Otrzymane komantarze

Do wpisu: Impresje na temat Powstania Warszawskiego
Data Autor
Ludomir
Czy przypadkiem to nie Pan Autor woli żyć w kłamstwie, niż poznać całą prawdę historyczną także od uczestników najważniejjszych wydarzeń w historii nowoczesnej Polski, np.żyjących jeszcze powstańców warszawskich? Nie było tak, że w powstaniu walczył cały naród czy choćby cała Warszawa. Ludzie byli zachwyceni przez pierwsze kilka dni, może pięć dni. Potem była katastrofa. Miałem wrażenie, że przez powstanie wszyscy w Warszawie znienawidzili AK - mówi uczestnik Powstania Warszawskiego, członek Kedywu Armii Krajowej Stanisław Aronson "Rysiek". O swoim życiu, walce w AK w czasie powstania i ocenie działań obecnego rządu opowiedział w książce "Wojna nadejdzie jutro". - To się w końcu obróci przeciwko Polsce, to nieustanne gadanie o bohaterskości (...) To przerabianie historii. Kłamstwo. Opowiadanie bajek o wspaniałym narodzie, który bohatersko stał murem przeciwko złu, wszystkich chronił i ratował, kogo się dało - mówi Onetowi Stanisław Aronson, żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego O swoim życiu, walce w czasie II wojny światowej w Armii Krajowej, powstaniu i ocenie polskiej polityki historycznej opowiada w książce "Wojna nadejdzie jutro. Żołnierz legendarnego Kedywu AK ostrzega" - Nie wiedzieliśmy, że inne oddziały są nieuzbrojone, że ta cała armia, która ma zdobyć Warszawę, nie jest zupełnie przygotowana - dodaje Mówiąc o przedwojennym antysemityzmie i agresji podkreśla, że zdarzały się "ekscesy, mniejsze ale nie takie rzeczy, jak to, co działo się w Białymstoku. Winę za to ponoszą także władze, które powinny były zatrzymać tych atakujących demonstrację ludzi" "Wszystko zaczyna się od kłamstwa. Polska i Europa zostały zniszczone przez kłamstwa. Teraz ten fałsz serwowany jest na nowo. Na potrzeby polityki niszczy się pamięć i napina się strunę, która może pęknąć w sposób niekontrolowany" - ostrzega Stanisław Aronson "Rysiek" w rozmowie z Emilem Maratem i Michałem Wójcikiem, której książkowy zapis ukazał się pod tytułem "Wojna nadejdzie jutro".  Aronson to oficer Armii Krajowej w stopniu podporucznika i członek elitarnej jednostki Kedywu "Kolegium A" Okręgu Warszawskiego AK. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim.   A takie wiadomości historyczne ma dzisiejsze młode pokolenie Polaków: youtube.com
Do wpisu: Niewłaściwe zachowanie ministra
Data Autor
Ryszard Surmacz
Stara zasada "ufaj, ale sprawdzaj" zdaje egzamin w każdym przypadku. Tak, jak dom buduje się od fundamentów, tak też taka będzie pozostała część gmachu jakie będą fundamenty. Wychodzi na to, że to, co jest na dole - jest dla nas a to, co na górze najczęściej nie. Socjal bez zobowiązań usypia.
mmisiek
Jak dotąd jakoś tam udawały się tylko inicjatywy oddolne i to chyba jedyna obecnie metoda bo widać, że na więcej liczyć nie możemy. Natomiast co do społeczeństwa, to jego część wydaje się sprawnie uśpiona, już choćby z powodu złudnego przekonania, że skoro rządzą "nasi" to sytuacja jest pod kontrolą i nic złego stać się nie może. I tak to idzie.
Ryszard Surmacz
Podzielam Pański pogląd. Nie mniej jednak samo nagłośnienie, choć ono nie wynika z chęci walki z LGBT lecz z polowania na sensację, można uznać za taki wystarczający dowód. To niestety pokazuje stan naszego państwa: nie rząd jest na pierwszej linii obrony, lecz, jak zawsze, jest nim społeczeństwo, czyli - naród. Najgorsze jest jednak to, że społeczeństwo nie zna pola walki, nie jego zasad, a podejrzewam, że większa część z nas, nawet nie zdaję sobie sprawy, że jakaś walka się toczy. 
