Otrzymane komantarze

Do wpisu: ŁADNEMU ZAWSZE ŁATWIEJ. Pokłosie ataku na M. Ogórek..
Data Autor
Pani Anna
Ładnemu zawsze łatwiej, to prawda ludowa znana od zawsze, a najlepiej widać to na efektach ataku na Panią Ogórek i Panią Profesor Pawłowicz... Pani Ogórek oczywiście współczuję tej sytuacji i cieszę się, że PRowo osiągnęło to taki skutek. Ofiarę też trzeba sobie umieć wybrać, każdy drapieżnik to wie.
Jabe
To pozwoliło odciągnąć uwagę ludu od taśm.
Lech Makowiecki
Xena 2012. Dlatego uważam, że - mimo niewątpliwego stresu i zdenerwowania pani Magdy - cała akcja obróciła się na jej korzyść. Ogromna fala współczucia i solidarności jaka ją spotkała  przełożyła się bezpośrednio na niechęć i pogardę dla agresywnych "kodziarek". Kropla drąży skałę...
xena2012
Oni właśnie na ten płacz liczyli,ze spanikowana ich chamstwem kobieta zacznie szlochać,może tusz się rozmyje,rece zaczną się trząść ,albo potrąci któregoś ,,męczennika'' autem i wiadomość pójdzie w świat.Straszydła dyzurnie obsługujace każdy protest nie osiągnąwszy celu oskarżyły ją później o to,że się usmiechneła a jej zachowanie bylo prowokacją.Wśród straszydeł była pani psycholog-E.Podlesna plująca na samochód ,rzucająca sie pod koła,nalepiajaca kartki na karoserię.Kto chciałby oczekiwać pomocy psychologicznej od takiej osoby? Jak ona nawet może pracować w tym zawodzie bedąc tak pozbawiona empatii a nawet zwykłej ludzkiej zyczliwości?Jej zachowanie wskazywało na nienawiść jaką czuje brzydka ,nieatrakcyjna kobieta wobec innej obdadrzonej wiekszą urodą i intelektem.Jakie to niskie.
Anonymous
Wydarzenie sprawia wrażenie kreowania Magdaleny Ogórek na męczennicę. "Demokracja" rozgrywa się pod stołem, a potem potrzebne są igrzyska dla ludu, aby miał serce po właściwej stronie. A właściwie to można by było zapytać panią Ogórek: "A czyjaś ty?", jednak skoro GW ujawnia "taśmy", a wokoło "Wiosna", to znaczy ktoś przepłacił naszymi pieniędzmi wszystkie służby na kupę. Nawet nie próbuję liczyć zer po tych 500+, ale obawiam się konsekwencji na miarę sprowadzenia Krzyżaków. Zwłaszcza, że dealuje Łyskacz, o którym ostatnio cicho.
Do wpisu: DZIĘKUJĘ, PANIE PREMIERZE ZA SŁOWA PRAWDY W AUSCHWITZ...
