Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wygramy czy nie? Rozważania w momencie przełomu nad losem RP
Data Autor
xena2012
Zaczynam miec wątpliwosci czy aby ten pierwszy wariant jest tak korzystny.Widoki żadne a upokorzenia,ustepstwa,wymagania tylko się mnożą.Przykro patrzec jak rząd zwija sie w lansadach,uklonach i uśmiechach ,jak nazywa ,,braćmi'' ludzi opluwających nas na każdym kroku.Ale widać też działania zmierzające do odbudowy przemysłu,widać projekty inwestycji których poprzednia ekipa nigdy by nie zamierzała nawet zacząć.Pytanie czy temu rzadowi sie to uda,wątpię.Społeczeństwo jest tak mało obywatelskie,tak malo zainteresowane,tak roszczeniowe że ,,projekt Polska'' to porywanie sie z motyka na slońce.
Do wpisu: Moje Wielkanoce
Data Autor
jazgdyni
Coś mi zaczarowałeś. Bywam i lubię Andaluzję choć zazwyczaj bliżej Malagi i Marbelli. Ale odwiedzam Costa Tropical, bo to tylko kawałek. Uwierz, w sierpniu, wrześniu, październiku nigdy blisko śniegu nie widziałem. A w Dżunji kolejka linowa zaczyna się 15 minut piechotą od plaży, jedziesz do góry i już zjeżdżasz. Również po-świąteczne serdeczności!
jazgdyni
Wiesz, to ciekawe.Też o tym myślałem. Koniaki francuskie są takie wytrawne i chłodne. Jak by mówiły, że są z północy. A Metaxa ma charakter Morza Śródziemnego - jest słoneczna i słodsza. Dużo przyjemniejsza w smaku. Wiesz dlaczego? Po pierwsze -częściowo jest z winogron muskatowych, a po drugie zaprawia się delikatnie ziołami, nawet z anyżem i płatkami róż. Dodaj do tego miętę i masz główne aromaty Orientu. Same anyżówki, które robią się białe, jak mleko po dodaniu wody, to główny napitek tamtych okolic. Francja ma swój pastis,Grecja ouzo, Arabowie arak i Turcja raki (nie mylić z rakiją -bałkańkim, bimbrowym destylatem). Włosi też robią swoją sambucę. Jednak to już prawie likiery, a Metaxa jest bardzo dobrą brandy. A związek z morzem? Grecy to najwięksi w Europie marynarze. Pozdrawiam.
Ryszard Surmacz
A tak z ciekawości. Nie wiem, czy Tobie, ale mnie na morzu wyjątkowo smakuje metaksa (oczywiście minimum piąteczka). Ilekroć gdziekolwiek byłem nas Morzem Śródziemnym i miałem znaleźć się na statku, zawsze kupowałem sobie buteleczkę, I jak w banku. Czy jest jakaś w tym tajemnica?
jazgdyni
Również przesyłam życzenia. Alleluja! Od Grecji, Turcji po Maroko, Liban to najpiękniejszy fragment tej strony Morz Śródziemnego. Gdyby nie tragiczna historia, to byłby turystyczny raj. Gdzie jeszcze można rano kąpać się w morzu, a potem pojeździć na nartach w tej samej miejscowości?
nonparel
Witam Dzięki, za ten wpis. Liban - wielki mały kraj. Kraj Ziemi Świętej, Charbela, eremów, starych kościołów, cedrów, wspaniałych ludzi, dobrej kuchni i pięknej przyrody. Jaka szkoda, że to wszystko odchodzi... Nie wiem, ilu teraz jest w Libanie chrześcijan, ale na pewno znacznie mniej niż 50%. Najlepsze życzenia z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego nonparel  
jazgdyni
Kurcze, te tradycyjne obrzędy i wzory zachowania mogą wszędzie przysporzyć guza. Na początku chodząc uliczkami miast Libanu (Baalbek jest niesamowity) i wiedząc, że toczy się wojna, padałem na bruk, jak blisko usłyszałem serię z kałacha. A to tylko orszak ślubny jechał i chłopaki na wiwat strzelali. Więc się przyzwyczaiłem. Tak, upał latem mógł doskwierać. Lecz mnie to nie dotyczyło, bo w każdej chwili mogłem się schronić na klimatyzowanym statku. Sam Bejrut, podobno kiedyś piękny, za moich czasów był już zrujnowany porządnie. Fajna była dzielnica ormiańska - w większości rzemieślnicza. Dawniej uważałem, że Ararat bił na głowę wszystkie francuskie XO. Widocznie nie tylko ja tak uważałem. Stoi teraz w delikatesach elegancka butelka Araratu za 275 zł, bijąc ceną Martelle i  Courvoisiery.
