Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kto stworzył Boga? Dwa proste pytania o rzeczy wcale nieproste.
Data Autor
mjk1
Chcę jeszcze raz podkreślić Esie, że celem mojego wpisu nie było potwierdzenie ani zaprzeczenie istnienia Boga. Jeżeli wyciągnąłeś taki wniosek, to albo nie zrozumiałeś tekstu albo ja nie potrafię pisać ze zrozumieniem.
u2
"Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry - dlaczego istnieje zło?"Już dawno w średniowieczu teologowie zmagali się z pytaniem, jeśli Bóg jest wszechmocny, to czy może stworzyć kamień, którego nikt nie podniesie? Z logiki Arystotelesa wynika sprzeczość. Jeśli Bóg jest wszechmocny, to oczywiście może taki kamień stworzyć. Ale jeśli nikt tego kamienia nie ruszy, nawet Bóg, to oznacza że Bóg nie jest wszechmocny.Totalnie Oświecony Bóg Ramtha twierdzi, że jest niewidzialny i bezcielesny. Niematerialny. Jest światłością. Jest bytem ponadczasowym, bezprzestrzennym. Jako że już dawno poznał kim jest, teraz się ukrywa i działa z ukrycia. To przez niego to całe "zło", które Ramtha wcale nie nazywa "złem". Choć jak się go przywoła, to niechybnie się pojawi. Ale lepiej nie wywoływać wilka z lasu :)Polecam książkę pt. "RAMTHA. Voyage to the New World. An Adventure into Unlimitedness" by Douglas James Mahr. Chyba jest dostępna do zakupienia on-line. Zawiera masę ciekawych spostrzeżeń i porad, i nie wciska kitu.
mjk1
Zadam Ci Spike tylko jedno proste pytanie: kogo uważasz za " zadufanego w sobie osobnika' który powiedział, że zna odpowiedź na to pytanie i na nie odpowiedział?
spike
"Nie wiemy nawet, jak dokładnie rozstrzygnąć tak banalne z pozoru pytanie, jak to, co było pierwsze: kura czy jajko."Kolego blogerze, skoro nawet tego prostego dylematu nie potrafisz rozwiązać, to co ci do rozważań nad pochodzeniem Boga, który stworzył kurę.:)))
Es
Z wielkim zainteresowaniem i nadzieją uzyskania miarodajnej odpowiedzi, obserwuję kolejne odsłony dyskursu, ktorego celem jest ostateczne potwierdzenie lub zaprzeczenie istnienia Boga. Stało się to blogowym  hitem ostatnich dni. A wynikło chyba z ostatecznego zniecierpliwienia marnymi efektami i postepami w tej materii czynnikow namaszczonych -oficjalnie nawet - wysłanników Stworcy. Rozumiem jednak, że nie można tak łatwo przystawać na to by byli jedynymi  sędziami i to we własnej niejako sprawie. Wszak klasyk mawiał: trzeba wierzyć, ale należy sprawdzać. Wydaje się jednak, że zwycięstwo w dyskursie staje po stronie zwolenników argumentow aksjologicznych, a ci niesieni poczuciem wypełniania roli strażników Prawdy, a tym samym bliższego niz w przypadku zwykłych śmiertelników,   kontaktu ze Stwórcą, stosują w Jego kierunku apel o dopust w postaci ciężkiej choroby dla politycznych przeciwnikow apelujacego. I tu jest ostateczny dowód. Skoro dopuscili bysmy do niewyobrażalnego ...że Bóg mógłby nie istnieć, to do kogo zanosilibysmy prosby, żeby...bylo, nie było bliźni mocno zaniemógł, a innemu kury przestały się nieść. 
spike
Przyznam, że infantylność tak postawionego pytania "byka powali na kolana" :))Powód śmieszności jest jeden, nie ma człowieka na Ziemi, który zna odpowiedź, a co dopiero blogerzy NB i nie jest to poniżające stwierdzenie, tylko zadufany w sobie osobnik może powiedzieć, że zna odpowiedź, przypomnę pewne słowa Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem".Sama odpowiedź, obojętnie jak by nie była, nie wyjaśnia istnienia wszechświata, czy istnienia człowieka, takimi rozważaniami zajmują się ludzie ignoranci, najczęściej zadaniowcy, których celem jest zniewoleniem człowieka, zabierając mu to co jest najcenniejsze, Wiarę, Nadzieję, Miłość, najczęściej są to lewacy, armia Szatana.Każdy człowiek, zastanowił się nad swoim życiem, dojdzie do wniosku, że Bóg istnieje, inni bojąc się poprawności politycznej, powiedzą o Inteligentnym Projekcie.Siądź sobie kolego gdzieś w zaciszu, przemyśl swoje życie, a dojdziesz do tej prawdy."Zaprawdę powiadam Ci, że nie będzie mieć znaczenia, kto stworzył Boga, będziesz szczęśliwy, że Bóg istnieje, reszta to nadto, od Złego pochodzi".
