Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jaką wartość ma nauka
Data Autor
Jan1797
muzeumpilsudski.pl Po  powstaniu  styczniowym  rząd  zaborczy stopniowo dążył do usunięcia wszelkich kontaktów Kościoła łacińskiego z uni­tami.............Na­stąpił okres prześladowań  tych wszystkich, którzy nie podporządkowali się za­rządzeniom władz. Byli unici szukali sposobów przejścia do Kościoła Rzymskie­go,  prosili  o  posługę  duszpasterską  księży  łacińskich,  a  nawet  udawali  się  za granicę do zaboru austriackiego i tam zawierali związki małżeńskie.Rząd (rosyjski-przyp. mój) dość  szybko zdał  sobie  sprawę  z  nieskuteczności  nakazów  i  kar.  Po­twierdzają  to  raporty policji  oraz akta wizytacji  biskupów prawosławnych. Szanowny Panie Ryszardzie, @Imć Waszeć      Dla uciekających się do wiedzy klasztornej w zdecydowanej większości liczy się dotarcie do jak najszerszego spektrum poglądów, by móc dokonać syntezy i wyciągnąć własne wnioski z dala od emitowanego korytka. Tak; "To jest postawa człowieka nieuwikłanego" Klauzura sama w sobie ma chęć postrzegania spraw zasadniczych i Człowieka nie po to by wiercić dziury w problemie, ale dla zachowania jedności przetrwania Proszę Waszeci - jak zawsze tu się zgadzamy. Kto jednak nie umie dostrzec, że dla marginalizacji zarówno greckie trojaczki ery starożytnej jak i historia Bronocic z sednem zaciętości Bitwy pod Racławicami będzie pomijana. To zauważa Marcin Niewalda.
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Janusz, bardzo dobrze sie z Toba rozmawia. Kumpla spotkałem koło targu, na którym handluja też Ukraińcy. Udało się nam kupić dwa Karpackie, też znakomite. Potem poprawiliśmy metaxsa, która bardzo lubię. I było to spotkanie po latach. Ale... Właśnie epistemilogia... Ale może inaczej, bo miejsca mało i wpis już zaczyna schodzić. Do czasu poznania prof. Pawełczyńskiej, nie potrafiłem określić swojego sposobu percepcji. Po prostu nie zastanawiałem się głebiej. Np. czytam tekst zupełnie nowy, którego nigdy nie miałem w ręku i co jakiś czas wskakuje mi informacja, że ja przecież te fakty znam. Więcej, potrafię na ich temat powiedzieć coś więcej. Długo zastanawiałem się, ale bez skutku. Kiedyś, opisywałem już w naszej rozmowie przypadek mojej wizyty u dowódcy jednostki sowieckiej w Legnicy, na rok przed jej wyjazdem. Major, który mnie prowadził, najpierw przeciagnał przez piwnicę, w której szereg drzwi sugerowało cele. Szedł przede mna z dużym (carskim) pękiem kluczy na wielkim drucianym kółku i co jakiś czas próbował je dopasować do kolejno mijanych dzwi. Szedł bez ogladania się tak, jakby mnie nie było. Gdy klucz nie pasował, klał i szedł dalej. W tym czasie nie odczuwałem strachu, lecz coś głebszego, strach pojawił się, gdy zobaczyłem światło. Potem to odczucie skojarzyłem z mowa genów. To niezwykle ciekawe przeżycie. I jeszcze jedno zdarzenie... Jestem po raz pierwszy w Hiszpanii, schodzę z jakiegoś statku i podchodzi do mnie nieznajoma mi starsza pani i prosi , abym korespondował z jej synem. Patrzę zdumiony na syna i czuję, że gościa znam, mało tego, jest mi bliski. Obydwoje mówia po hiszpańsku i o dziwo wiem o co im chodzi. Epistemologia tu wysiada. Jedyne, jak mi sie wydaje wytłumaczenie, jest w wielokrotności życia ludzkiego. Nosimy w sobie (genach) jakieś wrażenia (zapisy) i one ustawiaja nas w życiu doczesnym. I teraz Pawełczyńska. Nie wchodzac w szczegóły, ludzkie poznanie podzieliła na: analityczno-logiczne i intuicyjno-syntetyczne. Pierwszy typ, to Ty i nasz Waszeć. Ja natomiast należę do drugiego, a więc korzystam z chmury, ktora zbudowało moje poprzednie życie i doczesne doświadczenie. Drugi typ poznania nejlepiej czuje się na naszych byłych Kresach. Tam człowiek jednocześnie obcował z wielona doświadczeniami, znał duszę kilku kultur i mógł wyrobić sobie całkiem dobra orientację w świecie - na zasadzie metody porownawczej. A więc od dziecka budował w sobie bazę intuicyjna, która potem pozwałała mu na dokonywanie syntezy; znajdował wspólny język, który nie zamykał, lecz otwierał. Na tej bazie zbudowano niepodlagła II RP. Tak więc, qalia nie miały tam zastosowania teoretycznego, lecz praktyczne. Oczy mogły zwodzić , ale intuicyjnie obraz został wyrównywany i aktualizowany - na pniu. Qalia maja swój znakomity żer w czasach  współczesnych, w których ludzkość zatraciła punkty odniesienia. To tak a propos znaczenia i wartości ludzkiej kultury.   
