Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wojna o wszystko, rozmowa o niczym. Dlaczego szkoda, że usunięto ten wpis?
Data Autor
sake2020
@Mirek Skalski....Już to,że nazywa pan prezydenta Polski patologicznym rusofobem a nie jako męża stanu dyskwalifikuje pana jako poważnego komentatora.To właśnie on dba o polskie interesy.
Mirek Skalski
"Normalizacja stosunków z Rosją i Białorusią i tak nastąpi." - Oczywiście, nie ma innej alternatywy. Ciekawe tylko dlaczego nie zrobił tego ani rząd PiS ani KO?"Tylko co z oskarżeniami prawicy i prezydenta Nawrockiego o prorosyjskość, czy nazywanie ich ludźmi Kremla?" - To bzdury, tym bardziej, że Pan Nawrocki to patologiczny rusofob. To go dyskwalifikuje jako męża stanu."to kto będzie ,,ruska onucą'' - Nie interesuje mnie to. Takich argumentów używają idioci. Polski polityk powinien dbać o polskie interesy a nie niemieckie jak Tusk czy amerykańsko-żydowskie jak Kaczyński.
Mirek Skalski
"jak konkretnie miałoby to wyglądać i jakie byłyby tego koszty dla Polski?" - Koszty? Tylko zyski. Z bezwarunkowego popierania banderowskiej Ukrainy mamy same szkody. Normalizacja stosunków z Rosją, co już zaczęły robić co cwańsze, europejskie kraje, może przynieść same zyski. Trzeba być wyjątkowym matołem geopolitycznym, żeby tego nie wiedzieć. Sami oczywiście nie damy rady, wyjazd do Moskwy mógłby zostać odebrany jako "hołd lenny". Tutaj należałoby skorzystać z dobrych usług Chin. To Chinom zależy na Jedwabnym Szlaku biegnącym przez Kazachstan, Rosję, Białoruś i własnie Polskę. To potężny lewar bo Rosja jest ostatnio dość zależna od Chin, to trzeba wykorzystać. Nie dość, że zaczęlibyśmy zarabiać konkretne pieniądze to wróciłaby rosyjska ropa, gaz i surowce (Niemcy już przebierają nóżkami). NS jest zniszczony ale Drużba i Jamał są cały czas operatywne."Rosja od kilkunastu lat konsekwentnie buduje swoją politykę w opozycji do NATO i państw Europy Środkowej." - Jest dokładnie na odwrót, to NATO i Europa wypięła się na uzasadnione i rozsądne postulaty Rosji."twierdzenie, że „Rosja nie jest naszym wrogiem”, wymaga jednak znacznie mocniejszego uzasadnienia niż jedno zdanie w komentarzu." - A co tu jest do uzasadniania? Mądrzy wiedzą a głupiemu nie wytłumaczysz. Starczy wyłączyć telewizor i włączyć myślenie. Jeszcze niedawno w Polsce obowiązywał np. pogląd, że naszym gwarantem są USA. Ja wiedziałem, że tak nie jest a agresja USA/Izraela na Iran i zwycięstwo Iranu pokazały, że miałem rację. Nie tylko ja zresztą, inne "ruskie onuce" też to mówiły i pisały."albo „wszystko przeciw Ukrainie”." - Nie twierdzę, że wszystko przeciw, to byłoby nieracjonalne. Ukraina musi znać swoje miejsce w szeregu. My możemy wyświadczyć ogromną przysługę Ukrainie - blokując wszelką pomoc i tranzyt broni przyspieszylibyśmy koniec tego konfliktu i uratowalibyśmy życie dziesiątek tysięcy ukraińskich żołnierzy. Ukraina już tę wojnę przegrała i przeciąganie konfliktu nic nie daje."czego Polska potrzebuje za 10, 20 czy 30 lat. I mam wrażenie, że właśnie tej rozmowy najbardziej brakuje." - Napisałem wyżej.
