Otrzymane komantarze

Do wpisu: Defilada w Katowicach i zaczarowany las
Data Autor
Jabe
Sojusznik ma czołgi, my mamy sojusznika.
seafarer
@ Zunrin - 'lepiej jest mieć masowo środki do ich zwalczania' Zgadzam się, na defiladzie też były ale niestety nie zrobiłem zdjęcia.  
seafarer
@ Ludomir Co by obecny rząd nie zrobił wszystko źle. Jednak tak sobie myślę, że w sprawie obronności powinna być zgoda.
seafarer
@ Jabe Na zdjęciu akurat czołg sojuszników.
Miecz i tarcza. Czołgi i pojazdy opancerzone dobrze jest mieć, ale jeszcze lepiej jest mieć masowo środki do ich zwalczania. To samo z samolotami. A całość łączą drony...
Ludomir
Dość widowiskowy początek kampanii wyborcze jM.Morawieckiego, kandydata z Katowic. Szkoda tylko,że jedynie na defiladzie nasza armia prezentuje się tak bojowo...
Jabe
O, jakie ładne czołgi mamy! Zmotoryzowana armia niemiecka w kampanii wrześniowej to w dużej mierze mit, projekcja czasów późniejszych. Polska przegrała przede wszystkim generałami, nie czołgami. Przypominam, że pozbyto się wielu generałów zdolnych do uczenia się.
Do wpisu: Koniec szkodliwych mitów
Data Autor
Anonymous
@Jazgdyni Oczywiście nie było w tym liberalizmu, kapitalizmu ani prywatyzacji. Był podbój gospodarczy - zaplanowany jak zresztą pisze Pan w kolejnym komentarzu. Prowadzony drogą kradzieży możliwych dzięki oszustwom przy podejmowaniu decyzji urzędniczych, a te z kolei możliwe były dzięki odgórnemu przyzwoleniu, co też Pan opisuje.
seafarer
@ Jabe - 'nazywający poglądy niewygodnych rozmówców idealistycznymi' To proszę je realizować, świat stoi przed panem otworem ... A o tym politruku to pan trochę przegiął. Wszystkie morskie państwa UE to (co ja proponuję) wprowadziły w takiej czy innej formie. I z tego korzystają, wszyscy (!) nie tylko ludzie związani z morzem (Niemcy - żegluga morska daje  30 mld wkładu do PKB). A pan chce, żebyśmy się poświęcali czy co?
seafarer
@ jazgdyni W życiu przeważnie tak jest, że różne kolory zawsze jakoś tam na siebie zachodzą ...
jazgdyni
Mimo tego nadal dręczy mnie pytanie: - czy to było tylko zwykłe, czyste złodziejstwo, czy świadoma likwidacja naszej floty z dodatkowymi premiami dla wykonawców. Pozdrawiam
Jabe
To i ja Panu coś powiem. To Pan nas wszystkich chce uszczęśliwić polską banderą. W tym celu lobbuje Pan za „pomocą publiczną”, obiecując złote góry. Jest Pan niczym ci co to wysyłali ludziom zawiadomienia o wygranej, wystarczyło tylko pewną sumę wpłacić, a można było wygrać wiele. Próby racjonalnej rozmowy o tym, do czego prowadzą podobne rozwiązania ucina Pan niczym politruk nazywający poglądy niewygodnych rozmówców idealistycznymi.
seafarer
@ Jabe A pan znowu swoje. Mówiłem już klika razy, mnie nie interesuje ideologiczna dyskusja. Więc daj pan spokój z tymi swoimi 'objawieniami' na temat wolnej gospodarki, której zrealizowanie (gdyby nie 'socjalistyczne' państwo) uszczęśliwiłoby człowieka. Wymyśla pan na socjalizm a oni też chcieli uszczęśliwiać człowieka. Jak to się skończyło wszyscy wiemy. Podobnie i pan chce uszczęśliwiać ludzi powszechnie, nieważne czy to jest możliwe czy też nie (i nieważne również czy oni chcą takiego uszczęśliwiania czy też nie). Ja zostanę na swoim poletku i będę robił to co jest możliwe aby polska flota rozwijała się i przynosiła nam wszystkim pożytek.
