Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dlaczego wolny rynek nie zbuduje Polsce przyszłości i dlaczego bez państwa zawsze zostaniemy peryferią
Data Autor
u2
Wojna światowa ma się zacząć od niespodziewanego ataku Chin na Rosję. Wygląda to na całkiem prawdopodobnu scenariusz. A potem niech się dzieje wola Boska, czyli Moja :)
Grzegorz GPS Świderski
Już w dyskusjach z mjk1 o tym pisałem: Chiny idą drogą Niemiec. To ordoliberalizm na początku pozwolił im wybić się na największą potęgę gospodarczą Europy, po czym keynesizm doprowadził ich do obecnego upadku — i to nie tylko z powodu islamu, ale upadają też gospodarczo, bo centralne planowanie nie jest w stanie przystosować ich do rozwijających się technologii tak jak wolny rynek. Dobrze to opisuje książka "Kaput...". Chiny to powielają.Jeśli będzie wojna, to Chiny vs. USA i raczej zacznie się o Tajwan. Dla nas to dobrze, że to tam się przeniesie. Wreszcie nasza chata będzie skraja...
Grzegorz GPS Świderski
Tymi przysrywanki o lodówce sam się deprecjonujesz — to nie służy dyskusji. Zawsze tym kończysz, gdy ci się kończą argumenty. Tu masz o lodówce: naszeblogi.pl
u2
"Sukces Chin nie polega na sile państwa, lecz na tym, że w pewnym momencie pozwolono ludziom działać poza nim." Teraz znowu zabraniają. Chiny się cofają do epoki kamienia łupanego i walki o ogień. Wyniknie z tego 3 wojna światowa. Uprzedzałem na NB, że Xi Jin Ping przejął na wieczność władzę w ChRL, to wróży kolejną wojnę światową. Nie chodzi o krasnoludków Marii Konopnickiej z Suwałk, tylko o krwawą Rotę. Skończy się to bardzo źle dla ludzkości. Pozdrawiam serdecznie, 60-letni Jerzy Ciruk z Dowspudy.
mjk1
Gdybyś przynajmniej rozumiał, co ta lodówka Ci naskrobała, to skasowałbyś wątek o Gurgaon, o którym napisałem wyczerpująco we wcześniejszym komentarzu. Nie gniewaj się, ale nie mam zamiaru kolejny raz odpowiadać na te same bezsensowne wypociny lodówki, którą się posługujesz. Pozdrawiam i dobrej nocy życzę.
Grzegorz GPS Świderski
Hongkong nie jest wyjątkiem. Mamy jeszcze Gurgaon — podałem link z artykułem, gdzie dokładnie opisuję ten przypadek. Takie przykłady można mnożyć. Wolny rynek faworyzuje wszelkie obszary, nawet jeśli są małe i peryferyjne czyniąc z nich centrum rozwoju.Państwo nie jest bytem produkcyjnym. Państwo niczego nie buduje. Państwo jedynie przesuwa zasoby odebrane jednemu, by przekazać je innemu. Każdy przykład rozwoju dzięki państwu jest w rzeczywistości redystrybucją cudzej pracy, politycznym wyborem zwycięzców, oraz moralnym usprawiedliwieniem przymusu.Sukces Chin nie polega na sile państwa, lecz na tym, że w pewnym momencie pozwolono ludziom działać poza nim. Gdy państwo było najsilniejsze — tam była nędza. Hongkong był dowodem, że cywilizacja powstaje tam, gdzie władza boi się ingerować, a nie tam, gdzie planuje przyszłość. Chiny mają sukces, bo sobie tworzą teraz następne Hongkongi — dobrze się na tym przykładzie nauczyły. A totalny sukces osiągną, gdy rozwiążą partię komunistyczną i podzielą Chiny na tysiące Hongkongów. Jeśli Polska jest relatywnie biedna, to dlatego, że nigdy nie pozwolono nam na pełne uwolnienie rynku, a elity polityczne zastąpiły przedsiębiorców klientelą uzależnioną od państwowa. Państwo nie jest narzędziem rozwoju. Państwo jest kosztem, który rynek musi nieustannie kompensować. Problemem Polski po 1989 roku jest brak rynku kapitałowego, brak realnej i powszechnej prywatnej własności i prawdziwej przedsiębiorczości, zastąpionej państwowym kapitalizmem politycznym.Ty zakładasz, że przyszłość da się zaprojektować, że jest ktoś, kto widzi dalej, że centralna wizja może zastąpić proces odkrywania. To złudzenie, utopia, tego nikt nigdy nie zrobił i nie zrobi. ASE to bardzo dobrze rozpoznała: nikt nie widzi dalej, przyszłość się odkrywa, nie planuje, a każda próba strategicznego budowania kończy się polityzacją kapitału i przegraną wyścigu z kimś bardziej wolnorynkowym.
