Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jaką wartość ma nauka
Data Autor
jazgdyni
CD Hawking nie uprawia nauki. On już zajmuje się ideologią. Nazywam to religią ateizmu. I wygląda na to, że usiłuje, jak Dawkins zwykłych obywateli, zarazić niedorzecznosciami kolegów naukowców. Rezultat - Pieprzyć logikę! Łgać i używać autorytetów dla wyższych celów. Na przykład po to, by opanować ziemię wciskając kit o globalnym ociepleniu. U Hawkinga pobrzmiewa tu echo innego okswordzkiego geniusza, oczywiście ateisty, chemika Petera Atkinsa, który z przekonaniem stwierdził - "Czasoprzestrzeń generuje w procesie własnej samoorganizacji swe własne cząstki" Co za ćwoki. Dobrze, że nie jestem profesorem Oxfordu (pozdrowienia dla Radka Sikorskiego), bo może też bym tam tak zgłupiał.  
jazgdyni
@Ryszard Surmacz & @Imć Waszeć Co za dyskusja! Miałem wątpliwości, czy takie są jeszcze możliwe. Z jednej strony idiotyczny scjentyzm, z drugiej jeszcze głupszy fanatyzm. A tu proszę. Niemalże dotykamy istoty rzeczy. Lub skromniej - usiłujemy się do tego zbliżyć. Stephen Hawking w swoim ostatnim dziele "Brief Answers to the Big Questions", u nas wydanej jako "Wielki projekt" całkiem niedawno, w 2018 r. rozpaczliwie w swojej wielkiej próżności nieszczęśliwego człowieka uznanego za największego naukowca XX wieku (a konkurencja jest duża) usiłował zmierzyć się z Bogiem. Rezultat jest bardzo marny. Widać rozpacz umierającego człowieka, łaknącego boskiego błogosławieństwa, wiedząc, że to przekreśla pracę całego jego życia. Dlaczego zajmuję się Hawking'em? Bo to guru, wprost spiżowy pomnik ateizmu. Tak swoim autorytetem przytłaczał całą naukę, że każdy, co chciał w nauce zaistnieć, nie mógł się przyznać do wiary w Boga. Na swoje nieszczęście swym ostatnim, akurat popularno - naukowym (bo chciał, żeby jego argumentacja dotarła do jak najszerszych kręgów i była jednym z filarów lewactwa aka neobolszewii) dziełem nie dość, że się pogrążył, to jednocześnie ośmieszył. Chyba tylko pycha uwielbianego naukowca popchnęła go już na początku do stwierdzenia, że "filozofia jest martwa". A potem z całym spokojem przeprowadza nic innego, jak rozprawę filozoficzną. Wiemy, że najpotężniejszą bronią filozofii jest logika. Hawking ją łamie na każdym kroku. "Głównym zadaniem filozofii jest uczyć ludzi sztuki poprawnego definiowania, logicznej analizy i właściwej argumentacji. Czy Hawking nam chce powiedzieć, że i ta sztuka jest martwa? Posłużę się ponownie argumentacją Lennoxa. Chyba każdy, co śledzi postępy nauki, wie, że wg Hawkinga - Wszechświat powstał z niczego. Albo prościej - coś powstało z niczego. Hawking precyzyjnie powiedział tak - "Ponieważ istnieje prawo grawitacji, Wszechświat może i będzie się stwarzał z niczego". No dobrze... co dla Hawkinga oznacza =nic=? Przecież napisał, że istnieje prawo grawitacji! A jak takie prawo istnieje, to oczywiste, że istnieje grawitacja, bo abstrakcyjne matematyczne prawo byłoby puste. Czy więc grawitacja jest tym niczym? Jest nie-bytem? Czyli już tu, na samym początku, stwierdzając śmierć filozofii, mataczy jak zakręcony, że Wszechświat jest stworzony z niczego i czegoś. Zwrócę uwagę, że współcześni fizycy, jak mówią o "niczym", to mają na myśli próżnię kwantową. Tak więc mamy nonsens głoszony przez światowej sławy naukowca. Nielogiczność tego rodzaju twierdzeń trudno dostrzec właśnie dlatego, że wygłaszają je naukowcy i dlatego opinia publiczna, co zrozumiałe, przyjmuje je jako twierdzenia poparte autorytetem nauki. CD  
Ryszard Surmacz
@ EsaurGappa Tak, właśnie, do tego doprowadziła nas współczesna cywilizacja. 
