Otrzymane komantarze

Do wpisu: Kocia rodzina
Data Autor
Dark Regis
Nie będzie ich kilkadziesiąt. Populacja dostosowuje się do pojemności środowiska, a ta zależy nie tylko od dostępności jedzenia. Choroby i wypadki również można nazwać tym dostosowywaniem. Ja na podwórku miałem w szczycie kilkanaście sztuk, a zaczęło się od darowanej kotki i kocura. Pierwsze mioty były oswojone i oczywiście znalazły nowe domy bez problemów, ale z roku na rok koty coraz bardziej dziczały i już nie dawały się złapać. Potem to już cała historia, od radości do dzikiej rozpaczy. Najpierw chorobę przywlekła jedna z młodych kotek. Kocięta zaczęły się rodzić chore, z zaśluzionymi oczami i nosami. Szybko okazało się, że wożenie ich do weterynarzy jest pozbawione sensu i logiki. Najbardziej rozbrajający "sposób" leczenia kotów, jaki widziałem, to sposób na strzykawkę z glukozą. Tą prostą sztuczką weterynarze "ożywiali" nawet koty potrącone przez samochód i konające. Oczywiście na chwilę, ale za to za smakowite 50 nawet do 200 złotych. W wielkim skrócie kolejność była taka. Najpiękniejszy czarny kociak z 2-go miotu (było bodaj 7 plus równoległe) został potrącony celowo przez samochód na wiejskiej drodze, gdyż jest to ulubiona zabawa miejscowych ludzi. Kotka z 3-go odmroziła sobie tylne łapy, przyczołgała się jeszcze nocą do psiej budy i tam zdechła. Jej brat żył o rok dłużej, ale miał pokręcone stawy; najstarszą kotkę, ich matkę, znalazłem którejś zimy zamarzniętą pomiędzy deskami. Jej córka, ta która przywlekła zarazę, straciła gdzieś oko, które niestety zaczęło ropieć i trzeba było coś z tym robić. Przedtem trzeba było ją jeszcze złapać. Zamknąłem ją jakoś na strychu, ale po kilku godzinach pożałowałem tego. Kotka, nie dość że źle widziała, to jeszcze miała dość siły, żeby poprzewracać różne szpargały. Była tam taka gruba drewniana rama od czegoś i ona ją przewróciła, a sama wpadła pod spód. Na wierzch spadło jeszcze jakieś pudło ze starymi szmatami. Rama przygniotła jej ogon i chyba na dodatek złamała. Gdy wydostałem kotkę spod tych rupieci, była w szoku i bardzo osłabiona. Położyłem ją w pudełku na szmatach, nakarmiłem i zacząłem głaskać, powstrzymując odruch obrzydzenia tym zaropiałym wyciekającym  okiem. Mówiłem do niej coś na uspokojenie. Wtedy ona nagle zaczęła mruczeć i spokojnie usnęła, czując się już bezpieczna. Odeszła dwa dni potem, u mnie w suterenie domu, w koszyku wymoszczonym sianem, do końca karmiona butelką ze smoczkiem. Przed śmiercią również mruczała i układała łebek w mojej dłoni. Mogłem ją cynicznie zabić zastrzykiem u weterynarza i mieć święty spokój, przywrócić "porządek w naturze", ale nie zrobiłem tego i teraz mam unikalne doświadczenie oraz wyjątkową wiedzę. W kilka lat z całej kociej rodziny nie został ani jeden. Chociaż nie, ten pierwszy stary kocur któregoś pięknego dnia przyszedł w odwiedziny, ale popatrzył tylko jeszcze raz na stare śmieci i poleciał "do siebie". W tym czasie miałem już inną "kocią rodzinę", więc uznał chyba, że to już nie jest jego teren.
Pani Anna
Całe szczęście, że koty nie przejmują się feministkami. Zazdroszczę towarzystwa, a wobec klatek również mam obiekcje. Osobiście dostałam także wychowawczego klapsa od mojej babci, ponad 40 lat pamiętam za co, jak i to, że słusznie mi się należało.
Do wpisu: Droga Czerwona – droga życia dla portu w Gdyni
Data Autor
Anonymous
W Krakowie radzą sobie - zabudowuje się wszelkie miejsca na potencjalne rozwiązania komunikacyjne. I problem prostych, tanich dróg znika sam.
seafarer
@ Zygmunt Korus Przynajmniej jeden pozytywny syndrom, ten syndrom Wikinga :) A zagrożenia faktycznie widać, choć niestety niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę z ich wagi. Więc niewiele się dzieje aby je usunąć. Pozdrawiam.