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Już od jakiegoś czasu chcę Cię zapytać o czas oceaniczny, o bezczas - jak go interpretujesz? Ale też o intuicję w manewrowaniu tak potężna jednostka, jakim jest statek. Widziałem kierowców, ktorzy nie majac czujników, potrafili zachować taka intuicję, że cofali  "na gazetę". Jak to wyglada w przypadku statku? Jeżeli nie zdażysz odpowiedzieć teraz, to w następnym spotkaniu. Pozdrawiam
Dark Regis
Jeśli jest wieloświat, to nie jest on zorganizowany tak, jak to pokazują wspomniane wyżej modele. Nie jest on w tym sensie "rzeczywisty". Wbrew pozorom te modele opisują sytuację stacjonarną i w pewnym sensie deterministyczną. Można zachwycać się widokiem kraty generatorów (Leech lattice) grupy E6 M-teorii, albo większej prostej (hehe, to nie żart tylko klasa grup) grupy Liego E8 w modelu cząstek Garretta Lisiego, ale to nie wytłumaczy tych wszystkich mankamentów, które obecnie istnieją w matematyce pod nazwą hipotez z nazwiskami. Hipotezy te ukazują zgoła inny obraz matematyki jako systemu niepełnego i niezdolnego nawet do wyjaśnienia własnych elementarnych podstaw. Pisałem już tu kiedyś o aksjomatach teorii mnogości i logice. Przede wszystkim nasza logika nie jest logiką dwuwartościową, bo tamta wyklucza dodawanie nowej wiedzy i usuwanie sprzeczności. Nasza logika, model rozwoju nauki, pozwala adaptować się do nowych odkryć. W tym sensie paradygmat, to jedynie zestaw tych teorii, które na dziś uznajemy za prawdziwe lub słuszne, ale to może się zmienić wraz z nowymi odkryciami. Tak samo jest w matematyce. Cały czas trwają prace nad znalezieniem nowych środków wyrazu, nowych metod rozumowania i nowych podstaw. Oparta na aksjomatach mnogości ZFC matematyka klasyczna, to tylko jeden z możliwych modeli dla tego zadania, ale nie jedyny. Gdy wskazywałem na równoważność podejrzanego Aksjomatu Wyboru (AC) z teorii mnogości i Zasady Wyłączonego Środka (EM) z logiki, to mówiłem, ze są one równoważne ale na bazie tych wszystkich zdań, które przyjęliśmy za aksjomaty. Gdy zamienimy te zdania alternatywnymi formami, słabszymi lub mocniejszymi, to zmieni się cała struktura równoważności różnych zdań, dominacji, czyli wynikania jednych z drugich, a nawet ich porównywalności. Nieporównywalne zdania możemy dołączać do aksjomatów zupełnie niezależnie od siebie, także zaprzeczając im. Z tym właśnie się wiąże wiele paradoksalnych trudności w udowodnieniu czegoś. Paradoksalnych, bo gdybyśmy mieli wgląd w aktualną strukturę porządku pośród możliwych zadań, to nie musielibyśmy bić głową w ścianę. Co najwyżej dołączylibyśmy nowy niezależny aksjomat. Takie zagadnienia jak "Czy P=NP?", hipoteza Riemanna, Goldbacha, "class number conjecture" itp. wytyczyłyby po prostu nowe pełniejsze podstawy. Mając dość gryzienia się z aksjomatami, matematycy (algebraicy i geometrzy) wymyślili teorie kategorii, która nie potrzebuje żadnych podstaw. Podstawami są w zasadzie proste schematy rysowane za pomocą strzałek na papierze. Reasumując, jeżeli jest świat albo wieloświat, to musi on obejmować sobą całość zagadnień poruszanych w matematyce i dlatego muszą w nim mieć finalne rozwiązanie wszystkie odpowiedzi na wszystkie poprawnie sformułowane pytania. Stąd matematykę dzisiejszą można porównać do pierścienia lokalnego w jakimś schemacie, a my dążymy do znalezienia pierścienia dającego ogląd globalny, czyli realizującego wszystkie cechy wszystkich możliwych pierścieni lokalnych.
