Tekst jest poważny i do rzeczy. Tylko osoby poważnie traktujące rzeczywistość i słowo pisane są obowiązane do jego przeczytania.
Musimy się wszyscy zmobilizować. Losy świata i Europy teraz od nas zależą. Prądy populacyjne, politycy prowadzący masy do nienawiści do osób innej wiary, koloru skóry i praktyk homoseksualnych chcą przekształcić nasz kontynent w tygiel ciemnych dykatur religijnych, w zaścianek świata, w cuchnący starą pleśnią garnek, w którym ciemnota będzie cnotą, a kobiety będą służyć mężczyznom. Właściwie to można by zacząć inaczej. Oto stoimy w obliczu upadku cywilizacji. zatrute prądy nihilizmu, marksizmu, transseksualizmu i katolicyzmu - o pardon - podmywają jej fundamenty założone przez Jeana Jaqua Russeau. Musimy wrócić do światłości, rozumu i zasad, na których zbudowano Jerozolimę, Jerycho, Babilon i Nowy Jork. Stary jork jest już przeszlością. Kto żyw ten się szczepi. Teraz na hanta wirusa. Szczepienia będą nieprzymusowe ale obowiązkowe. Dawka zostanie ustalona przez minister Fon Der Lajen i experta z Ameryki, co ma immunited, więc mu możecie naskoczyć.
Na dworze susza, słońce i trutki przeciw wściekliźnie. Ciekawe, że tych trutek nie rozkłada się w komórkach i komputerach, nie są dodawane do produktów na niekończących się półkach ze zdrową żywnością w hipermaketach. Ktoś po prostu nie dba o ludzi, bo ileż wściekłości w nich teraz. Spójrzmy na przykład pierwszy z boku. Albo z przodu. Albo z tyłu. Gdzie się nie obrócić wściekłość wylewa się z ekranów, z głośników, ze spodni, ze stron. Wściekłość jest jak ocean, faluje, trzęsie się, unosi nas, raz wyżej, raz niżej. Niektórzy zachłystują się wściekłością. Eksperci donoszą, że to przynosi ulgę, że jak nie jesteś w stanie utrzymać się na powierzchni, że jak jakaś większa fala zalewa ci usta, to należy wziąć haust i... to pomaga. Próbowałem. Mieli rację. Ci co nie próbują toną w jej odmętach, w tej głębinie zbudowanej ze słów, wzorców myślenia, informacji, emocji, nastawień i żądzy agresji. Jeśli nie możesz pokonać jakiejś fali połącz się z nią - głosi stara mądrość i Gustaw Jung, który stał się mesjaszem współcześnie uduchowionych. Wyjaśnił nam to, o czym nasza noblistka już opowiadała, o czym od tysięcy lat i nadal, że drogą do wyzwolenia jest zło. Musisz się połączyć ze swoją ciemną stroną. Papa Sidth w Gwiezdnych Wojen po prostu mówił jak jest. Innej drogi w świecie zła, a taki przecież jest świat, i taki przecież jest jego twórca, nie ma. Więc odrzućmy przesądy i zahamowania. Naciśnijmy pedał, sory za wyrażenie, i ruszajmy ku prawdziwemu szczęściu Nadczłowieka. Inaczej skończymy wśród proli, to jest ludzi zbędnych zdaniem proroka mniejszego, tylko bez nazwisk, bez nazwisk. Wolność słowa jest, ale to nie znaczy, że za słowa się nie odpowiada - oznajmiła korpulentna, młoda i atrakcyjna panelistka zza wielkiej wody. A pewnie, że się odpowiada. Bo słowo to siła. Siła, która może cię ukierunkować na tory odpowiedzielnej egzystencji do odpowiedzialnego odejścia z tego świata, a może tez cię skrzywdzić, kierując ku niekończącemu się pasmu frustracji, że wybory wygrał Tusk albo Kaczyński, że rząd nie kupił wystarczająco dużo remdesiviru, że Doda już nie ta, że Kaczkowski już nie prowadzi "Zapraszamy do trójki". Bo do czego zapraszać? Mało to mamy zaproszeń? Ja najbardziej lubię zaproszenia z Radia Maryja i Tok Fm. Kiedyś preferowałem Kurwizję, ale od kiedy Jacek zmienił model żony na nowszy i jeszcze bardziej religijny, to jakoś ostrze jego ostrza się stępiło, a w końcu i on sam gdzieś przepadł, zniknął, rozpłynął się w niekończącej się powodzi polityków, poityczków, polityczątek. Oni wszyscy tworzą taką wielką rzekę płynącą ulicami naszych umysłów, naszego świata. Nie jesteśmy w stanie widzieć każdego z nich, zresztą, kto wie, może oni ze wstydu chowają swoje głowy w tej rzece, tak iż jest tylko szara, szeroka struga wynosząca, raz na jakiś czas, na powierzchnię portrety wodzów, wiecie jakich, nazwiska byłyby tutaj najgłębszą niestosownością.