Data Autor
Dark Regis
Czy słyszał Pan może o takim pisarzu jak Erskine Caldwell? Nie chodzi o to, że zafascynował się nim i jego twórczością świat komunistyczny - złośliwi mówią, iż nawet z pewną dozą wzajemności - bo on opisywał rzeczywistość taką, jaka jest, a nie jaka być "powinna". Fascynowały mnie u niego opisane bez zbędnego szyderstwa albo patosu zwykłe ludzkie losy, targane bezlitośnie złym wiatrem ekonomicznych przemian na tytoniowym szlaku. To były lata 30-te i wielki kryzys, ale ja zaraz dostrzegłem w nich niepokojącą paralelę i odbicie naszej kulawej współczesności. Jak to mówią, zależy gdzie się ucho przyłoży. No więc ja miałem szczęście w życiu przyłożyć je tam, gdzie bije właśnie to puste serce kultury discopolo. Zostałem nawet dopuszczony do stołu, rzekłbym przyjęty przez stado, stałem się na moment "tutejszy", żeby przeżyć to wszystko z nimi i ich dobrze zrozumieć. Zupełnie jak Caldwell, tyle że ja nie musiałem się pastować na czarno :] Miałem chyba szczęście, takie kuriozalne szczęście pisarza, na wskroś empiryczne, które co prawda rani boleśnie i trwale piętnuje duszę, lecz zaraz potem przysyła wenę, by ta tą boleścią się opiekowała. pl.wikipedia.org Uważam, że losy Caldwella trafnie uwypuklają ten fenomen, gdy tak trudno jest trafić pod strzechy z patriotycznym przekazem. Zniszczenia w tkance kultury i rozstępy są już zbyt duże, żeby zadziałało tu coś z automatu. Caldwell ujmował za serce prostotą przekazu o świecie zakazanym i tak walczył z prostactwem percepcji elit. Wysoko cenił jego talent William Faulkner. Przemek Gintrowski śpiewał kiedyś taki kawałek pt. "Jak u Caldwella", którego autorstwo jest nieznane (być może autorem był K. Sieniawski). Śpiewa ją też Tomek Opoka. Jak u Caldwella – tak sobie żyjemy za siódmą górą, za siódmą doliną. wiemy to tylko, że nic się nie zmieni, że dni powoli, ale zawsze – miną. Jak u Caldwella na kogoś czekamy, w dłoniach zabawny, kolorowy żeton – niech się zlituje wojażer nad nami, przed dom zajedzie starą szewroletą. Jak u Caldwella wciąż będziemy wracać na naszą smutną tytoniową drogę, tragiczną ziemię – dawne długi spłacać i o zielone jabłka walczyć z Bogiem. (...) youtube.com Mrozi. Zupełnie niedawno okazało się - i ja też nie kryłem swego zdumienia, - że oto zacytowany fragment mojej bałaganiarskiej twórczości, to właśnie jest jeden z wielu podobnych okruchów lodu, które na przestrzeni lat oraz w różnych okolicznościach powstawały z inspiracji prozą, albo wręcz na kanwie mego zauroczenia pisarstwem Caldwella z czasów ogólniaka. Tak, taki polski tytoniowy szlak, ale to jeszcze dojrzewa. ;) Pisałem zresztą o tym u pana Surmacza, gdzie zastanawiałem się nad tytułem "Czas ptaków" i nad filozofią Kanta. Z naciskiem na czas. Pozdrawiam.  
Lech Makowiecki
Imć Waszeci. Jestem pod wrażeniem. Jeśli chodzi o wiersze - słyszałem wypowiedź najwybitniejszego żyjącego polskiego poety - Jarosława Marka Rymkiewicza. Ubolewał, że jego "Oktostychy" zostały wydrukowane w nakładzie zaledwie 1.000 (sł. tysiąca!) egzemplarzy. Na 38 milionowy kraj! To, że trzy moje tomiki poszły w ilości 3x3.000 sztuk zawdzięczam tylko kontrolowanej prostocie przekazu i aktualnej, patriotyczno-historyczno-politycznej tematyce. Nikt już dziś nie czyta wierszy. Tak powiedział mój wydawca. Przynajmniej nie Mickiewicza, Norwida, Słowackiego, Asnyka, Herberta, Hemara.... Obowiązuje prosty przekaz: "Ja uwielbiam ją. Ona tu jest. I tańczy dla mnie..." Prościej już się nie da. Podmiot, orzeczenie, dopełnienie. Jacek Kaczmarski już by dziś nie chwycił: za dużo przenośni, historii, makaronizmów, dziwnych emocji, patosu, trudnych słów. Za to częstochowskie rymy hip-hopu wbijają się same do głowy z siłą młota parowego... Pozdrawiam! PS Ale jest nadzieja: patriotyczno-historyczny rap poczyna sobie coraz śmielej. Polecam np. posłuchać "Bastiego" na YT...
