Dawne czasy to była szczególność i poszczególność. Spotykało się tych szczególnych kolegów przy trzepaku, widziało się te szczególne dziewczyny w klasie. Nawet w klubie dyskusyjnym byli konkretni ludzie. Teraz pozornie przekazów i interakcji, i komunikacji jest więcej, ale straciły one wymiar szczególny, indywidualny, a stały się elementem masowości, która miękko ale skutecznie wyklucza, umniejsza, wyłącza relacje jeden do jeden, zastępując je udziałem w masowych erupcjach tego lub owego. Stąd ludzie nie dzielą już faktycznie głębszych swoich wartości, przestrzeni, obszarów, pozostając w trybie masowej powierzchowności, anonimowości, bo w wielkim masowym molochu nie sposób patrzeć ludziom w oczy, nie sposób mówić dzień dobry, nie sposób być w innej relacji z drugim, jak tylko tej maksymalnie ograniczonej.
Wyrafinowanie, mądrość, kultura, wiedza, to były cechy tych, na których społeczeństwo patrzyło, na których się wzorowało, którzy w ten sposób oddziaływali na nie, bo byli indywidualnościami, bo przekazywali sobą, swoją postawą, twórczością, byciem: coś większego. Masowość spłaszcza, ujednolica, anonimizuje, depersonalizuje. Ludzie stają się sformatowanymi produktami przeciętnej jakości, bo nikt już nie ma ani możliwości, ani siły, ani zasobów, ani potrzeby, by być kimś innym, by być sobą. Ale nie - bycie sobą ponad wszystko inne jest postulowane i rozwijane, tyle, że w kalekiej wersji, gdzie "sobą" zostaje sprowadzone do funkcji płciowych, fizjologicznych albo urojonych, albo po prostu oznacza żądzę dominacji nad innymi, by móc bez ograniczeń dokonywać ekspresji swoich najbardziej prymitywnych skłonności i inklinacji.
Ludzie na poziomie odruchowo uciekają z masowości. Bo tłum jest zły, jak zresztą nauczają ezoteryczne ruchy, prądy, religie. Bo masa jest z natury tępa i brutalna, i nie od rzeczy Churchil - wielbiciel demokracji - twierdził, że najlepszym argumentem przeciw demokracji jest pięć minut rozmowy z przeciętnym wyborcą. Rzecz w tym, że dawne czasy podnosiły tłum, wysuwając na pierwsze miejsce elity w rozumieniu ludzi o wysokim poziomie rozwoju, charakteru, wiedzy itd. Obecne czasy dołują elity, wysuwając na pierwsze miejsce tłum, zbiorowisko ludzi bez zahamowań, bez krępacji, bez szacunku dla czegokolwiek poza ich własnym poczuciem zasobności, ważności, istotności.
Stąd eksplozja narcyzmu przenikająca wszystkie sfery życia, bo ów narcyzm jest przez masowość indukowany. Stąd elitami stają się produkty tłumu - influencerzy i influencerki. Wystarczy popatrzeć i posłuchać, aby poczuć niestrawności. A jednak, to oni "koszą" uwagę tysięcy, milionów, może miliardów. Bo o to w tym wszystkim chodzi: o "koszenie uwagi". O zajmowanie świadomości. By tworzyć nowego tłumnego człowieka o zaplanowanych cechach, o przewidzianych atrybutach, o przepowiadanej przez Harrariego charakterystyce. I to się udaje, bo tłum to tłum i zawsze taki był. 'Chciałbym być sobą" - śpiewał Markowski. Tłum też chce być sobą. Pan Bóg, chcąc kogoś ukarać, czasem spełnia jego życzenia i aspiracje. Tłum na swoją zgubę staje się sobą, zbiorowiskiem tępych, agresywnych, pozbawionych wyższych aspiracji jednostek, szukających łatwizny, bezpośredniego łechtania zmysłów i zapomnienia.
Celem komunikatu każdej osoby umieszczającej go we współczesnej przestrzeni porozumiewania się jest maksymalizacja ilości odbiorców. Ile osób przeczytało? Nikt? Jedna? Pięć? To nie ma po co pisać. Ile osób obejrzało? 10? Pięć tysięcy? Pięćdziesiąt? No. Naturalne mechanizmy potrzeby popularności i wpływu, zostały wzmocnione ekonomiczną rzeczywistością, przynajmniej na youTube, który zmonopolizował niemal wymianę treści poza-pisanych. Ale i na substacku można być wynagradzanym, ale trzeba zdobyć popularność, subskrypcje, wpłaty, a to znaczy jak najwięcej, jak najwięcej, jak najwięcej - odbiorców.
