Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak Śląska Kasa Chorych pokazała, że system może działać i dlaczego właśnie musiała zniknąć.
Data Autor
mjk1
Limity nie wynikają z „lenistwa lekarzy”, tylko z konstrukcji systemu finansowania. NFZ nie płaci za to, ile lekarz realnie pracuje, tylko za określoną liczbę świadczeń, którą sam wcześniej ustala. To jest mechanizm budżetowy, nie medyczny.Po co są limity? Bo państwo (NFZ) z góry ustala, ile procedur może sfinansować, żeby nie przekroczyć budżetu.To limit finansowy, nie organizacyjny ani kadrowy. Czyli NFZ mówi lekarzowi lub szpitalowi - udzielisz tylu i tylu porad w miesiącu, za więcej nie zapłacimy.Co robi lekarz po wykonaniu limitów? Najczęściej… dalej pracuje, ale, albo wykonuje pracę niefinansowaną przez NFZ (czyli za darmo dla szpitala), albo przełącza się na inne obowiązki, procedury lub dyżury, albo po prostu nie może już przyjmować nowych pacjentów w ramach NFZ, bo placówka nie dostanie za to pieniędzy. Lekarz nie ma wpływu na to, ile NFZ kupi jego pracy.Czy lekarz dostaje wynagrodzenie za „puste godziny”?Tak, bo lekarz pracuje na etacie, kontrakcie albo dyżurze czasowym, nie „od porady”. Lekarz nie jest rozliczany jak kasjerka w sklepie - nie dostaje pieniędzy od liczby klientów. NFZ płaci szpitalowi, a szpital płaci lekarzowi za czas pracy. Problem nie jest po stronie lekarzy, tylko po stronie kontraktowania usług przez NFZ.Dlaczego nie pracują „bez limitu”? Bo szpital nie może wykonywać procedur, za które nie dostanie pieniędzy.To tak, jakby firma budowlana miała budować domy bez zapłaty, bo „ma przecież sprzęt i pracowników”.Limity powodują absurd: lekarze są, sprzęt jest, potrzeby pacjentów są, ale pacjent nie zostanie przyjęty, bo… NFZ w tym miesiącu już nie zapłaci. Tak właśnie powstają kolejki, nie dlatego, że lekarze nie chcą pracować, tylko dlatego, że system zabrania placówkom przyjmować pacjentów ponad limit finansowy. Limity są sposobem kontrolowania wydatków NFZ, a nie pracy lekarzy. Gdy płaci się nie za czas pracy, tylko za „liczbę sztuk”, system zaczyna się zachowywać jak fabryka z odgórną normą produkcyjną i pacjent traci najwięcej.Przewróćmy kasy chorych i problem zniknie. Pytanie: dlaczego nikt tego nie chce?
mjk1
Służba zdrowia nie jest naturalnym monopolem!!! Naturalnym monopolem są wodociągi czy energetyka, gdzie duplikowanie infrastruktury jest nieopłacalne. W ochronie zdrowia infrastruktura jest rozproszona, świadczeniodawców może być wielu, a konkurencja realnie występuje w wielu krajach: Niemcy, Holandia, Szwajcaria, Austria, Czechy.Monopol jest u nas tylko dlatego, że stworzono go decyzją polityczną!!! likwidując kasy chorych i centralizując system w NFZ. To nie jest konieczność ani „prawa natury”, tylko wybór organizacyjny.Dlatego dyskusja nie powinna dotyczyć „czy monopol”, tylko czy chcemy mieć wybór płatnika i świadczeniodawcy, czy jednego państwowego niewydolnego molocha. Centralizacja nie wynika z medycyny, wynika z polityki.
