Otrzymane komantarze

Do wpisu: Inżynier czy humanista?
Data Autor
Ptr
Od ładnych kilku lat uważam,że niemożliwe jest , by całość danych , myślenia i pojęć była zakodowana tylko w materii naszego mózgu. Uważam,że głupotą było wykradzenie mózgu Einsteina, potraktowanie go jak twardego dysku, co prawda bez możliwości dostępu.  Ale pojawia się pytanie :Gdzie ?  Wskazuje to na potrzebę istnienia bytu ( chmury) niezależnego od materii, przestrzeni i czasu, do którego nieświadomie odwołują się automatycznie wszystkie umysły. Jak ? Nie wiemy ? Sama natura świata miałaby być tak zorganizowana , że myślenie zawsze odbywa się w innej przestrzeni, a fizyczne działanie mózgu byłoby tylko manifestacją fizyczną tego kontaktu. Oczywiście nauka szukałaby inżynieryjnej metody takiego działania, ale nie znajduje jej. Ale w takich dyskusjach inż. czy humanista wszystko jest umowane dopóki pewne nowe fakty nie rozjasnią obrazu. Wtedy można juz spokojnie wyrzucić do śmieci wszystkie stare podręczniki, bo wszystko okazuje się być inne. Może trzeba do tego właśnie humanisty , filozofa i niekoniecznie inżyniera , ale teoretyka ,który rozumie też matematykę, bo literatura nie dostarczy odpowiednio precyzyjnych narzędzi wyrazu.  Idąc dalej trzeba by założyć, że ta przestrzeń w której dokonuje się działanie intelektualne musi gdzieś realnie istnieć. Jakie ma właściwości.  A teraz z drugiej strony mamy materializm, i jeżeli Boga nie ma ( cudów nie ma) są prawa fizyki, to mamy supertwardy determinizm - każdy obiekt ma dokładnie określoną trajektorię ruchu w czasoprzestrzeni. Świat jest skazany  na to , że tu musi pojawić się znak X. I kropka. To było zakodowane w prawach fizyki od big bagu , o ile on był.  Jednak normalny , uczciwy człowiek powinien tu uznać ,że to nie jest zgodne z naszym doświadczeniem wolnej woli, wariantowości w życiu. Świat nie jest deterministyczny w taki sposób.  Podobnie teoria ewolucji jest wątpliwym wytłumaczenie dlaczego życie jest tak wysoko zorganizowane.  A może posługiwać się tylko metodą prób i błędów. Niemożliwe.  Ale nie bedę już tego tu rozwijał.  Pozdrawiam Panów dyskutantów   
Dark Regis
Ponieważ mówi się o Bogu jako największym matematyku, więc chyba można w ten sposób rozwinąć dychotomię. A co do humanistów przyjmujących rolę objaśniaczy świata, to warto zwrócić im uwagę, że posługując się pustymi figurami retorycznymi, chwytliwymi sloganami, albo po prostu manierą postmodernistyczną, po prostu sieją zamęt zamiast coś wyjaśniać. Przykładowo taki oto artykuł "Czy Bóg jest matematykiem?": newsweek.pl Żałożę się, że dziś już prawie żaden z absolwentów studiów nie jest w stanie wychwycić te puste chwyty nawet w takim prostym tekście. Popularyzacja nauki bywa zatem równie szkodliwa jak sztuczna inteligencja. O proszę, zaraz na początku jeden akapit i już cztery bzdury: "Istnieje wprawdzie wiele sposobów badania materialnego świata, ale tylko jeden z nich jest skuteczny. Jest nim matematyka. Tak sądzili uczniowie Pitagorasa w starożytnej Grecji, tak myśleli Newton i Galileusz, i tego się trzymają współcześni fizycy, kosmolodzy, a nawet teolodzy, jeśli chcą wniknąć w tajemnice natury." Jakie to są te inne sposoby badania świata materialnego? Niby dlaczego matematyka jest skuteczna? Co sądzili starożytni Grecy o nieistniejącej hierarchii nauk? Co niby łączy kosmologów i teologów? Jest jeszcze piąta: Jak niby badają tajemnice natury owi teolodzy?, ale ponieważ spodziewam się nieziemskiego jazgotu z powodu przedłużającego się postu, więc ją pomijam. PS: Podobnie byłoby, gdybym podał cytat z kontrowersyjnego ks. Życińskiego, a z drugiej strony ks. prof. Hellera. Dyskurs i nic więcej.