mjk1
Hongkong pozostaje wyjątkiem, nie regułą i właśnie dlatego nie da się go wyciąć i wkleić w Polsce. My ten eksperyment już przerabialiśmy. W 1989 r. dostaliśmy maksimum wolności gospodarczej bez własnego kapitału, bez banków inwestycyjnych i bez zaplecza finansowego państwa. Efekt każdy mógł zaobserwować. Stać nas było jedynie na szczęki i łóżka polowe do ulicznego handlu, a po kilku latach obcy kapitał przejął handel, przemysł i infrastrukturę, które sami wcześniej sprzedaliśmy. To nie był wolny rynek budujący przyszłość, tylko rynek działający dokładnie tak, jak działa zawsze: kapitał wygrywa z brakiem kapitału. Dlatego opowieść o wolnym mieście, które samo wyciągnie Polskę z peryferii, jest dokładnie tym samym marzeniem, tylko w nowym opakowaniu. Bez własnego kapitału i bez państwa zdolnego go uruchomić skończy się tak samo - ktoś przyjdzie z pieniędzmi i kupi wszystko.Jeśli jednak ktoś chce wierzyć, że tym razem będzie inaczej, że wolny rynek nagle zacznie faworyzować biedniejszych graczy i peryferia, to proszę bardzo. Ja w puklate aniołki nie wierzę, ale też nikomu nie zabraniam.
Grzegorz GPS Świderski
Masz rację, że Hongkong nie wyrósł w próżni politycznej – tylko że jego model jest dokładnie odwrotnością tego, co proponujesz Polsce. Hongkong powstał na świadomej decyzji państwa, żeby zejść z drogi: wolny port, niskie podatki, brak państwowych czempionów, minimum inżynierii społecznej – to opisane w tej notce, do której dałem link na końcu swojego komentarza.​Pytasz, czemu nie przenieśli Hongkongu do metropolii. Odpowiedź jest prosta – politycznie nie byli w stanie rozbroić własnego państwowego socjalizmu, ale ten fakt nie zmienia natury hongkońskiego eksperymentu. To, że ktoś ma w jednym pokoju syf, a w drugim porządek, nie znaczy, że porządek jest iluzją, tylko że nie wszędzie starcza mu odwagi, żeby posprzątać.Dlatego nie kupuję tezy, że wolny rynek nie zbuduje Polsce przyszłości. Hongkong pokazuje coś innego: że to właśnie tam, gdzie państwo świadomie ogranicza własną rolę do prawa, bezpieczeństwa i stabilnej waluty, peryferyjne skały potrafią stać się centrum globalnego obiegu kapitału. Twoja wizja strategicznego państwa–architekta jest po prostu niezgodna z tym konkretnym, dobrze opisanym przypadkiem.​ A takich przykładów jest setki. Wszędzie socjalizm niszczy, a wolny rynek buduje. A to, że chwilowo dominuje keynesistowskie zniszczenie i lewackie centralne planowanie, a wolnorynkowe budowanie w duchu ASE są punktowe albo częściowe, nie zmienia tej ogólnej prawdy. Dobre rozwiązania nie dominują, bo są korzystne dla ogółu obywateli, ale niekorzystne dla rządzących. Socjalizm i centralne planowanie daje dużo więcej korzyści politykom — nie tylko materialnych, ale psychologicznych, związanych z biologiczną rządzą władzy. A wolnorynkowy kapitalizm im tę władzę odbiera. Mają ją nie dzięki temu, że to mądre i sensowne, ale dlatego, że dysponują aparatem przemocy. Koncepcja „Wolnego Miasta Stanisławów” z linków na końcu komentarza jest w duchu ASE. To nie jest kolejny projekt państwowy, tylko wycięty z obecnych systemów kawałek terytorium, na którym moglibyśmy przetestować hongkoński model w wersji XXI-wiecznej – maksymalna wolność gospodarcza, minimalny fiskalizm, otwarcie na kapitał i ludzi, a państwo zredukowane do pilnowania reguł gry. Jeśli coś ma wyciągnąć Polskę z peryferii, to raczej taki eksperyment, a nie kolejna wersja jakoby mądrego centralnego planowania przez tych samych polityków, którzy od trzydziestu lat nie są w stanie dociągnąć podstawowych projektów do końca. Centralne planowanie testujemy już od stu lat i to się ciągle nie udaje. Czas już w tym skończyć i spróbować wolnorynkowego kapitalizmu.Twój konkretny centralizm jest utopijny — a propozycja polskiego Hongkongu w Stanisławowie jest wielokroć bardziej realna, do tego da się namówić polityków. Całej władzy nie oddadzą, ale mały kawałek terytorium na eksperyment, oddać mogą — tak jak to zrobili politycy hinduscy z Gurgaon. To jest realne. Gdy Konfederacja będzie współrządzić, to ten pomysł można będzie realnie przeforsować.