Ryszard Surmacz
Właśnie, dobre pytanie. Nie byłem w Białymstoku podczas zajść, ale po opublikowaniu tego wpisu, okazało się, że tych "zwyrodnialców" było niewielu. Ogólnie to jednak źle świadczy o naszej całej klasie politycznej.
mmisiek
I jak tu nie mieć wątpliwości po której właściwie stronie w tej walce jest PiS tak naprawdę... Ja mam ich niestety coraz więcej. Jeśli ktoś potrafi wymienić co konkretnego zostało zrobione w ostatnich kilku latach aby przeciwstawić się skrajnie lewackim środowiskom bądź jakoś realnie je osłabić to bardzo chętnie bym się tego dowiedział.
xena2012
Użyto słowa zwyrodnialec a właściwie nadużyto w ocenie zajść w Białymstoku.A dlaczego minister tak nie określił człowieka który nożem zabił nieznanego sobie czlowieka uczestniczacego w miesięcznicy smoleńskiej? Jego wina jest mniejsza ,a może tu słowo zwyrodnialec jakoś nie pasuje?
Do wpisu: Strefa zgniotu
Data Autor
Anonymous
Nie spełniamy kryterium lidera. Nie ma się z kim asymilować. Mało znam Ukraińców, więc nie znam odpowiedzi na pytanie czy należy ich asymilować, czy traktować jako równych wśród równych i wolnych wśród wolnych jak pozostałych Rusinów oraz Bałtów. W I RP zresztą Korona asymilowała wpływy wschodu nie tylko w postaci szabli i pasa słuckiego i asymilacja była obopólna. Nasz sojusznik USA zresztą docenia na obecnym etapie rolę Trójmorza z Ukrainą włącznie. Jest niesamodzielnością polityczną zaklinanie się, że nie, że my nie pretendujemy do roli lidera w tej Europie. Status Białorusi jest zresztą w tej Europie wyraźnie dyskutowany ponad naszymi głowami, Ukrainy zresztą też. To nie wchodzi w grę skoro mamy stawać okoniem Rosji i Niemcom w amerykańsko-żydowskim interesie. To już graliśmy i przegraliśmy, a sytuacja się powtarza, tylko tym razem Rosja jest potrzebna Ameryce na innym kierunku. W tym kontekście poparcie von Jeleń ma sens. Poparcie Rosji w Europie też.
Ryszard Surmacz
No trochę się różnimy. Największe resentymenty osiadają na samym dnie, a więc w tym wypadku w ludzie. Owszem, problem elit jest "rozwiązany", ale resentymenty pozostały i to właśnie one są główną przeszkodą.Mówiąc obrazowo, Niemcy mają podobny stosunek do nas, jak my do Ukraińców. Musimy dbać o swoje ziemia odzyskane, a nie oglądać się na coś, czego nie mamy i mieć nie będziemy. Bo jeżeli ten parytet naruszymy, stracimy wszystko - po prostu rozbiorą nas. Może nie tak, jak dawniej, ale pod kątem gospodarczym. Nie demonizuję, ale Ukraińcy się nie asymilują. Musimy najpierw siebie podnieść na odpowiedni poziom, a dopiero potem realizować plany. Takie są zasady. Pozdrawiam
Anonymous
Nie demonizuję Piłsudskiego, ani nie jestem Endekiem. Doceniam wartość obu tych obozów. Jeśli mam już czymś zgorszyć to też nie usilnym propagowaniem zgody z Rosją, bo jak wcześniej pisałem mamy odrębne cele geopolityczne, a zatem współpraca może być obopólnie korzystna taktycznie by się nie dać zamknąć w bezalternatywności politycznej, by nie tracić korzyści z geograficznej bliskości. Jeśli już mam czymś bulwersować to pochwałą zabicia Narutowicza, bo jego wybór był zamachem stanu nie innym niż lewy czerwcowy, a na wojnie jak to na wojnie wroga się zabija. Chociażby dla przykładu. Fakt, że litewskie i ruskie elity się spolonizowały. Póki były ten problem w WKL nie występował. Dopiero socjaliści go stworzyli pod kątem klasowym a agentura niemiecka pod kątem narodowym, co się zresztą uzupełniało. Kwestia spolszczonych elit została "rozwiązana" i obecnie ludy Rzeczpospolitej po obu stronach linii Cursona są wyfiletowanym demosem, więc problem elit nie istnieje, istnieje problem sztucznych resentymentów wykreowanych przez wspólnych wrogów. Jesteśmy wyjątkiem od reguły tworzenia polityki historycznej, bo zgodnie z regułą jest ona propagandą kłamstw historycznych,a my w ramach polityki możemy mówić prawdę o historii. Ukraińców w Polsce powinniśmy oczywiście polszczyć a nie wyświetlać im napisów w autobusie po ukraińsku jak we Wrocławiu, bo to budowanie sztucznej bariery językowej. Oczywiście powinniśmy być otwarci na ukraińskie inwestycje w ruską a nie banderowską kulturę w Polsce. Pozdrawiam.