Dark Regis
Czasami mam wrażenie, że są trzy różne grupy zainteresowania, a nie tylko dwie. Czyli "inżynierowie", "humaniści" oraz "matematycy". W każdej z moich wypowiedzi powyżej staram się merytorycznie pokazywać dowody, rozumowania oraz źródła moich słów, a nie jakieś typowe dla oświeceniowców i postmodernizmu "Bóg powiedział Słowo i padajmy na twarz". Dlaczego to tak razi matematyka? Bo to kompletnie nic i o niczym nie mówi. O żadnej rzeczywistości. Proste. To samo tyczy się pojęcia świadomości, postępu technicznego, duszy, kultury lub sztuki. Ale przecież od tego jest dyskusja, żeby do jakiegoś celu zmierzać, prawda? Wiem, że taki sceptyczny matematyk może jawić się wszystkim gorącym głowom jako trzeszczący blaszany gnom zakuty w jakieś dziwne poglądy, jednak to nie jest skutkiem takiej ostrożnej postawy. Powodem dziwności poglądów jest słabość wykształcenia proponowanego w Polsce i rozdawanie tytułów na prawo i lewo. To powoduje, że nie opłaca się nic wiedzieć, a jedynie gdzieś zasiadać i dużo gdakać. Czysty ideał związku sowieckiego. Zresztą to samo przenosi się na pozostałe dziedziny życia, politykę i jest naturalna karmą dla wszelkiego lewactwa. Problemem jest zastąpienie w lewackim świecie klasycznej dyskusji przez dyskurs, jak mówi Krzysztof Karoń. No bo na czym polega istota dyskusji? Czy aby na dostosowywaniu własnego poziomu do poziomu rozmówcy, czy może raczej poszukiwaniu sposobu na to, żeby rozmówca zrozumiał nasze argumenty bez sztuczek retorycznych? Dyskurs zaś z założenia wyklucza jakąkolwiek merytoryczność i posługuje się jedynie argumentami emocjonalnymi. Jakieś zarzucanie interesowności, podstępu, niegodziwości, podejrzenia o kluczenie, zastępowanie mówienia o tym co się wie, mówieniem "Ja wiem co mówię" albo że interlokutor nie wie co mówi. Spytałem więc o którą konkretnie wypowiedź chodzi, bo każda z moich odpowiedzi ma swój ciąg dalszy i szereg popierających ją argumentów, które z braku miejsca nie zmieściły się w jednym poście. Po prostu staram się nie rzucać słów na wiatr, o ile nie goni mnie czas lub inne ślepe okoliczności. Nie ukrywam przecież, że jak doszłoby w finale do zwarcia nabzdyczonych ego ;), to jestem w stanie rozwiązać tu krok po kroku każde z tych wspomnianych straszliwych równań różniczkowych włącznie z równaniem Schroedingera. O ile ustalimy już, o które z nich konkretnie chodzi, bowiem każdy układ kwantowy opisuje inne równanie przy innych warunkach. Zresztą ostatnimi dniami nabrałem ochoty żeby wrócić do zbioru zadań Smirnowa. Właśnie tak rozumiem więc "inżynierię" - walenie konkretami po oczach :) Z tym, że sprawa nie jest aż tak prosta jak się "inżynierom" wydaje. Prawie wszystkie obliczenia praktyczne nie mają żadnego związku z tymi fajnymi kilometrowymi wzorkami z książki Smirnowa. Dlatego właśnie powstała dziedzina zwana "metody numeryczne". I tu właśnie wkracza na scenę "matematyk" w roli "humanisty", czyli kogoś takiego, kto powstrzymuje rozentuzjazmowanych "inżynierów" i mówi jak jest.