mjk1
Właśnie dlatego od dawna uważam, że warto oddzielać ocenę konkretnych działań od plemiennego etykietowania ludzi Droga Sake.Jeżeli ktoś jest „ruską onucą” wyłącznie dlatego, że opowiada się za rozmowami z Rosją, to rzeczywiście pojawia się problem, bo wtedy wystarczy zmiana sytuacji międzynarodowej i nagle to samo działanie, które wczoraj było zdradą, jutro staje się realizmem politycznym. Tyle że to działa w obie strony. Nie wystarczy też ogłosić, że każdy zwolennik twardej polityki wobec Rosji jest rusofobem, a każdy zwolennik dialogu - patriotą. Dlatego zamiast zastanawiać się, kto za kilka lat będzie „onucą”, a kto „mężem stanu”, wolałbym usłyszeć odpowiedź na prostsze pytanie: jaki konkretnie model relacji z Rosją, Ukrainą i Niemcami miałby służyć polskim interesom?Mam wrażenie, że w polskiej debacie znacznie więcej czasu poświęcamy wymyślaniu etykiet przeciwnikom niż definiowaniu własnej strategii państwowej. A bez tej strategii każda kolejna zmiana kursu będzie wyglądała jak obracanie politycznej wajchy, niezależnie od tego, kto akurat rządzi.
sake2020
@Mirek Skalski...Normalizacja stosunków z Rosją i Białorusią i tak nastąpi.Wystarczy,że Merz wyśle sms-a z rozkazem  do Tuska.Nie jest bowiem tajemnicą że Niemcy planują naprawę NS i powrót do gazu rosyjskiego,apelują o odwołanie sankcji,a do Petersburga ciągną sznurem biznesmeni i przedsiębiorcy w sprawie wspólnych interesów. Tusk jako ,,nasz człowiek w Warszawie'' dostanie od Niemców misję ponownego nawiązania przyjacielskich stosunków  znowu będzie molo i zółwiki i wspólny papierosik Sikorskiego z Ławrowem.Tylko co z oskarżeniami prawicy i prezydenta Nawrockiego o prorosyjskość, czy nazywanie ich ludźmi Kremla?Oczywiście natychmiast okrzyknie się prawicę największym wrogiem Rosji. Jak ta wajcha się obróci i oczywiście zmiana zdania Tuska to kto będzie ,,ruska onucą''?Chichot historii czy realia polityki?
mjk1
Właśnie o tym pisałem Panie Mirku. Samo rzucenie kilku haseł nie jest jeszcze strategią. Napisać „wziąć za mordę Ukrainę” albo „jak najszybciej znormalizować stosunki z Rosją” jest bardzo łatwo. Trudniej odpowiedzieć na pytanie: jak konkretnie miałoby to wyglądać i jakie byłyby tego koszty dla Polski? Rosja od kilkunastu lat konsekwentnie buduje swoją politykę w opozycji do NATO i państw Europy Środkowej. Można krytykować obecną politykę wobec Ukrainy, można dyskutować o skali pomocy, ale twierdzenie, że „Rosja nie jest naszym wrogiem”, wymaga jednak znacznie mocniejszego uzasadnienia niż jedno zdanie w komentarzu. Podobnie z Ukrainą. Między bezwarunkowym wspieraniem wszystkiego a traktowaniem Ukrainy jako głównego wroga Polski istnieje jeszcze sporo miejsca na politykę opartą na własnym interesie państwa.Dla mnie problem polega właśnie na tym, że w polskiej debacie coraz częściej słyszę dwa skrajne komunikaty: albo „wszystko dla Ukrainy”, albo „wszystko przeciw Ukrainie”. Tymczasem interes Polski nie powinien zaczynać się od emocji wobec innych państw, tylko od odpowiedzi na pytanie, czego Polska potrzebuje za 10, 20 czy 30 lat. I mam wrażenie, że właśnie tej rozmowy najbardziej brakuje.