Dark Regis
PS: jakby co, to tu jest link do "Liścia". Ale musiałem się nakopać w historii jak norka. O mało nie zginął w mrokach Internetu ;) naszeblogi.pl Jeszcze słowo wyjaśnienia. Te teksty powstały dlatego, że ludzie mieli w sobie jeszcze radość i nadzieję, lubili ze sobą przebywać, rozmawiać, nie dzieliła ich polityka. Na pewno byli świadomi skali emigracji i niedomagań "cudnego raju 2.0", lecz mieli jeszcze jakąś wizje przyszłości. Kto wtedy rządził? AWS, czy już SLD? Polska weszła do Unii w maju 2004 i nastąpiło tąpnięcie. Zawał kultury. Tu stawiam trzy kropki, bo i tak wiemy co się działo od 2005. Dziś już nikt tak się nie bawi w sieci, a na pewno nie pisze tam wierszy. Wszystko zostało uświnione w tym rynsztoku, spłaszczone i wydymane, a czerwone buraki są nadal jak pączki w maśle. Po trzydziestu latach od "zwycięstwa nad komuną"! Dziś już do akcji częściej wkraczają nożownicy niż romantycy. I kto jest temu winien?
Dark Regis
Nagle coś skrzypnęło przeraźliwie i, ze stojącego po lewej stronie konfesjonału, wyłonił się ksiądz. Zamykające się drzwiczki stuknęły głośno, a echo odbiło się od ścian. Ksiądz zbliżył się powoli do nas z malującym się na twarzy pytaniem. - Czy mogę w czymś pomóc? - Nie wiem. - Odpowiedziałem z rozbrajającą szczerością. - Nie wiem, czy mógłbyś nam pomóc. Na twarzy księdza malowało się zdumienie. Patrzył na nas przez chwilę, ale widocznie zaintrygowała go ta dziwna sytuacja, więc spytał. Choć w formie pytania, brzmiało to jak stwierdzenie nie wymagające odpowiedzi. - Chyba rzadko bywasz w Kościele? - Owszem. Niespecjalnie lubię towarzystwo ludzi tu gromadzących się. Są w swoim mniemaniu tak czyści i prawi, że nietaktem wydają im się słowa Chrystusa, aby stawali się lepsi. Oceniają świat i ludzi przez szkła zapiekłej złości. Każdy inny jest zły i skrzywiony, ponieważ tylko oni są dobrzy. - Bluźnisz, synu. - Nie nazywaj mnie synem. - Popatrzyłem mu prosto w oczy. Wytrzymał spojrzenie, choć widoczne stało się, że nie zapanuje nad zdenerwowaniem. Kontynuowałem - Nie jesteś moim ojcem. Na czole pasterza pojawiły się krople potu. Milczał zaskoczony. Przebudzenie Suzi poprawiła włosy upięte z tyłu. Spojrzała w okno i wpatrywała się jakiś moment. Deszcz nie przestawał siąpić - na dworze było smętnie i szaro. Wydawało się, że taka pogoda sprzyja pożegnaniom. - Widzisz - spojrzała mi w oczy i rzekła spokojnie - świat jest inny niż myślisz. Nie jest taki jak w snach... Nie wspominaj mnie źle. Odchodzę... Oczekiwałem tych słów, a mimo to wstrząsnęły mną do głębi. Odniosłem wrażenie, że wszystko zawirowało wokół smętnie, niczym karuzela po sezonie. Milczałem, wpatrzony tępo w dno filiżanki. - Odchodzę do rzeczywistości, która może nie jest tak piękna, lecz nie mam innej. Muszę ułożyć sobie życie... więc żegnaj, Śniący Poeto. Gdy wstała i ruszyła szybko w kierunku drzwi, odniosłem wrażenie, że nie może opanować ogarniającego ją uczucia. Kątem oka zarejestrowałem jeszcze chusteczkę, opadającą powoli na podłogę obok śmietniczki. Nie poruszyłem się. Siedziałem jeszcze przez chwilę patrząc błędnie, a gdy wreszcie odwróciłem głowę, jej już nie było. Jakby rozpłynęła się we mgle. W drzwiach zobaczyłem jedynie inwalidę na wózku starającego się przejechać próg. On nie mógł wstać i sobie pójść - pomyślałem. Ja mogłem, ale nie miałem dokąd. *** Niestety, nigdy tego nie dokończyłem, bo i przyczyny nagle ustały. Jest to jednak skamieniały zapis chwil i tego jak myśleliśmy wtedy. Kiedyś zapodawałem tu, na blogu pana Surmacza, "Liść" do piosenki Evy Cassidy "Songbird", który jest dalszą częścią opowieści i jak dotąd najpełniejszą. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.