Ryszard Surmacz
Pysznie i z tęsknotą opisane. Dla mnie Bejrut kojarzy się z niesamowita duchotą. Któregoś razu dotarliśmy tam zmęczeni. Noc okazała się prawdziwym koszmarem, było tak duszno, że nikt z nasz nie spał. Rano, chwila chłodu, potem kolejny koszmar. Ani arbuz, ani kawa nie pomagały. Słońce grzało jak cholera. Nie było rady trzeba było uciekać na górę, tam, gdzie wiał wiatr. Pamiętam tylko w zatoce te wypasione jachty. Robiły wrażenie. A jeżeli chodzi o mocne wrażenia kulturowe, to kiedyś będąc w Armenii zostałem poproszony na bankiet, na który przyszła też córka pewnego vipa ze swoim narzeczonym. Polało się sporo armeńskiego koniaku (chyba ararat) i nieopatrznie zachciało mi się poprosić córeczkę do tańca. Byłem jeszcze na tyle trzeźwy, że wyczułem zagęszczającą się atmosferę. W porę zapytałem, o co chodzi? I odpowiedziano mi, że gdyby ze mną poszła (a gościowi nie mogła odmówić), to jej narzeczony tę hańbę mógł zmyć tylko krwią. Oczywiście moją. Zaswędziało mnie gardło, usiadłem pukając się w czoło i przeprosiłem wszystkich. Na zgodę zaproponowali mi panienkę, z którą będę się mógł bawić do samego rana. Nie skorzystałem.
Do wpisu: Moja wielkanocna nauka (darmowa)
Data Autor
jazgdyni
Dziękuję Lechu. Jakże słuszny i gorzki wiersz. Po wyborach na Ukrainie zaczynam się obawiać, że powszechnej durnoty nie da się zatrzymać. Nadal życzę Świąt szczęśliwych i po świętach także.
Lech Makowiecki
Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. To dziś ważne. Nawet bardzo.               NIEWIERNY  TOMASZ „Uwierzę, gdy zobaczę ślady gwoździ w dłoniach... Rękę w bok Jego włożę – wtedy się przekonam!” Tak rzekł Tomasz Apostoł (Niewiernym nazwany), Na wieści o cudownym Pańskim Zmartwychwstaniu... Dziś „niewiernych Tomaszów” chodzą całe stada! Swej głupoty czy błędu uznać nie wypada?...                               *** Choćby czarno na białym zdrajców im wskazano – Zasypiają spokojnie. I budzą się rano... Choćby setki podsłuchów otwierały oczy – Głusi będą na fakty... Bies ich zauroczył?... Choćby pluły im w twarze polityczne szuje – Udają, że deszcz pada... Nikt się nie buntuje... Choćby mieli na zbrodnię dowodów tysiące – Śmieją się z mgły smoleńskiej. Ciemność zowią słońcem... Choćby wolne wybory podle sfałszowano – Bruku rwali nie będą... Do walki nie staną... Choćby świat spadał w przepaść... Wojna stała w progu – Mówią: „Nic się nie stało”... I nie czują trwogi...                               *** Wiara jest Bożym Darem. Poznanie – Nauką. Każde z nich wybrać możesz, kiedy Prawdy szukasz... Zaś ślepota na dowód na tacy podany – To głupota kosmiczna... Lemingów... Baranów... Jest granica uporu (czas już na myśl złotą), Kiedy Tomasz Niewierny staje się... Idiotą...  
Do wpisu: Ustawa i ustawka
Data Autor
Anonymous
Standaryzujemy również indywidualnie. To ułatwia życie. Nadmiar standardów narzuconych męczy monotonią. Mamy na szczęście też standardy odświętne. Spokojnych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy.