seafarer
@ jazgdyni Gdyby nie było tego to czym we wstępie, nie byłoby tego o czym piszesz w swoim komentarzu.
jazgdyni
Witam Świetnie rozprawił się Pan z mitami. Gratuluję. Ja często lubię sobie porównywać okres 30-to lecia na przykładzie polskiego PLO i duńskiego armatora Mersk. W 1989 PLO było potęgą, a Mersk niemal niczym. Dzisiaj jest dokładnie odwrotnie. Nie mogę się natomiast zgodzić z samym wstępem do tekstu o mitach. "Od czasu rozpoczęcia transformacji ustrojowej, postępowała degradacja polskiej floty pod polską banderą. „Nie ma znaczenia pod jaką bander pływa statek, byle przynosił zyski” – mówili neoliberałowie. Prawda jest taka, że z chwilą, gdy ze statków znikała polska bandera to znikały również statki." To jest pominięcie głębszej i ciągle ukrywanej prawdy. Likwidacja polskich statków i polskiej bandery, w dużym stopniu była spowodowana przyzwoleniem na dziki kapitalizm i rozkradanie majątku narodowego. I prymitywizmem oraz niesłychaną pazernością zdemoralizowanych ludzi, którym dano pieczątkę i władzę decyzyjną, co do losów statków. Powiem tylko, bo się z tym zetknąłem, że za 10-cio letni statek tzw general cargo, bardzo solidny i w pełni sprawny, więc wart parę dobrych milionów dolarów, ta osoba na styku PLO i na przykład grecki armator, dostawała do kieszeni zazwyczaj co najmniej 50 tysięcy USD. A przypominam starszym i oświadczam młodszym, że jeszcze w 1989 czteroosobowa rodzina dobrze żyła za 200 dolarów miesięcznie. Więc plowskie statki szły jak kiedyś za komuny banany. A jakby sobie z grubsza i w zaokrągleniu policzyć to tylko z samego PLO, tacy sprytni ludzie zarobili dla siebie 9 milionów dolarów. Kapitan Hatalski wykończony morzem biega sobie. Jazgdyni/Janusz Kamiński chodzi na spacery po lesie, a obok byli urzędnicy PLO jeżdżą sobie Bentleyami, czy Porsche. Pozdrawiam  
Jabe
Naklepał się Pan niepotrzebnie, bo co do tego sporu nie ma – każda branża będzie kwitnąć, jeśli się będzie jej odpowiednio dużo pomagać. Na tej zasadzie Antarktyda mogłaby być potentatem produkcji bananów, o ile by miała socjalistyczny rząd, oczywiście. Tyle. Mogę się odnieść tylko do wątków pobocznych. KLD traktował liberalizm mniej więcej tak, jak PiS traktuje prawicowość – wizerunkowo. Sytuacja, w której rząd pomaga swoim przedsiębiorstwom jest obiektywnie niezdrowa, bo nie powinno się jednocześnie konkurować i być arbitrem. To istotnie jest naganne. Francuscy socjaliści uratowali państwową firmę, wpompowując w nią miliardy. Później dokonano (w oczach polskiej „prawicy”) zbrodni – sprywatyzowano ją. No i wciąż działa. Może nawet bez ukrytych dotacji, kto wie. Jest prywatna (a raczej publiczna, bo giełdowa). Ta francuska firma przeszła proces głębokiej restrukturyzacji. Skąd przekonanie, że nasze tekturowe państwo podołałoby takiemu zadaniu? Nie mówiąc już o ryzyku korupcji. Pewne jest tylko to, że podatnik by zapłacił. No i jaki w ogóle jest sens organizowania i restrukturyzowania przedsiębiorstw przez urzędników? Tylko taki, że mogą sięgnąć do kieszeni podatnika i ustawić przepisy, jak im wygodnie – ani to taniej, ani sensowniej. Problem leży gdzie indziej. Należy zapytać, czemu mało powstaje polskich firm o zasięgu globalnym. Przy okazji jeszcze raz zwracam uwagę, że interesuje Pana wyłącznie Pańskie poletko. Zastanowił się Pan, jak by wyglądała gospodarka powszechnej i permanentnej państwowej pomocy? Dlaczego więc akurat w tę dziedzinę państwo ma pompować pieniądze wypracowane przez innych? Bo jest wyjątkowa? Wszystkie są. Zresztą przykład CGM ma się jak pięść do nosa, bo nie o przedsiębiorstwach tu rozmawiamy, tylko o banderze. A Pan skacze od jednego, do drugiego, jak Panu wygodnie.
