Od czasu do czasu pojawia się na "Naszych Blogach" tekst dotyczący jednego z największych pytań, jakie człowiek może sobie postawić: czy Bóg istnieje? Rozważamy argumenty filozoficzne, przywołujemy uczonych, wielkich myślicieli, całe systemy filozoficzne. Toczymy długie i nieraz bardzo uczone dyskusje o początku Wszechświata, naturze materii, sensie istnienia i granicach ludzkiego poznania. I bardzo dobrze. Są to przecież pytania naprawdę wielkie, ale czasami mam wrażenie, że w tych wielkich rozważaniach gubimy pytania zupełnie proste. Dzisiaj, pod tekstem dotyczącym dowodu istnienia lub nieistnienia Boga, Alina napisała między innymi: „Wszystko, co nas otacza, każda cząsteczka materii nieorganicznej, organicznej i każda żywa komórka i istota, wszystkie rodzaje energii, promieniowania, cud życia tylu organizmów, cała Ziemia i cały nieskończony KOSMOS. Ktoś to musiał STWORZYĆ!” Zacytowałem jej słowa i pozwoliłem sobie zadać jedno, wydawałoby się banalnie proste pytanie:
Skoro nic nie powstaje samo i wszystko, dokładnie wszystko, ktoś musiał stworzyć, to kto stworzył Boga?
I tu zrobiło się jakoś dziwnie cicho. Nikt właściwie nie odpowiedział. Jedynie Grzegorz podjął próbę, ale zamiast odpowiedzieć na samo pytanie, zaczął krążyć wokół niego, zmieniając nieco jego sens a przecież moje pytanie nie było ani prowokacją, ani dowodem na nieistnienie Boga. Wręcz przeciwnie - zaznaczyłem to wyraźnie. Brak odpowiedzi na pytanie „kto stworzył Boga?” nie jest żadnym dowodem na to, że Boga nie ma.
To tylko pytanie.
I właśnie dlatego jest ono ciekawe, bo jeśli przyjmujemy zasadę: „wszystko, co istnieje, ktoś musiał stworzyć”, to pytanie o Stwórcę wydaje się naturalne. Jeśli natomiast odpowiadamy, że Boga nikt nie stworzył, bo Bóg jest bytem wiecznym, niezależnym i niepotrzebującym przyczyny swojego istnienia, to pojawia się następne pytanie:
Dlaczego tę zasadę wolno zastosować do całego Wszechświata, ale nie do Boga?
Czy nie dochodzimy wtedy do miejsca, w którym musimy powiedzieć, że istnieje coś, co nie zostało stworzone? Jeżeli tak, to być może właśnie tutaj znajduje się sedno całego problemu, bo jeśli dopuszczamy możliwość istnienia czegoś, co nie ma stwórcy, pozostaje pytanie: dlaczego tym czymś nie może być sam Wszechświat? Jeśli odpowiadamy, że Wszechświat musi mieć przyczynę, bo nie może istnieć „sam z siebie”, wtedy znów trzeba zapytać o tę pierwszą przyczynę. I tak dochodzimy do jednego z najstarszych problemów filozofii: czy wszystko musi mieć przyczynę, czy też musi istnieć coś, co jest przyczyną samo dla siebie albo nie wymaga żadnej przyczyny? I nagle okazuje się, że moje proste pytanie wcale nie jest takie proste.
Jednak podobne pytania zadawano od tysięcy lat. Pamiętam jeszcze z czasów PRL pewną dyskusję, w której znany profesor i autorytet naukowy próbował postawić problem istnienia Boga w sposób, który miał prowadzić do wniosku, że Bóg nie może istnieć. Rozumowanie było mniej więcej takie: Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry, a jednocześnie istnieje zło, to mamy problem. Jeżeli Bóg chce zlikwidować zło, ale nie może, to nie jest wszechmocny. Jeżeli może zlikwidować zło, ale nie chce, to nie jest dobry. Jeżeli nie może i nie chce, to nie jest ani wszechmocny, ani dobry. Ale jeżeli może i chce, to znaczy, że jest i wszechmocny i dobry, tylko dlaczego zło nadal istnieje?