megalampus
re: Imc part 2.. ....Nauka, stając się wartością samą w sobie i zdobywając dominację w kulturze, oderwała się od człowieka i uzyskała autonomię. Żyjąc własnym życiem, zaczęła niszczyć tradycyjne wartości humanistyczne oraz poprzez technikę naturalne środowisko ludzkie.. Ucichł prowadzony w sposób partnerski od wieków dialog uczonych i filozofów. Zastąpił go dyktat techniki i przyrodoznawstwa. Wskutek tego nauka zagubiła świadomość własnej pozycji i roli w kulturze, a przede wszystkim uzależniła się od techniki. Tak więc człowiek stworzył naukę, a ta wydała na świat technikę, która zdominowała naukę i kształtuje człowieka, nie licząc się z jego wszystkimi potrzebami kulturowymi i duchowymi...c.b.d.u
megalampus
re:: Imc part 1 Jak zwykle w punkt drogi Imc-iu !!I Z ludzka Hybryda jak on ,nie ma sensu prowadzic polemik..To tak, jak belkoczacy,pijany goral noca ,trzymajacy sie plotu aby nie upasc ,prowadzacy z tym plotem rozmowe..:-)0 Samo dążenie do prawdy nie wystarcza już uczonemu jako regulator moralnego postępowania. Trzeba opracować teorię moralności uprawiania nauki i wychowywać według niej naukowców Co więcej, zastępowanie dobra moralnego kwalifikacją naukowości lub podejściem naukowym stanowi pewną i smiertelna chorobę naszych czasów !.. Rozwój nauki i techniki wyprzedził w znacznym stopniu rozwój potrzebnej człowiekowi duchowości, tak że często staje się karykaturą samego siebie. Spoleczeństwo zaś zbyt często i natarczywie pyta o to, jak nauka może uczynić nas silniejszymi i bogatymi, a za rzadko i bez przekonania, jak nauka moglaby uczynić nas mądrymi i dobrymi.. Prawda powinna być respektowana dla niej samej, a nie w wyniku kalkulacji utylitarnych. Kalkulacje te bowiem wcale nie muszą przemawiać na rzecz prawdy, przynajmniej w perspektywie doraźnej. Jeśli więc dla poszanowania prawdy będziemy szukać motywacji aksjologicznej w płynacym z niej pożytku, jeśli od pożytku uzależnimy status prawdy w życiu prywatnym czy publicznym, wynik będzie zmienny jako funkcja okoliczności oraz rachunku bezpośrednich zysków i strat.. nNe zawsze chodzi o świadome wyparcie się etosu prawdy. Dochowanie wierności prawdzie – twierdzi – nie jest łatwe „wbrew wywodzącemu się ze starożytności stereotypowi, wedle którego prawda jest piekna i przez sama swoją atrakcyjność zwycięża, wystarczy tylko ulec jej wpływowi. Tymczasem prawda nader często jest nieatrakcyjna właśnie, ponieważ wymaga zastrzeżeń, ograniczeń, rozróżnień pojęciowych, umiarkowania. Ona przeważnie ‘leży pośrodku’, gdy tymczasem podniecające intelektualnie są właśnie skrajności.. Opisując zjawisko dysonansu poznawczego, gdy prawda jest niezgodna z interesami czy pragnieniami podmiotu: „prawda przegrywa w dysonansie poznawczym niekoniecznie w wyniku świadomej nierzetelności lub wskutek prymitywizmu myślowego. Prawdziwym winowajcą okazuje się najczęściej brak czujności wobec własnej motywacji bowiem od pokusy zdeformowanego widzenia rzeczywistości nikt nie jest wolny.. Uczony odpowiada nie tylko za prawdę, lecz także za skutki stosowania rezultatów nauki, oczywiście w takich granicach, w jakich to od niego zależy. Nauka winna się rozwijać na korzyść całej osobowości człowieka, a nie jego kosztem. A tymczasem nawet wybór tematyki i środków badawczych może dziś mieć negatywną kwalifikację moralną ..  
jazgdyni
@Imć Waszeć Brawo! Najbardziej podoba mi się jakże matematycznie i naukowe - ...is known as mysterious duality
jazgdyni
@Imć Waszeć Pod koniec prościutkiego (ha, ha) komentarza napisałeś Waszeci - "...Dopiero teraz zaczynają się schody..." Ty sobie Imci jaja robisz! Sądzisz, że na tym portalu jest choć 1 (słownie - jeden) człowiek, który to w pełni rozumie i ogarnia?! Oczywiście, jak widać, za wyjątkiem Jabe (Mirek, jeżeli to ty robisz kpiny, to cię przeklnę). To pojadę dalej - jest w Polsce choćby 50-ciu matematyków, którzy podobnie jak IW poruszają się swobodnie w temacie? A na całym świecie jest was 1000? No może 10 000? Na moje oko i wiem co mówię, by to było mały pikuś, to trzeba w tym siedzieć non-stop minimum 10 lat i jeszcze stale wertować naukowe (nie p-n) doniesienia, bo zmiany tu są ogromne. I proszę mi tu nie podważać dobrych i fachowych opracowań popularno-naukowych , bo wasz niesłychanie hermetyczny słownik (i wiele, wiele innych z nauk scisłych. jak np. mój ukochany kwark powabny) wymaga nie tylko naukowych geniuszy, ale także takich, którzy mają naturalny talent tłumaczenia i wyjaśniania. Jak właśnie Feynman, czy Stewart. Tak, czy inaczej - nadal nie wiem, czy Imć Waszeć jest za wieloświatem, czy przeciw. Tak jak nie wiem gdzie skierowana jest strzałka czasu.