Dark Regis
Mechanika pól. Pole jako obiekt ciągły, ale pewne jego zachowania ujawniają naturę dyskretną. Oczywiście bez przesady, bo są operatory, które mają ciągłe widma. Jaki jest związek pomiędzy widmem operatora, a stanami kwantowymi (liczbami) niech już Pan spróbuje wyjaśnić naszym interlokutorom ;) PS: podobnie trzeba by było wyjaśnić związek pól i rozmaitości, ale to już jest zbyt niedotykalne w porównaniu z liczbami atomowymi. Proszę spojrzeć Panowie na obrazki zamiast gestykulować ;) Tu atomy: en.wikipedia.org Tu nie ma atomów, ale jest równanie Laplace'a: en.wikipedia.org Tu równanie Schroedingera: en.wikipedia.org Porównać i napisać wnioski :)  
Ptr
Prostym jezykiem normalnego człowieka odpowiadam jak widzę przeskok elektronu. Oczywiście jest stan kwantowy wzbudzony i powiedzmy podstawowy w superpozycji dopóki pomiar nie ustali jaki jest konkretny. Jeżeli nie zakładamy ,że dekoherencja ustala stany kwantowe na wartości rzeczywiste, czyli dokonuje zbiorowego kolapsu materii do stanu rzeczywistego , do wartosci dyskretnych np.0 lub 1 , a ja tego nie zakladam, to pomiar przez obserwatora dokonuje tego kolapsu i tworzy określona rzeczywistość dla tego atomu. Z pewnym prawdopodopbieństwem wynik jest 0 lub 1.  Jeżeli ktoś w Polsce zajmuje się tego rodzaju rozumowaniami i potrzebuje szarych komórek do myślenia o tym , to chętnie bym się tym zajął. Oglądałem dr. Dragana na wykładzie TEDx jak mieszał o fotonie w dwóch miejscach , jaka to magia , jakie to cuda , a przecież to takie proste , aby to wyjaśnić na bazie dostępnej wiedzy z QM i funkcji falowej. Oczywiście nie wiemy/ nie wiem / czym ta wartość urojona jest , ale naprawdę da się coś zrozumieć.      
Ptr
Kwanty pojawiły się  po einsteinowskim zjawisku fotoelektrycznym , ale jakis miesiąc temu pomyślałem ,że wprowadzają w błąd, bo mechanika kwantowa nie jest o kwantach. Jest przede wszystkim fizyką fal.   
Ryszard Surmacz
Wcześniej była wymiana, ale ogólnie?
Dark Regis
W którym konkretnie miejscu?
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Waszmość, a co Ty na to co pisze "jazgdyni"?
Dark Regis
Żeby nie było potem, iż ten worek z pojęciami wisi sobie w powietrzu, to zalinkuję pracę o badaniu granicy pomiędzy światem kwantowym i klasycznym, w aspekcie tropikalizacji: mccme.ru
Dark Regis
Znów się muszę nie zgodzić. Cytat: "Arkadiusz Jadczyk pokazał, że każdą zwartą przemienną grupę automorfizmów wewnętrznych można związać z pewnym ładunkiem. Wprowadził pojęcie algebry KMS. Z Wojciechem Cegłą i Januszem Jędrzejewskim badał związki między mechaniką klasyczną a kwantową, a z B. Jancewiczem wykazał, że fotony można w ścisłym sensie lokalizować na pętlach. Wspólnie z Robertem Coquereaux wydał monografię o teoriach Kaluzy–Kleina, a z Markiem Modugno skonstruował kowariantną mechanikę kwantową. Z Philippem Blanchardem opracował wzmocnioną teorię kwantów, z Gerardem Emchem podał kwaternionowe ujęcie kwantowej teorii monopoli magnetycznych, pokazał też, że jednoczesny pomiar wielkości nieprzemiennych jest nie tylko możliwy, lecz prowadzi do chaosu i kwantowych struktur fraktalnych." To jest ten fizyk teoretyk z Salonu24, co dużo rozprawia o matematyce. Ale nie o niego chodzi. Jest tu zawarta sugestia, że