Dark Regis
Kolejne sny Szedłem długą staromiejską ulicą. Okna skrytych w mroku kamienic ziały czernią i przypominały oczodoły czaszek, które tylko z lekka przysłaniały płachty poszarpanych markiz. Jak na mój gust, było to dość niezręczne urozmaicenie, jakby jakiś trefniś z piekła rodem projektował właśnie scenerię do upiornego serialu. Na dodatek wszędzie było pusto - ani żywej duszy. Widoczność ograniczały unoszące się wokoło opary. Stawiałem uważnie krok za krokiem po śliskim, złowrogo lśniącym bruku. Odbierałem wrażenia wszystkimi zmysłami, a mimo to poślizgnąłem się i o mały włos nie upadłem. Gdy pochyliłem się i przyjrzałem uważnie temu brukowi, okazało się, że zamiast kamieni tkwią w nim ułożone ciasno, rzędami jeden za drugim, czerwone buraki. Ogonki buraków powykrzywiane we wszystkich kierunkach zdawały się falować, jakby chciały oplątać stopy nieostrożnego przechodnia, by ostatecznie wciągnąć nieszczęśnika w czarną otchłań bagna. Z niepokojem obejrzałem rękaw białej, wyjściowej koszuli. Jeszcze była czysta. Na szczęście. Na przekór wszystkiemu szedłem jednak naprzód. Każdy swój ruch kalkulowałem z rozwagą, robiąc nawet czasem krok wstecz dla zachowania równowagi. Męczyło mnie to stałe wytężanie uwagi, ale szedłem. Byłem ciekaw, co wydarzy się dalej. Po jakimś czasie dał się słyszeć cichy szmer, który wreszcie okazał się szumem płynących po bokach ulicy rynsztoków. Fetor nieczystości stawał się nie do zniesienia. Mgła gęstniała. W jednym miejscu śmierdzący strumień wrzynał się zatoką niemal do środka uliczki. Pod butem zachlupotało niebezpiecznie. Pomyślałem, że lepiej będzie zawrócić i ocalić przykrywającą grzbiet czystość, ale w tym samym momencie usłyszałem jakiś głos. Niski, przytłumiony i chrapliwy, niczym głos w telefonicznej słuchawce. - Jeśli zawrócisz, nie zastaniesz tam niczego. Nic tam już nie jest takie, jak kiedyś. Teraz wszędzie jest tak samo a nawet gorzej. Idź, jeśli chcesz poznać Prawdę. Zabrzmiało to złowrogo. Rozejrzałem się wokoło poszukując cierpiącej na gardło wyroczni. Upewniłem się jedynie, że nadal byłem sam, nie licząc zdającego się żyć bruku i rynsztoka. - Dobrze, że nie mówisz nic o jedzeniu - zaryzykowałem. - Zwymiotowałbym na pewno. Nie otrzymałem odpowiedzi. Echo, jeśli było, utknęło w gęstwie oparów i szumie. Wzruszyłem ramionami i wykonałem kolejny krok. Zły Weszliśmy do wnętrza kościoła, trzymając się za ręce. Suzi mocniej zacisnęła dłoń, jakby chciała mi dać w ten sposób do zrozumienia, że oto jesteśmy w miejscu szczególnym. W miejscu, w którym wypowiada się wiążące słowa trwające od narodzin, aż do śmierci. Odniosłem wrażenie, że oczekuje czegoś ode mnie.