mjk1
Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz. Porusza wiele ważnych kwestii i dobrze ukazuje pewne powszechne mity, które mogą zaciemniać obraz rzeczywistości. Pozwól, że odpowiem punkt po punkcie, bo myślę, że warto wyjaśnić pewne kwestie.Hongkong: "wolny rynek" czy "państwo jako fundament?"Masz rację, że Hongkong jest często przywoływany jako przykład „wolnego rynku” i minimalnej roli państwa. Jednak to, co często pomija się w tej narracji, to specyficzny kontekst kolonialny Hongkongu, który nie może być łatwo przeniesiony na inne kraje, w tym Polskę. Hongkong był zarządzany przez Wielką Brytanię przez ponad 150 lat. To oznaczało, że Brytyjczycy stworzyli tam silną ramę instytucjonalną, która obejmowała nie tylko bezpieczeństwo własności, ale także planowanie przestrzenne, infrastrukturę (porty, lotniska, nabrzeża), oraz stabilność polityczną i militarną. Państwo zapewniło tam fundamenty w tym prawny porządek, który nie był typowy dla innych części świata. Nie była to więc sytuacja, w której państwo „zeszło z drogi” i po prostu „wolny rynek zrobił swoje”. To był wysokozorganizowany model w którym rolą państwa było stworzenie warunków do rozwoju, z minimalną interwencją operacyjną w życie codzienne, ale z silnym nadzorem w kwestiach strategicznych. Warto pamiętać, że Hongkong rozwijał się jako wyjątkowy przypadek, z uwagi na jego status kolonialny i status specjalny, który zapewnił mu Brytyjczycy, a nie spontaniczny efekt wolnego rynku. Gdyby Hongkong był autonomicznym państwem w pełni demokratycznym, takim jak Polska, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Nie dało się tego przenieść na metropolię, która miała zupełnie inne uwarunkowania wewnętrzne.Dlaczego Hongkong nie był modelem do naśladowania w Wielkiej Brytanii?Jeśli Hongkong działał na zasadzie minimalistycznego państwa, to z perspektywy wolnorynkowej można by zadać pytanie: dlaczego takiego modelu nie zaimplementowano w samej Wielkiej Brytanii? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta: Hongkong mógł działać w sposób, w jaki działał, bo był kolonią, w której państwo metropolitalne mogło zastosować różne wyjątki i interwencje, nie licząc się z wewnętrznymi siłami politycznymi. W Wielkiej Brytanii rynek i państwo muszą liczyć się z interesami demokratycznymi, społecznymi i politycznymi, związkami zawodowymi, oraz szeregiem innych grup interesów. Hongkong, w odróżnieniu od Brytanii, nie musiał zmagać się z tymi wszystkimi wewnętrznymi konfliktami.Wolny rynek w Hongkongu, co było prywatne, a co publiczne?Zgadzam się z Tobą, że część infrastruktury w Hongkongu była prywatna. Rzeczywiście, spółki prywatne prowadziły niektóre projekty. Jednak trzeba pamiętać, że większość z nich funkcjonowała w ramach dokładnych regulacji państwowych, a państwo nie zrezygnowało z roli nadzorującej. Choć transport w Hongkongu jest częścią sektora prywatnego, to wciąż mamy do czynienia z długoterminowymi koncesjami, które były regulowane przez rząd, oraz z centralnym planowaniem przestrzennym. Hongkong po prostu był w stanie dostarczyć ramy prawne i strukturę, która pozwalała na swobodny rozwój. Tak samo było z niskimi podatkami, które były możliwe tylko dzięki temu, że inne elementy (np. infrastruktura, porty) były w rękach państwa lub ściśle regulowane.Gurgaon to kolejny przykład „rynkowej utopii”?Przypadek Gurgaonu z Indii również poruszasz jako argument za tym, że wolny rynek sam zbudował miasto. Zgadzam się, że w Gurgaon powstało wiele obiektów i infrastruktury, jednak musimy być świadomi, że jest to miasto zamknięte, które rozwijało się w obrębie dużych nierówności społecznych i miało olbrzymie problemy z brakiem dostępu do podstawowych usług