mjk1
Rozumiem argument o „wydawaniu własnych pieniędzy”, ale w ochronie zdrowia ten mechanizm nie działa tak samo jak na typowym rynku i to z powodów czysto biologicznych, nie ideologicznych.„Realna wycena świadczeń” przez pacjenta jest iluzją. Pacjent zwykle nie ma kompetencji ani informacji, by ocenić, jakie procedury są konieczne, jaka jakość jest odpowiednia, jakie są ryzyka alternatywnych terapii i kiedy oszczędność w krótkim terminie pogorszy jego zdrowie. To lekarz decyduje, nie pacjent. A pacjent w sytuacji choroby ciężkiej lub nagłej nie może podejmować „racjonalnych decyzji rynkowych”, bo działa pod presją życia i ograniczonej wiedzy. To dlatego rynki zdrowia zachowują się inaczej niż rynki dóbr konsumpcyjnych. Decyzje o leczeniu zawsze ktoś podejmuje za pacjenta. Może to być,  lekarz, płatnik publiczny, płatnik prywatny lub kasa chorych. Przerzucenie płacenia na pacjenta nie zmienia tego, kto realnie decyduje - zmienia tylko to, kogo nie będzie stać na leczenie.System, w którym pacjent płaci sam, jest najbardziej kosztowny i najmniej efektywny. Dowód? USA. Najbardziej „rynkowy” kraj świata ma, najwyższe koszty na świecie, najsłabszą efektywność, największe obciążenie pacjenta i ogromne nierówności w dostępie. I to nie przez socjalizm, tylko dlatego, że rynek nie potrafi właściwie wycenić usług, których pacjent sam ocenić nie może.Konkurencja płatników działa bez obciążania pacjenta. To nie teoria - to praktyka: Niemcy, Holandia, częściowo Francja, Austria, Czechy. Pacjent wybiera płatnika, płatnik wybiera świadczeniodawców. I to płatnik konkuruje o pacjenta, a nie pacjent szuka najtańszego lekarza jak najniższej ceny kawy. To jest realna konkurencja, bez przerzucania ciężaru finansowego na chorych.Pieniądze publiczne dominują w systemach zdrowotnych nie dlatego, że „ktoś nas do tego pcha”. Tylko dlatego, że zdrowie to ogromne koszty skupione w niewielkiej grupie ciężko chorych. Rynek prywatny nie jest w stanie sfinansować tak dużego ryzyka. Systemy oparte na prywatnym finansowaniu są droższe i mniej efektywne. To twarda ekonomia zdrowia, nie polityka.Kluczowy problem nie jest ideologiczny, tylko organizacyjny. Wydatki publiczne będą dominować, ale to nie oznacza centralizacji ani monopolu. Można mieć, publiczne pieniądze, pluralizm płatników, konkurencję między nimi, pełny wybór pacjenta, przejrzyste ceny, rozliczenia za efekty i kontrolę marnotrawstwa. To dokładnie był model kas chorych, szczególnie śląskiej, która wyróżniała się najbardziej.W ochronie zdrowia nie chodzi o to, aby pacjent płacił. Chodzi o to, aby płatnik konkurował o pacjenta, a pacjent nie bankrutował z powodu choroby. Dlatego logicznym kierunkiem reformy nie jest bon, tylko przywrócenie pluralizmu płatników i ich konkurencji o jakość, tak jak w modelach, które na świecie działają najlepiej.
mada
Za chlerę nie mogę zrozumieć skąd i po co wzięły się limity  przyjęć do lekarzy.Co robią lekarze jeżeli wyczerpali limity przyjęć?, W szpitalach są lekarze, są urządzenia a nic się nie robi? Czy lekarze pobierają za ten czas wynagrodzenia? co wtedy robią?Normalnie pracownik podpisuje na pracę 8 godz. w ciągu dnia i pracuje 8 godz. bez żadnych limitów.Niech mi ktoś powie co robią lekarze po wykonaniu limitów i po co są te limity. Pracuje się 8 godz. i koniec, po co komplikować rzeczy proste. 
Silentium Universi
Niestety, służba zdrowia to naturalny monopol. Konkurencję stanowią czarownicy i hochsztaplerzy. Co gorzej, niemal wszyscy monopoliści są zwolennikami jednej partii. No i kto monopoliście podskoczy?