Dark Regis
Zacznę od wyliczanki, od której każdemu wyprostują się wąsy: ;))) 1) Przecięcie dwóch okręgów na płaszczyźnie są to cztery punkty (wraz z krotnościami) - tw. Bezouta. Powala? Ogólniej krzywa zadana wielomianem stopnia n przecina krzywą zadaną wielomianem stopnia m w m*n punktach. No dobrze, ale jak? Odpowiedzią jest to, że te miejsca przecięć, których nie widać, idą parami jako liczby zespolone. Ale to nie wszystko. Niektóre krzywe przetną się na prostej w nieskończoności (na okręgu zwiniętym jak brzeg wstęgi Mobiusa) przy przejściu do przestrzeni rzutowej (ta prosta w nieskończoności to taka rzeczywista prosta rzutowa - hierarchia zanurzeń!). Sfera Riemanna to też prosta rzutowa ale zespolona i ma dwa wymiary. Podobna sytuacja zachodzi dla przecięć powierzchni i podrozmaitości wyższych wymiarów n zanurzonych w przestrzeń o wymiarze n+1. Gdy zanurzamy w n+k wymiar, to mamy już własności grassmannianowe (uogólnienie przestrzeni rzutowych). Gdybym tu zaczął temat współrzędnych i zanurzenia Plückera, to wyprostują się nie tylko wąsy, ale nawet cała d... Pomińmy szczegóły ;) en.wikipedia.org 2) Na powierzchni zadanej wielomianem trzeciego stopnia w R^3 (P^3) możemy wyróżnić dokładnie 27 linii prostych: en.wikipedia.org "In physics, the 27 lines can be identified with the 27 possible charges of M-theory on a six-dimensional torus (6 momenta; 15 membranes; 6 fivebranes) and the group E6 then naturally acts as the U-duality group. This map between del Pezzo surfaces and M-theory on tori is known as mysterious duality." Dowieść tego można m.in. za pomocą rachunku Schuberta: en.wikipedia.org 3) Ogólnie mamy tzw. Enumerative geometry, czyli geometrię zajmującą się zliczaniem takich dziwnych zanurzeń jednych rozmaitości w innych: en.wikipedia.org Problem Apolloniusza, to 8 okręgów stycznych do trzech okręgów w położeniu ogólnym. W teorii strun: 2875 = the number of lines on a general quintic threefold (trzylistna powierzchnia piątego stopnia). 609250 = the number of conics on a general quintic threefold (Calabi-Yau) Ma to też związek z zaawansowaną kryptografią hipereliptyczną i rodzinami "silnych" lub "słabych" krzywych. 3) Fibracje, rozwłóknienia i wiązki. Ma to pewien związek z powyższym, a dodatkowo pozwala patrzeć kompleksowo na wypełnianie jednych rozmaitości innymi mniejszego wymiaru. Najbardziej znanym jest rozwłóknienie Hopfa: en.wikipedia.org Analogicznie mogą zwijać się inne rozmaitości. Dopiero taki szeroki przegląd pozwoli na zrozumienie, czym są owe tajemnicze liczby w modelach kosmologii albo cząstek. Można o nich rzec "stałe wszechświata", bo nie zmieni ich żaden fizyczny model.
jazgdyni
@jabe Teoria wieloświatów jest hipotetycznym konstruktem matematycznym, powiedzmy, taką abstrakcyjną zabawą, aby wbrew prawidłom brzytwy Ockhama, czyli ekonomii myślenia i elegancji matematycznej, udowodnić, że ponieważ coś może powstać z niczego i żaden Kreator nie jest potrzebny, więc boski projekt to, jak mówił twój idol - "Religia to opium dla mas", jest głupi, wobec idei wieloświatów, których ładnie i prosto ma być jakieś 10^10^10^7 (Linde and Vanchurin calculate that the number of universes in the multiverse and could be at least 10^10^10^7, a number which is definitely “humungous"). Kapujesz Jabe? By naukowo udowodnić słuszność ateizmu wymyśla się takie kocopały. A poza tym, ta teoria w żaden sposób nie wytrzymuje naukowych standardów. To kolejne science-fiction, jak Big Bang, czy konieczność w M-teorii przynajmniej 11 wymiarów czasoprzestrzeni do opisu rzeczywistości. Nie martw się, te naukofce, jak się nudzą, albo mają zapłacone, to się tak bawią w wymyślanie fajnych rzeczy. Na polibudzie w takiej sytuacji woleliśmy grać w butelkę.