podejście fraktalne umożliwiłoby teoretycznie równoczesne pomiary. Problem w tym - i tu nawiązuję do wykładu prof. Meissnera - że jeszcze nie jest dostatecznie dobrze rozwinięty aparat matematyczny, który by to umożliwiał. Przypomnę w którym to było fragmencie - o usuwaniu ∞ w rachunkach prowadzonych w QED dla diagramów Feynmanna. Chodzi o rodzaj "fraktalnej" analizy funkcjonalnej i harmonicznej. Reasumując, jesteśmy w fazie przed dokonaniem epokowego odkrycia i nie wiadomo jak długo to potrwa. Wspomniane tutaj przeze mnie różniczki i równania falowe na grafach oraz fraktalach to zaczątek. Na przykład wiadomo, że pierścienie kiełków, czyli takich "tendencji zachowań się klas funkcji w danym punkcie" prowadzą do pojęć typu rozmaitości, w szczególności wiązek, to znaczy są w stanie połączyć koncepcje z geometrii algebraicznej (twory budowane z zer wielomianów) z topologią różniczkową. W topologii wprowadza się jeszcze wiązki dżetów, ale to pomińmy. Ale już mało kto wie, że pojęcie schematu w geometrii algebraicznej jest to uogólnienie koncepcji rozmaitości, zaś w języku polskim do dziś nie udało znaleźć się adekwatnego terminu na określenie "moduli space" (na ale tutaj z kolei musielibyśmy zboczyć na dywizory - takie uogólnienie dzielników liczby i czynników jej rozkładu ;). Rozważa się tam przestrzenie upierścienione jako uogólnienie rodzin funkcji na rozmaitości, które poddaje się lokalizacji. Rozmaitości to są tutaj takie schematy, których pierścienie lokalne nie posiadają dzielników zera (takich niezerowych a i b, że ab=0). No i dalej też wspomniane przeze mnie orbifoldy i rozmaitości Calabi-Yau. Kupa materiału, żeby choć trochę zrozumieć współczesną fizykę i kosmologię. Z jednej strony zatem wychodzimy poza geometrię euklidesową, a z drugiej poza świat przemienności (abelowości). 1) Moduli space: www-personal.umich.edu 2) Mały przeglad tego zwierzyńca: imperium.lenin.ru
Dark Regis
Tak można powiedzieć. W równaniu Schroedingera jest tylko ciągły zapis ewolucji takiego układu kwantowego, który stwierdza jedynie, że elektron jest trochę tu, trochę tam (fala), ale za bardzo nie wiemy jak i gdzie się porusza (w sensie klasycznym). Trzeba po prostu sumiennie przestudiować filozoficzny materiał dotyczący dualizmu korpuskularno-falowego, gdzie są pewne sugestie jak to zagadnienie rozumieć (droga dla humanistów). Ja mam dodatkowo ten komfort, że mogę wspomagać się terminologią matematyczną, jak np. toposami, które pozwalają na zdefiniowanie modelu dla dualizmu. Ostatnio też śledzę sporo prac Brazylijczyków, którzy są odkrywcami nowej drogi w matematyce, nazwanej tropikalizacją: en.wikipedia.org To jest odnośnie mojego innego postu poniżej, w którym sugeruję wykorzystanie pierścieni przemiennych w kosmologii i teorii strun. Na YT jest sporo filmików, które prezentują dualizm korpuskularno-falowy i wyjaśniają na różne sposoby, ale nie należy ulegać złudzeniom - dowiedziono eksperymentalnie, że elektron rzeczywiście zachowuje się jak fala i jak cząstka jednocześnie. Wspomniane przeze mnie podejście Jadczyka (fraktale) w niczym sytuacji nie poprawi. Po prostu przerzuci kupkę pojęć o nieoznaczoności na kupkę pojęć o nieobliczalności lub inaczej nierekurencyjności.
