|
|
jazgdyni Powoli, bo powoli zdrowy rozsądek powraca. Przy chorobach przewlekłych odstąpiono od ganiania pacjentów raz w miesiącu do lekarza. Teraz papierowe recepty są wystawiane nawet na 3 miesiące (mogę się nieco mylić, bo nie jestem na bieżąco), a e-recepty mają być na 6 miesięcy, a jak donoszą wiewiórki to może nawet na 12. Jest zamieszanie przy wykupie leków przez pacjenta w częściach, np. co 1 - 2 miesiące, bo nie stać go na jednorazowy wydatek w okolicach tysiąca złotych. Dzisiaj lekarze są bardzo rozrzutni. Nie liczą dokładnie ilości ordynowanych leków. Starym sposobem pi-razy-oko. Więc straty są niemałe. Choć u chroników leki się nie marnują, chyba, że w przypadku niespodziewanego zejścia.
Ludzie też powoli przyzwyczajają się do zamienników. Lecz niektóre cieszą się złą sławą. Są fabryki, które chodzą na skróty. |
|
|
jazgdyni Faktycznie można by system dystrybucji zmienić całkowicie i przybliżyć bardziej do ideału. Jednak nie wolno zapomnieć, że leki to nie towar, który podlega swobodnemu obrotowi. Jest on w rękach osób zaufania publicznego, lekarzy i aptekarzy, Podobnie jak jest z systemem sprawiedliwości. Mandat za złe parkowanie też ma cenę ukształtowaną urzędowo i nie podlega negocjacji.
Obserwowałem obrót lekami w Stanach Zjednoczonych (wiele państw ma podobny system, np. UK). Po pierwsze, wobec powiedzmy "poważnych" leków, czyli nie tych popularnych na ból głowy, grypę czy nadkwasotę, nie stosuje się pakowania w te idiotyczne blistry. To narzuca konieczność kupna całego opakowania, albo, jak apteka decyduje, pojedynczego blistra. Powiedzmy lek sprzedawany jest w opakowaniach po 28 pastylek, w czterech listkach po 7 sztuk. Lekarz zalecił brać lek 3 razy dziennie przez 8 dni. To jest w sumie 24 tabletki. Pacjent musi kupić więc całe opakowanie i 4 dobre pastylko wyrzucić. Rezultat - marnuje się w Polsce ogromną ilość leków z powodu złego systemu dystrybucji.
W USA lekarz też precyzyjnie zaleca pacjentowi dawkowanie. Z taką receptą udaje się on do apteki i w oryginalnym opakowaniu aptecznym, a nie producenta, dostaje dokładnie tyle leku ile lekarz zaordynował. Apteki o dużych obrotach kupują duże słoje konkretnego specyfiku, a potem sterylnie rozfasowują tyle tabletek ile trzeba. Nic się nie marnuje.
Spotkałem się też z sytuacją, że na głębokiej prowincji lekarze sami wydawali leki, z pominięciem aptek.
Piszę to po to, że my sztywno trzymamy się archaicznego systemu, który obecnie się nie sprawdza, a trzeba dokonać rewolucji. To, co dzisiaj mamy nieuchronnie powoduje - raz - korupcję; dwa - pogoń pacjenta za apteką, która dany lek ma akurat tańszy. |
|
|
Anonymous Opłata ryczałtowa to też cena ukształtowana urzędowo. Gdyby była dobra wola to każdy pacjent mógłby sprowadzić dowolny lek z pomocą farmaceuty. Bez recepty robiącej za papier wartościowy. Skąd wzięłaby się dobra wola jak po kimatyzmie czy LGBTyzmie widać intencje robienia nas na szaro. |
|
|
jazgdyni Można kompletnie odejść od kształtowania cen. Czemu nie. Podobnie jak Niemcy wprowadzić stałą opłatę ryczałtową na leki na receptę. Tylko... trzeba być państwem bogatym.
Dodam, że tak, jak Polska kupuje leki, tak samo kupuje ponad połowa świata. I to nie od dzisiaj. |
|
|
jazgdyni W tym rzecz. Produktów wysokiej jakości, czułych i precyzyjnych, nie może wytwarzać byle kto. To się zawsze zemści. Pamiętam ze swojej historii, że głupi przewóz statkiem bananów z Nicaragui do LA w czarterze Chiquita, musiał trzymać w ładowniach schłodzonych temperaturę z dokładnością 0,5 stopnia. Inaczej cały ładunek można było wyrzucić. |
|
|
jazgdyni Wtedy krew, a nieco później słynne osocze. Taki fajny rynek, że aż Kwaśniewski z Kulczykiem zaczęli na tym polu działać.
Ps. Centrum handlem osoczem jest Szwajcaria. Oni za byle co sie nie biorą. |
|
|
jazgdyni Rynek leków był dosyć dobrze zbilansowany przez ponad pół wieku. Poważne zakłócenie wystąpiło za Kopacz i Arłukowicza. Oni osobiście zdestabilizowali nie tylko leki, ale całe lecznictwo. Oparli się na całkowicie liberalnym podejściu, że tu też trzeba zarabiać i maksymalizować zyski. Tak to się zaczęło.
Ja też staram się działać przy minimalnym magazynie. Lecz to jest dobre wyłącznie, gdy rynek jest stabilny i przewidywalny. A teraz nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co jutro stanie się nieosiągalne. Stąd wzrasta nerwowość i po stronie pacjentów i aptekarzy. |
|
|
Anonymous Z tym się zgadzam. |
|
|
Anonymous @Jazgdyni. Innym czynnikiem może być związek z kryzysem i brakiem zapasów. W wielu gałęziach produkuje się już tylko pod zamówienie a nie na magazyn. Wcześniej nadprodukcję opłacało się sprzedać z zyskiem większym w Niemczech,i z i mniejszym i tak satysfakcjonującym w Polsce. Koszty produkcji wzrosły i ograniczono ją do tej zyskownej, albo by podnieść cenę ograniczono podaż.