Dark Regis
Dziękuje w naszym imieniu ;) Teraz wpadałoby zapodać jakiś motyw muzyczny, ale ja odwdzięczę się raczej ukazaniem fragmentu pewnych niecnych rzeczy, które w latach 2000-2004 czynić zwykliśmy po nocach na czacie. Mówię "my", bo była tam cała masa niespokojnych duchem ludzi - polonistów, inżynierów, poetów... Nie uwierzy Pan, że takie rzeczy mogą powstawać spontanicznie pod wpływem chwili, mylę się? :] Śniący poeta Zamieszczam tu fragmenty większej całości, która tworzona jest w oparciu o kolejne rozmowy prowadzone na czacie. Raz rozpoczęta gra sama prowadzi mnie teraz poprzez obszary dotąd nieosiągalne z różnych przyczyn obiektywnych. Z braku czasu, nastroju, zwykłego braku doświadczenia. Jednak wierzę, że kiedyś dotrę do celu... "A jednak się kręci". Gra - bez wstępu W życiu zawsze prowadzi się jakąś grę, a w zasadzie grą jest całe życie. Wydaje się, że zasady tej gry są dobrze określone i można się ich dobrze nauczyć. Istnieją przecież instytucje prowadzące szkolenia (właściwie kursy, tak to należy dokładnie określić, mając na uwadze różnicę np. pomiędzy kursem a całorocznym wykładem) i uprawiające niestrudzoną agitację na rzecz wytworzenia u słuchaczy przekonania, że są one w tym niezwykle skuteczne. W tym kontekście gładko przechodzi nam przez gardło słowo: racjonalne. Lecz to tylko złudzenie naszego umysłu. Zawdzięczamy temu nasze słodkie ogłupienie. Słodkie, lecz krańcowo niepraktyczne. Ta sama rzeczywistość, rzeczywistość oglądana z perspektywy gry, wciskana w ramy teorii, rzeczywistość przedmiotów, zmian pogody i kromek chleba, bezwzględnie demaskuje tę naszą słabość. W każdym swoim aspekcie rozwarstwia się, splata wielokrotnie, przenika zastawiane sidła wzorów, niweczy marzenia o końcowym poznaniu. Doświadczyła tego nauka i inne, bardziej lub mniej pokrewne, systemy całościowego wyjaśniania świata. Można obserwować ten proces na poszarzałych stronach almanachów wszelkich nauk. Żyjemy, więc prowadzimy tę grę. Choć na początku gry decyzji koniecznych do podjęcia jest stosunkowo niewiele, z czasem natłok zdarzeń powoduje, że nie jesteśmy już w stanie odpowiednio szybko reagować. Nie jesteśmy w stanie ocenić ich ważności, priorytetu i skutków, jakie ze sobą niosą. Siadamy więc sparaliżowani i patrzymy martwo w punkt. Przynajmniej ten jeden punkt zdaje się trwać. Można to optymistycznie nazwać zbieraniem sił. Czajeniem się, by uchwycić odpowiedni moment. Wielu to potrafi i bez przygotowania, zaś grupy chyba wcale. Jednakże w obu krańcowych przypadkach wyczuwalna jest intuicyjnie jakaś płytkość. Płaskość, pozwalająca płynąć i ślizgać się bez zagłębiania w szczegóły. Choć mógłbym się miotać, krzyczeć i drzeć na sobie szaty, to jednak wiem jaki ta strategia bezmyślności, daje komfort i zadowolenie. To jałowość. Aseptyczna biel, której nie należy mylić z czystością.
