|
|
kaliszanin jak się tych skuch uzbiera więcej to się uruchomi trzecią światową gumkę i wymaże co trzeba tu i tam w archiwach, rejestrach i spisach ludności się postawi kilka milionów krzyżyków. już oni to potrafią.
bardzo ładnie to widać na przykładzie wyczyszczenia wszystkiego co się dało w przemyśle farmaceutycznym, chemicznym i tworzyw sztucznych. a jak się ładnie z włochami i beznapletkowcami podzielili, aż dziw, że jeszcze wolno zioła zbierać po lasach i łąkach tak w biały dzień a nie w przebraniu czerwonego kapturka wszak większość substancji została już przez nich wynaleziona lub wymyślona i rzecz jasna zastrzeżona. |
|
|
Dark Regis Hmmm, wanny nie opatentowali, Waści powiadacie. No to w sumie skucha. Za to wynaleźli i pierwsi zastosowali "marsz przez instytucje" i stąd ich tyle w różnych naukach wśród wyróżnionych i cytowanych. Bowiem to nie prawda, że inne ludy są głupie, ale jak się trochę przytka drabinkę awansu naukowego i społecznego dla "ciemnogrodu", a tylnym wejściem wpuści samych swoich, to ludy nie będą miały wyboru ni pojęcia. Muszą klękać przed "arystokracją" podstępu i nieszlachetności. Zresztą o czym tu mówić, skoro "nasze" uniwersytety wloką się w ogonie światowych rankingów, pomimo tego, że od powojnia plemienia tam mnogo. Podobnie w prawie - im ich więcej, tym prawo większym bagnem się staje. ;) "Jesteśmy" światowymi liderami w produkcji prawa. Aż serce ściska na widok tego brakoróbstwa, Panowie. :/ |
|
|
kaliszanin ja byłem zbyt mało drobiazgowy czym pan się w zamian wykazał - to taka przenośnia choć słownik z uporem maniaka wpisuje mi przenośnik.
pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Wannę opatentowali?! A nie prysznic?
Po polsku natrysk (nie wytrysk, jak mówią niektórzy) opatentował nie Niemiec, a nasz Ślązak Vincent Priessnitz. |
|
|
kaliszanin z całym szacunkiem, nie wiemy jeszcze co będzie przełomem nie teraz i nie w tym miejscu, w którym się znajdujemy. mam wrażenie że wirujemy jak spływająca woda z wanny tylko nie wiemy czy wprost do szamba czy też gdzie indziej ale i tak najgorsze jest to, że wannę opatentowali niemcy a całą resztę łącznie z tym czego nikt nie widział na oczy beznapletkowcy. na wodzie i powietrzu zaś łapska chcą położyć obrońcy klimatu ochraniani przez gejopolityczne pole ochronne robiące z zadziwiającą regularnością co rusz to nowy coming out.
pozdrawiam serdecznie |
|
|
jazgdyni Nie - no generalnie zgoda. Ja może trochę się podśmiechuję, bo byłem z matmy dobry. I to raczej intuicyjnie czułem ją. Nawet pierwsze spotkanie z liczbami urojonymi, jakże ważnymi w elektronice nie budziły mojego popłochu. Lecz byłem pragmatyczny i wybrałem życie dające nieco więcej dochodu. I tak, jak wszędzie postęp jest ogromny, bo i zapotrzebowanie jest niesamowite. Fuzzy logic było pierwszą jaskółką, lecz przełomem będzie AI oraz urządzenia (nie tylko roboty) autonomiczne.
A o mechanice kwantowej i co więcej, o polach kwantowych już mówiliśmy.
A nierozwiązane problemy są chyba nawet od czasów pitagorejskich.
Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Słyszał Pan może o tym, że zera funkcji dzeta potraktowane jako spektrum pewnego operatora w przestrzeni Hilberta prowadzą do zagadnienia poszukiwania odpowiadającego zagadnieniu hamiltonianu? To jest właśnie fizyczny aspekt zagadnienia, gdyż taki hamiltonian opisywałby stany kwantowe pewnej abstrakcyjnej cząstki zwanej Riemannium? Już kiedyś tutaj zadawałem to pytanie, czy można wymyślić taki abstrakcyjny matematyczny model, od cząstek elementarnych, po resztę wszechświata, żeby dało się w nim wyróżnić materię, czas, czyli stworzyć abstrakcyjną - inną od naszej - fizykę? Taka syntetyczna fizyka dałaby odpowiedź na wiele odwiecznych pytań dręczących w różnej formie filozofów, fizyków, a ostatnio kosmologów; np. na pytanie czy możliwa byłaby kreacja innego wszechświata w miejsce naszego, ile może być takich typów wszechświatów, czy żyjemy w Wieloświecie i jakich własności lub oddziaływań możemy się jeszcze doszukiwać. Albo czy może istnieć inna systetyczna chemia? Chemia zależy w dużej mierze od tego, na co możemy sobie pozwolić w danej geometrii, czyli powinno się zawsze mówić o stereochemii. I nie chodzi tu tylko o kultowe zagadnienie kryształów, ale także o rodzaje oddziaływań między-atomowych i miedzy-cząsteczkowych, o rodzaje wiązań. Przecież to nie jest przypadek, ale też nie jest działaniem Osób trzecich, że DNA ma własność przestrzennego formowania różnych struktur, które są kluczowe dla przebiegu procesu replikacji, odsłaniania/zasłaniania aktywnych fragmentów, korekcji błędów i ogólnie stabilności życia opartego na nim. To jest właśnie, wbrew pozorom, zagadnienie dla matematyki i związanej z nią informatyki.