Ryszard Surmacz
Dopowiedzenie z 12,38, niestety zgubiłem (ok. 2000 znaków). Życzę więc pośniadankowego i przedobiedniego smacznego. Co co milionerów - idealistów  jestem pesymistą. Tak było kiedyś, ale dziś, podejrzewam, że gdyby chcieli poważnie coś zmienić w tym patologicznym świecie, naraziliby się na utratę swojego majątku. A przynajmniej zaciukali by ich koledzy miliarderzy. Zmiany dokonać może jedynie Bóg lub, jak kto woli - natura, która musi się w końcu zbuntować się i pokazać człowiekowi jego miejsce w szeregu. To, co było wcześniej, nie będę już odtwarzał. Pozdrawiam
Ryszard Surmacz
O, jeszcze zdążę. W naszej dyskusji nie ma takiego pojęcia, jak "duma". Podział na inżynier i humanista jest potrzebny  ze względów praktycznych - tak jak podział na dzień i noc; dobro i zło, matka i ojciec, kobieta i mężczyzna. Nie dość uważnie czytasz, Wyjaśniłem to. Mam podobny zasób archetypów i to w dodatku - polskich. Jesteśmy, jak wysięgnik lub podajnik z betonem, który podaje gdzieś tam, poza bazą, beton i buduje nowe obiekty, ale baza zawsze pozostaje bazą. Młodzi tego nie rozumieją, ale jeżeli nie, to życie ich samo nauczy tej mądrości. Szkoda tylko, że będą musieli przejść tę sama drogę, którą przeszli ich przodkowie. To, co kolejny posiłek dla kotka? Czy może koty jedzą raz dziennie?
jazgdyni
Oczywiście, że wędkuję. Jako stary dobry wykładowca (ha,ha) muszę zorientować się w jakim obszarze pojęciowym się poruszamy. Stąd dążenie do wspólnych definicji. Nie ma dla mnie żadnej możliwości relatywizacji zasad moralnych. Mój światopogląd opiera się na potężnej i niezmiennej klasie podstawowych archetypów, które poznajemy intuicyjnie - prawda, piękno, miłość, dobro, sprawiedliwość, itp. Nie ma żadnej bariery rozwoju! Powiem więcej, ciągle jesteśmy w dziecięcym etapie człowieczeństwa. Mimo tego intuicyjny zbiór archetypów nigdy nie ulegnie zmianie. Nie wiem dlaczego (jakaś urażona duma?) nadal trzymasz się podziału na "technicznych" i "umysłowych". Prosiłem - porzućmy to i skoncentrujmy się wyłącznie na twórczych możliwościach człowieka. W takim rozumowaniu kreatywność jest wynalezieniem lub odkryciem nowego sensu, znaczenia. To, co jest naprawdę nowe, to sens, odkryty, czy wynaleziony z użyciem starych lub nowych kontekstów archetypowych i ich kombinacji. Kreatywność to moc sprawcza świadomości. Siła przyczynowa. Któż obecnie wykazuje się największą kreatywnością? O szarlatanach zapomnijmy (gender, lgbt, to ersatze mające wywołać właśnie ten paskudny relatywizm).