Czyż nie jest to logiczne?
Na pierwszy rzut oka - bardzo.Tylko że już wtedy pomyślałem sobie: chwileczkę. Czy rzeczywiście wiemy, że Bóg chce zlikwidować zło dokładnie w taki sposób i w takim momencie, w jakim my tego oczekujemy? I tutaj właśnie, moim zdaniem, tkwił błąd tego rozumowania, bo człowiek może mieć swoje wyobrażenie o tym, czym powinno być dobro, jak powinien działać Bóg i kiedy powinien ingerować w świat. Z tego jednak jeszcze nie wynika, że takie właśnie są boskie zamiary. Wystarczyło uważnie słuchać na pierwszych lekcjach religii: Bóg nie jest człowiekiem, a ludzkie poznanie nie jest poznaniem absolutnym.
Nie twierdzę tym samym, że to rozwiązuje problem istnienia Boga. Nie rozwiązuje. Tak samo jak moje pytanie „kto stworzył Boga?” nie dowodzi, że Boga nie ma. I chyba właśnie o to w tych wszystkich dyskusjach chodzi. Nie o to, żeby za wszelką cenę udowodnić swoją rację, tylko o to, żeby zobaczyć, gdzie kończą się nasze pewniki, a zaczynają pytania. Możemy pisać wielkie rozprawy o Bogu. Możemy przywoływać filozofów, fizyków, kosmologów i teologów. Możemy dyskutować o Wielkim Wybuchu, pierwszej przyczynie, stworzeniu, wieczności, naturze dobra i źródłach zła, ale czasami warto zatrzymać się na dwóch prostych pytaniach.
Pierwsze:
Skoro wszystko, co istnieje, ktoś musiał stworzyć - kto stworzył Boga?
I drugie:
Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry - dlaczego istnieje zło?
Nie twierdzę, że potrafię udzielić na te pytania ostatecznej odpowiedzi, ale jestem bardzo ciekaw, czy ktoś z Państwa potrafi. Nie chodzi mi o żart, unik ani zmianę tematu. Nie chodzi też o udowodnienie, że Boga nie ma. Chodzi o odpowiedź, bo być może właśnie wtedy, gdy spróbujemy odpowiedzieć na te dwa proste pytania, okaże się, że dotknęliśmy jednych z najtrudniejszych problemów, przed jakimi kiedykolwiek stanął ludzki rozum.
A może ktoś spojrzy na nie jeszcze inaczej i pokaże, że już samo ich postawienie zawiera błąd. Tym bardziej jestem ciekaw odpowiedzi, bo w filozofii czasami najciekawsze nie jest to, kto ma rację.
Najciekawsze jest to, czy potrafimy uczciwie powiedzieć: „tego jeszcze nie wiem” - i mimo to dalej szukać.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 146
............................................................................................
Tak ewolucję tłumaczy ateista:
dakowski.pl
@ "warto zatrzymać się na dwóch prostych pytaniach.
Pierwsze: Skoro wszystko, co istnieje, ktoś musiał stworzyć - kto stworzył Boga?
I drugie: Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry - dlaczego istnieje zło?"
Odp na pyt 1.
istniec znaczy byc w czasie. ale czas moze byc tylko zludzeniem, o czym coraz bardziej zaczynaja spekulowac naukowcy. bez istnienia czasu pytanie staje sie bezsensowne.
„dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” - pytanie, problem metafizyki, sformułowany przez Leibniza pozostaje, i zapewne pozostanie bez zadowalajacej odpowiedzi.
stworzyl nas na swoj obraz, na tyle doskonalych, a zarazem niedoskonalych, zebysmy mogli funcjonowac nie formulujac takich pytan
poza tym to jest pytanie teologiczne, czyli kierowane do wierzacych-dowolnych swiatopogladow. odpowiedzi beda wiec "religijne".
contragentiles.pl.
Odp na pyt 2.
bo dal nam wolna wole. chcesz, to wybierz dobro. jezeli jakims cudownie dziwnym trafem potrafisz je odroznic od zla
Odpowiedź jest prosta: Boga nikt nie musiał stwarzać, bo Bóg jest wszystkim co jest.