Ryszard Surmacz
@ sake3 Proszę Pani, z papieżem, to przeszłość. Kopernik swoje dzieło "O obrotach..." przesłał najpierw papieżowi, bo w tamtym czasie był on najważniejszy na ziemi. Ale nie miał pewności, czy nie zostanie spalony na stosie. Nauka, jak wszystko, musi być powiazana z moralnościa, z uczciwościa, a nie jak dzisiaj z kasa, grantami i sterowaniem możnych tego świata. Naukowiec musi być człowiekiem uczciwym, a jego wykształcenie musi mieć wszechstronne. Praca jeszcze o niczym nie świadczy. Istotna jest prawda i dochodzenie do niej w sposób uczciwy.
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Waszmość, podzielam Twoja opinię, lecz ujałbym to trochę inaczej. Człowiek nie ma szans przeniknać do istoty Boga. Tak jest, Bóg i człoweiek, to zupełnie dwie różne kategorie. Człowiek oczywiście powinien opisywać, musi dażyć do boskiego ideału, ale nie jest w stanie pokonać granicy życia i śmierci, poza która się On chowa. Dażenie do ideału, to dażenie do człowieczeństwa, odejście od niego to droga do animalizacji. Pozdrawiam   
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Janusz, bardzo dziekuję Ci za poświęcenie mi tyle uwagi, ale to wszystko, co napisałeś ujałem w ostatnim akapicie mojego wpisu (tak mi się przynajmniej wydaje). Nie musisz mnie do niczego przekonywać. W swoim życiu miałem różne fazy. Kiedyś, jako dorosły i świadomy człowiek trafiłem na grupę bardzo zdolnych i interesujacych się wszystkim pijaków (mogę tak pisać, bo to byli moi kumple). Trwało to kilka lat. Koniec był tragiczny, bo z bogactwa tematów i rozmów, pozostała tylko wóda. Mnie udało się wyjść cało. Potem trafiłem na kilku nawiedzonych, tematem ich życia był Bóg i poszukiwanie z nim kontaktu. Kontakt nie trwał długo. Nia dało się. Nie wiem, co się z nimi dzieje. Znajomi powiadali, że mam pecha, bo trafiam na samych czubków. Potem wszedłem w dziennikarstwo i reportaż; tu spektrum było szerokie: od ćpunów przez mniejszości narodowe, po wyznawców pogaństwa (Wrocław) i kosmitów (np. "Antrovis"). No itd.  Ale po co o tym piszę? Dlatego, że spodobała mi sie Twoja odpowiedź dana Imciowi. Wymieniłeś w niej kilka punktów. Do obowiazku poszukowania prawdy dodałbym obowiazek podawania punktu odniesienia, obowiazek deklaracji kulturowej i narodowej - nie z jakichś pobudek rasistowskich, lecz dla porzadku. Gdy czytam musze wiedzieć, jakiego wyznania jest piszacy, jaka reprezentuje kulturę, bo te szczegóły maja wpływ na postrzeganie i interpretację. Czytanie dzieł bez tych informacji wprowadza po prostu zamęt. Zdałem sobie z tego sprawę kiedyś, gdy robiłem wywiad z kilkoma poliglotami. Każdy z nich podkreślał doniosłość swoich korzeni i ważność swojego języka macierzystego. Powiadali, że bez dobrej  znajomości swojej kultury, nie potrafiliby zrozumieć i poznać inne. Zreszta, nie przyszło mi to trudno, bo