Wszystko będzie dobrze. Umrzemy i to jest właśnie bardzo fajnie. Bo wreszcie będziemy u siebie. Bo ten pobyt na Ziemi, ten ludzki świat w jakim żyjemy i go doświadczamy, i go przeżywamy, nie jest za karę. Nie jest jak tego chcą .... przekleństwem, choć nie da się ukryć, że dla wielu z nas jest drogą cierpienia, czasem nie do wytrzymania, czasem ponad siły, czasem nie do uniesienia.
Dla wielu też jest labiryntem, którego ściany wibrują od świateł, doznań przykuwających uwagę, pożądań, pragnień, interakcji, satysfakcji, i tyle tego wszystkiego, że gubimy się w tym labiryncie, że mijające nas po ścianach obrazy zaczynamy traktować jak swoje, jak nasze, jak na zawsze, jak własne i tak się przytulamy do tych ścian, że zaczynamy się zespalać z przepływającym przez nie obrazem, z przenikającym przez nie kolorem, ciepłem, odczuciem i one w nas zaczynają pulsować i żyć i się nimi stajemy i myślimy, ba wiemy, że to świat, że to życie i dalejże w ten wszędobarwny chaos, bo to dobrze, bo to miło, bo to zdrowo się nam wydaje, bo wtedy wszystko się dodaje, choć na chwilę, a potem przecież niebyt, bo nie może być inaczej, bo to co jest - w nas, przez nas - przecież nie jest, bo to tylko film, w którym bierzemy udział, chcąc albo nie chcąc, ale to tylko film i labirynt, z nami w roli głównej.
Wszystko będzie dobrze, bo za ścianą śmierci czeka na nas rzeczywistość, przez duże R. Pierdolca ze strachu przed nią dostają wszyscy władcy. A może wcale nie dostają? Może nie chcą żyć wiecznie? Czy my nie chcemy? Pewnie, że chcemy. Czy to możliwe? Pewnie, że nie możliwe. Więc to straszne! Może i tak. A może i nie. Wszystko od tego zależy, co jest za szklaną ścianą zesztywniałego ciała, ognia co je zmienia w proch. Co jest za progiem ostatniego uderzenia serca. Nie żartujmy. Po ostatnim uderzeniu jeszcze przez chwilę mózg pracuje. Więc potem będzie ta pauza całkowitej, ostatecznej, ciemności.
I nic już nie będzie takie samo. Ale najważniejsze, to, że spotkamy kogoś fajnego i na nowo się zacznie. Tym razem inaczej i lepiej. I nic z tego, co było, nie będzie stracone, ani nieważne, ani głupie, ani nieistotne. Zupełnie odwrotnie. Okaże się, że to wszystko w najdrobniejszym szczególe to była nasza interakcja z Rzeczywistością! To miało i będzie wówczas miało - ostateczną całkiem wartość. No może nie przekraczającą przyszłości "po", ale jednak ostateczną, bo przyszłość jest bez końca, a życie koniec ma, i dlatego właśnie, taka straszliwa jest wartość, każdego naszego smutku, każdego naszego uśmiechu, każdego razem i każdej chwili samotności. Dlatego nieskończona jest wartość każdego człowieka, bo on te wszystkie chwile nieskończone nanizuje na nić swojego życia. Więc nie myśl, że odkręcenie słoika z powidłami jest bez znaczenia. Że ból z powodu niepokoju o dziecko jest bez znaczenia. Że bez znaczenia są chwile razem, przy stole, przy winie, gdy nad głowami niebo i gwiazdy, których światło biegnie do nas przez wiele, wiele lat, choć przecież światło wcale nie biegnie, tylko jest, tak jak jest rzczywistość, którą Ktoś, ciągle stwarza, a w niej jesteśmy My, w takie niebo czasem wpatrzeni, bo co może być lepszego dla człowieka niż popatrzeć w gwiazdy? Chyba tylko popatrzeć tak w oczy drugiego człowieka, bo we wzroku człowieka jest... cały wszechświat, a nawet Miłość, która go utrzymuje w ruchu.
Oczywiście, morza łez nie wymażemy, ale wymaże w nas ten, Kto nas tam spotka. Wszystko będzie inaczej, ale wszystko będzie dobrze, bo jedno będzie takie samo, ta nasza, czasem schowana do szuflady, czasem sprzedana lub wypożyczona, czasem wreszcie przecierpiana, a czasem szczęśliwa - miłość.
Wszystko będzie dobrze. Bo ona jest materią istnienia. Bo gdyby było inaczej to i tak świat byłby przeklęty, ale wtedy by nie istniał, nawet jeśli komuś się poplątało i tak sobie to właśnie wymyślił, bo tę miłość właśnie odsunął, zastąpił żądzą posiadania, władzy, wiedzy, kontroli, w końcu siebie.
Wszystko będzie dobrze. Nie ma byka. A póki co, wyluzujmy trochę. Przestańmy sobie i innym, życiu i losowi wypominać, wszystko to, co mamy do zarzucenia i porzucenia. Wybaczmy sobie i innym. Odetchnijmy trochę. Nasz zegar biegnie do przodu. Do czasu. Do momentu. Ale to teraz - jesteśmy, bo kiedyś - też będziemy. I... wszystko będzie dobrze. Bądźmy więc dobrzy - dla siebie.