Lech Makowiecki
Imć Waszeci! W taki razie - specjalnie dla Pana - dłuższa odpowiedź; moja najnowsza ballada: POLONIA sł.muz. Lech Makowiecki Choć przysięgaliśmy przed Bogiem: „Niech rzucim ziemi, skąd nasz ród” Wyruszaliśmy w długą drogę; Za chlebem nas wyganiał głód… W bezmiarze upokorzeń, w morzu łez… Wyrywaliśmy ziemi każdy kęs A kiedy już wyszliśmy z biedy – „Polish middle class” - Ona wciąż żyła w nas... Harując ciężko na marzenia Wykuwaliśmy własny los Zapuściliśmy już korzenie I liczył się nasz polski głos Lecz gdy dotarła przez ocean wieść Że wolność na bagnetach trzeba nieść Ruszyła wiara niby taran – za Hallerem w dym, A w sercach grała im: Ref. Polska – ojców zew Polska – dzwonów śpiew Polska – pośród pól Gości wita w progu chleb i sól Polska – zapach łąk Polska – my wszyscy stąd Polska – uwierz snom: Tu ojczyzna, tu nasz dom! Gdy Niemcy pakty zawierali... Żeby podpalić cały świat... Nóż wbił nam w plecy krwawy Stalin Wymordowano ludzi kwiat Walczyliśmy na wszystkich frontach lecz Sprzedano Pospolitą Rzecz Zabrały Kresy ruskie biesy – zatrzaśnięto drzwi! W obcą ziemię wsiąkły łzy... W mur zbudowany przez komunę Głowami biliśmy nie raz Lecz zanim mur ten wreszcie runął Bolszewia wyrzuciła nas! Na końcu „ścieżki zdrowia” w podły czas Gdzie bilet w jedną stronę czekał nas Oglądaliśmy się za siebie, łzy spłukiwał deszcz Ona płakała też: Ref. Polska… Dziś, gdy globalna wioska kusi I skurczył się nam cały świat Nieważne to – czy chcesz czy musisz – Nie ma już barier ani krat. Otworzył się przed nami cały glob. Masz wybór: turystyka albo mop... Gdy świat zapłonie – wspomnij o niej – i pamiętaj, że Ona zawsze przyjmie cię! Ref.: Polska…
Dark Regis
Mości Panie Makowiecki, mój brat cioteczny nie wyjeżdżał w latach 80-tych do Niemiec, a potem do Kanady, zaś drugi młodszy w latach 90-tych do Francji i dalej do Hiszpanii, z powodu biedy. Oni wyjeżdżali z innych powodów, że tak się wyrażę, z powodów politycznych. Po prostu już wtedy nie było widać szansy na państwo Polskie należące do Polaków z powodu stałego deficytu polskości w tzw. elicie, a co za tym idzie w całym państwie. Ot i cały ambaras. Zapomniałbym o mojej ciotecznej siostrze, która wyjechała w latach 2k do Londynu i tam założyła rodzinę. Trzydzieści ponad lat pod rząd bieda nie gryzie nawet w Mozambiku. Więc coś tu śmierdzi innego. Polecam ten tekst: youtube.com
Lech Makowiecki
Imć Waszeć! Powód  był, i jest, i będzie zawsze ten sam: BIEDA... Już Góral śpiewał niegdyś smętnie: "Dla chleba, Panie, dla chleba"..
Dark Regis
No i jaki z tego wypływa wniosek? Co spowodowało, że kiedyś Polacy nie mogli wracać, zaś dziś muszą masowo emigrować? Zapewne niektórzy powiedzą, że winien jest temu wredny charakter Polaków. A jak jest naprawdę?
Lech Makowiecki
Te liczby podał mi jakiś czas temu pan Szubarczyk z IPN - jako najbliższe prawdy (wg ostatnich ustaleń). Wielu Polaków uciekło z kraju przed prześladowaniami UB/NKWD, wielu (maczkowcy, andersowcy, robotnicy przymusowi i in.) pozostało na Zachodzie; np. mój ojciec wrócił od gen. Maczka dopiero w 1947r. Nawet ostatnio wyemigrowało z Polski ze 3 mln. ludzi...