publicznych. Przykład Gurgaonu pokazuje, że rynek prywatny potrafi stworzyć enklawy luksusowe, ale nie buduje pełnoprawnych miast z integracją społeczną, zrównoważonym rozwojem i spójną infrastrukturą. Takie rozwiązania mogą działać na poziomie indywidualnych projektów deweloperskich, ale nie na poziomie państwowych ambicji budowy regionalnych hubów logistycznych czy hubów tranzytowych.Jeśli więc chodzi o hub logistyczny czy port, to musimy liczyć się z tym, że takich projektów sam rynek nie zrealizuje, jeśli nie będzie na to pozwalała infrastruktura państwowa i planowanie strategiczne. Rynek świetnie sprawdza się w innowacyjnych przedsięwzięciach, ale nie w realizacji zadań infrastrukturalnych na dużą skalę, które wymagają długoterminowego planowania.Państwo przeszkadza, ale tylko nieodpowiedzialne.W Polsce problemem jest brak ciągłości i zmiany polityczne, które prowadzą do przerywania projektów i braku realizmu. To jest właśnie problem polskiej polityki - nie wynika z nadmiaru państwa, lecz z braku wizji długoterminowej. Niemniej jednak, stateczne i odpowiedzialne państwo nie jest wrogiem wolnego rynku, a jego fundamentem. Zgadzam się, że państwo musi zejść z drogi, ale w kontekście państwa strategicznego. Państwo nie musi zarządzać wszystkim, ale musi stworzyć odpowiednie warunki do rozwoju. To nie jest kwestia więcej lub mniej państwa, ale mądrze zaprojektowanego państwa, które nie zmienia zasad co kadencję i tworzy stabilne ramy.Jeśli Polska ma stać się hubem Trójmorza, to państwo nie może tylko stać z boku. Musi aktywnie działać w kwestiach infrastruktury transportowej, długoterminowych inwestycji w porty i kolej jak również bezpieczeństwa w regionie. Działania te muszą być zaplanowane, z wsparciem państwa, ale nie w formie centralnego planowania, tylko w ramach stabilnych zasad i zasadniczego nadzoru, który nie zmienia się co cztery lata.Twoja odpowiedź w dużej mierze opiera się na przekonaniu, że państwo w każdej sytuacji jest przeszkodą, a wolny rynek zbuduje wszystko. Jestem jednak przekonany, że historia Hongkongu, jak i innych przykładów, pokazuje, że to państwo stworzyło fundamenty, na których potem rozwijał się rynek. Wolny rynek świetnie sprawdza się w tworzeniu innowacji, ale nie może sam z siebie zbudować infrastruktury regionalnej.Dlatego w przypadku Polski, aby stać się hubem Trójmorza, potrzebujemy mądrego państwa, które wyznaczy kierunki, a potem nie będzie przeszkadzać w realizacji. Tylko wtedy będziemy w stanie zbudować coś trwałego.
Grzegorz GPS Świderski
Państwo może zrobić jedną mądrą rzecz dla rozwoju: zejść z drogi. To nie jest brak państwa, tylko państwo, które w kluczowym momencie rezygnuje z pokusy bycia demiurgiem i przestaje udawać, że wie lepiej od milionów ludzi, co, gdzie i za ile ma powstać. Hongkong i Gurgaon są przykładami takiego ruchu – odwrotności tego, co proponujesz. Tam rzeczywiście najpierw była decyzja państwa — ale uwalniająca, wycofująca się, a potem wolny rynek sam zrobił swoje, w tym wytworzył infrastrukturę.Hongkong nie stał się globalnym hubem dlatego, że ktoś w ministerstwie narysował genialny plan portu, finansów i logistyki. Stał się nim, bo państwo ogłosiło go wolnym portem, zrezygnowało z ceł, utrzymało bardzo niskie podatki i pozwoliło, żeby handel, usługi i kapitał same ułożyły przestrzeń gospodarczą według własnych bodźców. To była decyzja polityczna – ale w treści anty-etatystyczna: nie będziemy was strzyc tak jak gdzie indziej, nie będziemy wskazywać zwycięzców, nie będziemy dłubać wam w rachunku zysków i strat.