mada
My obracamy się w Świecie material.Bóg nie należy do tego Świata.Posługiwanie się doświadczeniem ze  świata materialnego nie ma sensu w świecie niematerialnym.2. Wolna wola.Czy nie przyjemniej jest jak  pies przyjdzie się przytulić z własnej woli, czy pod przymusem.
mjk1
Skoro zadaje się pytania, to wypada na nie odpowiedzieć.                                                                                       Kto stworzył Boga?  Tego dzisiaj po prostu nie wiemy. I nie widzę w tym żadnego problemu ani dowodu na nieistnienie Boga. Istnieje mnóstwo pytań, na które człowiek do dziś nie zna odpowiedzi. Nie wiemy nawet, jak dokładnie rozstrzygnąć tak banalne z pozoru pytanie, jak to, co było pierwsze: kura czy jajko. Teologia ma swoją odpowiedź dotyczącą Boga jako bytu wiecznego i niestworzonego, ale z punktu widzenia naszego poznania nie możemy powiedzieć, że dysponujemy empirycznym dowodem na to, jak wyglądała ostateczna rzeczywistość przed powstaniem naszego Wszechświata. Nie wiem więc, kto stworzył Boga, ale równie uczciwie można powiedzieć: nie wiemy, dlaczego istnieje cokolwiek zamiast niczego, skąd wzięły się prawa natury i czy pytanie o „przed” początkiem Wszechświata w ogóle ma sens. I właśnie dlatego moje pytanie nie miało być dowodem przeciwko Bogu. Miało pokazać, że jeśli zaczynamy od zdania „wszystko musi mieć swojego stwórcę”, to natychmiast wpadamy w problem pierwszej przyczyny.     Na drugie pytanie odpowiedź jest dla mnie jeszcze prostsza: wystarczyło uważać na pierwszych lekcjach religii. W chrześcijaństwie Bóg nie stworzył zła jako rzeczy, którą następnie umieścił w świecie. Stworzył istoty obdarzone wolną wolą - między innymi aniołów, a człowiekowi również dał wolność wyboru. Zło pojawia się jako konsekwencja buntu i niewłaściwego wykorzystania tej wolności. W chrześcijańskiej tradycji symbolem tego buntu jest Szatan. Można oczywiście zapytać: dlaczego Bóg w ogóle pozwolił na możliwość buntu i zła? I to jest już pytanie naprawdę trudne, ale czym innym jest pytanie, dlaczego Bóg dopuścił możliwość zła, a czym innym twierdzenie, że skoro zło istnieje, to Bóg nie może być wszechmocny i dobry. Jeżeli bowiem człowiek ma być naprawdę wolny, musi istnieć również możliwość dokonania złego wyboru. Bóg, który stworzyłby istoty pozbawione możliwości sprzeciwienia się mu, stworzyłby raczej automaty niż wolne osoby. Dlatego samo istnienie zła nie jest logicznym dowodem na nieistnienie Boga. Jest natomiast jednym z najtrudniejszych problemów, z jakimi mierzy się wiara.     Nie twierdzę, że te dwie odpowiedzi zamykają dyskusję. Wręcz przeciwnie. One dopiero ją zaczynają, ale jeżeli ktoś chce udowodnić nieistnienie Boga, powinien najpierw pokazać błąd w tych odpowiedziach, a nie traktować własnych założeń jako dowodu.
Alina@Warszawa
Odpowiedź jest prosta: Boga nikt nie musiał stwarzać, bo Bóg jest wszystkim co jest.