Nasze ministerstwo wychodzi na przeciw potrzebom wielkich koncernów, chce za nich prowadzić "program magazynowy" i monitorować potrzeby rynku na poziomie klienta. I kształtować potrzeby pacjentów pod potrzeby producentów. Kryzys jest świetnym pretekstem by "coś z tym zrobić". Nie będzie oporu z wdrażaniem totalnej e-inwigilacji i e-manipulacji bo cel zbożny: aby chorym nie zabrakło leków. |
|
|
Anonymous @autorytet Ochłoń i przeczytaj co napisałeś. Zmonopolizowana i chroniona. Tyle, że nie tylko patentami. Do momentu braku nie ma sprzężenia zwrotnego między producentem i kupującym. Ich relacja nie odróżnia masła od tabletek. |
|
|
Anonymous Problemem jest samo kształtowanie cen przez państwo, niezależnie czy lepiej czy gorzej, zwłaszcza przy jednoczesnym tworzeniu barier wwozu-wywozu. Tak powstaje przemyt.
Ten element mnie nie zaskakuje bo to nie kryzys tylko rezultat. Nurtują mnie braki dotyczące równocześnie Polski i Wielkiej Brytanii. |
|
|
Jabe I dlatego z Polski wywożą? |
|
|
AŁTORYDET Zwracałem ci uwagę Żabe, byś nie pisał o sprawach o których nie masz pojęcia. Produkcja leków, to nie wyrób masła, które może robić każdy. To zmonopolizowana, chroniona patentami produkcja, aplikacja i obrót. Tu pierdoły korwinowskie nie maja zastosowania. |
|
|
AŁTORYDET Kiedyś już o tym pisałem. Przeniesienie produkcji wielu związków chemicznych, w tym biologicznie aktywnych jak farmaceutyki, powodowane jest cięciem kosztów przez koncerny. Wymogi środowiskowe, dot. produkcji chemicznej w Europie są, w Chinach i Indiach - nie. Oni tak dbają o ludzi i środowisko, jak w Niemcy w fabryce produkującej nitropochodne w Auschwitz. Nawet to słynne zanieczyszczenie metforminy N,N-dimetylonitrozoaminą, jest wynikiem nieprzestrzeganiem warunków syntezy. O tym jakie mogą być skutki niechlujstwa, pokazało Seveso. Tak długo, jak nie zmieni się strategia koncernów, niewiele sie da zrobić. |
|
|
jazgdyni Dokładnie.
Kwestia negocjacji ceny leku między rządem i producentem oparta jest na wyliczeniach siły nabywczej obywateli. Stąd takie różnice. Co nie oznacza, że nie można zaradzić temu, by leki nie przepływały z kraju do kraju. Paru mądrych ludzi, w tym jeden dobry prawnik załatwią to w tydzień. Ale skąd mam wiedzieć, że w całym MZ i MS na wszystkich szczeblach jest dobra wola by to rozwiązać. Zmieniono ministra, wiceministrów i jeszcze paru, a z dwa tysiące urzędników pozostało. Wystarczy jeden skorumpowany, co źle postawi przecinek i jest furtka.
Czyli fachowcy kontra dyletanci to jeden problem. A uczciwi kontra nieuczciwi to drugi. |
|
|
Anonymous Co Pańskim zdaniem zrobiliby fachowcy? |
|
|
nonparel Negocjacje z firmą farmaceutyczną wyglądają tak: lek będzie refundowany do 2 zł 50 groszy, jeżeli jego cena w Polsce będzie wynosić 100 PLN a nie 100 euro, jak po drugiej stronie Odry. Albo spróbujcie go sprzedać w Polsce po 100 euro. Zobaczymy, co wam się lepiej opłaci. W ten sposób tworzą się drastyczne różnice cen po obu stronach wyżej wymienionej rzeki. Tendencja do wywozu leków z Polski ma siłę wodospadu. A żeby zatrzymać bieg wodospadu potrzeba dobrego inżyniera. Tymczasem wywożą leki fachowcy a zatrzymać ten proceder usiłują dyletanci. Są tylko dwa rozwiązania:
1. Ceny i płace będą takie same w Polsce i w Niemczech (niemożliwe)
2. W Ministerstwie Zdrowia i w Ministerstwie Sprawiedliwości będą zatrudnieni fachowcy a nie dyletanci (również niemożliwe)
Tak więc problem pozostanie i będzie narastał.
Quod erat demonstrandum.
nonparel
|
|
|
Anonymous Doniesienia naukowe są niezależne jak dziennikarstwo i nagrody literackie. Raz są raz nie. Niekoniecznie ze złej woli, a częściej z okoliczności przyrody. Odnośnie niedostępności - jest bizmut dostępny:
mp.pl
mp.pl |
|
|
Jabe Ustalanie cen przez urzędy. |
|
|
jazgdyni Zainteresowało mnie, dlaczego w objawowym leczeniu schorzeń żołądkowych Amerykanie przede wszystkim stosują preparaty bizmutu i bardzo to sobie chwalą. U nas nie doświadczysz.
Jeśli nadal masz dolegliwości, to ciekaw jestem, czy już próbowałeś neo-Bianacid. to coś nowego i odmiennego (28 zł za 45 tabletek do ssania) |