rodzice pochodza z Kresów. Z innej beczki... Kiedyś córka, gdy kończyła liceum, przyszła do mnie i powiada, że chce studiować w Indiach? Zbaraniałem. Odpowiedzia było moje pytanie o jej samopoczucie. Potem, zaczałem drażyć, skad u niej te Indie. I dowiedziałem się, że tam studiowanie jest calkowicie wolne od nacisków politycznych. Student wyznacza lekturę, która chce przeczytać i jeżeli nie ma tłumaczenia, tłumacze szybko ten problem rozwiaża.  I teraz wniosek - jeszcze długo w naszej cywilizacji nie doczekamy się takiej wolności nauki, jaka jest w Indiach; jeszcze długo bedzie płynęła Wisła, Ren i Tamiza, zanim Europejczyk będzie mógł uprawiać prawdziwa naukę. Ale można temu zaradzić. Odwołać się do starej tradycji klasztorów, ale pytanie, czy dziś znajda się ludzie, którzy dadza sie zamknać w klatce i strona po stronie dochodzić do nowych wniosków, łaczac to, co stare z nowym? Ilu jest w stanie odciać się od kasy, kobiet i władzy? A ilu bedzie chciało taki klasztor zrównać z ziemia? W naszej rzeczywistości wydawało się, że IPN-owi pozwola na większa swobodę? Nie dali mu żadnych szans. Janusz, serdecznie Cię pozdrawiam                
Dark Regis
No właśnie. Z tym, że - drogi @jazgdyni - ja bym nie nazywał większości współczesnych magistrów, doktorów i profesorów naukowcami. To są albo prości rzemieślnicy stosujący elementy nauki w swojej codziennej praktyce, czasem bezmózgie zombie podążające za swoim guru profesorem, których przyciągnęła wizja miłego i bezwysiłkowego spędzania czasu z elitą, albo karierowicze, którzy z nauki robią chleb, jak zwykli urzędnicy na urzędach. W PRL do głosu w nauce masowo doszła frakcja społeczeństwa, która już przed wojną miała wyjątkowo klarowny pogląd na naukę - "nie po to się Jaś tyle lat uczył, żeby teraz miał pracować". Ale to szczegół i nie dotyczy większości świata. Wreszcie czwarta frakcja to typowe zakapiory, którzy nie mogą znieść, że ktoś inny ma inne od nich zdanie w danym przedmiocie. Wśród autokratów zawsze buszowało wojsko i były oczywiście tajne przez poufne granty. Nauka zachodnia też wiele lat funkcjonowała w oparciu o miłych z pozoru zakapiorów, którzy ściągali do siebie frajerów z prowincji świata, żeby ich u siebie wydrenować z pomysłów i na koniec wypluć. Naukowców z otwartymi głowami spotkałem w życiu tylko kilku, a i to stan wyniesienia ponad tłuszczę nie trwał u nich dłużej niż 10 lat. Jak to mówią każdego można kupić albo wytresować. Na UW żartowaliśmy sobie z takich efemeryd, że pojechał wykładać do USA, ale zaraz wróci, bo nie ma za dużo nowego do powiedzenia. To były czasy, gdy otwierał się na świat moskiewski system nauki z tonami praktycznych metod i książek z obliczeniami wagi ciężkiej. To było kompletne novum dla zachodu. Warto prześledzić w tym zakresie dokonania rosyjskich matematyków.
jazgdyni
Tak trzymać.
