Otrzymane komantarze

Do wpisu: Słów odkrywanie: Wrogość
Data Autor
3rdOf9
1. Maksymilian Kolbe oddał życie za drugiego człowieka, ale nie było to odpowiadanie miłością na nienawiść, bo ten, za którego oddawał życie ów święty nie był mu wrogiem ani go nie nienawidził. Postawa miłości nie była też tutaj skierowana do Niemców. Przykład jest więc nieadekwatny. 2. Zawsze przy okazji tego typu dywagacji przypominam: "nie rzucajcie pereł przed świnie". Nauka Jezusa jest kompletna. Odpowiedź dobrem na zło zdaje egzamin wtedy, gdy jesteśmy w stanie uświadomić drugiej stronie, że nie musi z nami walczyć, bo tak naprawdę nie jesteśmy jej wrogiem - za pomocą odpowiedzi dobrem na zło możemy to udowodnić a bardzo często ludzie mylnie identyfikują się nawzajem właśnie jako wrogowie. Ale bywają i takie sytuacje, w których odpowiedź dobrem na zło jedynie pomnoży zło: taki na przykład Putin nie powstrzyma terroru, jeśli mu się jakiś kraj po prostu podda - stanie się wręcz odwrotnie: terror będzie jeszcze większy pod jurysdykcją Putina, co najwyżej będzie uprawiany w zmienionej formie. Tak samo Hitler zabijał tych, których uznał za słuszne, niezależnie od tego, czy mu odpowiadano zbrojnym oporem, czy uległością (przykład => front wschodni). Chrystus takie sytuacje również przewidział, wiedział o istnieniu mentalności impregnowanej na działanie dobra i dlatego zostawił także i tę naukę, którą przypomniałem.
Do wpisu: Na trakcie Słowa: Mistrzyni ciętej riposty
Data Autor
tsole
To pytanie św. Piotra dla każdego powinno być pytaniem startowym. Rozpoznać alternatywę. Szkoda, że to rozpoznanie następuje u wielu tak późno. Tylu mamy ateistów lub wierzących "niepraktykujących", ale na cmentarzach to już niemal same krzyże.
tsole
Godność to fajna sprawa, ale jeśli ma ona być pretekstem do ukrywania naszego tchórzostwa to już niefajna :)
ant.an
Innymi słowami to samo, co mówił św. Piotr: Panie do kogóż pójdziemy.
I jest tez drugi morał całej tej historii. Taki, że my sami, innowiercami nie będąc, zapomnieliśmy, że trzeba czasem krzyczeć do Boga i hałasować jak ta kobieta. Większość tzw. wiernych preferuje godność ;)
Do wpisu: Od kombinatora do Kreatora-refleksje nad fenomenem symulacji
Data Autor
tsole
Bardzo dziękuję za ten ciekawy komentarz. W niniejszym szkicu starałem się dystansować od własnych poglądów (widoczne są tylko - i to subtelnie - w podsumowaniu) oraz aspektu światopoglądowego. Wedle zamierzeń jest to kompilacja  powszechnie dostępnej wiedzy na temat symulacji jako zjawiska antropologicznego. Nie ma więc w nim dywagacji na temat "czy androidy śnią, wierzą, kochają" etc. Osobiście zgadzam się z poglądem, który wyrażasz. Mówiąc inaczej - sądzę, że inteligencję chyba da się zasymulować, duszy nie.  "Z tym tylko, że jaka to będzie wówczas ewolucja, i czy to w ogóle będzie można to nazwać ewolucją?" Będzie to symulacja ewolucji robiona rękami człowieka :) Lem w "Summa technologiae" prowadzi ciekawą i spektakularną. analogię między ewolucją biologiczną i technologiczną. Pozdrawiam!
Cytat „Możliwość powstania maszyn obdarzonych świadomością, empatią czy wręcz duchowością bardzo fascynowała Lema. Wydaje się, że był zwolennikiem koncepcji zakładającej, że ewolucja biologiczna, tworząc gatunek homo sapiens osiągnęła, co prawda kres możliwości, ale postęp jest możliwy, choć dzięki podstępowi: następny wytwór będzie wykreowany... dłońmi człowieka”. Zdaniem moim być może w jakimś tam stopniu prawdopodobnym jest to, że ewolucja biologiczna organizmów (struktur) opartych na związkach węgla dobiegła kresu. Być może też prawdopodobnym jest i to, że kreacja, a następnie ewolucja struktur opartych na związkach krzemu może dojść dalej. Z tym tylko, że jaka to będzie wówczas ewolucja, i czy to w ogóle będzie można to nazwać ewolucją? Bo czymże jest struktura tworu zbudowanego na związkach krzemu, zwanego obecnie komputerem, choćby i najdoskonalszym? Jest to wprawdzie jeden z najdoskonalszych tworów człowieka, lecz twór zupełnie prymitywny w porównaniu z jego twórcą. Jestem też zdania, że jeżeli chodzi o podobieństwo to dinozaur sprzed milionów lat jest o krok od człowieka, natomiast komputer o parseki. Przede wszystkim bowiem i dinozaur i człowiek, jako konkretny osobnik, to homeostat, którego istotną cechą jest zdolność podtrzymywania swojego istnienia w czasie i w otaczającym środowisku. Najistotniejszymi ich cechami wszakże jest to, że mają one zdolność prokreacji i przede wszystkim ewolucji. Tych cech żaden komputer nie ma i śmiem twierdzić, że najprawdopodobniej mieć ich nigdy nie będzie. I nie chodzi o to tylko, że współczesny komputer to prymitywna struktura. Można wyobrazić sobie dowolnie bardziej złożoną konstrukcje takiego komputera, który będzie taką sama prymitywną maszyną. Tak z grubsza, od siekiery, można powiedzieć, że podobny będzie do zegara, który ma wszystko: kółka, balans, sprężynę, zaś nie ma tylko tego czegoś, co powoduje jego działanie. To coś to napięcie w sprężynie. A co jest odpowiednikiem wspomnianego napięcia sprężyny w odniesieniu do ewolucji biologicznej? Co to jest to coś, co jest pierwotną przyczyną zaistnienia i kontynuacji w czasie tej ewolucji? Odpowiedź na to ostatnie pytanie być może w największym stopniu przyczyni się do uruchomienia konstrukcji (hodowli) tworów zbliżonych, a właściwie tylko imitujących człowieka.
NASZ_HENRY
Ciekawa notka! Dla symulacji komputerowej najważniejszy jest tak jak dla samochodu silnik, którego też nie widać, też w tej notce ;-)
tsole
Też :)
"13. piętro", tak? :)
tsole
a piana z piwa niedobra? :)
NASZ_HENRY
Szwejk mawiał, że najtrudniej symulować choroby z pianą na ustach ;-)
Do wpisu: Na trakcie Słowa: Tu Oaza Spokoju!
Data Autor
tsole
Dziękuję, pozdrawiam!
Żyłem w zapomnianym cieniu drogi wpatrując się w ogrody moich sąsiadów, którzy po przeciwnej stronie, biesiadowali w słońcu, Czułem się jak żebrak, który przenosi od drzwi do drzwi swoją biedę. A im więcej dostawałem z nadmiaru ich przepychu, tym bardziej mi ciążyła moja żebracza miska. Aż pewnego ranka zerwałeś mnie ze snu otwierając znienacka moje drzwi. Stałeś w nich i prosiłeś o miłosierdzie. Bez cienia nadziei otworzyłem moją puszkę i zdziwiony zobaczyłem,jak bardzo jestem bogaty. R.Tagore
tsole
Dziękuję Krzysztofie i pozdrawiam!
Otóż to!!! Kiedyś w sytuacji podobnej niemożliwości Jego posłaniec przyszedł do nas po falach narodowego zagubienia i wrzenia i powiedział: Człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa... (cytuje z pamięci)człowiek nie może bez Chrystusa zrozumieć sam siebie... Chyba wtedy trochę nas przekonał, bo potrafiliśmy stanąć obok siebie i uwierzyć w moc solidarności. Paradoksalnie,łatwiej wierzymy posłańcom niż Bogu samemu. Może dlatego ciągle nas coś zżera... Dotrzeć do Ciebie, Tsole, to dotrzeć do oazy. Dzięki.
tsole
To prawda, ja także znajduję w świątynnej atmosferze oazę spokoju. A jeśli jest to stara świątynia, często mam też niepowtarzalne wrażenie ciągłości cywilizacji, integracji z przodkami.
Wiecie, raz miałam taki stan, ni to lęk ni to depresja, takie dwa w jednym, poczucie, że zaraz na moich oczach szlag wszystko trafi i zobaczę tylko groby. I otóż, w tym trudnym okresie dobrze i bezpiecznie czułam się tylko w kościele. Wchodziłam żeby posiedzieć do każdego otwartego po drodze. To było takie instynktowne poczucie bezpieczeństwa, a jak słowo daję byłam wówczas katolikiem zaledwie niedzielnym, a i to nie zawsze. O żadnej regularnej modlitwie czy formacji nie wspominając. Cenię to wspomnienie wielce. Ha!
Odważ się pójść po wodzie, no i pamiętaj w porę zawołać: Jezu, ratuj! :) Błogosławionej niedzieli! :)
tsole
 