Mirek Skalski
"interesuje mnie pytanie: jaka polityka wobec Ukrainy, Rosji i Europy jest długofalowo korzystna dla Polski?" - Odpowiedź jest bardzo prosta  - należy wziąć za mordę Ukrainę (zero UE, zero tranzytu broni przez terytorium Polski, zero "prezentów", weryfikacja "uchodźców" i zero socjalu. Z Rosją należy jak najszybciej znormalizować stosunki (trzeba zacząć od Białorusi), Rosja nie jest naszym wrogiem w odróżnieniu od Ukrainy i Niemiec. Z UE należy przyjąć jak najbardziej asertywną politykę. Wypowiedzieć szkodliwą umowę SAFE, odstąpić od żyrowania pożyczek dla Ukrainy. To tak w dwóch zdaniach.
mjk1
JzL Sake. MSkalski.I znowu wszyscy troje potwierdzacie problem, o którym pisałem. Najpierw słyszę, że scena polityczna dzieli się wyłącznie na patriotów i zaprzańców. Potem okazuje się, że ci sami ludzie, którzy kilka lat temu byli oskarżani o bezkrytyczny ukrainofilizm, dziś są oskarżani o antyukraińskość. A jutro zapewne usłyszą odwrotne zarzuty. Może więc problem nie polega na tym, kto jest patriotą, a kto zaprzańcem, tylko na tym, że polityka została sprowadzona do etykiet. Przecież można było od początku uważać, że Rosja jest zagrożeniem dla Polski, a jednocześnie dostrzegać problem banderyzmu na Ukrainie. Można było wspierać Ukrainę przeciw rosyjskiej agresji, nie zgadzając się na bezkrytyczne przemilczanie trudnych tematów historycznych. Te stanowiska nie wykluczają się wzajemnie.Jednak gdy politykę zamienia się w plemienną wojnę, wszystko staje się czarno-białe. Wtedy nie ma miejsca na niuanse. Albo ktoś jest „onucą”, albo „banderowcem”, albo „patriotą”, albo „zaprzańcem”. Tylko że państwa nie prowadzi się za pomocą etykiet. Państwo prowadzi się poprzez analizę własnych interesów. A interes Polski nie zmienia się co kilka miesięcy dlatego, że zmienił się przekaz dnia w mediach albo nastroje w Internecie. I właśnie dlatego bardziej od tego, kto dziś kogo nazwie patriotą lub zaprzańcem, interesuje mnie pytanie: jaka polityka wobec Ukrainy, Rosji i Europy jest długofalowo korzystna dla Polski?
Mirek Skalski
"A co takiego robą ci których pan określa zaprzańcami,że aż powoduje to mdłości?" - Przez kilka lat kazali nam kochać Ukraińców i oddawać ostatnią koszulę. Rozbroili polską armię. Jak ktoś wspominał o szalejącym na Ukrainie banderyzmie (naziźmie) to był wyśmiewany i stygmatyzowany jako "ruska onuca". Teraz sami są "ruskimi onucami". Krzyczeli na Majdanie banderowskie okrzyki, miziali się ze zbrodniarzem wojennym Zełenskim. W Internecie nic nie ginie... Ci "Polacy" sami się upodlili i zasługują na najwyższą pogardę. To dotyczy nie tylko polityków ale także publicystów, blogerów i komentatorów. Teraz ktoś im przestawił wajchę i tańczą do innej melodii.
sake2020
@Mirek Skalski...A co takiego robą ci których pan określa zaprzańcami,że aż powoduje to mdłości?
Mirek Skalski
"scena polityczna nie dzieli się na prawicę i lewicę, lecz na patriotów i zaprzańców." - Zgadzam się całkowicie. Zaprzańcy stali się nagle żarliwymi "antybanderowcami". To co teraz robią i mówią przyprawia o mdłości i odruch wymiotny. Panu Braunowi znowu urośnie.