Kazimierz Koziorowski
@ "warto zatrzymać się na dwóch prostych pytaniach.Pierwsze: Skoro wszystko, co istnieje, ktoś musiał stworzyć - kto stworzył Boga?I drugie: Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry - dlaczego istnieje zło?"Odp na pyt 1.istniec znaczy byc w czasie. ale czas moze byc tylko zludzeniem, o czym coraz bardziej zaczynaja spekulowac naukowcy. bez istnienia czasu pytanie staje sie bezsensowne.„dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” - pytanie, problem metafizyki, sformułowany przez Leibniza pozostaje, i zapewne pozostanie bez zadowalajacej odpowiedzi.stworzyl nas na swoj obraz, na tyle doskonalych, a zarazem niedoskonalych, zebysmy mogli funcjonowac nie formulujac takich pytan    poza tym to jest pytanie teologiczne, czyli kierowane do wierzacych-dowolnych swiatopogladow. odpowiedzi beda wiec "religijne".contragentiles.pl.Odp na pyt 2.bo dal nam wolna wole. chcesz, to wybierz dobro. jezeli jakims cudownie dziwnym trafem potrafisz je odroznic od zla
NASZ_HENRY
Kiedy sztuka, tfu sztuczniak nie błądzi? 😉 ............................................................................................ Tak ewolucję tłumaczy ateista: dakowski.pl
Do wpisu: Nie drugi Kaczyński, lecz pierwszy Nawrocki. Czy właśnie powstaje nowy model polskiej prawicy?
Data Autor
Edeldreda z Ely
@Es Dzięki za link.
Es
Ten komentarz miał być zupełnie inny- i taki napiszę- ale tymczasem wysłuchaj dokładnie: youtube.com
Jabe
Jak już powiedziałem, Konfederacja nie może zbliżyć się do Mateusza Morawieckiego, gdyż wówczas straci wyborców. To nie jest kwestia dąsów.Zresztą taka „Różana Koalicja” i tak może mieć problem z większością.
mjk1
Tym razem potraktuję Cię poważnie Jabe i odpowiem, że to zbyt daleko idący wniosek. Konfederacja rzeczywiście budowała swoją pozycję również na krytyce rządów PiS i Morawieckiego, ale polityka nie jest konkursem na to, kto kogo najmocniej krytykował pięć lat temu. Jeżeli po wyborach 2027 miałaby powstać większość zdolna do rządzenia, to ważniejsze od dawnych sporów będzie to, czy poszczególne środowiska potrafią znaleźć wspólny program w sprawach gospodarki, bezpieczeństwa, energetyki, inwestycji czy deregulacji. I właśnie dlatego piszę o możliwym uzupełnianiu się różnych środowisk, a nie o ich bezwarunkowym łączeniu. Morawiecki ma inne doświadczenie niż politycy Konfederacji, Nawrocki ma jeszcze inną pozycję. Można się między nimi spierać, a jednocześnie współpracować tam, gdzie interes państwa tego wymaga. Zresztą wyborca Konfederacji może równie dobrze stracić zaufanie do niej wtedy, gdy okaże się, że jej jedynym programem jest: „z nikim nie będziemy współpracować, bo kiedyś go krytykowaliśmy”.Polityka zaczyna się właśnie wtedy, gdy kończy się wieczna kampania wyborcza.
Jabe
Konfederacja wyrosła na sprzeciwie wobec rządów Mateusza Morawieckiego. Jeśli będą się z nim jednać, stracą elektorat.
Do wpisu: Kto naprawdę przykrywa afery KO? Czy polska prawica nie stała się własnym największym problemem?
Data Autor
u2
"Nie twierdzę, że PiS czy prawica świadomie „przykrywają” afery KO"Oczywiście afera goni aferę. Afera przykrywa aferę. Ale to stare zamiatanie afer pod dywan. Żadna nowa taktyka :)x.com  
Es
@mjkNawrocki nie jest żadnym problemem.  Wręcz przeciwnie: jest bezpiecznym gwarantem przedłużenia trwania dotychczasowego duopolu. A jego rola jest rosnąca wyłącznie w procesie balansowania amerykanskich i niemieckich wpływów na zarzadzanie Polską. Jest atakowany przez stronę rządową jedynie w tym kontekście.  Nadzieje i emocje kilku srodowisk związane z jego osobą, każą wielu komentatorom przedstawiać go w roli Odnowiciela, podczas gdy wszelkie sygnaly dochodzace bezpośrednio od niego jak i z wystapien przedstawicieli jego obozu , dowodzą, że realizuje moderowana w amerykanskiej ambasadzie pisowską wersję polityki. Chociaż właściwie należałoby powiedzieć : realizuje wytyczne amerykańskiej wersji zarzadzania terytorium zależnym.W tym kontekście wtargniecie na scenę niestabilnej i mniej kontroliwanej konfederacji Bosaka i Menzena jest sporym problemem, natomiast Braun to zakłucająca status quo katastrofa w poprawnym funkcjonowaniu podległego kondominium.