Skoro zadaje się pytania, to wypada na nie odpowiedzieć. Kto stworzył Boga? Tego dzisiaj po prostu nie wiemy. I nie widzę w tym żadnego problemu ani dowodu na nieistnienie Boga. Istnieje mnóstwo pytań, na które człowiek do dziś nie zna odpowiedzi. Nie wiemy nawet, jak dokładnie rozstrzygnąć tak banalne z pozoru pytanie, jak to, co było pierwsze: kura czy jajko. Teologia ma swoją odpowiedź dotyczącą Boga jako bytu wiecznego i niestworzonego, ale z punktu widzenia naszego poznania nie możemy powiedzieć, że dysponujemy empirycznym dowodem na to, jak wyglądała ostateczna rzeczywistość przed powstaniem naszego Wszechświata. Nie wiem więc, kto stworzył Boga, ale równie uczciwie można powiedzieć: nie wiemy, dlaczego istnieje cokolwiek zamiast niczego, skąd wzięły się prawa natury i czy pytanie o „przed” początkiem Wszechświata w ogóle ma sens. I właśnie dlatego moje pytanie nie miało być dowodem przeciwko Bogu. Miało pokazać, że jeśli zaczynamy od zdania „wszystko musi mieć swojego stwórcę”, to natychmiast wpadamy w problem pierwszej przyczyny.
Na drugie pytanie odpowiedź jest dla mnie jeszcze prostsza: wystarczyło uważać na pierwszych lekcjach religii. W chrześcijaństwie Bóg nie stworzył zła jako rzeczy, którą następnie umieścił w świecie. Stworzył istoty obdarzone wolną wolą - między innymi aniołów, a człowiekowi również dał wolność wyboru. Zło pojawia się jako konsekwencja buntu i niewłaściwego wykorzystania tej wolności. W chrześcijańskiej tradycji symbolem tego buntu jest Szatan. Można oczywiście zapytać: dlaczego Bóg w ogóle pozwolił na możliwość buntu i zła? I to jest już pytanie naprawdę trudne, ale czym innym jest pytanie, dlaczego Bóg dopuścił możliwość zła, a czym innym twierdzenie, że skoro zło istnieje, to Bóg nie może być wszechmocny i dobry. Jeżeli bowiem człowiek ma być naprawdę wolny, musi istnieć również możliwość dokonania złego wyboru. Bóg, który stworzyłby istoty pozbawione możliwości sprzeciwienia się mu, stworzyłby raczej automaty niż wolne osoby. Dlatego samo istnienie zła nie jest logicznym dowodem na nieistnienie Boga. Jest natomiast jednym z najtrudniejszych problemów, z jakimi mierzy się wiara.
Nie twierdzę, że te dwie odpowiedzi zamykają dyskusję. Wręcz przeciwnie. One dopiero ją zaczynają, ale jeżeli ktoś chce udowodnić nieistnienie Boga, powinien najpierw pokazać błąd w tych odpowiedziach, a nie traktować własnych założeń jako dowodu.
"Nie wiemy nawet, jak dokładnie rozstrzygnąć tak banalne z pozoru pytanie, jak to, co było pierwsze: kura czy jajko."
Kolego blogerze, skoro nawet tego prostego dylematu nie potrafisz rozwiązać, to co ci do rozważań nad pochodzeniem Boga, który stworzył kurę.
:)))
My obracamy się w Świecie material.
Bóg nie należy do tego Świata.
Posługiwanie się doświadczeniem ze świata materialnego nie ma sensu w świecie niematerialnym.
2. Wolna wola.
Czy nie przyjemniej jest jak pies przyjdzie się przytulić z własnej woli, czy pod przymusem.
Przyznam, że infantylność tak postawionego pytania "byka powali na kolana" :))
Powód śmieszności jest jeden, nie ma człowieka na Ziemi, który zna odpowiedź, a co dopiero blogerzy NB i nie jest to poniżające stwierdzenie, tylko zadufany w sobie osobnik może powiedzieć, że zna odpowiedź, przypomnę pewne słowa Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem".