JzL
Aktualnie scena polityczna nie dzieli się na prawicę i lewicę, lecz na patriotów i zaprzańców.
mjk1
W gruncie rzeczy zgadzamy się bardziej, niż może Ci się wydawać Spike. Oczywiście każda organizacja potrzebuje przywództwa. Tak było zawsze i zapewne zawsze będzie. Nie istnieje partia, państwo czy nawet niewielka grupa ludzi całkowicie pozbawiona liderów. Różnica polega jednak na czym innym. Nie chodzi o samo istnienie przywódcy, lecz o to, czy organizacja potrafi funkcjonować także po jego odejściu. Właśnie dlatego przywołałem przykład Wielkiej Brytanii czy USA. Tam liderzy się zmieniają, czasem bardzo często, a partie nadal istnieją, zachowują swoją tożsamość i zdolność do działania. Natomiast w Polsce wiele ugrupowań sprawia wrażenie zbudowanych wokół jednej osoby. Co jednak najciekawsze, sam potwierdzasz ten problem. Skoro odejście Tuska mogłoby doprowadzić do rozpadu PO, a odejście Kaczyńskiego zagrozić PiS, to właśnie pokazuje słabość instytucjonalną tych partii. Silna organizacja nie powinna zależeć od biologii jednego człowieka.Mam też wątpliwości co do ostatniego zdania. Jeżeli uważasz, że odejście Tuska byłoby korzystne dla Polski, a jednocześnie odsunięcie Mentzena byłoby korzystne dla Konfederacji, to warto zapytać: czy problemem są partie wodzowskie jako takie, czy po prostu konkretni wodzowie, których lubimy lub nie, bo to już są dwie różne dyskusje.
mjk1
Droga Alino, zauważyłem pewną prawidłowość. Gdy ktoś nie zgadza się z Twoimi wnioskami, wtedy pojawiają się „pustosłowie”, „grafomania”, „brak konkretów” albo „nie rozumiesz podstawowych rzeczy”. Problem w tym, że nadal nie jest to odpowiedź na argumenty.Napisałem konkretnie, dlaczego nie zgadzam się z Twoją wizją monarchii, podałem przykłady współczesnych monarchii parlamentarnych i zwróciłem uwagę, że sama forma ustroju nie rozwiązuje problemów jakości elit politycznych. Na żaden z tych argumentów nie odpowiedziałaś merytorycznie. Na ani jeden. Zamiast tego otrzymałem kolejną serię ocen mojej osoby. Jeżeli więc ktoś tutaj upraszcza problem, to raczej osoba, która na pytanie „jak miałaby wyglądać ta monarchia?” odpowiada „po prostu polska”. To nie jest konkret. To jest hasło a polityka oparta wyłącznie na hasłach jest właśnie tym, co od lat krytykuję - niezależnie od tego, czy hasło brzmi „silna demokracja”, „silna prawica”, czy „po prostu polska monarchia”.
mjk1
Widzę tu częściową zgodę i częściowy spór Panie Mirosławie.Zgadzam się, że obecna klasa polityczna bardzo często reaguje na bieżące wydarzenia zamiast prowadzić własną, konsekwentną strategię państwową. Widać też, że polska polityka bywa nadmiernie uzależniona od zmian nastrojów w Waszyngtonie, Brukseli czy Berlinie.Nie zgadzam się jednak z tezą, że wystarczyłoby zastąpić obecne elity, aby naturalnym kierunkiem stało się zbliżenie z Rosją. Polska i Rosja mają dziś nie tylko sprzeczne interesy strategiczne, ale również zupełnie odmienne spojrzenie na bezpieczeństwo Europy. Trudno budować trwałe partnerstwo wyłącznie na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”.Mam też wątpliwości, czy potencjalny konflikt z Niemcami i Ukrainą jest dziś bardziej realny niż konflikt interesów z Rosją. Każde państwo prowadzi własną politykę i każde realizuje własne interesy. Problemem nie jest samo istnienie sojuszy, tylko brak polskiej strategii określającej, czego Polska chce od tych sojuszy i gdzie przebiegają nasze granice ustępstw.W gruncie rzeczy wracamy do tego samego problemu, o którym pisałem wcześniej. Zamiast dyskutować o tym, jak rozwijać gospodarkę, energetykę, przemysł, demografię czy bezpieczeństwo państwa w perspektywie 20–30 lat, bardzo często sprowadzamy politykę do wyboru „czyj wpływ jest mniej zły” a to trochę za mało jak na kraj liczący prawie 40 milionów ludzi. Państwo nie powinno funkcjonować wyłącznie jako przedmiot cudzych strategii. Powinno mieć własną.