Romuald
Nie mam żadnej specjalistycznej wiedzy z materii polityki, wyciągam takie wnioski z obserwacji na tyle na ile obejmuję to rozumem. Nie wiem także czy można chcieć "nie rządzić" nieświadomie, na pewno można wzbraniać się z wejściem w niekorzystne przedsięwzięcie. Choć także wewnętrznie skłaniał bym się ku Pańskiemu podejściu, że tak wcale być nie musi jak zakładam. To bowiem by świadczyło o braku poczuciu obowiązków wobec kraju i przedkładaniu interesu partii nad dobro kraju. Inna sprawa że nie ma powodu wkładać głowę szubieniczną pętlę skoro wyborcy wolą mieć inne partie u władzy.Utrzymanie elektoratu nie jest wyjściem dającym długoterminowe efekty, bez dopływu nowych wyborców to będzie trwanie. Wygodne i dające profity w postaci nieopodatkowanej diety, dodatków i innych korzyści.Zadane przez Pana pytanie jest znamienne a odpowiedź na nie była by kluczowa dla prawdopodobieństwa oceny, jakie PiS ma zamiary. Dotychczas nie zostało zadane publicznie i obawiam się że gdyby padło, zadający zostałby okrzyknięty defetystą. Można także rozważyć i takie podejście, że wewnętrzne organy partyjne PiS wiedzą że np. i tak uśmiechnięty rząd upadnie i powstanie jakiś mało spójny układ koalicyjny, który targany wewnętrznymi sporami będzie musiał zając się rządzeniem, bo rozliczenia minionego rządu będą mało istotnymi igrzyskami wobec problemów państwa jakie po nich zostaną.
mjk1
Problemem nie są Konfederacje Es-ie. To te same elementy, tego samego układu. Problemem dla nich jest Nawrocki. Na tę chwilę dla "maślarzy" a czy dla "harcerzy" okaże się niedługo. Jedyna nadzieja w środowisku profesora Nowaka i owym tajemniczym, ja na razie, środowisku 700 reformatorów. Czy tym razem się uda, nie wiadomo, ale mam taka nadzieję. Na razie Rudy z Koniem grają w "Berka". Co z tego wyniknie nie wiadomo, ale okrągłostołowa sitwa ma duży problem, że nawet "strateg" się w tym wszystkim pogubił.
Es
"Czy Kaczyński przypadkiem nie pomaga Tuskowi?"" Czy PiS przykrywa afery KO?"Prawda, że te przypadkowe " przypadki" przydarzajace się zawsze w istotnych momentach są zastanawiające ?Piszę o tym od ponad 15 lat. Sytuacja w zatęchłym już duopolu władzy jest - a w zasadzie była- taka, że:  kopiemy sie maksymalnie nie wyzej niz do kolan. Możemy sobie nawet napyskowac przed kamerami , ale później idziemy na wódkę. I ustalamy na czym wspólnie czy osobno nie wchodzac sobie w drogę  robimy interesy . Tylko , ze pojawiła sie komplikacja. Konfederacja. Nie dość ze jedna to jeszcze i druga. I jest problem. 
mjk1
Myślę Panie Romualdzie, że dotknął Pan bardzo ciekawej hipotezy, której sam wcześniej nie formułowałem aż tak wyraźnie.Nie zakładałbym oczywiście, że ktokolwiek w PiS świadomie chce „nie rządzić”, ale warto zadać pytanie, czy część obecnej strategii nie prowadzi właśnie do takiego efektu. Bycie w opozycji jest stosunkowo łatwe: punktować Tuska, wyciągać afery, rozliczać poprzedników i mobilizować własny elektorat. Rządzenie jest znacznie trudniejsze. Trzeba przedstawić plan, znaleźć ludzi, którzy go wykonają, a potem podejmować również decyzje niepopularne i wziąć za nie odpowiedzialność. I tutaj widzę zasadniczą różnicę między tym, co obecnie robi otoczenie Kaczyńskiego, a kierunkiem, który próbuje proponować Morawiecki.Ten pierwszy model wygląda dziś bardziej jak strategia utrzymania własnego elektoratu: obrona dorobku, krytyka Tuska, rozliczenia i mobilizacja przeciwko przeciwnikowi.Drugi zakłada próbę wyjścia poza własną bańkę: rozmowę o gospodarce, rozwoju, inwestycjach, technologii, przedsiębiorczości i o tym, jak państwem rzeczywiście rządzić.Nie twierdzę, że Morawiecki ma automatycznie rację ani że jego program jest gotową receptą na Polskę. Twierdzę tylko, że jest to zupełnie inna odpowiedź na pytanie: „co zrobimy, kiedy już wygramy?”.Być może właśnie tego najbardziej brakuje dziś PiS. Nie kolejnego argumentu przeciwko Tuskowi, ale odpowiedzi na znacznie trudniejsze pytanie:Po co właściwie chcecie ponownie przejąć władzę i co konkretnie zrobicie w pierwszych dwóch latach, kiedy już ją dostaniecie?Jeżeli na to pytanie nie ma przekonującej odpowiedzi, to może Pan mieć rację w jednym bardzo ważnym punkcie: frakcja Kaczyńskiego nie ma zamiaru wygrać i nie przygotowuje się do rządzenia.