Marek Michalski
"W modelu kas chorych to nie pacjent wydawał pieniądze, tylko płatnik, którego pacjent wybierał."Chodzi właśnie o to, by wydawał sam, aby powstała realna wycena świadczeń. Realna z punktu widzenia potrzeb pacjenta, a nie ministra finansów, zarządcy, czy kogokolwiek, kto wydaje cudze pieniądze na cudze potrzeby.Biologii nie da się przeskoczyć. "Wydatki publiczne zawsze będą największym źródłem finansowania ochrony zdrowia."Tak będzie, bo ideałem, do którego nas dążą jest, by 100% potrzeb człowieka było realizowane z "wydatków publicznych". "Nic nie będziesz miał i będziesz szczęśliwy". 
mjk1
Rozumiem Pana punkt widzenia Panie Marku, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii, które często umykają w takiej dyskusji.Konkurencja w systemie publicznym nie wymaga, żeby pacjent płacił z własnej kieszeni.W modelu kas chorych to nie pacjent wydawał pieniądze, tylko płatnik, którego pacjent wybierał. I to właśnie ten wybór wymuszał konkurencję. To mechanizm znany z wielu państw: w Holandii, w Niemczech, w Szwajcarii, w niektórych landach Austrii. Tam pieniądz publiczny również jest przekazywany przez płatnika, nie przez pacjenta bezpośrednio a mimo to konkurencja działa.Pacjent nie musi sam wydawać pieniędzy, żeby system reagował na jego potrzeby.Potrzeby pacjentów określa się poprzez ich wybory (np. zmiana kasy/płatnika), dane epidemiologiczne, analizę zgłoszeń i kolejek, kontrolę jakości świadczeń i przejrzyste kontraktowanie. To wystarcza, żeby płatnicy konkurowali o jakość i dostępność usług. Nie wymaga to od chorego podejmowania decyzji przy kasie, tylko racjonalnej struktury systemu.„Bon zdrowotny” nie jest jedyną formą przywracania konkurencji.To jest jeden z modeli, ale nie jedyny i nie zawsze najlepszy. Bon zdrowotny przerzuca odpowiedzialność na pacjenta, a to zwiększa nierówności, obciąża ludzi mniej zamożnych, prowadzi do rezygnacji z profilaktyki i ogranicza leczenie przewlekłe u osób, które mają najmniej zasobów. Dużo bezpieczniejszy i bardziej efektywny jest model: publicznego finansowania, pluralizmu płatników i prawa wyboru płatnika przez pacjenta. To działa w Niemczech i działało u nas.Śląska Kasa Chorych była najlepszym dowodem, że konkurencja może powstać bez obciążania pacjenta kosztami.Pacjent nie płacił więcej. Państwo nie płaciło więcej. A system i tak działał lepiej, bo płatnik miał motywację. Mógł upaść albo być przejęty. Miał swobodę zarządzania. Był oceniany przez pacjentów i musiał negocjować, a nie tylko rozdawać pieniądze.Wydatki publiczne zawsze będą największym źródłem finansowania ochrony zdrowia.Nawet w USA ponad połowa wydatków to pieniądze publiczne. Dlatego kluczowe nie jest to, skąd biorą się środki, lecz:KTO i NA JAKICH ZASADACH nimi zarządza.Reasumując. Można więc przywrócić konkurencję w ochronie zdrowia bez obciążania pacjentów dodatkowymi kosztami. I są na to gotowe modele, które działają w wielu krajach. To nie bon zdrowotny jest warunkiem konkurencji, tylko pluralizm płatników i realny wybór pacjenta. Pacjent nie musi „wydawać pieniędzy”, żeby system zaczął reagować na jego potrzeby, wystarczy, że może wybrać płatnika, który robi to w jego imieniu lepiej.Właśnie o tym mówi teraz "młody" Sośnierz u Klarenbacha, zatykając jakiegoś lewicowego Karolka tak, że ten "języka w gębie zapomniał". 
