylko natura systemu politycznego, który uzurpuje sobie wyłączność emisji. Gdyby pieniądz powstawał konkurencyjnie – tak jak każdy inny towar – nie byłoby możliwości zadłużania się w nieskończoność, bo rynek natychmiast karałby emisję bez pokrycia, tak jak dziś karze upadające waluty.Masz rację, że zachodni fiat jest niestabilny, a chiński utrzymuje stabilność siłą. Jednak to tylko potwierdza wniosek: obecny system da się utrzymać albo przymusem, albo poprzez ucieczkę w dług. To nie jest prawo natury – to efekt monopolu. A monopol jest wyborem politycznym.Innymi słowy: tak, system tworzy dług. Niemniej system został stworzony przez polityków – i tylko politycy mogą zrezygnować z monopolu, który ten dług generuje. A w praktyce nigdy nie zrezygnują, a stenie się to po prostu dlatego, że państwa zbankrutują. To nieuchronne i opisałem, jak to się stanie i dlaczego w wielu notkach. Tym się też drastycznie różnimy: Ty, by zrealizować swoje wizje, musisz dostać władzę absolutną, a moje wizje się spełnią same, bez mojego udziału.
mjk1
Twierdzisz, że „dług wynika z decyzji rządów, nie z natury systemu walutowego”, ale to przecież nielogiczne, rządy podejmują takie decyzje właśnie dlatego, że natura systemu ich do tego zmusza. W systemie, w którym banki komercyjne mają monopol emisyjny i tworzą pieniądz z niczego, pojawienie się długu nie jest „błędem polityków”, tylko mechanizmem konstrukcyjnym. To tak, jakby powiedzieć, że wódz plemienia nadużywa swojej władzy, ale zapominając, że to ta właśnie władza stwarza konieczność nadużyć. W naturze obecnego systemu jest to, że pieniądz powstaje jako dług. Bez emisji pieniądza (czyli długu) gospodarka nie ma płynności. Każde spowolnienie wymusza kolejne stymulacje. To zwiększa bazę monetarną a zwiększona baza powoduje presję na kolejne interwencje. To jest samonakręcający się mechanizm geometryczny, a nie pojedyncze „złe decyzje”. Gdyby natura systemu nie tworzyła takiej możliwości, to rządy nie mogłyby się zadłużać w nieskończoność. Banki centralne nie mogłyby stosować QE a obietnice polityczne nie byłyby finansowane dodrukiem. Nawet najlepszy rząd nie zmienia faktu, że system papierowego pieniądza z definicji opiera się na długu, rolowaniu i ekspansji.I tu pojawia się różnica między Zachodem a Chinami. Zachód: system jest niestabilny i na spiralę długu reaguje dalszym zadłużaniem. Chiny: system jest niestabilny, ale jest brutalnie stabilizowany przez narzędzia, których demokracja nie ma i mieć nie może, dlatego faktycznie przez dekady funkcjonował jako jedyny „stabilny” wśród walut fiat. To nie znaczy, że jest zdrowy. To znaczy tylko tyle, że fiat można utrzymać w równowadze, ale jedynie siłą, a nie logiką systemu. Zachód tej siły nie ma, więc długi rosną wykładniczo. Chiny mają, więc mogą opóźniać to, czego Zachód nie jest w stanie zatrzymać. Krótko mówiąc:Spiralę długu tworzy natura systemu i nie da się tego zrzucić na „złe decyzje”.Decyzje są tylko skutkiem konstrukcji.
Grzegorz GPS Świderski
Waluty konkurują ze sobą globalnie — i to właśnie podważa Twoją tezę. Konkurencja walutowa jest faktem empirycznym, bo kapitał codziennie głosuje nogami: ucieka od walut źle zarządzanych, a premiuje te, które zachowują wartość.Jednak to nie konkurencja tworzy spiralę długu w państwach Zachodu, tylko ich własny monopol na emisję oraz polityka fiskalno-monetarna, która ten monopol nadużywa. Dług wynika z decyzji rządów, nie z natury systemu walutowego.Natomiast to, co nazywasz chińskim bilansowaniem, nie jest żadnym neutralnym mechanizmem — to czyste, arbitralne sterowanie: zamknięcie konta kapitałowego, nakazowy kredyt, ręczne ustawianie kursu, kontrola odpływu środków. To nie bilans, tylko polityczna administracja przepływami. Gdyby usunąć przymus, system rozpadłby się natychmiast, bo nie ma żadnej matematycznej równowagi — tylko siłowe utrzymywanie napięć.Dlatego Twoja konkluzja odwraca zależność przyczynową. Nie jest tak, że konkurencja walutowa nie wystarcza, lecz tak, że żadne państwo nie chce się jej realnie poddać. Monopol emisyjny pozwala zadłużać się bez konsekwencji — dopóki rynki uciekają. Chiny nie są wzorem stabilizacji, ale przykładem tego, że przymus może przez pewien czas ukrywać koszty błędów.W praktyce jest więc odwrotnie, niż piszesz: konkurencja walutowa działa realnie, a niearbitralne bilansowanie nie istnieje nigdzie — także w Chinach, bo tam cały system podtrzymuje nie algorytm, lecz polityczna decyzja partii komunistycznej.Więc jeśli naprawdę mówimy o praktyce, a nie o modelach, to praktyka jest prosta: Chiny idą dokładnie drogą Niemiec — centralizm, sterowanie kredytem, tłumienie sygnałów rynkowych. A jak już ustaliliśmy: Niemcy kaput.