Sama odpowiedź, obojętnie jak by nie była, nie wyjaśnia istnienia wszechświata, czy istnienia człowieka, takimi rozważaniami zajmują się ludzie ignoranci, najczęściej zadaniowcy, których celem jest zniewoleniem człowieka, zabierając mu to co jest najcenniejsze, Wiarę, Nadzieję, Miłość, najczęściej są to lewacy, armia Szatana.
Każdy człowiek, zastanowił się nad swoim życiem, dojdzie do wniosku, że Bóg istnieje, inni bojąc się poprawności politycznej, powiedzą o Inteligentnym Projekcie.
Siądź sobie kolego gdzieś w zaciszu, przemyśl swoje życie, a dojdziesz do tej prawdy.
"Zaprawdę powiadam Ci, że nie będzie mieć znaczenia, kto stworzył Boga, będziesz szczęśliwy, że Bóg istnieje, reszta to nadto, od Złego pochodzi".
Zadam Ci Spike tylko jedno proste pytanie: kogo uważasz za " zadufanego w sobie osobnika' który powiedział, że zna odpowiedź na to pytanie i na nie odpowiedział?
Z wielkim zainteresowaniem i nadzieją uzyskania miarodajnej odpowiedzi, obserwuję kolejne odsłony dyskursu, ktorego celem jest ostateczne potwierdzenie lub zaprzeczenie istnienia Boga. Stało się to blogowym hitem ostatnich dni. A wynikło chyba z ostatecznego zniecierpliwienia marnymi efektami i postepami w tej materii czynnikow namaszczonych -oficjalnie nawet - wysłanników Stworcy. Rozumiem jednak, że nie można tak łatwo przystawać na to by byli jedynymi sędziami i to we własnej niejako sprawie. Wszak klasyk mawiał: trzeba wierzyć, ale należy sprawdzać.
Wydaje się jednak, że zwycięstwo w dyskursie staje po stronie zwolenników argumentow aksjologicznych, a ci niesieni poczuciem wypełniania roli strażników Prawdy, a tym samym bliższego niz w przypadku zwykłych śmiertelników, kontaktu ze Stwórcą, stosują w Jego kierunku apel o dopust w postaci ciężkiej choroby dla politycznych przeciwnikow apelujacego. I tu jest ostateczny dowód. Skoro dopuscili bysmy do niewyobrażalnego ...że Bóg mógłby nie istnieć, to do kogo zanosilibysmy prosby, żeby...bylo, nie było bliźni mocno zaniemógł, a innemu kury przestały się nieść.
Chcę jeszcze raz podkreślić Esie, że celem mojego wpisu nie było potwierdzenie ani zaprzeczenie istnienia Boga. Jeżeli wyciągnąłeś taki wniosek, to albo nie zrozumiałeś tekstu albo ja nie potrafię pisać ze zrozumieniem.
"Jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończenie dobry - dlaczego istnieje zło?"
Już dawno w średniowieczu teologowie zmagali się z pytaniem, jeśli Bóg jest wszechmocny, to czy może stworzyć kamień, którego nikt nie podniesie? Z logiki Arystotelesa wynika sprzeczość. Jeśli Bóg jest wszechmocny, to oczywiście może taki kamień stworzyć. Ale jeśli nikt tego kamienia nie ruszy, nawet Bóg, to oznacza że Bóg nie jest wszechmocny.
Totalnie Oświecony Bóg Ramtha twierdzi, że jest niewidzialny i bezcielesny. Niematerialny. Jest światłością. Jest bytem ponadczasowym, bezprzestrzennym. Jako że już dawno poznał kim jest, teraz się ukrywa i działa z ukrycia. To przez niego to całe "zło", które Ramtha wcale nie nazywa "złem". Choć jak się go przywoła, to niechybnie się pojawi. Ale lepiej nie wywoływać wilka z lasu :)
Polecam książkę pt. "RAMTHA. Voyage to the New World. An Adventure into Unlimitedness" by Douglas James Mahr. Chyba jest dostępna do zakupienia on-line. Zawiera masę ciekawych spostrzeżeń i porad, i nie wciska kitu.