seafarer
@ Jabe Pan znowu zaczyna ... Pisałem, już wielokrotnie. Pomoc publiczną można krytykować. Ale sytuacja jest taka, że w świecie w którym żyjemy (UE) pomoc publiczna FUNKCJONUJE! Opowiem panu historię z życia. O sprawie, którą kiedyś trochę się interesowałem. Otóż na początku lat dziewięćdziesiątych były dwie kompanie żeglugowe. Dwie kompanie o porównywalnym zasięgu obsługiwanych linii żeglugowych i wielkości posiadanego tonażu. Obydwie były również własnością państwa. Te kompanie to Polskie Linie Oceaniczne (PLO) w Polsce oraz Compagnie Generale Maritime (CGM) we Francji. I te dwie kompanie oprócz podobieństwa rodzaju własności i potencjału miały jeszcze jedno podobieństwo. Obydwie znajdowały się wówczas w głębokim kryzysie ekonomicznym. Dzisiaj PLO praktycznie już nie ma. I jedną z przyczyn, że nie ma jest również postawa ówczesnego rządu w sprawie pomocy publicznej. Rząd nawet nie kiwnął nawet palcem, żeby w czymkolwiek pomóc Polskim Liniom Oceanicznym. Takie stanowisko (oprócz innych subiektywnych przyczyn) wynikało z dominującego wówczas dogmatycznego liberalizmu gospodarczego wyznawanego przez KL-D. Że jakakolwiek pomoc firmie państwowej to jest coś nagannego, coś szkodliwego, wręcz nawrót do gospodarki nakazowo-rozdzielczej z czasów komunizmu. No i efekt pozostawienia Polskich Linii Oceanicznych samym sobie jest powszechnie znany. Nie ma statków, nie ma obsługiwanych linii żeglugowych, nie ma pracy pod polską banderą dla polskich marynarzy. Z kompanii o światowym niegdyś zasięgu pozostała tylko nazwa. Polskie Linie Oceaniczne, kiedyś jeden z największych armatorów liniowych w Europie i na świecie, w 1976 r. eksploatujący 176 statków, dzisiaj ma ... tych statków dwa! A jak było we Francji z Compagnie Generale Maritime? Otóż rząd francuski wiedział trochę lepiej. I nie miał żadnych skrupułów, żeby interweniować w przedsiębiorstwie, które było jego własnością. Naprzód wymusił głęboki proces restrukturyzacyjny. Potem przeprowadził prywatyzację. W międzyczasie wpompował w przedsiębiorstwo w sumie 3,2 mlrd FFr (około 0.5 mlrd Euro). Oczywiście Bruksela zgłaszała zastrzeżenia, że pomoc jest niezgodna z zasadami wolnego rynku. Jak widać z powyższego rząd francuski potrafił obronić swoje racje i pomoc ‘mimo że niezgodna’ została zaakceptowana. Jaki był efekt udzielonej wtedy pomocy, wdrożonego postępowania naprawczego i przeprowadzonej prywatyzacji? Otóż kompania CGM istnieje, obsługuje linie żeglugowe, posiada statki, daje ludziom zatrudnienie, przynosi dochód. I rozwija się. Co więcej wykupiła, inną dużą francuską kompanię żeglugową Delmas Container Shipping, która obsługuje linie żeglugowe z Europy do Afryki Zachodniej. Pomogła ta 'występna' pomoc publiczna czy nie pomogła?