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
6 milionów to liczba z kabały. Sześć milionów wypędził car, sześć milionów zginęłóow Ausschwitz, itd..  Wszyscy bez wyjatku jak mantrę to powtarzają - 6 milionów, sześć milionów.... Ludność Polski 1938 - 35 mln. Ludność Polski 1946 - 24 mln. Ludność Polski w 2019 - ca 35 mln. z tendencją spadkową. Pzdr
Lech Makowiecki
Trotelreiner. Rozumiem. Niemcy. Zadowolony?  PS Czy tak trudno pojąć, że znakomita większość Niemców wspierała wtedy nazistę Hitlera, czyli  były to nazistowskie, hitlerowskie  Niemcy? Z naciskiem na NIEMCY jako cały NARÓD! Naród bezpośrednich zbrodniarzy i tych przyzwalających na zbrodnię ludobójstwa. Nawet po wojnie większość Niemców wspierała/ukrywała "swoich" zbrodniarzy wojennych - stąd takie mizerne efekty w osądzeniu tych morderców.
Lech Makowiecki
Hitler chciał stworzyć własną wiarę. Germańską, mroczną, opartą na brutalnej sile i braku litości dla wrogów. Taki mord założycielski pasuje tu jak najbardziej.Nie szukałbym w tych prostych strofach drugiego dna... Pozdrawiam!
Zygmunt Korus
Być może szatański pomysł na samouzurpację "dla wybrańców Boga" znalazł się w tym kawałku wersu: "śmierci darowani – Jak ofiara dla bóstwa" Poezja ma to do siebie, że implikuje własne struktury semantyczne.  
Lech Makowiecki
Trotelreiner. Ale o co chodzi? Przecież Hitler wygrał w demokratycznych wyborach - głosami znakomitej większości Niemców. Nieliczni opozycjoniści skończyli wkrótce w różnych NIEMIECKICH  obozach koncentracyjnych...
Lech Makowiecki
Xena 2012. Może jestem minimalistą, ale cieszą mnie nawet takie małe rzeczy. Zwłaszcza we współczesnym, wyrachowanym i skundlonym świecie...
xena2012
Owszem premier przemawiał śmiało i pięknie,ale czy cała uroczystość była równie podniosła? Czy w świat poszedł przekaz ,że w Auschwitz byli i to przede wszystkim Polacy przecież Żydzi byli kierowani w wiekszości do Birkenau? Bo sadząc po dziwnym milczeniu wokół  uroczystości na terenie obozu wątpię.
Do wpisu: WYCHOWAWCZY CHARAKTER WIELKIEJ ORKIESTRY?
Data Autor
gorylisko
towarzyszko N... link do filmu gdzie bohaterem jest owsiak i jego łgarstwo...  obejrzy proszę a potem wsiadaj na miotłe i lec się przewietrzyć na łysa Górę
Novalia47
"Pani" Anna pilna słuchaczka i czytelniczka  narodowych mediów,podobnie jak ongi "Trybuny Ludu" i tym podobnych propagandowych szmatławców, wierzy bezkrytycznie we wszystko co jej do wierzenia te szczujnie podają. Jej sprawa, w końcu nie specjalnie wyróżnia się ona od innych zaczadzonych dojną zmianą. Ale nie wszyscy mają czelność zmyślać takie historie jak np., o biednym synku, który  musiał przez Owsiaka studiować w Niemczech, albo szkalować go  jak to obłowił się  na WOŚP (oczywiście bez żadnych podstaw faktycznych). To tak,jakby ową "panią"ktoś pomawiał,że dorobiła się pod latarnią,albo na jakichś przekrętach kosztem biednych ludzi. Ale być może, że po takiej "pani" słynęłoby to jak woda po gęsi, bo takie typy nie mają na ogół honoru...