spike
" istnieją stabilne partie ale ciągle jest walka o przywództwo" - - - - Szanowny, to zdanie właśnie jest potwierdzeniem tego co napisałem, przywództwo jest wpisane w każdą grupę, czy stado. Nic nie pisałem o wieczności wodzowskiej, od ludzkości po zwierzęta stadne, wódz ulega wymianie, Kaczyńskiego czy Tuska itp. też wybierają, pomijam zasadność. Powiem tak, całkiem możliwe, a wręcz pewne, że odejście Tuska czy Kaczyńskiego, może skutkować rozpadem tych tych partii, jedno mogę powiedzieć, że rozpad PO, byłby z korzyścią dla Polski, podobnie jak odsunięcie Mentzena z Konfy.
mjk1
Myślę, że jest w tym sporo racji Jabe, ale jednocześnie trochę za łatwo zwalniasz polityków z odpowiedzialności. Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że część polskiej klasy politycznej bardziej reaguje na sygnały płynące z Waszyngtonu, Berlina czy Brukseli niż tworzy własną długofalową strategię. Problem w tym, że nie dotyczy to wyłącznie jednej partii. Nie zgodziłbym się też z tym, że wszystko sprowadza się wyłącznie do wykonywania cudzych poleceń. Często mamy do czynienia raczej z czymś innym: politycy dostosowują swoje stanowiska do oczekiwań własnego elektoratu i bieżącej sytuacji międzynarodowej. To nie zawsze jest godne pochwały, ale też nie zawsze oznacza pełną zależność.Natomiast zgadzam się z drugim akapitem. Być może największym problemem nie jest sama klasa polityczna, ale to, że wyborcy coraz częściej oczekują od swoich partii przede wszystkim lojalności plemiennej. W efekcie polityk, który zmieni zdanie po analizie faktów, bywa uznawany za zdrajcę, a polityk, który nigdy nie zmienia zdania mimo nowych okoliczności, uchodzi za człowieka zasad. I chyba właśnie dlatego tak trudno rozmawiać o konkretnych problemach państwa. O energetyce, demografii, zadłużeniu, inwestycjach czy konkurencyjności gospodarki. Znacznie łatwiej jest dyskutować o tym, kto komu bardziej służy: Berlinowi, Moskwie, Brukseli czy Waszyngtonowi.A przecież najważniejsze pytanie powinno brzmieć nie „komu kibicujemy”, tylko „jakie rozwiązania są korzystne dla Polski”.
Alina@Warszawa
@mjk1  A jakieś konkrety potrafisz napisać, oprócz tego, że w 2 linijkach "upraszczam problem"? Na to pytanie NIE OCZEKUJĘ odpowiedzi, bo widzę, że Ty w kilkudziesięciu linijkach nie napisałeś niczego konkretnego, tylko jak zwykle pustosłowie. 