jazgdyni
@Imć Waszeć Przedstawiacie Waszeci aktualną patologię, która się chowa pod parasolem pod nazwą nauka. Nauka jest dzisiaj taka, jaka jest, chociaż ja będę się starał przekonać, że właśnie coś piardnęło i powoli zaczynamy powracać do zasad jakie obowiązywały Galileusza, Kopernika, Keplera, Newtona, czy Maxwella. Współcześni naukowcy, choć jest to czysta uzurpacja, bo moralnie na to określenie nie zasługują, nie dość, że popadli w konsumpcjonizm (polowanie na granty), to jeszcze gorzej - stali się przedmiotem, produktem, towarem, który każdy może kupić. I wcale się nie martwią, że koledzy, ba - cały świat nauki może ich uznać za idiotę. Ustalmy sobie na wstępnie żelazne zasady uprawiania nauki i bycia naukowcem: -   Nauka i jej uczestnicy bezwzględnie stara się dotrzeć do prawdy. -   Naukowiec wprost domaga się, by każda nowa teoria, teza, każde nowe odkrycie, czy rozwiązanie zadania (albo równania) podlegało weryfikacji i falsyfikacji. -   Moralność i etyka musi być obowiązkowym elementem uprawiania nauki. To, że moralność i etyka jest nieodłącznie w nauce, nie oznacza relacji odwrotnej, czyli, że moralność i etyka poddają się naukowemu badaniu. Tu ciekawostka: to ograniczenie pochodzi od Alberta Einsteina. W 1930 roku, w Berlinie brał udział w debacie i powiedział: "...nasze ludzkie poczucie piękna i instynkt religijny wspomagają władzę rozumu w jego dążeniu do największych osiągnięć. mamy rację mówiąc o moralnych podstawach nauki, nie można jednak odwrócić tego twierdzenia i mówić o naukowych podstawach moralności." -   Rzetelny naukowiec zawsze rozważa aspekt matematyczny swojej pracy, czy swoich teorii. Tak już jest - Natura to Matematyka. Co więcej - nasza percepcja, czyli praca mózgu, to również czysta matematyka. I to jaka! Czysta dynamika nieliniowa i zasady złożoności. Szanowny Imć Waszeć wie o czym mowa. Ps. Powołuje się Pan na starożytne zapisy. Czy wyeliminowane są błędy odczytu i translacyjne? Bo ja tam widzę sporo fantazji. Po prostu jest inny aparat pojęciowy.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ RS Przypomina to odwieczny spór filozofów- co było pierwotne - idea( Bóg) czy materia( nauka). Albo się jest idealistą albo marksistą. Ja np. jestem idealistą. Nie wyobrażam sobie żeby coś powstało bez siły sprawczej - Boga. Pzdr
Dark Regis
@jazgdyni Jedna tylko uwaga. Nie ma żadnej barykady. Jest tylko pole steków bzdur z jednej strony, tworzone zwykle przez ludzi, którym wydaje się, że już wszystko w życiu zrozumieli i świat pojęli samym tylko swoim natężeniem główkowania, myślenia po jakiejś fasolce z puszki (stąd wielość "koncepcji" i zażarta walka o dominację najmojszości), zaś z drugiej mamy szafy pełne przemyśleń, zawierające głównie opisy zniechęcenia próbami zrozumienia i wytłumaczenia niekonsystencji. Bowiem nauka z tej drugiej strony nie zajmuje się tematem z założenia - naukowcy jako ludzie się tym zajmują. A więc rozziew powodowany jest przyjęciem kompletnie różnych języków opisu świata, systemów kodowania, symboliki, zasad translacji, z których pierwszy język nie ma żadnej formalnej struktury, a za parser służy często jakiś nawiedzony guru z rzadką brodą, szaman z pustyni co pier...li węże (np. Wezyr, Ajatollah, pustelnik albo piekielnik,...) albo taki gościu z USA co napisał Trzeci Testament po pierwszych dwóch, Starym i Nowym. Zaś cechą drugiego języka o bardzo klarownej strukturze, jest naciąganie formy do wyjaśniania spraw nie mieszczących się w ramach uznawanego paradygmatu, spoza świata modeli naukowych oraz metod wnioskowania. Wystarczy porównać różne odmiany protestantyzmu z katolicyzmem albo z prawosławiem i wychodzą te wszystkie szwy i łaty pojęciowe. Klasycznym już exemplum stało się lansowanie bajki o płaskiej i młodej Ziemi, która to opowiastka jest rzeczywiście zawarta i opisana ze szczegółami w żydowskich książkach. Mówiąc o akcie Stworzenia nie można się zasłaniać tylko tekstem Genesis, bo to nie jest cała "spisana prawda". Odnosząc się do Orygenesa i jego historii, do tłumaczenia ST (Septuaginty), zwróciłem uwagę na ten motyw i swoiste celowe "zacieranie śladów", które potem skutkuje w liczeniu jakichś dziwnych zaklęć numerologicznych, dodawań, mnożeń, szeregów liczbowych i pierwiastków kwadratowych przez jakichś rosyjskich żydów i nieżydów, którzy próbują w ten sposób wykukać boski kod z eklektycznego dzieła, przeredagowanego dziesiątki razy i nawet przetłumaczonego na inny język z jeszcze innego języka. Kuriozum. Kiedyś wspominałem o wykładzie, bądź co bądź fachowca w tej dziedzinie, rabina Chabad Lubawicz, który wyjaśniał zawiłości kontaktu Człowieka z Bogiem. Jeśli znajdę ten film, to go zalinkuję, bo najwyraźniej nikomu nie chciało się go uczciwie przesłuchać.