Ryszard Surmacz
Panie Marku, jak u każdego ND postać Piłsudskiego jest z diabłem, czartem wcielonym  bandytą itd. Pogląd, że Piłsudski był bliższy czerwonym jest m.in. źródłem tej fobii. Wybaczy Pan, ale dziś jest już ona, z racjonalnego punktu widzenie, niewytłumaczalna. Wychodzi na to, że z Dmowskiego pozostała wam tylko "sympatia" do Rosji. Czerwoni byli emanacją białych w ich skrajnym dążeniu do opanowania świata. I tu nie ma alternatywy. Dziś, po 70 latach od zakończenia II wojny i 83 latach od śmierci Marszałka, powtarzanie czegoś podobnego nie mieści się w żadnych kanonach. Pańskie wpisy mają sens, ale gdy wchodzi w grę Piłsudski, sanacja, II RP kończy się wszystko. Wczorajszy podział na piłsudczyków i narodowców przypomina dzisiejszy na pisiaków i platformersów - równie bezsensowny. Jak styk przedwojenny mógł mieć jeszcze jakieś racjonalne przesłanki, to ten obecny - jest już jakąś chorobę. Co do Unii Polsko-Litewskiej. Litwini mają do nas pretensję, że zabraliśmy im inteligencję, że Litwa na tej unii wyszła źle; Ukraińcy swoją postawę wyrazili w postaci prac Doncowa i rzezi wołyńskiej. Czy te informacje nie niosą w sobie żadnych informacji strategicznych? Bez przezwyciężenia tych uprzedzeń narodowych, żadnej konfederacji nie da się zorganizować, nawet na siłę. Dla narodów LBU my też jesteśmy obcy. A przynajmniej oni nas za takich uważają. Dwa miliony Ukraińców w Polsce, jak na razie, jest szansą dla gospodarki polskiej, ale politycznie może być ogromnym zagrożeniem... Znam, znam argumenty, że możemy porozumieć się z Rosją. Nie, nie możemy i argumentów chyba tu nie trzeba przytaczać. No tak to wygląda. Pozdrawiam
Anonymous
Dziękuję i za krótką, i za tę długą odpowiedź. Moja jest krótka. Piłsudskiemu bliżej było do czerwonych. Carskie zsyłki można było przeżyć, sowieckie nieczęsto, za to były o wiele liczniejsze. Carat się cywilizował, bolszewizm Rosję zdegradował. Wielkiemu Księstwu okazaliśmy poszanowanie i małym Księstwom też możemy okazać coś innego niż poszanowanie dla historii pisanej im przez obcych. Pozdrawiam.