Co do "matematyki chaosu", to nie sprecyzował Pan, co pod tym pojęciem rozumie. Jeśli chodzi o hipotezę Riemanna, to można bez skrupułów nazwać ja "matematyką chaosu" albo matematyką operującą na fraktalach. Zresztą my w domyśle mamy, bo tak nas uczy współczesna szkoła, matematykę przemienną, łączną, uładzoną pod każdym względem, żeby łatwo można było sobie coś wyobrazić i wyliczyć. Jednak cała matematyka taka nie jest. Wspominałem już o kilku zagadnieniach: powiedzmy oktoniony, rozmaitości Calabi-Yau jako krzywe (GA), uogólnienia rozmaitości do schematów i przestrzeni upierścienionych, wreszcie toposy, a na deser nowe dziedziny: fizyka/matematyka p-adyczna (zresztą związana ze schematami, również z fraktalami i chaosem, jak Pan lubi) oraz tropikalizacje (mające związek z Calabi-Yau). Jest tego tak dużo, że zapewniam iż dużo łatwiej jest nauczyć się języka japońskiego ;) O wiele łatwiej.
1) Riemannium: americanscientist.org i arxiv.org
2) O funkcjach "dzeta" i ich znaczeniu: pdfs.semanticscholar.org
3) Fizyka p-adyczna (linki do prac na dole): ncatlab.org
4) Geometria tropikalna (nazwana na cześć brazylijskich matematyków): arxiv.org |
|
|
Dark Regis No cóż. Dużo tez i dużo zarzutów, jak na tak krótki post. Postaram się odnieść do kilku z nich. Najpierw sprostowanie. Matematyka nie jest tylko narzędziem, czy jak kto woli językiem innych nauk, bo matematyka mówi o rzeczach oczywistych w świecie, których żadna nauka nie musi badać. Takimi oczywistościami są trzy boki trójkąta, cztery prostokąta, to że liczby naturalne się dodają, rozkładają na czynniki pierwsze, fakt że nie da się znaleźć mniejszej powłoki, która pomieści więcej niż sfera itd. Problem stanowi jedynie to, że jak się nie myśli o tych oczywistych sprawach we właściwym reżimie, to najczęściej wymyśla się jakieś głupoty, albo wielokrotnie wyważa otwarte drzwi. Przykładów jest wiele w naukach humanistycznych, a nawet przyrodniczych, że ta teza ma silne poparcie. Przykładem niech będzie niedawno prowadzona tu dyskusja na temat definicji IQ, albo wyładowań atmosferycznych. Już prawie dochodziliśmy "konsensusu", że "na mocy praw fizyki ze strumyczka elektronów da się uzyskać niemal nieskończone natężenie prądu I=U/R, dla zerowego oporu ;), albo inna drogą I=q/t, dla mgnienia oka i błyskawicy. Kłopot w tym, że te wzory są poprawne, ale tylko w określonym kontekście. Gdybyśmy chcieli je rozciągać na ćwierć elektronu, to nam guzik wyjdzie ;). I tu właśnie jest rola matematyki, żeby poprawnie opisywać te konteksty *niezależnie* od tego, w jakiej nauce ktoś spłodzi wzór na bazie statystyk i danych.
Liczba Ramseya boleśnie przypomina nam o tym, że nie wszystko daje się policzyć na komputerach, czyli że nie na każde pytanie znajdziemy odpowiedź, niezależnie od tego ile na to będziemy mieć czasu. W każdym razie nie dysponujemy czasem nieskończonym. Samo zagadnienie jest zaskakująco proste: bierzemy powiedzmy 100 punktów, łączymy każdy z każdym krawędzią, kolorujemy wszystkie krawędzie losowo na czerwono lub niebiesko i mamy odpowiedzieć tylko na pytanie, czy powiedzmy da się w tym kolorowaniu zawsze znaleźć 50-punktowy układ, w którym wszystkie krawędzie będą np. czerwone. Jeśli zaś nie będzie takiego układu czerwonego, to czy to oznacza istnienie układu niebieskiego. Potem jeszcze zażądamy podania największej takiej liczby w miejsce wymyślonego ad hoc 50 i jesteśmy w ciemnej ... kropie. Matematyka zajmuje się tu właśnie badaniem, czy nie można oszacować wyniku w jakiś inny sposób, albo co wynika z tego, że nie możemy poznać dokładnej odpowiedzi.