Dark Regis
Pan zdaje się przeczytał i skutecznie stosuje, więc nie mam zamiaru odbierać pańskiego chleba.
jazgdyni
@Ryszard Surmacz Po namyśle, doszedłem do wniosku, że obie książki, które wymieniłem, musisz przeczytać. Napisałem tylko, kim był Anthony Flew. Uzupełnię więc, kim jest autor drugiego eseju " Bóg i Stephen Hawking"  John C. Lennox. To matematyk i filozof nauki. Rocznik 1943. Obecnie emerytowany profesor Oxfordu. A także laureat nagrody Humboldta ( tejże samej nagrody laureatem jest nasz niedoceniony geniusz, fizyk z "pogranicza kwantów" prof. dr hab. Grzegorz Karczewski). We wstępie Lennox pisze: "...Ludzie oczywiście chcą usłyszeć, co w kwestii Boga mają do powiedzenia przedstawiciele nauk przyrodniczych. Wcale to nie dziwi, ponieważ nauka w naszym dzisiejszym, wyrafinowanym świecie cieszy się autorytetem intelektualnym i kulturowym. Wynika to po części z tego, że z niebywałym powodzeniem udaje jej się tworzyć wynalazki techniczne, z dobrodziejstwa których wszyscy korzystamy, a po części z tego, że potrafi nas inspirować, pomagając głębiej wejrzeć w cuda Wszechświata [...] Z tego powodu wiele osób, coraz bardziej świadomych tego, że korzyści materialne, które daje nauka, nie zaspokajają najgłębszych potrzeb naszego człowieczeństwa, zwraca się do naukowców, by dowiedzieć się od nich, czy mają coś do powiedzenia w kwestii ważkich pytań dotyczących naszej egzystencji. Dlaczego istniejemy? Po co żyjemy? Dokąd zmierzamy? Czy ten Wszechświat to wszystko, co istnieje, czy też jest jeszcze coś poza nim? [...] ...byłoby czymś bardzo naiwnym przedstawiać całą dyskusję o Bogu jako nieuchronny konflikt między wiarą i nauką. Przedstawienie relacji miedzy nauką a wiarą w kategoriach konfliktu już dawno utraciło rację bytu. [...] To prawda, mamy w naszej debacie do czynienia z rzeczywistym konfliktem, ale nie jest to konflikt nauki z religią. To opozycja między teizmem i ateizmem, naukowcy zaś znajdują się po obu stronach barykady." Gorąco polecam Ps. Mam całą półkę tej fascynującej walki teizmu z ateizmem. Zaczynałem od Dawkinsa.