Marek Michalski
Nie będzie konkurencji, póki to pacjent nie będzie wydawał pieniędzy na leczenie (własnych i/lub przydzielonych w postaci bonu, centralnych w pewnej grupie sytuacji). Tylko w ten sposób określone mogą być potrzeby pacjentów a nie uzdrawiaczy świata.
Do wpisu: Śląska lekcja, której nikt nie chciał i nie chce odrobić.
Data Autor
Marek Michalski
Za mało jest danych by oceniać co by ło dobre, a co złe w Kasach Chorych.Prawdopodobnie Śląska zrobiła najwięcej co było możliwe w tym systemie.W rzeczywistości potrzebny jest koszyk świadczeń wspólnych a nie kreowanie potrzeb.Tymczasem mamy zamykanie sal porodowych i poszukiwanie najdroższych wydatków pod potrzeby koncernów.Temu wszystkiemu oczywiście towarzyszy opodatkowanie pracy i kryzys ETS z jednaj strony, a z drugiej brak możliwości wyceny świadczeń z powodu braku związku między decyzjami pacjenta i ponoszonymi kosztami.Z góry powiem, że leczenia przyczynowego chorego systemu nie będzie z powszechnego braku woli, będzie leczenie paliatywne.
NASZ_HENRY
,.,.,.,.,.,.,. @Izabela Szymura ...Twoje słowa Twoja konspiracja, tfu inspiracja wspierana przez AI. 😉 Będzie się działo. Kwiatek na zachętę 🌼
Marek Michalski
@AŁTORYTET Polemizuje Pan sam ze sobą: nikt nie twierdzi, że powołanie Śl.KCh cokolwiek uzdrowiło. Powołano kilkanaście kas.Ile tych środków miały kasy - konkrety. Śląsk był zdezindustrializowany w latach 90tych, aczkolwiek zasypywanie kopalń dopiero się zaczynało, więc skąd były te wpłaty? Można było zapisać się do dowolnej kasy chorych, również z Warszawy do śląskiej.Co konkretnie złego zrobili Sośnierz i Oleszczuk?2 złote za otwarcie bramy mogło się zdarzyć jako wyjatek, ale nie  było zwyczajem, proszę coś więcej o tych zarobkach warszawskich stróżów nocnych.Jak Pan rozumie określenie państwo unitarne i jego obowiązki?Dlaczego Śl.KCh to nie jest dobry przykład, bo nie przedstawił Pan rzeczowych argumentów?
Izabela Szymura
Ciekawe spojrzenie – rzeczywiście, Śląska Kasa Chorych pokazuje, że dobrze zarządzany system może funkcjonować sprawnie. 
AŁTORYDET
Trudno uwierzyć, że samo powołanie Śląskiej Kasy Chorych, cudownie uzdrowiło  służbę zdrowia. Po prostu, na Śląsku, była korzystna proporcja płacących składki do pacjentów. Śląska Kasa Chorych miała tak wiele środków, że lokowała je w instrumenty kapitałowe, podczas gdy kasy w innych województwach miały rosnące długi. Bynajmniej, nie z niewłaściwego zarządzania, a raczej balcerowiczowskiej terapii zaordynowanej gospodarce. Oczywiście legenda Andrzeja Sośnierza, rosła z każdym dniem, jak wcześniej Burmistrza Kamienia Pomorskiego, Oleszczuka. Jeden rządził dwa lata, drugi po trzech - zrezygnował. W czasach II RP, też 1/4 mieszkańców żyła bardzo dobrze, ale 3/4, ledwo dychało. Spóźniony warszawski lokator, odpalał 2 złote stróżowi za nocne otwarcie bramy, podczas gdy na Kresach, 2 złote to była wymarzona dniówka. Polska jest państwem unitarnym i z tego powodu ma też i obowiązki. Śląska Kasa Chorych, to nie jest dobry przykład.