Ryszard Surmacz
Dzięki, ale dziś musiałem dość wcześnie wstać, a ranne wstawanie, to nie moja specjalność. Czytam już kolejny Twój wstęp, i siłą rzeczy muszę zadać sobie pytanie - po co to i dlaczego używasz aż tylu słów? I to jest pytanie z kategorii inżynierskich - jeżeli mam stworzyć jakiś schemat odpowiedzi, muszę się zastanowić na jej konstrukcją. W humanistyce nazywa to się warsztatem. Ale pierwsza nasuwająca się moja odpowiedź jest taka: o, stary wilk morski zanim złapie swoją rybę, musi wyczuć na jaką przynętę chwyci, czyli jakie są moje możliwości jako szczura lądowego. Druga, to podpowiedź w postaci korespondencji z Imć Waszeciem, która zapewne rozbiła trochę Twoją koncepcję dyskusji. No, jest jeszcze trzecia i czwarta, ale nie o to chodzi. Sam wyznaczyłeś ramy dyskusji, a ja nigdy pierwszy nie uderzam- czyli dużo pisania. Do wiedzy jestem szczególnie przychylnie nastawiony - jaka by nie była, ale musi zachowywać swoja logikę. Nie oznacza to, że jestem zadufany w sobie lub mam jakieś przesadne mniemanie o sobie. Nie za dużo i nie za mało. A teraz do meritum: 1. Kreatywność w naszym obszarze dyskusyjnym, to warunek. Ale tę kreatywność, mimo awansu cywilizacyjnego i zmiany potrzeb, trzeba podzielić na humanistyczna i inżynierską. Inaczej będziemy mieli do czynienia z bałaganem i anarchią. Musimy wiedzieć kto za co odpowiada. I dopóki nie ma narzędzi do zsyntetyzowania tych dwóch obszarów, które (zgoda, stanowią całość) tak musi pozostać. Relatywizacja zasad moralnych, które trzymają naszą cywilizację, nie może przyczyniać się do dalszego rozpadu. Na tej relatywizacji bazuje cały ruch gender. Kreatywność musi mieć więc ścisłe ramy aksjologiczne. Natychmiast powiesz, że to bariera rozwoju!!! Aksjologia wyznacza określone zasady kulturowe i jest jak kosmos - nieograniczona. Warunek - zachowanie tych samych parametrów chemicznych i fizycznych. Każda zmiana powoduje patologię i stosowne do niej skutki. I ta zasada dotyczy człowieka i całego kosmosu. Jeżeli człowiek się zdegeneruje, jego krąg też zostanie za to ukarany. Przykład. Jeżeli człowiek mógłby cokolwiek zmienić w świecie materialnym ziemi, zrobiłby to natychmiast - np. z ciekawości. I tu jest pole do popisu dla inżynierów, bez względu na to czy mają odpowiednie przygotowanie humanistyczne, czy też nie. Zawsze nastąpi taki moment, w którym stanie on przez dylematem: iść dale, czy się cofnąć?. Zadaniem inżyniera jest iść dalej. Na szczęście jeszcze nie jest on w stanie tego zrobić. Ale próbuje poprzez emisje dwutlenku. Gmyranie człowieka w świecie duchowym, konsekwencje ściąga na niego samego. I teraz humaniści są potrzebni do zachowania tego balansu pomiędzy tym, co już można, a czego jeszcze nie można... I tu budzi się w Tobie inżynier, pytasz dlaczego nie można, chcę wiedzieć, chcę mieć lepiej itd. Kreatywność nie może być on line, bo to po prostu anarchia, a w dzisiejszym świecie to groźba zagłady. Cdn.
jazgdyni
Dodam jeszcze tutaj, bo może mi umknąć, że mechaniczne rozwiązywanie problemów nie ma nic wspólnego z kreatywnością. A tym jest właśnie stosowanie matematyki, jak to nam proponuje Imć Waszeć. Kreatywność zawsze tworzy nowe znaczenie. Żaden algorytm komputerowy nie będzie w stanie rozpoznać nowego znaczenia. Komputer prawdopodobnie się zawiesi. To tak a propos AI - sztucznej inteligencji.