Zygmunt Korus
A wie Pan, co to jest syndrom Wikinga? Parcie na południe. Aż pod Terni we Włoszech. Dlatego wszystkie państwa budowały dojazdy do granic ku słońcu w zenicie. Austriacy do dziś się pieprzą z połączeniem z Czechami. Ci ostatni ku Polsce także się nie kwapili. A nasi ku nim tak. Ale od parunastu lat się coś zmienia. Idzie myśl komunikacyjna skierowana ku północy. Np. Polacy ku Litwie. Oby tak dalej i więcej. Oś Trójmorza - tylko przyklasnąć - trochę jednak wg syndromu Wikinga. Ostatnio od trzech lat z pewnych względów bywam na wczasach w Jastrzębiej Górze i odwiedzam Gdynię. Po pierwsze strasznie tłoczno na drodze ku otwartemu Bałtykowi. Te zagrożenia, o których Pan pisze, widać jak na dłoni - to pieprznie w pewnym momencie. Po drugie - tylko podziwiać! - nie widziałem w żadnym miejscu w kraju takiej ilości usług i handlu, który by egzystował w tak szerokiej gamie i bogactwie oferty. Co za zmyślni i rzutcy ludzie - ci Kaszubi! Że to się kręci bez korporacyjnej koncentracji, w sposób tak rozproszony...?! A po trzecie... Gierek wprowadził do ustrojstwa Polski - słuszne czy niesprawiedliwe - podejrzenie o złych swojakach ze Śląska... Ale takiej mafii z Trójmiasta, jaką banda Herr Podletza T(f)uska zafundowała krajowi, to ludzkie pojęcie przechodzi. Dlatego jak na razie, dopóki ta antypolska, cwaniacka zaraza jest wciąż nad Zatoką Gdańską w podglebiu, pozytywnych zmian tamże nie należy się spodziewać. Ale plewić trzeba.  
Do wpisu: Bieganie, czyżyki, wielbłądy – oraz Gdynia Radio
Data Autor
seafarer
Wiem, ta Dąbrowa o której pan mówi to szeregowce. Ja nie mieszkam w szeregowcu.
seafarer
Sam sobie bym musiał pisać. Nie wiem czy ZUS by uznał :) Innych, krajowych i bardziej oficjalnych nie uznawał. A poza tym ten problem jest już poza mną.
Kazimierz Koziorowski
niczego nie sugerowalem w odniesieniu do pana a pytalem o chyba juz zapomniany synonim tej czesci gdyni. wymienione opzz i partia - cos pan wie o historii dzielnicy ktora zaczela powstawac tuz przed okraglym stolem. 
jazgdyni
Pozwolę sobie jeszcze dać mała radę, lecz ważną. Jako, że ciągle jest pan zawodowym marynarzem, proszę skrupulatnie załatwiać sobie i zbierać zaświadczenia, że na statku pracuje pan w warunkach szkodliwych dla zdrowia (zgodnie z polską ustawą). Na zachodzie nie ma zwyczaju takich zaświadczeń, bo sprawa jest oczywista. Lecz każdy kapitan na życzenie napisze takie krótkie pismo. Bo dla ZUSu liczy się tylko papierek. Ja tego nie dopilnowałem. Miałem tylko papier z PLO, a potem z MAG. Gdy już sam się zatrudniałem, to na moją logikę była to kontynuacja warunków pracy i już zaświadczeń nie miałem. A to 300 - 400 zł straty do emerytury. W sądach nagminnie te sprawy się przegrywa. Niektórym 3 dni zabrakło i mieli do tyłu. Pozdrawiam
jazgdyni
Panie, co pan gadasz, co pan wiesz? Młodzieżowa Spółdzielnia Komunistyczna to było to za komuny. Dąbrowa, wszystkie te szeregowce, plus nieco na Chwarznie, to był ten czerwony projekt. A ja, panie, wprowadziłem się tu dokładnie rok temu, za ciężko zarobione pieniądze. I do domu, nie szeregowca. Poza tym, jest Dąbrowa i Dąbrówka. Co do dzielnic Gdyni, możemy pogadać. Pisałem zresztą o tym.
seafarer
@ Kazimierz Kozio... Ja się nigdy nie zapisałem do OPZZ-tu (i partii też nie) i nie dostałem za to działki. Kupiłem działkę w 1993r za własne, ciężko zarobione na morzu pieniądze i za te pieniądze zbudowałem dom. Od komuny nic nie dostałem. A jeżeli coś to tylko nękanie i opresję. Na przykład za komuny nie mogłem być kapitanem statku, mimo że wszystkie uprawnienia i odpowiednie doświadczenie miałem. Toteż pana insynuacje są nie na miejscu.
seafarer
@ jazgdyni Górę Donas widzę ze swoich okien. A na tej mapce z endomondo też jest (wewnątrz pętli na północny wschód od Rewerendy). Dziękuję za życzenia i pozdrawiam.
seafarer
@ Kazimierz Kozio... Oczywiście, że są. Ale obecnie używane w sytuacji 'emergency' a nie do normalnej komunikacji. Kto by się łączył za pomocą radia na falach krótkich lub pośrednich z biurem armatora, jak jest e-mail i słuchawka telefonu satelitarnego. Daj pan spokój.