jazgdyni
Masz rację. Kiedyś nawet byłem blisko libertarianizmu. To, obok anarchii, która jest zdecydowanie zła (jak w filmach Mad Max), przeciwstawienie się wielorakim formom semi -niewolnictwa. To robił Tusk dając pospólstwu piwo, grilla i Taniec z Gwiazdami, jednak najbardziej niebezpiecznie realizuje to korporacjonizm. Nawet juz noszą mundurki (obowiązkowy kod ubioru), choć łaskawie dano piątek na swobodny ubiór (ale bez przesady). Działania Unii to w celu także kolosalne zniewolenie. Innym niewolniczym przymusem jest obowiązek pracy. 90% ludzi pracuje, bo musi, a nie bo chce. W tych procentach ile jest takich, co swej pracy nienawidzi? Właśnie oglądałem dokument pod tytułem Killing Robot, o złamaniu 1. i 2. zasady etyki robotów Isaaca Asimova. Fakty - w montowni Volkswagena na linii produkcyjnej robot spawający zabił pracownika, przygniatając go do ściany. To początek będący ostrzeżeniem dla naukowców i inżynierów. Film kończy się dokumentalnym obrazem, gdzie SWAT, bodajże w Huston, musi unieszkodliwić zamachowca snajpera, który z wysokiego piętra zabił już ośmiu policjantów. Policjanci do saperskiego robota przywiązują ładunek wybuchowy i kierują go do terrorysty. Po chili, gdy ten już był blisko, detonują go, zabijając bandytę. Czyli tu robot zdecydowanie zabija człowieka, a powinien mieć zabezpieczenie uniemożliwiające mu taki czyn. Jak widać duża robota czeka etyków, filozofów i innych humanistów. Ale były straszniejsze obrazy - współpraca pracowników z robotami przemysłowymi. 8 godzin ogłupiającej pracy w podawaniu, sortowaniu, układaniu itp. Czyli robotyzacja również tworzy niewolnictwo.
jazgdyni
Ja też chyba się pomyliłem - to rzeczywiście chodzi o Win XP. Wybacz... wiek.
Anonymous
Czy mówimy o obywatelach, czy o pacjentach, czy o rodzicach i uczniach, to jest różnica między niewolnictwem i kołchozem a systemem opartym na upodmiotowieniu człowieka. Niezależnie od wartości etycznych to się opłaca. Obecna idea to kołchoz scyfryzowany i totalnie sterowany. W jednych dziedzinach reformie może służyć konklawe, w innych wolny rynek. W oświacie np. wydaje się potrzeba konklawe do ram i wolnego rynku by rodzice zagłosowali np. bonem oświatowym za formą i treścią. W tym co głosi w sprawie elektromobilnosci oficjalnie rząd nie ma żadnego uchwytnego sensu. To sprawia wrażenie, że jak w RWPG dostaliśmy polecenie i towarzysze polscy mają zainwestować w bateryjki tak jak kiedyś niemieccy w optykę, a węgierscy w przemysł farmaceutyczny. Rząd jest wykonawcą, Kreml jest na Wall Street.
Anonymous
Źle napisałem. Miałem na myśli Win XP. Aparatura medyczna głównie na tym systemie jest oparta. Chodziło mi o tę zasadę którą wymieniłeś - lepsze jest wrogiem dobrego.
jazgdyni
Imci, 1. Odsyłasz do takiej matrycy, albo takiego algorytmu, czy równania, by rozwiązać taki, czy taki problem. Dla mnie niestety to nieco mechaniczne. Taka jakby księgowość wyższego rzędu. Mało w tym widzę kreacji i twórczości. 2. "Programy piszące programy" - patrz pkt.1. Sam się śmiejesz. Nie ma jeszcze nawet najmocniejszego na świecie komputera, chłodzonego substancją poniżej zera Kelvina i operującego na poziomie jeszcze niższym niż mechanika kwantowa, który byłby zdolny do jakiejkolwiek twórczej kreacji. On może tylko mielić dane, algorytmy, kody, które mu wpuszczono do brzucha.
jazgdyni
Tylko ci dopowiem, że w wysoce profesjonalnych, a także niektórych militarnych, największym zaufaniem cieszy się Windows NT. W niektórych istotnych, najwyższego zaufania systemów newralgicznych stosuje się 8 -bitowe procesory Intel 8080. To nic, bo konstrukcja szeregu motorów Caterpillarów sięga czasów po IIWŚ. Według zasady - lepsze jest wrogiem dobrego.