mjk1
Masz absolutną rację, jeśli strategiczne aktywa są sprzedawane w imię szybkiego zysku lub wygody, każdy mechanizm bilansowy czy stymulujący popyt wewnętrzny napotka fundamentalną barierę. Tak długo, jak nie ma narodowego konsensusu, że inwestycja w krajowe zdolności wytwórcze jest priorytetem, dodruk, bilansowanie czy jakikolwiek system „termostatu pieniądza” nie stworzy realnej gospodarczej niezależności.To właśnie prywata i krótkowzroczna chęć szybkiego zysku są główną przyczyną, że wiele polskich inicjatyw nie przekształca się w trwałe moce produkcyjne. Mechanizm może działać, ale tylko w kraju, który świadomie chroni i rozwija własny przemysł, zamiast go masowo sprzedawać.
mjk1
Masz rację, konkurencja walutowa istnieje i działa na poziomie międzynarodowym - firmy wybierają waluty, rezerwy są dywersyfikowane, kursy reagują na rynek. To prawda. Jednak obserwując realną gospodarkę światową, widać też jasno, że system oparty wyłącznie na wolnym wyborze walut nie powstrzymuje spirali długu. W państwach zachodnich dług rośnie w tempie geometrycznym, wydatki publiczne i prywatne zaciągają kolejne kredyty, a popyt utrzymuje się głównie dzięki finansowej iluzji. Teoretyczna i praktycznie konkurencja walutowa nie powstrzymuje tego procesu.Tymczasem w Chinach, mimo że ich system nie jest „algorytmicznie neutralny” i decyzje wciąż mają polityczny charakter, działa mechanizm stabilizacji wewnętrznego rynku: kontrola kapitału, podwójny obieg RMB, priorytet inwestycji krajowych. Efekt? gospodarka kwitnie, popyt wewnętrzny rośnie, konsumpcja rośnie, a spirala zadłużenia utrzymuje się na poziomie, który nie destabilizuje systemu. Czyli tak, to arbitralne sterowanie działa. W praktyce wygląda to jak bilansowanie, choć nie matematyczne, lecz polityczne. I dlatego Chiny mogą rozwijać kraj i wzmacniać siłę nabywczą społeczeństwa, podczas gdy w Europie i USA zadłużenie przyspiesza, równowaga jest iluzoryczna a społeczeństwo biednieje..
tricolour
Elektryczne autobusy, fajny przykład naszej rodzimej produkcji, największej w Uni - właścicielem firmy Solaris Bus & Coach S.A. jest hiszpańska grupa kolejowa CAF (Construcciones y Auxiliar de Ferrocarriles S.A.), która przejęła 100% udziałów w polskiej spółce we wrześniu 2018.Twoj mechanizm nigdy nie zadziała jeśli jest narodowe przyzwolenie, by z chęci szybkiego zysku i potrzeby spoczęcia na laurach, sprzedać każdą aktywność, która tylko zaczyna działać. Podstawową cechą naszego narodowego firmware jest prywata.
Grzegorz GPS Świderski
Piszesz, że konkurencja walutowa to utopia, a chiński bilans pieniądza to praktyka. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Konkurencja walutowa działa realnie, codziennie, na poziomie ponadpaństwowym: kapitał wybiera waluty, rezerwy są dywersyfikowane, firmy rozliczają się w dowolnych walutach, a kursy odzwierciedlają realne preferencje rynku. To nie jest model — to praktyka obserwowalna w każdej tabeli FX.Za to niearbitralne bilansowanie waluty nie istnieje nigdzie. Nawet w Chinach dopływ pieniądza jest decyzją polityczną partii i banku centralnego, nie żadnego algorytmu. To właśnie bilans, o którym piszesz, jest teorią — czystą konstrukcją, która nie występuje w rzeczywistości. Chiny mają arbitralną kontrolę, nie matematyczną równowagę.