​To, co nazywasz niezbędną państwową infrastrukturą, w Hongkongu w dużej mierze było i jest domeną spółek prywatnych: sieci transportowe, część energetyki, telekomunikacja, tunele, mosty – projektowane i eksploatowane przez firmy działające dla zysku, a nie dla strategii narodowej. Rola państwa była minimalistyczna: własność, sądy, stabilna waluta, wolny handel. To jest ordoliberalny nocny stróż, nie chiński cesarz.Gurgaon też obala Twój mit w duchu statolatrii, że bez centralnie planowanej sieci infrastruktury z góry peryferia pozostają peryferiami. Tam właśnie państwo było niezdolne do zrobienia czegokolwiek sensownego – a jednak powstało de facto prywatne miasto, budowane przez deweloperów w oparciu o prywatną własność, prywatne drogi, prywatną małą infrastrukturę i usługi, często z własną ochroną, odprowadzeniem ścieków czy dystrybucją mediów. To nie jest model idealny, ale jest brutalnie empirycznym dowodem, że tam, gdzie państwo zawodzi, rynek nie tylko handluje pietruszką, ale jest w stanie zorganizować całe funkcjonalne miasto.​W Gurgaon państwo formalnie istnieje, wydaje plany, stempluje papiery, czasem coś dobuduje – ale decydujące rzeczy (gdzie kto buduje, komu opłaca się ciągnąć kabel, kto pilnuje porządku) rozstrzyga rachunek ekonomiczny i umowy, a nie piętnastoletnia strategia rozwoju korytarza. Mówiąc Twoim językiem: państwo jest tam tłem, nie bohaterem — jeśli coś działa, to mimo niego, nie dzięki niemu.​Piszesz, że wolny rynek utrwala różnice kapitałowe, więc peryferie bez państwowego planisty zawsze zostaną peryferiami. Gdyby to była prawda, Hongkong – skała bez surowców, bez rynków wewnętrznych, z biedną ludnością napływową – nie miałby żadnych szans. A jednak właśnie wolny port, niskie podatki i bezpieczeństwo własności przyciągnęły tam kapitał i know-how z całego świata. To nie był projekt wyrównywania różnic przez redystrybucję, tylko świadome wystawienie szyldu: tu jest spokój podatkowy i regulacyjny, tu się opłaca ryzykować własne pieniądze.​Podobnie w mniejszej skali z Gurgaonem: nie było tam żadnej wielkiej narodowej strategii, był raczej chaos instytucjonalny i słabe państwo, które pozwoliło, by prywatny kapitał zagospodarował przestrzeń szybciej, niż urzędnicy potrafią narysować plan zagospodarowania. To nie wolny rynek utrwala peryferyjność – peryferyjność utrwala przede wszystkim państwo, które zabiera ludziom kapitał, dławi konkurencję i odcina ceny od rzeczywistości.​Z Twojej diagnozy Polski podpisuję spory kawałek: problemem jest brak ciągłości, wahadło polityczne, palenie projektów poprzedników. Tyle że z tego nie wynika potrzeba jeszcze większego, ambitniejszego, strategicznego państwa, tylko odwrotnie: potrzeba państwa radykalnie ograniczonego, które ma tak mało instrumentów, że nie może co cztery lata wywracać pionków na całej planszy. Hongkong nie potrzebował polityki przemysłowej – potrzebował stabilnych zasad, niskich podatków, wolnego handlu, a resztę zrobił rynek.​Jeśli Polska chce być hubem czegokolwiek, to nie dlatego, że jakiś rząd narysuje ładny PDF z wizją 2050, tylko dlatego, że konsekwentnie przez dekady nie będzie przeszkadzać: nie będzie dłubać przy podatkach co sezon, nie będzie sterować walutą pod słupki, nie będzie robić z infrastruktury bankietu dla spółek politycznych. To jest to, co realnie zrobili Brytyjczycy w Hongkongu i czego nie zrobili indyjscy biurokraci w Gurgaonie. I właśnie dlatego tam wolny rynek zbudował przyszłość – na tyle, na ile państwo w porę nauczyło się nie przeszkadzać.W Polsce sukces Hongkongu i Gurgaon można powtórzyć, tworząc projekt Wolnego Miasta Stanisławów:1. https://informacje-lokalne.pl/hong-kong-zrodla-gospodarczego-sukcesu-czy-mozna-to-powtorzyc-2025-07-02/ 2. informacje-lokalne.pl3. informacje-lokalne.pl
Do wpisu: Nie jesteśmy skazani. Jesteśmy uśpieni. Dlaczego Polska przestała wierzyć, że może być czymś więcej?