jazgdyni
@Ryszard Surmacz "To dwie tak odrębne obszary, że nie maja szans na spotkanie się." Jak chcesz, postaram się przekonać Ciebie, że się mylisz. Powinieneś zacząć od  książki, właściwie eseju, czy filozoficznego wywodu Anthony'ego Flew "Bóg Nie Istnieje". W tytule =Nie= jest przekreślone. Anthony Flew, rocznik 1923, zm. 2010, był na świcie uważany za najwybitniejszego filozofa naszych czasów. Profesor w Cabridge, Prezydent paru instytutów. Konserwatysta i libertarianin. Czyli podobnie jak ja. Niestety "zwariował". Najlepszym filozofem był jako wojujący ateista, jednak stał się solą w oku lewactwa, gdy przeszedł na jasną stronę mocy i udowodnił, że wobec nauki i klasycznej logiki, sens ma jedynie deizm. Bóg - Kreator i Primus Motor, zgodnie z wykładnią Arystotelesa ( Jest to żywy byt, wieczny i najdoskonalszy. Arystoteles nazywa go niepoddanym ruchowi Bogiem-Umysłem, uznając go za transcendentną substancję, będącą czystym aktem bez żadnej możności i bez materialnej zasady. Jest on czystą myślą, zajmującą się w najwyższym stopniu tym, co boskie ) MUSI istnieć, by coś zaistniało i się działo. Jak Człowiek i Wszechświat. Do takich samych wniosków dochodzi coraz więcej naukowców i myślicieli. Nawet pod koniec życia Stephen Hawking zaczął wątpić, czy wszystko co sam wymyślił i co uzyskało światową akceptację, to nie banialuki naukowe. Warto przeczytać Johna C. Lennoxa "Bóg i Stephen King". Od czasu powstania fizyki kwantowej, komputerów i matematyki chaosu, co załamało Einsteina, nauka w kontrze do deizmu, bo wystarczało newtonowskie spojrzenie na Wszechświat i Naturę jako mechanizm zegarowy, ma coraz mniej sensu. Natomiast zaczyna przeważać, co do istoty istnienia, to co najprostsze wg. reguły Ockhama - stworzenie. kreacja. To temat na bardzo obszerną, lecz chyba na fundamentalną dyskusję. Na przykład na tydzień w klasztorze w Tyńcu, lub w podobnej samotni. Serdeczności
Roz Sądek
@Imć Waszeć Dopóki nie przeczyta Pan choć 0,001 promila literatury faktu z Państwowej Publicznej Biblioteki Sałtykowa-Szczedrina, albo Bibliothèque nationale de France w temacie Boga i religii, to nie powinien Pan nawet wzmiankować w tym temacie. Nie po to tysiące marksistów  robiło doktoraty i profesury, nie po to Gagarin poleciał w kosmos, by dziś w w 21 roku 21 wieku jakiś bloger ich kompromitował miałkimi wrzutkami.  
angela
google.com deon.pl
EsaurGappa
Kto chce to widzi...To nie tak proszę pani.Jesteśmy naczyniami połączonymi.Jezus był wpierw synem dopiero później dziedzicem,jego rodzina wybrana została u zarania dziejów,ale potomstwo jego pochodzi nie z krwi i ciała lecz z ducha.Dlatego nauka nie potrafi zgłębić tajemnicy Boga,gdyż nie podlega ona ludzkiemu pojmowaniu rzeczywistości.Prawda nie podlega zasadom fizyki ona je stworzyła.