Hornblower
Panie Grzegorzu, logika ? U polityków ? No niechże pan nie żartuje. To, czy system jest efektywny, czy nie, nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. Powód likwidacji Kas Chorych był prozaiczny. Kasy Chorych były podmiotami zdecentralizowanymi, działającymi w regionach, z własnymi zarządami i radami. Dodatkowo, ich dyrektorzy i członkowie rad zostali mianowani w okresie poprzedniego rządu AWS-UW. Kiedy władzę przejęło SLD, okazało się, że nie można ot, tak, wymienić ich na swoich, bo miały statutową autonomię, a rząd centralny nie miał wpływu na politykę kadrową w poszczególnych kasach. Rozwiązanie było proste - jak nie da się wymienić ludzi w Kasach Chorych na swoich, no to trzeba zmienić system. I tak uczyniono, nie patrząc na logikę, efektywność, rachunek ekonomiczny, bo to polityków nie interesuje. Interesuje ich władza i pieniądze.
Grzegorz GPS Świderski
Warto dodać, że za sukcesem Śląskiej Kasy Chorych stał ówczesny jej dyrektor Andrzej Sośnierz (ojciec późniejszego europosła i posła Dobromira), który jest dziś doradcą Konfederacji. W lutym 2025 przemawiał na konwencji wyborczej Mentzena i przedstawiał swój program na reformę finansowania służby zdrowia opartą na regionalnych kasach chorych. Więc odpowiadam na pytanie z końca wpisu: tak, jest dziś ktoś, kto potrafi odrobić tę lekcję: to Konfederacja.
Do wpisu: Polski pieniądz bilansowy, czy możemy zrobić to, co Chińczycy, ale demokratycznie?
Data Autor
mjk1
Nie uratują, ale każdemu wolno marzyć.
Grzegorz GPS Świderski
Przecież wyżej napisałem co uważam, więc nie ma sensu mi czegoś innego insynuować. Napisałem wyraźnie, że dolar i euro upadną, a potem wszystkie państwa. Ale nie ma się co tego bać, bo nas uratują kryptowaluty. A dokładniej opisałem to 8 lat temu: salon24.pl
mjk1
Na dziś to Europa i Zachód upada, ale jeżeli uważasz, że jest dokładnie odwrotnie, to gratuluje dobrego samopoczucia.
Grzegorz GPS Świderski
W Chinach wcale nie mają tego, co proponujesz – mają po prostu „cesarza”, który trzyma za mordę walutę, kapitał i ludzi. To nie jest żaden „pieniądz bilansowy”, tylko autorytarne sterowanie kursem i przepływami. Twój mechanizm nigdzie nie istnieje bez takiego przymusu aparatu terroru, a konkurencja walutowa istnieje realnie bez cesarza – w historii i dziś, na poziomie międzynarodowym. Gdyby jakiś cesarz zrealizował Twoją utopię w Europie, to upadłaby ona razem z tym cesarzem, a konkurencje walutowa będzie działać niezależnie od tego, czy będą istnieć jakiekolwiek państwa.
mjk1
Twoje gadki o „utopii” i władzy absolutnej brzmią ładnie, dopóki nie spojrzysz na fakty: w Chinach system działa, bilansuje krajowy obieg pieniądza i finansuje inwestycje bez spirali długu. To nie wymaga żadnego „króla” ani cudów - działa, bo jest mechanizm, a nie teoretyczne marzenia. Twój argument o konkurencji walutowej i upadku dolara to futurystyczna bajka: w praktyce zachodnie państwa topią się w długu, a ich waluty funkcjonują tylko dzięki przymusowi i monopolowi, nie dzięki matematyce czy zdrowym mechanizmom. PPB nie jest utopią, to adaptacja sprawdzonego w realnym świecie systemu, który można przystosować do demokracji, a Twoje teorie to piękne, ale bezwartościowe opowieści, które nigdy nie działały nawet w mikroskali.