mjk1
Obydwoje, zarówno Alina jak i MSkalski  dotykacie ważnego problemu, ale jednocześnie upraszczacie go do zbyt prostego i niestety bardzo jednostronnego obrazu. Rzeczywiście transformacja po 1989 roku miała swoją cenę. Część zakładów została zlikwidowana, część sprzedana za ułamek wartości, wiele decyzji prywatyzacyjnych do dziś budzi uzasadnione kontrowersje. Trudno też zaprzeczyć, że niektóre środowiska polityczne i biznesowe skorzystały na tych zmianach bardziej niż zwykli obywatele. Nie uwzględniacie w ogóle sytuacji geopolitycznej w tym czasie. Nie chcę tutaj rozwijać tematu, ale np. Serbia nie chciała sprywatyzować swojego przemysłu i nagle Jugosławia się rozpadła i wszyscy zaczęli się tłuc miedzy sobą. Tak sami od siebie się tłukli bez zewnętrznej przyczyny.Równie trudno zgodzić się z tezą, że Polska miała w 1989 roku silny, nowoczesny przemysł, a dziś nie ma żadnego. Wystarczy spojrzeć na eksport, produkcję przemysłową, sektor motoryzacyjny, meblarski, AGD, logistykę czy nowoczesne usługi. Polska nadal produkuje bardzo dużo, tylko często są to inne branże niż 40 lat temu.Podobnie z zadłużeniem. Dług publiczny jest realnym problemem i powinien być przedmiotem poważnej debaty, ale sam fakt istnienia długu nie oznacza automatycznie upadku państwa. Pytanie brzmi, na co są wydawane pożyczone pieniądze. Jeśli na inwestycje zwiększające przyszły potencjał gospodarki, to jest to zupełnie inna sytuacja niż finansowanie bieżącej konsumpcji.Mam natomiast wrażenie, że od lat tkwimy między dwiema skrajnościami. Jedni opowiadają historię o wielkim sukcesie transformacji bez żadnych kosztów. Drudzy o całkowitej katastrofie i ruinie kraju. Tymczasem prawda jest bardziej skomplikowana: Polska odniosła ogromny sukces cywilizacyjny, ale jednocześnie popełniła wiele błędów, za które płacimy do dziś. I właśnie o takich sprawach warto dyskutować. O strukturze gospodarki, inwestycjach, długu, energetyce, innowacyjności czy demografii. Znacznie bardziej niż o tym, czy całe ostatnie 35 lat było wyłącznie pasmem sukcesów albo wyłącznie pasmem zdrad i spisków.
Alina@Warszawa
Dokładnie tak! I główną postacią tego wielkiego przekrętu jest L. Balcerowicz i całe otoczenie rządowe i UB-eckie, które go do tej fuchy zatrudniło. PPP - program powszechnej prywatyzacji to przekręt tysiąclecia. 
Mirek Skalski
"faktem jest, że Polska przez te dekady stała się krajem bogatszym, bezpieczniejszym i bardziej rozwiniętym infrastrukturalnie niż była wcześniej." - Nie zgadzam się. Polska w 89' miała własny przemysł, ziemię a teraz ma 2,5 biliona długu i zero przemysłu.
Mirek Skalski
"Polska i Rosja mają dziś nie tylko sprzeczne interesy strategiczne" - Na czym polegają te sprzeczności?"ale także ogromny bagaż historyczny oraz całkowicie odmienne postrzeganie bezpieczeństwa w Europie." - Z Ukrainą mamy także ogromny bagaż historyczny (plus pretensje terytorialne z ich strony) a nasi politycy deklarują się i występują jako "słudzy Ukrainy". Co do bezpieczeństwa w Europie to zmiany są konieczne, USA nie są wiarygodnym sojusznikiem a potencjalnie czeka nas konflikt z Niemcami i Ukrainą."Trudno mi sobie wyobrazić, by w przewidywalnej przyszłości mogło powstać trwałe partnerstwo polityczne między Warszawą a Moskwą." - Zgadzam się, bez pozbycia się kompradorskich elit z polskiej polityki trudno to sobie wyobrazić. Miejmy nadzieję, że przyszłe wybory coś zmienią."Problemem jest brak własnej, konsekwentnej strategii rozwoju państwa." - To wiąże się m.in z redefinicją sojuszy. " czy polska klasa polityczna potrafi w ogóle zbudować długofalowy plan rozwoju kraju wykraczający poza jedną kadencję?" - Ta klasa nie potrafi.