jazgdyni
To, co tutaj Marku mówisz, to zmiana paradygmatu myślenia o dobrym systemie. To co zazwyczaj widzimy, to mechaniczne podążanie za starym, z ewentualnie małymi usprawnieniami. Widzimy to właśnie w konflikcie nauczyciele - rząd. I nie powinien być to jakiś okrągły stół. Min. Zalewską, premier Szydło i Broniarzystów należy odsunąć od obrad, i tylko kreatywny think tank, obdarzeni szacunkiem przedstawiciele wszystkich zainteresowanych, zamknięci jak kiedyś kardynałowie w Viterbo, o chlebie, wodzie i Toj Toju, mają wymyślić zupełnie nowy system oświatowy. Nowy od A do Z, co nie wyklucza czerpania drobnych spraw z tradycji. Wszystkie dotychczas spory i konflikty rozwiązywane są podobnie i mało skutecznie.  Wiele w decyzjach jest pozorów i teatru. TVP Kurskiego doprowadziła to do absurdu. Jeżeli decydenci chcą cieszyć się szacunkiem muszą: 1. Uczciwie komunikować i objaśniać. 2. Nie wolno im traktować społeczeństwa jak idiotów, bo i tak nie zrozumieją. Na przykład: Premier rzucił hasło ELEKTROMOBILNOŚĆ. I dosyć. Nic więcej. Jeżeli to ma być nasza przyszłość (z czym się zgadzam), to proszę sprecyzować o co chodzi. Kapuję, że pierwszy etap - komunikacja miejska jest ładnie i szybko do załatwienia. Ale co dalej? Wybudujemy fabrykę samochodów elektrycznych? Czy może tylko będziemy montować Tesle albo Toyoty? A może tylko będziemy robić ważne komponenty - szybko ładujące się baterie o dużej gęstości energii (W/kg), nowatorskie, bo ma być innowacja; albo jeszcze lepsze silniki elektryczne.  No, nie wiemy. Bo Morawiecki trochę ma nas za głupków. Szło by lepiej, gdyby dobrze wyjasniać i uzasadniać decyzje.
Anonymous
A tu - w systemie bezpieczeństwa na drogach - metafora systemów ubezpieczeń zdrowotnych: niezalezna.pl
Anonymous
Microsoft ma pozycję monopolisty globalnego i o żadnych metodach analizy czy go dopuścić czy nie dopuścić nie było mowy. W Polsce prawie każdy komputer państwowy pracuje w tym systemie i jest otwarty na sieć pod pozorami ochrony danych, a z punktu, nawet nie lekarza, a administracji danymi do rozliczenia z NFZ nic powyżej win95 nie jest potrzebne. Sprzęty jakich używamy mają w większości win95. Kosztów nikt nie zweryfikuje, po co skoro pacjent i tak dostaje "wszystko" i " za darmo". Potem może się burzyć sam w sobie bo jest taką właśnie szklanką wody. Z czarną dziurą to była ironia. Przyrost wiedzy medycznej jest rzeczywiście problemem. Jest to przyrost sztuczny, wynikający ze zmielenia danych wejściowych na wyjściowe, a efektem jest więcej otrębów niż mąki. To się potem sprzedaje i finansuje na NFZ. Któż się będzie ekscytował diagnostyką w rodzaju krzywej cukrowej i aplikacji papierowej (samoobserwacja pacjenta).
Dark Regis
W skrócie: 1) Ten system łączący małych z większymi, a tych z dużymi itd. jest już obecnie realizowany np. przez Microsoft w zakresie dystrybucji systemów operacyjnych (np. licencja OEM dla składaczy własnego sprzętu). Gdybym miał podać jakieś naukowe argumenty na rzecz takiego "obliczania", to powołałbym się na zagadnienie granular computing. To jest adekwatny model dla rozległych i wielowarstwowych zagadnień logistycznych: en.wikipedia.org 2) Jeśli chodzi o zagadnienie nadmiernej agregacji rynku i tworzenie się superfirm albo rozległych syndykatów, to można stworzyć założenia prawne (antitrust) rozbijające zbyt duże klastry do jakiejś ustalonej średniej. Jednym z modeli pozwalających na "mierzenie" klastrów mogą być diagramy Voronoi (inaczej teselacja Dirichleta). Zwłaszcza, że z powodzeniem wykorzystuje się to narzędzie w grafice komputerowej do generowania bardziej naturalnych z wyglądu struktur lub map: en.wikipedia.org 3) Kiedyś tu opowiadałem o planowaniu przedsięwzięć za pomocą zapisania pożądanych postulatów w postaci formuł logicznych, czyli reguł Gentzena i używaniu narzędzia do automatycznego dowodzenia z tych formuł (np. Coq) w celu sprawdzenia poprawności rozumowań i stabilności struktury projektu. To podejście zostało użyte z powodzeniem do zaprojektowania nowej technologii dla blockchain (bitcoiny): ii.uni.wroc.pl Dopiero