Na dworze wiosna. Radosna. Jerzyki znów się pojawiły. Spółdzielnia wystawiła tablicę, że jerzyki mogą być w locie przez 2 a nawet 3 lata, nigdy nie lądując. Co za głupoty. Dezinformacja. Jak to lecieć 2 lata w powietrzu? Hehe. Nie możemy dać się nabrać. Trzeba jeszcze zrobić swoje. Z utęsknieniem czekam na dochód uniwersalny wyrażany w dostawach do domu, a nie pieniądzach. Wreszcie będzie wolność. Będę siedział w czterech ścianach, żarł, pił i oglądał koszykówkę albo mundial. Na chu wychodzić z domu? Na fiu pieniądze? Na jakie licho cała ta polityka, która tylko razi, rani zmysły, przynosi złe emocje? Chcę piwa i chipsów w każdej dostawie. i żadnych ludzi. Produkty będzie przywoził dron i tak będzie najlepiej. Chicago i San Antonio, Polska i Oklahoma, a nie Polska nie pojedzie na mistrzostwa świata. Ale może AI mogłaby coś zrobić i wstawić w transmisje jednak reprezentację Polski. Kto wie, może moglibyśmy w ten sposób nawet wygrać Mundial! Ja przed telewizorem, oni tam na boisku i w końcu jest - esktaza, radość, wybuch. Kowalski, któremu zwierzyłem się nad rzeką ze swoich marzeń postukał się palcem w głowę, że niby mam w niej namieszane, ale przecież to on ma namieszane, bo co za różnica co oni tam osiągnęli albo nie, jak jedyne co widzimy to ekran i to co jest na ekranie i jedyne co się liczy to to, co przeżywamy! Ukontentowany tym odkryciem wracałem do domu napełniony jakąś formą pokoju, satysfakcji, ale chyba najbardziej to - spokoju jednak. Głupi szuka prawdy, a mędrzec szuka pokoju. Głupi znajdzie niepokój i problemy, a u mnie będzie po problemach, bo odkryłem prawdę większą, taką, że istnieje tylko to, czego doświadczamy, więc od tamtej pory - będzie już z 10 dni, nie wychodzę z domu i skupiam się na transmisjach. Ostatnio Oklahoma przegrała po dwóch dogrywkach, a Nowy Jork, dzięki naszemu polskiemu Jerememu Sochanowi rozprawił się z Cleveland. Wiem, wiem, kaczyści będą sączyć, że Jeremy nie grał. Jak nie grał jak grał? Był tam, w drużynie. I to dzięki niemu - myślę sobie, sącząc z satysfakcją ulubiony bursztynowy płyn. Ostatnio oprócz puszek przyjechał taki baniak plastikowy z rurką. Z jednej strony to wygodniejsze, bo człowiek wkłada do pyska take rurke i może pociągać nawet nie sięgając ręką. Z drugiej jakoś się przyzwyczaiłem do tych puszek i w rzadkich chwilach wściekłości takę zemnę ręką a raz nawet zdarzyło mi się wstać z fotela i jak nie nadepnąłem. Ale cholera nadepnąłem na środek, więc ta puszka zamknęła mi się jakoś na nodze i potem miałem problem. Mocowałem się długo. Już miałem dzwonić po pogotowie albo do jakiegoś komitetu wyborczego. Skończyłem w toalecie, bo na sedesie się lepiej siedziało. Drugą nogą jakoś tę puszkę, zepchnąłem z tej pierwszej i wróciłem na fotel.
Na dworze... Abo ja wiem. Nie wychodzę już na dwór. Na dworze nie ma nic ciekawego. Pamiętam jak raz wyszedłem, to zobaczyłem ślimaka. Po deszczu było, to wyszedł, te swoje czułki wysuwa, te swoją muszlę ciągnie. Dorodny taki. Ale ja się brzydzę ślimakami. Francuzi podobnież za nimi przepadają. To go zostawiłem go w tej trawie i poszedłem dalej. Dalej spotkałem ptaka. Nieduży, rozciągnięty, martwy najwyraźniej. już mrówki po nim chodziły. Wszyscy tak skończymy - pomyślałem. Chociaż nie. My ludzie mamy bardziej higieniczne sposoby życia i odchodzenia. Piec, wysoka temperatura, żadnych mrówek, garść popiołu. Ile popiołu będzie ze mnie? Ile z ciebie? Takie urny widziałem, to pewnie z kilogram abo z pół. Potem gdzieś się to wsypie i już, po sprawie, temacie, po życiu. Wieczny luz, wieczny odpoczynek, wieczny spokój, ostateczne ukojenie tej potwornej z lekka egzystencji, gdzie wszystko człowieka wkórwia, uwolni od kranu z którego cieknie, taka kropla za kroplą, a noc, a człowiek chce spać, a tu kap.... kappp... Oszaleć można. Wku... mnie Kozłowska z tym psem. Jak muszę i wyjdę to zawsze na mnie szczeka. Wkuwiam siebie sam. Zastanawiam się jak długo jeszcze będę musiał znosić ten porąbany świat. Może skorzystać z usługi darmowego fentanylu? Jak to nazywają? "Ostateczna ulga"? E nie.. jeszcze mundial jest do obejrzenia, bo jestem sportowcem, prawdziwym kibicem. Nie kibucem jak się wyśmiewał Nowak, tylko kibicem. Nie wiem zresztą, o co mu chodziło.
Chciałem spojrzeć za okno, ale się opanowałem. Tu mi jest dobrze. Z moim radiem, telewizorem, z moim życiem, z moim alko, z tym co smaczne i dobre. Tego też i wam życzę, żebyśmy wszyscy w końcu zrozumieli, że życie to nie musi być trudna droga do śmierci, ale wygodna droga do ulgi. To właśnie starają się nam zapewnić politycy i wielcy tego świata. Dlatego ja się ich słucham, bo wiem, że im przyświecają wyższe cele, a nie nabicie własnej kabzy kosztem społeczeństwa, jakieś samozbawienie przez duchowe wyzwolenie, czy wieczne życie w układach scalonych. No... włączę komputer, zaraz będzie transmisja.