Jabe
Obecna „klasa polityczna” nie myśli. Drze koty i wykonuje obce wytyczne.Na przykład, Trump obraził się na Ukrainę, to PiS zrobił woltę (choć ociągając się). Trzeba będzie, to i Putina pokocha. Niemcy są przeciw Moskwie, to i Tusk jest. Tyle.Kłopotem jest jej elektorat, który niczego innego nie oczekuje.
mjk1
Bardzo ciekawy dialog i mam wrażenie, że zarówno MSkalski jak i Spike mają częściowo rację, ale każdy upraszcza problem w inną stronę.Z jednej strony rzeczywiście trudno znaleźć organizację całkowicie pozbawioną przywództwa. Ludzie od tysięcy lat tworzą struktury, w których ktoś podejmuje ostateczne decyzje. W tym sensie całkowicie „bezwodzowska” polityka jest raczej teorią niż praktyką. Z drugiej strony istnieje ogromna różnica między partią mającą lidera a partią zbudowaną wokół niekwestionowanego wodza. W Wielkiej Brytanii czy USA liderzy się zmieniają, bywają kwestionowani, przegrywają wewnętrzne rywalizacje i odchodzą. Partia trwa dalej. W Polsce często odnoszę wrażenie, że część ugrupowań jest tak silnie związana z jednym nazwiskiem, że trudno sobie wyobrazić ich funkcjonowanie bez obecnego lidera.Nie zgodziłbym się również z tezą, że „toniemy od 37 lat”. Można bardzo krytycznie oceniać kolejne rządy, ale faktem jest, że Polska przez te dekady stała się krajem bogatszym, bezpieczniejszym i bardziej rozwiniętym infrastrukturalnie niż była wcześniej. Problem polega raczej na tym, że rozwój mógł być większy, a wiele szans zostało zmarnowanych przez partyjne wojny, krótkowzroczność i brak długofalowego myślenia. I właśnie dlatego od początku próbuję zwracać uwagę na coś innego. Nie na to, które plemię jest lepsze, ale dlaczego tak mało rozmawiamy o państwie, gospodarce, demografii, edukacji czy inwestycjach. Ostatecznie żadna partia nie będzie rządziła wiecznie, ale problemy Polski zostaną z nami niezależnie od tego, kto akurat wygra najbliższe wybory.
mjk1
Jestem naprawdę pod wrażeniem Jabe, bo tym razem Twój wpis jest ciekawszy niż większość internetowych sporów. Przynajmniej próbuje patrzeć na politykę przez pryzmat interesów państw, a nie wyłącznie sympatii i antypatii partyjnych.Mam jednak wątpliwości wobec tezy o realnym bloku polsko-rosyjskim. Polska i Rosja mają dziś nie tylko sprzeczne interesy strategiczne, ale także ogromny bagaż historyczny oraz całkowicie odmienne postrzeganie bezpieczeństwa w Europie. Trudno mi sobie wyobrazić, by w przewidywalnej przyszłości mogło powstać trwałe partnerstwo polityczne między Warszawą a Moskwą. Zgadzam się natomiast z czymś innym: rzeczywiście od lat obserwujemy w Polsce spór dwóch obozów, które często więcej energii poświęcają wzajemnej walce niż dyskusji o długofalowej strategii państwa. I właśnie dlatego tak łatwo schodzimy na poziom emocji, symboli i historycznych sporów, a tak rzadko rozmawiamy o gospodarce, demografii, energetyce, innowacjach czy miejscu Polski w zmieniającym się świecie.Moim zdaniem podstawowym problemem nie jest dziś wybór między Berlinem, Waszyngtonem czy Moskwą. Problemem jest brak własnej, konsekwentnej strategii rozwoju państwa. Silna gospodarka, nowoczesna infrastruktura, bezpieczeństwo energetyczne i sprawne instytucje zwiększają podmiotowość bardziej niż najbardziej efektowne deklaracje geopolityczne. Dlatego zanim zaczniemy rozważać egzotyczne scenariusze nowych bloków i sojuszy, warto odpowiedzieć sobie na prostsze pytanie: czy polska klasa polityczna potrafi w ogóle zbudować długofalowy plan rozwoju kraju wykraczający poza jedną kadencję?