Ryszard Surmacz
No i straciłem długą odpowiedź. A więc tym razem krótko. Piłsudski musiał jakąś decyzję podjąć. Czerwoni byli łatwiejsi do pokonania. Z naszego punktu widzenia nie ma różnicy pomiędzy czerwonym a białym: tu był Katyń, tam był Sybir. Ciągoty do Kresów wschodnich trzeba pożegnać tak samo z niemieckiej strony, jak i z polskiej. Jeżeli chcemy w przyszłości budować jakąkolwiek konfederacje niepodległych państw, to musimy pokazać narodom LBU, że mamy potencjał i potrafimy szanować ich niepodległość. Na byłych Kresach mieszkają już narody o wykształconej tożsamości. Musimy to uznać. Natomiast faktem jest, ze potencjał intelektualny i cywilizacyjny, jaki zbudowaliśmy na Kresach, jest marnowany z chłopską zaciętością. Proponowałem kiedyś muzeum polskiej demokracji, skończyło się na muzeum kresów na poziomie gazetki ściennej. Pozdrawiam
Anonymous
Tu się nioe zgodzę. Biali byli nam bliżsi cywilizacyjnie. Nie można wykluczyć skrętu w narodowy socjalizm totalny, ale tuczenie cywilizacji śmierci już znanej doprowadziło do zagłady. Akcja Polska NKWD, Katyń, zwalczanie podziemia i ujawnionych w Akcji Burza to były sprawy przewidywalne dla Mackiewiczów i wielu innych. Nie chodzi też o siłowe przyłączanie kresów, a o powtórkę z Unii Polsko-Litewskiej, która częściwo się dokonuje ale z powodów ideologicznych nie nawiązuje do tej skutecznej tradycji. Skutecznej ideologicznie, i politycznie i gospodarczo, która tworzyła skuteczną siłę militarną. Odcinianie się, że my nie mamy politycznych aspiracji dotyczących kresów I RP jest błędem. Właśnie jesteśmy po rocznicy Powstania Wileńskiego a przed rocznicą Powstania Warszawskiego, które stanowią ilustrację błędów politycznych popełnionych m.in. w zw. z tego typu kalkulacją, że Warszawa jest zdolna do prowadzenia suwerennej polityki bez kresów, a co kresy to nie Warszawa i na co Stalin mógł sobie pozwolić w Wilnie i Lwowie to w Warszawie już nie. Tłem tego geopolitycznego podziału dawnej Unii były różnice ideologiczne lewicowe w Warszawie i prawicowe na kresach. Trzecim powodem by ło przerpracowanie praktyki rewoilucji bolszewickiej przez Kresowian już od 1917 roku po rok 1920, który tereny obcnej Polski oszczędził na pokolenie.
Ryszard Surmacz
No właśnie. To, że podsuwa, to jest pewne i widoczne. Ale, jak się odwołujemy do demokracji, to scenariusze polityczne i intelektualne powinno pisać społeczeństwo, W polskich warunkach, do 1945 r. robiła to jeszcze inteligencja, a więc kulturotwórcze przedstawicielstwo całego narodu. Owszem, różnie to bywało, ale postęp był wyraźny - np. polskie państwo podziemne powstało w okresie Powstania Styczniowego, potem ono dało asumpt do kreacji modelu przedwojennego społeczeństwa. I ono w II wojnie zdało swój egzamin. Dziś nie ma nawet takiego ośrodka. Ośrodek, mam nadzieję,że dopiero się tworzy. Zadaniem rządu jest zbudzić śpiący naród. Mam nadzieje, że stanie się to w drugiej kadencji. Pozdrawiam Nie powinno być też tak, że każda ekipa rządząca musi kupić sobie społeczeństwo. Takie mechanizmy blokują rozwój nie tylko myśli społecznej, politycznej, ale niemal każdej. To społeczeństwo ma wybierać swoich przedstawicieli, a nie ekipa rządząca kupować sobie spokój.
mmisiek
Niewątpliwie ma Pan rację, zawsze to lepiej być żywym niż martwym. Nasuwa się jednak pytanie - skoro my nie mamy i nie potrafimy wypracować własnej wizji to czy przypadkiem ktoś nam aby po cichu nie podsuwa do realizacji swojej.