Dark Regis
@jazgdyni & @jabe Pokój Panowie. Tego zagadnienia nie da się rozstrzygnąć za pomocą cytowania fragmentów z artykułów popularno naukowych. Wtedy bowiem mamy jakieś pojęcie, słowa, dziwne liczby i nic poza tym. Jeśli mówimy o tych teoriach wieloświatów opartych na strunach czy też branach, to naturalnym językiem matematycznego opisu staje się język geometrii algebraicznej. Nie wiem, czy Panowie czujecie ten rodzaj dualizmu. Einstein posługiwał się językiem geometrii różniczkowej, co daje opis świata lokalny (w mapie, poprzez lokalny pierścień jako naturalną arytmetykę). Gdy przechodzimy stąd do opisu rozmaitości jako całości, to napotykamy na szereg nierozwiązanych dotąd problemów, które można objąć jednym wspólnym terminem braku dostatecznej regularności w ich opisie algebraicznym (patrz teorie homotopii, homologii i kohomologii - wybrane typy). Natomiast geometria algebraiczna pozwala definiować świat rozmaitości globalnie, za pomocą zupełnie innego pierścienia, działającego z zewnątrz, czyli też innej zewnętrznej arytmetyki. Musiałbym tutaj pokazać związki pomiędzy schematami (rodzaje snopów, przestrzenie upierścienione) jako uogólnieniami zwykłych rozmaitości, a zewnętrzną dla pierścienia konstrukcja tzw. adeli, które pozwalają na traktowanie każdego niezbyt dzikiego pierścienia jako swego rodzaju pierścienia lokalnego. Takie konstrukcje prowadzą właśnie do tego, o czym już kiedyś tu pisałem, czyli wypaczenia klasycznych pojęć zbioru, przynależności do zbioru, nawet kwantyfikatorów itd. Inaczej mówiąc, gdy uogólniamy zwykłą kohomologię, do K-teorii, zaczynają się z przestrzeniami dziać bardzo dziwne rzeczy, do zastąpienia logiki binarnej logiką modalną włącznie (toposy). Brak możliwości dowodzenia przez zaprzeczenie w tym przypadku ma związek z topologią (typu Zariskiego), która nie potrafi oddzielać poszczególnych punktów od siebie (i dlatego przestrzenie upierścienione jako schematy mają tzw. punkty wielokrotne). Szczerze mówiąc nie mam innego lepszego języka pod ręką, niż język zwykłych funkcji zespolonych (holomorficznych), które właśnie mają punkty wielokrotne w rozgałęzieniach owiniętych wokół biegunów (np. logarytm zespolony z nieskończona liczba rozgałęzień). Ale dalej się już nie pójdzie bez wiedzy o funkcjach meromorficznych (takich ułamkach funkcji homorficznych) i jak to wygląda globalnie, czyli jak z zer i biegunów otworzyć taką funkcję. Uogólnieniem tego jest pojęcia dywizora na rozmaitości. Dopiero teraz zaczynają się schody. Takie funkcje, które opisuje się wielomianami lub funkcjami wymiernymi, jako obiekty z geometrii algebraicznej, zanurza się standardowo w odpowiednich przestrzeniach rzutowych, a jeszcze ogólniej w grassmannianach. To powoduje, że mamy do czynienia już nie tylko z aparatem algebry, ale też geometrii, teorii liczb i kombinatoryki. Może podam przykład, a innym razem sobie pomówimy o szczegółach...
Jabe
Na czym polega wybitna subiektywność zbioru naukowych pobożnych życzeń nazwanych teorią wieloświatów?
jazgdyni
Przebiłeś mnie. Wypowiadasz kategorycznie nie mając pojęcia, czy ja się wypowiadam w tematach o których nie mam zielonego pojęcia. To moje proste rozumowanie indukcyjne pokazuje jakże głupim prostaczkiem potrafisz być. Taki wiejski mistrz jednozdaniowych złośliwości. Wypij klina, to sie poczujesz lepiej.
Jabe
Pan Jazgdyni wypowiada się kategorycznie na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia.
jazgdyni
Nie zmieściło się. Ps.1    "Epistemologia każe nam przyglądać się dokładnie temu, jak dalece nasze uprzedzenia, wyznawane wartości, co więcej, medtody badania naukowego ograniczają, a nawet wypaczają wrażenia płynące do nas ze świata." Pos.2   Ad. qualia.   Zjedź na dół do tematu "What is perception?", popatrz na czarno-białe zdjęcie i pomyśl co widzisz dokładnie.   learndojo.org
jazgdyni
@Ryszard Surmacz Jak się czujesz? Widzę, że intelektualnie świetnie. Powiem Ci, że osobiście uznałem ormiański Ararat za najlepszy koniak (oczywiście nazwa koniak mu nie przysługuje, ale - co tam) na świecie. Podobno po II WŚ Stalin rokrocznie wysyłał Churchillowi 400 butelek tego nektaru. Za komuny był to trunek rzadki, ale niedrogi. Teraz ocipieli - Ararat w klasie Premium to 180 - 350 zł za 0,7 ltr. Mam pytanie - jako człowiek renesansu, jakim jesteś, zajmowałeś się również kognitywistyką? Bo w tym wpisie powyżej, widzę że patrzysz z perspektywy chyba najtrudniejszej części filozofii - epistemologii. Konkretnie chodzi mi o twoje zrozumienie percepcji. Oczywiście nigdy by mi do głowy nie przyszło odbieranie wielkości i geniuszu Hawkinsowi, ale sam widzisz, nieco mu odbiło. Może to z powodu jego kalectwa, co powodowało ograniczenia percepcji w oglądzie rzeczywistości i bardzo subiektywne podejście do nauki. I tu właśnie wkracza epistemologia. Zapewne rozważałeś istotę Qualii, co jest tak istotne w percepcji - odbiorze świata i otoczenia. Dotychczas nie mamy pewności, czy, jak patrzymy na drzewo, to je widzimy dokładnie, jak nasze oko - kamera w pewnym stopniu, czy widzimy, po analizie w mózgu, coś co pasuje nam do istniejącego już w nas wzorca, który określa nam "coś jako drzewo". To są waśnie qualia. I takie subiektywne percypowanie wszystkiego, całej rzeczywistości, powoduje, że tak trudny jest obiektywizm w dochodzeniu do każdego sedna i oczywiście prawdy. To takie