Więc przeciętny materiał wideo dobrego polskiego "youTubera" ogląda ponad 50 tysięcy osób, pod materiałem jest ponad 500 komentarzy. Czy w wyniku takiej komunikacji dochodzi do interakcji, komunikacji, zaczątka relacji? W zasadzie nie. Masowość wyklucza taką możliwość. Bo twórca choć zerknie i z rzadka, albo bardzo rzadka, wspomni potem coś zbiorczo, bo komentujący nie ma siły, ani szansy ani realnej możliwości wejść w realną polemikę, bo nawet nie przeczyta tej masy komentarzy, by wyłowić ciekawe. Bo tłum wie, że tu nie chodzi o relacje czy wymianę myśli, więc "pierdzi" komentarzami po stronach internetowych, co przynosi mu rodzaj ulgi i satysfakcji, bo ostatecznie ci, co na samej górze, wpychają teraz w internet tsunami celowo - a sztucznie - generowanych treści i sygnałów, jak same przekazy, jak komentarze, jak polubienia, by tę przestrzeń zapchać, by ją zagracić, tak, że autentycznie ludzkie komunikaty zaczynają stanowić mniejszość, a wszystko jest często nie do rozróżnienia, więc gadanie do maszynowo tworzonych wątków, by na ciebie oddziaływać, by cię wkurzać, by cię zachęcać, jest nonsensem, więc z tych 500 komentarzy nie wynika żadna sensowna komunikacja, poza stadnymi wyrazami a to uwielbienia, a to sprzeciwu, a to czegoś innego, zawsze w stadzie, zawsze w grupie, jako wspólny seans z Orwella.
Ubytek ludzi mających coś do powiedzenia, macherzy systemu, opętani chciwością, zastępują treściami właśnie sztucznymi. Tych, co ponad tłum, coraz mniej, bo ileż można znosić, chamstwa, podłości, impertynencji, głupoty, prymitywizmu, osobistych wycieczek? Za to kwitną influencerzy i masówka. Dziś, dzięki platformom streamingowym sponsorem muzyki jest tłum. Wyświetlenia przekładają się na pieniądze. Ciekawe jaką karierę zrobiłby nowy Fryderyk Chopin dzisiaj na Spotify. Ilu followersów by zyskał w zestawieniu z "gwiazdami". Czy wystarczyłoby mu "do pierwszego"?
To jest proces. Proces uruchomiony na fundamencie poglądów, że ludzie są źli, przewidywalni, że są maszynami i zwierzętami. Że trzeba ich kształtować, nimi manipulować, nimi sterować - minister Pinkas: "Po prostu wytworzymy taki stan emocjonalny...". I to nie jest miejsce na wskazywanie źródeł tych poglądów, aczkolwiek zwykle (zawsze?) są to źródła niechrześcijańskie, a nawet prawdopodobnie nie dalekowschodnie. To proces napędzany żądzą i chciwością. Żądzą kontroli nad światem, nad rzeczywistością, chciwością by mieć, może wszystko - łącznie z własnym życiem na własność, na zawsze, stąd Bryan Johnson ze swoim hasłem i projektem "Nie umieraj". Powodzenia - po.
Jesteśmy jako ludzie uczniami czarnoksieżnika. Stworzyliśmy cudowne rzeczy, ale te rzeczy zamiast nam służyć wymykają się spod kontroli. Z jednej strony zaletą internetu dawnego była realna anonimowość. To pozwalało ludziom na wyrażanie swoich treści całkowicie incognito. Tę anonimowość żądni władzy zamordowali i obecnie jest ona tępiona i pozorna. Z drugiej strony ilość pomyj ciągle wylewana, ale i podsycana przez "system, czyni dla osób publicznych komunikowanie się w ten sposób - uciążliwym.
Efekty?
- Uwiąd relacji realnych, międzyludzkich, zagadania człowieka do człowieka, realnych rozmów itd.
- Masowość dostępności wszelkich treści posunięta do takiego poziomu, że wybór staje się trudny, co powoduje, że wyboru dla człowieka dokonują algorytmy systemu, podsuwając mu pod nos, to co ma skonsumować świadomością. Co daje systemowi władzę i siłę do monopolizacji i kontroli komunikacji międzyludzkiej - patrz skutek "shadow-bana" czy zamknięcia konta na youTube, albo nie polecania przez algorytmy tego, a polecania owego. Masz 400 przyjaciół na facebooku? To facebook decyduje od których z nich zobaczysz wiadomość - nie ty.
- Wojna z mechanizmami decyzyjnymi każdego człowieka, dotyczącymi selekcji treści i komunikacji. Uwagę trzeba przybić, złapać, pochłonąć. Stąd nawet ci twórcy, co tworzą wartościowe przekazy posługują się mechanizmami chwytania uwagi, np. tytułując swój przekaz w manipulacyjny sposób, byle tylko ktoś zwrócił na niego uwagę.
- Postępująca prymitywizacja tych, co w internecie zostają i wycofywanie się tych, co wyrastają ponad preferowany poziom.
- Uwiąd wartościowej komunikacji, zastępowanej już to prymitywnymi i negatywnymi ejakulacjami pseudo-intelektu, już to udziałem w masowych seansach czegoś tam.
Na końcu zapadnie cisza, wypełniona zgiełkiem botów, treści produkowanych przez boty, komentarzy produkowanych przez boty. Ludzie będą zamknięci w swoich mieszkaniach bo pandemia, biernie przyswajając z ekranów karmę dostarczaną im przez tych, co przecież od zawsze mówili: "Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy". I o dziwo, ale dlaczego "o dziwo", nikt ich za to nie ukarał i nie ukarze. Bo... będziemy bardzo, bardzo zajęci.