tsole
 
tsole
To retoryka. Ale pamiętajmy, że Jezus był dla apostołów Mistrzem, zatem władcą. A władca rozkazuje, nie prosi - przynajmniej w mentalności ówczesnych izraelitów. Pozdrawiam wzajemnie
tsole
Jest zarówno absolutem jak i oazą. W końcu Absolut to przede wszystkim nieskończona Miłość. Pozdrawiam
## „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie” ## Gdy zastanawiam się nad słowami Mk: 6-5 i Jn: 3, to słowa "każ mi przyjść do siebie" stają się dla mnie mało zrozumiałe. -Może zamiast "każ mi" winno być "zawołaj mnie do siebie"? Pozdrawiam.
Ptr
Drobne kłopoty mieć wszyscy będziemy, szkoda czasu nad nimi biadolić. Ale są i te większe. Ich rozwiązania próżno szukać w słowach kazań. Zbyt słabo szuka się tu prawdy i to całej prawdy. Mówią czasem,że Bóg jest absolutem i jest ponad naszymi problemami. Mogłoby się wydawać ,że jest ponad wszystkim , ponad polityką , zagrożeniami, krzywdami, dylematami, sporami, i że Kościół nie musi o tym wszystkim myśleć i może to wszystko po prostu ignorować. Oaza spokoju dla szukających spokoju wyznawców. Chwila zapomnienia od świata. A jednak pomyślałem sobie czy On czuje to co ja, to co my? Czy Go to też boli zło ? I sądzę ,że tak. I wierzę ,że przez to coś się zmienia. Coś rodzi się w zupełnie innym miejscu niż miało być. Zupełnie gdzie indziej ukazuje się Jego wola.