Kazimierz Koziorowski
ciekawe dlaczego w czasach kadencji s.p. F.Cegielskiej nazywano panow dzielnice czerwona dabrowa?
jazgdyni
Witam serdecznie! Tyleż wspólnych tematów i równoległych przemyśleń. Aż radość bierze. Widzę, że kolega jest niemalże moim sąsiadem. I biega tam, gdzie zapewne przez lornetkę bym zobaczył. Mam wspaniały panoramiczny widok na naszą "górę" Donas (przypominam - najwyższa w Trójmieście - 205 mtr) i Kaczą w dolinie. Poezja. A teraz po kolei. Najpierwsza radiostacja była na Oksywiu. Tam się łączyło na słynnych 500 kHz (SOS) i dookoła tej częstotliwości. Oczywiście - tylko titawą (Morse'm). Potem, jak się jedzie na Hel, nieco za tym lasem za Redą, była właśnie Gdynia Radio, w miejscowości Rekowo. Nie wiem, czy są tam jeszcze jakieś pozostałości. Tu już była łączność globalna na falach krótkich, specjalnych morskich kanałach od 2 do 22 MHz. Oczywiście już mowa i stara titawa, a później jeszcze doszedł telex. Nasza, polska stacja do łączności satelitarnej, została wybudowana w Psarach w Górach Świętokrzyskich. A kompleksowa radiostacja "Mewa" (nota bene, bardzo dobra, jak na tą moc - kłopoty były tylko z Zatoki Meksykańskiej (jakiś fenomen?)) faktycznie zajmowała całą ścianę radiostacji, tę od strony mostka. Z boku było tylko małe okienko, by sobie w momentach nudy można było pogadać z oficerem wachtowym, zazwyczaj III-cim, bo stacja pracowała 08:00 - 12:00 i 20:00 - 24:00 (Potem wieczór zmieniono na 18:00 - 22:00). Takie były czasy... Z domem rozmawiało się raz na tydzień, a połowa rozmowy to było - Halo, halo! Słyszysz mnie?! Over. Nie jak teraz, że nawet z kabiny się nie wychodzi. Dalej: - co do biegania. Niestety konstrukcja naszych stawów, wszystkich trzech "nożnych" - biodrowego, skokowego i przede wszystkim kolana, jest taka, że zgodnie z banalną fizyką, nasze nogi nie są dobre do biegania. Oczywiście, przodkowie podpatrywali przyrodę i biegali. Szczególnie w kulturze Inków i na terytorium dzisiejszego Sudanu, Etiopii i Kenii. - cukier i to co go zawiera, oraz jaki cukier - cukry proste i złożone - skrobia to też cukier, w zależności jeszcze od tzw. indeksu glikemicznego, jest zawsze niedobry. Gorzka czekolada bardzo dobra. A sól? G. prawda. Należę do tych, co lubią jeść słono. Wszystko jeszcze sam dosalam. I co? Poziom Na we krwi całe życie w normie, arteriosklerozy nie ma, ciśnienie zgodne z wiekiem. Każdy człowiek jest inny. Jak to się mówi - jeden pada po jednym kieliszku, a drugi po litrze wygląda i zachowuje się, jakby wódki nie tknął. Medycyna i jej standardy, a za tym niezbyt błyskotliwi lekarze, wpychają wszystkich do jednych norm. A to niestety jest bzdura. Ja wcinam właśnie truskawki całymi koszykami, a syn biedak, mimo, że lubi, jest na nie uczulony. Miłego urlopu! Ps. Też gapiłem się w Marine Traffic. Dobra aplikacja
Kazimierz Koziorowski
gdynia radio anteny glownie w rekowie miedzy reda a puckim. jeszcze podzial na anteny nadawcze i odbiorcze. "Dzisiaj komunikacja statku z lądem odbywa się za pomocą telefonu satelitarnego oraz e-maili też satelitarnych." z felietonu mozna wywnioskowac ze klasyczna lacznosc radiowa jest passe, a tymczasem na statkach, za wyjatkiem bardzo malych jednostek, nadal jest obowiazek utrzymywania radostacji nadawczo odbiorczych na falach krotkich i posrednich wiec mimo ze gdynia radio nie istnieje to inne stacje brzegowe sa w pelnej gotowosci i pokrywaja zasiegiem caly glob.  