Data Autor
Marek Michalski
Nic nie zdziałają centra planistyczne oparte na ideologii 2+2 jest różne od 4.
mjk1
Moim zdaniem problem strategicznego myślenia w Polsce i w Europie jest dużo bardziej praktyczny niż metafizyczny. Brak strategii państwowych wynika nie z filozofii Kanta czy Hume’a, tylko z bardziej przyziemnych zjawisk.Infrastruktura, energetyka, wojsko czy logistyka potrzebują ciągłości, a polityka pracuje w rytmie „co da się pokazać do następnych wyborów”. Efekt: każdy projekt długofalowy jest podatny na skasowanie.Brak instytucji, które pilnują strategii niezależnie od rządu. W wielu krajach (USA, Dania, Holandia) istnieją ciała planistyczne, które kontynuują projekty niezależnie od tego, kto wygrał wybory. W Polsce brak takich „bezpieczników” powoduje, że wszystko staje się polityczne.Politycy są rozliczani z emocji i konfliktów, nie z efektów. Media (tradycyjne i społecznościowe) premiują spór, kontrowersję i szybkę reakcję a nie 20-letni plan dla portów, kolei czy energetyki. To zmienia zachęty, opłaca się mówić głośno, nie planować długofalowo.Filozofia może tłumaczyć mentalność epoki, ale praktyka rządzenia decyduje o tym, czy państwo potrafi prowadzić strategię. Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi, co stało się z prawdą w filozofii? tylko, jak zbudować instytucje i zachęty, które wymuszają ciągłość najważniejszych projektów, niezależnie od tego, kto rządzi? I dopiero wtedy takie inicjatywy jak Trójmorze czy szlaki Północ-Południe mogą działać na serio, a nie „od wyborów do wyborów”.
mada
Polactwo miało szansę. 8 lat PiSu pokazało czym może być Polska. Ale dla głupków najważniejsze było to, że muszą nosić maseczki na mordzie. Więc mają co chcieli. I tak już będzie zawsze.Państwo bez Narodu nie ma przyszłości.
Grzegorz GPS Świderski
Jesteś typowym Polakiem. My, Polacy, świetnie umiemy krytykować i jesteśmy ekspertami politycznymi i piłkarskimi. Dokładnie wiemy, jak należałoby rozegrać mecz i jak powinno się Polską rządzić. Jednak naszym problemem jest to, że ta nasza wiedza nie jest konstruktywna. Wiemy, co jest źle i jak by było dobrze. Niemniej nie umiemy tego przekuć w praktykę: "jak to zrobić?". Oprócz tych wszystkich teoretycznych, utopijnych pomysłów, jakie masz, potrzeba jeszcze pomysłu jak to osiągnąć i kto to zrobi. Póki mamy demokrację, to nie ma innego sposobu, by większość całościowych pomysłów na Polskę zrealizować poprzez głosowanie na polityków.To, że PiS zmarnował 8 lat to oczywiste. To, że dziś Tusk jest jeszcze większym nieudacznikiem to druga oczywistość. Nie ma więc wyjścia i za kimś opowiedzieć się trzeba, ale nie za tymi partaczami. Moim zdaniem jedynym sensownym wyborem jest Konfederacja. Nie dlatego, że ona zrealizuje moje czy Twoje pomysły, lecz dlatego, że realizując wolnorynkowy kapitalizm, wycofując państwo ze zbędnego zarządzania i ograniczając je do niezbędnego minimum, spowoduje, że dostaniesz więcej szans i możliwości na realizacje Twoich pomysłów.Znajdziesz bogatego biznesmena, którego przekonasz, by to realizował. Sam założysz firmę, która wyemituje idealną walutę i będzie nią zarządzać jak chińscy komuniści. Możesz nawet założyć firmę budowlaną, handlową, transportową etc... i zatrudnić tych genialnych Chińczyków z politbiura. Na wolności będziesz miał na to milion razy większą szansę niż w socjalizmie.To jest generalna zasada: komuniści, socjaliści, keynesiści, socjaldemokraci i wszelcy inni zamordyści, często nazywający się "państwowcami", by zrealizować swoją ideologię, muszą zdobyć pełnię władzy, muszą przekabacić króla, albo nim zostać. A wolnościowcy nie chcą szczegółowo ludziom życia organizować, uważają, że wolność gospodarcza jest kluczowa, a w niej każdy będzie realizował swoje pomysły. W tym ujęciu wolnościowcy nie są konstruktywni, nie mają szczegółowych planów, tak, jak socjaliści. Jedynym naszym planem jest to, by nie było żadnych centralnych, monopolistycznych planów. A Ty ciągle planujesz centralnie, jakbyś był królem. To utopia.