Jabe
Pomoc publiczna nie jest za darmo. Gdy się jednym pomaga, inni tracą. O tym zwolennicy nie myślą. A efekty mogą być spektakularne. Wystarczy jednak pomyśleć, co by było, gdyby większa część gospodarki była preferowana. Zaraz by się okazało, że pod ciężarem reszta też potrzebuje wsparcia. Wylądowalibyśmy w sytuacji, w której jakakolwiek działalność wymagałaby pomocy państwa. Politykom i urzędnikom taka sytuacja odpowiada, bo wszystko od nich zależy – jak w PRL. Jednak każdy myślący obywatel powinien być takim pomysłom przeciwny, no chyba że ma w nich osobisty interes.
kaliszanin
a widzisz drogi panie kogoś z odpowiednimi jajami do zemsty.
seafarer
@ Marek1taki Żadnych konsekwencji :) Skrót tekstu nastąpił za moją zgodą! Pełny tekst będzie prawdopodobnie opublikowany w najbliższym numerze miesięcznika Polska na Morzu. Wtedy zamieszczę go również tutaj.
seafarer
@ Jabe - "Czemu proponuje się „pomoc publiczną” ...' Pomoc publiczna to nie jest żaden diabeł rogaty. Może się podobać albo nie podobać, ale pomoc publiczna jest jednym z instrumentów pobudzania gospodarki. Ja nie mówię czy ta metoda jest dobra czy jest zła, ważne, że jest skuteczna. A w przypadku gospodarki morskiej jest jedynym sposobem wyrównania pola gry z krajami wygodnych bander. Dyskredytowanie pomocy publicznej dla zasady (że nie można jej stosować bo jest wbrew regułom wolnego rynku)  to jest ideologia.
Anonymous
Red.Nacz. powinien wyciągnąć konsekwencje. Na Naszych Blogach zamieścił tekst Pan sam. Nie wiem co zaproponować? Na rei czy pod kilem? Może zacznijmy od początku. Pan zamieści tekst swój a nie wykastrowany, a ja się dowiem jakie jest Pańskie zdanie na temat.
Jabe
Czemu proponuje się „pomoc publiczną”, zamiast wprowadzić sensowne zasady pracy? Coś tu nie gra.
seafarer
@ Jabe - 'Pytanie, czemu nie zgodzić się na zarabianie mniej, w zamian rezygnując z pomocy. To pachnie szwindlem' Wie pan co, podejmę jeszcze jedną próbę, żeby panu wyjaśnić o co chodzi.  Ale to już naprawdę ostatnia ... Proszę sobie wyobrazić, że jest pan gospodarzem i ma pan jakiś majątek, np. pług wieloskibowy, brony, siewnik, kombajn i co tam jeszcze mają gospodarze. Ale ustalił pan takie zasady pracy tych maszyn ( w końcu jest pan właścicielem i ma pan prawo ustalać zasady wg jakich pańskie maszyny pracują), że nie da się na nich nic zarobić. Ale obok jest sąsiad, co nie ma nic, ale jest cwany. I ten sąsiad ustalił inne zasady pracy tych maszyn. Takie, że na nich daje się zarabiać. I pan mu te swoje maszyny oddaje, żeby on sobie na nich zarabiał. Bo nie chce się panu zmienić swoich zasad pracy!!! Jeżeli będzie pan dalej pierniczył o szwindlach i innych takich, to albo jest pan tępy albo rżnie pan głupa, jak to już przy poprzedniej dyskusji powiedziałem ...
Jabe
Czyli jest ogromny potencjał, który umyka nam sprzed nosa, bo nie pomagamy mu publicznie. Rozumowanie jest takie: (1) Są pieniądze do zarobienia, (2) niestety opłaca się je zarabiać gdzie indziej, (3) wprowadźmy „pomoc publiczną”, (4) zacznie się opłacać robić to u nas, (5) zaczniemy na tym zarabiać. Pytanie, czemu nie zgodzić się na zarabianie mniej, w zamian rezygnując z pomocy. To pachnie szwindlem. Czyżby zarobek został wymyślony, by przeszły dopłaty? Ciekawe jak to wytłumaczył czarodziej Modzelewski.