ludzkie kalectwo. I to autentycznie istnieje. Eksperymentowałem z córką: ja jestem miłośnikiem sztuki, a ona amatorsko maluje. I doświadczalnie stwierdziliśmy, że mając identyczne wady wzroku, widzimy kolory nieco różnie. W kognitywistyce słynny jest taki eksperyment myślowy - dziewczynka od urodzenia chowana jest w pomieszczeniach, gdzie wszystko jest albo białe, albo czarne. Ma kontakt wyłącznie z monochromatycznym światem. I wówczas, powiedzmy na 14 urodziny opiekun daruje jej czerwoną różę. Co ona wówczas zobaczy jest ciągle przedmiotem burzliwych dyskusji. To ciekawe... czy mamy już od poczęcia zainstalowane w mózgu qualia? Konkretne wyobrażenia, w tym wypadku czegoś takiego, jak "czerwień". W tych Twoich trzech trafnych uwagach właśnie pobrzmiewa epistomologia. Nie mniej logicznie i obiektywnie są one jak najbardziej prawdziwe. Pozdrawiam  
jazgdyni
CD Penrose i Hawking są niewątpliwymi geniuszami. Tylko ten pierwszy stara się z całych sił być obiektywny, a Hawking jest jak najbardziej subiektywnie zakręcony. To widoczny dla wszystkich ewidentny fakt i co Penrose mu zarzucił, rozjeżdżając doszczętnie jego przedśmiertelną książkę. Howking starając zniszczyć Boga stawiając w kontrze naukę (i zabijając filozofię przy okazji) oparł się na wybitnie subiektywnych teoriach, oczywiście matematycznie bardzo eleganckich, jak wieloświaty (z wyliczeń wychodzi, że ma być ich 10^500), oraz M-teoria (tu z kolei mamy co najmniej 11 wymiarów czasoprzestrzeni), która wyrosła z teorii strun. To nie są teorie. To raczej zbiór naukowych pobożnych życzeń fizyków teoretycznych. Nic tam nie spełnia kryterium obiektywności i na siłę usiłuje się dopasować rzeczywistość do matematycznego modelu. I tutaj mamy matematyków, bez których zarówno w zakresie praktycznym, jak i w zakresie teoretycznym, nauka i technika nie może żyć. Widzę, że w zakresie fizyki teoretycznej, czyli dla mnie wyjaśnianiu, jak to wszystko działa, matematycy obecnie głównie zajmują się modelowaniem. Wszystko jest OK, dopóki nie usiłuje się naginać rzeczywistości do swojego pięknego, eleganckiego i ulubionego modelu. Cieszyłoby mnie, gdyby Imć Waszeć był członkiem SIAM i interesował się nie tylko applied, ale nawet applicable mathematics. Pozdrawiam serdecznie
jazgdyni
@Imć Waszeć Ponieważ nie wiem, czy nawet mógłbym się zbliżyć do Pańskiego poziomu poruszania się w obszarach współczesnej matematyki, chociaż bardzo bym chciał, więc serdecznie kibicuję, a na dodatek mam takiego autora, matematyka, który fenomenalnie wyjaśnia wiele matematycznych problemów. To Ian Stewart [pl.wikipedia.org], którego polem działania są systemy złożone. To właśnie mnie do niego doprowadziło, gdy w roku 2000 zetknąłem się z matematyką chaosu i nagle wyskoczyło complexity. Dlatego bardziej odpowiadałyby mi systemy kompleksowe, a nie złożone. A ogólnie - musiałem (bo intuicyjnie wiedziałem) pojąć na gruncie filozoficzno - matematycznym precyzyjne pojęcie systemu. Polecam książki Iana Stewarta każdemu zainteresowanemu nie tylko matematyką, ale także matematycznego rozumienia Natury i Wszechświata. Co do prestiżu uniwersytetów. Brytyjskie się kompromitują poprzez swoją ideologiczną chorobę. Tak samo jak większość amerykańskich. Chociaż te, które są dla mnie punktem odniesienia w zakresie nauk ścisłych, na wschodzie MIT i Harward, a na zachodzie UCLA i przede wszystkim CALTECH, nie są zidiociałe lewacko i w dużym stopniu wiarygodne. Kalifornijskie są dla mnie głównym źródłem w dziedzinie kognitywistyki. Któryś z autorytetów, nie pamiętam w tej chwili kto, ale chyba filozof, przedstawił bardzo odważną, choć obrazoburczą koncepcję - prawdziwymi ludźmi są wyłącznie geniusze. Należy to rozumieć, że cała ludzka edukacja i wychowanie powinny być skierowane na rozwój intelektualny społeczeństw. Tak by "zbiór geniuszy" się powiększał. Jak widzimy, jest to w sprzeczności z działaniami lewactwa (w kategoriach poprawności politycznej nazywanej =lewica neoliberalna=). Ta bolszewia w swojej ideologii, nie potrzebuje mądrego społeczeństwa. Wprost przeciwnie - edukacja ma dostarczać minimum wiedzy wyłącznie dla przeżycia, dobrostanu na niskim poziomie i bycia pożytecznym konsumentem. A "geniuszy" to władcy świata sami sobie będą wyławiać i zatwierdzać. I tutaj dochodzimy do tworzącego się właśnie potężnego sporu naukowego, który można określić jako obiektywizm versus subiektywizm. Wielu myślicieli stwierdza, że naukowy obiektywizm skończył się na teoriach Einsteina. Tworząca się wówczas mechanika kwantowa już niestety zawiera wiele subiektywności, gdyż obserwator ma wpływ na przebieg zjawiska. CD
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Punkty odniesienia do rzeczy zasadniczych sa niezmienne, np. dobro-zło-dobro wspólne-ojczyzna-rodzina-matka,ojciec, natomiast pomniejsze działaja na zasadzie pogladów. Tak mi podpowiada intuicja. Próbę syntezy religii wszelakich próbowano już dokonac w renesansie i nic z tego nie wyszło. Mój Dziadek będac na emeryturze podjał się dokonania syntezy przepowiedni - chyba szerszego ogladu juz nie ma. Wykonał niebotyczna pracę i też nie dał rady. Ale zgadzam się, jest to podejście naukowe. Piszac o klasztorze nie miałem na myśli klauzury. Reszta bz. Takie spotkanie byłoby oczywiście czymś fantastycznym, ale proza życia, kto za to zapłaci? Jeszcze nie ma takich odważnych.