mjk1
Dzięki za rozbudowaną odpowiedź, ale ja nie prowadzę tu sporów o idealne modele, które nigdzie na świecie nie zostały wdrożone nawet w mikroskali. Konkurencja walutowa w czystej formie istnieje wyłącznie w teorii, nie ma ani jednego realnego państwa, które działałoby w ten sposób i utrzymało stabilną, nowoczesną gospodarkę.Ja zajmuję się zupełnie czym innym: przystosowaniem mechanizmów, które faktycznie działają, zostały sprawdzone empirycznie i budują realną siłę państw, do warunków kraju demokratycznego. To jest rozmowa o praktyce, nie o abstrakcyjnych modelach, których nie da się wprowadzić w żadnym realnym systemie prawnym, instytucjonalnym czy społecznym.Chiński bilans pieniądza jest faktem, a nie teorią. Naszym zadaniem jest zrozumienie, co z tego da się przełożyć na polskie, demokratyczne realia, a co nie. O tym zamierzam napisać osobny, szczegółowy felieton.Jeżeli chcesz dyskutować o realnych narzędziach polityki gospodarczej - super, jestem.Jeśli o hipotetycznej architekturze konkurujących walut, to jest zupełnie inny temat, i nie ten, którym ja się zajmuję.
Grzegorz GPS Świderski
Ty zakładasz, że pieniądz jest systemem rozliczeniowym, który wymaga domykania obiegu. Ja twierdzę coś bardziej podstawowego: pieniądz jest towarem. Jego wartość i podaż muszą wynikać z wolnych wyborów ludzi — tak samo, jak w przypadku każdego innego towaru. Jeśli wprowadzasz mechanizm bilansowania, nawet matematycznie elegancki i niearbitralny, to wciąż sterujesz towarem i wpływasz na jego cenę, a więc pośrednio na wszystkie ceny w gospodarce.Gdybyśmy zastosowali Twoją logikę do innych towarów, absurd staje się oczywisty: równie dobrze państwo mogłoby ogłosić monopol na produkcję chleba czy lokomotyw i stworzyć algorytm, który bilansuje ich podaż. Czasem jest za dużo lokomotyw, czasem za mało chleba — ale to nie jest defekt techniczny, tylko informacja rynkowa. Rynek bilansuje to naturalnie przez działanie milionów decyzji. Bilansator centralny — nawet stworzony w kodzie — z konieczności ten sygnał niszczy, bo nie istnieje żadna obiektywna wartość, którą mógłby obliczyć. Najlepiej to widać na edukacji czy służbie zdrowia, które państwo monopolizuje, w ogóle się tym zajmuje, więc jest to spieprzone. Jest spieprzone nie dlatego, że robić coś źle, ale dlatego, że się w ogóle tym zajmuje. Aparat terroru nie jest od tego.To samo dotyczy pieniądza. Dopływ pieniądza, nawet równy i obliczony, zawsze zniekształca informację, bo zmienia wartość towaru pełniącego funkcję pośrednika wymiany. Można ograniczyć arbitralność decyzji politycznych, ale nie można usunąć arbitralności samego monopolu. Dopóki istnieje jeden emitent i jedna waluta, to ktoś — człowiek lub algorytm — decyduje o cenie kluczowego towaru gospodarki.Dlatego neutralność jest niemożliwa. To nie może być nic innego jak kolejna forma centralizmu, tyle że opakowana w matematyczny język. Pieniądz jako towar nie przestaje być towarem dlatego, że władza napisze do niego algorytm. Jedynym sposobem, by naprawdę pozbyć się arbitralności, jest konkurencja walutowa, czyli sytuacja, w której ludzie wybierają te pieniądze, których podaż i jakość najlepiej odzwierciedlają ich preferencje. Nie udoskonalenie emisji monopolisty, tylko odebranie mu monopolu.Twój model z pewnością redukuje pewne fluktuacje — ale nie dotyka istoty problemu. Istotą nie jest to, kto steruje dopływem, lecz sam fakt, że dopływ musi być sterowany. Dopóki pieniądz nie podlega konkurencji tak jak inne towary, dopóty system pozostaje konstrukcją centralną i z definicji zniekształcającą. A centralizm — nawet matematyczny — kończy się zawsze tak samo źle.Dlatego nie jestem zwolennikiem bitcoina, tylko konkurencji kryptowalut. Gdyby ktoś zaproponował ustanowienie bitcoina walutą państwową, krytykowałbym to tak samo, jak każdą obecną walutę państwową. To, że algorytm bitcoina jest niearbitralny, ograniczony i matematycznie ścisły, nie zmienia istoty rzeczy: w momencie, kiedy staje się monopolistyczną walutą państwową, przestaje działać jako wolny towar i staje się narzuconym standardem. A każdy monopol pieniądza — nawet perfekcyjnie zaprogramowany — jest szkodliwym centralizmem. Tylko konkurencja między walutami usuwa arbitralność u źródła. Wszystko inne jest kolejną wersją sterowania — elegantszą, spokojniejszą, ale wciąż to zły etatyzm.