Anonymous
Podał - nie podał. Golone - strzyżone. Można tak w kółko.GPS opisał zjawisko fizyczne. Negowanie tego zjawiska jest jak na podobieństwo negowania grawitacji, bo samoloty latają.Zastanawiam się jaki pieniądz był w PRLu za Hilarego Minca, bo czytam o nim ciekawe rzeczy:"Za działalność komunistyczną w 1937 usunięty z GUS. Pracował następnie w Biurze Planowania Krajowego przy Ministerstwie Skarbu, badał problem tzw. zbędnych rąk w rolnictwie (ukryte bezrobocie agrarne), później zatrudniony w Biurze Planowania Magistratu m.st. Warszawy....Początkowo kierownik Biura Ekonomicznego przy Prezydium PKWN, 11 grudnia 1944 został kierownikiem resortu przemysłu. Odtąd do 1956 był osobą kierującą polityką gospodarczą państwa. W Rządzie Tymczasowym objął tekę ministra przemysłu, funkcję tę utrzymał również w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej i rządzie Józefa Cyrankiewicza (od marca 1947 jako minister przemysłu i handlu). Postulował centralizację gospodarczą w Polsce, propagował i wdrażał system nakazowo-rozdzielczy..."Dobry był ten Minc czy zły? Może nie trzeba szukać w Chinach Ludowych, bo to wszystko wymyślone? 
Grzegorz GPS Świderski
Cały czas pisałem o praktyce działania realnej gospodarki i o tym, jak kończą się centralistyczne projekty, gdy zderzają się z rynkiem. Konkurencja walutowa jest empirycznym faktem – nie tylko historycznym, ale też dzisiejszym, na poziomie międzynarodowym. Twoje koncepcje pozostają utopią, której realizacja wymagałaby faktycznie władzy absolutnej. Żaden współczesny władca nie wdroży takiego rozwiązania, bo nikt dobrowolnie nie zrezygnuje z kontroli nad systemem finansowym. Moich propozycji też nikt politycznie nie przyjmie – wymusi je na państwach postęp technologiczny i nieuchronne kryzysy. Upadek dolara i euro to jak najbardziej realny scenariusz. Dodatkowo mamy już państwa, które po załamaniu swoich walut zaczęły używać kryptowalut. To są pilotażowe testy mechanizmów, które z czasem obejmą coraz większą część świata.
mjk1
Zamiast opowiadać bajki o spiskach i utopiach, przyjdź i pokaż, że Twój system działa w praktyce – wszystko inne to strata czasu.
Grzegorz GPS Świderski
Twoja riposta opiera się na ważnym założeniu, że obecny system pieniądza dłużnego jest naturą pieniądza, a nie polityczną konstrukcją. To nieprawda. To nie jest prawo fizyki. To wybór instytucjonalny – monopol emisji, rezerwa cząstkowa, państwowa gwarancja depozytów. Ten zestaw tworzy to, co nazywasz wadą konstrukcyjną. Jednak to politycy i banki centralne tę konstrukcję stworzyli i wymusili stosowanie przemocą przy pomocy państw, czyli aparatów terroru.Niektórzy uważają, że to spisek światowy, że to wprowadzili żydzi, masoni, czy jacyś tajemniczy banksterzy. Ktokolwiek to jest, posługuję się w tym państwami i ich przemocą, a nie niezależnymi prawami ekonomii.Gdyby podstawą obiegu handlu światowego i krajowego był pieniądz rynkowy, konkurencyjny, obejmujący wiele walut, suwerenny (jak złoto czy kryptowaluty) lub prywatny – dług przestałby być warunkiem istnienia podaży pieniądza.Drugie nieporozumienie dotyczy konkurencji walutowej. Piszesz, że nie istnieje nigdzie, a jednocześnie opisujesz mechanizmy, które są jej działaniem: ucieczkę kapitału, dyscyplinę kursową, dywersyfikację rezerw, presję rynków obligacji. To wszystko jest konkurencją