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Ups... coś uciekło Co do idei dziennikarstwa, nic nie mam do dodania. Ale nie wiem, czy Waszmość wiesz, że wystawiłeś mi wilczy bilet. Teraz żadna redakcja nie bedzie chciała przyjać mnie do swojego składu. Ale dzięki, za kilka lat pokażę wnukom. Może uwierza. Ale wolność, odpowiedzialność i uczciwość, to podstwa. PS. A kulturę robi się wówczas, gdy nie wie się, że się ja robi - to jakiś niedokładny cytat. Pozdrawiam
Ryszard Surmacz
@ jazgdyni Nie bedziesz miał we mnie partnera do dyskusji na tematy, o których piszesz. Po prostu, pracuje na innych polach. Howking natomiast nie jest tak jednoznacznie zły, ma zasługi na polu społecznym: próby podniesienia poziomu służby zdrowia, działania na rzecz planety itd. Ale jeżeli  mamy oceniać go ogólnie, to musimy wziać pod uwagę całość jego dokonań. Jeżeli chodzi o negatywne strony, to kojarzy mi się on z trzema rzeczami: "martwa filozofia", "wszechświat rzadzi się prwami nauki" i "poznaliśmy umysł boży". - stwierdzenie, że najstarsza i wiodaca nauka na ziemi - filozofia jest martwa, powinna zapalić mocne czerwone światło w jego głowie. Nie zapaliło. I to jest ten moment, o którym kiedyś w naszej poprzedniej dyskusji odwoływałem sie do różnicy ogladu inżyniera i humanisty. Jak wiadomo, wszystko jest naczyniem połaczonym. Nie zapaliło się światełko i tak, jak na każdej drodze, każdy bład gdzieś musi doprowadzić do katastrofy. I tak się stało: cywilizacja uciekła filozofii, nie zinterpretowała tego, co trzeba i Howking poczuł sie bogiem. Potem już poleciało. Po prostu zawiodły hamulce. Filozofia (humanistyka) musi panować nad nasza cywilizacja, ale nie za pomoca ludzi szlonych lub idiotów. Czy można tu zlekceważyć odniesienia do Boga? Nie! -  wszechświat rzadzi się prawami nauki. To pamiętam z jakiegoś artykułu. Chyba powinno być odwrotnie. Nauka rzadzi się prawami ludzkiego umysłu. Nie nauka jest bogiem, lecz nauka wyłoniła sie z mozolnego ludzkiego doświadczenia i pracy, ludzkiej ciakwości i potrzeb trawiennych. Jeżeli naukę ubóstwiono, nauka misi przegrać. Czy można zlekceważyć odniesienia do Boga? Nie. - poznaliśmy umysł boży. Takie stwierdzenie, to już odlot - w jakiejkolwiek konfiguracji. Należy podziwiać pionierska odwagę, ale zdrowy rozsadek nie może tego zaakceptować. To nie nauka, lecz czysta fantazja...  Ale załóżmy, że człowiek poznałby zasady powstania życia i sposób tworzenia atmosfery ziemskiej. Jaka byłaby wówczas jego odpowiedź? Natychmiast sklonowałby ziemię, założył interes i... kazał sobie płacić! Na ziemi, jako bogacz-dyktator, zaczałby dyktować absurdalne warunki innym, a na koniec zapaskudziwszy ziemię uciekłby na skolnowana przez siebie planetę. I tu widać różnicę między Bogiem a człowiekiem. Podsumowujać, cała odpowiedź na wartość nauki jaka stworzył Howking's i pozostali przodownicy cywilizacji, zależeć będzie od tego co nowi zrobia z Trumpem. I to jest właśnie naczynie połaczone. Mam znajomego naukowca, pamietam, gdy kiedyś wyraziłem jakieś watpliwości co do Howkinga, oburzył się, i odpowiedź: - Ale przecież to Howking!  Nie oznacza to, że nie mam szacunku do tych naukowców, którzy za pomoca ciężkiej i solidnej pracy chca zgłebić tajniki tego, czego jeszcze nie wiemy.