na tym poziomie abstrakcji możemy coś sensownego mówić o wartości podjętych lub niepodjętych decyzji, bo bez aparatu logicznego to jest najczęściej tylko burza w szklance wody. 4) Co do diagnostyki, to raczej nie chodzi o czarną dziurę, a o czarną skrzynkę, czyli takie urządzenie, które wydaje werdykt na podstawie jakichś ukrytych reguł. Oczywiście człowiek kontrolujący to urządzenie może się z tym werdyktem zgadzać lub nie, ale tak czy siak musi to być opisane procedurami, a nie np. zależeć od zawartości koperty. Eliminacja człowieka z procesu stawiania diagnozy raczej nie jest możliwa ze względu na przyrostowy charakter zdobywanej wiedzy medycznej i konieczność kontroli poprawności całego procesu. Chodzi tylko o eliminację (a raczej o "eliminację", bo nikt nigdy tego nie robi, chyba że w propagandzie lub reklamie) żmudnych obliczeń i kojarzenia milionów danych. To chyba jasne, że człowiek tego nie umie zrobić w przeciągu kilku tysięcy całych żyć człowieczych, a więc po prostu najczęściej strzela i liczy na farta. Dla przypomnienia "muszka owocowa" złożoności obliczeniowej, czyli TSP. Przykład niesłychanie prosty, a trampki młodym zapaleńcom spadają: en.wikipedia.org 5) Są już programy piszące programy, czyli w pewnym zakresie AI (ta techniczna) będzie programować się sama. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż programowanie również ma gigantyczną złożoność obliczeniową. Pozostaje jeszcze sztuka programowania, ale to nie dla wszystkich.
Anonymous
Ciekawa ta czarna dziura i rzeczywiście okrągła. W kwestii łączenia woziwodów z systemem logistycznym nie mam nic przeciwko. Byle zasady były dla wszystkich równe, a nie brano się za tworzenie praw pod firmę monopolizujacą rynek. Klient musi mieć wybór - to z nim musi następować sprzężenie zwrotne, nie z decydentem. Decydent w większości spraw musi być stróżem wolnego rynku jako medium, w którym dokonuje się wymiana i jej wartościowanie. Zakłócenia oznaczają straty. Wyjątkiem są obszary strategiczne. Np. zakup szczepionki w obliczu epidemii, co zilustruję geniuszem Ewy Kopacz, która nie zakupiła szczepionek na grypę i okazało się to strzałem w dziesiątkę. W ogóle nie docenia się wartości niepodjętych decyzji. Decydenci jak nazwa wskazuje, chcą decyzje koniecznie podejmować, a właśnie czasem mogliby usiąść na d. Wracając do czarnej dziury. Rzeczywiście w nieodległej przyszłości diagnostyka może się odbyć w jeszcze doskonalszej niż obecne czarnej dziurze, która spenetruje pacjenta we wszystkich projekcjach niekoniecznie poprzez jego otwory naturalne, a na wskroś. Problemem analizy będzie nadmiar danych, z których otrzymamy i tak na końcu wynik dostępny tradycyjnymi metodami. Tu przydaje się weryfikacja metody diagnostycznej przez zainteresowanego w rozmowie z lekarzem. Obecnie jest chciejstwo i rozdawnictwo. Minimum socjalnym jest "przebadanie się" pakietem laboratoryjnym z kultowym cholesterolem, co nie dziwi bo uzależnienie od obniżania jego poziomu statynami było swego czasu propagowane przez firmy farmaceutyczne. Wracając do komputerów. Są programowane przez ludzi. Tych samych omylnych, którzy tworzą procedury i schematy diagnostyczne. To użyteczne pod warunkiem, że nie są szczelne, bo pacjent nie ma zbiorowych potrzeb zdrowotnych, ma własną indywidualna potrzebę i prawo by podejmować własne decyzje, również błędne. Każdy jest kopaczem swojego dołka.
Dark Regis
Bowiem nauka o Człowieku zawsze doznaje niebezpiecznego wypaczenia, gdy nie ma dla niej jakiejś przeciwwagi. Przykładem może być antropologia w XIX i na poczatku XX wieku. Oczywiście są też sprzężenia zwrotne, które na przykład z cybernetyki doprowadziły do transhumanizmu, ale ogólny schemat psucia nauki przez ideologie, która przebiera się za obowiązujący paradygmat jest taki sam. Dlatego np. zimni matematycy i informatycy trzymają cugle biologom. PS: Korporacja Uber pokazuje, że skuteczne jest też łączenie solistów "woziwodów" z systemem logistycznym. W każdym razie chodzi o różne warstwy działania współczesnych firm, a nie płaski model kopania dołów.