jazgdyni
Jak się Ryszardzie spało? Mniemam ze dobrze. Wstałem o 3:30;kocica dostała swoją poranną miseczkę a ja pierwszą kawę i obejrzałem czwarty odcinek nowego sezonu Gomorry, coraz ciekawszej, bo włoscy mafiozi ruszają w wielki świat, a nie tylko dp Ameryki Łacińskiej i byłych państw post-sowieckich i sprzymierzonych. Ryszardzie! (i Cybie też) Czy należy się ze mną zgodzić, że na wstępie należy uściślić definicje. Na początku użylismy rozmytych symboli nazwanych "inżynierowie" i "humaniści" .Były to jednak wyłącznie klasy kontekstowe potrzebne wyłącznie w tamtej argumentacji. Tutaj w dyskusji niezbędny jest inny podział oparty na kreatywności, czyli myśleniu twórczym. To jest główna cecha do której chcę się odnosić. A nie jest to proste i jednoznaczne, bo świat jest zalewany fałszywymi "wynalazkami" materialnymi i nie, które mają sprawiać wrażenie oryginalnej kreacji. Nie chciałbym więc odnosić się do kolejnych modyfikacji, udoskonaleń, rekonstrukcji, czy podrasowania. To nie jest prawdziwe tworzenie. Nasz ulubiony inżynier - twórca kończy pracę materialnym dziełem. Zazwyczaj z kolei nasz ulubiony humanista - twórca kończy pracę nową ideą, myślą, rozwiązaniem, wyjaśnieniem. Oczywiście w sensie materialnym jest to zawsze zapis - np. werbalny utrwalony kamerą i mikrofonem; papierowy w formie artykułu lub książki i od paru lat zapis komputerowy, w tym najważniejszy - zapis sieciowy. Dołączając do naszych humanistów sztukę, mamy cały szereg kategorii dzieł będących kreacją: malarstwo, rzeźba, muzyka, dramaturgia i najnowsze kreacje -film, telewizja i performance. Ale zawsze nasi humaniści w jakimś sensie tworzą i przedstawiają nam idee, a inżynierowie raczej rzeczy praktyczne. Co nie znaczy, że obie klasy nie mogą się nawzajem przenikać i wzajemnie na siebie oddziaływać. Uważam, że najbardziej twórczą dziedziną humanizmu, terenem największych myślicieli jest filozofia. Niestety nie jest zaliczana do nauki, bo nie spełnia ścisłych rygorów naukowej metody. Jak falsyfikacja na przykład. Nie mniej jest to wysiłek i praca potężnych umysłów. Niewątpliwie szczytu ludzkich możliwości. Jak ich "techniczni" koledzy - wielcy naukowcy. Teraz pora na lekkie śniadanko (obiecałem uroczej pani doktor zgubić do końca czerwca 10 kg, a jeszcze nie zacząłem). Dalej będę się zastanawiał, dlaczego sfera materialna postępu pędzi jak szalona, a sfera ideowa nie może nadążyć. A stwarza to poważne niebezpieczeństwa bo wkraczają szubrawcy, uzurpatorzy i oszuści, jak Klub Rzymski, Soros z NWO, lewactwo światowe i kretyni - ekolodzy. Nadzieję widzę w paru genialnych miliarderach, jak Elon Musk (projekt Tesla), Richard Branson (Virgin), Carlos Slim Helu, Bill Gates i jeszcze paru młodszych. Oni w konia nie dadzą się robić różnym cwaniakom jak noblista Al Gore.
jazgdyni
Dokładnie tak Cybie.
jazgdyni
Tensorami,macierzami,zbiorami, przestrzeniami zajmowałem się raczej dawno temu. Ale pojęcie nadal mam dobre, także o całej reszcie. Przyjmowanie założenia, że można mnie zdeptać elementami matematyki, to klasyczne F - kontradykcja. A Imciowi radziłbym w komentarzach bardziej stosować kwantyfikator jednoznaczności, a nie egzystencjalny. Wydaje mi się,że tutaj nie powinniśmy roztrząsać zagadnień matematycznych, bo matematyka jest tylko i wyłącznie symboliczną reprezentacją zjawisk fizycznych, a z tym na poziomie kwantowym u Imciego jest mały problem. Stąd ucieczka na obszary ulubione, dobrze znane i mające zawstydzić dyskutantów.