Dark Regis
Tak, mówimy o herezji ariańskiej (nauki Ariusza) w Aleksandrii w czasach, gdy żył Orygenes, którego najpierw nauczał i wspierał biskup Aleksandrii Demetriusz, a potem zwalczał: 1) Orygenes: pl.wikipedia.org (185–254 n.e.) 2) Arianizm: pl.wikipedia.org (ok. 256–336 n.e.) 3) Septuaginta: pl.wikipedia.org (pomiędzy 250 a 150 rokiem p.n.e. w Aleksandrii) 4) "List Arysteasza czyli legenda o powstaniu Septuaginty": cejsh.icm.edu.pl 5) "Księga Rodzaju w Septuagincie": apcz.umk.pl
EsaurGappa
Marzę by być jak najdalej od świata nauki postępu nowoczesności,z dala od tego szalonego zgiełku,śnię o turkusowych wodach atolu Aitutaki,jestem tam nagi nie skrępowany ludzkością,żyjąc w głębokiej komitywie z fauna i florą jestem częścią tego skrawka nieba na ziemi.Ciekawość jednak wybudza mnie z tego snu,otwieram oczy i widzę wokół mnie takie same dzieciaki jak ja,wokół triumfuje nieograniczony wszechświat słów,mam wyryte w świadomości zasady gry,a jednocześnie prawo do ich łamania.Czy ja chciałem tu być?
angela
Kto chce, to widzi i wiara staje się rzeczywistoscia. Jezus, i całe Jego otoczenie, to postaci historyczne. Zależy tylko, czy  zechcemy otworzyć sie na poszukiwanie  prawdy, czy trwanie w swojej zapieklosci i niewiary. google.com Gdyby wziąść pod uwage nie tylko Calun Turynski, ale istnieje przeciez wiele /miliony/ innych faktów  z punktu widzenia człowieka, niewytlumaczalnych, interwencji Boga na ziemi.
sake2020
Nauka to nie tylko odkrycia,bo odkryć to można było Amerykę i inne lądy czy morza.Nauka jest wynikiem ciężkiej pracy wynalazcy,myśliciela,pasjonata.Czy sądzi Pan ,że byłoby dobrze gdyby owoce nauki w tylu dziedzinach i tak już rozwiniętej trafiały dzisiaj najpierw do papieża?
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć A, dla mnie to sa księgi (70), nie ksiażki. A to ciakawe: "zrodzony a nie stworzony", nigdy nie wchodzilem głebiej.  Przerost ego przekładał się na pieniadze i władzę. Stad tyle "wniosków racjonalizatorskich". Dla ludzi najgorsza jest nadgorliwość.  Poza tym, wszystko zgadza się.
Ryszard Surmacz
@ sake3 O nauce tak napisałem: "Jej punktem odniesienia może być dobro człowieka, ale nie musi, bo wielokrotnie została ona skompromitowana – jej horyzont z natury ma charakter <poziomy>". Kiedyś nauka była misja, dziś, jak wiele innych zawodów,  straciła ja. Nie mitologizujmy jej, bo wszystkie najważniejsze odkrycia kiedyś trafiały najpierw do papieża, a dziś trafiaja do wojska. Nie mniej bez nauki, oczywiście, nie wyobrażamy sobie życia. Wszystko wymaga jednak gruntownej reformy i moralnego sita.   Człowiek jest podmiotem tego artykułu. 
Dark Regis
Ale ja nie mówię o Ewangelistach, tylko o kilkudziesięciu książkach Starego Testamentu, który odczytuje się obecnie niemal w każdym kościele w Polsce niczym "słowo Boże". Wskazuję też na źródło chaosu pojęciowego, którym jest Septuaginta. Zna Pan historię Orygenesa? Polecam zamiast bajki o Samsonie z oślą szczęką, bo to pokazuje jak Kościół był psuty już u zarania. Właśnie z tamtego okresu wywodzi się wspomniane tu niedawno przez kogoś słowo "Magisterium". Ja zacząłem drążyć temat po tym, gdy w filmie bodaj Przybyła dowiedziałem się o historii włączenia do modlitwy zwrotu "zrodzony a nie stworzony". Fascynująca historia, która nie ma nic wspólnego z istotą Boga, a jedynie z przerostem ego i maniackim uporem protoplastów naszego kościoła, które prowadziło najczęściej do rzezi w "obronie Boga". To nie ma nic wspólnego ze źródłem wiary.
Ryszard Surmacz
@ Nasz Henry "Religia każe wierzyć, nauka każe wątpić ☺". A Bóg na to wszystko patrzy z góry i ma niezła zabawę.