Dark Regis
Jeśli dobrze się Pan przyjrzy temu problemowi, to nie chodzi o eliminację czynnika ludzkiego, ale o podniesienie poprzeczki dla czynnika ludzkiego. Czynnik ludzki zamiast prowadzić pojazdy będzie zajmował się serwisowaniem, nadzorem, logistyką, wytyczaniem celów do osiągnięcia i harmonogramowaniem (rozkłady jazdy, algorytmy i te rzeczy). Obecnie np. maszynista w pociągu już też do niczego innego nie służy, niż realizacja punkt po punkcie pewnych procedur. Jeśli stworzy się adekwatne do problemu oprogramowanie, to to jest praca dla takich małych programistów (tak jak była mała matura). Oczywiście cała rzesza nieuków i niepełnosprawnych intelektualnie nie będzie miała co w życiu robić, dlatego kasty rządzące kombinują z tym opluwanym przez liberałów dochodem gwarantowanym. Tak samo radosny czas Zosi samosi w biznesie niechybnie się kończy i zaczynają przewagę zdobywać właśnie systemy - zaksjomatyzowane i zaprogramowane dla rozwiązywania danego rodzaju problemów. Tak samo jak sklep wielkopowierzchniowy góruje nad sklepikiem osiedlowym, zaś hurtownia nad "woziwodą" z busikiem, tak samo przewagę w montowniach zdobywa robotyzacja nad systemem taśm z pracą niewolniczą pod nadzorem. To oczywiste, że w końcu komputery zastąpią lekarzy w diagnostyce medycznej, bo już teraz to komputery analizują terabajty danych z różnych czujników np. na statkach i w samolotach, a nie dywizja jakichś Jasiów z liczydłami. Po prostu tych danych jest już zbyt dużo dla człowieka, żeby ten w oparciu o nie mógł coś sensownego stwierdzić, wykryć chorobę i zaordynować leczenie. Te wszystkie procenty, poziomy, wskaźniki, wymazy, odczyny, enzymy, białka, krwinki czy USG, EKG, EEG, w końcu muszą zacząć coś mówić, a nie że znudzony pan doktor wreszcie olewa to wszystko i proponuje kolegę, zaś kołowrotek z badaniami i wizytami (koszty) trwa kolejne kilkanaście lat (przypadek mamy). Właśnie dlatego stale postuluję, żeby w szkołach nie tyle uczyć, co chociaż pokazywać dzieciom przykłady problemów z dużą złożonością obliczeniową, żeby te wyrabiały sobie na możliwie wczesnym etapie edukacji odpowiednie intuicje. To procentuje. Do tego służyć mogą różne łamigłówki, kostki Rubika, Tetrisy, Pentomina, Sudoku, Sokobany itp., a nie koniecznie pełnokrwista teoria grafów z formalnymi definicjami, twierdzeniami i dowodami. Nawet takie rzeczy jak kwadraty łacińskie (np. taki n-krotny problem wież szachowych, albo dokładniej kwadratów nxn, gdzie n liczb ww wszystkich wierszach i kolumnach nie może się powtarzać) mogą nauczyć pokory i zrozumienia dla tych spraw. PS: Przykład jak powinna uczyć szkoła. Zapewne Pan słyszał ostatnio o "sfotografowaniu" czarnej dziury? Otóż tam zgromadzono na dyskach twardych tak ogromną liczbę danych z radioteleskopów, że musiano wszystkie dyski zwozić do jednego centrum obliczeniowego niemal ciężarówkami zaś ich analiza trwała kilka lat. Oto film ze szczegółami: youtube.com
jazgdyni
Na razie, bo zawsze nam się miło i dobrze rozmawia, pozwolę zwrócić uwagę tylko na jedną sprawę - celowość i skuteczność nauki. Lubię astrofizykę, lecz na spokojnie odpowiedzmy sobie - po co nam ta czarna dziura? Ile to kosztowało i co będę z tego miał. Albo taki Wielki Zderzacz Hadronów za ponad 6 mld USD. Tymczasem strasznie mało wiemy o człowieku. Dla mnie to raczej najważniejszy obiekt badawczy.