Do wpisu: Co o Polsce wie Timmermans?
Data Autor
Teutonick
 "Żaden z naszych polityków, niezależnie jakiej by nie był opcji politycznej takiego błędu nigdy nie zrobi. Nawet pani Europoseł trojga imion i nazwisk, takiego błędu tez nie zrobi." A ja myślę, że kogo jak kogo, ale Brąka z Komoroszczaków byłoby na to stać:) Ostatnią razą odznaczył się namawianiem dla odmiany do zlekceważenia prezydenckiego projektu referendalnego. Chyba żal się borokowi zrobiło, że jego znakomity pomysł referendalny wszyscy rozumni ludzie olali swego czasu z góry na dół:)
wielkopolskizdzichu
Święta racja proszę Pana. Posłanka Lichocka też nie zapanowała nad językiem i upubliczniła swoje prawdziwe poglądy na demokrację i wolność słowa. Ciekawe czy były to tylko jej poglądy czy też  ukrywana linia polityczna  ......Partii
Kazimierz Koziorowski
to sa pomylki freudowskie. taka maja wiedze i specyficzne wyksztalcenie czy to timmermans czy obama (polish camp auschwitz).   mozg ma ograniczone mozliwosci kontrolowania jezyka i czasem wymknie sie to co naprawde orator ma do powiedzenia gdy blokada nie zadziala. w moskwie chyba nie sa zadowoleni ze ujawnil cos o czym powinnismy wiedziec tylko z domyslow  
Zofia
Timermans i jego unijni kumple czerpią wiedzę od "Targowicy,ulicy i zagranicy". To ci ludzie dostarczają mu takiej wiedzy,aby on im umożliwił swoimi działaniami powrót do koryta.Czy się uda?. Zobaczymy. A gdzie w tym wszystkim są Polacy?
Do wpisu: „Dar Młodzieży”, polska bandera i ekonomia
Data Autor
seafarer
@ Jabe - 'powyższe napisałem w ciemno, bez czytania' Podwójny błąd. Po pierwsze czytanie (tak jak i podróże) kształci :) A po drugie (co wynika z braku pierwszego) myli się pan co przekonań autora. Jako, że hasło 'Precz z socjalizmem' autor również uważa za swoje. Przecież chyba nie powie pan, że postulat obniżenia składek na ubezpieczenia społeczne to propagowanie socjalizmu.
Jabe
Dodatkowe koszty nie przeszkadzają, gdzie indziej? I owszem, cała gospodarka jest tłumiona kosztami socjalu. To powoduje, że jest niekonkurencyjna. Jednak socjal przeszkadza tylko w tej wybranej dziedzinie, która dziwnym trafem jest konikiem Autora. Precz z socjalizmem! Przyznaję, że z braku czasu powyższe napisałem w ciemno, bez czytania.
xena2012
,,Tu pewnie UE tez znajdzie powód,żeby zaniepokioić się uregulowaniami,które mogłyby zmienić status quo niemieckich armatorów''.Otóż to! I na 100% UE znalazłaby pomagierów w polskiej opozycji aby do polskiej bandery nigdy nie doszło.
seafarer
@ wielkopolskizdzichu Da się i nic nie namieszałem :) W czasach gdy byłem na Darze Pomorza (na kandydatce a potem w rejsie) wchodziliśmy na reje i pracowaliśmy przy żaglach bez żadnych pasów. Jedna ręka była dla siebie a druga do pracy, tak jak napisałem. Pasy bezpieczeństwa wprowadzono dopiero później. Już chyba na Darze Młodzieży a może jeszcze na Darze Pomorza pod koniec jego służby.
Kazimierz Koziorowski
moze niech pan podejmnie temat tabu gdzie sie podzial majatek polskiej floty. srodowisko resortowo-morskie jest tak waskie ze afere wyprowadzenia majatku udaje sie do dzis doskonale kamuflowac.  powrot bandery polskiej na morza? to prawie fantastyka - ale nic nie stoi na przeszkodzie zeby zaczac od zmian legislacyjnych. tu pewnie UE tez znajdzie powod zeby zaniepokoic sie ewentualnymi uregulowaniami ktore teoretycznie moglyby zmienic status quo niemieckich armatorow na rynku zeglugowym. polski kapital moglby robic biznes na morzu ale powrot polskiej bandery to inna historia. a moze zrobic polski 2nd register? trzeba przestudiowac przypadek grekow - jak to sie robi zeby wyautowac niemieckie kompanie z duzej czesci rynku przewozow morskich.