walutową – de facto, a nie de iure. Państwa nie mają monopolu globalnego. Ich waluty są oceniane codziennie i karane za złe decyzje. Gdyby nie ta konkurencja, banki centralne mogłyby drukować bez końca – a jednak nie mogą, bo tracą kurs, kapitał i zaufanie.Problem nie polega na tym, że konkurencja walutowa nie istnieje, tylko że nie jest doprowadzona do końca. I dlatego działa w sposób niepełny, ale realny.Tymczasem PPB – wbrew Twojej narracji – nie istnieje nigdzie. Nie istnieje ani jeden kraj, który prowadziłby dwa obiegi tej samej waluty demokratycznie. Nie istnieje żaden pilot, żadna branża, żaden sektor, gdzie bilansowanie popytu poprzez oddzielną klasę pieniądza byłoby praktykowane. Wszystkie przykłady, na które się powołujesz (korporacyjne tokeny, rozrachunki międzybankowe, bony), mają jedną cechę wspólną: nie są pieniądzem ogólnym, lecz narzędziem księgowym o zasięgu mikro. Z tego nie da się wyprowadzić mechanizmu makroekonomicznego.Konkurencja walutowa istnieje i działa – choćby nieidealnie. Pieniądz bilansowy istnieje tylko jako teoretyczny model.Twoja czysto utopijna koncepcja potrzebuje państwowego monopolu, regulacji i architektury wymuszającej użycie PPB. Moja propozycja opiera się na procesie, który działa już teraz i nie wymaga dodatkowej ingerencji prawodawcy, wymaga tylko rezygnacji z monopolu. Nie twierdzę, że konkurencja walutowa sama wszystko naprawi – twierdzę, że jest jedynym sensownym mechanizmem, który realnie ogranicza arbitralność emisji. Bilans jej nie ogranicza – tylko przenosi decyzję w inne miejsce.Problemy walutowe będą zawsze, ale tylko na wolnym rynku, przy konkurencji walutowej, będą powoli eliminowane bez konieczności wykrycia tego i rozwiązania tego ustawą czy decyzją polityczną, zrobią to po prostu wolne wybory wolnych ludzi.Jeśli mówimy o praktyczności: Chiny stabilizują się przymusem, nie bilansem. Niemcy stabilizowały się ordoliberalizmem – i właśnie osuwają się w biurokratyczny paraliż. Żaden kraj nie udowodnił, że można bilansować popyt algorytmicznie. Każdy kraj udowadnia, że arbitralna emisja kończy się długiem.Dlatego nie spieram się o teorię. Spieram się o to, co w praktyce działa i co w praktyce nie istnieje. PPB należy do tej drugiej kategorii, a konkurencja walutowa działa realnie na poziomie międzynarodowym. Istnieją giełdy walutowe. Nie ma żadnych problemów w tym, by jakieś państwo, na przykład Polska, pozwoliła rozliczać się w kraju wszystkimi tymi walutami z giełdy i pozwoliła płacić podatki w każdej z nich. To można zrobić prostą ustawą. To się samo stanie, gdy upadnie dolar. A Twoją utopijną wizję może zrealizować tylko wtedy, gdy zostaniesz królem.Jednak przy moim rozwiązaniu, będziesz mógł swoją teorię wdrożyć w życie bez ubiegania się o urząd polityczny — po prostu założysz prywatną firmę, która wyemituje Twoją walutę, opartą na Twoim algorytmie i jeśli okaże się to korzystne w lokalnych warunkach, to powoli rozszerzy się na dalsze rynki, tak jak to jest z każdym towarem czy usługą. Godząc się na moją koncepcję, dostaniesz szansę realizacji swojej. A gdy zrobisz to, będąc królem, to uniemożliwisz sprawdzenie wszelkich innych pomysłów na uzdrowienie finansów.
mjk1
Nie podał. Podał tylko teorię, której nigdy i nigdzie nie zastosowano z jakimkolwiek skutkiem. Nawet negatywnym. Pozytywnym zresztą też.