Dark Regis
Elektron nadal zmienia orbitę w taki sam sposób, jak to robił wtedy, kiedy to było. Nie słyszałem, żeby ktoś dokonał na tym polu jakiegoś spektakularnego odkrycia. Ponadto elektron nie skacze z orbity na orbitę, jak to sobie niektórzy wyobrażają, lecz nie ma sposobu na obliczenie jednocześnie z dowolną dokładnością jego dokładnego położenia i dokładnego pędu. Jest jeszcze kilka innych takich par, ale łączy je wspólne wyjaśnienie tego fenomenu. Niestety, w tym celu musielibyśmy udać się do krainy przestrzeni Hilberta, a na początek przynajmniej ustalić terminy takie, jak norma, ogólniej forma, rozmaite rozkłady formy, ortogonalność, funkcjonały, operatory liniowe ciągłe, miary, całki, różniczki, rozmaitości, grupy, w tym grupy Liego, algebry Liego, lwią część analizy rzeczywistej, zespolonej oraz funkcjonalnej. Na przykład nie wiem, czy Pan słyszał kiedyś o pojęciu operatora liniowego zwartego, słabej zbieżności, podzbioru gęstego, splotu, iloczynu tensorowego, dystrybucji, albo spektrum operatora? Bez tego wyjaśnienie czegokolwiek jest strasznym machaniem rękami i wymaga co najmniej pięcioletniego kursu uniwersyteckiego ;) Przykładowo: 1) Wiadomo, że ciąg funkcyjny {sin(nx)}, n=0,1,... nie ma (punktowo) granicy. Ale jak zaczniemy rysować te wykresy, to zauważymy, iż coraz dłuższe okresy powodują, że coraz na większym obszarze o środku w zerze funkcje stają się trochę "podobne" do funkcji stałej równej zero. W efekcie ten niezbieżny punktowo ciąg jest zbieżny w sensie dystrybucyjnym. 2) Jak już przegryziemy się przez dystrybucje, to zauważymy dwa podejścia: a) można zawężać rodziny funkcji, aby w nich były zawsze rozwiązywalne jakieś równania różniczkowe lub aby były całkowalne lub transformowalne (np. przestrzenie Sobolewa); b) można rozszerzać rodziny funkcji do rodzin tworów przypominających własnościami funkcje (chodzi o dystrybucje), w których nie będzie problemu z rozwiązalnością jakiegokolwiek równania różniczkowego. 3) Wiedząc to możemy łatwo rozstrzaskać każde równanie różniczkowe, włącznie z równaniem Schroedingera, po prostu używając do tego dystrybucji i splotu. Po prostu równanie różniczkowe jest to pewien zapis operatora liniowego S, który przekształca funkcje albo dystrybucje w inne funkcje albo dystrybucje (szczegóły techniczne pominę w tej iteracji). Najczęściej w ten sposób rozwiązuje się tzw. zagadnienia brzegowe np. dla równań eliptycznych (eliptyczność bada się sprawdzając odpowiednią formę), a innym razem jakieś zagadnienia Dirichleta. 4) Dalej są własności własne zagadnienia brzegowego lub operatora, można określić zagadnienie i operator sprzężony do poprzedniego. Wreszcie operatory samosprzężone w przestrzeni Hilberta. No i tu właśnie mamy wyjaśnienie stanów kwantowych jako "Obserwabla – operator hermitowski (samosprzężony) definiowany w mechanice kwantowej, reprezentujący pewną mierzalną wielkość fizyczną." 5) Zabrakło mi już miejsca na wyjaśnienie ortogonalności... :)
Jabe
Ten przeskok elektronu jest chyba tylko przybliżeniem klasycznym sytuacji kwantowej. Nie?
Ryszard Surmacz
Aaaaa, rozumiem. Ale dziś idę wcześniej spać.
jazgdyni
Kiedy to było? Jak mówimy dzisiaj, jak elektron zmienia orbitę? Ciągle? Falowo? A nie natychmiast - przeskokiem?
Dark Regis
Nic z tych rzeczy. Na egzaminie takie oto pytanie zadał mi Andrzej Birkholc (ten od podręcznika: ksiegarnia.pwn.pl ): Co to jest fala? PS: Równanie Schrodingera opisuje jak najbardziej ciągły przypadek ewolucji układu kwantowego. Zresztą zastosowanie symboli różniczek nie miałoby sensu w przypadku dyskretnym, o ile nie poczynilibyśmy miliona założeń, które i tak zawierałyby linki do przypadku ciągłego i byłyby z nim związane.