Tu dochodzimy do przypadku hipotezy Riemanna. Zresztą hipotez tego typu jest nieskończenie wiele, jest nawet rodzina funkcji, które zachowują się tak jak dzeta (L funkcje Dirichleta), które też mają podobnie położone zera nietrywialne. Dalej dochodzimy do L form modułowych albo modularnych, które są bezpośrednio związane z tymi wszystkimi rowerami, o których wspominałem w kontekście geometrii algebraicznej. To zaś prowadzi nas wprost do teorii strun, bran, ogólniej kosmologii. Konsekwencje udowodnienia HR dotkną informatykę i zmienią kryptografię. (...) |
|
|
jazgdyni Przychylam się do tezy mówiącej, że jeżeli wygrywa pęd do liczb i całej matematyki z pędem do kobiet, to należy uznać to za zboczenie.
Ps. 99% nie wie, lub już nie pamięta, czym jest pęd. |
|
|
jazgdyni Hipoteza Riemanna: „część rzeczywista każdego nietrywialnego zera funkcji dzeta jest równa ½”.
To was matematyków podnieca i rajcuje? Wszystkie te problemy Hilberta, czy milenijne? Lub nasza lwowska Księga Szkocka?
Rzeczy i sprawy, o których 99.99% ludzkości nie ma pojęcia i co więcej - nie chce mieć pojęcia. Zabawy, chyba o zabarwieniu erotycznym, grupki jajogłowych.
Matematyka jest narzędziem nauk. Więc powinna służyć konkretom i praktycznie całej ludzkości. I to tylko jest ważne. To, co z matematyki daje się do czegoś konkretnego zastosować.
A i tak w końcu wygra matematyka chaosu, bo taki jest Wszechświat właśnie.
Szacunek |
|
|
jazgdyni Czysty hedonizm. Bezmyślny i jałowy. Oto posuwany przez neo-komunę cel życia dla ludu. Macie chleb, macie igrzyska i się odp..cie od ważnych spraw. |
|
|
kaliszanin dziękuję.
mam nadzieję, że w ostatnim akapicie mnie pan nie obraził :)
miałem kiedyś taki krótki zachwyt czasami przekształcający się w samozachwyt podczas studiów na wrocławskiej politechnice tym, że tyle da się policzyć i liczyłem, i liczyłem, i pęd do kobiet okazał się być silniejszym niż do liczb.
pozdrawiam serdecznie. |
|
|
Dark Regis Otóż to. Poza tym cóż to za naiwny pomysł, że Bóg musi czekać, czaić się, przyglądać się ukradkiem jak TW, żeby w odpowiednim momencie zrzucić na ludzkość jakiś bolid. Czyżby w tym momencie już nie był Wszechwiedzący? Zawsze mnie rozbraja ta kompletna niekonsekwencja w uznawaniu dogmatów i wymyślanie obejść, zupełnie jak ten rabin, co mógł na wesele jechać konno w sobotę ale tyłem w siodle ;)
Nie bądźmy aż tak drobiazgowi. Funkcje matematyczne nie żyją i nie mają świadomości. Zarówno te pisane na papierze, jak i te liczone w komputerze. Jeśli więc coś da się przenieść do komputera, albo jeszcze lepiej do Maszyny Turinga, to tylko zapis ludzkiej głupoty. Gdyby sprawy w świecie dały się opisać funkcjami obliczalnymi w zwykłym lub szerszym sensie, to już dawno mielibyśmy odpowiedź na większość pytań. Na przykład na takie: "Jaka jest dwunasta liczba Ramseya?", "Czy hipoteza Riemanna jest słuszna?", "Dlaczego elektrodynamika kwantowa daje coraz gorsze wyniki wraz z liczba iteracji, ale od pewnego momentu?", "Dlaczego chromodynamika zupełnie załamuje się w niskich energiach?", czy też wreszcie "Gdzie jest mój kot?" |
|
|
kaliszanin wijemy się, ścigamy, knujemy, kochamy, odkrywamy i zapominamy, dajemy ale częściej zabieramy, durniejemy w swoim szale rozwiązłych zachowań, pragniemy ubogacać niszcząc to co już piękne i bogate ale nade wszystko przemijamy zostawiając po sobie ślad na dni kilka, czasem lat, niektórym udaje się nawet zaistnieć na wieki. ale przyjdzie taki dzień, choć w sydney to pewnie będzie noc, że wszystko przeminie. |