Ryszard Surmacz
Oczywiście, że większym problemem byli "biali" i Piłsudski postąpił słusznie. Rozbiór kresów (granice) był rzeczywiście tragedią, ale główne skrzypce grała tu ND. Ale proszę Pana, Kresy odpadły już od Polski bezpowrotnie. Każdy powrót skończy się kolejnym Wołyniem. To jak w banku. Musimy bronic ziem zachodnich, bo tak się rozegra "bitwa" o przyszłość Polski. Ten wpis w jakiejś części pokazuje ten problem. Oczywiście mamy swoje potrzeby i musimy prowadzić swoja politykę - racjonalnie, odważnie i z wyczuciem. Pozdrawiam
Teresa Bochwic
Napisałam: nie brak było programu w Solidarności, oczywiście system jest mądrzejszy
Teresa Bochwic
Nie brak było programu w Solidarności, to deprymujący stereotyp. Proponuję go porzucić, bo program ten stanowił wzór mobilizujących społeczeństwo przedsięwzięć samorządowych, gospodarczych i kulturalnych, z uwzględnieniem postaw patriotycznych i katolickich. Nie brakowało więc bynajmniej "Solidarności" programu, i choć był ograniczony (ciekawe spostrzeżenie Staniszkis o samoograniczającej się rewolucji), to jednak przynosił wiele rozwiązań, doskonałych na swoje czasy a zwłaszcza okoliczności. Polecam moją książkę o Solidarności oświaty i programie edukacyjnym, wychowawczym itp., np. harcerskim, jest gdzieś w internecie.
Ryszard Surmacz
Ciekawe spostrzeżenie. Nie mniej jednak między PiS a PO i N jest taka różnica jak miedzy żywym a trupem. Żywy ma jeszcze jakieś szanse, trup może tylko śmierdzieć.
mmisiek
Tak na marginesie, ten brak własnej wizji jak w pigułce widać w głoszonych hasłach - druga Japonia, druga Korea, drugi Budapeszt, a ostatnio druga Irlandia. Zawsze coś drugiego i zawsze wtórnego.
Anonymous
Umocnieniem bolszewqizmu było zaniechanie starcia w optytmalnych momentach gdy rewolucja wisiała na włosku. Były dwa takie momenty, ale problemem byli biali nie czerwoni. I późnie umocnieniem był de facto rozbiór kresów w Rydze podpisany. I obie te sytuacje wynikające ze spiskowania rewolucyjnego są poddawane psychologicznej racjonalizacji w imię polityki historycznej dzielącej nas linią Cursona. Jakże trwała ta liniia co nakazuje - obok innych objawów - pamiętać, że spiski, rewolucje i masoni u socjalistów mają silną reprezentację. Mówiąc wszystko albo nic mam na myśli albo oś północ południe, czyli Trójmorze (zaproponowane przetrwało kilka dni do telefonu M.do D.) albo pozostanie na osi Berlin-Moskwa. To są sprawy wykluczające się, co nie znaczy ani nienawiści do Niemiec i Rosji, ani odcinania się od współpracy, tylko własną politykę. Pozdrawiam serdecznie.
Anonymous
Dziękuję za poparcie i śpieszę z wyjaśnieniem, że właśnia minimalizm aspiracji Solidarności miałem na myśli jako całkowicie zrozumiały w ówczesnej sytuacji gdy wstawienie nogi w drzwi by otworzyć je na wolność było osiągnięciem. Byliśmy w innej sytuacji demograficznej, innej ekonomicznej, mieliśmy inną świadomość bratniej przyjaźni stacjonującego mocarstwa. Ta świadomość była siłą w tym zakresie, którego dotyczyła. Teraz jest podział społeczeństwa i PiS uprawia chińskie sztuki walki a brakuje ośrodka kreującego wizję inną niż powtórki PRLu w odwróconym sojuszu.
Ryszard Surmacz
@ Darek65 No tak. Ma Pan sporo racji. Nikt "S" tu nie obwinia. Sam w niej byłem. Ale jeżeli chcemy mieć jakąś wolność czy dobrobyt, musimy spełniać określone wymogi. I tu nie ma zmiłuj się. To fizyka. Trzeba powiedzieć, że w 1980 r. zabrakło tych wymordowanych elit i naród pozostał jak na lodzie. Owszem, wszystko idzie ku lepszemu, ale nie ma tego rdzenia, kręgosłupa, który trzyma całość. Nie ma patriotyzmu. Większość myśli, że dobrobyt można mieć pijąc piwo. Albo, jak już się polepszyło, to czas na piwo. Wciąż jesteśmy w piwnicy. Morawiecki pokazał coś w Brukseli, ale to dopiero początki i nie wiadomo czy on sam się utrzyma? Amerykanie są, ale niczego nie gwarantują. Tak więc społeczeństwo II RP było wzorcowe i tylko właśnie takie gwarantują ciągłość i trwanie. Tak, świadomość narodowa się zwiększa, ale też czas ucieka. Nadal stoimy na krze lodu. Tak więc ma Pan sporo racji, ale rzecz w tym, że nie czujemy czasu, w którym żyjemy. Rząd musi być ze społeczeństwem a społeczeństwo z nim, nie dlatego, że daje, ale dlatego, że jest gwarantem naszego rozwoju.