Marek Michalski
Dlaczego w Polsce ( i w Europie) nikt nie myśli strategicznie?Odpowiedź brzmi: problem z oceną rzeczywistości."większość ludzi nie zauważa już, iż to, co bierze za normalność, jest efektem filozofii, która porzuciła poznawanie bytu i zastąpiła je pytaniem o to, jak skonstruować własną rzeczywistość. Współczesność żyje dziedzictwem Kartezjusza, Hume’a i Kanta, których łączy jedna zasadnicza teza: prawda nie jest tym, co istnieje, lecz tym, co człowiek ustanawia."dorzeczy.pl
Marek Michalski
@MJK1 To była ironia. Unia nie działa, NATO nie działa, modernizacja armii nie działa.Drogi są, port jest. Jest jeszcze NBP.
sake2020
@mjk1....Muszę się z panem zgodzić.,że  nie powinno się zmieniać projektów zwłaszcza wymagających  dłuższego czasu realizacji. piszę to na podstawie doświadczeń z pracy. Wszelkie szkolenia które przechodziłam wprawdzie nudne ale zakładały ciągłość kontynuacji projektów, a nie odwracania do góry nogami tego co już się zaczęło i wymagało czasu do sprawdzenia korzyści. To się sprawdzało w zakładzie przemysłowym.
mjk1
Ma Pan rację Panie Marku, że te projekty działały i właśnie o to chodziło. Ja nie twierdzę, że „nic w Polsce nie działa”. Wręcz przeciwnie, te projekty są dowodem, że gdy pojawia się ciągłość ponad kadencjami, to potrafimy osiągnąć bardzo dużo. Problemu nie ma w potencjale ani w umiejętnościach. Problem jest w tym, że takie projekty są w Polsce wyjątkiem, a nie regułą. NATO, UE, autostrady czy port w Gdańsku to przykłady sukcesów, które się udały właśnie dlatego, że kolejne rządy musiały je kontynuować. Nie były kasowane po wyborach i nie były traktowane jako „projekty jednej partii”.Napisałem o czymś bardzo prostym. Polska ma realny potencjał i potrafi go wykorzystać, ale tylko wtedy, kiedy nie zaczynamy wszystkiego od zera co 4 lata. To nie krytyka Polski, tylko wskazanie warunku, dzięki któremu możemy iść dalej.
Marek Michalski
„Potencjał jest, ale nie ma szans, bo w Polsce nikt nie myśli strategicznie”Jak nie, jak tak?"polskie projekty, które wychodziły ponad kadencje, zawsze działały:– wejście do NATO,– wejście do UE,– budowa dróg ekspresowych,– modernizacja armii 2000–2020,– rozwój portu w Gdańsku."Skoro działały, to jest dobrze a nie źle.  
Do wpisu: Polska mogłaby być bogata, ale sama sobie wiąże ręce. Dlaczego stoimy, choć powinniśmy biec?
Data Autor
Jan1797
"Trójmorze, nie wiem czy pod tą nazwą, było pomysłem znanym już przed wejściem Polski do UE. Była to koncepcja unii państw postkomuszych, które oderwały się od ZSRR, kiedy ten się rozpadał, czyli na przełomie lat 80 i 90 XX wieku." ???:))
Jan1797
Sama, sobie?:))
Grzegorz GPS Świderski
To normalne, że jak coś przekracza nasze możliwości intelektualne, to zwalamy to na SI. No bo przecież dzisiejsze LLMy są wielokroć mądrzejsze od większości ludzi. Dziś większość uzna, że wszelkie prace naukowe czy mądrzejsze rozkminy stworzył ChatGPT. Ty piszesz dość mądrze i też dostajesz zarzuty, że Ci to SI pisze. Pisząc te same zarzuty, po prostu się sam deprecjonujesz. Takie podejście jest destrukcyjne i niszczy dyskurs publiczny, co wyjaśniam tu: naszeblogi.pl.Ja to, co napisałem, pisałem zanim w ogóle wymyślono LLMy. Tu o tym, jak Rosja się rozpadnie: naszeblogi.pl - też można było się kiedyś spytać: w jaki sposób ma się rozpaść mocarstwo atomowe, jakim jest ZSRR? Dziś sytuacja Rosji jest analogiczna do ZSRRA tu notka sprzed ery LLMów: salon24.plJak chcesz rozmawiać poważnie, to przestań robić przytyki osobiste, czego nauczyłeś się od tutejszych chamów. Tym tylko sam siebie ośmieszasz. To niczemu dobremu nie służy.