mjk1
Chyba właśnie trochę minąłeś się z sensem tego tekstu U2. Nie pisałem, że Romanowski jest „winny” albo że Naddniestrze nie jest tematem. Nie rozstrzygałem też, jak prokuratura powinna prowadzić postępowanie w sprawie Kacprzyka. Chodziło mi o coś innego i znacznie prostszego.Jeżeli w momencie, kiedy KO ma poważny problem z wydawaniem 4,5 mln zł pieniędzy przeznaczonych dla powodzian, cała debata w ciągu kilku godzin przenosi się na Romanowskiego, co dla KO jest to politycznie korzystne - niezależnie od tego, czy ktoś tę zmianę tematu zaplanował. I dokładnie taki sam mechanizm opisywałem przy innych sprawach. Nie twierdzę, że PiS czy prawica świadomie „przykrywają” afery KO. Pytam, czy nie robią tego czasem własnymi rękami, dostarczając kolejnych, bardzo atrakcyjnych medialnie tematów. To jest zasadnicza różnica.Możemy godzinami dyskutować o TVP, Tusku, prokuraturze, sygnalistach czy Naddniestrzu. Tylko wtedy właśnie robimy to, o czym pisałem: zamiast rozmawiać o pierwotnej sprawie, przeskakujemy do kolejnej wojny politycznej. Mój tekst był właśnie pytaniem, dlaczego prawica tak często pozwala, żeby jej własne konflikty i emocje odbierały jej możliwość skutecznego wykorzystania problemów przeciwnika.Jeżeli uważasz, że ten mechanizm nie istnieje, to właśnie to jest temat do dyskusji. Natomiast argumenty o tym, kto powinien być przesłuchany pierwszy, są już zupełnie inną rozmową.
Romuald
Nie zakładał bym, że PiS czy wręcz sam Prezes Kaczyński jest z kimkolwiek w zmowie, albo że jest nieudolny i zatracił instynkt polityczny, możliwym jest natomiast, że podejmowane są doraźne decyzje niemożliwe do skoordynowania z pojawiającymi się nowymi okazjami do punktowania rządzących.Natomiast jako partia i jako posłowie mogą nie mieć pomysłu na siebie oraz na dotarcie do ludzi. Skoro Ci nie chcą ich rządów bo wolą żyć w gorszych warunkach finansowych/gospodarczych, ale ze świadomością, że rządzą nimi (i nami) oświeceni i predestynowani do rządzenia, co samo w sobie umacnia ich wiarę w wybraną władzę.Zwyczajnie mogą jako partia, wcale nie chcieć rządzić, bo nawet gdyby mieli samodzielną a nawet konstytucyjną większość to posprzątanie po uśmiechniętej władzy zapewne będzie się wiązało z niekorzystnymi decyzjami w skutek czego po kadencji i tak pewnie zaszły by zmiany w wyniku których zostali by znów odsunięci od władzy.
u2
"4,5 miliona złotych i… nagle Romanowski"Wiadomo, czymś skandale trzeba przykryć. Naddniestrze pasuje idealnie.Dzisiaj nawet obejrzałem kawałek TVP w fałszywej likwidacji i oczywiście wałkowali tam to Naddniestrze :)"Przypadek Kacprzyka"Dzisiaj obejrzałem również kawałek gadających głów na Polsacie News Polityka. Jakaś ruda od Rudego nadawała o procedurach, że podejrzanego przesłuchuje się na końcu, co jest oczywistą brednią, bo najpierw trzeba zabezpieczyć dowody i postawić pierwsze zarzuty podejrzanemu, aby się nie wymknął. Oczywiście mafia Tuska robi wszystko, aby dowody zniszczyć, świadków zastraszyć, a oskarżyć i skazać sygnalistę :)