Ryszard Surmacz
@Marek1taki Oczywiście - geopolityka i ideologia. Pisałem o tym wcześniej. "S", tak było. Z bólem obserwowałem końcówkę: sztandary, marsze, hasła. To musiało się tak skończyć. II RP, naturalnie, że geopolityka jest już nieco inna, choć globalnie zmieniło się niewiele. Jak były Niemcy i Rosja, tak pozostało. Nowością są Chiny, zresztą zupełnie niewykorzystane... Idee tajne i rewolucyjne. Z dzisiejszego punktu widzenia, to już sprawy marginalne. Ewolucja, po 123 latach, nie wchodziła w grę. Trzy świadomości, trzy systemy gospodarcze... wszystko podzielone na trzy i jak zwykle mało czasu na zorganizowanie państwa. Druga RP nie miała wyboru, musiała powstawać szybko i bez oglądania się na innych. Odsunięcie ziemian (tych, którzy przeszkadzali) też było konieczne (nasłuchałem się tego w domu). Proces trwający od upadku państwa musiał się zakończyć. Ziemianie zachowali swoje majątki, zniesiono tytuły, chłopi sami się nobilitowali w 1920 r. O umocnieniu bolszewizmu nic nie wiem. Wojna prewencyjna - Polska była "zjawiskiem nowym" i patrzono na nią podejrzliwie. Uderzenie samodzielne wówczas było niemożliwe. Dziś brakuje nam takich umysłów, jak Piłsudski, Dmowski, Witos i Korfanty. Pierwsza RP była pięknym i wielkim państwem, ale dzisiejsza geopolityka ją neutralizuje zupełnie. Nawet największa zdobycz - demokracja, dziś nie może być już na tym samym poziomie, co wówczas. Przeszkadza nam postkolonialna Europa. "Nie da się Polski suwerennej odbudować w ciasnych schematach lokalnej geopolityki i socjalizmu" - z tą częścią zdania zgadzam się całkowicie, natomiast z drugą już nie. W sanacji nie widzę nic złego, musiała nastąpić, tak samo, jak musi dzisiaj. Budowa państwa wymaga określonych egoizmów, a nawet przegięć. Widać to dziś chociażby na przykładzie sądownictwa. PiS-owska ma swoje wady, ale jak dotąd nie ma lepszej.Czekamy na wyłonienie się nowej inteligencji, która nawiąże do starej. Starej dlatego, że żyjemy nadal w tej samej konstelacji uzależnień i duszą nas nadal te same pęta, z którymi przodkowie walczyli przez dwa wieki. Z I RP wziąłbym to poczucie wielkości, odpowiedzialności, odwagę, horyzonty - a więc imponderabilia, które w II RP zaczęto z takim trudem odbudowywać. Natomiast absolutnie nie zgadzam się z ostatnim Pańskim zdaniem: "wszystko,albo nic". Dziś wiadomo, że wszystkiego nie będzie, a nic może być zawsze. Dziś musimy zrobić b. dużo, aby nie było tego "nic". Pretensje mam do rządu PiS o to, że dają w taki sposób, że pobudzają nie patriotyzm, lecz roszczeniowość. Ale rząd i państwo będziemy mieli taki, jaki będzie naród. Społeczeństwo II RP, jak dotąd w naszej historii, było zorganizowane najlepiej, udowodniła to  II wojna. Polska międzywojenna dawała wielkie szanse rozwoju. Rozpoczęto w niej procesy kulturowe, które trzeba dziś kontynuować. Dziękuję za głos i pozdrawiam