mjk1
Czyta Pan czasami te farmazony, które Panu SI wypisuje, bo mam wrażenie, że nie? "W wojnie atomowej nikt nie wygra, wszyscy będą przegrani". Tymczasem we wpisie, który Pan był łaskaw wkleić, "stoi jak byk": " ... je­śli uda się do­pro­wa­dzić Fe­de­ra­cję Ro­syj­ską do roz­pa­du, al­bo do te­go, że w ja­ki­kol­wiek in­ny spo­sób utra­cą sta­tus mo­car­stwa, a Ro­sja­nie prze­sta­ną mieć im­pe­rial­ne aspi­ra­cje, to na­sz re­gion, ca­łe Mię­dzy­mo­rze, ma szan­sę gwał­tow­nie roz­wi­nąć się cy­wi­li­za­cyj­nie i tech­no­lo­gicz­nie" i dalej: "...gdy Ro­sja upad­nie, nasz kraj sta­nie się naj­waż­niej­szym cen­trum lo­gi­stycz­nym w od­bu­do­wie Ukra­iny". Może Pan wyjaśnić w jaki sposób chce Pan pokonać mocarstwo atomowe?Dalej jest jeszcze lepiej: "W woj­nie się nisz­czy po to, by wy­grać. Pod­sta­wo­wą za­sa­dą po­li­tycz­ną je­st to, że za­nim gru­by schud­nie, to chu­dy zdech­nie. Po­nio­sę ra­ny, ale wro­ga za­bi­ję. Stra­cę sprzęt, ale wróg się pod­da. Znisz­czę wszyst­ko do­oko­ła, ale wro­go­wi znisz­czę wię­cej".Jak Pan chce zniszczyć Chiny i Rosję? W jakiej kolejności i w jaki sposób?I dalej: "Nie ma­my żad­ne­go mo­ral­ne­go obo­wiąz­ku, by po­ma­gać Ro­sji czy Chi­nom, na­wet je­śli bę­dą po­ko­na­ni nie­ho­no­ro­wo, nie­uczci­wie, pod­stęp­nie i zbrod­ni­czo. To są wredne komuchy i niech zdechną.Jak chce ich Pan pokonać nie­ho­no­ro­wo, nie­uczci­wie, pod­stęp­nie i zbrod­ni­czo? Jakiś autorski plan o którym nie wiedzą Stany?Mógłbym tak długo, ale zakończę krótko. Przestań chłopie korzystać z SI, jak nie rozumiesz jaki kit Ci wciska, bo tylko się kompromitujesz.
Grzegorz GPS Świderski
W wojnie atomowej nikt nie wygra, wszyscy będą przegrani. Dlatego jej tak długo nie ma i nie będzie. Mamy wojnę konwencjonalną i hybrydową. Zachód wojnę konwencjonalną wygra i Rosja się rozpadnie, co da Polsce najlepsze w dziejach warunki rozwojowe. A wojna hybrydowa z islamem już jest przegrana, już na Zachodzie w sposób nieuchronny powstaną szariackie kalifaty, co paradoksalnie daje dodatkowo dużą szansę na rozwój Międzymorza, bo my się uchowamy, do nas ucieknie cały zachodni biznes.Jedyna możliwość, by to wykorzystać, to wolnorynkowy kapitalizm, bo tylko w warunkach wolności gospodarczej rozwój biznesu może się spotęgować. Socjaldemokratyzm i wszelkie jego mutacje, w tym keynesizm, tylko i wyłącznie przeszkodzą w rozwoju tak, jak do tej pory przeszkadzają. Chiny nam w tym rozwoju nie będą przeszkadzać, a wręcz odwrotnie, współpraca z nimi da jeszcze lepsze warunki rozwoju. Chinom Syberia wystarczy na sto lat. Niemniej to wszystko to tylko perspektywa dwóch dekad, bo potem nastąpią zmiany tak drastyczne, że są całkowicie nieprzewidywalne, jedyne co pewne, to że wszystkie państwa upadną, bo przestają się opłacać.
mjk1
Masz rację, że korzenie tej idei są starsze. Koncepcje współpracy państw Europy Środkowej pojawiały się już w XIX wieku, później w okresie międzywojennym i ponownie po upadku ZSRR. Warto jednak doprecyzować dwie rzeczy:To, co dziś nazywamy „Trójmorzem”, nie jest kopią tamtych planów. Współczesna Inicjatywa Trójmorza (z 2015–2016) to projekt infrastrukturalny wspierany przez USA i UE, obejmujący transport, energetykę i cyfryzację, z funduszem inwestycyjnym i listą projektów priorytetowych. To nie jest unia polityczna czy wojskowa, tylko platforma rozwoju szlaków Północ–Południe.Państwa regionu mogą być bardziej samowystarczalne energetycznie, transportowo i logistycznie, ale tylko jeśli współpracują. I w tym sensie Trójmorze jest najbardziej realistyczną formą takiej współpracy, bo nie wymaga wspólnego rządu, nie wymaga nowych traktatów i opiera się na inwestycjach, które i tak muszą powstać. Dlatego zamiast patrzeć na stare koncepcje, warto spojrzeć pragmatycznie. Dzisiejsze Trójmorze to narzędzie. Kwestia w tym, czy Polska chce je wykorzystać.