Dark Regis
@Ryszard Surmacz, bycie dziennikarzem to nie tyle zawód, co zobowiązanie, cel światły i godzien dążenia ku niemu wbrew wszystkim przeciwnościom. Samozapewnienie, że będzie się dopełniać rzetelności w opisie i przekazie nawet gdybyśmy mieli o tym własne inne zdanie. Pan tę cechę posiada i jest to niewątpliwie zasługa Pańskiej skomplikowanej i wciąż meandrującej ścieżki życiowej. Jest to tym ważniejsze, że większość współczesnych dziennikarzy stało się w najlepszym razie zwyczajnymi rzemieślnikami słowa, a w najgorszym pospolitymi politrukami. Tak trzymać! :] @jazgdyni, spuśćmy nad tą pełną wyniosłości barbarią Oxfordu zasłonę milczenia. To najlepiej pokazuje jak ważna jest prawdziwa praktyczna wolność przekonań i możliwość ich ścierania, a nie tylko pozorowana swoboda i jej stałe głoszenie na banerach. Tam po prostu wiele poglądów nie ma szans na zaistnienie, bo nie i tyle. Obecnie są oni stale obecni w awangardzie "POstępu". Mamy własne niezależne zdanie i możliwości intelektualne, żeby się na nich nie musieć wzorować. Dla mnie Oxford jest jedynie zbiorem danych, miejscem polowań i pozyskiwania (ekstrakcji) konkretnej wiedzy, a nie wzorcem i źródłem jakiejś nieprzemijającej mądrości. Gdybym miał ocenić jednym zdaniem jaki wpływ ma na mnie "świeckość" bądź "pobożność" tamtejszych autorytetów, w tym Hawkinga, to powiedziałbym, że zmarły w ostatnich dniach Papcio "Chmiel" Chmielewski miał niewątpliwie większe :) Pozdrawiam Panów serdecznie. PS: Jeden dobry przykład czasem wystarczy zamiast godzin machania rękami? irandrus.files.wordpress.com Sprawdziłem w Googlach hasło "topos Hartman" i nadal wyskakuje na pierwszej stronie "Człowiek nauki jest prototypem człowieka masowego": naszeblogi.pl Liczba wyświetleń 31119 (tylko dziś 7). Tak się tworzy kulturę :)))) Dla porównania dyskusja "Inżynier czy humanista?" - 12,890 (13), trochę mniej niż "Reformy czy discopolo?" (15tys.).
Dark Regis
Moja aktualna "filozofia życiowa" nie wynika z braku punktu odniesienia, tylko ze zmiany punktu odniesienia. Ze zmiany kąta patrzenia na różne kardynalne sprawy i problemy świata. Ponieważ dostrzegam możliwość dokonania takiej zmiany optyki, więc z definicji nie ma ona nic wspólnego z odrzucaniem lub zmianą Boga. Już kiedyś pisałem, że do głębokich poszukiwań zainspirował mnie m.in. Rober Lawrence Kuhn i jego cykl filmowy pt. "Bliżej Prawdy". Jest to zupełnie wyjątkowa postawa, zwłaszcza że sam jest żydem, tak samo jak zupełnie niespotykane jest to jego błądzenie wśród wyznawców różnych religii i światopoglądów naukowych, czyli poniekąd "parareligijnych", w celu złożenia w całość pewnej układanki. Nie ma dla niego znaczenia czy ktoś jest komunistą, masonem, pastorem, czy wojującym ateistą - liczy się tylko i wyłącznie dotarcie do możliwie najszerszego spektrum poglądów, do najogólniejszego oglądu danego problemu, by na koniec dokonać syntezy i wyciągnąć własne wnioski. To jest właśnie postawa prawdziwego naukowca. Jeśli chodzi o klasztory, to wypowiadałem się o tym wielokrotnie. Na przykład w sprawie naprawy tzw. "służby zdrowia". Klasztor, a raczej narzucenie sobie lub pewnej grupie osób reżimu pojęciowego i sposobu prowadzenia rozumowań, może być w pewnych sytuacjach dobry, oczyszczający, choć nie uważam, żeby pomagał wszystkim. Klauzura zawsze działa motywująco na chęć dostrzegania w życiu nie tylko spraw, ale i Człowieka w nie uwikłanego. Kto tego sam nie umie dostrzec, musi użyć wspomagania. Podobną rolę miał odgrywać system edukacji akademickiej, jednak już w starożytności niejaki Speuzyp pokazał, do czego to wszystko zmierza. Jeśli chodzi o mnie, to byłbym zaszczycony możliwością zamknięcia się z Panami w klasztorze nawet na rok, a wręcz wniebowzięty, gdyby w tym samym czasie podobna decyzję podjęli i zamknęli się w nim także Meissner z Penrosem ;) Pod warunkiem ścisłej reglamentacji papierosów i ograniczenia spożywania alkoholu, moglibyśmy dojść tam do naprawdę niebotycznych i strzelistych konstrukcji filozoficznych, a być może nawet do postawienia fundamentów dla nowej nauki. Kuhna moglibyśmy też zaprosić, bo to równy gość jest :)
Ryszard Surmacz
@jazgdyni Janusz, nie będe mógł pociagnać tematu, bo nastapił pewien sabotaż, spotkałem starego kolegę i pokoniaczkowaliśmy co nieco i zmienił mi się nastrój. Wybacz, może wieczorem. 
EsaurGappa
Niestety ciemność wszystko obraca w narzędzie zbrodni,nauka nie służy prawdzie została już tylko kolejną muzą fałszywej sztuki.